Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

W sierpniowym słońcu

Autor: Jadwiga. 26 komentarzy.

Lato prawie za nami, dzieciaki szykują się do szkoły a my kończymy urlopy. Znowu wpadniemy w kierat zajęć w pracy i obowiązków domowych. Na dzisiaj przygotowałam moją ulubioną ostatnio potrawę, która podoba się całej rodzinie i jest chętnie przez wszystkich przygotowywana i jedzona. Potrawa jest bardzo szybka, łatwa a co tez ważne tania.

Na sałatkę ze świeżego szpinaku potrzebujemy paczkę (250 g) świeżego szpinaku, którą kupuję w sklepie Biedronka lub na bazarze u pani Eli. Zresztą na bazarze teraz pięknie wyglądają wszystkie stragany z warzywami i owocami. Bakłażany z błyszcząca kolorową skórką, cukinia w kolorze zielonym i żółtym, gruszki, jabłka, pomidory, sałata zielona, dębowa i masłowa, oraz kędzierzawa zielona i czerwona, borówka amerykańska, włoszczyzna pachnąca i w rozmiarach XXL oraz pierwsze grzyby. Na Szembeku jak zwykle borowiki, koźlaki a od jakiegoś czasu też kurki. Moje wypady na bazar kończą się zawsze zakupami ponadnormatywnymi, gdyż wszystko jest piękne i kusząco, dopiero w domu wraca rozsądek i zastanawiam się, co autor miał na myśli kupując na przykład dwa kilogramy gruszek i nektarynek? Teraz już wiem, że z nektarynek upieką ciasto szybkościowe marki „bzium” natomiast gruszki użyję wraz z melonem i borówką amerykańską do przyrządzenia ochładzającej sałatki owocowej.

Dzisiaj podam przepis na:

Sałatka ze świeżego szpinaku z łososiem wędzonym zimnym dymem

Składniki: paczka szpinaku mytego (250 g), łosoś wędzony w zimnym dymie (możemy kupić w Biedronce lub Lidlu. Nie, nie jestem związana z żadnym ze sklepów sieciowych i nie uprawiam nijakiej reklamy. Po prostu te dwa sklepy są w okolicy i bardzo często robię tam zakupy. Warzywa i owoce kupuję na targu, ale prawdę mówiąc to pomidory również kupuję w wymienionych sklepach, gdyż są pięknie pachnące pomidorami, zdrowe i bardzo świeże, a zakupione w większej ilości układam w skrzynce na tarasie i mam piękną ozdobę z warzyw a także pomidory dostępne w każdej chwili. Zresztą pani Jadzia opiekunka ojca również układa je w skrzynce na tarasie u ojca.

Wykonanie sałatki:

Na dwa talerze układam świeże listki szpinaku, polewam sosem przygotowanym z łyżeczki musztardy, łyżeczki lub dwu miodu naturalnego, octu winnego białego z Modeny, 2 łyżeczek oliwy extra virgin, mieszam, sos musi mieć konsystencję dość gęstą. Polewam listki szpinaku, posypuję płatkami migdałowymi lekko podsmażonymi na patelni z kilkoma kroplami oliwy z pierwszego tłoczenia.

Na talerzu już pyszni się sałatka ze szpinaku, na wierzch układam łososia i oto mam najpyszniejsze i najszybsze danie na ostatnie dni lata. Zresztą zobaczcie jak ładnie wygląda na zdjęciach, na których sałata jest zaprezentowana na osobnym talerzy i na drugim leży porcja łososia.

Wszystkim polecam to proste i pyszne danie, którego przygotowanie zajmuje 10 minut, a obiad lub kolacja jest wykwintnym przeżyciem kulinarnym. I proszę się nie martwić, ze szpinak jest błe  i  źle przyjmowany przez dzieci. Nie, wczoraj przygotowałam taka sałatę i obie moje wnuczki jadły chwaląc pomysł. Polecam zatem wszystkim na nadchodzący ostatni weekend wakacji. Korzystajmy z zaoszczędzonego czasu, spędźmy go z rodziną ciesząc się dobrą pogodą i ostatnimi ciepłymi promieniami słońca.

 Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego weekendu

Wasza Jadwiga

Urodziny

Autor: Jadwiga. 36 komentarzy.

Sierpień, piękny słoneczny dzień a ja w ferworze zajęć domowych i zakupów, bo właśnie dostałam mieszkanie i starałam się dokonać rzeczy niemożliwej a mianowicie kupić firanki, zasłony oraz oczywiście jakieś meble. Nie było to wcale takie łatwe jak się obecnie wydaje. Firanki wypatrzyłam w DT Centrum, więc zakupiłam, kilka metrów (tyle ile było coś około 8) gdyż była to końcówka serii. Szczęśliwa i dumna powędrowałam z firankami pod pachą ulicą Marszałkowską w stronę MDM. Któraś z moich koleżanek powiedziała mi, że w Cepelii widziała piękne zasłony i pewnie by mi się spodobały. Więc podrałowałam. Zasłony były w moim ulubionym kolorze ciemno zielonym zaś wzór był w kolorze złotym, nie pamiętam dobrze, czy były haftowane, czy też tak zostały utkane. Pani sprzedawczyni, miła osoba szybko wyliczyła ile tego szczęścia mam kupić do saloniku 14 metrowego… Razem wyszło coś około 12 metrów, bo salonik miał wysokość 2,45 m a szerokość wynosiła około 4 metrów no i posiadał dwa okna, jedno wielkie balkonowe a drugie mniejsze pojedyncze.   Tak czy owak, materiału było dużo, no i wcale nie był taki lekki, a ja już dźwigałam ileś metrów firanek. Ale co tam, co to jest dla młodej kobiety kilkanaście metrów materiału ciężkich zasłon plus firanki. Byłam bardzo szczęśliwa, że w ogóle taki towar dostałam i pokój będzie stosownie udekorowany. Ani mi przez myśl nie przeszło, że wszystko razem będzie ważyło kilkanaście słodkich kilogramów. Pani ekspedientka pięknie zapakowała mi zasłony w dwie paki owiązała sznurem(!!!) takim do pakowania pocztowych paczek, zasłony nie były zapakowane w żaden papier, żadna siatkę choćby i plastikową, zostały złożone w kostkę, a raczej niebotycznych rozmiarów kość i podane mi z wdziękiem. Proszę oto pani pakunki. Uff…

Co było robić, zapytałam pani ekspedientki czy mogłyby te pakunki poleżeć tylko chwilkę a ja skoczę i złapię taksówkę. Ależ oczywiście, odpowiedziała miła pani.

Poszłam na postój taksówek i po odczekaniu 40 minut wróciłam do Cepelii jak niepyszna. No i co? Usłyszałam pytanie. Ano nic, taksówek nie ma, ani jednej ani nawet nikt się nie zatrzymał abym mogła się dosiąść. Ach tak… pokiwała głową miła pani. Zafrasowałyśmy się obie, ja zastanawiałam się jak szybko odpadną mi ręce a pani pewnie myślała, czy mam wszystkie klepki w głowie na swoim miejscu.  Co było robić, wzięłam obydwa tłumoki i wyturlałam się ze sklepu. Dokładnie tak, wyturlałam się, bo jak inaczej nazwać kobitę niosącą ogromne dwa pakunki plus przywieszony dodatkowy na ramieniu tłumok z firankami. Jednak, czego się nie robi dla rodziny? Dobrze, że sklep Cepelii nie był daleko od przystanku autobusu pośpiesznego linii „B”. Jakieś sto pięćdziesiąt metrów zmagań i już usiadłam na przystankowej ławeczce. Pierwszy etap mojej drogi przez mękę odbyty. Ciągle zadowolona, ciągle uśmiechnięta, szczęśliwa posiadaczka nabytych towarów za ciężkie pieniądze wzięte na raty w mojej instytucji. Hmmm. ..Autobus przyjechał dosyć szybko i zaczęły się schody.  Wysokie stopnie wejściowe do tegoż autobusu marki Jelcz nijak nie pozwalały na pokonanie ich bez przeszkód, dwie paki zasłon, plus firanki na ramieniu dociążały mnie kilkunastoma dodatkowymi kilogramami, a ja cała gruba i okrągła w dziewiątym miesiącu ciąży! W końcu jakiś pan zlitował się nade mną i mamrocząc coś o mnie i moim braku odpowiedzialności pomógł mi wtargać paki. Zapytał jeszcze czy w takim stanie nie powinnam poprosić męża o pomoc. Taaa, biedny człowiek nie wiedział wcale, że mój ślubny od 25 dni przebywał na zgrupowaniu judo, jako trener i wcale to a wcale nie mógł wrócić przed końcem sierpnia. Szkolenie, zawodnicy, plany, wszystko było bardzo ważne, a ja żyjąca na co dzień z trenerem najlepszym z najlepszych nie mogłam mu zawracać głowy jakimiś „drobiazgami”. Taa, drobiazgami , wcale nie takimi małymi i lekkimi.

