Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Wpisy oznaczone ‘Zbigniew Adrjański’

O Panu Zbigniewie Adrjańskim opowiadałam wam nie raz i nie dwa. Tutaj znajdziecie wpisy, opowiadania, książki i wiele ciekawostek dotyczących Pana Zbigniewa- fantastycznego gawędziarza.

Zbigniew Adrjański 18.01.2010

O batiuszce co ptakiem latał”   25.01.2010; ,27.01.2010,;  28.01.2010, ; 30.01.2010, ;   1 i 2.02.2010, 

Jarmark Sensacji : 20.04.2010; , 21.04.2010;

Pochody donikąd 30.04.2010,            Wczasy 11.08.2010,     

 Warszawskie dzieci pójdziemy w bój (Złota Księga pieśni polskich) 31.07.2010; 

Pochody donikąd 19.11.2011;  1.05.2012 i  28.06.2012;   6.062011

Giełdy Piosenki  28.01.2011;   31.01.2011;  8.07.2012,  2.07.2012 (Giełdy piosenki w Largactilu) 

Z Panią Lucyną Arską- Adrjańską i Zbigniewem Adrjańskim jesteśmy od lat zaprzyjaźnieni. Nasze rozmowy zawsze dotykają spraw związanych z polską piosenką – czyli sercu bliskich zarówno  pani Lucyny jak i pana Zbyszka. Dzisiaj zapraszam do przeczytania rozmowy jaką odbyliśmy niedawno na okoliczność Festiwalu Opolskiego oraz powstającego Muzeum Piosenki Polskiej w Opolu.

 O Muzeum Polskiej Piosenki, w Opolu, darach i darczyńcach oraz radiowych giełdach piosenki ze Zbigniewem Adrjańskim (ZA)

 Rozmowa I

Jadwiga Ślawska-Szalewicz (Okiem Jadwigi OJ) – Zbyszku. Mówią, że jesteś jednym z naszych hojnych darczyńców i kolekcjonerów, który przekazał swoje zbiory do Opola. A dokładnie do Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu. Dlaczego „Okiem Jadwigi” – o tym nie wie?Zbigniew Adrjański (ZA) – gdzie tak mówią- Droga Jadziu – bo wydaje mi się, że nikt tego daru nawet nie zauważył?                                      OJ – Mówią, w Opolu. W Muzeum {Polskiej Piosenki. W wywiadach prasowych. I nie tylko mówią, ale o tym piszą, w różnych ważnych gazetach..           

ZA – No, popatrz… Popatrz! Siurpryza, jaka mnie spotyka. Najpierw, nie chcą przyjąć mego zbioru i daru – do tego muzeum. Każą długo czekać? Później jednak ten dar przyjmują, rzeczywiście pod naciskiem prasy. A konkretnie: „Gazety Wyborczej”, w Opolu. Później jeszcze mówią, że jest to dar „bezcenny”. Jeden z większych, jakie otrzymało to miasto i muzeum – od prywatnego kolekcjonera. Ale ja wcale nie uważam się za kolekcjonera, bo jest to właściwie rezultat mojej ciężkiej pracy zawodowej, publicystycznej i literackiej „wokół” polskiej pieśni i piosenki. Albo różnych archiwów „obrosłych” wokół moich książek i artykułów  na ten temat. Jestem bardziej zawodowcem, w tej dziedzinie, niż kolekcjonerem i miłośnikiem piosenkarskich muzykaliów. A, z wykształcenia jestem filologiem słowiańskim, bohemistą oraz literaturoznawcą. A nawet folklorystą.. 

            OJ – Jesteś również rzeczoznawcą ZAiKS-u. 

            ZA – Jestem. Ale w MPP w Opolu, mało obecnie o mnie wiedzą. I patrzyli  na mnie początkowo podejrzliwie. Kto zacz ów Adrjański, który chce nam oddać „furę” czy nawet „ciężarówkę” różnych papierów i dokumentów do Opola? W dodatku za darmo? Co się za tym kryje? Może to jakaś „prowokacja” (sic!) Albo „podpucha”? „Podpucha”, żeby nie robić tego, co oni proponują zrobić w tym MPP.             (OJ) – „Podpucha” ale jaka?

