Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Kilka razy na tym blogu pisałam o Francji a właściwie o Paryżu, było to  dawno, pisałam o naszych wędrówkach o pysznej kuchni oraz o mistrzostwach Świata w badmintonie. Gdyby ktoś chciał zajrzeć, oto są linki do poszczególnych wpisów:

8.09.2010 http://www.okiemjadwigi.pl/paryz/,11.09.2010 http://www.okiemjadwigi.pl/paryz-czesc-2, 21.09.2010 http://www.okiemjadwigi.pl/paryz-cz-3/, , 23.09.2010  http://www.okiemjadwigi.pl/paryz-avenue-des-champs-des-elysees/  ,  27.09.2010 http://www.okiemjadwigi.pl/paryz-montrmartre-bazylika-sacre-coeur/

Wtedy opisywałam nasze spacery, wrażenia jakim podlegaliśmy podczas wycieczki ze starszą wnuczką Tanią. Zawsze lubiłam Paryż i zawsze jestem pod jego urokiem oraz robi na mnie wrażenie. Nigdy jednak nie patrzyłam na Paryż poprzez paryżan, mieszkańców tej wielkiej metropolii, na ich zachowanie w stosunku do siebie nawzajem, a przede wszystkim do cudzoziemców.

Właśnie skończyłam czytać książkę Davida Lebovitza pt.: „Słodkie życie w Paryżu”, którą chciałabym wam polecić. Z kilku powodów. Po pierwsze książka jest nie tylko o Paryżu, ale też o mieszkańcach Paryża, o których David nie ma najlepszej opinii. Po drugie autor jest znakomitym kucharzem, który pracował w bardzo dobrej restauracji w Los Angeles. Jednak zakochał się w kuchni francuskiej i dla niej właśnie przeniósł się do Paryża.  Wraz z autorek książki przezywamy wspaniałą przygodę kulinarną, bowiem David oprowadza nas po zakamarkach stolicy Francji, a do tego przecież David jest znakomitym kucharzem a do tego a może przede wszystkim świetnym cukiernikiem! Chodząc z Davidem po Paryżu poznajemy nie tylko targ rybny, pracę przystojnych facetów tam zatrudnionych. Poznajemy targi podparyskie oferujące produkty rolne prosto od rolników, zwiedzamy najlepsze piekarnie paryskie, dowiadujemy się mnóstwa szczegółów na temat garnków i rondli. Mało tego David prowadząc nas po swoim Paryżu podaje adresy sklepów, które go zaintrygowały oraz dysponują znakomitymi bądź produktami bądź historią związana z produkcją czekolady, słodyczy czy innych potrzebnych w kuchni rzeczy.  Poza tym kosztujemy różne smaki, różne francuskie rarytasy, a oprócz tego kosztujemy smaki paryskiego życia.  Nad wszystkimi opowiadaniami unosi się niezwykły zapach świeżego pieczywa, a my wraz z autorem spacerujemy nad Sekwana, pijemy francuskie wino i poznajemy ciekawych ludzi. David Lebovitz zachęca nas nie tylko do odwiedzenia targu rybnego, zachęca nas do odwiedzenia BHV ( Bazar de l’Hotel de Vileto, jeden z największych domów towarowych w Paryżu, gdzie możecie prawie wszystko dostać. Wspaniale zaopatrzone działy ze sprzętem kuchennym i żelaznym), a także pokazuje nam to, co sam kocha najbardziej – jedna ą najlepszych cukierni w Paryżu, która słynie z produkcji własnych czekoladek. Nie tylko dla nas zatrudnia się w tej cukierni pokazując pracę sprzedawcy. Dlaczego? Dlatego, że sam jest znakomitym cukiernikiem i chce zobaczyć, jak to jest być sprzedawcą oferującym klientom najlepsze czekoladki. Ponieważ zawsze interesowały go wyłącznie przepisy, które wypróbowywał w swoim maleńkim mieszkanku przy placu Bastylii na VI piętrze, teraz postanawia poznać klientelę z innej strony.

