Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

            Zaproszenie na Galę Jubileuszu 60-lecia Muzeum Sportu i Turystyki otrzymałam prawie trzy tygodnie temu, zaproszenie odłożyłam i prawie o nim zapomniałam, gdyż przygotowywałam się do szpitala, co pociągało za sobą zwielokrotnione wizyty u różnych lekarzy oraz wykonanie wielu dodatkowych badań. W końcu okazało się, że operacja musi być odłożona z wielu powodów, które jak grzyby po deszczu zaczęły rosnąć w ciągu ostatnich miesięcy. Kilka dni temu robiąc porządki znalazłam owo zaproszenie i postanowiłam uczestniczyć w wielkiej gali zorganizowanej w Centrum Olimpijskim w dniu 11 października 2012 r. Dyrektora Muzeum pana Tomasza Jagodzińskiego znamy od wielu lat, pamiętam dokładnie jego debiut dziennikarski w Przeglądzie Sportowym tym bardziej, że szlify dziennikarza zdobywał jeżdżąc prawie na wszystkie imprezy badmintona, jakie były organizowane w Polsce. Często spotykaliśmy się na dworcu w Warszawie, a jadąc pociągiem zawzięcie dyskutowaliśmy nad rozwojem badmintona w Polsce, on zaś opowiadał o sobie o swoich pasjach o ciężkiej pracy w kopalni w Bełchatowie. Tak, od tamtych pamiętnych czasów minęło 35 lat. I oto ten sam Tomasz Jagodziński dzisiaj dyrektor Muzeum Sportu i Turystyki będzie gospodarzem wielkiej Gali Jubileuszowej.

               Honorowy Patronat Jubileuszu objął Marszałek Województwa Mazowieckiego pan Adam Struzik uczestnicząc osobiście w kilku imprezach celebrujących święto sześćdziesięciolecia tej jedynej w swoim rodzaju placówki w Polsce.

Siedzibą Muzeum Sportu i Turystyki jest Centrum Olimpijskie, gdzie całe piętro drugie jest oddane dla potrzeb ekspozycji stałej a także wydzielona jest  dodatkowa powierzchnia dla potrzeb ekspozycji czasowych. Warunki ekskluzywne, ale… wróćmy na chwilę do początków Muzeum, do bardzo skromnych początków – instytucji mieszczącej się w jednym pokoju, gdy to w roku 1949 Główny Komitet Kultury Fizycznej powołał komórkę organizacyjną zalążek przyszłego muzeum  na ul. Rozbrat 26.  Oficjalne powołanie Muzeum nastąpiło w roku 1952 a pierwszym dyrektorem została pani Maria Morawińska-Brzezicka.  Zbiory rosły i wraz z tym bogaceniem należało powiększyć powierzchnię wystawienniczą oraz magazynową, dlatego Muzeum zostało przeniesione do Akademii Wychowania Fizycznego gdzie znalazło lepsze warunki, ale nie trwało to zbyt długo iMuzeum powróciło na ul. Rozbrat gdzie wygospodarowano dla niego około 250m kwadratowych powierzchni wystawowej.  W roku 1955 otwarto stałą ekspozycję.  W roku 1958 przyznano Muzeum plac u zbiegu ulic Senatorskiej i Podwale, projekt budynku był gotowy, lecz w następnym roku władze miast cofnęły zezwolenie na budowę, wtedy też powstała koncepcja przeniesienia muzeum na teren Stadionu „Skry” (rok 1966) a właściwie pod jego trybuny, gdzie po adaptacji wschodniej części obudowy stadionu zaprojektowano wnętrza i nastąpiło otwarcie Muzeum w roku 1966. Pani Maria Brzezicka piękna kobieta, wielbicielka Muzeum a na co dzień żona szablisty Arkadego Brzezickiego starała się ze wszystkich sił aranżować darowizny, zakupy, na które trzeba było pieniędzy, ale czego nie zrobi piękna zmotywowana kobieta? Muzeum rozrastało się ilość darczyńców rosła a wraz z nimi powiększały się eksponaty Muzeum. Pani Maria miała wiele pomysłów, które realizowała zachęcając do nich przyjaciół męża. Pan Wojciech Zabłocki poproszony o przygotowanie scenariusza ekspozycji szermierczej zaproponował wykonanie dioramy przedstawiającej turniej rycerski na Wawelu, którą to dioramę „…znakomicie wykonał szef sekcji szermierczej Krakowskiego Klubu Szermierzy, wielce dystyngowany pan „Lulu” Boczar. Ponieważ diorama stała się atrakcją ekspozycji zamówiono u niego drugą makietę, przedstawiająca turniej kuszniczy Bractwa Kurkowego w Krakowie. Niezwykłe dla mnie było to, że „Lulu” wykonał wszystkie swoje malutkie i precyzyjne modele wiecznie trzęsącymi się rękoma. Jak mówił ta trzęsionka zaczęła się po walkach w Fabryce Papierów Wartościowych w Warszawie w czasie Powstania Warszawskiego, kiedy gonił się z Niemcami po korytarzach, poruszając bez przerwy palcami, żeby pierwszy pociągnąć za spust…, Co mu się zresztą udawało… W roku 1972 pani Maria Brzezicka została zaproszona do Lozanny, jako konsultantka powstającego tam Muzeum Olimpijskiego. Zaproponowała wówczas panu Wojciechowi Zabłockiemu przygotowanie ekspozycji antycznej. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale przypuszczalnie wtedy zostałem zarażony bakcylem olimpizmu, który drąży mnie do dzisiaj i prawdopodobnie jest nieuleczalny…” Tak kończy swoje wspomnienia dotyczące pracy na rzecz Muzeum Sportu i Turystyki pan prof. dr hab. inż. architekt Wojciech Zabłocki obecny Przewodniczący Rady Muzeum. Pani dr Maria Morawińska- Brzezicka była dyrektorem Muzeum w latach 1952 – 1978, następnie funkcję objął pan mgr Kazimierz Pieleszek 1978-1992 a od roku 1992 do 2008 pani r Iwona Grys i to właśnie za jej czasów wizytę w Muzeum Sportu i Turystyki ”pod trybunami Skry” złożył Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik.

