Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Tamte prywatki i Pałac Kultury

Autor: Jadwiga. 40 komentarzy.

Pamiętacie taką piosenkę „Gdzie się podziały tamte prywatki” ? Słowa napisał Marek Gaszyński, muzykę skomponował Ryszard Poznakowski, a śpiewał Wojciech Gąssowski.

http://www.youtube.com/watch?v=s2GOFhG2xNk

http://www.youtube.com/watch?v=Fca4eDygR7E&feature=related

Piosenka powstała w latach osiemdziesiątych, a dokładnie w 1986 r, jako podsumowanie szalonych lat sześćdziesiątych, kiedy popularni byli Neil Sedaka, Paul Anka, Cliff Richard. Gdy zamiast na dyskotekę, której nie było, chodziliśmy na prywatki do przyjaciół. Czy wiecie, że w tych słodkich latach sześćdziesiątych jedynym sprzętem do odtwarzania płyt był adapter „Bambino”? Szczęśliwcy, którzy posiadali adapter i choć trochę większą powierzchnię w mieszkaniu zapraszali znajomych na prywatkę. Oczywiście na czas zabawy rodzina była eksmitowana do kina, czasami na dwa lub trzy seanse tego samego filmu. Piosenka „Gdzie się podziały tamte prywatki” napisana przez Marka Gaszyńskiego, znanego ówczesnego playboya, jakbyśmy to dzisiaj określili, powstała na bazie wspomnień klasowych, maturalnej klasy z roku 1958 warszawskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kochanowskiego. Do tego ever greenu muzykę skomponował Ryszard Poznakowski, dodając na początku utwory solówkę męskiego chórku typu bum bum bum (zresztą zaśpiewaną przez kompozytora.) Piosenka został zaśpiewana przez Wojtka Gąssowskiego i tak od pierwszego dnia stała się hitem, hiciorem, na kilkadziesiąt lat. Była również moją ulubioną przez wiele lat, a dzisiaj słucham jej z rozrzewnieniem. W latach sześćdziesiątych wielkim „salonem” stolicy był nieistniejący już basen na „Legii”. (wkleiłam link do wielu starych i późniejszych zdjęć basenu Legii oraz te tuż przed rozbiórką dawnego salonu stolicy!) Ech… życie i moja młodość.

http://www.google.com/search?q=Basen+Legia&hl=pl&rls=com.microsoft:pl:IE-SearchBox&rlz=1I7FTSF_plPL394PL395&prmd=ivns&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=WnjsTemEMMrt-gaeqaXbDw&ved=0CE0QsAQ&biw=1362&bih=562

(Właśnie ostatnio rozebrano sławetny  piętrowy budynek, w którym mieściły się: na parterze szatnie, na piętrze bufet, a na daszku słynne damskie solarium, gdzie wygrzewałyśmy się, opalałyśmy, a także popijałyśmy kawkę i nie tylko, przyniesione z domu niejako na piknik i całodzienny pobyt na basenie. To były czasy! Dzisiaj z Barnabą pływamy na swoich basenach wymieniając się informacjami, kto ile przepłynął, wtedy zaś rano o ósmej spotykałyśmy się na daszku solaryjnym z Elwirą Seroczyńską – srebrną medalistką zimowych Igrzysk Olimpijskich ze Squaw Valley i zanim zległyśmy na swoich kocykach, czy też ręcznikach, odrabiałyśmy swoje 40 -50 słupków, co znaczył jeden słupek? To przepłynięcie basenu w tę i z powrotem na basenie pięćdziesięciometrowym, czyli przepływałyśmy około 80 – 100 basenów, no a potem było już tylko opalanie, a w tle muzyka i Wojciech Gąssowski ze swoimi sławetnymi „Prywatkami”. Sezon na „Legii” rozpoczynał się w dniu 1 maja i wszyscy czekaliśmy na ten magiczny dzień, gdy basen otwierał swoje podwoje. W Warszawie były tylko dwa, przepraszam trzy baseny otwarte a mianowicie: „Warszawianka”, ”Skra” i „Legia”. Z tym, że do dobrego tonu należało bywać zawsze na „Legii”. Pięknie opalone, odświeżone i wypachnione perfumami „Pani Walewska” lub „Być może”, jedynymi, jakie można było kupić w perfumeriach, szłyśmy na nasze prywatki. I wcale nie były to prywatki w domach, no, bo jak można było zorganizować prywatkę w roku 1960 czy w 1964 w wielkim pokoju mającym metraż czternastu lub szesnastu metrów kwadratowych, w którym przebywała cała rodzina, powiększona o dziadków? Dlatego w latach sześćdziesiątych chodziliśmy na zabawy na dechach, które były organizowane w Parku im. Sowińskiego, na rynku Mariensztatu, pod kinem WZ na Woli, a także najsławniejsza ze wszystkich prywatka u Józia, czyli pod Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Nikt nigdy inaczej nie mówił, tylko idziemy na prywatkę u Józia i wszystko było jasne i wiadome, a gdy jeszcze szczęście dopisywało w taki dzień bardziej oficjalny w sobotę lub niedzielę, to trafiało się na koncert np. Violetty Villas, lub innej polskiej znanej piosenkarki przed planowaną zabawą. A potem zabawa czy też prywatka na dechach, a do tańca grały zazwyczaj znane zespoły muzyczne. Cytuję z książki Z. Adrjańskiego ”Pochody donikąd”:

Pałac Kultury i Nauki oficjalnie oddany do użytku 21 lipca 1955. Ma 230 metrów wysokości i był w swoim czasie najwyższą budowlą w Warszawie i całej Polsce. Podobno Stalin pytał, czy chcemy, jako dar narodów Związku Radzieckiego dla Polski pałac na wzór podobnych budowli moskiewskich, czy też dzielnice mieszkaniowa, Bierut wybrał pałac, choć bardziej praktycznie myślący Hilary Minc optował za mieszkaniami. PKiN budowała wielotysięczna załoga radzieckich robotników, która miała nawet swoje osiedle mieszkaniowe na Jelonkach.(Fińskie Domki na Jelonkach służą do dzisiaj, jako akademiki studenckie).Powstały też dla nich specjalne kwatery na cmentarzu prawosławnym w Warszawie, gdyż wiele osób w trakcie trwania budowy zmarło, daleko od rodzinnych stron. PKiN nazywano oficjalnie imieniem Józefa Stalina, ale po 1956 o nazwie tej zapomniano. Warszawiacy przyjęli dar Związku Radzieckiego (materiały do budowy pałacu również sprowadzano z ZSRR) z mieszanymi uczuciami. Projekt L.W Rudniewa drażnił warszawiaków. Nazywano go „ruska Grecją”, przyrównywano do „szpikulca w sercu Warszawy” i zżymano się, że w centrum miasta wystawiono mocno nieświeży „architektonicznie tort”, który psuje panoramę miasta, ale w końcu ten radziecki pałac (już bez J.Stalina) polubiono…( w latach osiemdziesiątych mówiono w Warszawie, że ten prezent narodu ZSRR dla Polski musimy spłacać, jak na razie spłaciliśmy dopiero parter…)  PKiN przynosił Warszawie różnego rodzaju pożytki. Nas interesują jednak przede wszystkim związki tego budynku z rozrywką. Mieściła się tu słynna Sala Kongresowa, w której odbywały się ważne koncerty oraz inne imprezy estradowe. Dobrze znana była również restauracja „Kongresowa” (wystawiano tam programy rewiowe), restauracja „Trojka”, kina „Wiedza”, oraz „Przyjaźń”, „Młoda Gwardia”, teatr Klasyczny i Dramatyczny, a iglicę PKiN, wykorzystano do zamontowania nadajników telewizyjnych.