Książka ta zachwyciła mnie jeszcze z innego powodu, chyba najważniejszego. Oprócz tego, że jest lektura kulturalno – lifestyle’owa to jest również pełna smaku i humoru. Wciąga nie tylko kulinarnych pasjonatów (takich jak ja), ale również tych, którzy lubią podróżować, wszystkich łakomczuchów słodkości oraz tych, którzy smakują życie i lubią czerpać z niego garściami i lubią odkrywać ścieżki pokazywane przez tych, którzy się najlepiej znają na wszelkich kulinarnych smakowitościach.  Wraz z Davidem Lebovitzem poznajemy mnóstwo nowych dań, a co najważniejsze na stronach książki znajdziemy również wiele wspaniałych przepisów i to nie tylko znakomitych deserów, ale też indyka duszonego w winie beaujolais nouveau! (Nie wiem czy wiecie, ale to właśnie w listopadzie pierwsze butelki z tym winem trafiają do klientów!). Znajdziecie także znakomity przepis na ciasto absyntowe (polecam Helenie),  cebule w sosie słodko kwaśnym, jako dodatek do mięs, finansjerki z czekoladą i migdałami, przepis na prawdziwą aksamitna czekoladę, dla tych, którzy uwielbiają wszystko, co czekoladą pachnie, oraz gorący sos czekoladowy Nancy Meyers (jednej z najbardziej znanych scenarzystek Hollywood i reżyserki filmu „Lepiej późno niż później” z Diane Keaton i Jackiem Nicholsonem oraz Keanu Reevesem w rolach głównych. Pamiętacie scenę, gdy Diane idzie z Keanu Reevesem „ Le Grand Colbert” na  kurczaka?, Którego podczas filmu kilkakrotnie zachwala, jako najlepszego w Paryżu? Otóż kurczak nawet nie znajdował się w owym czasie w karcie dań, do momentu, dopóki Nancy nie napisała o nim w scenariuszu. Wtedy to właśnie  właściciel bistro parisien zrozumiał swoja szanse i wymyślił recepturę na owego kurczaka (zresztą jak się okazało zupełnie dobrą). Takimi oto śladami będziemy chodzić po Paryżu wraz z Davidem.

Za to ja dzisiaj zaproponuję wam trochę informacji na temat francuskiej umiejętności wytwarzania sera.

„… W Paryżu jest wiele luksusowych, słynnych fromageries, na bardzo dobrym poziomie. Każdy sklep posiada starannie dobraną kolekcję regionalnych serów, na punkcie, których można stracić głowę, nie wspominając już o pieniądzach i drożnych tętnicach…

Podczas pobytu we Francji nie tylko powinno się spróbować tylu serów, ile się tylko da, lecz także nauczyć się właściwego sposobu ich krojenia. Technika nie jest zbyt trudna do wykoncypowania i na ogół zgodna z zasadami logiki: nikt nie wyjada środka bułki ani tez nie ukroi urodzinowego tortu w cienkie plastry tak jak szynkę, prawda?

Oto jak poradzić sobie z deską serów.

Jeśli znajda się na niej twarde okrągłe sery, jak normandzki, camembert lub reblochon, potraktujcie je jak urodzinowy tort (jednak sans bez cukrowych różyczek) i pokrójcie na trójkątne porcje, a nie plasterki. Jeśli krążek jest wyjątkowo niewielki jak w przypadku rocamadour lub crottin de chevre i mieści się w dłoni, wolno go pokroić na plasterki, ponieważ trójkątne porcje byłyby odpowiednie jedynie dla krasnoludków…

