Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Kim uważał, że należy grać spokojnie, rozgrywać mecz, a ja jako trener znający Przemka od lat  uważałam, że powinien grać krótkie akcje, ostre gdyż jego typ budowy jest ciężki, mocny i  nie jest w stanie wytrzymać spokojnej gra na trzy sety. Szczególnie trudno było na zawodach. Ja mówiłam co innego, Kim mówił co innego, a Przemek denerwował się i w końcu nie wiedział jak ma grać. Niestety te różnice w poglądach na taktykę gry odbiły się ujemnie na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie 2008. Nasz mikst Robert Mateusiak/Nadia Kostiuczyk Zięba grał przeciwko zawodnikom Chińskiej Republiki Ludowej He Hanbin/Yu Yang. Był to decydujący mecz o wejście do czwórki. Kim Young Moon był wyrocznią i guru dla Mateusiaka.

Moim zdaniem taktycznie przegraliśmy ten mecz, ponieważ Kim uważał że koniecznie trzeba grać na dziewczynę, ja zaś uważałam, że tym razem trzeba grać na chłopaka! Była to zdecydowana różnica między nami trenerami. Końcówka powinna być grana na He Hanbin!

Dlaczego? Jako trenerka, mówi Klaudia, prowadziłam nasz mikst cztery miesiące wcześniej przed igrzyskami olimpijskimi i zgodnie z moja taktyką  wtedy czyli grą na mężczyznę (zdecydowanie słabszego) wygraliśmy ten pojedynek. Obserwowałam mikst chiński. Wiedziałam, że chłopak jest słaby psychicznie, słabszy od jego partnerki, dlatego cała grę skupiliśmy na nim. Wtedy wygraliśmy, zaś  w decydującym pojedynku na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie 2008, zmiana taktyki  zadecydowała o przegranym meczu. Dzisiaj można na ten temat tylko gdybać. 

W Pekinie zdobyliśmy trzy ósemki. Kim Young Moon zdecydował o zakończeniu pracy i wyjeździe z Polski. Rozstaliśmy się w miłej atmosferze. Jakiś czas później dowiedziałam się, że Kim wraca.  Panowie ( prezes Mirowski i trener Kim) dogadali się podczas igrzysk, ale mnie o tym nie poinformowali. Kim powiedział, że jeżeli będzie zatrudniony w Polsce to tylko jako trener główny!

Klaudia z reprezentacja Polski Kamila, Michał, Robert, Przemek, Nadia, Małgorzata

Prezes Mirowski zaproponował mi stanowisko asystenta, co nie odpowiadało moim ambicjom.  Kim przyjechał do Polski w kwietniu 2008 r. w sierpniu były Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, nie uważałam, że wyniki uzyskane w Pekinie są zasługą KIMA, dlatego odmówiłam mówiąc:

-Nie będę asystentką Kima.

Zaproponowałam inne rozwiązanie.

Ponieważ sytuacja w seniorach była ciężka, Michał Łogosz i Robert Mateusiak robili wszystko abym na stanowisku trenera czuła się źle, a to wpływało na innych zawodników. Ci, z którymi pracowałam gdy byli juniorami, znali mnie i wiedzieli jaka  jestem, miałam z nimi dobre kontakty, ale to się nie liczyło. Postanowiłam zaproponować inne rozwiązanie.

Zakończyłam pracę  z juniorami, w związku z tym że były trzy szkoły mistrzostwa sportowego,   było po kolejnej największej reformie w szkolnictwie. Szkoły nie były już na takim poziomie gdy zaczynałyśmy razem pracę, juniorzy byli coraz słabsi. Szwankował nabór, pracujący trenerzy nie prezentowali najwyższego poziomu, zaproponowałam abym   została trenerem kadry juniorów. W ramach swoich obowiązków będę jeździła po Polsce doszkalając trenerów, znałam wszystkich juniorów i miałam odpowiednie doświadczenie w pracy z tą kategorią wiekową. Chciałam aby wykorzystali moje doświadczenie nabyte przez osiemnaście lat pracy w Polsce.

Wiesz Jadwiga, ja nawet nie chciałam pieniędzy na moje wyjazdy w delegacje do szkół czy klubów, chciałam aby za to płaciły szkoły lub kluby, które chcą ze mną współpracować. Postawiłam jeden warunek, to samo wynagrodzenie co dotychczas. Niestety, tego nie mogłam otrzymać!

Wróciłam do Słupska, ale tam nie było do czego wracać. Tam badminton upadał. Nie było pieniędzy na nic. Chciałam pracować w klubie, ale nie było pieniędzy na wynagrodzenie dla mnie. Wzięłam kilka godzin w szkole na WSI i za pół roku pracy nauczyłam dzieciaki tego, co normalnie na początku mojej pracy zajmowało mi trzy lata. Miałam bogate doświadczenie, stworzyłam metodykę nauczania. Wtedy w latach 2008 -2009 jeździłam i uczyłam według swojej metody. Dzieciaki szybko uczyły się.

Klaudia z reprezentacją Rosji

 Klaudia kontynuuje swoją opowieść: W tamtych latach nie było spokoju w związku, cały czas coś się zmieniało coś się działo, częste zmiany pracowników a w 2011 r. wybrano nowego prezesa, więc moja kariera zaczęło zbliżać się do punktu  zero i  praca w naturalny sposób zakończyła się.

Wtedy dostałam propozycję z  rosyjskiego klubu w Ramenskoje (40 km od Moskwy). Miałam poprowadzić dwa zgrupowania, mieliśmy grać w superlidze fajna praca, dobre wynagrodzenie, oraz zupełnie inny stosunek do trenera. 

