Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Dwie twarze Teneryfy

Autor: Jadwiga. Komentarze (2).

Gościnnie u Jadwigi, która obecnie przeżywa trudne dni, przedstawiam dwie twarze Teneryfy, tą znaną, plażową i słoneczną i tą drugą, wulkaniczną i tajemniczą, której znalezienie wymaga odrobinę wysiłku.

Teneryfa

Teneryfa

Od wielu lat, spragnieni słońca w miesiącach jesiennych i zimowych, turyści odwiedzają masowo Wyspy Kanaryjskie, a szczególnie Teneryfę. Łagodny, słoneczny klimat oraz plaże przyciągają jak magnes rodziny z dziećmi, młodych ludzi uprawiających wszelakie wodne sporty jak również tych starych i reumatycznie schorowanych, którzy to w swoich zmotoryzowanych wózkach inwalidzkich pędzą z uśmiechem na twarzy i wiatrem we włosach. Duszą ciągle młodzi, dzięki przyjaznemu klimatowi odnajdują tutaj dni bez bólu, toteż nikt się nie dziwi, że niczym Hamilton czy Kubota, z gazem do dechy, przemieszczają się  po kilometrach deptaków strasząc przy okazji wielu pieszych, którzy staną im nieopatrznie na drodze.

Wbrew panującemu przekonaniu, nie wszystkie plaże na Teneryfie mają czarny wulkaniczny piasek; jest na wyspie sporo plaż ze złotym piaskiem, ale też spora część wybrzeża jest skalista i niedostępna.  Turystyczną mekką  z ogromną ilością hoteli

Teneryfa

Teneryfa

jest Playa de las Americas położona na południowo wschodnim wybrzeżu. Z miłego resortu powstałego w latach 60-tych zrobił się moloch, ciągnący się kilometrami i oferujący niezliczone restauracje, bary, sklepy i  hotele. Spokojniejsza, bardziej elegancka część miasta, od strony Los Cristianos, oferuje nie tylko wspaniałe piaszczyste plaże dla wielbicieli opalania się, ale również elegancke butiki i doskonałej klasy restauracje. W ostatnich latach, sporo sklepów  w tej okolicy zmieniło totalnie profil i zamiast letnich sukienek i kostiumów kąpielowych sprzedają wysadzane sztucznymi diamentami damskie obuwie oraz ekstrawaganckie, drogie futra dla licznie odwiedzających wyspę nouveau riche Rosjan. Częstym widokiem tutaj są piękne młode kobiety w towarzystwie mocno starszych partnerów; drepczą one na plażę w takich wysadzanymi diamentami pantoflach na wysokich obcasach i może mi się wydaje, że w ich oczach widzę zazdrość, jak patrzą na moje skromne japonki za parę groszy. 

Teneryfa

Teneryfa

Zostawmy jednak te tłumy, sklepy, restauracje, zbiorowe wycieczki  i zatłoczone plaże – prawdziwe piękno wyspy leży w jej wnętrzu, w Narodowym Parku Teide utworzonym w 1954 roku wokół słynnego wulkanu. To tuaj można zobaczyć wspaniałe piaszczyste płaskowyża, niezwykłe formacje skalne jak i urzekającą roślinność.  Sam stożek wulkaniczny  Pico del Teide ma imponująca wysokość 3718 metrów i  jest najwyższym szczytem Hiszpanii. Inne stare szczyty,  Pico Viejo oraz Cañadas są również pochodzenia wulkanicznego. Tygodniowe wakacje nie są wystarczające dla pokonania ponad dwudziestu szlaków turystycznych prowadzących do niezwykle fotogenicznych miejsc. Mnie urzekły całkowicie skały z zielonym, żółtym i czerwonym odcieniem, oraz magmowe rumowiska  jak asfaltowa dżungla, pokrywająca dziesiątki kilometrów. Najciekawszą porą zwiedzania tego niezwykłego miejsca jest  późne popołudnie, kiedy to słońce zaczyna schodzić poniżej chmur snujących się ospale po stokach wulkanów. Warstwy tych nisko położonych chmur, szczególnie na drodze w kierunku miasta Arona tworzą niezwykłe zjawisko zachodu słońca przed jego aktualnym zachodem, podświetlając chmury we wszelakich odcieniach czerwieni i różu, ze skrzącym się złoto-pomarańczowym oceanem u stóp.