Duże prostokątne kawałki serów górskich, takich jak salers, comte czy cantal, można kroić w każdy sposób, który wydaje wam się logiczny. Jednak ogólna zasada jest taka, jeśli widzicie przed sobą spory, leżący na boku kawałek, kroicie od góry do dołu, tworząc prostokątną serową baton, sztabkę z odrobiną skórki na obu końcach. Nie wycinajcie maleńkich kawałeczków ze środka (gdybym nie widział jak robi to mój rodak, coś podobnego nie przyszłoby mi do głowy)…

Ile kawałków należy wziąć? Przyzwoitość nakazuje jednak skosztować do trzech rodzajów sera podczas jednego posiedzenia. Można się skusić o dokładkę, jeśli gospodarz to zaproponuje lub zostawi tace na stole. Druga dokładka raczej nie wchodzi w rachubę. Proszę jednak, byście pod żadnym pozorem nie prosili o zapakowanie serów do domu. Ani o fikuśne wykałaczki…”

Tyle David Lebovitz. A ja? No cóż mogę tylko z całego serca zarekomendować wam te lekturę na coraz dłuższe wieczory, humor na następne dni gwarantowany. Życzę wszystkim świetnej lektury radości i wypróbowania niektórych przepisów polecanych przez autora. U mnie w kolejce czekają żeberka wieprzowe i duszony indyk w beaujolais nouveau ze śliwkami!

O książce Davida Lebovitza „Słodkie życie w Paryżu „ Wydawnictwa Pascal wydanej w Bielsku Białej 2012 napisała

Wasza Jadwiga

 

 

 

 

 

 

 

Cmentarze

Autor: Jadwiga. 34 komentarze.

Dzisiaj kilka zdjęć z cmentarzy warszawskich. Gdy odwiedzałam groby moich bliskich była piękna pogoda, prawie 19 C, słońce i kolorami mieniącą się jesień. Odwiedziłam największy cmentarz  w Europie, który jest usytuowany przy trasie wylotowej z Warszawy do Gdańska, Cmentarz na Wólce, istniejący od 1973 r. Spśród znanych osób pochowano tu m.in.Stefanię Górską aktorkę, Jana Himilsbacha aktora, Annę Laszuk dziennikarkę, Martę Mirską piosenkarkę, Aleksandra Ścibor Rylskiego pisarza i scenarzystę, Edwarda Stachurę poetę, Huberta Wagnera trenera siatkówki drużyny, która w 1976 r zdobyła w Montrealu na IO złoty medal olimpijski.

Lubię jechać na cmentarz wtedy gdy nie ma zbyt wiele osób, gdy tłok nie gęstnieje z każdym autobusem  zajeżdżajacym na pętlę na Wólce. Przyjeżdżam tutaj kilka razy w roku, więc nie muszę przynosić szmat i innych dodatkowych rzeczy ułatwiajacych sprzątanie grobu, gdyż robię to na bieżąco. Grób jest wysprzątany i zaopiekowany. Tak jak lubiła  Mama.

Słońce świeciło pięknie dodając uroku miejscu zadumy. W ciągu ostatnich dwóch lat od roku 2010 przybyło wiele mogił, tak szybko ludzie odchodzą i coraz nowe groby mijam po drodze.

Uprzatnąwszy tylko to co było niezbędne, wyrzuciłam stare kwiaty, postawiłam wrzośćce, zapaliłam znicze i zadumałam się nad czasem minionym.