Przykry to był widok gdyż wystawy organizowane w tym przybytku miały ogromny potencjał poznawczy natomiast warunki, w jakich przyszło je organizować  były przerażające. Wspomniał o tym pan Marszałek Struzik w swoim przemówieniu. W roku 2000 wizytował osobiście ten obiekt muzealny na „Skrze” i jak sam powiedział był wielce zaskoczony faktem, że zastępca dyrektora muzeum ma swoje biurko przy samym wejściu pod schodami, natomiast ówczesna pani dyrektor Iwona Grys siedzi w pokoju a za jej plecami po ścianie płynie woda. Iwona dusza tegoż muzeum od wielu lat ( w Muzeum przepracowała 39 lat) z uśmiechem powiedziała ależ panie Marszałku nie jest najgorzej! Dobrze, że mamy w miarę zabezpieczone nasze najcenniejsze eksponaty.

I tak zaczęła się swoista walka o przeniesienie Muzeum, ale nikt nie wiedział wówczas gdzie i do jakiego budynku. Propozycji było kilka, ale żadna nie spełniała kryteriów dla tego typu instytucji. Dopiero rozpoczęcie budowy Centrum Olimpijskiego i oddanie budynku w maju 2004 zrodziło pomysł ulokowania tej znakomitej placówki właśnie w Centrum, tu gdzie mieścił się Polski Komitet Olimpijski, gdzie powołano do życia Centrum Edukacji Olimpijskiej, oraz gdzie Muzeum zorganizowało wystawę na otwarcie Centrum w roku 2004 Polski debiut Olimpijski – Chamonix i Paryż . 