Restauracja kongresowa- restauracja z fontanną, która mieściła się w podziemiach Pałacu Kultury i Nauki, gdzie również prezentowano najlepsze w całym PRL-u programy variette. A nawet coś w rodzaju rewii. Z czasem w restauracji Kongresowa zaczęto prezentować numery rozbierane czyli tak zwany striptiz. Hyr o tym poszedł po całym obozie socjalistycznym. Do Kongresowej zjeżdżały specjalne wycieczki z Moskwy, dalekiej Syberii lub Kaukazu. Każda radziecka delegacja oficjalna chciała być na striptizie w Kongresowej. Rosjanie chcieli jednak, żeby im tej wyprawy do Kongresowej nie zaznaczać w papierach, rachunkach czy innych dokumentach. Kierownik Kongresowej miał więc specjalną pieczątkę z napisem Pałac Kultury i Nauki w Warszawie Restauracja „Trojka”,( która mieściła się obok Kongresowej) i tą pieczątką stemplował niezbędne dokumenty dla radzieckich delegacji. Później jeszcze Kongresowa opanowana została przez przedstawicieli różnych państw arabskich. Rosjanie przenieśli się do innych lokali: Victorii, Kamieniołomów, Adrii. Później jeszcze lokali ze striptizem było wiele, że panie uprawiające ten zawód (początkowo wyłącznie Czeszki, a później dopiero Polki) jechały od lokalu do lokalu, wykonując kilkanaście „rozbieranek” w czasie takich występów. (wspomnienia Zb.Adrjanskiego z książki „Pochody donikąd”).

Pamiętam również rodzinne wizyty u nas w domu w Warszawie i mój upiorny obowiązek, a mianowicie zorganizowanie wycieczki po Warszawie. Do moich zadań specjalnych należało zaprowadzić Rodzinę do ZOO, Muzeum Wojska Polskiego i do Pałacu Kultury na trzydzieste piętro, aby obejrzeć panoramę Warszawy. Pamiętam też, gdy jeden z moich braci ciotecznych oglądając Panoramę ryczał, że nie widzi Pałacu Kultury! I wszystko byłoby dobrze gdybym musiała pokazywać Warszawę raz, albo dwa, ale ja to robiłam zawsze gdy przyjeżdżała rodzina lub inni znajomi, to był mój święty obowiązek. Był czas, że umiałam opowiedzieć na pamięć o zwierzętach w Zoo, nawet bez zaglądania do jakiegokolwiek informatora! Ale to było bardzo dawno temu i choć wtedy Pałac nie był widokiem najpiękniejszym dzisiaj, nikt nie wyobraża sobie Warszawy bez Pałacu, wieczorem zaś gdy jest iluminowany wygląda pięknie!

http://panorama.um.warszawa.pl/

Zapraszam do Warszawy na wycieczkę do ZOO, Muzeum Wojska Polskiego, Powstania Warszawskiego i na trzydzieste piętro Pałacu Kultury i Nauki

Wasza Jadwiga

komentarzy 40 do wpisu “Tamte prywatki i Pałac Kultury”

  1. teresa

    Witaj Jadziu. To też moja młodość. Oczywiście, że pamiętam te piosenkę i nawet ja lubię, chociaż za jej wykonawcą nie przepadam. Fajne z tym kuzynem, że nie widzi pałacu. Tak był rozemocjonowany pewnie pobytem w Warszawie. Nie akcentuję tego w negatywnym znaczeniu Jadziu. Chodzi mi tylko o sytuację, że zabawna. My na wsi bawiliśmy się przy dźwiękach akordeonu, na którym pięknie grał nasz kolega z sąsiedniej wioski. Był samoukiem.Pozdrawiam

  2. andrzej

    Bomba- Jadziu! Wpis-bomba! Wspomnienie przepiękne i jakieś takie szczególne. Wszędzia TAM bywałem, sluchałem, pływałem, pamiętam…Stara Warszawa w pamięci młodego wówczas człowieka. Z jednej strony- smutnawo i nostalgicznie; z drugiej- radośnie; że się jednak ma dobrą pamięć! Pozdrawiam.

  3. teresa

    Napisałam się a komentarza nie ma

  4. teresa

    Jadziu fajne wspomnienia. Oczywiście, że piosenke pamietam i nawet ja lubię, chociaz za wykonawca nie przepadam. My na wsi bawilismy się prz dźwiękach akordeonu.Pozdrawiam

  5. teresa

    Jadziu juz trzeci raz piszę. Wspomnienia piekne. Oczywiście, że pamietam te piosenkę. My na wsi bawilismy sie przy dźwiękach akordeonu. Pozdrawiam

  6. Jadwiga

    Tereso, dzisiaj internet wariuje, juz znalazłam wszystko i jak widzisz już jest, tak to sa nasze wspomnienia
    pozdrawiam
    j

  7. Jadwiga

    Tereso,
    ja bardzo lubie wspominac, poza tym musimy pamietać o tamtych latach przecież…
    j