W Rosji nie ma różnicy pomiędzy trenerem mężczyzną czy trenerem kobietą!

Kolejne zwycięstwo Kamili Augustyn wychowanki Klaudii Majorowej

Ile razy w Polsce słyszałam od Michała i Roberta, że trener kobieta to jest nic! Żadna kobieta nie będzie nami kierowała! ( owszem wiele razy jako prezes związku w rozmowach z zawodnikami odczuwałam to na sobie)

W Rosji tego nie ma. Zawodnicy rosyjscy dotychczas byli prowadzeni w sposób „drastyczny”. Surowo, to była raczej musztra aniżeli trening. Ja poprowadziłam zajęcia inaczej. Spokojniej. Czułam że zawodnicy polubili ten styl pracy, mieli większy komfort mniej stresu, lubili mnie a ja zdobywałam ich zaufanie. Przekonywałam, że razem możemy zrobić fajne rzeczy. Pod koniec 2009 r zaproponowano mi stanowisko głównego trenera Rosji. Moje wynagrodzenie miało wynosić 8000 Rb to znaczy 80 $! Wyraziłam zgodę pod warunkiem, że będę jednocześnie pracować w Ramenskoje, bo dostawałam tam lepsze wynagrodzenie, musiałam zarobić na utrzymanie siebie, Olki która studiowała, musiałam pomagać mamie w Niżnym Nowogrodzie, no i miałam męża- Piotra Kubę Nowotnego. Jeździłam do domu.

Odpowiadała mi ta praca, bo w Polsce przecież też nie było łatwo, nie wspominając już Norylska.

Nigdy mnie nie rozpieszczano, o wszystko walczyłam więc i tym razem byłam dobrej myśli. Odpowiadała mi ta praca, ponieważ kierownictwo związku badmintona w Rosji razem z zawodnikami nastawione było na sukces.

Piotr Kuba Nowotny mąż Klaudii składa jej gratulacje!

W 2010 r. opracowałam program rozwoju badmintona w Rosji, na razie rezultatami był dobry wynik Wisłowa/Sorokina.  W deblu kobiet zdobyły złoto na Mistrzostwach Europy. Zdobyliśmy kwalifikacje do Londynu w 2012, i brązowe medale olimpijskie, ale te były przypadkowe, po dyskwalifikacji pary zawodniczek. My zaś zaczęliśmy odnosić sukcesy w Mistrzostwach Europy, zdobywaliśmy medale srebrne i brązowe, byliśmy zawsze w czołówce gier pojedynczych i podwójnych a w tym roku 2016 nasz debel mężczyzn, który zestawiłam Iwanow/ Sozonow zdobył najwartościowszy w badmintonie tytuł ALL England. Tylko reprezentanci Rosji stanęli na najwyższym podium. Pozostałe medale pojechały do Chin!

W 2011 r Ministerstwo Sportu Rosji zmieniło system finansowania. Obecnie wynagrodzenia za pracę są dobre sensowne, a kadra otrzymała dobre stypendia ( 1000-1500 Euro), co stworzyło profesjonalną bazę i życie zaczęło być łatwiejsze.

Nie zrealizowaliśmy planu stworzenia centrum badmintona w Ramenskoje, ze względu na sytuacje polityczno-ekonomiczną, oraz ograniczenia finansowe.

Gdy masz o badmintonie tyle wiedzy co ja, potrzeba zainwestować pieniądze, wiele pieniędzy, a brak centrum szkoleniowego generuje trudności.

Pomimo tego stworzyłam zespół trenerski składający się z młodych trenerów.

Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym Ministerstwem. Marzę o powołaniu dwóch centrów szkoleniowych jednego dla seniorów i jednego dla juniorów, oraz o tym abyśmy zdobyli prawdziwe medale olimpijskie a nie przypadkowe.

Gdy zaczęłam pracować w Ramenskoje kupiłam tam mieszkanie i przeprowadziłam mamę, mieszkamy razem. Oczywiście przyjeżdżam do Polski bo tu mieszka moja córka i mąż. Na starość chciałabym zamieszkać w Polsce i dalej pracować z dziećmi.

W swoim wywiadzie Klaudia (mam 31  nagrań odpowiedzi na moje pytania) powiedziała:

– Gdybym jeszcze raz wybierała swoją drogę życia wybrała bym tak samo, takie samo życie, praca z młodymi ludźmi, sukcesy, poznawanie świata i ludzi.

Pobyt w Polsce zapamiętam na zawsze, wyrosłam dzięki tobie Jadwiga, bo pamiętam wszystko, jak kierowałaś mna i  moją trenerską karierą. Zaufałaś mi, stworzyłaś warunki do bycia trenerem, a ja starałam się rewanżować jak najlepszymi wynikami jakie osiągaliśmy. Bardzo ci za wszystko dziękuję!  Wierząc we mnie wykształciłaś mnie na świetnego trenera, a ja teraz jestem głównym trenerem badmintona Rosji. Moja droga z Norylska była długa, ale bardzo ważna.

Klaudio, to ja dziękuję za wiarę we mnie, za zaufanie, za to że wierzyłaś gdy mówiłam to możemy zrealizować a tego nie. Nie miałaś wątpliwości, tak było trzeba! Lubiłam pracę z tobą, wiedziałam, że twój charakter był ukształtowany przez północ, Norylsk, nadzwyczaj trudne warunki życiowe, wiedziałam, że nie mylę się, że jesteś zdeterminowana na sukces, bo w pamięci masz swoje trudne  lata młodości, których nigdy i nikt nie mógł ci zazdrościć. Inni by tego nie przetrwali. I o tym zawsze pamiętałam, byłaś twardą osoba, i ja byłam twardą  choć czasami razem po cichutku płakałyśmy ale naszych łez, nikt a nikt nie widział.