Wysiłki wielu osób ukoronowane zostały sukcesem i podpisano umowę pomiędzy Polskim Komitetem Olimpijskim, Urzędem Marszałkowskim oraz Muzeum Sportu i Turystyki lokując Muzeum w Centrum Olimpijskim w Warszawie przy ul. Wybrzeże Gdyńskie 4 (adres podaję na wszelki wypadek gdybyście chcieli kiedyś odwiedzić Muzeum i jego wspaniałą ekspozycje stałą, warto!).  Zaczęło się przenoszenie Muzeum, ale nie, nie, nie było to tak proste jak sobie wyobrażacie. Centrum Olimpijskie jest nowoczesnym budynkiem z pełną wentylacją i klimatyzacja zarządzaną elektronicznie. Te właśnie nowoczesne urządzenia wymagały specjalnego przygotowania zbiorów do przeniesienia do siedziby w Centrum. Całość zbiorów musiała zostać odgrzybiona, przejść specjalistyczną procedurę w specjalnych komorach – urządzeniach, które odkaziły bakteriologicznie wszystkie elementy zbiorów w sumie 55.000 obiektów muzealnych).  Operacja była niezwykle skomplikowana i wymagała czasu, a opracowanie stałej ekspozycji również było czasochłonne. Prace zostały zakończone i w roku 2005 Muzeum Sportu i Turystyki znalazło swoją siedzibę w prestiżowym budynku Centrum Olimpijskiego a Polski Komitet Olimpijski stał się w sposób naturalny instytucja najintensywniej i najdłużej związaną z Muzeum. Muzeum Sportu i Turystyki, jako instytucja świata sportu od roku 1999 zaznaje dobrodziejstw spokojnej i stabilnej pracy, jako instytucja kultury Samorządu Województwa Mazowieckiego…

Cedeen

Wszystkie fotografie otrzmałam od Mojego Wielkiego Przyjaciela Jana Rozmarynowskiego, Janku bardzo Ci dziękuję, jesteś niezawodny!

Jadwiga

 

        Igrzyska OlimpijskieLondyn 2012  pozostały tylko wspomnieniem, nadszedł czas podsumowań, rozliczeń, walki wyborczej w polskich związkachsportowych  letnich dyscyplin olimpijskich. I właśnie wczoraj 6.10.2012 w Sali konferencyjnej budynku Kolmexu odbył się Krajowy Zjazd Sprawozdawczo Wyborczy Polskiego Związku Badmintona. Jako Honorowy Prezes tego Związku mam obowiązek krótkiego poinformowania o tym, co się działo podczas zjazdu.

Po pierwsze goście: Podsekretarz stanu w MSiT pan Jacek Foks, Wojciech Fortuna złoty medalista XI Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sapporo 1972. Specjalnie dla Was wynalazłam piękny film o panu Wojciechu, który polecam:

http://www.youtube.com/watch?v=prDmOExyMu0

http://www.youtube.com/watch?v=rkD1XbyoAxc&feature=related

Zapytacie dlaczego Wojtek Fortuna był obecny  na zjeździe badmintona? Pan Wojciech od lat mieszka na Suwalszczyźnie, gdyż zakochał się w pięknej dziewczynie, która została Jego żoną i mieszkają pod Suwałkami, stąd kontakty ze sportem z władzami Suwalszczyzny i z badmintonem. Zresztą jesteśmy ze ślubnym od lat zaprzyjaźnienie z panem Wojciechem a także ponownie zaproszeni do pana Wojtka i skorzystamy z tego zaproszenia, ponieważ bardzo chcę wam  opowiedzieć  Jego historię nie tylko złotego medalisty w skokach narciarskich z roku 1972,ale też historię  o górach, o Zakopanem, o pobycie w USA oraz o tym jak łatwo zapomnieć o medalu, człowieku i ile trzeba przeżyć aby pozbierać swoje życie znowu „do kupy” i nie dać się nie tylko zapomnieć ale robić wiele fanstastycznych rzeczy dla sportu  i dla młodzieży. Ta historia czeka na moje opisanie, a będzie bardzo interesująca.

Gośćmi Zjazdu byli równie Prezesi Honorowi Andrzej Szalewicz i Jadwiga Ślawska Szalewicz. Na sali  wśród delegatów zauważyłam byłych zawodników obecnie działaczy Bożenę Siemieniec- Bąk panią prezes OZBad Opole i Jarosałwa Bąk z Opolskiego Związku Badmintona czy też Dorote Danielak z Piotrkowa Trybunalskiego, Joannę Szleszyńską Łogosz z Suwałk.

