Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Osaka 2007

Autor: Jadwiga. 28 komentarzy.

W roku 2007, w sierpniu odbywały się w Osace Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce. Pojechałam jako kierownik 92 osobowej grupy zawodników, trenerów masażystów i lekarzy. Wyjazd trudny, bo lekka atletyka jest królową sportu i należą jej się stosowne hołdy jak to królowej. Trudny również dlatego, że daleko (przy różnicy czasu około 9 godzin) a kontakt z krajem zawodnicy mieli wyłącznie poprzez magiczny Internet. Zawody odbywały się na pięknym stadionie w Osace, a my mieszkaliśmy w hotelu Sheraton, można powiedzieć, że w samym centrum miasta. Nie będę pisała tym razem o wynikach, gdyż lekka atletyka, jako królowa sportu ma piękna oprawę zawodów – mnóstwo transmisji telewizyjnych i radiowych. Media prześcigają się podając wiele ciekawostek o startujących zawodnikach, ci zaś prześcigają się nie tylko sportowo, ale też prezentując modę, nowe trendy, fryzury czy tipsy, jak to było za sprawą sprinterki Florence Griffith-Joyner w roku 1988 r podczas Igrzysk Olimpijskich w Seulu. Lekka atletyka posiada również wielu znakomitych sponsorów. Te wielkie firmy podczas zawodów zwracają uwagę na pojawiające się potencjalne gwiazdy, aby z nimi podpisywać intratne kontrakty. Wyniki zawodów są fascynujące, gdyż startują w nich tak wspaniali sportowcy z całego świata jak Usain Bolt, czy caryca tyczki Jelena Isinbajewa, nie mówiąc już o naszych zawodniczkach Ani Rogowskiej czy Monice Pyrek w skoku o tyczce. W niedzielę 28.11.2010 Monika udowodniła, że jest też świetną tancerką zdobywając wraz ze swoim partnerem Robertem Rowińskim Kryształowa Kulę XII edycji „Tańca z Gwiazdami”. Ale wracamy do Osaki.

Praca kierownika ekip jest wielce odpowiedzialna, gdyż należy zorganizować wyjazd ekipy z Polski i powrót do kraju (nie piszę tutaj o sprawach szkoleniowych, gdyż te należały wtedy do kierownika wyszkolenia PZLA pana Henryka Olszewskiego, który pełnił również funkcję trenera Tomasza Majewskiego, zawodnika w pchnięciu kulą). Skupiam się tylko na organizacji wyjazdu oraz pobytu. Wylot w trzech grupach różnymi liniami lotniczymi w tym Lufthansą, Air France oraz KLM. Oczywiście ja razem z p. Andrzejem Lasockim wylecieliśmy dwa dni wcześniej, aby przygotować transfer zawodników przyjeżdżających z Kochi do Osaki, szybko ich zakwaterować, tak by nie zajęło to ogromu czasu, choć osób było sporo. Wyladowaliśmy na lotnisku Kansai International Airport 9 km od Osaki. Czy wiecie, ze to ogromne lotnisko, na którym moga ladować najwieksze samoloty świata,  zostało zbudowane na  wyspie, którą usypano z kamieni i ogromych betonowych bloków? Lotnisko Kansai z Osaką łączy  most o długości 9 km., a w ogóle w Osace jest 900 mostów!