Teneryfa

Teneryfa

Drogi w parku Teide są kręte, ale dobrze utrzymane, więc sugerowałabym się nie spieszyć z opuszczaniem parku z ostatnimi promieniami światła. Nocne ogladanie gwiazd na kanaryjskim niebie jest niezapomnianym wrażeniem, ze względu nie tylko na dobry klimat ale również małe zanieczyszczenie tej okolicy światłem.  Od wieków astronomowie znali zalety Teidy jako punktu obserwacyjnego do studiowania kosmosu, wiec przylepione do wzgórza białe Obserwatorium Astrofizyczne w Izañi nikogo nie dziwi, choć wygląda niesamowicie.

Niewiele osób wie, że specjalny pojazd do badania życia na Marsie był testowany właśnie na Teneryfie, która topograficznie zbliżona jest do marsjańskiego krajobrazu. Skaliste tereny, zagłębienia kraterowe i różnorodne tekstury tworzą idealne warunki do ekstensywnych terenowych prób tej skomplikowanej technologii. Jak trudny i niebezpieczny jest ten teren, to jest ciągle widoczne na moich pokiereszowanych kolanach i mocno podrapanym statywie fotograficznym.

Teneryfa

Teneryfa

Niezwykły teren parku Teide przez wielu nazywany jest krajobrazem księżycowym i muszę przyznać, że za każdym razem robi on na mnie niesamowite wrażenie. Ciagle też powtarzam, że wcale bym się nie zdziwiła, gdym któregoś dnia tutaj zobaczyła spacerującego marsjanina. Zapomnijmy jednak chwilowo o zielonych ludkach. Zjawiskiem często występującym na wyspie są szybko przemieszczające się chmury nisko wiszące nad ziemią. Wzgórza i skały potrafią zostać obleczone w kilka minut peleryną  chmur i mgły, dodając im tajemniczości i uroku. Fascynująca jest również przyroda Teneryfy; przepiękne lasy sosnowe często owite mgłą, jak i olbrzymie osiągające trzy metry wysokości, czerwone kwiaty Tajinaste. Dla uniknięcie tłumów turystów fotografujacych się przy tych kwiatach zdecydowałam się jednego dnia poczekać na odjazd wszelkich autokarów. Skracając czas oczekwiania, wybrałam się na dłuższy spacer po jednym ze szlaków; spoza dużej skały wyłonił mi się nieoczekiwanie piękny magmowy wzgórek, po którym z godnością kroczył…..marsjanin! Przetarłam zdziwione oczy, ale zielona sylwetka nie zniknęła. Na tym zakończę opowiadanie o Teneryfie i moim foto8Bliskim Spotkaniu Trzeciego Stopnia, a jeżeli Drodzy Czytelnicy nie wyjaśnią sami tajemnicy zielonego ludka, to może uchylę rąbka tajemnicy w komentarzach J !

Życzę wszystkim czytelnikom dłuższych lub krótszych wakacji na Teneryfie, nad Bałtykiem, w górach, nad jeziorami, we własnym ogródku czy też lokalnym parku,

 

Beata Moore

 

Dalsze moje fotografie dostępne są na: http://beatamoore.co.uk oraz

https://www.facebook.com/BeataMoorePhotography

 

W chwili gdy jakiś rozszalały automobilista (czytaj psychol!) wjeżdża na sopocką ulicę Monte Cassino oraz molo – rozpędzonym samochodem, raniąc po drodze wiele osób -   warto przypomnieć jak wyglądał przed sześćdziesięciu  laty, spokojny i bezpieczny spacer sopockim „Monciakiem w Perle Bałtyku”. Bez karetek pogotowia, rannych i policji (której zresztą brakowało, w tym mieście).