Nastepnym z warszawskich cmentarzy był Cmentarz Katolicki na Woli na tzw „książęcej wólce” .Ten cmentarz został otwarty w roku 1854 a jego powierzchnia zajmuje około 10 ha.  Przyjeżdżam to od lat, gdyż właśnie tu spoczęła moja babcia Marianna z Pęczkalskich Mazanek, później mój dziadek Benedykt Mazanek i w końcu moja ukochana ciocia Wiktoria Pochwicka z domu Mazanek.  Odwiedziłam ich grób zapaliłam znicze, ustawiłam wrzośćce w żółto bordowym wianuszku z nieśmiertelników. Cicha modlitwa za zmarłych… I tyle wspomnień.. Stałyśmy razem z Jolą Poradzińską z domu Cegłowską i przypominałyśmy sobie jak to w minionych czasach, gdy każda z nas miała po około dziesięć lat  jeździło się na cmentarze całymi rodzinami. Spotykaliśmy  się prawie o tej samej godzinie i rozpoczynało się odwiedzanie wszystkich grobów najpierw rodzinnych następnie osób zaprzyjaźnionych, sąsiadów, bliższych i dalszych znajomych. Na sam koniec zawsze, ale to zawsze, była WIZYTA, bo tak się  to nazywało, na grobie ludności Warszawy, która oddała życie w Powstaniu Warszawskim w roku 1944.  Ponieważ Ojciec Joli, Antoni Cegłowski   został zamordowany w Al. Szucha długo rozmawiałyśmy na ten temat.  Jola dysponuje materiałami Instytutu Pamięci Narodowej, który prowadził śledztwo w sprawie zbrodni nazistowskich, będących jednocześnie zbrodniami przeciwko ludzkości, popełnionych w okresie od początku sierpnia do września 1944 r. w Warszawie przez funkcjonariuszy III Rzeszy niemieckiej- pracowników Policji i Bezpieczeństwa i SS wobec co najmniej 10.000 obywateli polskich mieszkanców stolicy ze Śródmieścia Południowego i Siekierek, głównie mężczyzn, rozstrzelanych, a następnie spalonych w budynku siedziby Gestapo w Al. Szucha, w ruinach tego budynku byłego Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych w Al. Ujazdowskich oraz na terenie ogródka jordanowskiego  w okolicy ul. Bagatela. Na podstawie tych udostępnionych mi materiałów piszę właśnie ten post.

„Wybuch Powstania Warszawskiego w dniu 1 sierpnia 1944 r został potraktowany przez przywódców III Rzeszy jako pretekst do rozwiązania „problemu polskiego”. Wówczas  Hitler wydał H.Himmlerowi ustny rozkaz zrównania Warszawy z ziemią i wymordowania wszystkich jej mieszkańców…” Rozkaz ten zebrał obfite żniwo. W ten sposób ruszyła rzeź ludności Warszawy, rozstrzeliwano mężczyzn powyżej 14 roku życia, następnie ciała palono na terenie ogródka jordanowskiego, a następnie w piwnicach GISZ. Nie jest moja intencją przytaczać w całości dokument IPN przesłany do Joli, w którym zawarte sa również informacje o śmierci Jej Ojca, który został zatrzymany w dniu 11 sierpnia 1944 i  rozstrzelany w ruinach GISZ.  Ciała wszystkich rozstrzeliwanych osób  palono. Chciałam tylko nieco przybliżyć historię związaną z Pomnikiem „Polegli Niepokonani” oraz  opowiedzieć o jednej z tych osób, która Poległa Niepokonana.

POLEGLI NIEPOKONANI – miejsce pochówku prochów ponad 50.000   Polaków, cywilnych mieszkańców Warszawy oraz żołnierzy AK poległych za wolność Ojczyzny zamordowanych przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu i wrześniu 1944r.

Tu w tym miejscu w dniu 6.VIII.1946 r złożono też 117 trumien z prochami osób zamordowanych i spalonych, przywiezionych m.in. z siedziby Gestapo w Al. Szucha, ul. Wolskiej, ul. Górczewskiej, Parku Sowińskiego, ze szpitala św. Stanisława (Fabryka Franaszka) ul. Moczydło i ul. Młynarskiej.

Napisałam o tym jednym z najpiękniejszych pomników o  historii i o ludziach, których prochy wsypano do zbiorowej mogiły, nad którą czuwa Warszawska Syrenka rozcięta na pół. Poległa Niepokonana!

