Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Wpisy oznaczone ‘Swięcany’

Dojechaliśmy do Święcan. Było piękne słoneczne popołudnie – w polu pracowały kombajny i maszyny zbierające słomę i ubijające ją w duże walce, ścierniska złociły się w zachodzącym słońcu. Wieś Święcany jest położona w województwie podkarpackim, w powiecie jasielskim, w gminie Skołyszyn. Tak jest teraz, za to w latach 1975-1998 miejscowość należała do województwa krośnieńskiego. Drewniany kościół parafialny pw. Św. Anny, stoi ponad stawami na górce. Kościół ten znajduje się na szlaku architektury drewnianej województwa podkarpackiego. Kilkadziesiąt metrów od Kościoła w linii prostej jest rozlokowany Cmentarz Parafialny. Na terenie wsi znajduje się też drugi cmentarz z lat 1914-1915, gdzie pochowani są żołnierze austro-węgierscy i rosyjscy z I wojny światowej. A teraz kilka słów o Parafii w Święcanach, która powstała w XIV wieku, na zasadach prawa magdeburskiego. Z roku 1369 pochodzą pierwsze wzmianki o istniejącej wsi, ale nie ma źródłowych wiadomości o dokładnej dacie powstania Kościoła Św. Anny. Na podstawie badań ustalono datę przypuszczalnej budowy kościoła na drugą połowę wieku XIV. W dziele Jana Długosza „Liber beneficiorum” z lat sześćdziesiątych XV wieku znajdujemy pierwszą wiadomość, że w Święcanach był kościół parafialny. W swoim dziele Długosz wspomina też, że wieś Ołpiny należała również do parafii Święcany, stąd można wysnuć wniosek, że Święcany były znaczącą parafią. Z dokumentów wynika, że kościół miał stać w innym miejscu oddalonym od obecnego, o jakiej pięćset metrów na południe, w okolicy szpitala dla ubogich. Pierwotny mały kościół miał być drewniany, ale legenda głosi, że się spalił. Datę budowy obecnego Kościoła w Święcanach ustalono na rok 1520, wzniesiony jest w konstrukcji zrębowej z wieżą o konstrukcji słupowo-ramowej, na zewnątrz jest oszalowany. Złożony jest z prezbiterium zamkniętego trójbocznie oraz szerszej nawy. Do prezbiterium od północy przylega zakrystia. Do nawy dostawione zostały: od północy czworoboczna kaplica, od południa przedsionek i od zachodu wieża o ścianach pochyłych, z niską izbicą nakrytą dachem namiotowym, przechodzącym w ostrosłupowy hełm. Nawa i prezbiterium nakryte są wysokim dachem dwuspadowym, krytym blachą, o wspólnej kalenicy z wieżyczką na sygnaturkę z latarnią. Kościół ten był wielokrotnie przebudowywany: w XVII wieku otoczono go sobotami i wzniesiono wolno stojącą dzwonnicę, która w latach około 1775 została dostawiona do nawy. Kolejna rozbudowa kościoła nastąpiła w II połowie XIX wieku wtedy poszerzono wieżę o boczne aneksy i dobudowano do nawy kaplicę świętego Jana Nepomucena. Ponieważ Kościół był zamknięty, i mogłyśmy tylko patrzeć na niego poprzez kratę, odszukałam Proboszcza Parafii księdza Marka, który właśnie kończył kosić trawniki wokół kościoła i plebanii. Znamy się od kilku lat i lubimy