Pisze o tamtych dawnych czasach  Zbigniew Adrjański, w „Pochodach donikąd”, książce która w znacznym stopniu dotyczy dawnego Sopotu:

Edward Czerny za kulisami Opery Leśnej

Edward Czerny za kulisami Opery Leśnej

Nowa książka Zbigniewa Adrjańskiego dotyczy kultury i obyczajów, rozrywki i estrady, pieśni i piosenki – w czasach PRL-u. Jest to ciekawy opis tej epoki (1944/1989), nie pozbawiony wielu osobistych refleksji i wspomnień. A przy okazji ciekawe „tworzywo” teatralne na widowisko w stylu np. „Z biegiem lat – A. Wajdy”, wystawianym kiedyś w Teatrze Starym w Krakowie. Z tym, że widowisko takie odbywać  się powinno tym razem, w dawnym Sopocie, z pierwszych lat powojennych. Kto wie? Może właśnie na dawnym „Monciaku!”, który wtedy jeszcze  nazywa się  ulicą Rokossowskiego . Trwa tu „towarzyskie corso” z cyklu „Sopot latem”. Albo „Perła Bałtyku” – latem, gdzie od kawiarni „Złoty Ul” – aż do końca mola, rozgrywa się szereg działań teatralnych i parateatralnych, performerskich i estradowych. Towarzystwo, które wówczas przybywa do Sopotu, stanowi tzw. przekrój ówczesnego PRL-u.

Są tu: robotnicy, chłopi (często po raz pierwszy nad morzem) , tzw. inteligencja pracująca, mnóstwo tak zwanej prywatnej inicjatywy, wycieczki szkolne i  wycieczki z zakładów pracy. Są i popularni aktorzy sceny polskiej, przybyli na nadmorskie wywczasy i letnie chałtury. Dominują aktorzy tak zwanych  „spalonych teatrów”  z Warszawy („aktor spalonego teatru”  to określenie już powojenne ) i gwiazdy przedwojennego kina: Adolf Dymsza otworzył właśnie popularny „Bar pod Kotwicą” – naprzeciwko  lodziarni  „U Włocha”, który cieszy się ogromnym powodzeniem, ale popularny komik nie bardzo się tym swoim barem przejmuje. Zajmuje się raczej witaniem  znajomych aktorów idących „Monciakiem”. Lubi też bywać w kinie Polonia, które służy za salę do występów estradowych.

Zygmunt Karasiński i legendarne "fosforyzowane skrzypce"

Zygmunt Karasiński i legendarne „fosforyzowane skrzypce”

Występuje tam słynna orkiestra Zygmunta Karasińskiego z programem „1000 taktów jazzu” . Z orkiestrą występuje Zbigniew Kurtycz, w charakterystycznych batle-dresie, jakie noszą byli żołnierze Andersa.  Ulubiony popis pana Dodka (Adolfa Dymszy) polega na tym,  że gdy maestro  Karasiński, gra na tle czarnego okotarowania  sceny, na tak zwanych ”nafosforyzowanych skrzypcach”, Dymsza, siedzący  na widowni  zrywa się nagle z miejsca i z głośnym komentarzem:  „Paganini to on nie jest – wychodzi z sali! Za nim wychodzi Karol Hanusz i obaj z Dymszą udają się do baru „Pod  Kotwicą”. Obecność w Sopocie Karola Hanusza, oznacza, że już tu jest (lub wkrótce pojawi się w Sopocie!) Ludwik Sempoliński, który rywalizuje z Hanuszem o względy sopockiej widowni. Obaj „mistrzowie sceny polskiej” nie lubią się bardzo! O tym wie, cały Sopot. Ich przypadkowe spotkania np. na sopockim molo zamieniają się w  pantomimę, kunsztownie manifestowanej niechęci. Sempoliński, udaje, że nie widzi  Hanusza. Ten przechylony przez poręcz  mola udaje, że śledzi jakieś rybki morskie albo karmi łabędzie? Kiedy wreszcie sytuacja staje się nie do zniesienia, trzeba ruszyć z miejsca oraz iść dalej – Sempoliński nagle promieniuje uśmiechem i woła  dostrzegając „śmiertelnego wroga”:

- Dobry wieczór: panie Karolu. I wymachuje wytwornym słomkowym kapeluszem.