 Andrzej i ja długie godziny spędziliśmy w hotelu, w którym pracowało biuro zawodów wraz z biurem IAAF. Tam po przylocie należało dokonać stosownych opłat za pobyt ekipy, na podstawie list zgłoszeń oraz podanych wcześniej informacji dotyczących przylotów i odlotów poszczególnych zawodników wraz z trenerami i lekarzami oraz masażystami. W biurze organizatorów i IAAF spędziliśmy około 8 godzin, z tym, że na specjalnej tablicy wpisaliśmy się w kolejności przyjazdu do hotelu tak, że mogliśmy pojechać do naszego hotelu, aby złożyć bagaże, rozpakować się, wziąć prysznic i złapać szybką krótką drzemkę. Około 20.00 wróciliśmy do biura, które pracowało całą dobę, a nasza kolejka znacznie się skróciła i już po godzinie siedzieliśmy w boxie IAAF, uzgadniając wszystkie przesłane dane. Cała rejestracja i uzgodnienia trwały około 2 godzin i po ustaleniu wszystkich danych zapłaciliśmy za pobyt ekipy polskiej i otrzymaliśmy zamówione i przyznane nam ilości pokoi jedno i dwuosobowych w naszym hotelu. Tu muszę wyjaśnić, że sprawa pokoi jest ważna, ponieważ na daną ilość zgłoszonych osób przypada stosowna ilość pokoi jedno i dwuosobowych.  Choć sprawy finansowe są zawsze bardzo trudne, jednak mając listy zawodników, trenerów, masażystów, ekipy lekarskiej, zgłoszenia imienne zawodników, dokładne daty i godziny przylotów i odlotów, numery rejsów lotniczych przygotowane przez Monikę w Warszawie, wiedzieliśmy, że o pomyłkach nie może być mowy i dokładnie mieliśmy policzone, ile mamy dopłacić. Tym niemniej, jak to w życiu bywa, zawsze mogą być jakieś niespodzianki, o których raczej nie chcieliśmy myśleć, ale czasami jednak trudno ich uniknąć. Nasi zawodnicy przylecieli do Japonii około 2 tygodni wcześniej i mieli zorganizowany obóz treningowy w Kochi.  Na kilka miesięcy przed mistrzostwami, już w lutym, uzgodniono gdzie, w jakiej miejscowości i w jakim terminie zawodnicy będą przebywali na zgrupowaniu treningowym, jednocześnie będącym przystosowaniem się do warunków klimatyczno-czasowych, panujących w Japonii. Wybrano Kochi, (jako próbę również dla zgrupowania aklimatyzacyjnego przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie w roku 2008), gdyż przejazd z Osaki do Kochi i z powrotem nie trwał zbyt długo, jak na warunki Japonii, i po około 6-7 godzinach od momentu przylotu zawodnicy byli na miejscu. Ten aspekt organizacyjny był brany również pod uwagę w przygotowaniach do Igrzysk Olimpijskich w następnym roku. Ważną sprawą była też oferta zakwaterowania w Kochi, gdyż należy pamiętać, że niektórzy polscy sportowcy są ludźmi dobrze zbudowanymi, a także są wysokimi, jak Tomasz Majewski, Piotr Małachowski, czy Szymon Ziółkowski. Sportowcy japońscy są raczej niewysocy. Po ustaleniu wielu szczegółów, m.in. wielkości łóżek, ilości autokarów niezbędnych do przewiezienia ekipy oraz dodatkowego transportu bagażu, tyczek i innego sprzętu, należało uzgodnić również menu dla zawodników podczas pobytu w Kochi. Wyobraźcie sobie, że otrzymaliśmy jadłospis na cały pobyt ekipy oraz dodatkowo zaoferowano nam również możliwość przygotowania dań kuchni europejskiej. Podczas pobytu zaś okazało się, że organizator chciał wielce dogodzić reprezentacji i kilkakrotnie były serwowane dania polskie przygotowywane pod czujnym okiem panów kucharzy pobliskich restauracji.  Oczywiście zawsze można wszystko zorganizować jeszcze lepiej i jeszcze sprawniej, ale w tym wypadku okazało się, że pracując tylko poprzez emaile udało się wszystko załatwić jak należy. Piszę o tym, gdyż naprawdę nie bardzo zdajemy sobie sprawę, jak wygląda organizacja przelotów na imprezy światowe, szczególnie takie jak Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce, gdzie nazwiska mówią same za siebie i wszelkie komentarze są zbyteczne, a wymaganiom należy sprostać. Nam widzom, ludziom siedzącym po drugiej stronie ekranu telewizorów, wydaje się to takie proste. No polecieli, mieli zdobyć tyle medali, a zdobyli tyle. Albo się cieszymy, albo odsądzamy od czci i wiary naszych idoli. Natomiast kuchni organizacyjnej wyjazdów nikt nie ogląda i o niej z reguły się nie pisze. Chyba, że jest totalna wpadka. Wtedy najbardziej widać to w prasie radiu i TV. Ponadto proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy zawodnicy mają tyczki do skoku o tyczce specjalnie przygotowywane dla danego zawodnika, czy zawodniczki z włókien sztucznych o specjalnej giętkości, których długość wynosi do około 5,20 m. Są one przygotowywane dla każdego zawodnika osobno z uwzględnieniem wzrostu, wagi, techniki skoku i innych bardzo ważnych parametrów, jak giętkość czy twardość. Zawodnik używa tyczek w zależności od dnia, pogody i temperatury panującej na stadionie.  Z tyczkami w podróży zawsze jest najwięcej problemów, ponieważ są długie i muszą lecieć w dużym luku bagażowym, natomiast sprawa zabrania tyczek do luku bagażowego nigdy do końca nie jest jasna, gdyż nie wiadomo, który samolot ile bagażu będzie zabierał, jak on będzie rozmieszczany w lukach i w jaki sposób będzie ten luk dzielony. Nie wchodzę tu w szczegóły spraw związanych z przewozami lotniczymi, bo się na tym zupełnie nie znam, ale choć trochę przybliżam problem. Stąd zawsze najwięcej nerwów zabierała nam sprawa tyczek i przelot tej grupy zależał od możliwości załadowania tego sprzętu. Zresztą może państwo pamiętają z tv lub radia, gdy nasza Monika Pyrek nie mogła odnaleźć nadanych tyczek po powrocie ze znanego mityngu, a było to tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie w roku 2008. Zdarzyło się też i tak, gdy nasza reprezentacji młodzieżowa leciała do Ameryki Południowej na Młodzieżowe Mistrzostwa Świata i po przylocie na miejsce i odebraniu nadanego pakietu tyczek, okazało się, że są one obcięte o około 80 cm, gdyż nie mieściły się w luku bagażowym. Nasz reprezentant skakał wtedy na pożyczonych tyczkach i choć miał szanse na medal zajął „tylko” V miejsce. Różne zdarzają się przypadki. Dlatego tak ważne jest, aby przed główną imprezą roku, zawodnicy mieli wszystko dopięte na ostatni guzik. Przyjazd autokarami naszych reprezentantów z Kochi do Osaki i szybka akredytacja, a następnie przejazd do hotelu odbył się bez przeszkód i przygód. Sprawnie bez zbędnej straty czasu, przydział pokoi i zakwaterowanie zakończone. Każda ekipa miała przydzielone hostessy do pomocy. Polska też. Codziennie pracowało ze mną na jednej zmianie (od 8 do 14.00 i od 15.00 do 22.00) od 4 do 6 pań mówiących lepiej lub gorzej po angielsku, jednak zawsze miłych, chętnych do pomocy i oczekujących na nas w sali hostess w naszym hotelu. Dziewczyny były oddelegowywane przeze mnie na treningi szczególnie z miotaczami, dyskobolami, czy z zawodnikami reprezentującymi nas w skoku o tyczce. Pomoc hostess mówiących po japońsku i angielsku była bardzo wskazana. Moim biurem był mój pokój hotelowy, w którym zainstalowałam sobie laptop i w ten sposób miałam połączenie z biurem w Warszawie i na bieżąco prowadziliśmy prace w Warszawie i w Osace. Było to o tyle ważne, gdyż kilka razy należało przebukować bilety lotnicze z tego na inny termin, ustalić odbiór zawodników w Warszawie, dalszy przejazd i inne drobne sprawy organizacyjne pozałatwiać. Na miejscu w Warszawie pracowały Monika i Małgosi , a ja w Osace.