rozmawiać na temat prac, jakie zostały ostatnio wykonane na rzecz kościoła. I tym razem było tak samo, ksiądz Marek oprowadził nas po swoim gospodarstwie, pokazał nowy gont własnoręcznie wykonany na nowym płocie okalającym kościół, ścieżki własnoręcznie zrobione, wykładane kostką i wysypane żwirem, posadzone krzewy oraz mówił o czekających w kolejności innych pracach konserwatorskich. Jak to możliwe aby proboszcz parafii wcale nie małej, w ciągu niespełna sześciu lat, sam robił tyle rzeczy mając od czasu do czasu pomoc różnych osób. Tyle lat tu przyjeżdżam, a prac wykonanych teraz na rzecz Parafii jest bez liku.  Na koniec na naszą prośbę ks. Marek otworzył kościółek oświetlając go rzęsiście światłami. W ten sposób mogłam fotografować wnętrze. Wnętrze kościoła nakryte jest stropem płaskim, w nawie z zaskrzynieniami, wspartymi na słupach. Strop nawy zdobi renesansowa polichromia figuralno-ornamentalna z II połowy XVI wieku odsłonięta spod przemalowań i zakonserwowana przez mgr Barbarę Czajkowską Palusińską i Sławomira Stępnia w latach 1992 – 1994. Na stropie w prezbiterium widoczna dekoracja kasetonowa namalowana przez Jana Tabińskiego w1871 roku. Prezbiterium oddzielone jest od nawy belkami: stropową i tęczową (również zakonserwowaną w tych samych latach), na tej ostatniej umieszczona jest późnogotycka Grupa Pasyjna z XVI wieku, wykonana przez twórcę określanego, jako Mistrz Pasji Przydonickiej a ufundowana przez Feliksa Milnera, rajcę bieckiego. Z prezbiterium do zakrystii prowadzi późnogotycki portal zamknięty łukiem w tzw. ośli grzbiet. Naszą uwagę zwróciło wyposażenie wnętrza kościoła. W barokowym ołtarzu głównym z przełomu XVII – XVIII wieku umieszczony jest późnogotycki obraz św. Anny z XVI wieku. Z kolei w ołtarzach bocznych, również barokowych znajdują się rzeźby: Matki Boskiej z Dzieciątkiem z końca XIV wieku. Obraz św. Wojciecha, prawdopodobnie z połowy XV wieku. Wnętrze dekorowane jest późnorenesansową polichromią figuralno-ornamentalną z II połowy XVI wieku. O historii Kościoła Św. Anny rozmawialiśmy z proboszczem Parafii Św. Anny w Święcanach ks. Markiem Mnich, natomiast dokładne wiadomości na temat historii Kościoła zawarte są w książce Tadeusza Ślawskiego.  W roku 1966 Kuria Biskupia w Przemyślu wyłączyła wieś Siepietnicę, istniejącą, od co najmniej ośmiuset lat, z parafii Sławęcin i przyłączyła ją do parafii Święcany. Do Parafii należą trzy kaplice filialne. W 1974 r z inicjatywy ludności wsi Siepietnica przystąpiono do budowy kaplicy.  Uzyskano parcelę od Marianny Pawlik na mocy aktu darowizny. Parcela znajduje się kilkanaście metrów od głównej szosy Rzeszów – Kraków. Mury kaplicy powstały w ciągu jednej nocy,zponieważ ówczesne władze nie wydały pozwolenia na budowę, a w dniu 7.07.1974 r odbyła się pierwsza msza. Ordynariusz Diecezji Przemyskiej biskup Ignacy Tokarczuk dokonał poświęcenia kaplicy w dniu 3.11.1974 r.