Na to Hanusz :

- Dobry wieczór Panie Ludwiku i szczerzy w uśmiechu garnitur nowo-wstawionych zębów, wymachując jednocześnie takim samym kapeluszem.

Po czym idą dalej, nie podając  sobie rąk.

Zespół" Hawajskie Gitary" J. Ławrynowicza w Sopocie

Zespół” Hawajskie Gitary” J. Ławrynowicza w Sopocie

Wspaniałe są również przemarsze, w drodze na korty tenisowe, Miry Ziemińskiej albo Stefci Górskiej. Gra się tam akurat „Duby smalone”, na specjalnie zbudowanej w tym celu estradzie. Już nie pamiętam co gra z okazji kanikuły : Tetatr Letni w Sopocie, który akurat prowadzi Aleksander Gasowski. Większość imprez sopockiego lata, organizuje niezmordowany Tymoteusz Ortym,  wynajmując do tej pracy stosownych pomocników. Z naszej „budy” u Chrobrego, praktykuje u niego , jako pomocnik Ortyma – nasz kolego Zdzisio Siewruk. W kawiarni „Cyganeria” naprzeciwko obecnego Domu Zdrojowego  odbywają się koncerty orkiestry Władysława Hermana albo Jerzego  Milnera, z którym śpiewają siostry Bielskie. W Grand Hotelu koncertuje orkiestra braci Łopatowskich z Łodzi, na zmianę z Kazimierzem Turewiczem. Kazimierz Obrembski z siedemnasto-osobowym  big bandem , nie ma już gdzie się pomieścić i koncertuje w tzw.  „Ujeżdżalni Końskiej”  na ulicy Chopina. Akurat  zjeżdża się do Sopotu  Stanisław Mikołajczyk – którego trębacze z bigband-u Kazimierza Obrembskiego witają dźwiękami piosenki :

Stefan Rachoń na scenie "Opery Leśnej"

Stefan Rachoń na scenie „Opery Leśnej”

„Żołnierz drogą maszerował” . Ten srebrzysty dźwięk trąbek słychać aż przed kościołem „Gwiazda Morza”, gdzie akurat przemawia Kazimierz Jędrychowski, żeby głosować trzy razy „tak”.  W kościele „Gwiazda Morza” modli się też demonstracyjnie Bolesław Bierut, w towarzystwie niemieckiego jeszcze biskupa ordynariusza diecezji gdańskiej, Spletta. Chór kościelny śpiewa demonstracyjnie: „ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Ulicą Monte Cassino idzie sławny  „parasolnik” wydzierając się na całe gardło „parasole do reperacji”. Towarzyszy mu gawiedź miejska, która przerabia ten okrzyk na bardzo brzydko brzmiące:  „pierdzisole do reperacji”. Dorożką od dworca jedzie sławny hipnotyzer i czarno mistrz z Krakowa (vide „Zaczarowana dorożka” – K .I. Gałczyńskiego)  Ben Ali: Prawdziwe nazwisko: Alojzy Mścichowski . Zapowiadacze sławnego magika zapraszają na „seans hipnozy oraz czarnej i białej magii”, w kinie Polonia, zaraz po występach orkiestry Zygmunta Karasińskiego, Na występy te przychodzi zresztą ze swoją świtą generał Karol Świerczewski. Skąd inąd znany jako generał Walter i „człowiek który kulom się nie kłaniał”. Ben Ali hipnotyzuje pół sali w kinie Polonia, ogłaszając, że „jesteśmy na Saharze i temperatura sięga  45° Celsjusza. Generał Walter i jego świta zaczynają rozbierać się  do bielizny. Ktoś z ochrony wstrzymuje jednak  ten  seans hipnozy, w obawie przed zahipnotyzowaniem  bohatera „wojny domowej w Hiszpanii”.,tak, że zostanie na scenie w samych kalesonach.