Wyżywienie na Mistrzostwach Świata jest bardzo ważną sprawą szczególnie dla zawodników, ponieważ to oni są głównymi bohaterami na stadionie. Kuchnia hotelowa zorganizowała restaurację w największej sali recepcyjnej i z wyjątkiem dwu godzinnej przerwy od 2.00 do 4.00 rano restauracja pracowała dla nas na okrągło. Co było serwowane? Płatki śniadaniowe, mleko, jogurty o różnych smakach, masło, szynka, jajka, jajka sadzone, omlety, dżemy, zupę miso, makaron ryżowy, makaron ryżowy z grzybami shitake, makaron ryżowy podsmażany (bardzo smaczny), bambus, ryby, mięso wołowe smażone i duszone w sosie, sałaty, pomarańcze, banany, jabłka, mandarynki, arbuzy, ryż gotowany na sypko, ryż rozmaitości z groszkiem, marchewką i omletem z jajek pokrojonym w paseczki, jajecznicę, bekon, kiełbaski. Nie podawano sushi sashimi jak również nagiri. Choć byliśmy w Japonii, jednak ten rodzaj potraw jest drogi, a nie wszyscy go lubią, dlatego nie serwowano nam jedzenia typowo japońskiego. Muszę jednak powiedzieć, że na zakończenie Kongresu IAAF odbył się uroczysty bankiet w wielkiej sali gdzie serwowano koszyk bento (potrawy podawane są w maleńkich miseczkach w koszykach lub box’ach, stąd nazwa). Co tam znalazłam? Ano krewetki, rybę surową, białą i łososia, wodorosty, rodzaj alg, kapusty morskiej, miso, czyli japońską zupę. Wwszystko było elegancko ułożone, można powiedzieć nawet artystycznie i w ilościach minimalnych. Jednak po tym bankiecie nie byłam głodna.