Tylko my dwie.

Na zakończenie zapytałam Klaudię o ulubione dania.  Oto co usłyszałam:

-Lubię jeść, uwielbiam nowe smaki, mam możliwość poznawania ich w różnych zakątkach świata, jednak najbardziej lubię rosyjski prawdziwy szaszłyk, łososia w koperkowym sosie w twoim wykonaniu Jadwigo twój żurek, którym nas częstowałaś przez wiele lat podczas zebrań zarządu w czerwcu  na twoim tarasie w Aninie, no i owoce mango i granaty.

Dlaczego zwróciłaś się w kierunku Buddyzmu?

W Rosji byłam ateistką, bo religia była tam zabroniona. W Polsce znalazłam książki ZEN, poznałam koleżanki, kolegów, uczestniczyli w kursach i tak się to zaczęło. Zrozumiałam ten światopogląd, który pomógł mi odpowiedzieć na moje pytania przyczyny i skutku, poza tym odzyskałam emocjonalną równowagę. Zrozumiałam, że trzeba cieszyć się życiem bo jest to fundament naszej działalności trzeba dawać i budować, aby następne życie było lepsze!

W dniu 27 kwietnia 2019 r. podczas Badminton Europe Gala Award – Klaudia Majorowa została uznana najlepszym trenerem Europy 2018 r. Serdeczne gratulacje popłynęły do Klaudii. Jestem i dumna i szczęśliwa. 24 lata temu spotkałyśmy się po raz pierwszy, dzisiaj Klaudia jest najlepszym trenerem Europy! Daleka drogę przebyła, a ja bardzo się cieszę, że pomogłam Jej w realizacji marzeń! Klaudio życzę Ci wielu sukcesów, spełniania marzeń, i w końcu wybudowania dwóch centrów szkoleniowych dla seniorów i dla juniorów! W życiu wszystko dzieje się po coś, nasze spotkanie nie było przypadkowe. Wierzę, że wspólnie z kolegami z Rosyjskiej Federacji Badmintona zdobędziecie jeszcze wiele medali. Powodzenia!

ps. Więcej o Klaudii, zawodnikach badmintona znajdziecie w książce pt: Moje podróże z lotka Wydawnictwo Edipresse 2017

 

Jadwiga Ślawska Szalewicz

Od tej pory moje wizyty w Słupsku były dosyć częste. Nie tylko w szkole przy ul. Zaborowskiej 2. Byłam częstym gościem Pana Prezydenta Słupska. Rozmawialiśmy o utworzeniu szkoły mistrzostwa sportowego. Przyjechałam ze szczegółowymi planami a także z projektem budżetu. Prezydent Jerzy Mazurek był pełen optymizmu. Wiedziałam, że wszystko zależy od Zarządu Miasta. Musiałam wykazać, że taka szkoła to dla miasta dobra inwestycja. Przyznane pieniądze, wcale niemałe, jak na tamte czasy prawie pół miliona złotych miały przecież pozostać w mieście, w szkole Nr 2.
Rozmowy z dyrektorem Zygmuntem Kołodziejem też nie były łatwe. Musiałam wysondować czy jest zainteresowany rozwojem badmintona na terenie Słupska, przede wszystkim jednak w jego szkole. W wielu sprawach zgadzaliśmy się, jednak sprawa trenerki Majorowej była dla niego trudnym tematem. Wiedziałam, że bardzo mu zależy na utworzeniu szkoły mistrzostwa sportowego na bazie jego szkoły, więc ten aspekt sprawy był moim atutem przetargowym. W końcu uzgodniliśmy:
-ja zrobię wszystko aby utworzyć szkołę mistrzostwa sportowego, a on wyrazi zgodę na zatrudnienie Klaudii w charakterze trenera kadry narodowej juniorów.
Pierwszy raz Klaudia wyjechała z kadrą badmintona w maju 1996 r. na Mistrzostwa Świata do Lozanny. Miała obserwować i uczyć się, zdobywać doświadczenie, obserwować najlepszych zawodników i ich trenerów. Wtedy Ryszard Borek był głównym trenerem, ona uczyła się.
Zarząd Miasta wyraził zgodę, szkoła została utworzona! Od 1.06.1996 Klaudia zaczęła pracować jako trener kadry juniorów! Wtedy siedemdziesiąt procent kadry narodowej juniorów było wychowankami Klaudii.
Dyrektor Zygmunt Kołodziej stworzył szkole dobre warunki. Cały system opracowano tak aby kończąc VII klasę szkoły podstawowej zawodnicy prezentowali wysoki poziom wyszkolenia. W 1998 r powstało Niepubliczne Liceum Ogólnokształcące przy Zespole Szkół. Zachowaliśmy ciągłość szkolenia. Szkoła była zlokalizowana w Słupsku , jednak najlepsi juniorzy z całej Polski mogli tutaj trenować i uczyć się.
Wspomina Klaudia: Szkoła Mistrzostwa Sportowego była super rozwiązaniem na tamte czasy, zresztą uważam, że zawsze jest i będzie dobrym rozwiązaniem. Bardzo dużo dawała zawodnikom, oprócz nauki w szkole były dodatkowe treningi, wyjazdy na zawody. Zawodnicy mieli sprzęt, lotki, halę, a także odżywki i opiekę medyczną, a zatrudnieni trenerzy otrzymywali przyzwoite wynagrodzenie. Dlatego niech nie dziwią nikogo sukcesy jakie osiągnęliśmy w 1999 r na Mistrzostwach Europy Juniorów w Glasgow. Przemek Wacha i Piotr Żołądek zdobyli srebrny medal w deblu chłopców, Kamila Augustyn brązowy medal w grze pojedynczej dziewcząt i Przemek Wacha również medal brązowy w grze pojedynczej chłopców.