                     ZA – Żeby zasypani moimi papierami, nie mogli zrobić czegoś, co chcą tam zrobić? 

                     (OJ) – A co „oni” chcą zrobić w tym muzeum?             (ZA) – Chcą zrobić „muzeum wesołe”. Muzeum „widowiskowe”. To się nazywa obecnie „muzeum audiowizualne”. Albo nawet „wirtualne”. Czyli muzeum „na pstryk” lub „klik”, komputerowej „myszy”… Klik – ową myszą i już np. Rosiewicz śpiewa: „Najwięcej witaminy, mają polskie dziewczyny!”  Klik… ową „myszą „ i już stepujesz , z nim po scenie, jak Fred Aster! Albo śpiewasz do playbacku.  

            (OJ) – A Rosiewicza, nie ma?

            (ZA) A Rosiewicza naprawdę nie ma! I tak sobie stepujesz w tym muzeum. Albo słuchasz? Albo śpiewasz przez 50 lat historii MPP poruszając się wśród „wirtualnych zjaw”. I to się nazywa uczestnictwo bycia w nowoczesnym muzeum.  

            (OJ) – A co możesz zjeść w tym czasie? Bo jeść taki turysta, w takim muzeum też musi?

            (ZA) – Brawo! Dobre pytanie. Widać, że blog „Okiem Jadwigi” – redaguje wspaniała kucharka i troskliwa kobieta. Może „oni” zaplanują tam dla turystów jakieś wielkie grillowanie. Albo choćby pieczenie kiełbasek?  

            (OJ) – Będą dymy i zapachy

            (ZA) – Nie szkodzi. Mogą być nawet „obłoczki” tego dymu. A na „obłoczkach” „obrazy”. Patrzysz na te „obłoczki” i widzisz jak płyną na nich uczestnicy dawnych festiwali. Jeszcze żyjący i już nie żyjący, niestety! I czujesz się – jak „w niebie”. 50-lat festiwalu w Opolu, tak płynie…

             (OJ) – A zapachy?

            (ZA) – zapachy powinny być kadzidlane. Ale jak nie lubisz kadzideł wychodzisz na zewnątrz. A tam różne: pomniczki, tabliczki, ławeczki. Siadasz na takiej ławeczce. Patrzysz na pomniczek. Pomniczek patrzy na ciebie. I myślisz: co on chce Ci powiedzieć  ten pomniczek? A on chce oczywiście, chce Ci powiedzieć, że wielka „sława to żart”. 

*          *          *

             (OJ) – Zbyszku. Powiedz szczerze. A na ile wyceniono Twój dar?

            (ZA) – Droga Jadziu! Nie pytaj, bo nie powiem. Dżentelmeni nie mówią o pieniądzach. Miano zresztą wycenić mój zbiór – ale go nie wyceniono? Może się bano jakiegoś podatku od wzbogacenia? Tyle papieru, to nawet po cenach makulatury spory pieniądz… Miałem wprawdzie otrzymać oficjalną umowę, z wyliczeniem otrzymanych eksponatów. Najpierw czekam na to rok. Później dwa. A teraz dowiaduję się, że oficjalna inwentaryzacja mego zbioru nastąpi dopiero w roku 2015. Otrzymali zbiór natomiast w roku 2011! I czekaj „tatko-latka” …  

            (OJ) Powiedz zatem, po co ten zbiór oddałeś do Opola?