Udało się! Pan usadowił mnie blisko wyjścia, pakunki położył u moich stóp i tyle.  Miejsc siedzących nie było, jak również nie było nikogo chętnego aby ustąpić miejsca, wszyscy jak jeden mąż gapili się w okno oglądając ciekawie ulicę Marszałkowską, al. Jerozolimskie i mijane DT CENTRUM.  Do skrzyżowania ul. Świerczewskiego z ul. Marchlewskiego dojechaliśmy szybko, szybciutko, zanim nieco odpoczęłam. Cóż było robić? Wysiadłam, ktoś podał mi moje coraz cięższe paki, drzwi się zamknęła a ja zostałam na przystanku.  O telefonach komórkowych w roku 1970 nikt nie słyszał, ani nikt nie miał pojęcia, drzeć się na cały głos mamo, tato, jestem tu nie wypadało, wzięłam moją zdobycz  i noga za nogą drałowałam do domu.  W pewnym momencie ktoś szarpnął mnie za rękę i krzyknął: siostra, czy ty zwariowałaś, co ty tam dźwigasz? Oj Zbysiu jak dobrze, że jesteś, kupiłam zasłony i firanki. Ty chyba na głowę upadłaś, co ty robisz… Zbyszku, błagam nie drzyj się na mnie, nie krzycz, ludzie słyszą, myślą, że jesteś moim mężem, z którym weszłam w rodzinny spór. A on na to, gdybyś nie była w tym stanie w jakim jesteś to dałbym ci w … No dobra, dobra, już koniec…

Doszliśmy do domu we względnym spokoju, on tylko furczał od czasu do czasu.

Winda, drzwi mieszkania rodziców i niestety lament mojej matki, czyś ty… itp., itd.  Co oni wiedzieli, przecież ja zdobyłam wymarzone firany i zasłony a oni tak beznadziejnie nie mogli zrozumieć, że to była szansa, jedna z niewielu, bo gdyby nie to, że jestem w ciąży nigdy bym w ciągu kilku godzin nie załatwiła zakupu obu zdobyczy.

Wysłuchałam co mieli do powiedzenia moi najbliżsi, poprosiłam o kefir zimny z lodówki a najlepiej łyk piwa, którego oczywiście mi odmówiono, rozparłam się na kanapie łapiąc powietrze, bo ciepło było co najmniej jak dzisiaj. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że za kilka godzin zaczął boleć mnie brzuch, początkowo lekko, później trochę mocniej. Eeee , to pewnie morele i śliwki, które zjadłaś,  powiedziała karząca siła sprawiedliwości czyli mama, eee tam, nie martw się, pewnie niosłaś te toboły i  zaszkodziło  ci  -dopowiedział brat. W końcu pomyślałam mama wie co mówi, może rzeczywiście śliwki, a może morele. 

Spać to ja nie spałam, ale jakoś kręciłam się po jedynym pokoju jaki mieliśmy i myślałam,  liczyłam i jeszcze raz liczyłam, ale z nerwów nie mogłam się doliczyć jak to ze mną jest. Termin miałam wyznaczony na wrzesień, więc spokojnie, mam jeszcze dwa tygodnie minimum. Acha, terminy terminami a życie, życiem. O czwartej nad ranem wezwałam taksówkę i pojechaliśmy do szpitala. Córcia urodziła się po osiemnastu godzinach ciężkiej wspólnej pracy. Aaaa mówicie, że mogłam poprosić o wspomaganie, no niestety nie, nie było tych dobrodziejstw, którymi obecnie dysponują szpitale.

