Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Szkoliliśmy sędziów, odbywały się dla nich kursokonferencje prowadzone przez wykładowców zagranicznych, z jednoczesną częścią praktyczną, którą było prowadzenie meczy podczas międzynarodowych zawodów a obserwatorami ich pracy byli ci sami zagraniczni wykładowcy. Na zakończenie takiego szkolenia odbywało się krótkie omówienie pracy sędziowskiej oraz wskazanie najczęstszych błędów.  Kilka razy w Polsce gościł Frank Wilson z Anglii, Owe Wikstrom- vice Prezydent Europejskiej Unii Badmintona EBU w owych latach ze Szwecji, którzy szkolili naszych sędziów prowadzących oraz sędziów liniowych a także udzielali dokładnych informacji dotyczących pracy sędziów na stanowisku sędziego głównego, jego obowiązków i wymogów, jakie musi spełniać.

Aby zorganizować Drużynowe Mistrzostwa Europy gr B w roku 1985 należało wystąpić do Europejskiej Unii Badmintona kilka lat wcześniej z taką aplikacją (wnioskiem). We wniosku należało określić kilka zdawałoby się prostych informacji a mianowicie, termin, (ten był prosty do określenia trzeci tydzień stycznia w latach nieparzystych: i tak 1979 Klagenfurt Austria, 1981 Sandefjord Norwegia, 1983 Bazylea Szwajcaria i 1985 Warszawa) miejsce zawodów, he he, konia z rzędem temu, kto by wiedział czy obecne szefostwo (to był rok 1982) wynajmie nam halę MZKS Mera, przecież w naszej rzeczywistości jeden telefon osoby „postawionej wyżej” mógł zmieść wszystkich pracowników, a co dopiero osoby zarządzające halą Mery. Ale na to też znaleźliśmy sposób. Rzeczywistość, w której przyszło nam żyć powodowała, że z konieczności szukaliśmy rozwiązań irracjonalnych, które dla nas były proste, jasne a nawet stawały się oczywiste. Stare powiedzenie Polak potrafi w latach osiemdziesiątych (zresztą w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Polsce nabrało innego znaczenia). Umieliśmy rozwiązać prawie każdą durną akcję, lub zapis w regulaminach, umieliśmy ominąć przepis i to, co dało się ominąć, umieliśmy wymyślić sposób na to, co było praktycznie nie do rozwiązania. Tak było również w przypadku hali Mery. O tym napiszę osobny post ponieważ jest to bardzo ciekawa historia.  Muszę wyjaśnić jedną sprawę, hala MZKS Mera mieściła się wówczas przy ul. Bohaterów Września 6a obecnie Bitwy Warszawskiej.  Była to hala klubowa, tenisowa, z trzema kortami tenisowymi wyłożona zielona wykładziną kortową? A może podobną do niej, w każdym bądź razie trenowali na niej zawodnicy klubowi oraz kadra narodowa tenisa. Rozgrywali tam swoje pojedynki prominentni dygnitarze owych czasów. To takie eleganckie grać z innymi biznesmenami w tenisa, więc na Merę przychodziły różne znane osoby. Nie mam do nich oczywiście o to pretensji, gdyż dzięki nim hala była w miarę czysta, oraz „zadbana” jak na tamte czasy, niestety z wyjątkiem sanitariatów(, ale czy wiecie, że  niedawno odwiedziłam ten obiekt, przygotowując ten wpis chciałam pokazać halę, robiłam zdjęcia obiektu, byłam też w WC, i tu muszę stwierdzić, że niestety nic się nie zmieniło, nasza piękna hala tenisowa w zakresie sanitariatów wygląda tak samo jak w latach osiemdziesiątych!). Wracamy do roku 1982. Podczas jednej kolejnej wizytacji zauważyliśmy, że na hali jest stosunkowo ciemno, pali się mało żarówek a wielkie trójkątne okna znajdujące się w krótszej części ścian a także wszystkie