            (ZA) Sam sobie zdaję to pytanie? Mogłem go oddać do innego muzeum w Warszawie, które interesuje się pieśniarskim repertuarem. Mogłem go sprzedać. Zresztą w samym MPP w Opolu, od jednych kupowano za pieniądze ich eksponaty. A przed innymi kolekcjonerami ukrywano, że są na ten cel jakieś pieniądze. Powiem tak! W Opolu byłem na różnych festiwalach. od samego początku tej imprezy, chyba z 30 razy! Jako dziennikarz, recenzent muzyczny, konferansjer Radiowych Giełd Piosenki (w opolskim amfiteatrze), wielokrotny juror tej imprezy, członek różnych komisji artystycznych, związanych z festiwalem. Byłem nawet raz rzecznikiem prasowym tej imprezy, gdy o niej pisali tak wybitni znawcy tematu jak: Andrzej Ibis-Wróblewski, Jerzy Waldorff, Lech Terpiłowski, Lucjan Kydryński. Nie jest bowiem prawdą, że festiwal piosenki w Opolu – to tylko „piosenkarki i piosenkarze”, celebrytki i celebryci – jak się to dziś modnie mówi – oraz pijaństwo „Pod Pająkiem”.

Na sukces festiwalu, składa się praca wielu niewidocznych osób. Nie mówię tu o sobie! Chociaż do Opola przyjeżdżałem również, jako prezes ZG ZAKR, czy redaktor naczelny programów rozrywkowych TVP. Festiwal w Opolu – to również  polityka. Różne sprawy kompetencyjne, do dziś aktualne.  

            (OJ) Nie możesz narzekać na brak uznania w Opolu, „za dawnych czasów”… Jesteś odznaczony medalem „za zasługi dla Opolszczyzny”. Karol Musioł dawny burmistrz Opola wręczał różne dyplomy z festiwalem opolskim związane.

            (ZA) Karol Musioł był w ogóle pełen staroświeckiej galanterii i tzw. „kinder-sztuby”. Kochał artystów i oni go kochali. Zaprzyjaźniłem się z p. Karolem bardzo, na Radiowych Giełdach Piosenki, gdzie bywał częstym gościem. I w dużym stopniu mój dar dla Opola spowodowała serdeczność okazana mi kiedyś przez p. Karola. Ale co się „giełd” warszawskich tyczy , bo to jest ważne!  W tym roku na jesieni (w listopadzie) przypada 50-lecie tej imprezy… Giełdy były w Warszawie organizowane dla Opola i z myślą o opolskich festiwalach. Wszyscy występowali tam za darmo. Piosenkarze, aktorzy, kompozytorzy i autorzy piosenek, którzy za darmo ofiarowali swoje utwory  do Opola. Miasta nie było stać na zakup takiej ilości repertuaru do Opola. Ani Polskiego Radia. W okresie 1963/1973 zaprezentowałem na giełdach np. ok. 2500 piosenek, na ponad 100 giełdowych  przeglądach. Dokładnie: ile było tych giełd – nikt nie pamięta? Jeśli każda piosenka kosztowała wtedy (wg. oficjalnych cenników wydawniczych 3 tys. złotych (tekst i muzyka). A na każdej giełdzie zaprezentowano 25 piosenek – to repertuar ten kosztował 75 tys. zł. A gdzie honoraria piosenkarzy, zespołów, muzyków, akompaniatorów – wszyscy oni występowali dla Opola za darmo! Taki był fason! Co więcej za darmo tworzyli widownię tej imprezy: tzw. znawcy, koneserzy, bywalcy „giełdy”. Ważni ludzie mediów. Dyrektorzy radia, telewizji, teatrów warszawskich, rektorzy szkół teatralnych. Wielu z nich, w giełdowe poniedziałki przyjeżdżało z głębi kraju, na tę imprezę. Spędzając tam wiele godzin. Uczestnicząc w giełdowych plebiscytach, głosowaniach, pracowicie wypełniając różne „karteczki”. To była unikalna impreza. Salon muzyczno-literacki ówczesnej Warszawy. Miejsce spotkań artystycznej bohemy. Ale zarazem impreza tworzona dla Opola. Trzeba było – nie płacąc tym wszystkim uczestnikom warszawskich giełd stworzyć atmosferę taką, żeby chcieli to wszystko robić! Uczestniczyć w tym „celebrowaniu” przygotowań do opolskiego festiwalu.