  8. Jadwiga

    Tereso,
    jest już jest, całusy
    j

  9. Jadwiga

    Andrzeju,
    miło mi, ze poruszyłam tym wpisem nutkę naszej miłości do naszej Warszawy, tej, która niestety znika a wielka szkoda, nie ma basenów Legii salonu kulturalnego stolicy, nie ma Skry i basenu i stadionu la, nie ma wielu naszych śladów młodości, ech życie…

  10. Jadwiga

    Tereso,
    mój kuzyn był wtedy kilkuletnim dzieckiem i za nic nie mógł pojąć dlaczego tego pałacu kultury nie ma, tak ja boki zrywałam, a im ja bardziej sie smiałam tym bardziej on płakał, tym niemniej bardzo lubię wspominać ten moment, pozdrawiam serdecznie
    j

  11. Beata

    Jadziu, nieswiadoma zmian basenu Legii zobaczylam te zrujnowane konstrukcje na zdjeciach i jakos szkoda mi sie zrobilo, ale moze bedzie nowy, lepszy basen i dla mlodszych pokolen stanie sie on legenda? Nie wspomnialas basenu mojego dziecinstwa, tego w Powsinie! Co prawda byl zawsze szalenie zimny, ale za to w bajecznym lesie, z paroma kawiarenkami tuz za plotem, boiskami do badmintona i estrada z koncertami. Duzo pieknych wspomnien letnich i zimowych (no zima to bez basenu ale kuligi i spacery po zasniezonym lesie).

  12. Jakub

    Nie,no fajnie było.Do tego opisała to Pani bardzo sugestywnie i

    prawdziwie.Może wpływ na ocenę ma młodość…Ale nie
    przesadzajmy.Teraz,kiedy możemy to ocenić jako dorośli ludzie wszystko się wyświetla.Używając języka muzycznego,nie ma koloratury.Co z tego,że na zewnątrz jest kolorowo,skoro relacje między ludźmi są zakłócone.Po co mi te dobra materialne jeśli muszę żyć w hipokryzji,która męczy mnie i zniechęca do wszystkiego.Po prostu tutaj mi się teraz nie podoba i tyle.(a internet działa fatalnie,ledwo napisałem ten tekst)Jakub

  13. Ciotka Pleciuga

    Prześliczny jest ten Twój dzisiejszy wpis – Jadziu i pełen pięknych wspomnień. Rozczuliłam się, ponieważ – że tak powiem – i ja do Warszawy w tamtych czasach często wpadałam i szlaki turystyczne z moimi warszawskimi przyjaciółmi oblatywałam.Starówka, Krakowskie Przedmieście. Muzeum Narodowe, oczywiście ZOO i oczywiście Pałac Kultury z panorama widokową na trzydziestym piętrze. Jeśli zaś idzie o sport – bywałam na Torwarze (pamiętny turniej bokserski im. Feliksa Sztamma). Co do prywatek – ho, ho. Mieszkałam w dużym mieszkaniu więc takie imprezki odbywały się tam dość często. Do stałego kononu rozrywek tanecznych należały też w Łodzi zabawy na osiedlu studenckim Bystrzycka,czyli teraz Lumumbowo. Odbywały się one jednocześnie w kilku akademikach, więc było gdzie latać. Sama byłam członkiem kabaretu studenckiego „Osiedle”, więc tym mocniej ze sferą rozrywki studenckiej byłam związana. Ech… miło powspominać.
    Acha! Przepraszam za literówkę. Powinno być oczywiście KANONU, a nie KONONU.
    Całuski!
    🙂

  14. jadwiga

    Beato,
    basen rozebrali bo tam teraz jest powiększony i przerobiony, odnowiony postawiony za ciężką kasę stadion Legii na Euro 2012, a basenu nie ma i nie bedzie, ech… a Powsin pamiętam dokładnie, ale po basenowaniu tam zawsze łapałam zapalenie dolnych części bo był sakramencko zimny ten basenik, i taki mały, ale las wokół był piekny do dzisiaj
    j