Druga kaplica znajduje się w lesie na tak zwanych Przechodach a powstała w 1910 r, rozbudowano ja w latach 1969 – 1974 i 1984. Poświęcenie kaplicy filialnej pod wezwaniem Jezusa Ukrzyżowanego nastąpiło w roku 1986 w dniu 1 czerwca przez tego samego biskupa. Trzecia kaplica to niewielkich rozmiarów kapliczka w Czermiance, z końca ubiegłego wieku. W 1972 r. odbyła się tam pierwsza msza dożynkowa. Po rozbudowie oddano ją do użytku, jako kolejny kościółek filialny pod wezwaniem Św. Rodziny, a rozbudowę zakończono w roku 1979. Poświęcenia dokonał biskup Tadeusz Błaszkiewicz w dniu 30 czerwca 1984 r. Czwarta kaplica zlokalizowana jest w przysiółku Nadole, zbudowano ja w roku 1838 przez ówczesnego właściciela tych ziem. Parafia Święcany to 26.500 mieszkańców. Jest to jedna z największych wsi, przed wojną liczyła 600 numerów obecnie pewnie ze trzy razy więcej.

Wszystkie informacje pozyskałam z książki Tadeusza Ślawskiego o Święcanach. Tadeusz Ślawski historyk urodzony w roku 1920 zmarł w roku 2008, jest krewnym Jana Ślawskiego, o którym pisałam we wpisie pod tytułem „Podróż sentymentalna”. Zarówno Tadeusz jak i Jan mieli wspólnego przodka, dziadka Jana Ślawskiego seniora urodzonego w 1864 r – zmarłego w roku 1945. Jan był rolnikiem i gospodarował we wsi Święcany. Ożeniony po raz pierwszy z Apolonią Maciejewską miał troje dzieci Ludwika (1893-1955), Adelę Ślawską i Józefa Ślawskiego. Ojcem Tadeusza był Ludwik Ślawski (1893-1955), matką Anna Haluch (1883-1946). Po śmierci Apolonii Maciejowskiej, która zmarła przy porodzie syna Józefa w roku 1896, Jan Ślawski senior po raz drugi ożenił się z Anną Pyrek (1873-1928), z którą miał dziewięcioro dzieci: Józefa Ślawskiego(1898/1898), Stefanię Ślawską (1900/1900), Mariannę Ślawską (1901/1911), Stanisława Ślawskiego (1903-1979), Helenę Ślawską (1907/1907), Józefę Ślawską (1910/1910), Władysława Piotra Ślawskiego (1911), Józefa Ślawskiego (1914-1948), i Tadeusza Ślawskiego (1917/1918). Trzecią żona Jana Ślawskiego seniora była Bronisława Mikowska. Z tego związku nie było dzieci. Ojcem Janka Ślawskiego (trenera judo) jest Stanisław Ślawski, który ożenił się z Heleną Zając. Z tego związku urodzili się: Jan Ślawski 1933 -2003– trener judo, Janina Anna Ślawska (1934), Maria Tekla Ślawska (1939/1940), Anna Ślawska (1937), Józef Ślawski (1941-2001), Krystyna Ślawska (1944), Stanisław Ślawski (1946), Danuta Ślawska (1950) – poetka ludowa, twórca zespołu pieśni „Wesoła Gromada” laureatka różnych konkursów literackich. Trochę długo to trwało zanim wyjaśniłam koligacje rodzinne istniejące pomiędzy Tadeuszem a Janem Ślawskimi, ale w końcu się udało. Informacje powyższe dostępne są w książce Jana Wędrychowicza „Genealogia Rodu Kędziorów” ze Święcan 1734 – 2007. Warto kilka słów napisać o koligacjach rodzinnych, gdyż w ten sposób funkcjonują również inne wioski, i choć o tych koligacjach rodzinnych mało wiemy, czasami wiemy, ale nie mówimy, to tak funkcjonuje wiele wsi na zasadzie żenimy się z dziewczynami z tej lub sąsiedniej wsi, czasami nie wiedząc jak sto czy dwieście lat temu wyglądały powiązania pomiędzy poszczególnymi rodzinami. W swojej „Genealogii Rodu Kędziorów” Jan Wędrychowicz opisał rodziny ludzi zamieszkujących Siepietnicę, Świecany, Lipnicę Górną, Bączały, Skołyszyn, Szerzyny, Czermnę, Jabłonicę, Biecz, Jasło, Jarocin, Piłę, Żary k/Żagania, Mirostowice Dolne, Mirostowice