Drugi raz jadłam lunch w Kioto i też był to koszyk bento, ale o wyjeździe do Kioto i o gejszach opowiem w następnym wpisie. Cdn.

Wasza Jadwiga

komentarzy 28 do wpisu “Osaka 2007”

  1. Jan

    Dziękuję za lekką atletykę.
    Czytam tu wszystko,
    a że nie zawsze zostawiam komentarz,
    to tylko dlatego, że przy poziomie
    treści wpisu nie chcę być banalnym
    i zostawić ślad w postaci popularnych
    komentarzy blogowych: ciekawe, odwiedź mnie.
    Pozdrawiam
    LW

  2. Ania

    Niesamowicie ciekawie jest móc spojrzeć na tak wielką imprezę okiem organizatora. Bardzo wciągające są te egzotyczne relacje. Gratuluję również serdecznie rocznicy bloga! Pozdrawiam AT

  3. Andrzej

    Wspaniale! Niech PT Czytelnictwo zajrzy sobie za kulisy organizacji współczesnego sportu! Wtedy inaczej też pewnie spojrzy na areny rywalizacji oraz na… listy tzw. osób towarzyszących. Barnaba też trochę organizował, więc nieźle wie, że niektórzy „towarzyszący” są po to, żeby im towarzyszyć ( podobno czlonkowie MKOl czasem nawet wędrują rodzinnie, prawda li to, czy plotka?); ale duża część ma dzień pracy pełen niespodzianek. I dłuższy niż doba… Bo sportowiec ma mieć głowę spokojną, brzuszek pełny, łoże wygodne, kąpiel, masaż, trening- wszystko wg planu oraz warunkach zgodnych z życzeniami; a ktoś to musi zorganizować i tego dopilnować.
    Wiem, jak to bywa. Pamiętam np. jaki to klopot bywal w Wyścigu Pokoju, gdy paczki żywnościowe na drogę trzeba było przygotować wg norm UCI. Detalik, ale skąd wziąć pomarańcze, jeśli ich na rynku nie było, skąd banana; skąd w pewnym czasie pełnowartościową czekoladę, jeśli rynek zapomniał jak wygląda… Szef organizacji i jego pomocnicy nie „zaszczycali obecnością”, lecz musieli mieć pomysł, kontakty, wiedzę i… zero czasu na prywatność. Przykładów więcej, sam chyba kiedyś opiszę. Pozdrawiam.

  4. Jadwiga

    Janie,
    Bardzo mi miło i ogromnie się ucieszyłam Twoim komentarzem, gdyż ludzie tacy jak Ty z „branży” mogą ocenić zawartość tekstu. Nie chce przez to powiedzieć, ze inne osoby nie mogą, ale kolega po fachu zawsze robi to bardziej krytycznie.
    W swoich wspomnieniach staram się pokazać różne aspekty sportu, startów zawodników, przygotowań oraz problemów jakie występują. A w lekkiej atletyce tych problemów jest ogrom, bo to 44 konkurencje z udziałem zawodników o posiomie światowym i nie może być mowy o niedoróbkach organizacyjnych.
    Myślę, że powinnam popełnić osobny wpis o wyzywieniu zawodników przed zawodami, w czasie i po zakończeniu ich startó, to jest dopiero ciekawostka
    pozdrawiam serdecznie
    j

