Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Szałowy tort tęczowy

Autor: Jadwiga. 28 komentarzy.

Obiecałam  napisać o tęczowym torcie, który upiekła moja starsza wnuczka dla  swojej siostry na czternaste urodziny. Gabrysia jest wielka miłośniczką koni, sama jeździ, więc tort był w klimatach związany z koniem. Takie były zamiary starszej aby tort odnosił się do hobby i zainteresowań młodszej siostry. Urodziny w wieku czternastu lat są bardzo ważną sprawą i czekamy na nie, ponieważ przybliżają nam magiczną cyfrę 18 lat kiedy to stajemy się „prawie” dorośli. Napisałam w cudzysłowiu  prawie, ponieważ wszyscy wiemy, że prawie czyni wielką różnicę. Obiecałam przepis na wykonanie tortu tęczowego, jednak chcę być wobec was w porządku i podaję tu link do strony moje wypieki z której to strony pochodzi właśnie ten przepis:

http://www.mojewypieki.com/przepis/teczowy-tort-rainbow-cake

I jeszcze jedna ciekawostka tort został wymyślony w USA przez blogerkę Kaitlin prowadzącą blog (whisk-kid.com po wklepaniu nazwy w gogle strona się otworzy), która właśnie z powodu przygotowania tego tortu wystąpiła w programie kulinarnym Marthy Stewart. Oto całą tajemnica Tortu tęczowego, który był przygotowany dla dzieci i robił na nich ogromne wrażenie, gdyż  tęcza kojarzy się ze szczęściem, a gdy dodatkowo jest jeszcze smakowita robi wrażenie. W dniu 14 Grudnia również zrobił on ogromne wrażenie na Gabrysi. Polecam wszystkim paniom, które chcą upiec coś fajnego dla swoich dzieci.

 Tęczowy Tort 

Składniki: 226 g masła, 220 g cukru, 5 białek, 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii, 375 g mąki pszennej, 4 łyżeczki proszku do pieczenia, pół łyżeczki soli, 355 g mleka

Wszystkie składniki powinny mieć  temperaturę pokojową

Mąkę, proszek do pieczenia, sól – przesiać.

Masło umieścić w misie miksera i zmiksować na gładką, puszystą masę. Miksując dodawać cukier. W dalszym ciągu miksując wbijamy białka, jedno po drugim. Dodajemy ekstrakt wanilii  i miksujemy. Do zmiksowanej masy maślanej dodajemy na zmianę mleko i mąkę, sól proszek do pieczenia, miksujemy  do połączenia składników.

Ciasto ważymy, otrzymany wynik dzielimy  na 6 (taka będzie ilość blatów do upieczenia). Każdą część ciasta umieszczamy  w osobnej miseczce. Dodajemy barwniki spożywcze: fioletowy, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy, czerwony. Dokładnie mieszamy (każde osobno) poszczególne kolorowe ciasta do otrzymania jednolitej barwy. (Więcej o barwnikach można przeczytać na końcu wpisu). Ciasto przekładamy do 6 foremek (tortownic lub jednorazowych foremek aluminiowych) o średnicy 21 cm (do 23 cm) i pieczemy około 15 – 20 minut w temperaturze 190ºC, do tzw. suchego patyczka.   Wyjmujemy z  piekarnika, studzimy.

Krem z bitej śmietany i mascarpone:

Składniki: 900 ml śmietany kremówki (36%), 250 g serka mascarpone, kilka łyżek cukru pudru, do smaku ekstrakt waniliowy lub cytrynowy

Śmietanę kremówkę ubijamy, pod koniec ubijania dodajemy cukier puder i ekstrakt. Dodajemy serek mascarpone i mieszamy. Poszczególne blaty ciasta przekładamy kremem w kolejności następującej zgodnie z barwami tęczy: blat fioletowy kładziemy  na paterze i smarujemy  kremem, następnie to samo robimy  z blatami  niebieskim, zielonym, żółtym, pomarańczowym i  czerwonym, wierzch i boki tortu również smarujemy  kremem śmietankowym. Ilość kremu zależy od nas samych. Im więcej tym grubsza warstwa kremu pomiędzy blatami a także na wierzchu tortu. Dekorujemy wg uznania. Zwracam uwagę na melńkie różyczki którymi został przystrojony tort Gabrysi.