Jadwiga Ślawska Szalewicz, kamila Augustyn, trenerka Klaudia Majorowa , Krzysztof Augustyn ojciec Kamili medal ME Juniorów 2001 Spała

Praca na stanowisku trenera kadry juniorów i trenera SMS wymagała ode mnie zaangażowania, poświęcałam jej bardzo dużo czasu. Rozwiedliśmy się z mężem. Zaczęły się problemy z Olką, która spędzała większość czasu na hali. Zawodnicy grali coraz lepiej, często wyjeżdżaliśmy na turnieje za granicą, które zmuszały do pozostawienia Oli pod opieka Jasi mamy Marcina Rynkiewicza, poza tym pomagała mi Basia Gontarska. Córka rosła pod opieką fajnych ludzi w fajnych rodzinach, ale nie w swojej. Tygodniami mieszkała u Jasi lub Basi.
Podczas któregoś mojego pobytu w Słupsku odbywałam spotkanie z Prezydentem Mazurkiem. Pan Prezydent przyjechał do naszej szkoły, mieliśmy miłe spotkanie. Skorzystałam z okazji i zaprosiłam do mieszkania Klaudii- tego w szkole. Byliśmy sami, zapytałam:
– widzi pan te pokoje, czy uważa Pan, Panie Prezydencie, że mieszkanie tutaj zabezpiecza warunki życia jednej z najlepszych trenerek w Polsce, która jako pierwsza zdobyła medale dla Słupska z Kamilą Augustyn i Piotrem Żołądkiem? (Przemek Wacha reprezentował barwy klubu LKS Technik Głubczyce).
– No, nie, pani prezes, proszę przysłać pismo Polskiego Związku Badmintona, sprawę przedstawię Zarządowi Miasta, mam pewien pomysł.
I tak dzięki tobie Jadwiga i dzięki dyrektorowi Zygmuntowi Kołodziejowi dostałam mieszkanie z puli Prezydenta za szczególne zasługi dla Słupska.
Klaudia kontynuuje swoje wspomnienia:
Lata 1996 – 2001 to były najpiękniejsze moje lata pracy. Pracowaliśmy z zawodnikami bardzo ciężko i dużo. Rośli bardzo szybko, nie byli jeszcze samodzielni, ale poszukiwali swoich dróg, myśleli po swojemu. Dzisiaj mogę powiedzieć byłam dla nich surowa, gdy łamali ustalone zasady, gdy spóźniali się na zajęcia, lub pili alkohol, wyrzucałam z kadry. Po dwóch latach takiej pracy miałam opinię, że trenerka jest zła, i lepiej z nią nie zaczynać. Byłam przecież za nich odpowiedzialna. Oni tego nie rozumieli. Następni juniorzy jak dołączali do nas, rozumieli dyscyplinę i nie mieliśmy problemów.
Zupełnie nie miałam czasu dla siebie i dla Oli. Pracowałam ciężko i były wyniki, praca nasza nie szła na marne. Zresztą wyniki jakie osiągnęliśmy w Glasgow w 1999 r utwierdziły nas w przekonaniu, ze idziemy dobra drogą. Kamila miała dopiero 17 lat. Mogła jeszcze startować w kolejnych mistrzostwach Europy o które walczyłaś ( mowa o mnie przyp. Aut) aby odbyły się w Spale w 2001.

Nadia Kostiuczyk Kamila Augustyn wyjazd na IO 2012

Wtedy też pomyślałam o drugiej grze dla Kamili. Zobaczyłam wtedy dziewczynę Nadię Kostiuczyk, która błąkała się mieszkając i startując w Brześciu Białoruś. Odbyłam rozmowę z jej trenerem opowiedziałam co możemy zrobić, jakie będzie miała korzyści i spróbowaliśmy zestawić debel dziewcząt Kamila Augustyn/Nadia Kostiuczyk.
Kamila była najlepsza juniorką wyróżniała się zdobytymi umiejętnościami, prezentowała wysoki poziom sportowy. Potrzebowała utalentowanej partnerki, taką była Nadia.
To był trafny wybór. Dziewczyny zdobyły pierwszy złoty medal w Mistrzostwach Europy Juniorów Spała 2001. Dodatkowo na tych mistrzostwach Kamila zdobyła srebrny medal w grze pojedynczej dziewcząt: SUKCES!
Nasz sponsor NOKIA był bardzo zadowolony. Uzyskaliśmy kontrakt na następne lata aż do 2004.
Niestety osiągane wyniki nie przełożyły się na zwiększenie budżetu związkowego. Nigdy nie byliśmy krezusami w zakresie finansowania przez państwo, nie byliśmy tez pieszczochami urzędu. Po denominacji złotówki w 1995 r. w tym samym roku otrzymaliśmy z urzędu 687.098 zł co razem z dochodami własnymi dało kwotę 819.909 zł. Było bardzo biednie.