okna umieszczone w dłuższych ścianach nie są zasłonięte, co dyskredytuje halę w oczach każdej komisji technicznej zatwierdzającej obiekt do gry w badmintona. O ile z oknami trójkątnymi nie widziałam problemu o tyle szereg okien w dwóch dłuższych ścianach był problemem. Ale jako się powiedziało Polak potrafi. Zadzwoniłam do kolegów z łódzkich klubów, czy któryś nie zna jakiegoś dyrektora z łódzkiej fabryki materiałów. Wiesiek Świątczak znał. Pojechałam do Łodzi na umówione spotkanie, po wypiciu kawy (kawa była na przydział i była oczywiście rarytasem), ale ja miałam ze sobą aromatyczną paczkę, gdyż zawsze kupowaliśmy w PEWEX-ie kilka paczek, aby mieć „na wszelki wypadek”. Podczas załatwiania spraw posiadanie kawy i wręczenie jej sekretarce zawsze otwierało nam drzwi szerzej i serdeczniej. Po kawie można było przejść ad rem. W krótkich żołnierskich słowach wyjaśniłam, jakie mamy problemy z oknami na hali „Mery” i poprosiłam dyrekcje, aby nam pomogła rozwiązać problem z uzyskaniem materiału na ich zasłonięcie. Okazało się, że jest brązowa flanela gruba i nieprzezroczysta rodzaj materiału nazwanego „baja”, na którą dzisiaj bym nawet nie spojrzała, jednak w roku 1981 lub 1982 już dokładnie nie pamiętam była pięknym, miękkim grubym materiałem, z którego można było uszyć zasłony. Cóż z tego materiał mogłam nabyć w ilości reglamentowanej niestety, czyli dwie ściany okien trójkątnych mogły być zasłonięte, ale to było wszystko, co wielka wytwórnia materiałów w Łodzi posiadała. Nie było szans na więcej. Trudno, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma, te słowa pochodziły z jakiejś przedwojennej piosenki, ale ponieważ były życiowe, często się do nich odwoływałam. Postanowiłam dokonać zakupu od ręki. Hi hi hi. Od ręki! Nie można od ręki, usłyszałam słowa dyrekcji. Znaczy jak nie można, noooooo, trzeba złożyć zamówienie, na takie dictum to ja byłam przygotowana, zamówienie miałam napisane na druku firmowym, w czterech egzemplarzach, opieczętowane pieczątkami firmowymi, sekretarza, czyli moją, głównego księgowego z podpisem in blanco oraz pieczątką okrągłą tak zwana bankową, bez której Bank nie respektował naszych przelewów lub czeków. Należało tylko wstawić ilość metrów. Dyrekcja miała oczy okrągłe ze zdziwienia, że jakaś sekretarz z jakiegoś marnego związku wozi ze sobą biuro. A jak inaczej? Magazynier zmierzył posiadana ilość towaru, wpisaliśmy do zamówienia i ustaliliśmy sposób dostarczenia materiału do Warszawy. Ja nawet byłam chętna zabrać ten towar ze sobą, ale dyrekcja poinformowała mnie, że te bele będę ważyły ponad tonę. Tonę? Hm, to może jednak waszym transportem towarzyszu Dyrektorze, bo ja nie mam samochodu a zresztą słaba kobietka ze mnie i nie dam rady tego zapakować. No tak. Ustaliliśmy resztę szczegółów w tym również i ten, że firma nie ma szwaczek i nie może obszyć nam zasłon, wiec musimy sami sobie tę sprawą załatwić. No, ale mając materiał łatwiej jest znaleźć krawcową. Żona jednego z naszych sędziów, Zdzisława Zawadzkiego pracowała w spółdzielni krawieckiej „Wspólna Sprawa”. Telefon do Zdzisława, jego żony, jej przełożonego wyjaśniający całą sprawę konieczności obszycia zasłon na halę Mery, przekonanie, że takie zlecenie to czysty biznes dla Spółdzielni, bo skoro nie ma materiałów na rynku polskim, ( ale za to istniało Ministerstwo Gospodarki