Cały tort wstawiamy do lodówki na minimum 3 godziny. Uwaga: ciasto jest wilgotne, dlatego nie warto go nasączać

Oryginalnie w przepisie było 466 g cukru, jednak jest to ilość zbyt duża i tort jest bardzo słodki,  autorka poleca tortownicę 23 cm; jednak zdecydowanie lepiej pracuje się  z grubszym ciastem więc tort był pieczony w mniejszych, 21 cm foremkach

barwniki : Używamy barwników w żelu, barwniki w płynie  nie nadają się. Do każdej części ciasta dodajemy około 1 – 1,5 ml barwnika (bardzo mało). Użyłam barwników firmy Sugarflair, bardzo dobre są również barwniki Wiltona (żele w kubeczku, nie w tubce do dekoracji). Jednocześnie następująca rada: aby nie kupować wszystkich 6 kolorów, ponieważ żele są ogromnie wydajne. Wystarczy kupić podstawowe kolory: żółty, niebieski, czerwony. Kolor drugorzędny czyli pomarańczowy można otrzymać mieszając odrobinę żółtego i czerwonego, kolor fioletowy – mieszając czerwony i niebieski, wreszcie zielony – mieszając niebieski i żółty. Kolor ciasta po dodaniu barwnika zazwyczaj nie odzwierciedla koloru po upieczeniu. Kolory po upieczeniu wychodzą bardziej żywe i ciemne.

Polecam Wam stronę  „Moje wypieki”  gdzie znajdziecie więcej pysznych przepisów!

Smacznego!

Wasza Jadwiga

 

Świętowanie

Autor: Jadwiga. 57 komentarzy.