Jadwiga i Andrzej Szalewiczowie , Klaudia Majorowa nasz dom w Aninie

Dla porównania podaję stan dochodów w roku 2001: z Departamentu Sportu Wyczynowego otrzymaliśmy 976.000, zł na programy Ateny 2004, przygotowania do mistrzostw świata, Europy oraz imprezy równorzędne, na koszty pośrednie (w tym zawierały się wynagrodzenia) zakup leków, odżywek i sprzętu sportowego.
Z Departamentu Sportu Dzieci i Młodzieży otrzymaliśmy kwotę 734.500,- zł w tym na uczniowskie kluby sportowe, sportowe wakacje, cykl imprez, kursokonferencje nauczycielskie kwotę 412.500,- zł na udział w mistrzostwach świata i Europy 62.000,- zł oraz na Szkoły Mistrzostwa Sportowego tylko 260.000,- zł (Słupsk 120.000,-; Olsztyn 80.000,-; i Głubczyce 60.000,-)
Niestety nie były to kwoty wystarczajace. Klaudia o tym wiedziała. Denominacja z roku 1995 r odbijała się na standardzie życia oraz na dotacjach państwowych.
Do tego dochodziły niskie pensje dla nauczycieli, czy tez uposażenia trenerskie.
Klaudia wspomina:
Pamiętam, że wszyscy walczyliśmy o przetrwanie. Nikt z nas nie miał lepiej. Cały czas walczyłaś ( to o mnie przyp.aut.) o to aby były pieniądze na wyjazdy zagraniczne zawodników. Organizowaliśmy je najtaniej jak było można.. Wynajmowaliśmy mini busy, jeździliśmy własnymi samochodami po najniższych kosztach czyli za koszt benzyny aby było tanio! Diety nie wystarczały na jedzenie. Gdy jechaliśmy mini busem było lepiej, bo zabieraliśmy jedzenie, wyjazdy samolotami nie były tak komfortowe, bo limitował nas bagaż, ale i tak jeździliśmy z własnym jedzeniem.
Dopiero teraz pracując jako główny trener Rosji widzę jak biednie żyliśmy!
Nadszedł rok 2005. Przestałaś pracować w Związku.
Kolejny Krajowy Zjazd Delegatów odbył się w dniu 8.01.2005 r. nie wystartowałam do walki o kolejną kadencję prezesa. W lutym kończyłam 60 lat, uznano, że mój czas w badmintonie minął. Niezadowolenie zawodników i ostra nagonka doprowadziły do podjęcia takiej decyzji.
Wracamy do wspomnień Klaudii:
Na początku po wyborze nowego prezesa związku Michała Mirowskiego nic się nie zmieniło, było ciężko ujawniły się określone trudności w kontaktach z zawodnikami Kamilą Augustyn, Michałem Łogoszem, Robertem Mateusiakiem.
W biurze związku zatrudniono nowych pracowników. Częste nieporozumienia z kolejnym zatrudnionym sekretarzem Bogdanem Włostowskim, który nie miał za dużego doświadczenia w pracy związkowej, oczywiście chciał zrobić dużo, ale brakowało twojego doświadczenia, jawiło się jako koszmarny sen, który przeżywałam. Oczywiście te nieporozumienia wpływały na stosunki z zawodnikami. Nie radziłam sobie z zaistniałą sytuacją, nie byłam do tego przyzwyczajona. Następstwem konfliktów była narastająca agresja.
Jadwiga tego nie było za twoich czasów.
W 2007 r. przyjechał do Polski trener z Korei Kim Young Moon. Pracowało nam się dobrze. Kim był nastawiony na wynik tak samo jak ja, chciał pracować jak najlepiej. Strofował zawodników starszych, miał większy wpływ na nich i na ich zaangażowanie w pracę.
Ułatwiało mi to życie. Z Kimem miałam bardzo dobre stosunki. Bardzo dużo się nauczyłam, szczególnie w pracy z singlistami. Widziałam jego pracę z Przemkiem Wachą, który reprezentował wysoki poziom, a świeży powiew myśli trenerskiej dawał bardzo dobre rezultaty.
Niestety w sprawach taktyki zupełnie się nie zgadzaliśmy.