Powiem krótko! „Przybysze” z Warszawy: Jerzy Grygolunas, Mateusz Święcicki, Marek Perelman (na odległość jeszcze Edward Fiszer) wymyślili festiwal w Opolu. W Warszawie też troszczono się o repertuar i wykonawców do Opola. Ale to wszystko przyzwyczaiło Opolan do myśli (tego), że np. Muzeum Piosenki w Opolu też można mieć za darmo. A to już zrobiły się inne czasy. I MPP w Opolu nie powstanie tylko z darów i szczytnych haseł.  

            (OJ) Prowadziłeś giełdy 10 lat. Miałeś szczęśliwą rękę do tej imprezy?

            (ZA) Nie za bardzo chyba dla siebie. Raczej dla innych. Przegadałem na tej  imprezie kilkaset godzin. Najpierw 6-7 godzin prób. Tego samego dnia impreza oraz konferansjerka, którą trzeba było wymyślić na poczekaniu. Profesor Ludwik Sempoliński – mówił do mnie (co wprawiało mnie w dumę!) że nie czyta gazet, słucha tylko moich opowieści o polskich piosenkach i wie co się w kraju dzieje. Te wszystkie moje konferansjerki, swego rodzaju kronika towarzysko-muzyczna ówczesnej Warszawy, zaginęła w przepastnych archiwach  Polskiego Radia, została zniszczona, zagubiona czy też „rozmagnesowana”. Warto, żeby MPP w Opolu, zapytało Polskie Radio, gdzie są owe taśmy po „giełdach”, nagrania piosenek, zresztą – może można odnaleźć. Po konferansjerze – nie zostaje nic!

             (OJ) Chociaż na twoje występy chadzano na te imprezy, jak do kabaretu. Albo teatru piosenki.

            (ZA) Były czasem giełdy dość jałowe. Trudno było znaleźć przebój. Trzeba było wypełniać czas jakoś inaczej?  Ale moja dawna wielka sława – na giełdach przeminęła. Wielka sława to żart…  

            (OJ) Zbyszku dziękuję za rozmowę, której ciąg dalszy wkrótce nastąpi i dotyczyć będzie innych jeszcze spraw twojej kolekcji, kolekcjonowania piosenek i tego co nam bujnie rozkwita na temat tworzenia różnych muzealnych przybytków.

Wyszukałam dla was kilka piosenek, które stworzono na potrzeby  Giełdy Piosenki i Opolskiego Festiwalu

 Chór Dana „Tango Notturno

http://www.youtube.com/watch?v=YVjdHftqYdo

Julian Sztatler  „Wio Koniku”

http://www.youtube.com/watch?v=8ex-Md6oU9o

Alina Janowska  “Ta mała piła dziś”

http://www.youtube.com/watch?v=K9NUD-WXwak

Elżbieta Jodłowska „Jasiu”

http://www.youtube.com/watch?v=KkyDT-WFbzQ&feature=related

Lucyna Arska” Romans przy ognisku”

http://www.youtube.com/watch?v=_xOxqPLPl7Q

Regina Pisarek „Nie warto było”

http://www.youtube.com/watch?v=oLeEWAuJ99s

„Tak naprawdę żyć”

http://www.youtube.com/watch?v=6ILPhXBJ3dc&feature=related

Stenia Kozłowska „Będę czekać tu”

http://www.youtube.com/watch?v=36anFBi5r40

Polesia czar

Wspomnienia gawędy opowieści

A na dobry początek piosenka Polesia czar w wykonaniu Krzysztofa Cwynara

http://www.youtube.com/watch?v=Pitmt_XrgX0

Otrzymałam ostatnio książeczkę, piękną i miłą memu sercu. Autorem jest Zbigniew Adrjański. Książkę wydał „Marpress” Gdańsk 2013. Pan Zbigniew Adrjański  jest Poleszukiem z dziada, pradziada i o swoim Polesiu pięknie opowiada.  Wydaje mi się zresztą, że cała Rodzina Państwa Adrjańskich posiadła ten dar, przekazany w genach z ojca na syna. Zresztą, co ja będę sama pisała o tej wspaniałej Rodzinie, oddam głos autorowi, który w Prologu opisuje dom rodzinny na Polesiu tymi słowami:

