Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

MOJE PISANIE

Autor: Jadwiga. 45 komentarzy.
Warszawa AWF.1968r.Druzyna polskich szablistow na olimpiade Meksyk 68r..Fot.Jan Rozmarynowski/Forum

Warszawa AWF.1968r.Druzyna polskich szablistow na olimpiade Meksyk 68r..Fot.Jan Rozmarynowski/Forum

Trudno, w końcu muszę się przyznać, dlaczego w tym roku, obecnie tak mało mnie na blogu oraz dlaczego nie odwiedzam was systematycznie. Nie mam czasu, tak można byłoby skwitować jednym zdaniem mój brak aktywności.

Ale ja wiem, że prawda jest zupełnie inna. Otóż siedzę i piszę, a jak nie piszę to czytam na potęgę! W końcu wszyscy zamartwiają się, że w Polsce czytelnictwo upada, ale nie w moim domu, ja czytam! W tym roku dobiłam już do kilkudziesięciu tytułów. Niektóre moje lektury dotyczą moich doświadczeń zawodowych. Te są najciekawsze. Właśnie czytam książki, w których w głównej roli występuje Jerzy Pawłowski prawnik z wykształcenia major WP szablista wszechczasów, szpieg CIA. Mam swoją własną bibliotekę a w niej „Trud Olimpijskiego Złota” książkę napisaną przez Jurka Pawłowskiego po Igrzyskach Olimpijskich Meksyk 1968( Wydawnictwo MON rok 1973), gdzie Jerzy zdobył złoty medal olimpijski w szabli. W finale występował też młody zawodnik Józef Nowara, który zajął VI miejsce. Przede

Jerzy Pawłowski Trud Olimpijskiego Złota wydawnictwo MON 1973 r

Jerzy Pawłowski Trud Olimpijskiego Złota wydawnictwo MON 1973 r

mną książka Jerzego Pawłowskiego „Najdłuższy Pojedynek” Spowiedź szablisty wszechczasów- agenta CIA oraz obejrzenie spektaklu Teatru Telewizji Sceny Faktu pt.: „Kryptonim Gracz” w reżyserii Agnieszki Lipiec-Wróblewskiej w roli Jerzego Pawłowskiego wystąpił Zbigniew Zamachowski. Premiera tego spektaklu odbyła się 28 stycznia 2008 r. Ponadto czekają na mnie książki Wojciecha Zabłockiego architekta szablisty, który razem z Jurkiem startował w wielu turniejach szermierczych odnosząc sukcesy.

Książkę „Trud Olimpijskiego Złota” dostałam od Jurka wraz z osobistą dedykacją w roku 1973, wtedy, gdy prezes Jerzy Pawłowski- Prezes Polskiego Związku Szermierczego zjawił się w Głównym Komitecie Kultury Fizycznej i Sportu w Departamencie Sportu, w którym pracowałam od 1968 r. i zaproponował mi pracę w Szermierce w charakterze Sekretarza Generalnego tego Związku. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy po mojej odmowie Jurek poszedł do mojego dyrektora departamentu dr Bogusława Ryby i po kilkunastu minutach przyszedł oświadczając, że z dniem 1.06.1973 r., przechodzę do Polskiego Związku Szermierczego na stanowisko kierownika biura. Miałam dokładnie ukończone dwadzieścia siedem lat i trzy miesiące. Ogromny skok awans, czy jak chcecie to nazwać. To, co zdarzyło się później w 1975 r. było nie tylko dla mnie zaskoczeniem, ale również wielką zagadką z wieloma niewiadomymi. Nie wiedziałam zupełnie jak potoczą się moje zawodowe losy, gdy nastąpiło aresztowanie Pawłowskiego, i co wyniknie z tego bądź, co bądź niespotykanego wydarzenia. Prasa Peerelu szalała, artykuł za artykułem, opowieści dziwne i jeszcze dziwniejsze, swoją rolę odgrywały wszystkie służby specjalne nakręcając koniunkturę zdrady, nienawiści, manipulacji braku społecznej akceptacji wydarzeń. Jak można było w owym czasie mieć swoje zdanie, jak można było wierzyć tej czy innej stronie? Byłam przerażona, tym bardziej, że i kontrwywiad dokładał swoje trzy grosze. Temat trwał na łamach prasy, z biura związku prokuratura wojskowa zabrała wszystkie dokumenty! Miałam gołe ściany nic nie zostało! Byłam sekretarzem generalnym związku, w którym nie posiadaliśmy dokumentacji naszej pracy, a trzeba było realizować plany szkoleniowe zawodników we florecie kobiet i mężczyzn, w szabli i szpadzie. Codzienność była zatrważająca, dziennikarze z różnych agencji polskich i zagranicznych nagabywali