CDN

Urodziny Klaudii Majorowej

Trenerka, przyjaciółka, kobieta nadzwyczajna, dlatego warto poznać historię Klaudii, z którą miałam przyjemność pracować przez kilkanaście lat.
Miała czternaście lat gdy pod koniec VI klasy zaczęła grać w badmintona. W tym czasie mieszkała w Norylsku, mieście położonym trzysta kilometrów na północ od koła podbiegunowego. Przez większą część roku jest ono pogrążone w ciemnościach, ścięte pięćdziesięciostopniowym mrozem. Leży na obszarze wiecznej zmarzliny. Abyśmy mogli lepiej sobie uzmysłowić jego miejsce położenia przypomnijmy północny kraniec Skandynawii, właśnie na tej samej wysokości leży Norylsk, w dorzeczu Jeniseju jednej z największych rzek Rosji . Miasto wybudowano w 1935 r. W tym roku dotarły pierwsze transporty więźniów politycznych i nie tylko. Przez kolejne dwadzieścia lat w Norylsku, Dudince i okolicach powstały oddziały i punkty tzw. Norylłagu, części ogromnego systemu GUŁAG rozprzestrzenionego na terytorium całego Związku Radzieckiego. Dla ówczesnej władzy organizacja łagru na tych ziemiach była najbardziej ekonomicznym sposobem wydobywania cennych metali. Więźniowie w niemiłosiernie ciężkich warunkach eksploatowali pobliskie góry, budowali drogi i pierwsze zabudowania dzisiejszego Norylska. Nie wiadomo ile istnień ludzkich pozostało w norylskiej ziemi na zawsze. Mówi się o tysiącach, ale nie jest to prawda, minimum pół miliona! Żydów, Rosjan, Polaków i innych nacji. Kto wie, czy ofiar nie było więcej?
Każdy metr drogi i każdy kilogram wydobytego metalu został okupiony krwią i niewyobrażalnym cierpieniem.
W 1920 roku na Półwysep Tajmyr z pierwszą ekspedycją, mającą na celu poszukiwania złóż węgla kamiennego, udał się wybitny badacz Arktyki, doktor nauk geologicznych i mineralogicznych, Mikołaj Mikołajewicz Urwancew. Podczas kolejnych wypraw badawczych odnaleziono również bardzo bogate rudy miedzi i niklu z dużą zawartością platyny. W wyniku napiętej sytuacji politycznej i zbliżającego się widma wojny, w latach 30-tych w ZSRR masowo zaczęto eksploatować złoża rudy. Dlatego właśnie tutaj dotarły pierwsze transporty więźniów, aby wydobywać nikiel i miedź a także wyrabiać stal niklową która jest plastyczna i odporna na rdzewienie.
Norylska GOLGOTA to miejsce gdzie Urwancew odkrył złoża niklu i miedzi, dokąd przybywali pierwsi zesłańcy, którzy mieszkając w namiotach budowali pierwszy odcinek drogi kolejowej, aby transportować kopalniany urobek. Miejsce przerażające.
W powietrzu unosi się jeszcze widmo śmierci, a płytko pod stopami znajduje się niezliczona ilość kości. W tym miejscu możemy próbować wyobrazić sobie sytuację pierwszych zesłańców przybyłych na norylską ziemię. Mieszkali w namiotach, w totalnych ciemnościach pod osłoną polarnej nocy, przy temperaturze spadającej do – 50 stopni, bez żadnej odzieży ochronnej. Zmuszani do morderczej pracy prymitywnymi narzędziami, często gołymi rękami, by po 12 godzinach dostać wyznaczoną rację żywnościową.

W takim miejscu odbiera mowę, ściska gardło, w oczach pojawiają się łzy. Pod koniec lat 90-tych oraz na początku obecnego wieku, na Golgocie zaczęły pojawiać się pomniki; żeby uczcić pamięć wszystkich więźniów.
Jest kapliczka, jest dzwon, który bije, kiedy pociągnie się za sznur, i jest to jedyny dźwięk rozdzierający potworną ciszę. Ze wszystkich pomników najbardziej przyciąga uwagę jeden, poświęcony poległym Polakom, zbudowany z prywatnej inicjatywy w 1996 roku. Przedstawia wyłożone krzyżami tory do nieba, donikąd? Na dole tablica: „Pamięci wszystkich Polaków, którzy pozostali w tej ziemi. Niech spoczywają w pokoju”.

Obecnie w Norylsku produkuje się rocznie około pół miliona ton miedzi, tyle samo niklu i dwa miliony ton dwutlenku siarki. Wydobywa się i wytapia również kobalt, platynę i pallad.
W powietrzu czuć siarkę.
Życie w takim mieście jest szalenie trudne. Dzień jeżeli jest, trwa kilkadziesiąt minut, słońce bardzo nisko wędruje nad horyzontem, i jak szybko wschodzi tak szybko zachodzi, dlatego powietrze nie może się ogrzać i mimo pełni dnia temperatura sięga minus trzydziestu pięciu stopni. Śnieżyce pojawiają się już na początku października, miasto pokryte jest kilkumetrowymi zaspami. Śnieg szybko zmienia kolor z białego na czarny. Przemysł ciężki doprowadził do tego, że jest to jedno z najbardziej skażonych miejsc na świecie.
Noc polarna trwa od końca listopada do połowy stycznia, czterdzieści cztery doby bez światła dziennego. Jednak i w Norylsku jest lato, trwające od czerwca do sierpnia są takie miesiące jak lipiec  2015 r. roku, gdy temperatura wynosiła plus 32 stopnie. Trudno sobie wyobrazić życie w takich warunkach, a jednak!
Już słyszę, przecież zawsze można stąd wyjechać! Akurat, właśnie tego nie można tak do końca zrealizować.
Norylsk posiadając pewnie całą tablicę Mendelejewa ukrytą pod ziemią mając swoje bogactwa, jest miastem zamkniętym a to oznacza, że wjazdy i wyjazdy są ściśle kontrolowane a dla chętnych do odwiedzenia rodziny obowiązują specjalne zaproszenia. Miasto ma port lotniczy Ałykiele,  położony obok lokalnej zelektryfikowanej linii kolejowej łączącej go z portem Dudlinką nad Jenisejem. Norylsk nie ma bezpośredniego połączenia drogowego z resztą Rosji, komunikacja i transport odbywa się drogą powietrzną i wodną (morską i rzeczną po Jeniseju).
Zarobki w kombinacie Norilsk Nickiel są niezłe, na początku lat XXI wieku wynosiły około jednego tysiąca dolarów, obecnie dwa do trzech tysięcy dolarów.
Władze pilnie czuwają nad swoimi obywatelami, aby jak najmniejsza ich ilość mogła opuścić ten teren. Samoloty są bardzo drogie bilet kosztuje około jednego tysiąca dolarów, a rzeka Jenisej jest żeglowna tylko w lecie, od czerwca do sierpnia.
O dziwo chętnych do pracy w kombinacie, który zatrudnia około sześćdziesięciu tysięcy osób, nie brak. Ciągle napływają kolejni przyjezdni, pomimo trudnych warunków życia. Magnesem są zarobki trzykrotnie wyższe aniżeli przeciętna pensja w Federacji Rosyjskiej. Dodatkowo przysługuje tzw. siewiernaja piensja, czyli emerytura północna, również trzykrotnie wyższa za pracę w wyjątkowo ciężkich warunkach. Spora część napływowej ludności planuje przybyć do Norylska, aby wypracować sobie emeryturę północną i wrócić „do siebie”.
Olga Iwanowna, mama Klaudii, mając dwadzieścia trzy lata przyjechała tutaj w 1965 r razem z maleńką trzyletnią córeczką. Była spawaczem i znalazła pracę w kombinacie Norilsk Nickel. Jakoś musiały sobie radzić. Klaudia nie poznała ojca, zostawił ich gdy mała miała dwa latka. Opieka socjalna w Norylsku była dobra, sadik zastępował matkę i uczył życia w trudnych warunkach. Pamiętam, gdy na jednym z wyjazdów Klaudia opowiadała o swoich przedszkolnych doświadczeniach. Rano mama prowadziła ja do sadiku, dzieciaki rozbierały się do majteczek ustawiały w pociąg, trzymając za ramionko kolegę lub koleżankę stojącą przed sobą, w rękach miały gąbeczki, które używano do masażu pleców osoby idącej przed, kolistymi ruchami masowali sąsiada, głośno przy tym śpiewając. Pod prysznicem odbywał się dalszy ciąg zabawy. Zmienny prysznic raz ciepły raz zimny przygotowywał i hartował młodego człowieka. Tak było we wszystkich norylskich sadikach.
Lata płynęły, Klaudia chodziła już do VI klasy w szkole. Szybko okazało się, że jej nauczyciel wf jest badmintonistą i tak zaczęła się przygoda z badmintonem.
Gdy miała 15 lat wyjechała na pierwsze zawody- Mistrzostwa ZSRR do lat 17. Zajęła II miejsce w grze pojedynczej dziewcząt.
Najlepsza trenerka ZSRR Walentina Ramilcowa mieszkająca w Niżnym Nowogrodzie zwróciła na nią uwagę, bo Klaudia była talentem czystej wody. Klub Niżnego Nowogrodu był najsilniejszy w ZSRR, Klaudia dostała zaproszenie od trenerki z propozycją nauki gry w badmintona i zamieszkania w jej domu. To była szansa!