Górne, Gorlice, Krosno, Gliniku, Dominikowicach, Korczynę, Szczecin, Rzeszów, Warszawę itp., itp. Praktycznie nie ma miast w Kraju, w którym nie byłoby przedstawicieli naszego rodu, i choć w połowie inaczej się nazywamy, to nic, przecież nasze kobiety wychodziły za mąż, stąd mnogość innych nazwisk. Poszczególni przedstawiciele rodu wyemigrowali i mieszkają we Francji, Niemczech, Włoszech a także w USA i Brazylii. Wydaje mi się, że skoro w jednej rodzinie są osoby powszechnie znane i uznane, docenione przez społeczeństwo, odznaczane medalami za swoja działalność zawodową i społeczną, to warto te osoby przywołać i przedstawić je szerszemu ogółowi, bowiem zarówno Jan Ślawski w swojej działalności w sporcie, w judo osiągnął mistrzostwo (zresztą posiadał tytuł trenera klasy mistrzowskiej), tak i Tadeusz zasłynął ze swoich pasji i działalności na rzecz społeczeństwa bieckiego i podkarpackiego. Ponieważ Ród Kędziorów, który jest spokrewniony z Rodem Ślawskich jest ogromny kilka tysięcy osób, nie mogę napisać o wszystkich, mogę tylko powiedzieć, że wiele osób pełniło funkcje społeczne pracowało na rzecz swoich gmin, powiatu czy województwa, a nawet było posłami na Sejm ( Stanisław Zając ur.1949 r w Swięcanach) , który zginął w katastrofie 10.04.2010 r. pod Smoleńskiem). Jednak warto wspomnieć, że koligacje rodzinne Rodu Kędziorów przeplatane są z rodami takimi jak: Wencowie, Zającowie (matka Jana i jego rodzeństwa Helena Ślawska z domu Zając),Rozmusi, Nigborowicze, Gotfrydzi, Bary, Setliki, Gorzkowscy, Berkowicze, Grzyby, Maciejowscy, Gajeccy, Dziedzice, Lignarscy, Ryznarscy.  W przeszłości do tradycji należało mieć dużo dzieci, zresztą warunki zdrowotne i choroby zabierały dzieci nowo narodzone, dlatego na dziewięć rodzących się osób, zazwyczaj czwórka umierała.  Nie do pomyślenia było, bowiem w owych czasach, aby na wsi rodzina składała się tylko z ojca matki i jednego bądź dwojga dzieci. Dzisiejszy schemat 2+1 nie był brany pod uwagę. To właśnie mnogość dzieci zapewniała ciągłość dziedziczenia, dawała możliwość zawierania kolejnych koligacji rodzinnych dawała możliwość łączenia gospodarstw oraz zwiększania w tych gospodarstwa liczby osób pracujących a także była podstawą wzrostu ilości ludności we wsiach. Wieś Siepietnica wraz ze Święcanami na początku istnienia liczyła 300 osób, w okresie zarazy ilość ich zmniejszyła się, by w następnych latach zacząć raptownie rosnąć do 26.500 osób w chwili obecnej. Obecna wieś Święcany i Siepietnica to domy murowane, pięknie wyposażone, każdy z łazienką i wc, skanalizowane, posiadające bieżąca wodę a co najważniejsze wyposażone w przyłącza gazowe. Każdy dom posiada kuchnię opalaną gazem, z centralnym ogrzewaniem czasem gazowym, czasem olejowym, na prawdę miło jest patrzeć na te wsie, które znam od lat sześćdziesiątych jak bardzo się zmieniły. A zmieniło się może nie wszystko, ale bardzo dużo. Chociażby zagospodarowanie przestrzeni wokół domów. Jechałam przez różne wsie, byłam w Jaśle i Bieczu i wszędzie przykuwały oko piękne ogródki przydomowe. Strzyżone frymuśne iglaki, piękne kwiaty, przystrzyżone trawniki. Nie byłam tu tylko dwa lata, ale zobaczyłam, jakie wielkie zmiany na lepsze zaszły w tych stronach. Bardzo mnie to ucieszyło. Ponieważ zbyt długo rozpisałam się o wsiach Siepietnica i Święcany, dlatego o Tadeuszu Ślawskim i Bieczu napiszę w następnym poście.