Jerzy Pawłowski Najdłuższy Pojedynek Spowiedź szablisty wszechczasów agenta CIA

Jerzy Pawłowski Najdłuższy Pojedynek Spowiedź szablisty wszechczasów agenta CIA

nas prosząc o wywiad. Cóż my mogliśmy powiedzieć, szczególnie ja? Pracownik z niewielką praktyką w Związku starający się podołać nałożonym obowiązkom mimo trudnej sytuacji. Wzywano mnie do moich zwierzchników w Polskiej Federacji Sportu z siedzibą na ul. Marymonckiej, rozmowy, rozmowy, dyrektywy itp. Kolorowy zawrót głowy! Tylko, ze mi nie było wcale do śmiechu. W tym momencie Pawłowski był przesłuchiwany. Jeden Pan Bóg wie, co się działo na ul. Rakowieckiej a u nas w Związku dzisiaj powiedzielibyśmy Armagedon! Domysłom, plotkom, nienawiści nie było końca.

A ja zastanawiałam się, co dalej, jak to wszystko opanować, jak wyjść z honorem, ( o którym wtedy pewnie nikt nie myślał) i twarzą na prostą. Miałam dwadzieścia siedem lat i prawie całe życie zawodowe i nie tylko, przed sobą. Moja córeńka Agnieszka właśnie kończyła  cztery latka, i popołudniami siedziała ze mną w Biurze stemplując głównie język a nie czyste kartki.

W końcu po jakimś czasie dokumenty wróciły do biura i można było pracować nieco spokojnie, bo o spokoju nie było mowy.

Dzisiaj patrzę na przebieg tamtych zdarzeń z dystansem. Wiem już, co zdarzyło się dalej, ale wtedy? Nie wiadomo było nic. W końcu po dziewięciu czy dziesięciu miesiącach przesłuchań i kolejnych miesiącach rozprawy ogłoszono wyrok, winny 25 lat w tym 10 lat pozbawienia praw obywatelskich oraz degradacja ze stopnia majora WP do stopnia żołnierza. Znowu przetoczyła się kolejna fala artykułów, potępiających zdradę, wszyscy byli za, no, bo kto w roku 1976 lub 1977 mógł być przeciw? System szalał obnażając swoje oblicze. A my widzowie obserwatorzy nie wiedzieliśmy nic, nie mieliśmy żadnych uczciwych informacji. Współpracowałam ze wspaniałymi ludźmi Zbigniewem Czajkowskim, Zbigniewem Skrudlikiem, Krzysztofem Grzegorkiem, Zbigniewem i Andrzejem Przeździeckimi, Markiem Poznańskim, Zbyszkiem Sikorą, Jurkiem Wężowskim, Basią Orzechowską, Jackiem Żemantowskim, Adamem Lisewskim, Bolesławem Borzęckim, Jerzym Sobolem, Zygmuntem Pawlasem, Witoldem Woydą, Wojciechem Zabłockim,  i innymi a także ze znakomitymi zawodnikami. Aby napisać o naszych trudach muszę przeczytać wiele pozycji.

Wojcieh Zablocki (z prawej) i Jerzy Pawlowski wprzerwie treningu w sali szermierczej warszawskiego COPO.Warszawa 1967r.Fot.Jan Rozmarynowski/Forum

Wojciech Zabłocki (z prawej) i Jerzy Pawłowski wprzerwie treningu w sali szermierczej warszawskiego COPO.Warszawa 1967r.Fot.Jan Rozmarynowski/Forum

Teraz już wiecie, dlaczego czytam wszystkie książki dotyczące nie tylko Jurka Pawłowskiego – Pawła, ale tez Wojtka Zabłockiego- Kajtka. Przede mną Jego książka „Piórkiem i szablą”, „Pojedynki i kobiety” i kilka innych. Chcę tamte czasy zobaczyć po raz drugi i trzeci, chcę wtopić się w tamten okres socjalistyczny, chcę na nowo zobaczyć to co robiliśmy, jak  pracowaliśmy, jak realizowaliśmy plany szkoleniowe,  jak startowalismy w turniejach zagranicznych, Padwie, Bolonii, Kijowie, Tallinie, Mińsku, Moskwie, aby napisać o tej części mojego życia w sposób niezwykle wyważony! Muszę wrócić do tamtych trudnych czasów aby dobrze odtworzyć to co minęło!

