Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Palermo, mafia i ból głowy

Autor: Jadwiga. 10 komentarzy.

Prognoza pogody zapowiadająca pochmurny dzień skłania nas do zaplanowania całodniowego wypadu na północny wschód wyspy. Jest tyle do zwiedzenia, a dzieli nas z tym regionem ponad 300 km drogi w jedną stronę, musimy więc dokonać selekcji: decydujemy się na odwiedzenie Palermo, salin w okolicach Trapani, Corleone i Cefalu. Jest jeden z ostatnich dni maja. Do Palermo docieramy o 9 rano, termometr w samochodzie pokazuje 33 stopnie w cieniu. Czyli jakieś 8 stopni więcej niż na południu Z lewej La Martonara, z prawej San CataldoSycylii. Palermo nas rozczarowuje, spodziewaliśmy się feeri barw i wielokulturowego rozgardiaszu, a spotykamy smutne, nieco przykurzone i zakorkowane miasto. Postanawiamy więc zwiedzić ekspresowo najważniejsze zabytki. Na parkingu wita nas ciemnoskóry „parkingowy”. Czytaliśmy, że parkingowi są często jednym z najniżej położonych mafijnych ogniw (chociaż mafii jako takiej już podobno na Sycylii nie ma), więc postanawiamy zapłacić. Murzyn słysząc, że jesteśmy z Polski jest wniebowzięty i wyjaśnia nam, że jesteśmy w takim razie jak rodzeństwo, bo Włosi traktują ciemnoskórych i Polaków na równi jako dużo niższą kastę społeczną. Na szczęście przez cały pobyt na Sycylii nie spotykamy się z żadnymi objawami włoskiej dominacji.Biegniemy w stronę zabytków, oglądamy Piazza Pretoria (Palazzo Pretorio pełni funkcję Quattro Canti, Palermo2ratusza) z piękną XVI-wieczną „fontanną wstydu”, nazwaną tak gdyż pruderyjnych mieszkańców Palermo krępowały rzeźby przedstawionych na niej nagich postaci, a także kościoły: San Giuseppe dei Teatini z XVII wieku, San Cataldo, saraceńską kaplicę z XII wieku zwieńczoną czerwonymi kopułami w arabskim stylu i średniowieczny kościół La Martonara sfinansowany w 1143 r. przez normandzkiego admirała, dowódcę floty króla Rogera II, Jerzego z Antiochii. Następnie odwiedzamy plac Quattro Canti (Cztery Rogi), powstałe w 1611 r., barokowe skrzyżowanie, które dzieli na cztery części centrum Palermo. Podziwiamy fasady pałaców zdobione rzeźbami przedstawiającymi pory roku, hiszpańskich królów Sycylii czy patronkę Palermo, św. Rozalię. Idziemy dalej, by zobaczyć okazałą, średniowieczną Cattedrale, światowej klasy normandzki zabytek z XII w. Wizytę w Palermo kończymy zakupami w małym sklepie z pamiątkami, gdzie zaskakuje nas bogactwo produktów z migdałów i pistacji, z których hodowli słynie Sycylia. Kupujemy kilka słoików masła pistacjowego, pistacjowe pesto i sycylijskie ciastka, które z pewnością pokocha mój dziadek. 