Cieszę się, że córeńka, która urodziła się czterdzieści dwa lata temu w dniu 20 sierpnia była zdrowa, piękna i mądra i tak jej zostało do dzisiaj. Kochanie wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia i miłości, radości i sukcesów oraz wielu powodów do dumy z Twoich dzieci, tak jak ja jestem dumna z Ciebie. Sto lat!

Mama

List

Autor: Jadwiga. 40 komentarzy.

List, który dzisiaj publikuję musiał poczekać na zakończenie Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012. Wydawało mi się, że tak ważne podziękowanie dla mnie i moich czytelników nie może być przekazane pomiędzy jednym a drugim rzutem lub też biegiem, czy pływaniem na windsurfingu RS:X przez Zosię Noceti Klepacką ulubienicę wszystkich kibiców a także i moją..

List   zeskanowałam i można go oczywiście przeczytać klikajac dwukrotnie , tym niemniej przepiszę go w treści niezmienionej aby wszyscy mogli  się z nim zapoznać:

Jadwiga ślawska Szalewicz

Dziękuję pięknie wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom bloga „Okiem Jadwigi” za zainteresowanie jakie wywarło moje wspomnienie tu publikowane na temat Giełd Piosenki, organizowanych w warszawskim „Largactilu” na Rynku Starego Miasta w czerwcu 1962. Tobie Jadziu też serdecznie dziękuję, odwzajemniam wszystkie pozdrowienia jakie padły, za Twoim pośrednictwem pod moim adresem.

Oczywiście wszystkich Giełd Piosenki w Warszawie, było ponad 100! Od roku 1963 – była to zresztą oficjalna impreza Programu III Polskiego Radia, później jeszcze Naczelnej Redakcji Literackiej. Na Radiowych Giełdach Piosenki, zaprezentowałem w sumie ok. 3 tys. utworów. Około tysiaca nowych polskich artystów i wykonawców późniejszych gwiazdorów Opola. Jeśli zechcesz Droga Jadziu, na łamach swojego bloga, zacytować inne jeszcze strony: plotki, programy, anegdoty z tej książki – masz moje zezwolenie i zgodę – ponieważ zanim zjawi się wydawca, który książkę wyda, obawiam się, że nie będzie już nikogo na tym świecie – kto tę piękną i ważną dla warszawskiej kultury imprezę pamięta. A w dodatku chciałbym aby na Twoim blogu pojawiły się fotografie artystek i artystów z tamtych lat nadsyłane przez fotografików i osoby, które tę imprezę fotografowali. Nie da się ukryć, że była to impreza na której bywały najpiękniejsze dziewczyny ówczesnej Warszawy (aktorki, modelki, artystki filmowe) i bardzo przystojni młodzieńcy. W ten sposób przy okazji tych moich wspomnień o giełdach, powstanie też okazja do sentymentalnych westchnień jak w pięknej piosence Marleny Dietrich: Gdzie dziewczyny z tamtych lat? I gdzie są chłopcy z tamtych lat?

                                                                                                                               Pozdrawiam Ciebie serdecznie

                                                                                                                               Moja młodsza koleżanko

                                                                                                                               Zbigniew Adrjański

Warszawa 31 Lipca 2012

Z przyjemnościa prezentuję ten list, gdyż w komentarzach przesyłaliscie pozdrowienia dla Zbyszka i Jego Żony, oczywiście wszystkie zostały przekazane, mało Zbyszek  jest moim wiernym Czytelnikiem ale tez i Mentorem. Za ciepłe słowa serdecznie dziękuję. Historia polskiej piosenki jest mi bliska z wielu względów ale najważniejszy to moja młodość, podczas której właśnie Nasze Gwiazdy – młode i piękne umilały nam wieczory i randki z chłopakami.

Zbyszku serdecznie dziekuję!

Jadwiga

 

Piosenkę śpiewa Marlena Dietrich 

http://www.youtube.com/watch?v=aLAxbQxyJSQ

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.