Po powitaniach ustępujący prezes Marek Krajewski zaproponował Piotra Kalinkowskiego na przewodniczącego obrad, zaś z sali padła propozycja kontr kandydata p. Tadeusza Brzozowskiego. Krótka dyskusja na temat czy wybór przewodniczącego ma być jawny czy tajny, zjazd przegłosował wybór jawny i za chwilę wszystko jest jasne. Przewodniczący Zjazdu Piotr Kalinkowski zastępcą wybrano Lecha Szargieja z Białegostoku. Z chwilą wyboru przewodniczącego właściwie jasnym się staje, kto zostanie prezesem związku i czyja frakcja wygra.  Wybór prowadzącego zjazd zawsze( a sama uczestniczyłam we wszystkich zjazdach Polskiego Związku Badmintona, również Polskiego Komitetu Olimpijskiego) jest odzwierciedleniem atmosfery panującej na Sali, pierwszych emocji, podziału głosów a także jest demonstracją siły kandydata na prezesa. Dlatego po wyborze prowadzącego zjazd wiedzieliśmy z Andrzejem, że większą determinację w nadchodzącej walce oraz liczbą delegatów dysponuje ustępujący prezes, co zresztą w dalszej części obrad było widoczne.  Zawiązana przed zjazdem opozycja z byłym prezesem Michałem Mirowskim dysponowała siłą około 26-30 głosów, ale przy uprawnionych do głosowania 99 delegatach, ta ilość nie była wystarczająca. I teraz mogłabym już zakończyć moje sprawozdanie, jednak pozwólcie mi na kontynuowanie, gdyż nie wszyscy czytający uczestniczyli w takich obradach i mogą nie znać procedur, a ja chciałabym pokazać jak funkcjonuje polski związek sportowy nie tylko w mojej dyscyplinie, ale też w innych, gdyż procedury obrad zawsze są takie same, lub tylko nieco różnią się.  Nie bójcie się nie będę omawiała wszystkich wystąpień, nie, nie byłam i nie jestem stenografką, ani protokólantką, tym niemniej nieco uchylę rąbka obrad.

Pan Jacek Foks przedstawiciel MSiT życzył zjazdowi udanych obrad.   Po tym wystąpieniu zjazd przystąpił do swojej pracy. Wybrano Komisję Mandatowo Skrutacyjną ( w składzie: Sł. Moździoch, J. Jagodziński, J.Ociepa, A.Bunio, J.Kurkowski, K.Augustyn), która miała za zadanie stwierdzić prawomocność obrad a także obliczała głosy w głosowaniach zarówno jawnych jak i tajnych. Musicie wiedzieć, że tajne głosowanie obowiązuje zawsze przy wyborze prezesa, członków zarządu oraz członków komisji rewizyjnej.

Następny punkt porządku obrad to odznaczenia dla osób, które pomagały związkowi oraz starały się pomóc w organizacji imprez krajowych i zagranicznych a także dla klubów, które osiągnęły znaczące sukcesy. I tak dyplomy otrzymali przedstawiciele Firm Yonex, Sportimpex za pomoc w dostarczeniu lotek, organizatorzy międzynarodowych zawodów Marek Zwadka, który zorganizował Międzynarodowe Mistrzostwa Polski 2012 w Lubinie, zaś Wiesław Chrobot Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Juniorów 2012 w Płocku. Ponadto kluby UKS Hubal Białystok, UKS  Kiko Zamość, LKS Technik Głubczyce, Orlicz Suchedniów otrzymały wyróżnienia za pracę z młodzieżą. Pan Zbyszek Wojciechowski otrzymał dyplom za wszechstronną działalność w badmintonie, zaś Andrzej Szalewicz za współpracę w sprawach dotyczących Igrzysk Olimpijskich a także pozyskaniu dla związku badmintona funduszy z Solidarności Olimpijskiej. Pan Podsekretarz Stanu wręczył Krzyż Kawalerski O O Polski Krzysztofowi Englanderowi za całokształt działalności w badmintonie od roku 1957, zaś zawodnicy Nadieżda Zięba i Robert Mateusiak otrzymali wyróżnienia za zdobyty tytuł Mistrzów Europy 2012 w grze mieszanej, a także medale pamiątkowe PKOL i dyplomy za zajęcie piątego miejsca na IO Londyn 2012.  Na tym zakończono część oficjalną i zjazd przystąpił do swoich obrad.