Słynne cannoliSycylia nie ma sobie równych jeśli chodzi o ciastka i słodycze. Rozpoczynając od pysznych, jak z resztą w całych Włoszech, lodów (najlepiej kupować je w małych, lokalnych lodziarniach, gdyż coraz więcej sprzedawców ze względu na większy zysk decyduje się na sprzedaż lodów przemysłowych i nie produkuje ich na miejscu, ku rozczarowaniu turystycznych podniebień), przez  wspaniałe przetwory z cytryn i opuncji figowej, cassaty (lodowe torty z dodatkiem kandyzowanych owoców i grubych warstw marcepanu) aż po słynne Wybór słodyczy przyprawiający o zawrót głowycannoli, czyli wypełnione serem ricotta rurki z ciasta. Kosztujemy na Sycylii dwóch rodzajów cannoli: w Noto jemy wersję pikantną oblaną czekoladą (jedna sztuka za bajońskie 3 euro), zaś w Cefalu wersję słodką, ze skórką pomarańczową w środku. Zdecydowanie bardziej przypada mi do gustu ta druga opcja. Zanurzając się w świat sycylijskich słodkości nie można też zapominać o cudach z marcepanu, które można kupić w każdej cukierni i sklepie z pamiątkami. Wybór i precyzja wykonania przyprawiają o zawrót głowy: są marcepanowe maleńkie owoce, warzywa, a nawet różne rodzaje wykonanych z marcepanu mini rybek. Takie marcepanowe cudeńka widzimy drugi raz, za pierwszym razem próbowaliśmy ich dwa lata temu na targu w Nicei. Tym razem chcemy pokazać je również najbliższym, więc kupujemy kilka opakowań do zabrania do domu.

Saliny w okolicach MarsaliWracając jednak do całodniowej wyprawy. Kolejny punkt programu to saliny w okolicach Trapani. Długo ich szukamy, gdyż żaden z przewodników nie podaje dokładnego położenia, a GPS wskazuje inną drogę niż drogowskazy, które z resztą często ustawione są w innych miejscach niż powinny. Wreszcie trafiamy, a saliny okazują się być nie w Trapani, tylko w położonej 30 kilometrów na południe Marsali. Jesteśmy trochę rozczarowani brakiem wielkich gór soli, które obiecywały przewodniki, ale pociesza nas widok starych młynów i mętnej wody o dziwnej barwie. Na Sycylii odchodzi się od pozyskiwania soli z wody morskiej tą metodą – są dziś dużo tańsze i bardziej nowoczesne sposoby. Salina w okolicach Marsali jest już tylko muzeum. 

Castellammare di Golfo - widoki jak marzenie2Jedziemy w stronę Corleone, po drodze zatrzymując się nad Castellammare di Golfo aby podziwiać z wysokich skał piękną panoramę. Droga do Corleone jest fatalna, co nas dziwi – mafia nie zadbała  o dobry dojazd do swojej kolebki? W samym mieście, które jest spokojne i praktycznie puste, nic się nie dzieje, działa tu jedno muzeum „antymafijne” z kolekcją zdjęć oraz kilka knajpek. Przejeżdżamy zatrzymując się tylko na zdjęcia z tablicą z nazwą miasta. Całą drogę do i z Corleone czytam o sycylijskiej mafii. Przez ponad 50 lat Corleone było ulubionym miejscem spotkań przywódców mafii. Wywodzili się stąd m.in. Luciano Leggio, Salvatore Riina i Bernardo Provenzano. Ten ostatni pełnił funkcję Corleone to kolebka sycylijskiej mafii2capo dei tutti capi przez 13 lat,  został schwytany dopiero w 2006 r. Jest winien morderstw dwóch sędziów śledczych walczących z mafią: Giovanniego Falcone i Paolo Borsellino. Obaj zginęli w krótkich odstępach czasu w 1992 r. Pierwszy wraz z żoną i trzema ochroniarzami od wybuchu 500 kg TNT na autostradzie między Palermo a lotniskiem, drugi od bomby umieszczonej w samochodzie. Skąd wywodzi się sycylijska mafia? Jej początki sięgają tyrańskiej władzy na wyspie. Mafiosi uchodzili za obrońców pospólstwa przed tyranami. Wkrótce jednak mafia przestała pełnić swoją pierwotną funkcję stając się elementem struktur władzy i dbając wyłącznie o zyski swoich „rodzin”. To właśnie „rodzina” dowodzona przez dona jest podstawową mafijną jednostką. Obecnie coraz rzadziej słyszy się o mafijnych porachunkach na Sycylii. Ostatni z aresztowanych bossów, Salvatore Leo, uważany za spadkobiercę Provenzana, trafił do aresztu w 2007 r. Jego zrobiony głównie na nieruchomościach i przemyśle budowlanym majątek o wartości 6 miliardów euro przejęło Palermo. Sycylijczycy powoli zapominają o micie dobrego mafiosa, którego uważali za rodzimego Robin Hooda. Nikt już nie ma wątpliwości na czym zarabia mafia, a przyzwolenie społeczne dla jej działań jest coraz mniejsze. 