Materiałowej przy ul. Wspólnej i ilekroć dzwoniłam do mojej przyjaciółki Baśki, magister inżynier architekt i pani telefonistka z centrali tegoż ministerstwa zgłaszała się pełną nazwą: Ministerstwo Gospodarki Materiałowej, zawsze cisnęło mi się na usta pytanie, po co istnieje takie ministerstwo skoro nie ma na rynku nijakich materiałów, nie tylko, że budowlanych, ale i materiałowych!!!) to dla Spółdzielni zlecenie prostego obszycia brytów jakimkolwiek materiałem i umieszczenie w nim stosownych kółek do zawieszenia tej materii na oknach jest interesem, bo my zapłacimy, Spółdzielnia wykona miesięczny plan i wszyscy będą zadowoleni. Kierownik lubił sport, i Rodzinę Zawadzkich, więc łatwo dał się namówić. Jakiś czas później dostałam telefon od pana kierownika badmintona z zapytaniem, co ma zrobić, bo pod ich Spółdzielnią stoi samochód ciężarowy z belami materiały a on nie wie, co i jak. A ja na to spokojnie, to jest materiał na te zasłony do okien na Hali Mery, o których rozmawialiśmy. Coooooooo? Wyrwało się kierownikowi, tyle? Tak, tyle, przecież ja panu podałam szerokość i wysokość zasłon oraz ilość brytów, z których ma się składać jedna zasłona. No tak…, ale… Panie kierowniku, ja ten materiał znalazłam w Łodzi, pan jesteś szefem Spółdzielni, ja musze mieć zasłony, pan wykonany plan, my będziemy mieli uszyte zasłony zresztą nie dla Polskiego Związku Badmintona tylko dla Hali Mera, więc się dogadajmy. Ale tego jest tyle. Panie kierowniku, to nie jest materiał na moja suknię ślubną, on jest tylko na zasłony, w kolorze brudno brązowym, połóżcie go do waszego największego magazynu i będziecie szyli po kolei, bryt po brycie. Cisza, muszę się zastanowić, dobrze bardzo proszę, to ja mam zadzwonić, czy pan zadzwoni? Zadzwonię, och jak miło, serdecznie panu dziękuję, pan to jest taki życzliwy człowiek dla tego badmintona.  Łup, usłyszałam odkładaną słuchawkę.  Zadzwonił za godzinę i poinformował mnie, że wszyscy pracownicy spółdzielni nosili te bele, i że oni to obszyją, ale ja muszę znaleźć materiał do obszycia tych zasłon. Następnego dnia pojechałam do pana kierownika, wzięłam kawę, plan okien Hali Mera wyliczony i wyrysowany przez Andrzeja Szalewicza i Julka Krzewińskiego i z uśmiechem na ustach wkroczyłam do sekretariatu. Pani otrzymał czekoladki i nieśmiertelną kawę, ja zostałam poproszona do gabinetu, gdzie czekał na mnie pan Kierownik. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze, dogadaliśmy się, że skoro ja nie mam materiału do obszycia zasłon a pan kierownik ma jakąś ceratę lub też materiał skóropodobny, to oni zużyją ten materiał, obszyją zasłony wykonają metalowe uchwyty tak żeby można było zasłony powiesić. Tutaj należy się jedno drobne wyjaśnienie. Okna na Hali Mera nie były znormalizowanymi oknami. Ich wysokość kształtowała się od dwóch do dziewięciu metrów wysokości o długości około dwudziestu pięciu metrów. Jedno okno miało szerokość około 90 – 100 cm. Szycie zasłon musiało być dostosowane do szerokości pojedynczego okna i jego wysokości. Nie powiem, aby praca ta była łatwa. Wymagała pomysłowości a także uruchomienia wyobraźni. Tej nam nie brakowało! Okna trójkątne miały już swoje zasłony, zaś pozostałe okna przez pierwsze lata były zasłaniane zwykłą folią ogrodniczą w kolorze czarnym, zdobywaną poprzez nasze znajomości w warszawskim Pegeerze Mysiadło.