  5. Jadwiga

    Andrzeju,
    masz 100 % racji, wyobraźcie sobie, już mamy hotel, wszyscy sa zakwaterowani, jestem w moim biurze-pokoju i sprawozdaję do PZLA niezbędne informacje, a tu ktoś puk, puk, otwieram – lekarz- Marek -mówi, wiesz Jadwiga ale nie mamy miejsca w pokojach na rozstawienie łóżek do masażu, na korytarzach nie wypada, bo przecież zawodnicy leżą niedoubrani., no i jak to rozwiążemy? Marku daj mi pół godziny, postaram się coś załatwić. Ok, kontakt z Prezesem PZLA, szefem wyszkolenia, stosowne zgody na dodatkowe wydatki uzyskane, a teraz do recepcji czy posiada wolne pokoje. I tu hostesyy były pomocne, nie wszystkie recepcjonistki mówiły po angielsku, moje hostessy przybyły z odsieczą, po 2 godzinach otrzymaliśmy 2 pokoje dodatkowo w tej samej cenie w której płaciliśmy za ekipę. No nie powiem targi trwały długo, bo staff hotelowy miał w nosie nasze argumenty, ale w końcu ja się zaparłam, poprosiłam menadżera przedstawicieli IAAF (ze strony japońskiej), którzy pracowali w obsłudze wszystkich ekip danego hotelu (warto zaznaczyć, ze hotel był ogromny – można było zakwatereować tam kilka tysięcy! osób) i wyjaśniłam o co chodzi. Na szczęście nie byłam osobą bezimnienną, gdyż od 3 miesięcy prowadziłąm z tą właśnie osobą korespondencję w sprawie zakwaterowania polskiej ekipy.Powiedziałam, że koszt zakwatereowania naszej reprezentacji to tyle a my potrzebujemy dodatkowo 2 pokoje, bo nie wiedzieliśmy, że pokoje w Sheratonie sa takie małe, w Polsce są duże. Dlatego proszę o 2 puste pokoje bez wyposażenia, abyśmy mogli mieć tam nasze łóżka do masażu. Po 2 godzinach otrzymałam zgodę, dwa pokoje i dwa klucze, i tu siurpriza, za pokoje nie mogłam za żadne cuda zapłacić kartą visa ani inną, tylko żywą gotówką- tak, tak to nie problem, ale tylko w yenach!, no więc codziennie, lub kilka razy dziennie chodziłam z paszportem do recepcji (tylko w hotelu w recepcji możesz wymienić pieniądze ale jest limit i wynosi 500$ na osobe na dzień i tak codziennie wymieniałam przez 3 tygodnie pieniądze, ale też gdy widziałam kogoś z naszej ekipy, kto tego dnia nie wymieniał dolarów to również pomagał w wymianie. Pieniądze składałam w hotelowym sejfie na kartce wpisywałam sobie ile już wymieniłam ile jeszcze muszę wymienić, kwity z wymiany składałam dla celów księgowych i w ten sposób uzbierałam ileśset tysięcy yenów aby ostatniego dnia uregulować należności.
    Ciekawe?
    J

  6. Jadwiga

    Aniu,
    nie wszyscyu wiedzą jak wyglada druga strona medalu organizacji wielkich światowych zawodów, dlatego staram się troche przyblizyć bo uważam, że wtedy wyniki zawodników nabieraja innej wartości.
    pozdrawiam
    j

  7. Basia

    Z ogromną przyjemością zapoznałam sie z wiadomościami dotyczącymi spraw organizacyjnych przed udziałem zawodników w Mistrzostwach. Faktycznie media o tym nie mówią, a pracy ogrom. Potrawy kuchni japońskiej to dla mnie raczej nieznany obszar, ale byc może po spróbowaniu odpowiadały by mojemu podniebieniu. Wszak ryby uwielbiam:)
    pozdrawiam ciepło
    B.:)

  8. Jadwiga

    Baśko,
    ja ryby lubię, a jednak takie surowe, tylko niektóre mogę zaakceptować, tuńczyka surowego-nie! chociaż jest koszmarnie drogi, ale mnie nie podchodzi. Inne potrawy jak makarony, grzyby shitake, omlety do tych makaronów, i przyprawy sa pyszne. Ponadto z moimi hostessami chodziłyśmy na jedzenie, gdyż one nie miały prawa do naszej restauracji, jadały pięć pieter pod hotelem, tam było całe miasto i na piatym piętrze w głąb ziemi były restauracyjki , mozna powiedzieć mini bary szybkiej obsługi z absolutna kuchnia japońska, więc się zabrałam z nimi, były zadziwione, a ja sobie pomyślałam przecież one właśnie znaja kuchnie japońska i zobaczymy co jedza a musiały jeść tanio, więc jadłam z nimi to samo:
    makaron smażony na płycie przed Tobą, dodane róże rzeczy, kapusta jak pekinska ale japonska, jajka, i inne ingrediencje, przysmażono to z jednej strony a później siup na drugą jak omlet, wyszło pysznie a każda z nas innych porzypraw uzywała, znakomite i kosztowało 500 yenów, to bardzo tanio!
    pozdrawiam
    j