Katedra w Cefalu2Ostatni przystanek tego długiego dnia to Cefalu. Pada deszcz, a mnie pęka głowa, więc jestem trochę nieszczęśliwa. Na pocieszenie zjadam cannoli, tabletka od bólu głowy zakupiona w lokalnej aptece też robi swoje. Tabletkę kupuje mój mąż, ja mam siłę tylko usiąść na krawężniku obok apteki. Pani w aptece oczywiście nie rozumie po angielsku, a my zostawiliśmy rozmówki w samochodzie, mąż pokazuje więc na głowę i masuje ją w powietrzu rękami, pani wnioskuje, że chce kupić szampon. Druga próba gestykulacji: palec w stronę głowy i znaczące posykiwanie z nutą irytacji i bólu. I sukces! Stajemy się szczęśliwymi właścicielami sycylijskich środków przeciwbólowych. Starcza nam siły na pogapienie się na katedrę i wizytę w starej pralni zbudowanej na rzece. Cefalu jest małe, urocze, tuż po Taorminie najbardziej typowo turystyczne miejsce na Sycylii: mnóstwo sklepów z pamiątkami, kawiarni, restauracji. Małe, romantyczne, kamieniste uliczki. Cudnie. Dzień kończymy w przemiłej pizzerii z tarasem z widokiem na uderzające w skały morze. W Noto jesteśmy przed północą i śpimy już po sekundzie od wejścia do łóżka.

Pozdrawiamy i do następnego spotkania, czeka na nas Etna!

Kasia

cdn

komentarzy 10 do wpisu “Palermo, mafia i ból głowy”

  1. Beata

    Podoba mi się, że autorka nie trzyma się kurczowo przewodnika a zapuszcza w obszary mniej znane, nawet jeżeli dojazd jest nieciekawy a wskazówki mylące. Na tym chyba polega prawdziwe zwiedzanie, żeby zobaczyć nie tylko te „lukrowane” turystyczne widoki, ale to mniej znane lokalne życie. My zawsze zapuszczamy się na drogi, gdzie jak ja to mówię, nawet kozice boją się wchodzić a przedstawiciel Rent a Car płacze później przy odbieraniu samochodu. Sycylijskie lody natomiast przypomniały mi o dziwo Warszawę, bo rarytasem w dawnych czasach były lody cassate i spumoni w lodziarni na Hożej!

  2. Jadwiga

    Beato,
    a lody z Zielonej Budki co istniała na ul.Puławskiej i była rzut beretem od Twojego domu?
    Kolejki, kolejki, od rana do wieczora u Grycanów, bo to była ich Zielona Budka!
    Ja dojeżdżałam aż ze Śródmieścia, pozdrawiam u nas zaczyna się życie w Afryce!
    J

  3. Beata

    Zielona Budka, to po prostu instytucja i do tej pory pamiętam smak ich lodów waniliowych. Zawsze jak wychodziłam na spacer, to dwie kulki lodów starczyły mi do dojścia do samych Łazienek. Oszałamiające na te czasy, smaków było conajmniej osiem! Starsze sprzedawczynie zawsze dzieciakom starały się te kulki dawać jak największe.