Prowadzac treningi w Akademii Badmintona Klaudii Majorowej w Ramienskoje

Takiej nie wolno przepuścić. Mając szesnaście lat otrzymała paszport ( dowód osobisty) i prawo wyjazdu. Zamieszkała u Ramilcowej, ale nie ona jedna, była tam druga dziewczyna, która też grała w badmintona, obie z Klaudią trenowały w tym samym klubie.
Klaudia ukończyła szkołę i stanęła przed trudnym wyborem co dalej? Jej koleżanka wybrała studia matematyczno-fizyczne a te przedmioty również interesowały młodziutką Klaudię. Zdała egzaminy i została przyjęta. Dyrektor był znajomym pani trener Ramilcowej co znacznie ułatwiało wyjazdy na zawody, zgrupowania i treningi. Wszystko szło jak po maśle. Prawie..
Znajomy dyrektor nagle zmarł i sprawy się skomplikowały.
Trudniej było o zwolnienia na wyjazdy, zgrupowania i treningi. Wtedy Klaudia podjęła decyzję, że nie będzie chodziła do szkoły, tylko będzie uczyła się eksternistycznie. Była zdeterminowana na sukces. Egzaminy i zaliczenia były zdane w terminie- specjalizacja technik radiotechniki.
Klaudia, grała w badmintona i wiązała plany na przyszłość, postanowiła ukończyć wychowanie fizyczne na Wyższej Szkole Pedagogicznej im. M. Gorkiego. Ukończyła studia w terminie. W ZSRR klasy trenerskie przyznawane są za wyniki sportowe jakie osiągają trenowani zawodnicy, nie jak w Polsce po odbyciu specjalizacji na AWF oraz zdaniu egzaminu trenerskiego, lub na kursach doszkoleniowych dla trenerów.
Klaudia prowadziła zajęcia z dziećmi, osiągała dobre wyniki w pracy, dlatego otrzymała tytuł trenera klasy I.
Był rok 1990.
Do Niżnego Nowogrodu w ramach wymiany sportowej przyjechał klub SKB Piast Słupsk. Do przygotowywanego składu na rozgrywki ligowe bardzo potrzebowali zawodniczki grającej w badmintona , która jednocześnie mogłaby prowadzić zajęcia z dziećmi. Klub chciał awansować w rozgrywkach ligowych, dlatego Krzysztof Englander zaproponował Klaudii grę w barwach klubu Piast Słupsk oraz pracę z dziećmi . Uzgodniono termin przyjazdu do Polski czerwiec 1991 r. celem odbycia testu.
W ZSRR to był czas pierestrojki. Wyjazd trzeba było przesunąć o kilka miesięcy, w końcu we wrześniu Klaudia przyjechała do Słupska.
Od ośmiu lat była żoną Eugeniusza Majorowa trenera narciarstwa, ale też badmintona, ich córka Olga niedawno ukończyła dwa latka. Mąż wraz dzieckiem pozostali w Niżnym Nowogrodzie.
Testy wypadły pomyślnie, Klaudia pozostała w Polsce, zamieszkała w jednym pokoju w Zespole Szkół Nr 2 przy ul. Zaborowskiej 2 w Słupsku. Tak minął rok. gdy Oleńka wraz z ojcem dołączyli do Klaudii. W tym czasie załatwiono im dodatkowy pokój w szkole. Bywałam tam, znałyśmy się. Pijąc razem herbatę w przerwach między zajęciami, treningami, często zastanawiałam się jak można żyć w rytm szkolnych dzwonków?
Wiele lat później zrozumiałam ten fenomen! Wtedy na początku lat dziewięćdziesiątych była to dla mnie zagadka.
Przez dziesięć lat mieszkali w dwóch pokojach szkolnych, bez kuchni, łazienki ale z maleńką Olgą. Moje zdziwienie zastanawiało Klaudię. Kiedyś zapytała:
– Dlaczego się ciągle dziwisz? Że nie ma łazienki, kuchni, jak to znosi Ola? Jest nam super! Mamy wszystko czego nam potrzeba do życia! Prysznice są na hali, która jak wiesz należy do kompleksu szkoły, jest ciepła woda, a na gotowanie nie mam czasu, korzystamy ze szkolnej stołówki.
– Co ja mogłam odpowiedzieć? Szkolna stołówka była wyśmienita, sama bywając w Słupsku jadłam obiady w szkole. Zygmunt Kołodziej był bardzo dobrym dyrektorem szkoły a jeszcze lepszym gospodarzem. W lato robił zapasy dla szkoły. Panie kucharki przerabiały warzyw i owoce wekując i przygotowując tysiące słoików na zimę, dlatego obiady były tanie. W spiżarniach widziałam słoiki z ogórkami, buraczkami, pomidorami, sałatkami warzywnymi wekowane jabłka do ciast i naleśników, a także leżące w kopcach ziemniaki kupowane po bardzo korzystnych cenach. Niczego nie mogło zabraknąć a cena obiadu wynosiła około 6 złotych za zupę drugie danie i sławetny kompot owocowy, wszystko ze swoich piwnic!
Byłam zachwycona!
Kiedyś zadałam Klaudii pytanie, jak mogłaś tyle lat mieszkać w szkole? Ten dzwonek co 40 minut oraz po przerwie może wykończyć człowieka.
Ona odpowiedziała krótko:
– Wiesz ale to było bardzo wygodne, mieszkając w szkole miałam cały czas dostęp do hali. Moi zawodnicy Kamila Augustyn i Piotrek Żołądek przyjeżdżali codziennie do szkoły o szóstej rano, przychodzili, pukali i pytali, trenerko, jesteśmy, pójdziemy na trening?
I chodziliśmy, półtorej godziny dodatkowych zajęć przed szkołą. Może właśnie dlatego osiągnęli wysokie wyniki?