  15. jadwiga

    Panie Jakubie,
    dla mnie tamte lata to czasy mojej młodości gdy wyrywało sie z domu pod byle jakim pretekstem i godzinami na basenie, i w basenie, a ponadto treningi w KS Polonia Warszawa koszykówka, później AZS UW Warszawa koszykówka, a potem judo w AZS Siobukai Warszawa na AWF i zawsze było mnie wszędzie pełno, teraz wspominam, bo starsza Warszawa odchodzi a my razem z nią i moi czytacze dobrze, żeby wiedzieli jak to drzewiej bywało, gdy jeszcze byliśmy młodzi i latalismy po tamtej socjalistycznej Warszawie, gdy nawet do głowy nam nie przychodziło, ze zmieni się coś, bo myśmy tam mieszkali, żyli, kochali, konczyli szkoły i studia i nie było komputerów, internetu, emaili i wielu innych udogodnien, ale to jest pęd czasu i zmiany z tego wynikajace, my umieliśmy kochać i byc kochanymi a także zwracaliśmy uwagę na druga osobę, pozdrawiam serdecznie
    j

  16. jadwiga

    Ewo,
    teraz gdy siedze i myślę, o moim wpisie nie napisałam jeszcze że była też Płyta Czerniakowska w Parku Czerniakowskim, tańce tamna świeżym powietrzu były, ale ja tam nie chodziłam miałam swoje utarte ścieżki, no u nas w domu pokój był malutki, więc prywatek nie było, ale chodzilismy do kolegów czy też koleżanek, pozdrawiam
    j

  17. Jakub

    Pani Jadwigo.W latach sześćdziesiątych,to ja byłem dzieckiem.Ale siedemdziesiąte były latami mojej młodości.Bardzo dobrze pamiętam rok 74 i MŚ w piłce nożnej.Wydano wtedy gazetę”Piłka Nożna”,którą trudno było kupić,ale na „czarnym rynku” była za spore pieniądze.
    Oczywiście prywatki były podstawą.Tam poznawałem uroki picia wina marki wino i poznawania dziewcząt.Pierwsze miłości i…resztę sobie Pani dopowie.Było młodzieżowo i klawo,a nawet pięknie.A potem poszedłem do szkoły średniej i uprawiałem boks oraz podnoszenie ciężarów.Poza tym zajmowałem się fotografią.W innej szkole wynajęli nam za darmo pomieszczenie i wraz z kolega,który teraz jest poważnym lekarzem,udawaliśmy artystów.Powiększalnik i pierwszy obiektyw „Jampol” do kolorowych zdjęć posiadałem ja.To był prezent od mojego taty.I można pisać wiele,wiele,wiele.
    Jedno jest natomiast dziwne.Słyszę w telewizji o krzywdach z tamtego okresu,strachu przed milicją…Nigdy niczego takiego nie odczułem.Nawet w stanie wojennym,kiedy była godzina milicyjna,chodziłem po nocach.A właściwie,to wracałem z prywatek.
    Wie Pani,Jadwigo,ja już nie jestem młody.Parę dni temu miałem urodziny takie,że chwalić się nie będę.Tylko dusza młoda,co zrobić.
    Pozdrawiam panią serdecznie.Jakub

  18. jadwiga

    Panie Jakubie,
    w roku 1970 urodziłam córkę, od trzech lat byłam mężatką, studiowałam, pracowałam, i o banui się ani mowy nie było, było bardzo, bardzo ciężko bo wszystko się zdobywało w tym i pracę i jedzenie, nic nie było normalnie, ale ja wiem jedno moje dzieci mogły spokojnie bawić się na podwórku, choć mnie nie było w domu, bo były sąsiadki i zawsze miały oko na nasze pociechy i nie było tylu poparańców co chcieli krzywdę zrobić, i dzieciaki były jakby zdrowsze i bardziej wysportowane od trzepaków, przewijanek, grania w piłkę w klasy i w gumę, a miłości, tanie wino np. Riesling który nie był niestety dla mnie do dzisiaj nie biorę do ust od pewnego sławetnego Sylwestra…
    Urodziny? No to wszystkiego najlepszego i dużo duzo zdrowia, serdeczności przesyłam
    j

  19. Piotr

    Droga Jadwigo.
    Masz niesamowity dar do wracania pomięcią w coraz ciekawsze rejony wspomnień. Do tego jeszcze potrafisz niesamowicie o tym opowiadać. Dla mnie, urodzonego nieco póżniej 😉 i wychowanego w małej pipidówce, to opowieści z prawdziwego wielkiego świata. Pozdrawiam serdecznie