Walery Jastrzębiec Rudnicki twórca ZAiKS-u i ZASP-u na spacerze w Sopocie

Walery Jastrzębiec Rudnicki twórca ZAiKS-u i ZASP-u na spacerze w Sopocie

Takie to były wydarzenia sopockiego lata, na długo jeszcze przed otwarciem w roku 1962 sopockich festiwali w Operze Leśnej, która miała być oknem na świat polskiej piosenki. Ale bursztynowe słowiki  przyznawane na tym festiwalu  dla najlepszych utworów , nie latały zbyt daleko ani zbyt wysoko.

 

Zresztą występy artystyczne w Operze Leśnej  w Sopocie i historia powojenna tej opery wymaga specjalnego opisu.

 

 

autor tekstu Zbigniew Adrjański

 

Urlop

Autor: Jadwiga. Komentarze (21).
Mój Tato, nasz dziadek i pradziadek

Mój Tato, nasz dziadek i pradziadek

Bloga  prowadzę od grudnia 2009 r. Od tamtej pory nie miałam przerwy.

Jak wiecie pielęgnujemy mojego Ojca, któremu z dnia na dzień ubywa sił. Nastał bardzo trudny czas nie tylko dla mnie, ale dla wnuczek, prawnuków, dla nas wszystkich.

Dlatego postanowiłam przyznać sobie urlop do końca sierpnia.

W tej sytuacji każde uruchomienie komputera włącza tysiące myśli. A przecież, aby coś napisać trzeba mieć spokojniejszą głowę, trzeba chwilę pomyśleć i wiedzieć, co chcemy przekazać, a mnie tak trudno zebrać myśli, przelać je na papier.

Gdy myślę o Ojcu widzę Jego uśmiechniętą twarz, wesołe ogniki w oczach i tysiące niespodzianek, jakie nam fundował. Kino, teatr, opera, operetka, i tysiące kilometrów po Warszawie, spacery z opowieścią na ustach. Tato był zakochany w Warszawie. Prowadził za ręce brata i mnie i opowiadał, co gdzie było przed wojną, jak pięknie Warszawa wyglądała i jak ja zburzono. I późniejsze lata, gdy wszyscy „budowali swoją stolicę”.

Wola. Ludzie i historie książka wydana przez Urząd Dzielnicy Warszawa Wola

Wola. Ludzie i historie
książka wydana przez Urząd Dzielnicy Warszawa Wola

Wiele lat później, gdy był już chory woziłam go samochodem Traktem Królewskim przed Bożym Narodzeniem, zwiedzaliśmy już inną Warszawę, dumną i piękną. Jego Warszawę.

W tej ukochanej Warszawie pracował czterdzieści dwa lata, był kierowcą autobusów, Zajezdnia „Inflancka”. Przejechał po Warszawie pięć i pół miliona kilometrów na liniach autobusów pośpiesznych na 116, 122 i wielu innych. Dla nas była to znakomita lekcja poznawania Warszawy z okien autobusów. Pewnie, dlatego znam Warszawę jak przysłowiową „własna kieszeń”. Znam tez jej historię. Znam każdy pomnik z okresu Powstania Warszawskiego, znam miejsca gdzie ginęli ludzie mieszkańcy Jego ukochanej Woli. To była Jego dzielnica czasów dzieciństwa, młodości i okresu powojennego, gdy wrócił z robót przymusowych prosto do Warszawy. Ulica Ogrodowa, Wolska, Młynarska, Leszno, Okopowa Żytnia, to były nasze najbliższe okolice.

Dzisiaj mój „Staruszek” tylko się uśmiecha, gdy wspominam tamte czasy. I nie wiem, czy pamięta, czy tylko reaguje na mój głos.

Dlatego proszę was o wybaczenie. Ta przerwa jest konieczna. Chcę jak najwięcej czasu spędzić z Ojcem snując mu opowieści o tej naszej ukochanej Warszawie.

Przypomnę mu również, że za bezwypadkową jazdę w Miejskich Zakładach Autobusowych otrzymał „Złotą Syrenkę” odznaczenie za Zasługi dla Miasta Warszawy.

Pozostawiam wam jak najpiękniejsze życzenia dobrego wypoczynku a także

mówię wszystkim do usłyszenia

Wasza Jadwiga

 

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.