O naszych dzięciecych wspomnieniach rozmawiałyśmy z Jolą, ona opowiadała o tragicznych losach ojca, którego nie znała gdyż miała trzy lata gdy ojca zabrano (jej brat zaś miał trzy miesiące) o nieżyjącej już matce i o tradycji 1 listopadowej naszych rodzin,  o odwiedzaniu grobów, wszystkich osób,z którymi w życiu byliśmy jakoś związani.Wspominałyśmy też rytuał jakim był zakup pańskiej skórki przed wejściem na cmentarz, (popularnej” mordoklejki” tak właśnie nazywanej w gwarze warszawskiej),  gdy  wszyscy i starzy i dzieci jedliśmy pańską skórkę, która kojarzy mi się zawsze z dniem  1 Listopada , z odwiedzinami grobów na warszawskich  cmentarzach.  I nawet nie wiecie, że pańska skórka była przysmakiem tylko warszawskim?! ale ja nigdy i nigdzie nie znalazłam przepisu jak ją zrobić, i tak już pewnie pozostanie. Będzie kojarzona z warszawskimi cmentarzami i tradycją jedzenia pańskiej skórki właśnie tego jedynego dnia. Po zapaleniu wielu zniczy, po odmówieniu wielu modlitw wieczorem nasze matki zabierały nas do domów na tradycyjny rodzinny obiad. Tradycja trwała i trwa nadal, przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Stałyśmy pod Pomnikiem „Polegli Niepokonani„, zapalałyśmy znicze, modliłyśmy się aby poźniej wspominać. Tyle lat minęło od tamtych czasów, gdy jako dziesięciolatki z Rodzinami wędrowałyśmy po Cmentarzu Wolskim, kończąc zawsze w najważniejszym dla nas  miejscu. Tutaj… pod tym Pomnikiem „Polegli Niepokonani”.

I tak  jak co roku w  dniu 1 Listopada zawsze  będę wspominała czas naszych wędrówek, opowiadań Rodziców i ten duszący dym zmieszany z zapachem chryzantem, który przyprawiał mnie o mdłości, jednak Karząca Ręka Sprawiedliwości (Moja Mama) nie pozwalała na żadną zmianę, na żadną słabość, którą musiałam przezwyciężyć i  wytrwać do końca.

Dzień Wszystkich Świętych wspominały

Jola i Jadwiga

 

 

 

 

Dzisiaj chciałabym przedstawić mojego Kolegę a może nawet mogę użyć słów zaprzyjaźnionego Kolegę, skromnego człowieka, który ukochał sport, który odkąd pamiętam jest ze sportem, z Akademią Wychowania Fizycznego w Warszawie oraz z Polskim Komitetem Olimpijskim ściśle związany.

„Sport to sacrum a nie profanum, oto credo Krzysztofa, powinien być traktowany jako źródło sztuki i jako czynnik pobudzający do rzeczy pięknych”.

Krzysztofa Zuchorę zapamiętałam szczególnie, gdy byłam studentką Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie w latach 1967 -1972. Pamiętam również Krzysztofa z czasów mojej działalności w klubie Akademickiego Związku Sportowego Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, kiedy w roku 1965 trenując judo byłam również kierownikiem sekcji AZS  „Siobukai” Warszawa działającej w ramach AZS AWF Warszawa. Pamiętam blondyna o długich włosach, przystojnego mężczyznę, w którym podkochiwały się studentki nie tylko studiów stacjonarnych, ale też i zaocznych. Krzysztof prowadził zajęcia ze studentami. Pamiętam ten stonowany lekko przyciszony głos, który w ten sposób zmuszał studentów do słuchania tego, co miał nam do powiedzenia.  Wiele lat minęło, ukończyłam studia, obroniłam pracę magisterską, rozpoczęłam swoją własną przygodę ze sportem. Na kilka lat związałam się z Polskim Związkiem Szermierczym by później w najmniej spodziewanym dla mnie momencie przejść na wiele lat do badmintona, wspólnie z wieloma kolegami założyć Polski Związek Badmintona (7.11.1977) i pozostać w nim przez kolejne 32 lata.

