Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Spotkanie

Autor: Jadwiga. 38 komentarzy.

Jak wiecie przygotowuję się do operacji, stąd częste moje wizyty u różnych specjalistów medycznych. Nigdy jednak nie jest łatwo a tu przyplątał się jeszcze „skręć karku”. Czasami zdarza się, że na  „ pochyłe drzewo każda koza skacze”, i tak jest też w moim przypadku. Ból karku spowodował konieczność konsultacji u chirurga ortopedy, bo po co komu potrzebny pacjent, który ma przez kilka miesięcy chodzić o kulach, gdy ma niesprawny kark i obręcz barkową.  Nie, to nie jest użalanie się i biadolenie, w żadnym wypadku. Stwierdzam fakt. No, więc szybki rtg szyi, wypożyczam zdjęcie i gnam do pewnej świetnej Kliniki gdzie mam konsultację u pana chirurga. Zdiagnozowana, pocieszona, że rdzeń kręgowy w swoim kanale nie uległ żadnym uszkodzeniom, słyszę, że jednak mam jakąś ułamaną kosteczkę a raczej wyrostek kości, a pan doktor z miłym uśmiechem pyta: czy pani kiedyś nie walnęła głową o coś? Jak nie, jak tak odpowiadam, dawno temu to było, spadłam z drzewa czereśniowego na sam czubek głowy! No właśnie, coś tam się odłamało, coś tam drażni, stąd bierze się zwiększona tkliwość na wszelkie skręty głowy no i na wychłodzenie szyi. Hmmm… no i jak tu żyć. Wszyscy wiemy, że w dzisiejszych czasach głową trzeba dobrze kręcić, aby wyjść na swoje a tu taka diagnoza. No, ale pan doktor w swej łaskawości w końcu stwierdza, że żyć się z tym da, ale potrzebny jest specjalistyczny masaż. Ok, dobrze niech będzie, aby szybko, bo bardzo boli a i z jeżdżeniem samochodem jest malutki problem. Sprawę masażu rozwiązaliśmy szybko, i następnego dnia w sobotę rano położono mnie na stole pewnego młodego masażysty.

Masaż jak to masaż bolesny chwilami, punktowy rozluźniający mięśnie obręczy barkowej i kilku mięśni, o których ładnie opowiada pan Łukasz rehabilitant.  Jednak we mnie tkwi ciągła myśl, że ja tego młodego człowieka skądś znam, nie wiem skąd, bo różnica lat jest ogromna, tym niemniej twarz pana Łukasza jest znajoma. W końcu nie wytrzymuję i pytam: miły panie, wiem, że twarz pana jest mi znajoma, ale zupełnie nie wiem jak to możliwe. Pan jest młodym człowiekiem ja z bagażem na karku (może ten bagaż lat  tak mnie przygniótł?). Rozmawiamy, staram się przypomnieć swoich znajomych bliższych i dalszych, zawodników w badmintonie, w szemierce, ale nic z tego. W końcu pada pytanie, czy pani była związana ze sportem? Tak, oczywiście, przez lata całe. A jaka dyscyplina?  Judo, szermierka i badminton. Judo uprawiałam w młodości, w klubie AZS ”Siobukai” Warszawa, ( czyli AZS AWF Warszawa), studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego. Zapadła cisza… No to powinna pani znać mojego dziadka. Taaak?

Mój Dziadek nazywa się Tadeusz Kochanowski. Ludzie…! Toż to mój promotor, pracę magisterską u Niego pisałam, w dniu 1.06.1972 r stanęłam przed Komisją Egzaminacyjną, w której zasiadał pan Tadeusz. Niezbadane są losy ludzkie. A teraz, Jego wnuk pan Łukasz rehabilituje mój pokrzywiony kręgosłup, szyję, mięśnie i coś tam jeszcze. Od tego momentu rozmowa zeszła na temat Dziadka, Akademii Wychowania Fizycznego, studiów pana Łukasza (skończył rehabilitację na AWF) i innych osób z Rodziny, które również związane są z Moją Alma Mater, czyli AWF w Warszawie. W tak prosty sposób wyjaśniło się niezwykłe podobieństwo Dziadka i Wnuka do siebie, ponieważ pan Łukasz jest kopią swojego Bardzo Znanego Dziadka. Ale o moim spotkaniu z panem Tadeuszem Kochanowskim  wykładowcy na AWF wielkim znawcu judo, który w tej dyscyplinie osiagnął 10 Dan, czyli najwyższe wtajemniczenie,  a więc o tym spotkaniu w Jego domu, opowiem innym razem.

Życzę udanego tygodnia

Wasza Jadwiga

Ostatnio miałam gości i bardzo chciałam przyjąć ich polskim daniem, które w dzień taki jak dzisiaj rozgrzałoby nas i sprawiło radość naszym kubkom smakowym.  Jak zwykle w takiej sytuacji udałam się do naszej niezastąpionej Biedronki aby wybrać coś co będzie smakowało moim panom, bo chciałam nakarmić naszą Rodzinę  z Sokołowa Podlaskiego.