Prezes odczytał sprawozdanie z działalności zarządu za ostatni rok (pamiętamy przecież, że rok temu w Październiku obradował Nadzwyczajny Krajowy Zjazd Delegatów, zwołany przez kluby w celu wyboru w trybie nadzwyczajnym nowych władz Polskiego Związku Badmintona, zainteresowanych odsyłam do stosownego wpisu z dnia 2.2012011 r.) . Poszczególni członkowie zarządu sprawozdawali ze swojej działalności.

I tu na odnotowanie zasługuje wystąpienie A. Kaweckiego, który w swojej wypowiedzi krytycznie odniósł się do sławetnej uchwały nr 43 Zarządu Polskiego Związku Badminton, (uchwała ta Zarząd PZBad ukarał olimpijczyków  startujacych w IO Londyn 2012 w badmintonie, zainteresowanych odsyłam do strony www.badmintonzone.pl gdzie jest dyskusja na ten temat, )w krókich słowach broniąc stanowiska zarządu związku. Stwierdził, że uchwała ta z punktu widzenia PR nie była dobra, oraz nie dała prawa do skonsumowania w należyty sposób sukcesu odniesionego na Igrzyskach Olimpijskich naszej pary mieszanej Nadia Zięba /Robert Mateusiak, a wręcz przyniosła szkodę dla wizerunku dyscypliny. Ja w dalszym uważam, że wszelkie sprawy dyscyplinujace powinno załatwiać sie w zaciszu gabinetów. Rozmowa jest najlepszą formą wyjaśniania wszelkich sporów. W okresie mojej prezesury zawodnicy również  nie byli „aniołkami”, ale ja zawsze starałam się w sposób „pokojowy” rozwiązywać nasze różnice zdań. Sposób ten był bardzo dobry, gdyż nie niszczył dobrego wizerunku związku i w ten sposób sponsorzy Polskiego Związku Badmintona tacy jak: NOKIA, Towarzystwo Bankowo Ubezpieczeniowe HEROS, później Towarzystwo Ubezpieczeniowe WARTA, Huta Szkła IRENA, Kompania Browarska (LECH), Zakłady Piwowarskie w Sierpcu (Piwo Kasztelańskie) WOT, Warmia Olsztyn, Sunset Suits i inni pomniejsi sponsorzy chętnie wiązali sie z  badmintonem.  Czasami trzeba się głęboko  zastanowić  aby nie wylać „dziecka z kąpielą” a śpieszyć się należy przy łapaniu pcheł, jak mawiała moja babcia.  W tym działaniu zabrakło wyobraźni, jakie skutki poczyni taka uchwała. Wiemy, że w dzisiejszych czasach sponsorzy nie rosną jak grzyby po deszczu, że firmy cenią swój wizerunek i wiążą się tylko i wyłącznie ze związkami sportowymi, które dbają o swój image, a sprawy trudne związki załatwiają przy drzwiach zamkniętych. Wtedy efekt jest większy a kompromitacja mniejsza, a także jest szansa na pozyskanie bogatego sponsora. No cóż nauka kosztuje, czasami zbyt dużo.

Krajowy Zjazd Delegatów obradował przez 10 godzin. Moja informacja nie jest oficjalnym sprawozdaniem tylko zbiorem moich własnych uwag i przemyśleń, które nasunęły mi się w czasie obrad.

Oczywiście zjazd uchwalił nowy statut związku, a komisja wniosków i uchwał odnotowała wszystkie zgłoszone ważne sprawy, które będą wytycznymi dla badmintona w pracy w nowym czteroleciu.

Prezesem Polskiego Związku Badmintona na nową czteroletnią kadencję wybrano Marka Krajewskiego, wybrano również zarząd związku w składzie A. Kawecki, P. Kalinkowski, W. Adamczyk, Z. Wojciechowski ,Stańko oraz trzy osobową komisję rewizyjną w składzie Z. Szałagan, M. Czapliński, L. Szargiej.

Nowym władzom życzymy siły, wytrwałości, rozwagi w podejmowaniu wszelkich decyzji i uchwał a także sukcesów sportowych w kolejnych czterech latach pracy dla dobra polskiego badmintona!