  9. Ciotka Pleciuga

    Ach! Jadziu: Ciągle mnie zaskakujesz… Mistrzostwa Świata w Osace ‚2007 to zaledwie trzy lata temu i nie jakaś „zamierzchła” przeszłość. Jednym słowem – tę gigantyczną pracę wykonywałaś tak niedawno.
    Co do organizacji imprez sportowych (oczywiście nie w randze MŚ) mam zielone pojęcie i wiem jak trzeba się natyrać by wszystko zagrało. Dlatego świetnie się orientuję – ile musiałaś włożyć wysiłku i talentów organizatorskich w tę tytaniczną pracę.
    Podziwiam i pozdrawiam!
    🙂

  10. Yrsa

    Czyli potwierdza się opinia ,że Japończycy są dokładni , uczynni , uprzejmi i są wspaniałymi organizatorami .
    Nawet nie potrafię sobie wyobrazić ile trzeba załatwić spraw , przeprowadzić rozmów , przeczytać informacji i dokumentów , aby nasza ekipa mogła wyjechać i wystartować na mistrzostwach , faktycznie gdy siedzi się przed telewizorem najważniejsze są wyniki i medale , nikt nie myśli o organizatorach .
    Ciekawe są takie informacje „od kuchni” mistrzostw i o kuchni japońskiej.
    Pozdrawiam Yrsa

  11. Jadwiga

    Ciotko Pleciugo,
    Tak to tylko 3 lata temu i gdyby nie fakt,że w Warszawie Ambasada Japonii organizowała Festiwal Kultury Japońskiej, pokaz kimon i obiecałam wszystkim Kioto i geisze, to być może tego wpisu by nie było, ale przecież, nie mogłam tak ot sobie napisać Kioto …… i geisze, z czegoś to wynikało, a wynikało to z mojego wyjazdu do Japonii, Osaki, na mistrzostwa swiata i Kongres IAAF w składzie polskiej delegacji: Pani Prezes, Pan Andrzej Lasocki i ja no i z faktu bycia kierownikiem ekipy. Wiesz,że jak sie kocha sport i jest on Twoja pasja to sprawy organizacyjne załatwiasz jak po sznureczku, fakt, że wszystko zostało opracowane i jest w 4 segregatorach w biurze PZLA, ale internet? bez niego nie byłoby tak sprawnej organizacji.
    Pozdrawiam
    j

  12. Jadwiga

    Yrso,
    w organizacji przylotów ekip do Japonii uczestniczyły trzy strony: narodowy związek, biuro IAAF i biuro organizatora oraz City Hall Kochi i jego przedstawiciele. Osaka 2007 to nie tylko MSw ale tez konieczność aklimatyzacji i konieczność wcześniejszego przylotu. Każda ekipa startująca w Osace, starała się na rok przed Igrzyskami Olimpijskimi 2008 w Pekinie przetrzeć szlak aby mieć sprawdzone miejsce zgrupowania aklimatyzacyjnego, przeloty, wewnętrzne przejazdy, oraz możliwość łatwego przelotu z Japonii – my z Kochi do Pekinu.Klimat Japonii jest bardzo podobny do klimatu Pekinu w tym samym czasie co IO 2008.
    Dlatego sztab ludzi podejmował decyzje a ja byłam wykonawcą w czym pomagała mi znajomość angielskiego w mowie i piśmie. Każdą sprawę uzgadniałam emailami, powiadamiając przy tym wszystkie zainteresowane strony oraz kier.wyszk i prezesa związku.Wszystko musiało grać jak w szwajcarskim zegarku i grało, po wielu emailach w końcu miałam opanowaną drogę łączności z Japonią- to nie takie łatwe, niektóre skrzynki nie przyjmowały naszych listów, więc wysyłało się do tych które przyjmowały z prośba o przekaz dalej i to grało, my mieliśmy podpisane umowy na autobusy, przejazdy, hotele jedzenie stadion, i inne niezbędne usługi jak przewóz bagażu i sprzętu, ponadto na czas były poprzelewane pieniądze co dla Japończyków było gwarancja naszej rzetelności we współpracy. Mentalność Azjatów jest taka, musisz pracować zgodnie z uzgodnionym dwustronnie planem, jezeli tylko raz się potkniesz znaczy nie jesteś wiarygodny, jeżeli dotrzymujesz terminów, danych uzgodnień, to znaczy, że jesteś ok. Do dzisiaj mam kontakt z panią Sofiah Kaori Ayukawa, z która pracowałam w Kochi. Znalazła mnie w roku 2010 poprzez Facebooka po moim nazwisku i zadała pytanie czy ty jesteś Jaga (tak podpisywałam swoje emaile) z którą pracowałam organizując zgrupowanie w Kochi? Czy to nie jest sympatyczne. Dobry kontakt jest wart wiele, możesz w każdym trudnym momencie napisać, słuchaj wiem, ze jesteś w Kochi ale pomóż mi w kontakcie w Osace. i to działa. sprawdziłam na własnej skórze.
    Cieszę się, ze mogę choć trochę napisać o sprawach, które się dzieją i są chlebem powszednim w sporcie a nie są znane wcale.
    pozdrawiam
    jadwiga vel jaga

  13. zośka

    A czy kiedyś policzyłaś w ilu krajach byłaś?