„… Mój dom rodzinny na Polesiu pełen był zawsze niezwykłych opowieści. Celowała w nich moja babcia, Stefania, która zatrudniała się, jako administratorka mająteczków szlacheckich w mohylowskiej guberni i od służby dworskiej słyszała mnóstwo dziwnych, niesamowitych legend, baśni oraz opowieści. Babcia moja, zwykle zapracowana, nie lubiła „strzępić języka po próżnicy”. Zabierała głos rzadko (chyba, ze były to rozmowy z wnukami), ale jak coś już opowiedziała, pamiętaliśmy o tym długo.

Wspaniałe były,na przykład opowieści mojej babci, jak bolszewicy uciekali przed duchem Jerzego Łaszkiewicza, naszego dalekiego kuzyna, którego zastrzelili we dworze w Rohaczewie (Łaszkiewicza- a nie ducha!), i jak później straszył on w swoim domu. Albo jak pani Sołtanowa, przyjaciółka babci, rozmawiała codziennie z duchami swoich synów, którzy zginęli walcząc w korpusie polskim gen. Dowbora Muśnickiego. I jak duchy dzielnych chłopaków „od Dowbora” naprawiały starej matce dach… jesienną nocą, kiedy ten zaciekał od deszczu.

Wspaniały talent gawędziarski odziedziczył po babci mój ojciec, który był inspektorem dróg wodnych na dawnych Kresach Wschodnich, wiele jeździł, podróżował i widział różne dziwne rzeczy. Ojciec mój interesował się „psychotroniką”, która wtedy zresztą nazywała się „jeszcze inaczej”- parapsychologią albo metapsychiką. Pasjonowały go eksperymenty hipnotyczne Ben-Alego, który przyjeżdżał na występy do Wilna, spotkania ze słynnym Ossowieckim, który z marszałkiem Piłsudskim kontaktował się telepatycznie i odczytywał na odległość figury talii pasjansa Marszałka.

I jeszcze Polesia czar w wykonaniu Chóru Dana

http://www.youtube.com/watch?v=icHXWGKi1R4

Prawdę jednak mówiąc, mój papa był trochę jednak przechera i kpiarz. Zaczynał wiele z tych tematów, modnych wówczas wśród naszych znajomych i kresowych bywalców saloniku mojej mamy, aby zaciekawić i za chwilę ten temat porzucić na rzecz całkiem przyziemnych relacji znad Bugu, Prypeci i Niemna- skąd właśnie wrócił z ostatniej inspekcji.

    – Pan Stanisław! Aaa… pan Stanisław – wołał tubalnym głosem doktor Chołodkowski, znany w Brześciu rentgenolog i mąż naszej kuzynki Wikci. Nie uciekaj od tematu!- Mów, znaczy się konkretnie:, kto strzelał z tej harmaty na bolszewickiej granicy? Duch czy twój Bieliński?

      W sukurs mojemu tacie przychodził kapitan Wasilewski, artylerzysta z Twierdzy Brzeskiej i jej późniejszy obrońca, zamordowany jeszcze później przez sowietów w Katyniu. – Każda broń, szczególnie wojskowa, ma prawo wystrzelić, nawet nieproszona, raz na pewien czas – stwierdzał autorytatywnie Wasilewski.

     – „Nu dobrze”- upierał się doktor Chołodkowski, ale pan Stanisław twierdzi, ze to duch.