Czy wiecie, że tak bardzo polubiliśmy się z panem Kierownikiem, że z Jego inicjatywy Wspólna Sprawa uszyła dla naszych sędziów pierwsze garnitury sędziowskie, granatową marynarkę i szare spodnie a dla pań granatową marynarkę i szarą spódnicę. Zresztą w tym właśnie stroju jestem sfotografowana na zdjęciu z małą Magda Ozga. Materiał jak zwykle był załatwiany po znajomości, ale tu tym razem należą się słowa podziękowania dla Pana Kierownika Wspólnej Sprawy, bo to przecież była wspólna sprawa, nas badmintonistów i „Wspólnej Sprawy”. Przez wiele lat koledzy z innych związków sportowych zwracali uwagę na elegancki ubiór naszych sędziów i organizatorów z podziwem pytając jak wy to załatwiliście, garnitury dla sędziów, w dzisiejszych czasach. Tak załatwiliśmy, tylko za te garnitury płacili zainteresowani, nikt nikomu nic nie dawał, a garnitury używane były przez nas chyba przez kolejne dwadzieścia lat.

Cdn.

komentarze 54 do wpisu “Mistrzostwa nie tylko międzynarodowe cz. 5 Zasłony”

  1. wiktor

    Dzięki serdeczne za wyrazy współczucia-pozdrawiam,życzę dużo zdrowia i wiele radości.

  2. jantoni341.bloog.pl

    Były też zimowe
    pieluszki bajowe.
    LW

  3. jadwiga

    JanToni,
    były, były, wiesz ile lat miałam je w magazynie PZBad? 14 lat, później w związku ze zmiana miejsca organizacji zawodó oraz ze względu na stan przydatności do uzytku były używane do przykrywania lotek w magazynie, wysłużyły sobie emeryturę
    j

  4. Jadwiga

    Drogi Wiktorze,
    wiem z własnych doświadczeń, że ten okres jest szczególnie trudny i taki będzie przez najbliższe miesiace, jednak w naszym zyciu wszystko się dzieje po coś.
    Pozdrawiam serdecznie pomimo przykrych okoliczności
    j

  5. Beata

    Dzięki Bogu za etiopskie miasto Kaffa a raczej za te małe zielone krzaczki których ziarna nauczono się tam palić i podawać jako gorący napój! Ileż to rzeczy można było załatwić za paczkę wymarzonej a niedostępnej w socjaliźmie kawy! Butelka koniaczku też była witana z otwartymi rękoma.

  6. jadwiga

    Beato,
    oj tak, oj tak, choć ja jechałam na kawie, bo koniaczek to juz był postrzegany jako ciężkie przestępstwo, pamiętasz, jak to było w stanie wojennym alkohol był sprzedawany od 13.00
    j

  7. Beata

    A jakże, tylko go też nie było! Ale za to można było grzybki marynować, bo octu było duzo! 🙂

  8. jadwiga

    Beato,
    pamiętasz nasz konferencje prasowe w „Bazyliszku”, choć alkohol był sprzedawany od godziny 13.00 my zawsze oferowaliśmy kawę lub herbatę z wkładką, i jakoś tak to szło
    j

  9. gordyjka

    Już dawno mówiłam, że masz kreatywny umysł Jadwiniu…:o), a czasy były wówczas dla kreatywnych Ludzi idealne…:o)

  10. Beata

    Ach ta słynna „wkładka”! Co jak co, ale żaden z VIP’ów nigdy nie narzekał na brak alkoholu i dobrej atmosfery w czasie zawodów, czy to na boisku, czy poza.

  11. Hurghada35

    A teraz to powspominać już tylko to wszystko co było pozostało:)

  12. randdal

    a mój trener badmintonista zniknął po 2-3 miesiącach:((

  13. zośka

    Oj, ile człowiek rzeczy za te kawę, czekoladki i inne cymesy z Pewexu załatwiał. No ale tak niestety było i bez tego ani rusz.