Cdn.

Podróż sentymentalna

Mojej Córce

Czasami życie wymusza na nas różne niespodziewane sytuacje. Tak było i teraz, kiedy to nagle uświadomiłam sobie, że muszę wyjechać do Opatowa, Święcan, Siepietnicy i Biecza. Muszę odwiedzić moich bliskich, którzy niestety odeszli już z tego świata do innego lepszego. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wyjechałyśmy w czwartek rano. Chciałam uniknąć wakacyjnego tłoku na drogach. Chciałam, aby ten wyjazd miał charakter wycieczki przez Polskę. Macie czasami takie ciągoty, aby wsiąść w samochód i jechać? Truizmem będzie powiedzenie, że Polska jest piękna, ale rzeczywiście jest. Lubię przestrzeń, a moja trasa wiodła przez Radom, Ostrowiec Świętokrzyski, Opatów, Staszów, Pacanów, gdzie kozy kują, Stopnicę, Tarnów, Tuchów, Jodłówkę Tuchowską, Ryglice, Olszyny, Święcany, Siepietnicę do Biecza.

Oczywiście jak pamiętacie o Opatowie pisałam już w moich wspomnieniach w dniu  8 lutego 2011. W czwartek pojechałam na cmentarz do mojej ukochanej Babci, która zmarła w 1975 roku, cztery lata po śmierci swojej piętnastoletniej wnuczki Zofii. Leżą obydwie na Cmentarzu Parafialnym Kolegiaty Opatowskiej i patrzą na swój Opatów z góry, na której położony jest cmentarz. Już dawno nikt tam nie robił porządków, a było co wynieść. Rośliny dzięki deszczom urosły wielkie i nie tylko ulubione paprocie, ale też i inne. Chwasty były największe i najtrudniejsze do wyrwania. Godzina pracy i grób wygląda jak trzeba. Babcia Katarzyna i jej wnuczka Zosia zadowolone, otrzymały też piękną wiązankę, a ja mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Już dawno powinnam tu przyjechać, ale obowiązki i opieka nad Tatą nie pozwala mi na częste wyjazdy z domu. Tym razem udało się, choć na krótką chwilę wpaść do Opatowa. Niestety coraz więcej osób odchodzi i w ten sposób ci, co pozostają mają więcej osób do odwiedzenia, ale co tam. Przecież nie mogę nad tym ubolewać, taka jest kolej rzeczy, a dopóki jesteśmy dopóty nasi zmarli nie są sami. Babcia Katarzyna jest zaopiekowana, a ja przyjadę tu niedługo. Zawsze, gdy odwiedzam groby najbliższych mam poczucie dobrze wypełnionego obowiązku, a także mam wewnętrzną radość, że mogę przyjechać i zadbać o miejsce spoczynku bliskich osób. Wizytę w Kolegiacie Opatowskiej odłożyłam na następny raz. Tyle razy byłam tu, choć na chwilę, ale tym razem nie było czasu. Spieszyłam się do Święcan, odwiedzić kolejną bliską mi osobę – Jana Ślawskiego. Pewnie wspominałam już, że Jan – trener klasy mistrzowskiej w judo, 8 Dan, wieloletni (27 lat) sekretarz generalny Polskiego Związku Judo, urodził się 26 Lipca 1933 r w Święcanach. Choć skończył szkołę tu w rodzinnej miejscowości, Liceum w Bieczu (o Bieczu i okolicach będzie dalej), zdawał egzaminy wstępne na wydział polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Równolegle postanowił próbować sił startując na Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. Sam grał w piłkę nożną w klubie sportowym „Siepietniczanka”, jego kolega chciał studiować na AWF w Warszawie, stąd pomysł na start i składanie egzaminów wstępnych na tę sama Uczelnię. I wiecie, co? Życie płata figle, zawsze, Janek dostał się zarówno na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, jak i na Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, zaś pomysłodawca, niestety nie. Z opowiadań wiem, że decyzja była trudna i podjęcie jej zajęło prawie całe wakacje, ale magia stolicy, Warszawy zrujnowanej doszczętnie ciągnęła i w roku 1952 Janek został studentem warszawskiej AWF. Po czterech latach był już absolwentem z ukończoną specjalizacją judo, nowej dyscypliny sportowej raczkującej pośród innych. I tak zaczęła się Jego wielka przygoda ze sportem, z judo, z Polskim Związkiem Judo, którą przerwała dopiero ciężka choroba i śmierć w roku 2003. Życzeniem Janka był powrót w rodzinne strony i to życzenie zostało spełnione. Nasze z córką wizyty na maleńkim cmentarzu parafialnym zawsze są wzruszające. Cmentarz w Święcanach położony jest na górce, z której roztaczają się przepiękne widoki na okoliczne wsie Nadole, Nagórze, Święcany…