     – Duchy zostawmy Bogu, podziwiając raczej sztukę narracji naszego gospodarza – łagodził ostatecznie tę dyskusję ksiądz proboszcz Łukaszewicz, który chętnie uczestniczył w towarzyskich spotkaniach. A ponadto miał duże poczucie humoru. Opowieści mojego ojca nie kończyły się na duchach. Ojciec mój był na Polesiu człowiekiem bardzo znanym i szanowanym. Był wybitnym specjalistą w zakresie dróg wodnych. Studiował zresztą na wydziale dróg wodnych w słynnej wojskowo-inżynieryjnej szkole w Petersburgu. Po ucieczce z bolszewickiej Rosji pracował w wileńskiej Dyrekcji Dróg Wodnych. A następnie w Dyrekcji Dróg Wodnych w Brześciu nad Bugiem, która obejmowała ogromny teren pięciu wschodnich województw. Łatwo zresztą powiedzieć: Polesie. Dawne Polesie to ogromna przestrzeń po obu stronach Prypeci, aż po ujście Dniepru i dalej. Geografowie obliczają to terytorium dość nieprecyzyjnie na około osiemdziesiąt tysięcy kilometrów kwadratowych. Po wojnie polsko-bolszewickiej (1920) DO Polski weszła tylko połowa tego terytorium, z plątaniną rzek, rzeczułek, jezior, rozlewisk wodnych i bagiennych terenów, które pracowicie opisywał i szkicował na swoich mapach Polesia – mój ojciec.

     Na Polesiu ojciec mój znał każdy port, przystań, śluzę, strażnicę wodną, barkę i statek. Przewędrował w swoich podróżach inspekcyjnych tysiące kilometrów rzek, jezior i rzeczułek. Znał okoliczne ziemiaństwo, szlachtę, urzędników państwowych, właścicieli statków, nadzorców wodnych…

     Są też, w tym skromnym wyborze rodzinnych tekstów – moje własne opowieści, które powstały z biegiem lat. No, cóż? Czym skorupka za młodu nasiąknie…

I jeszcze jedno wykonanie Polesia czar śpiewa pani Szaniewska

http://www.youtube.com/watch?v=aqlituAe59E

Postscriptum

     Wszystkie ilustracje, jakie zamieściłem w tej książce pochodzą z rysunków, obrazów, fotografii po moim ojcu – Stanisławie Adrjańskim oraz z przewodnika turystycznego po Polesiu dr Michała Marczaka – wydanego w Brześciu nad Bugiem (1935).

     Nazwisko moje w tej książce pisane jest według starej pisowni (sprzed tzw. reformy braci Jędrzejowiczów z roku 1936)- Adrjanski. Ale w starych dokumentach, dziadek Antoni i babcia Stefania, pisali się, jako Andryjanscy albo Andryańscy – herbu Rubiesz.

     Wzmiankę o Cudotwórcy z Pińska zamieszcza również Józef Ignacy Kraszewski we Wspomnieniach Polesia, Wołynia i Litwy. Opowieść o Batiuszce, który latał ptakiem opublikował autor w „Miesięczniku Literackim” (1976) oraz w czasopiśmie „Kamena” (1986).

     Inne moje „dziwne opowieści drukowałem w czasopiśmie: „Nie z Tej Ziemi” oraz kilku innych tygodnikach. Nie wiem zresztą, dlaczego, te opowieści określono, jako „dziwne”. Może, dlatego, że są głównie o duchach, dziwach i zjawach. Ale przecież jest to również moje osobiste wspomnienie o polesiu i Kresach Wschodnich, na których się urodziłem i gdzie upłynęły piękne, choć czasem bardzo trudne lata mojego dzieciństwa.

   A ponadto Polesie w literaturze polskiej – to od dawien dawna „kraina duchów’… 

I na zakończenie kapela Staśka Wielanka i Polesia czar

http://www.youtube.com/watch?v=ZXNdtEAGcT8

 

Tyle autor o swojej książce „Polesia czar”. A ja zachęcając serdecznie do lektury przypominam, że na łamach mojego bloga publikowałam różne opowiadania pana Zbigniewa Adrjańskiego w  dniach:

Zbigniew Adrjański 18.01.2010

O batiuszce co ptakiem latał”   25.01.2010; ,27.01.2010,;  28.01.2010, ; 30.01.2010, ;   1 i 2.02.2010, 

Jarmark Sensacji : 20.04.2010; , 21.04.2010;