  14. jadwiga

    Randdalu,
    jak to zniknął ci trener badmintonista? ot tak teraz?
    j

  15. jadwiga

    Zośko,
    takie były czasy a kawa była towarem deficytowym a kazdy chciał się napić pachnącego wywaru, i tak to leciało
    j

  16. jadwiga

    Hurghada35,
    powspominać tak, ale tez przekazać młodszym, ze wszystko można zrobić, że nie ma rzeczy niemożliwych, bo tak zawsze było i jest, choć teraz jest o niebo łatwiej
    j

  17. jadwiga

    Beato,
    bo myśmy nigdy nie żałowali swoich pieniędzy na pokrycie kosztów, które musiały być poniesione, a na ktore nie bylo kasy
    j

  18. notaria

    A ja właśnie czytam gdzieś na portalu chyba wp, że Polacy nie żałują pieniędzy na kawę i potrafią się nią delektować nawet, gdy jest w cenie obiadu 😉 Nie powiem, też należę do kawoszy i nawet zaliczyłam najdroższą kawę świata, kopi luwak, więc za tę kawę wierzę, że można było wszystko załatwić 😉

  19. rodorek

    Jak nie można było legalnie, trzeba było sposobem:) Kiedyś znajomości znaczyły więcej niźli wypłata:) Jadziu, śliczna blondynka na zdjęciu:)
    Pozdrawiam.

  20. Andrzej

    Jadziu,
    1. Kto nie organizował imprez w czasach rozlicznych deficytów- pewnie pomyśli, że przesadzamy, opisujesz świętą prawdę. Nawet w faworyzowanym jednak, bo mocno siedzącym w tradycji Wyścigu Pokoju było wiele prozaicznych kłopotów. Czasem na poziomie… banana i pomarańczy. Standard UCI przewidywał coś takiego w wyposażeniu „baliczków” ,czyli paczek żywnościowych na drogę dla kolarzy… Dziś śmieszne, wtedy dziesiątki osób stawały na głowie, by było jak UCI każe.
    2. Z tym alkoholem od 13-ej, to trochę przesadzasz. Świat sportowy opanował prawo odejścia od reguły- jeśli był gość zagraniczny, to i na śniadanie dało się podać. A jeśli gościa brakowało, można go było zrobić- trochę pasty do butów i już czarnoskóry do dyspozycji… Pozdrawiam.

  21. jadwiga

    Andrzeju,
    wiem, wiem, u was paczki jak kaze UCI u nas trzeba było dodatkowe przydziały mięsa i artykułow spozywczych jak i czystości zarówno do hotelu jak i restauracji, a sprawa alkoholu, byla rozwiązywana przez nas prosto, jak trzeba było to płaciliśmy sami, bo my nie mieliśmy na to kasy i tyle,
    j

  22. jadwiga

    Noti,
    kawa była towarem wielce luksusowym , a paczka kawy to doprawdy szczyt marzń szczagólnie przed świętami, a to był wtedy listopad swieta tuż tuż,
    j

  23. jadwiga

    Krysiu,
    znajomosci i kiedys i teraz sa ważne, ale wtedy były najważniejsze, zreszta o tychże bedzie w kolejnych moich wspomnieniach, a blondynka… no cóż troche młodsza od dzisiejszej i też mi się podoba…
    j

  24. Jadwiga

    Gordyjko,
    bez kreatywności, myślenia, wymyślania, sposobów, omijania reguł, dązenia do celu nie można było
    nic zrobić, trzeba było wykazać sie przebiegłością i sprytem
    j

  25. Margo

    No patrz, miłego i dziękuję 🙂

  26. teresa

    Witaj Jadziu! Czytając znalazłam się w tych czasach peerelowskich. Wszędzie trzeba było mieć znajomości. Jadziu te zasłony wycisnęły mi łzy. Te Wasze starania, zaangażowanie dla mnie wzruszające. Jadziu jakie to piękne, że wybrałaś się, aby do tego wpisu zrobić zdjęcie hali. Twoje zdjęcie z małą Magdą przeurocze. Trzy razy jechałam na górę myszką podczas tego komentarza, aby się przyjrzeć.Pozdrowienia dla pana kierownika, który w końcu zrozumiał Was. Pozdrawiam Jadziu.