Drużynowe Mistrszostwa Europy Klaudia Majorowa prowadzi reprezentację Rosji

Kiedyś pojechałam na zawody juniorów i juniorów młodszych do Rzeszowa. Bardzo się cieszyłam, gdyż urząd wyraził zgodę na włączenie badmintona do programu uczniowskich klubów sportowych. Chciałam osobiście poinformować o tym sukcesie wszystkich trenerów i zainteresowanych nauczycieli. Mieliśmy dostać dodatkowe finansowanie na: sprzęt rakietki do mini badmintona i badmintona, lotki piórkowe i plastikowe, siatki, komplety naprawcze, plansze informacyjne, skrypty szkoleniowe, wydawnictwa, a także na wyprodukowanie filmów szkoleniowych z zakresu nauki  gry w mini badmintona.
W sumie rocznie było to kilkaset tysięcy złotych, które zasilało budżety nowo powstałych uczniowskich klubów sportowych, szkoły a także województwa, które nie musiały wydawać już dodatkowych pieniędzy na potrzeby nowo powstałych klubów. W pierwszym okresie czasu w latach 1994 – 1996 powstało 162 uczniowskie klubu sportowe doposażone w sprzęt.
Po spotkaniu z trenerami, siedziałam na hali obserwując gry juniorów i juniorów młodszych. Wtedy po raz pierwszy zwróciłam uwagę na zawodników ze Słupska. Siedzieli razem na hali, coś tam przekąszali, byli zdyscyplinowani, a na korcie wygrywali. Podeszłam do nich, przywitałam się, i zapytałam:
-skąd jesteście?
– ze Słupska odpowiedzieli, no tak, to jest wasza trenerka pani Klaudia?
– No tak! Świetnie, cieszę się, że mogę was poznać. Wiele dobrego o was słyszałam. Macie znakomitego trenera, korzystajcie z jej umiejętności, a pewnie niedługo spotkamy się, będziecie reprezentantami Polski, to pewne!
– Śmiali się zadowoleni z mojej wypowiedzi. Bardzo byśmy chcieli, aby to co pani prezes powiedziała było prawdą!
– Tylko od was zależy czy osiągniecie cel, bo pani trener jest zdeterminowana na wasz sukces i o niczym nie marzy tylko o tym abyście zdobywali jak największą ilość medali, nie tylko na mistrzostwach w Polsce, ale także na mistrzostwach Europy!
Odpowiedziała mi salwa śmiechu.
Wtedy w Rzeszowie (1994), po raz pierwszy rozmawiałam z Klaudią o przyszłości. Jakie ma plany, jak sobie wyobraża swoją pracę? Nie było czasu na długie rozmowy gdyż Klaudia musiała pilnować swoich zawodników i ich gier.
Na zakończenie powiedziałam,
– Myślę, że w niedługim czasie przyjadę do Słupska i wtedy porozmawiamy poważnie na temat twoich i moich planów związanych z tobą. Życzę powodzenia!
cdn

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.