Pochody donikąd 30.04.2010,            Wczasy 11.08.2010,     

 Warszawskie dzieci pójdziemy w bój (Złota Księga pieśni polskich) 31.07.2010; 

Pochody donikąd 19.11.2011;  1.05.2012 i  28.06.2012;   6.062011

Giełdy Piosenki  28.01.2011;   31.01.2011;  8.07.2012,  2.07.2012 (Giełdy piosenki w Largactilu)

 

 

List

List, który dzisiaj publikuję musiał poczekać na zakończenie Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012. Wydawało mi się, że tak ważne podziękowanie dla mnie i moich czytelników nie może być przekazane pomiędzy jednym a drugim rzutem lub też biegiem, czy pływaniem na windsurfingu RS:X przez Zosię Noceti Klepacką ulubienicę wszystkich kibiców a także i moją..

List   zeskanowałam i można go oczywiście przeczytać klikajac dwukrotnie , tym niemniej przepiszę go w treści niezmienionej aby wszyscy mogli  się z nim zapoznać:

Jadwiga ślawska Szalewicz

Dziękuję pięknie wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom bloga „Okiem Jadwigi” za zainteresowanie jakie wywarło moje wspomnienie tu publikowane na temat Giełd Piosenki, organizowanych w warszawskim „Largactilu” na Rynku Starego Miasta w czerwcu 1962. Tobie Jadziu też serdecznie dziękuję, odwzajemniam wszystkie pozdrowienia jakie padły, za Twoim pośrednictwem pod moim adresem.

Oczywiście wszystkich Giełd Piosenki w Warszawie, było ponad 100! Od roku 1963 – była to zresztą oficjalna impreza Programu III Polskiego Radia, później jeszcze Naczelnej Redakcji Literackiej. Na Radiowych Giełdach Piosenki, zaprezentowałem w sumie ok. 3 tys. utworów. Około tysiaca nowych polskich artystów i wykonawców późniejszych gwiazdorów Opola. Jeśli zechcesz Droga Jadziu, na łamach swojego bloga, zacytować inne jeszcze strony: plotki, programy, anegdoty z tej książki – masz moje zezwolenie i zgodę – ponieważ zanim zjawi się wydawca, który książkę wyda, obawiam się, że nie będzie już nikogo na tym świecie – kto tę piękną i ważną dla warszawskiej kultury imprezę pamięta. A w dodatku chciałbym aby na Twoim blogu pojawiły się fotografie artystek i artystów z tamtych lat nadsyłane przez fotografików i osoby, które tę imprezę fotografowali. Nie da się ukryć, że była to impreza na której bywały najpiękniejsze dziewczyny ówczesnej Warszawy (aktorki, modelki, artystki filmowe) i bardzo przystojni młodzieńcy. W ten sposób przy okazji tych moich wspomnień o giełdach, powstanie też okazja do sentymentalnych westchnień jak w pięknej piosence Marleny Dietrich: Gdzie dziewczyny z tamtych lat? I gdzie są chłopcy z tamtych lat?

                                                                                                                               Pozdrawiam Ciebie serdecznie

                                                                                                                               Moja młodsza koleżanko

                                                                                                                               Zbigniew Adrjański

Warszawa 31 Lipca 2012

Z przyjemnościa prezentuję ten list, gdyż w komentarzach przesyłaliscie pozdrowienia dla Zbyszka i Jego Żony, oczywiście wszystkie zostały przekazane, mało Zbyszek  jest moim wiernym Czytelnikiem ale tez i Mentorem. Za ciepłe słowa serdecznie dziękuję. Historia polskiej piosenki jest mi bliska z wielu względów ale najważniejszy to moja młodość, podczas której właśnie Nasze Gwiazdy – młode i piękne umilały nam wieczory i randki z chłopakami.

Zbyszku serdecznie dziekuję!

Jadwiga

 

Piosenkę śpiewa Marlena Dietrich 

http://www.youtube.com/watch?v=aLAxbQxyJSQ

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.