  20. jadwiga

    Piotrze,
    lubię wspominać, niektórzy mogliby powiedzieć czasy dinozaurów, ale to były czasy mojego pokolenia, i Wiesz, nie było wtedy mozna kupić nijak kostiumu kapielowego, a taki elastyczny był marzeniem przysłowiowej ścietej głowy, wiec co robiłysmy, kupowałyśmy majtki farbowałyśmy na czarno (nie puszczała farba w ogóle) do tego staniczek Bardotka i kostium był, pokaż mi ile dziewczyn dzisiaj taki kostium by założyło, a my dumnie nosiłyśmy chwaląc się swoja urodą, no bo co było innego robić?
    pozdrawiam
    j

  21. JanToni341.bloog.pl

    Do wspomnień dodam te same dechy były też „u Felka” (obecny Plac Bankowy”), a w Restauracji „Kongresowa” były pierwsze Bale Mistrzów Sportu.
    LW

  22. jadwiga

    JanToni,
    a Wiesz ja tak blisko mieszkałam jeden przystanek od Felka i zapomniała, najciemniej jest pod latarnią, a o Balach Mistrzów Sportu pamiętałam,choć tam nie byłam na ani jednym, byłam znacznie za młoda
    j

  23. randdal

    lubię zoo i lubię pałac kultury…

  24. rodorek

    Witaj Jadziu:) Opisywany przez Ciebie okres to prawie czasy mojej młodości:) Piszę prawie bo słuchałam utworów Sinatry i Gąssowskiego, jednak ja bawiłam się już na tzw. Non-Stopach, albo fajfach:) Pamiętam też doskonale Panią Walewską i Być może, to były chyba jedyne jakie wtedy istniały:)
    Z ciekawością poczytałam wspomnienia z czasów twojej młodości…
    A w Warszawie spędziłam ostatniego Sylwestra i Nowy rok. Trochę się szwendaliśmy po mieście. Pałac kultury był pięknie oświetlony, ciekawe czy nadal jest w tych świątecznych barwach. Zresztą kilka fotek z świątecznej Warszawy wrzuciłam na swojego bloga fotograficznego:)
    Ps.Dziękuję Jadziu za uzupełnienie komentarzem tekstu o obrazach kakemono:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

  25. Jakub

    Bardzo dziękuję za życzenia.Urodziłem się 1 czerwca.Jakub

  26. jadwiga

    randdal,
    pewnie w zoo nie byłeś tyle razy co ja,
    j

  27. jadwiga

    Rodorek,
    Krysiu, w non stopie bywałam w Sopocie a tam królowały Czerwone Gitary w Warszawie takiego klubu nie było, był Medyk, Hybrydy i Stodoła, do której chodziłam we srody gdy grał Zabiegliński ze swoją orkiestra (to była jazzujaca kapela) w piatek sobotę i niedzielę grały Chochoły a niekiedy śpiewały Fryderyka Elkana, Magda Umer i Elżbieta Jodłowska (ta od Klimakterium), i Maciej Zembaty ponieważ w Stodole był kabaret studencki pod ta sama nazwą i dawali wystepy. To tak celem przypomnienia i odnotowania wszystkich wydarzeń z tego okresu, a Pałac Kultury wrósł w Warszawę i właściwie już teraz nikt nie wyobraża sobie stolicy bez niego.
    j

  28. jadwiga

    Panie Jakubie,
    dobrze, ze podał Pan dzień urodzin, ponieważ tej daty nie znałam, ale tym niemniej zycze sa zawsze miłę, pozdrawiam
    j

  29. Aga

    Witam pani Jadwigo. To fakt. Pałac kultury wzbudzał i wzbudza mieszane uczucia. Jednak mieści w sobie taki ogrom instytucji, sal teatralnych etc., tyle tu prestiżowych imprez i to w samym centrum Warszawy. Ostatnio byliśmy to z e stoiskiem księgarni komiksowej na targach książki. Wizualnie takie miejsce jest dużo bardziej atrakcyjne o światowych hal targowych. Po prostu z tego korzystamy i to jest fakt. Smutno tylko, gdy widzimy fotografie przedwojennej stolicy.