Był  rok 1949  a może, tak chyba na pewno 1948, już tak dokładnie nie pamiętam. Natomiast to o czym chciałam napisać pamiętam doskonale, bowiem  wydarzenie dotyczy Wigilii właśnie z tym rokiem związanej. Miałam może cztery  może pięć  lat. Mieszkaliśmy w bardzo wysokim domu przy ul. Wolskiej 42. Zaiste dom był ogromniasty, a może ja byłam mała i on sprawiał takie wrażenie. Był też bardzo stary i bardzo zniszczony. Wszyscy wiedzieli przecież, że była wojna i domy w okolicy  ledwo stoją  opierając się na  resztkach zniszczonych  kikutów. Pamiętam Wigilię tamtego roku z kilku powodów. Pierwszym był wielki mróz, który zawitał nie tylko do ośnieżonej Warszawy ale również do naszego domu. Mieszkaliśmy w jednym maleńkim pokoju  całe jedenaście metrów kwadratowych, a na jednej ze ścian mróz namalował piękne wzory. Nie dość, że mróz  to nasza sąsiadka pani Halinka znana z talentów wszelakich przyszła i namalowała Mikołaja. W ten sposób oprócz postawionej choinki i kilku wiszących na niej niebieskich i czerwonych  bombek mieliśmy własnego Mikołaja. Prawie na środku  pokoju stała „koza” taki żelazny piec, którego za żadne skarby nie można było dotykać, (tak powiedziała mama),  prawie pod choinką stała kołyska, w której leżał mój brat, a ja siedziałam na stołeczku czekając  na prawdziwego Mikołaja. Bożssssz….  jak ja się przygotowywałam na tę wizytę… Głowa była umyta, warkocze zaplecione, kokarda sterczała na czubku głowy, a ja powtarzałam  „Ojcze nasz „  i już nie wiedziałam sama czy mówię ją dobrze, czy trochę tylko się mylę. No bo jak to Mikołaj przyjdzie a ja nie będę gotowa? Byłam jedynym dzieckiem na piętrze i dotychczasowe życie kręciło się wokół mnie, aż do pewnego dnia w październiku, kiedy mama nagle zachorowała i trzeba było odwieźć ją do szpitala przy ul. Płockiej. Trochę to trwało zanim ją znalazłam w tym głupim szpitalu, ale po pogoni po salach i piętrach dotarłam w końcu do niej. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam na jej rękach maleńkie zawiniątko  wrzeszczące wniebogłosy?! Jak się później okazało to był nowy mieszkaniec tych jedenastu metrów  zresztą najważniejszy, no bo jak to taka malizna? A wszyscy mówili mi, że będę miała brata lub siostrę, i będzie się ze mną  bawił? Taki mały? On nawet nie rozumiał jak do niego mówiłam, i wcale się nie cieszył, kiedy bujałam go tak solidnie  w tym jego łóżeczku.  Siedziałam i myślałam nie tylko czy umiem „Ojcze nasz” ale też o tym co obiecałam, że będę grzeczna, nie będę wtykać palców w oczy  małego, że będę  dobra i nie będę chciała wyrzucić go z łóżeczka. Eeeee tam… obiecałam, trudno, muszę dać radę. W tak poważnym nastroju doczekałam do wieczora. Coraz ktoś przychodził, coraz to słyszałam stukot na klatce, która była wielka i nieprzyjemna. Bo co to za klatka z taką wielką dziurą pośrodku, do której nie wolno było się zbliżać, wcale!  Pod ścianami schody, a pośrodku wielka dziura do samego parteru. Brrrrr…. Raz jeden tylko udało mi się podejść do tej dziury tak blisko, bliziutko, na sam skraj kucnęłam sobie i cichutka patrzyłam  w dół…. Tego też nie zapomnę, bo w jednej sekundzie znalazłam się  w rękach matki, która dopiero w domu wyraziła się dosadnie lejąc mój tyłek z całej mocy ,… taaa, zapamiętałam to wydarzenie dokładnie, bo przecież przez kilka dni nie mogłam usiąść aby sobie nie przypomnieć trzepania mojego tyłka.  Podobno wtedy mama wbiła mi rozum do głowy, hmmm trochę chyba za mocno, bo ta głowa bolała mnie z tydzień. Ale to było kilka miesięcy wcześniej, a dzisiaj była Wigilia. Wiedziałam, że w ten dzień rodzi się Bóg, bo znałam taką piosenkę „Bóg się rodzi..” nauczyli mnie w przedszkolu i ja jako najlepszy fałszerz przedszkolny chodziłam i ją śpiewałam od rana do nocy.  Ale co z tym Mikołajem?  A jak mi nic nie przyniesie, za ten jednorazowy wypad na klatkę, do dziury? A jak będzie pamiętał, że brata chciałam wywalić z kołyski wtykając mu palce w oczy, a przecież nie były to moje jedyne przewinienia. Jak mówiła mama byłam dzieckiem z „piekła rodem”. Dlaczego z piekła, przecież ja nie chciałam być z „piekła rodem”, ale zawsze wszystko tak jakoś wychodziło!  Zawsze było tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, bo czyż nie fajną zabawę wynalazłam u pani Halinki w domu, gdy pośrodku jednej izby jaką miała do dyspozycji ich czteroosobowa rodzina  wygrzebałam w podłodze zupełnie piękną dziurę i wszyscy w nią wpadali? Pani Irenka, siostra pani Halinki też wpadła, tak dobrze, że aż skręciła sobie nogę. Ale czy to moja wina, że podłoga była z miękkiego piasku? Przecież ja tego piasku tam nie sypałam, ja tylko wygrzebałam dołek… Myśląc o moich przewinieniach zapadłam w błogi sen, ale niestety nie był on miły, gdyż śniły mi się diabły a ja pośród nich. Nagle ktoś szarpnął mnie za ramię. Mama ! Acha, dobrze, że tych diabłów nie ma, jestem w domu, ufff! 