O Krajowym Zjeździe Delegatów obradującym wczoraj w Warszawie informowała Honorowa Prezes PZBad

Jadwiga Ślawska Szalewicz

Gdyby ktos był zainteresowany albumem zdjęć oraz innymi bardzo ciekawymi refleksjami na temat badmintona zapraszam

www.badmintonzone.pl

Wiadomość z ostatniej chwili

W dniu 8.10.2012 o godz.5.00 rano zmarł trener badmintona z Piotrkowa Trybunalskiego pan  Zbyszek Morawiec

Cześć Jego Pamięci!

 

 

Mój blog zaczęłam pisać jakoś tak w grudniu 2009. Namówiono mnie raczej aniżeli była to moja inicjatywa. Rozmawiałyśmy wiele razy z Moniką i właśnie Ona rzuciła pomysł, abym pisała bloga. Czy wy w ogóle zrozumiecie mnie, osobę bądź co bądź dorosłą, nawet powiedziałabym bardzo dorosłą a jak dla mnie to zbyt dorosłą, że wtedy nie wiedziałam o tym, że istnieje blogoosfera, że blogowanie jest cool, bo ja  nie wiedziałam co to jest blog.  Po krótkim wyjaśnieniu stwierdziłam, że może i blogi to fajna sprawa, ale nie dla mnie, bo co ja tam będę pisała a poza tym, o czym, o kim? Monika starała się i to w krótkich żołnierskich słowach wytłumaczyć mi, co to jest, jak się to je, i w jaki sposób tym to działa. No, no robiło się coraz ciekawiej. Krótko mówiąc, aby was zbytnio nie znudzić, ustaliłyśmy, że zamiast siedzieć u niej w biurze i opowiadać te swoje historie (historii z moich eskapad zagranicznych kilka jej opowiedziałam) napiszę coś na próbę i podeślę pocztą elektroniczną. Monikę znałam od wielu lat i chociaż jest znacznie młodsza ode mnie lubimy się i przyjaźnimy. I tak po kilku wprawkach, po wysłaniu Jej pięciu czy sześciu opowiadań sprawa blogu została przyklepana. Pozostawała jego nazwa oraz miejsce na serwerze, ale to pozostawiłam młodszej koleżance. Chciała mnie wkręcić w blogownię, to niech wymyśla dalej. Ja sobie spokojnie myślałam, trochę pisałam, bo uznałam, że będę musiała narzucić rytm pracy, aby wymyślać tematy, o których tak bardzo lubiłam opowiadać. Dziewczyny z Agencji wymyśliły tytuł, i sprawy ruszyły z miejsca. Tak weszłam w blogosferę i zaczęłam uczyć się wszystkiego od nowa. Otrzymałam kilka krótkich zdań w formie instrukcji co i jak, kto kogo, komu co wpisuje, jak to działa i w ten sposób uzbrojona w wiedzę ruszyłam w przestrzeń wirtualną, w której dotychczas nie bywałam.

Zaczęłam odwiedzać różne blogi, uczyłam się komentarzy, czytałam, komentowałam, zbierałam doświadczenia. Zresztą gdy popatrzycie na swoje blogi na pojawianie się moich komentarzy będziecie wiedzieli, od kiedy składam wam wizyty i jakie ślady zostawiałam po sobie. Zanim wybrałam blogi, które znajdują się w moim spisie bardzo dużo czytałam. Sami wiecie jak to jest, czytasz jedną stronę druga jakoś sama wchodzi w oczy, a stąd już bardzo niedaleko do następnej i następnej. Tak znalazłam Barnabę, jak się okazało mojego Kolegę prawie po fachu, tak znalazłam Zośkę, Jolantę, Rodorka, Gordyjkę, Hurghadę, Azalię, Bajdurki z ciotką Pleciugą, Teresę, Pół wieku.., Nivejkę, Notarię,  Niedyskrety,  Beę w kuchni, Jasną8,  Ewę, Bluźniercze Plotki, no i, a może przede wszystkim Helenę Rotwand.