Po przejrzeniu wszystkich lad chłodniczych doszłam do wniosku, że najlepszym i najprostszym  rozwiązaniem będzie gulasz wołowy, tradycyjne polskie  danie.

Oto mój przepis

Składniki: 2 kg mięsa wołowego gulaszowego, 4 cebule, 4 ząbki czosnku (kto nie lubi może pominąć), 8 łyżek oliwy, jeżeli ktoś lubi może dodać świeży rozmaryn 1 gałązkę,  majeranek lub inne zioła, wg zasady co kto lubi, 6 ziaren ziela angielskiego, 10 ziaren pieprzu, 4 listki laurowe szklankę wody, pół butelki czerwonego wina (oczywiście wino też można pominąć).

Wykonanie: na patelni rozgrzałam tłuszcz- 3 łyżki oliwy  i wrzuciłam pokrojony drobniutko czosnek, następnie dodałam cebule pokrojone w piórka, wszystko przesmażyłam tak aby cebula była szklista. Odstawiłam z ognia.  Na wielkiej patelni rozgrzałam tłuszcz i wrzuciłam umyte,osuszone i pokrojone mięso wołowe, szybko obsmażyłam ze wszystkich stron, dodałam cebulę wraz z czosnkiem, wrzuciłam ziele angielskie, pieprz i listki laurowe, dodałam  szklankę gorącej wody. Patelnie przykryłam pokrywą zmniejszyłam gaz i gotowałam dwie  godziny na wolnym ogniu, uzupełniając odparowany płyn. Na zakończenie wlałam wino i pogotowałam mięso jeszcze przez pół godziny aby alkohol wyparował a pozostał sam znakomity smak. Gulasz podałam z ziemniakami puree oraz zieloną sałatą polaną sosem przygotowanym z 2 łyżeczek oliwy extra vergine, 2 łyżeczek  musztardy, jednej łyżeczki cukru i trzech łyżeczek miodu- wszystko dokładnie wymieszałam i polałam sałatę.  Dodatkowo podałam sałatkę z pomidorów z cebulką. Na deser była  szarlotka z lodami a także kawa lub herbata do wyboru no i po kieliszeczku nalewki z pigwy z  2009 roku. Ponieważ gulasz zrobiłam dzień wcześniej mogłam się zająć gośćmi a także szybkim podaniem obiadu. Polecam gulasz, danie troszkę jakby zapomniane a na wrześniowe chłody rozgrzewające , aromatyczne i bardzo smaczne. Na drugi dzień ten sam gulasz podałam z kaszą gryczaną ugotowana na sypko i też było pysznie i aromatycznie! Zauważcie moi mili czytacze, że do tej wersji gulaszu nie dodałam ani mąki ani śmietany, pomimo tego moi panowie byli bardzo zadowoleni.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie życząc miłego weekendu!

Wasza Jadwiga

 

Jesień, jesień

Autor: Jadwiga. 59 komentarzy.

Zapachniało w ogrodzie jesienią. Słońce świeci, ale poranne mgły snują się uświadamiają nam nieubłagane przemijanie lata. Wieczór w ogrodzie jest również zasnuty nadciagającą mgłą i chłodem, który nadciąga wraz z zachodzącym słońcem. Błękit nieba wybarwia się gdzieś około godziny jedenastej by o szóstej przejść w zmierzch, co oznacza, że za miesiąc dzień będzie krótszy o ładnych kilka godzin i nastanie listopad chłodny, zdzierający do końca liście z drzew.

Ogród jeszcze mieni się kolorami kwitnących kwiatów, moje begonie wiecznie kwitnące pięknie wyrosły i kwitną na okrągło, towarzyszą im kwitnące floksy, nawłocie, rudbekie, georginie, czyli dalie.

Dalie są roślinami długo kwitnącymi. Kwitnienie rozpoczynają na początku lata i kwitną do późnej jesieni. Mają piękne i niezwykłe kwiaty zarówno w kolorach jak i kształcie. Na mojej rabacie odgrywają główną rolę i mienią się barwami różu, żółci, purpury, fioletu podbarwionego bielą, pąsowej czerwieni oraz ciemnego bordo. Te piękne kwiaty maja szerokie zastosowanie zarówno w ogrodach wiejskich jak równie na działce czy w ogrodach przydomowych. Pięknie prezentują się, jako jednorodna rabata, ale również pomieszane z innymi kwiatami czy też warzywami. W tym roku moje dalie stanowią główną ozdobę ogrodu i będą kwitły do pierwszych przymrozków. Zawsze obawiałam się nawożenia dalii późnym latem i wczesna jesienią, jednak zachęcona przez „Kasię z angielskich ogrodów” (jej blog jest u mnie w linkach) postanowiłam pod koniec sierpnia podrzucić im nawozu kurzego popularnie zwanego” kurzakiem”.Na szczęście sklep ogrodniczy Flora Point dysponuje tym organicznym nawozem, więc z zakupem nie było problemu. Co prawda po zasileniu gleby przez pierwsze kilka godzin rozchodził się nieprzyjemny zapach, ale czego się nie robi dla dobra kwiatów, po podlaniu zapach zginął a kwiaty mają doskonałą pożywkę. Tym samym nawozem zasiliłam datury oraz grządki z begoniami. Raz w tygodniu wczesnym rankiem obcinam kilka kwiatów dalii, wkładam je do miednicy z wodą, aby się dobrze napiły i układam piękne bukiety. W ten sposób dekoruję mieszkanie własnymi kwiatami a pozostałe w ziemi dalie pobudzone są do kwitnienia. I jeszcze kilka słów o daliach. Dahlia pochodzi z Ameryki Środkowej z wyżyn Meksyku. Znamy 35 czystych gatunków dalii, a w ogóle należy ona do rodziny Asteraceae, znana jest też pod nazwa georginia. W Europie dalia jest znana, co najmniej od 200 lat a przywiózł ja do starej Europy szwedzki naukowiec o nazwisku Dahl (stąd pochodzi jej nazwa). Tyle o daliach w moim ogrodzie.