I wtedy nieoczekiwanie ktoś zapukał do drzwi! O Boże! Ratuj mnie, czy to ten Święty Mikołaj?  No tak.. wszedł ubrany w kożuch, czapę, miał długaśną  brodę, a mnie się  kolana  ugięły i tak jakoś dziwnie dygotały, nie mogłam dać ani jednego kroku, o przysłowiowym dygnięciu też nie było mowy. Stałam cała sparaliżowana i tylko łzy płynęły mi po policzkach, same, naprawdę! Czy łzy mogą płynąć same? Przebiegło mi szybko przez głowę i odpowiedź, no przecież płyną! W jednej chwili się pozbierałam i wykonałam szybki dyg, przeżegnałam się, powiedziałam, że byłam niegrzeczna, nie słuchałam matki i ojca, byłam nad dziurą, chciałam wylać brata z kołyski, i kilka jeszcze grzechów powiedziałam, i o pani sąsiadce i jej podłodze i wszystko to powiedziałam na jednym wydechu, w końcu zamilkłam, bo musiałam zaczerpnąć powietrza. I wtedy stał się cud… ! Mikołaj do mnie przemówił. Na początek dał mi rózgę, abym pamiętała, że mam być grzeczna przez cały rok ? Cały rok, ja nie wiem co to znaczy cały rok, pomyślałam…  i dostałam prezent na który czekałam całe życie, lalkę, piękną blondynkę co mówiła mama, i była ubrana w czerwoną sukienkę i czerwony kapelutek i była taka uśmiechnięta i mrugała do mnie porozumiewawczo oczami. I mogłam ją trzymać. Z wrażenia usiadłam na podłodze i nie ruszyłam się do wyjścia tego Świętego Pana Mikołaja.  Zupełnie nie pamiętam co dostał mój maleńki brat, co dostała mama i gdzie zniknął tato?  Pamiętam tylko jedno, gdy Mikołaj wyszedł cały czas myślałam o jednym… dlaczego on miał takie same buty jak mój tato, i gdzie poszedł tato, i dlaczego nie trzymał mnie mocno za rękę w chwili takiej grozy, gdy musiałam tyle moich sekretów powiedzieć temu panu Mikołajowi. 

Dalszy ciąg pamiętam z opowiadania  mamy.  Siedziałam na podłodze jak trusia, nie ruszałam się przez godzinę lub dłużej i w końcu ojciec, który nagle się znalazł stwierdził, że mam gorączkę. Całe święta przeleżałam w łóżku chora na zapalenie ucha środkowego, kto miał, wie o czym mówię. Z wizyty tej pozostało mi to właśnie wspomnienie i  lalka ubrana na  czerwono.  Ale o lalce i innych przeżyciach napiszę innym razem.

Dzisiaj mój Mikołaj, bo przecież Mikołajem był nasz tato,  obchodzi imieniny. Dzisiaj jest Świętego Szczepana. Byliśmy u Ojca z życzeniami, prezentami, wspominaliśmy dawne bardzo dawne lata i moje wybryki. A jedno ze wspomnień tkwiących we mnie postanowiłam wam  opisać.

Tato był bardzo wzruszony, wpiliśmy po kieliszeczku ajer koniaku życząc Mojemu Ojcu

Zdrowia i Szczęścia i Wszystkiego Najlepszego! Trzymaj się  Tatku, bądź z nami jak najdłużej, tylko wtedy Święta Bożego Narodzenia będą najpiękniejszymi.

Twoja Córka z „Piekła  Rodem”

Jadwiga

W dniu Bożego Narodzenia

Autor: Jadwiga. 36 komentarzy.

Dziś składam  Wam  życzenia,

Aby raźniej w duszy było,

Aby szczęścia i radości,

Pomyślności i miłości,

Z życia nigdy nie ubyło,

Aby  Wam się  lepiej żyło.

W życiu bez smutku i cierpienia,

Oto  są  moje dla Was życzenia

 

Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia

Życzy

Wasza Jadwiga

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.