Zupełnie nie pamiętam kiedy i jak  to się  stało, że weszłam na Jej blog i tam pozostałam na długo,  na zawsze. Blog miał fajna nazwę „Opętanie, czyli zgubne skutki masażu stóp”. Hmmm, masażu, ciekawe, to jakby z mojej dziedziny? Co, nie? No nie, wcale nie!

Czytałam wszystko co zostało wpisane, po jakimś czasie zaczęłam nieśmiało komentować. Blog podobał mi się i to bardzo. Nie wiedziałam zupełnie kto go pisze, znałam nazwę a nazwisko Heleny? Nauczyłam się, że blogownia jest surrealistyczna, więc nazwisko można sobie stworzyć. Podobały mi się wpisy, ciekawiły mnie komentarze. Jeden z wpisów przypadł mi szczególnie do serca i mam  zapisany, bo jest taki prawdziwy. Który? No niestety nie zdradzę. Po jakimś czasie przeczytałam o książce, którą Helena napisała i wysłała do wydawnictwa, nawet ją o to zapytałam co i jak ale zostałam odesłana do wcześniejszych wpisów.  Nie napisałam tylko przez grzeczność i z powodu dobrego wychowania(!), że ja jej  blog znam, że wpisy przeczytałam, ale co tam. Po niespełna roku naszej blogowej znajomości  czytam informację: książka ZOSTAŁA WYDANA!

Oczywiście napisałam, że koniecznie muszę ją mieć, a właściwie dwie, gdyż chciałabym jeden egzemplarz podarować Monice. I oto okazało się, że książka została mi dostarczona przez autorkę!!! Spotkałyśmy się u mnie na tarasie w piękny słoneczny dzień. Szybka kawa, jakieś ciasto, i wspaniała rozmowa na tysiąc tematów  naraz. Czas nam przeleciał, a Helena gnana sprawami uleciała szybko, tak szybko, że nie wiedziałam czy była, czy tylko mi się zdawało. Nasze spotkanie odbyło się w sierpniu…

Książkę przeczytałam w ciągu  kilku godzin. Wciągnęła mnie jak najlepszy kryminał, z częstymi  zmianami wątku. Czytałam i myślałam , kobieto po co Ty chodzisz do pracy, siedź i pisz. Masz talent, Twoje dialogi są błyskotliwe, humor, inteligencja, a Ty nic tylko o pracy myślisz o szefie i niezbyt dobrze prosperującej firmie. No cóż… Helena, pięćdziesięciolatka to kobieta, która zarejestrowała się na portalu randkowym, umieściła tam swoje zdjęcie a w profilu zaznaczyła, że interesują ją: korespondencja i wymiana myśli , pojedynek na słowa. I tak w krótkim czasie otrzymała  bardzo wiele maili oraz różnych propozycji od różnych osób, najczęściej mężczyzn. Wybrała kilka, jedną z nich jest Tomek, lat 35  nazywany Fryderykiem.  I właśnie ta korespondencja z Tomkiem- Fryderykiem stała się osnową książki” OPĘTANIE, czyli zgubne skutki masażu stóp”.

W ciągu kilku miesięcy  (dwóch- trzech?) wymieniają ponad tysiąc listów- maili, prowadzą swoisty pojedynek na słowa, na myśli, na błyskotliwą wymianę zdań, wciągając czytelnika w krąg spraw codziennych, ważnych i mniej ważnych, w swoje (ich) marzenia sny na jawie, marzenia senne, które przeplatają się z codziennością. Atmosfera się zagęszcza a erotyzm wisi w powietrzu, pojawiają się napięcia erotyczne a wzajemne oczekiwania narastają.  Czytałam tę książkę szybko, bardzo szybko, gdyż każda godzina, dzień wymiany korespondencji  budowała napięcie dążąc do zmiany ciężaru z lekkiej rozrywki , zabawy słowem w kierunku fascynacji drugą osobą. Helena zapełnia świat bohaterów wieloma osobami, które są alter ego Tomasza Fryderyka i Jej samej. Helena to przecież bohaterka książki, nomen omen nosząca takie samo imię jak autorka, ale to czysty przypadek. Heleną mogłaby być, każda osoba blogująca, która  prezentuje wysoki stopień inteligencji, lubi zabawy słowem i oczekuje od każdego dnia nowego wyzwania. Tylko ile takich osób jest w sieci?