Tutaj został pochowany jeden z najlepszych trenerów  w historii polskiego judo w Polsce, twórca klubu AZS „Siobukai” w Warszawie, wychowawca wielu pokoleń polskich judoków, mało tego zawodników, którzy startowali na Igrzyskach Olimpijskich 1972 roku w Monachium – Włodzimierza Lewina, który zajął  7 miejsce i gwiazdy polskiego judo Antoniego Zajkowskiego pierwszego srebrnego medalisty na tych samych Igrzyskach Olimpijskich 1972 w Monachium srebrnego medalisty. Polskie judo odniosło tam historyczne zwycięstwo, był to pierwszy medal olimpijski zdobyty dla Polski, w historii Związku założonego w roku 1957. Ale wróćmy do Janka Ślawskiego człowieka, który judo ukochał ponad wszystko. W roku 1963, Janek wspólnie z gronem entuzjastów tego sportu zakłada Warszawski Okręgowy Związek Judo i przez sześć (!) Kadencji, czyli przez kolejne dwadzieścia cztery lata jest Prezesem Okręgu, razem z nim pracują Jerzy Banaszak z Wołomina, Leopold Borawski z Warszawy, Andrzej Kowalski z Wołomina, Leszek Piekarski z Białegostoku, Andrzej Turkiewicz z Aleksandrowa Łódzkiego, Jacek Żemantowski red. Sportowy Sztandaru Młodych. Komisja Rewizyjna to Bogusław Sosnowski z Warszawy, Janusz Wójtowicz ze Szczytna, Janusz Kapuściński z Łodzi.  Była to grupa zapaleńców, dla których wszystko było możliwe i do załatwienia. Z ich inicjatywy oraz inicjatywy Polskiego Związku Judo, w którym pracował Jan Ślawski, jako sekretarz generalny, zorganizowany został I Turniej Warszawski Judo w roku 1962. Wśród powołanych zawodników do reprezentacji Polski znaleźli się wychowankowie Janka Ślawskiego a mianowicie: Stanisław Tokarski, Wojciech Niedziałek, Adam Ratajczak wszyscy reprezentujący klub AZS Shobukai Warszawa Jelonki (późniejszy klub AZS Siobukai Warszawa. Zmiana nazwy wiąże się z przeniesieniem klubu z Jelonek na AWF oraz wejście w ramy organizacyjne AZS AWF Warszawa w miejsce dotychczasowej przynależności organizacyjnej przy AZS Zarząd Środowiskowy mieszczący się wówczas przy ul. Szpitalnej 5, później na ul. Podwale. Wielki sukces w II Turnieju Warszawskim w roku 1963, odniósł Stanisław Tokarski – uczeń Jana Ślawskiego, który w wadze lekkiej zdobył złoty medal, pokonując zawodnika ZSRR. Sukces okupiony ciężką pracą zawodnika i trenera. Pamiętam wielu świetnych zawodników- wychowanków Janka : Zbigniewa Werkowicza zawodnika wagi ciężkiej, Jerzego Chwiałkowskiego, zawodnika wagi półciężkiej, Józefa Niedomagałę –zawodnika wagi lekkiej, Piotra Halladina – zawodnika wagi piórkowej, Jacka Skubisa ( późniejszego trenera kadry narodowej, kierownika wyszkolenia PZJudo), Marka Rzepkiewicza (późniejszego trenera kadry narodowej) obecnie Dyrektora Zespołu Metodyczno- Szkoleniowego, Michała Dzierzbickiego ( późniejszego trenera kadry narodowej), Wojciecha Borowiaka (późniejszego trenera kadry narodowej, trenera Pawła Nastuli dwukrotnego złotego medalisty Igrzysk Olimpijskich), Włodzimierza Lewina, Lesława Sosnowskiego i wielu innych świetnych zawodników. W latach 1965 – 1977 byłam przecież kierownikiem sekcji AZS Siobukai Warszawa i razem w roku 1966 zdobyliśmy tytuł Drużynowego Mistrza Polski judo, pokonując w finale w Warszawie, w hali KS Polonia Warszawa przy ul. Konwiktorskiej, sławetny klub GKS „Wybrzeże” Gdańsk, wynikiem 3: 2, w którym to meczu nasz zawodnik Henryk Dobosz wygrał przez ippon (rzut ura- nage) z wielce utytułowanym Ryszardem Zieniawa. Oprócz trenerki Janek był sędzią międzynarodowym i jako jedyny z Polaków został zaproszony do sędziowania Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 r. Był to Jego osobisty wielki sukces. Nie sposób nie wspomnieć, że Janek  pomagał również badmintonowi, prowadził zgrupowania odbywające się w Wiśle gdzie uczył polskich trenerów badmintonowych budowania kondycji i wytrzymałości w szkoleniu  zawodników badmintona.