  27. jadwiga

    Margo,
    dzieki, dzieki
    j

  28. jadwiga

    Tereniu,
    takie były wariackie czasy, zasłony były wiedszane na hali na impreze bo ówczesny kierownik hali p.Zieliński nie chciał ich na stałe, bo nie miał gdzie składować, więc my w maleńkim magazynie je trzymałyśmy na Stadionie X lecia, tego budynku już nie ma rozebrali w 2008 i na kazde zawody woziliśmy je na Merę, a zakładali te zasłony na te wielgachne okna alpiniści, bo to była praca na wysokości i trzeba je było założyć i zdjąć i przewieźć raz w tę raz w tę stronę, głupiego robota ale cóż, głupie czasy to i głupiego robotę odwalaliśmy,
    j

  29. Nivejka

    To były czasy! W słowinku słowo „kupić” praktycznie nie funkcjonowało. Wszytsko sie wtedy „załatwiało”:D

  30. Dośka

    Heydwigo jeszcze raz twierdze ze dla chcącego….a podłe czasy były przyznam , lecz zarazem zyć się chciało , może dlatego że to co się zdobyło w życiu kosztowało nas ogrom krwi wyssanej przez wampiry epoki w jakiej żyć nam przystało……..macham ciapato i chyba wiosennie – Doska

  31. jadwiga

    Nivejko,
    albo załatwiało albo zdobywało, a wiesz jaka ja byłam dumna z tych obrzydliwych zasłon? one rzeczywiście były potrzebne ale były okropne
    j

  32. jadwiga

    Dośko
    dla nas 35- 40 letnich kiebiet to one były nawet znośne, bośmy młodościa nadrabiały, ale dla naszych mam i babć, które dniami stały w kolejkach to był paskudny czas
    macham może wiosennie
    j

  33. Jolanta

    No, nie mogę uwierzyć,że z taką nostalgią wszyscy wspominają ‚tamte’ czasy kiedy nic normalnie nie dało się kupić….
    Ja miałam podobną bluzeczkę jak Ty na zdjęciu z dziewczynką. Bardzo byłam z niej dumna (z tej bluzeczki ma się rozumieć) bo stanowiła wtedy ‚wrzask’ mody, nie tylko krzyk.
    Pozdrawiam cieplutko:))

  34. Ciotka Pleciuga

    Fakt, że w tamtych czasach kombinowało się na wszystkie, możliwe sposoby, by sportowych gości z zagranicy przyjąć jak należy. Coś wiem na ten temat, ponieważ kilka wielkich, międzynarodowych turniejów organizowałam.A u nas stoły bankietowe na zakończenie takich imprez uginały się od wszelkiego, rzadkiego wówczas dobra. Zawsze mnie wtedy gorszyło to, że m.inn. przedstawiciele prasy lokalnej korzystali z okazji by z pustymi teczkami z tych bankietów nie wychodzić.Nigdy nie zapomnę widoku jak znany, lubiany i bardzo popularny komentator sportowy wpychał do plastikowej torby… WZ-ki „zwinięte” z bankietowego stołu.