  14. Jadwiga

    Zośko,
    w wielu byłam ale w wielu nie byłam, bo Afryka należy do tych nieodkrytych, tak samo Ameryka Południowa, Kanada, Meksyk, Nowa Zelandia, kilka panstw byłego ZSRR, Korea Płn, Kuba, Myanmar,Indie,Mongolia są pewnie jeszcze inne, do których nie dojechałam, ale czy mam się z tego powodu martwić, to co zobaczyłam wystarcza na opowiadanie i dzielenie sie swoimi wrażeniami.Zastanowiłam się nad tym pytaniem i wyszło tak, że sekretarz generalny czy prezes to taka funkcja która jest związana z udziałem w różnych konferencjach, kongresach, czy zawodah najwyższej rangi jak mistrzostwa swiata, igrzyska olimpijskie, mistrzostwa Europy czy międzynarodowe mistrzostwa danego państwa i dlatego w podróżach przez moje 43 lata pracy spędzałam około czterech i pół miesiąca w roku, a pracowałam w sporcie w takich związkach jak Polski Związek Judo, Szermierczy, Badmintona i Lekka Atletyka i w GKKFiS.
    pozdrawiam
    j

  15. Andrzej

    Dla porządku i w imię dobrego obyczaju ośmielam się donieść o dokonaniu wpisu w Blogboxie, czyli w bibliotece ciekawych blogów. Żeby głosowali i umieścili na stałe. Chciałem wkleić, ale dałaś zakaz kopiowania, więc ” nie przyjmuje”…
    =============================

  16. Natalia

    kurcze, no jak ja lubię tu wchodzic i to czytac.
    wlasciwie nie wiem co komentowac, bo po takiej dawce informacji nigdy nie wiem do czego sie odniesc.
    moge tylko Tobie podziekowac, ze jesteś tu i pozwalasz ise ludziom rozwijać.
    czekam na kolejne wpisy!

  17. Kaśka

    Do tej pory, byłam „cichym” czytelnikiem i obserwatorem Twojej Jadziu strony. Od kilku miesięcy nie opuściłam żadnego wpisu. Wszystkie czytam z przyjemnością. Podziwiam wiedzę, a przede wszystkim zapał do działania. Szczerze gratuluję – chyba o tym wiesz, bo niejednokrotnie Ci o tym mówiłam. W końcu po przeczytaniu artykułu „Osaka 2007” postanowiłam i ja się „odezwać” i wystawić Ci z zarządzania ocenę bardzo dobrą. To moja „działka”, w której czuję się mocna i którą od kilku lat wykładam na Uczelni. To co napisałaś świadczy o jednym – o Twoim profesjonaliźmie. Niektórzy latami się tego uczą a i tak nic im z tego nie wychodzi. Ty poprostu masz to w sobie. No i jak tu Cię nie kochać? Kto z blogowiczów, potwierdzi to co napisałam?

  18. Jadwiga

    Andrzeju,
    zakaz kopiowania dotyczy wpisów i przepisów, ponieważ latały już wszędzie w zwiazku z tym chciałam miec jakoweś prawa autorskie do moich tekstó abym później nie musiała wyciagać armat. Dlatego tak jest zrobione.
    Pozostałe sprawy uzgodnię z Toba telefonicznie
    pozdrawiam
    j