Tak, wszystkie te wspomnienia przesuwały mi się przed oczami, w czasie podróży. I nawet trudno sobie wyobrazić, że wraz ze wspomnieniami tyle szczegółów przypomina się bezboleśnie. Do Święcan dotarłyśmy przed wieczorem. Kościół Św. Anny przepięknie odrestaurowany, zaś Cmentarz Parafialny oświetlony promieniami słońca. I ta cisza, tylko ptaki śpiewały ciesząc się z naszej wizyty. Ale o tej wizycie i o Kościele w Święcanach napiszę w następnym poście.

Cdn.

ps. Janek zmarł na raka, nie było wtedy jeszcze zbyt wielu możliwości aby znaleźć pieniądze na niekonwencjonalne  metody leczenia, cała choroba trwała zbyt krótko tylko 3 miesiace, czasami ma się wyrzuty, że można było zrobić więcej, lepiej, dotrzeć do innych lekarzy … niestety walczyliśmy z czasem… dzisiaj z rakiem walczy wiele młodych osób choćby „Chustka” kobieta pisząca bloga, chyba najlepszego w całej blogosferze, jest u mnie w blogach, walczy bo ma syna 6 letniego, sama ma 27 lat, walczy o siebie dla niego, Jego ojciec nie jest wart tego, aby opiekować się tym wspaniałym dzieckiem, dzisiaj u Li na” niedyskretach”  (też wspaniały  blog) ukazało się ogłoszenie, potrzeba pomóc Joannie zebrać pieniądze na niekonwencjonalne leczenie, proszę więc Was, moich czytaczy o każde pięć złotych, z nich bowiem zbierze się kwota niezbędna do leczenia Joanny, łączy na wszystkich jedna wielka wspaniała nitka blogosfery, dlatego zwracam się do Was o pomoc, nie dla siebie, lecz dla tej młodej Kobiety, jest tego warta!!!! podaję dane Fundacji która zbiera pieniądze dla Joanny:

Fundacja Rak’n’Roll. Wygraj życie!

ul.Chełmska 19/21, 00-724 Warszawa
Multibank
nr rachunku: 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
nr IBAN: PL 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
nr BIC: BREXPLPWMUL
tytuł wpłaty: Joanna Sałyga

Za kazda wpłatę serdeczne dzięki!

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.