  35. Jakub

    Jadwigo,prawdę mówiąc,to tutaj nic się nie zmieniło.Dwa dni straciłem,by dostać się do lekarza.Prywatnie też trudno.Na pare groszy każdy patrzy.Sport?Kilku mistrzów mamy…Tylko wszystko w jakimś burdelu się obraca.Dialektyka tyfusu…No i co tu powiedzieć?Sarka farka!!!Jakub

  36. jadwiga

    Jolanto,
    tylko dlatego tak wspominaja bo młodość odeszła razem ze wszystkim co było najgorsze, najtrudniejsze i złe a młodość się zawsze z uczuciem wspomina
    j

  37. jadwiga

    Jakubie,
    no nie mów, że się nic nie zmieniło, zmieniło się i to dużo, ale nie wszystko sarka farka, ale sie zmieni, na pewno
    j

  38. jadwiga

    Ciotko Pleciugo,
    po pierwsze witam serdecznie, po drugie u nas na konferencjach prasowych nikt nic nie wynosił bo nie było co, a na kolacjach pożegnalnych jedli dopóki dopóty stoły były puste i nie bylo już co wynosić, choć nie powiem raz byłam swiadkiem opodbnego zdarzenia i wtedy przestałam te osobe lubić, tak na amen
    j

  39. Jakub

    No tak,nadzieja musi być,sarka farka…Jakub

  40. jadwiga

    Jakubie,
    nadzieja jest zawsze, serdeczności
    j

  41. Azalia

    Kawa, czekoladki, a nawet słynna szynka Krakus, były na wagę złota i otwierały drzwi. Pozdrawiam uroczą blondi.

  42. teresa

    Jadziu rzeczywiście, że głupiego robota i to jeszcze jakiego głupiego. Ale jakie czasy takie głupoty hihihi.Pozdrawiam Jadziu.

  43. Eurydyka

    Tamte czasy uaktywniały umysły pracowników. Ci kreatywni i pomysłowi zawsze jakoś sobie poradzili, i spod ziemi wydobywali niezbędne towary. W latach 80-tych pracowałam w dziale handlowym. Ileż przeróżnych prezentów dostawałam, bo każdemu wydawało się, że jak nie da, to nie załatwi. A do prezentów poza kawą, czekoladami, koniaczkiem również należało ….żelazko i części do malucha a także zamrożona
    5 kg tafla gulaszu. Jadziu, pomysłów Ci nie brakowało, a urody także nie….

  44. jadwiga

    Azalio,
    kawa, przede wszystkim kawa, tyle kupowałam, a szynka Krakus, była pożądanym produktem ale trudno było ja załatwić,
    j

  45. jadwiga

    Tereso,
    najgorsze w tej głupiego robocie były niezliczone ilości pism, które należało napisać o wyrażenie zgody na właściwie wszystko, nawet na zakup ekstra toaletowego raczej ściernego niz toaletowego niezbędznego na hali Mera
    j

  46. jadwiga

    Eurydyko,
    wtedy w sporcie było bardzo trudno a kontakty moje były na poziomie moich koleżanek szkolnych, ale żadna z nich nie pracowała w handlu w znaczących instytucjach, natomiast o jednym patronie napiszę, bo wart był tego i wspomnienie o nim będzie zasadne
    j

  47. Jakub

    Jadwigo Droga,chcą mnie wykończyć-normalnie.Od trzech miesięcy nie chcą mi zapisać insuliny,a ja mam cukrzycę typ 1.Dlatego straciłem ochotę do życia.Skurwiele wszelkiej maści.Nie mogę sobie poradzić.Chyba pierwszy raz w życiu.Ale co tam śmierć.Moja ważność nie istnieje.Trzymaj się.Jakub

  48. Helena

    To że w tamtych czasach udawało się zorganizować COKOLWIEK, wydaje się cudem z listy siedmiu… Ale dlatego Polacy i dziś radzą sobie lepiej niż wiele innych nacji. Kreatywność i wolę walki mamy we krwi. Pozdr.

  49. TOMEK

    Pani Jadwigo,
    dawno mnie u Pani nie było, ale postaram się ponadrabiać wszelkie zaległości. Polacy potrafią sobie poradzić w każdej sytuacji – to jest nauka z trudnych czasów. Szkoda też jednak, że za dużo kombinują. Że wszędzie szukają drugiego dna. Ale i tak ich kocham.

  50. jadwiga

    Jakub,
    moge jakoś pomóc?
    j

Zostaw odpowiedź

XHTML: Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.