  30. pharlap

    Dziadkowie mojej synowej, Australijczycy, byli w Warszawie chyba 10 lat temu. Najbardziej im się podobał właśnie Pałac Kultury.
    Bardzo miłe wspomnienie.
    Pozdrawiam.

  31. Morela

    Paru szaleńcom marzyło się zburzyć znak rozpoznawczy powojennej Warszawy, na szczęście do tego nie doszło.
    PS Jadwigo mam nadzieję, że mój dzisiejszy mail otrzymałaś…Pozdróweczka!

  32. jadwiga

    Aga,
    nikt nie myślał wtedy kategoriami, ze Pałac to kombajn wielu sal konferencyjnych, Wyższych Szkół o różnych profilach w swoim czasie Uniwersytetu Robotniczego (sic! w latach sześćdziesiatych), siedziba wielu firm ponadto w sali Rudniewa odbywaja się targii książki, jest wielka księgarnia oprócz przeze mnie wymienioncy no i osobnąż część zajmuje Pałac Młodzieży z sala sportową i pływalnią 50 metrową, tak jest to ogromny zespół wielu sal o wielu tysiacach metrów kwadratowych. pozdrawiam
    j

  33. jadwiga

    pharlap,
    Pałac Kultury jest niejako symbolem czasów minionych ale też symbolem Warszawy, każda widokówka m,a Pałac w tle, a jak jeździsz samochodem po obrzeżach Warszawy Wiesz gdzie jestes w zależności z której strony widzisz Pałac Kultury,
    j

  34. Jadwiga

    Morelko,
    tak to z szaleńcami bywa, jednak jak się okazało rozebranie jednego pałacu kazałoby władzom miasta postawić co najmniej 20 budynków zamiast, email nie dotarł, przepraszam właśnie sprawdziłam pocztę, pozdrawiam serdecznie
    j

  35. Yrsa

    Z wycieczek do Warszawy najmilej wspominam zwiedzanie Zamku Królewskiego , robi wrażenie .
    Starówka też mi się podobała , ale był taki straszny upał ,że woleliśmy iść na lody i kawę z cynamonem .

    Takie prywatki , jakie opisujesz to kojarzę z filmów np.Wojna domowa , a piosenki z lat 60/70 znam i lubię mam na płytach CD dosyć duży zbiór.
    Pozdrawiam Yrsa
    P.S. interesujące zdjęcia , oglądam z ciekawością

  36. jadwiga

    Yrso,
    czy Wiesz, ze moje wycieczki, które pamiętam były dwie, pierwsza do Krakowa i Oświecimia, a druga do Zakopanego, to było w latach szkolnych czyli gdzieś 1962-1964 natomiast wcześniej z ojcem jeździłam po całej Polsce by on był kierowcą autobusowym i dostawał tak zwane dyspozycje i wtedy my też jechaliśmy stąd Polskę znałam nieźle.Tak poznałam Wrocław, Katowice, Częstochowę, Łąck, Płock, Międzyzdroje, Dziwnów, Międzywodzie, Gdańsk, Ostrowiec Sw,P€ławy, Kazimierz, Książ, Suwałki, Augustów, Toruń, Poznań. A zdjęcia Panoramy Warszawy widzianej z 30 piętra są piękne, natomiast basen Legii po prostu smutny, i nie będzie na tym miejscu nic, stadion piłkarski Legii i tylko trawa, Warszawa nie ma żadnego basenu odkrytego, a może jestem w błędzie? ale chyba nie, no może Powsin i Szczęśliwice?
    pozdrawiam
    j

  37. JanToni341.bloog.pl

    Jeszcze dodam, od czasu striptizów, fontanna była wyłączona
    i przykryta okrągłym podestem, na którym odbywały się występy,
    bardziej podobne do obecnych tańców brzucha.
    LW

  38. sunniva

    To były piękne czasy:)

  39. jadwiga

    JanToni,
    ja pamiętam gdy podczas balów karnawałowych do fontanny wskakiwali ochotnicy zarówno panie jak i panowie, w swoich balowych strojach pozdrawiam
    j

  40. jadwiga

    sunniva,
    piękne, piękne!!! czy młodość może być brzydka?
    j

Zostaw odpowiedź

XHTML: Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.