  4. Pleciuga

    Murzyni i Polacy według Sycylijczyków ta ta sama kasta? Hmmm… daje to do myślenia. Jeśli zaś idzie o lody – bardzo mi smakowały lody pistacjowe, które jadłam kiedyś w Mangalii , czy w Kostinesti (już nie pamiętam) nad rumuńskim Morzem Czarnym. W Łodzi była słynna Granowska, do której po lody ustawiały się kilometrowe kolejki, ale to już przeszłość.
    Pozdrowienia – Jadziu. Idę się schować do lodówki. 🙂

  5. Yrsa

    Lody , lody , lody …królestwo za loda / bo nie chce mi się wyjść z ogrodu na ulicę / , najlepsze lody to lody cytrynowe , jadłam wieki temu , na obozie harcerskim w Sierakowie .
    Z Zielonej Budki , najlepsze są z czarnej porzeczki /moim skromnym zdaniem/.Zaciekawiły mnie saliny , oglądałam film o tych zakładach , ludzie wyglądali jakby stale byli pokryci białym osadem , a ich ubrania miały nieokreślony kolor , sól niszczyła wszystko.
    Mafia , nam kojarzy się z filmem „Ojciec Chrzestny” , ale to jest sieć niezwykle brutalnej i dobrze zorganizowanej grupy przestępczej ,aż nie chce mi się myśleć jakimi podłymi zajęciami się parają i z czego czerpią korzyści .
    Podróż Kasi jest bardzo ciekawa i zupełnie inna od tych, które oferują biura podróży .Widzę trzy literki na końcu , więc będę czekać .
    Wytaszczyłam z pawlacza basen , jakoś trzeba przeżyć te upały , a nad jeziorem ciało przy ciele , na plaży i w wodzie . Nie dla mnie tłok i gwar, poczytam sobie książkę mocząc ciało w wodzie-pozdrawiam Yrsa

  6. Jadwiga

    Pleciuga,
    no i czy to nie jest pięknie? każda z nas ma smaki z dziecinstwa lody pistacjowe, od Granowskiej, a kolejki wszędzie były jednakowe, bo nie było nic. Jaka to przeszła historia!

  7. Jadwiga

    Yrso,
    porzeczkowe mówisz? nie jadłam, ale teraz poszukam skoro tak, cytrynowe pyszne zgadzam się, rozumiem dokonale Twoje pragnienie basenu, ja dzisiaj na konferencji dzień cały a powrót do domu trwał 1,5 godziny w upale, prysznic szybki dopiero postawił mnie na nogach, jutro moczenie w wannie chyba będzie i siedzenie na tarasie skoro wraca nam Afryka choć ja bym wolała Panie Bożę aby było normalnie bez szaleństwa tak ciepło ale nie afrykańskie, proszę. Wieczór w ogrodzie dzisiaj komarowy, więc siedzę w domu tęskno patrząc na taras, ale cóż walka komarowa nie dla mnie dzisiaj, pozdrawiam i zapraszam w poniedziałel na dalszą część Sycylii

  8. Jadwiga

    Beata,
    Lody w Zielonej Budce waniliowe, hmmmmmmm rzeczywiście dzieci dostawały jakby większe kule, moja córka pamięta kolejkę długą a zawsze czekając grała w klasy,
    pozdrawiam

  9. Beata

    Jadziu, u nas też upały, 33 stopnie ale morze jest blisko, więc krótki weekendowy wypad umili życie. Do tego u nas na szczęście komarów nie ma. Niemniej polecam do ogrodu świece, u nas się nazywają citronella, ich zapach doprowadza komary do rozpaczy i z krzykiem uciekają. Tak więc Jadziu, na taras, świeca na stole, lody cytrynowe na talerzyku, na oczach okulary słoneczne, w ręku dobra książka a nogi w baseniku, żeby odpoczęły po szeleństwach konferencyjnych!

  10. Jadwiga

    Beato,
    tak właśnie zrobię, trzy lampy ogrodowe z olejem na komary już pracuja, lody jeszcze muszą być przyniesieone i miednica z wodą, i prawie morze z widokiem na ogród!
    Całusy

Zostaw odpowiedź

XHTML: Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.