Ale ad rem… Świat bohaterów zapełnia się wirtualnymi postaciami, zaczynają one żyć własnym życiem…

„… Witaj Buziaczki,

Już nie mam kolegów. Doktor Franki się nie odzywa. Podobno został Dyrektorem Handlowym Red Bulla. Teraz ożywia ciała i umysły inaczej. Igor wyjechał  z Żakiem… Żak zaczął go uczyć francuskiego i chłopak odkrył w sobie zdolności językowe. Poznawanie świata przestało go interesować. Kiedyś miał pełne ręce roboty, a teraz… Zdrajca! Widelec z talerzem też się ciągle dotykają. Zawsze dbałem o to, aby leżeli w stosunku do siebie w bezpiecznej pozycji, niepodsycającej apetytu. Kontrolował ich Nóż, rozcinał wszelkie stwardnienia, a teraz też go nie ma. Wyjechał wiec poszli na całość. Trą o siebie tak, że aż skrzypi. Sodomia i gomoria, Pani!…”

„… W kwestii masażu to ja …”

„…A może ty mnie się boisz? Powiedz szczerze, odwlekasz ten moment, kiedy będziesz musiał się ze mną spotkać oko w oko… Taki piękny pedicure sobie zrobiłam, a tu nie ma komu pokazać, bo jak na złość upały się skończyły i trudno chodzić boso jak pastereczka!

Ostatecznie mogę przyjechać na tę 20.00, jak wszystkie terminy wcześniejsze są zajęte do Bożego Narodzenia. Może jednak jakaś sobota?

Buziaczki…”

„….Nie jestem aż tak wyzwolony, aby robić nieszablonowe rzeczy. Chcę poświecić Ci więcej czasu niż listonosz, rozkoszując się słowem i kawą.

Jeśli podczas masażu wspomnisz o pieniądzach, to więcej się nie odezwę! Obiecuję! Pozdrawiam Cię w ten słoneczny dzień.

PS. O propozycje pracy mnie nie pytaj. Wiem, co zaproponują Ci faceci od randek, nawet nie próbuj! No, chyba że lubisz ekstremalne doznania i przygody. I kaskę. I dziwnych ludzi. Ich złą energię.

PS.  Sobota 12.30 u mnie w gabinecie?

W pierwszej chwili w ogóle nie załapałam o co chodzi. Napisał to od niechcenia, w ostatniej linijce post scriptum, jakby informował, że na targu w Sierpcu jabłka są  po 1,49 złotego. Dopiero po dłuższej chwili do mnie dotarło… Matko, nareszcie! W końcu zobaczę tego łotra, który od dwóch miesięcy dręczy mnie mentalnie, nie pozwala na zastój w głowie, przerwał leniwe wieczory przed telewizorem i wciąż tylko obiecuje. Co teraz będzie, rany?…”

„… Babo ogarnij się! Przecież nie masz zamiaru go uwieść! No przecież nie…”

Urywki z książki, które przytoczyłam są ilustracją tego co w książce możemy znaleźć. Świetne dialogi, pointy, zwroty sytuacji, i duchowe rozterki. Polecam tę książkę z całym bagażem jej energii niosącej nas w świat marzeń, wirtualnych wyobraźni, w świat rzeczywisty, gdzie jedząc sery będziemy popijali dobre czerwone wino, będziemy uczestnikami małych i wielkich spraw, małych i wielkich burz a także ku naszemu zaskoczeniu pysznej sprawy sadowej, która również będzie odbywała się  na stronach książki.

Książkę  przeczytałam dwa razy! Chciałam napisać o niej najlepiej jak umiem, chciałam oddać atmosferę i ducha panującego na stronach książki, ale też musiałam się przekonać, że jest ona wspaniałą pełną humoru opowieścią, której końca zdradzić nie mogę.  

Lektura warta tego aby wejść na Allegro zapłacić kilka złotych i delektować się wspaniałym humorem, myślą i słowem!

„Opętanie, czyli zgubne skutki masażu stóp”  Wydawnictwo Novaeres, Wydawnictwo Innowacyjne,  rok wydania 2012

Wasza Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.