  19. Jadwiga

    Kasiu,
    Sa swiete trzy zasady w pracy, po pierwsze kochać to co się robi, po drugie kochać to co się, robi i po trzecie to samo co po pierwsze. Znając je plus dodajac życie z pasją można zrobić dużo, ojciec zawsze powtarzał, pamiętaj boso ale w ostrogach i tego sie trzymałam, a matka mówiła, najlepiej jak umiesz, a ja chciałam dobrze, zawsze najlepiej. I to cała tajemnica moich sukcesów. teraz przygotowuję wpisy na tym blogu. Niby cóż to takiego, niby nic, ot trochę wspomnień, ale ja podchodze do nich jak do opowiadań, które mają coś pokazać, pozwolą zobaczyć coś fajnego, czasami dadzą komuś coś do myślenia, i sprawia radość, lub przypomna jakieś trudne czasy, które wspólnie przeżywaliśmy jak brak ręcznika w Płocku w Soczewce w hotelu, gdzie Rysiek oddał swój, za co mu podziekowałam następnego dnia i powiedziałam ale byłeś przewidujacy, ze zabrałeś dwa ręczniki ze soba, a on na to , nie miałem tylko jeden, no to czym się wycierałeś? jak to czym – prześcieradłem!
    W m oich wpisach nie oszukuję ludzi, nie jestem obłudna, podaje fakty, zdarzenia, historie, które miały miejsce. Tylko tyle, i aż tyle.
    Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego
    j

  20. Jadwiga

    Natalio,
    właśnie dla Was pisze, wspominam, pokazuję, bo warto wiedzieć, warto mieć marzenia, warto dążyć do ich realizacji, bo nikt za nas tego nie zrobi, a później będziemy mogli przekazywac swoje doświadczenia i wspomnienia nastepnej generacji. Dziękuje i serdecznie pozdrawiam
    j

  21. Andrzej

    DO CZYTELNIKÓW I KOMENTATORÓW TEGO BLOGA!

    Ośmieliłem się zgłosić wpisy Jadwigi do „Blogboxa”. Proszę zapamiętać tę nazwę, by móc tam wejść oraz wziąć udział w głosowaniu. „Blogbox” jest biblioteką blogów, które Czytelnicy wysoko ocenią. Gdy przewaga głosów „TAK” nad „NIE” wyniesie 50, blog zostanie na stałe w tej bibliotece. Z przekonaniem głoszę, że ten blog na takie miejsce zasługuje. Ale zdecydują Państwo, ja swoje „TAK” powiedziałem w akcie zgłoszenia, teraz czas na innych Gości tych blogowych czterech ścian. Nie uzgadniam tego apelu z Autorką, pewnie bym zgody nie uzyskał, więc zachęcam „sam z siebie”. Barnaba
    Tym którzy nie wiedzą jak głosować i gdzie podaję:
    blogbox, klikamy na głosowanie, otwiera nam się strona i tam trzeba sie zalogować, gdy juz podamy nasz adres emailowy i hasło, otrzymamy potwierdzenie naszej rejestracji, wtedy klikamy na przesłany link i logujemu się i konczymy rejestrację, wtedy możemy też zagłosować,Takie są procedury a podaję dla ułatwienia

  22. Jadwiga

    Andrzeju,
    serdecznie dziekuję
    pozdrawiam
    j

  23. TOMEK

    Pani Jadwigo,
    z zainteresowaniem przeczytałem wpis o kulisach lekkoatletycznych mistrzostw świata. W końcu Królowa Sportu to mój ulubiony sport (jutro półmaraton mikołajkowy w Toruniu)…

    Dziękuję za wszelkie miłe słowa na moim bloogu. Nie jestem pewien, czy na wszystkie zasłużyłem, ale postaram się Pani nie zawieść.

    Dołączam się do apelu Pana Barnaby!

  24. Jadwiga

    Panie Tomku,
    my ludzie doświadczeni wiekiem i przezyciami, możemy się tylko cieszyć, z tego, ze następcy biora władzę w swoje rece. Przecież za nas niktr tego nie zrobi, tylko my sami, bo my znamy swoja społeczność najlepiej, a jeżeli jeszcze ma się Panią Majewską i swoje dzieci to mozna powiedzieć, że będziemy pracować dla nich, jak ja pracowałam dla swoich zawodników i dzieci.
    Życze wszystkiego najlepszego jutro w półmaratonie i w spełnianiu swoich planów, naszych planów
    j

  25. randdal

    mnie język ucieka jak czytałem i oglądałem:)

  26. Jadwiga

    Tom,
    znaczy, że jest nieźle, to był wyjazd no nie powiem , może i zycia? Mam video klipy ale nie wiem jak wstawić, kilka ze stadionu pięknego,
    Pozdrawiam
    j

  27. Andrzej

    O kurde! Dzięki! Pozdrawiam. Ja- jako podMikołaj.

  28. Basia

    Jak najbardziej popieram Pana Andrzeja i też dołączam swój głos na blog Pani Jadwigi :)))

    Nie wiem tylko czy dobrze to zrobiłam.
    pozdrawiam
    Basia

Zostaw odpowiedź

XHTML: Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.