W tym samym czasie Krzysztof Zuchora pozostał wierny Akademii Wychowania Fizycznego. Dla porządku podam kilka danych z autobiografii. Urodził się 10 stycznia 1940 roku w Głownie. Miasto położone jest w strefie Niziny Środkowo polskiej u zbiegu rzek:  Mrogi, Mrożycy i Brzuśni.  Posiada dwa zalewy o powierzchni 39 ha zasilane przez wody rzeki Mrogi.  Całość obszaru to powierzchnia płaska. Jedynym urozmaiceniem rzeźby są krawędzie dolin oraz zespół wydm śródlądowych w centrum miasta (tzw. Marakan). Leży 29 km na północny wschód od Łodzi. Krzysztof Zuchora jest Honorowym Obywatelem miasta Głowno.

Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego i Uniwersytecie Warszawskim, i w roku 1969 uzyskał tytuł doktora nauk o kulturze fizycznej. Nie jest moim zamiarem napisanie biografii Krzysztofa, ale  chciałam abyście poznali niezwykłego człowieka, kierownika Zakładu Teorii Wychowania Fizycznego Akademii Wychowania Fizycznego im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie, członka Komisji Rehabilitacyjnej, członka Kultury Fizycznej i Integracji Społecznej Polskiej Akademii Nauk, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Naukowego Kultury Fizycznej, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Naukowego Kultury Fizycznej, wiceprezesa Polskiej Akademii Olimpijskiej, i Komisji Kultury Polskiego Komitetu Olimpijskiego, redaktora naczelnego magazynu Kultura Fizyczna, zastępcę redaktora naczelnego kwartalnika artystycznego i naukowego „Quo Vadis?” oraz polskiej edycji „Kroniki Sportu”, poetę, eseistę, pedagoga, wielkiego fana sportu, propagatora wartości sportu i ideałów olimpijskich w prasie radiu i telewizji. http://www.gazetapowiatowa.pl/artykuly/Szko%C5%82a-musi-rozwija%C4%87-przez-rado%C5%9B%C4%87,1837.html

O historii Igrzysk Olimpijskich i MKOL: od Aten do Londynu 1894-2012 D. Millera w Polskim Radio wywiad z Krzysztofem Zuchorą http://www.polskieradio.pl/9/874/Artykul/645758,Z-najwyzszej-polki-na-wakacje

Sztuka broni przed zdziczeniem rozmowa z Krzysztofem Zuchorą http://sol.myslpolska.pl/2012/01/sztuka-broni-sport-przed-zdziczeniem-%E2%80%93-rozmowa-z-krzysztofem-zuchora/

O Olimpijskich konkursach sztuki   sztuki://www.sp2.legionowo.pl/pliki/2012_2013/spotkanie_w_zso2/spotkanie_zachora.pdf

Polskie Radio:  w cyklu” Oni ruszyli po złoto” program Marii Szul: Polscy bohaterowie igrzysk wspominają Krzysztof Zuchora i Lesław Skinder  http://www.polskieradio.pl/8/1594/Artykul/660355,Oni-ruszyli-po-zloto-Polscy-bohaterowie-Igrzysk

Niestrudzony propagator idei olimpijskiej, oprócz pracy pedagogicznej w Akademii Wychowania Fizycznego, Wyższej Szkole Edukacji w Sporcie i innych uczelniach, Krzysztof Zuchora jest poetą. Oto fragment wywiadu, jaki znalazłam i prezentuję który dotyczy poezji Krzysztofa:

„… A co by Pan powiedział o sobie i swojej poezji? ( z rozmowy Stanisława Stanika z Krzysztofem Zuchorą)
– Piszę! Piszę, aby poświadczyć swoją obecność w czasie teraźniejszym, bronię jedynego miejsca na tym świecie – własnej duszy. Zdaję sobie sprawę, że jest to obrona rozpaczliwa. Nie ulegam jednak panice i nie rzucam broni. Albowiem w tej obronie tkwi sens życia – wolność. A ponieważ tworzenie jest aktem wolności, więc piszę, aby ocalić od zapomnienia kilka słów, które zamieściłem w wierszach. Słowo zaświadczy też kiedyś o stoczonej „tu i teraz walce”. Piszę też i dlatego, że nie potrafię walczyć w milczeniu. Ale nie umiem też krzyczeć, więc głos ściszam do szeptu. Najpierw jest zawsze napór czasu, potem zaś słowo wydobyte z ciszy, jeszcze później zjawia się myśl porządkująca, potok wiersza. Wierzę, że twórczość każdego pisarza powinna podejmować te problemy, które go najbardziej nurtują, powinna wypełniać te miejsca, które musi wypełnić. Boisko jest dla mnie takim miejscem, gdzie w naturalny sposób łączą się natura z kulturą, mięśnie i myśli, sport i sztuka…”

Od wielu lat jesteśmy z Krzysztofem po imieniu, stąd moje nieco familiarne wspomnienia.  Jednak są one naznaczone elementem szacunku i podziwu. Nie tak dawno pisałam o spotkaniu w Centrum Olimpijskim dotyczącym promocji albumu „Olimpijskie Konkursy Sztuki Wawrzyny Olimpijskie”, który to album został wydany przez Polski Komitet Olimpijski, jako praca zbiorowa pod redakcją Kajetana Hądzelka i Krzysztofa Zuchory, jeden z rozdziałów tego albumu napisany został przez Krzysztofa i dotyczył Literatury. Poeta, krytyk eseista, pedagog. Czyż można lepiej i krócej w kilku słowach określić Wielkiego Człowieka? Krzysztof Zuchora jest autorem książek poetyckich:
Jasnowłosej (1968), Chwila bez godziny (1972), Cicho, ciszej (1980), W słonecznej koronie stadionu (1995, 1997). W cieniu światła – Bezdomny wiersz, Wiersze o miłości, W zatoce serca, Przebudzenie, Odwrócone niebo, Sonet z jabłkiem, Noc bliżej światła. A oto jeden z wierszy Krzysztofa  zakochałem się w sośnie .

 I jeszcze kilka informacji o wydanych tomikach wierszy: w 2000 roku wydał 2 tomiki wierszy pt.: „bezdomny wiersz” i „wiersze o miłości” na powitanie nowego 2000 roku wydał zbiorek nowych siedmiu wierszy pt.: „Wiersze ostatnie” . „wiersze Ostatnie.”
A w 2001 tomik pt.: „W zatoce serca”. Nie tak dawno wydał zbiorek wierszy pt.: „Przebudzenie” zawierający 18 sonetów.

A oto kilka wierszy Krzysztofa, które bardzo lubię :
Olimpijczykom
sonet obdarowany / 12.03.2001
loty narciarskie / 03.2001
o wiośnie / 04.2001
bez tytułu / 05.2001
Gałązka Jabłoni / 17.11.2001
Wigilia 2002 / 20.11.2002

W 1972 r w olimpijskim konkursie literackim ogłoszonym przez Związek Literatów Polskich i Polski Komitet Olimpijski otrzymał druga nagrodę za poemat „Spartakus olimpijczyk”, zaś w 1988 r otrzymał doroczną nagrodę Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego za upowszechnianie idei olimpijskiej. W 1996 za zbiór esejów o sporcie w pięknie wydanej książce Dalekie i bliskie krajobrazy sportu – otrzymał Złoty Wawrzyn Olimpijski przyznany przez Polski Komitet Olimpijski, natomiast w roku 2005 za tomik wierszy „W zatoce serca” srebrny Wawrzyn Olimpijski.

Taką Niezwykle Skromną Osobę pracownika naukowego Akademii Wychowania Fizycznego Doc. Dr Krzysztofa Zuchorę miałam zaszczyt dzisiaj Państwu przedstawić

Wasza Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.