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad lekkimi zmianami w moim ogrodzie. Dotychczas królowały tulipany, krokusy i hiacynty, geranium i niezapominajki na wiosnę, liliowce i lilie na początku lata dalie, begonie wiecznie kwitnące w lecie uzupełnione daliami i floksami. Jednak trudno się przyznać, ale co rok jestem starsza i zdają sobie sprawę z tego, ze pewnie przyjdzie czas kiedy już nie będę miała tyle energii i siły, aby spędzać przy pielęgnacji kwiatów. Poza tym w październiku niestety czeka mnie operacja kolana (wymiana stawu) więc siłą rzeczy będę skazana na pomoc w ogrodzie i nie będę mogła wykonać wszystkich prac samodzielnie. Dlatego trzeba było zreorganizować ogród, zmienić trochę jego wystrój aby w przyszłym sezonie kwitł  i był w dalszym ciągu piękny bez wielkiego nakładu pracy. Pewnie będzie tak do mojego całkowitego powrotu do zdrowia (całkowitego?, hmmm…) Postanowiłam, zatem posadzić kilkanaście krzewów, które pięknie kwitną a wybór padł na Omżyn Davida, czyli popularną budleję davidi, czyli krzew motyli. Zakupów dokonałam w moim centrum ogrodniczym i posadziłam kilkanaście krzewów o pięknych nazwach budleja davidi black knight, purple delight, royal red, white profusion. Zobaczymy w przyszłym roku, co z tych nasadzeń pozostanie i jak będą wyglądały.

Kilka słów o motylim krzewie. Oto, co wyczytałam w Internecie na jego temat: „ Omżyn Dawida, „motyli krzew” jest wyprostowanym krzewem ze zwieszającymi się gałęziami. Rośnie silnie osiągając w sezonie 2-2,5 m wys. Długie, lancetowate, ciemnozielone liście pokryte są drobnymi włoskami. Purpurowe kwiaty do ciemnofioletowych z pomarańczowym oczkiem, kwitną na jednorocznych pędach, w łukowato wygiętych kwiatostanach. Pojawiają się od lipca do jesieni. Omżyny są pięknymi letnimi krzewami do zastosowania w każdym większym ogrodzie. Zapach budlei przyciąga liczne owady, a zwłaszcza motyle.

Wymagania:, Ponieważ odmiany omżynu nie są w pełni mrozoodporne, wybieramy im w ogrodzie ciepłe, osłonięte stanowiska. W Polsce jej nadziemne pędy często przemarzają, ale przycięte nisko na ziemią szybko odrastają. Przycięte w końcu marca lepiej i obficiej kwitną. Latem wycinamy przekwitłe kwiatostany, aby zapewnić roślinie dłuższe kwitnienie. Wskazane jest kilkukrotne w czasie sezonu zasilenie krzewu nawozem wieloskładnikowym. Późną jesienią nasadę krzewu obsypujemy ziemią lub kompostem, podobnie jak to robimy z różami. Potrzebuje gleby żyznej, dobrze przepuszczalnej, a stanowiska w pełnym słońcu…” Mając na uwadze powyższe rady posadziłam moje krzaki w słońcu podsypałam im kurzaku i poczekamy, co wyrośnie. W przyszłym roku zobaczymy efekty tej zmiany. Oczywiście nie oznacza to, że pozbędę się letnich dali, czy begonii, jednak ta zmiana pozwoli na zakup mniejszych ilości kwiatów, czy tez cebulek tulipanów, które musiałam, co sezon wykopywać, aby udostępnić miejsce na kwiaty letnie.  Zobaczymy jak sprawdzą się moje pomysły i jaki wygląd będzie miał ogród, ale póki, co pokazuję kilka fotografii z aktualnego jesiennie przebarwiającego się ogrodu, który jak na razie dzielnie znosi nocne chłody i świecące słonce w dzień.

  Zapraszam!

Wasza Jadwiga

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.