A teraz postaram się odpowiedzieć na pytanie:, dlaczego?

Otóż piszę książkę tytuł roboczy „Moje Podróże z Lotką”. Napisałam już 150 stron. Przede mną, co najmniej kolejnych trzysta stron do napisania. Badminton czeka na opowiedzenie jego historii. Ale zanim to nastąpi muszę napisać trochę o mojej pracy w szermierce, o najlepszej lekcji życia zawodowego jaką odebrałam w latach siedemdziesiątych. Nie wiem, czy bez tej lekcji byłabym tym kim zostałam! Zanim jednak usiądę do klawiatury komputera robię drobiazgową analizę tego co i jak pamiętam oraz jak widzą tamte czasy moi koledzy. Rozmowom nie ma końca, a książki coraz to nowe spływają do mnie. Dlatego postanowiłam poinformować was o najbliższych planach, abyście wiedzieli, że nikogo nie lekce sobie ważę, ale czas mam limitowany. Mam nadzieję, że teraz zaczniecie trzymać kciuki ( albo i nie) aby mój projekt udał się i abym zdążyła.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, życzę udanych przygotowań do Świąt.

Św. Mikołaj do was dotarł to wiem, pewnie byliście grzeczni.

Przypominam wam przepis na ciasto z owocami persymony czyli kaki, proste, łatwe, pyszne

http://www.okiemjadwigi.pl/ciasto-z-owocami-persymony/

Wasza Jadwiga

 

Zdjęcia otrzymałam od Jana Rozmarynowskiego- Mojego Najlepszego Przyjaciela, Janku serdecznie dziękuję!

Leczenie w Busku Zdroju

Autor: Jadwiga. 28 komentarzy.
Jadwiga w ogrodzie

Jadwiga w ogrodzie z kwiatami dla Was

Wróciłam, wróciłam już prawie tydzień w domu. Czas minął szybko a leczenie było intensywne.

Na moje bolące i sponiewierane kontuzjami kolana dostałam zabiegi:

Ćwiczenia w basenie rehabilitacyjnym gdzie ciśnienie hydrostatyczne i temperatura wody powodują odciążenie i rozluźnienie mięśni ułatwiając wykonywanie ćwiczeń.

Kąpiele siarczkowe – w wodzie siarczkowo słonej pochodzącej z naturalnych źródeł występujących na terenie uzdrowiska, z własnego ujęcia sanatoryjnego,. Aktywne związki rozpuszczony siarkowodór, jony wodoro- siarczkowe przenikają podczas kąpieli przez skórę i błony śluzowe, przez co regenerowana jest chrząstka stawowa i tkanka łączna takie działania wykazują przy schorzeniach: choroby zwyrodnieniowej stawów, reumatoidalnego zapalenia stawów, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa, dyskopatii, zespołów bólowych kręgosłupa. Dobre działanie wykazują również w rehabilitacji stanów pourazowych stawów i kości, wykazują również działanie bakteriobójcze grzybobójcze i przeciwpasożytnicze.  Leżałam sobie w wannie przez piętnaście minut i myślałam tylko o niebieskich migdałach. Było miło, leniwie i ciepło, bowiem temperatura kąpieli wynosiła mniej niż 38 stopni.

Kolejnym bardzo miłym zabiegiem, jaki dostałam był hydro-jet- masaż całego ciała na łóżku wodnym. Próbowaliście kiedyś? Nie?  A to błąd, bo warto! Działa regeneracyjnie, rozluźniająco odprężająco. Powoduje korzystne zmiany w metabolizmie komórek mięśniowych i zwiększa komfort psychiczny.

Masaż klasyczny – polega na stosowaniu różnych technik głaskaniu, uciskaniu, rozcieraniu oklepywaniu w celu poprawienia miejscowego krążenia krwi, nie powiem bardzo lubiłam ten zabieg.

Kąpiel kwasowęglowa gazowa sucha w kapsule – kąpiel polega na wprowadzeniu do kapsuły dwutlenku węgla gdzie siedziałam zamknięta w pozycji półleżącej z ręcznikiem dookoła szyi. Kąpiele suche i mokre obniżają ciśnienie tętnicze krwi oraz częstotliwość akcji serca, działają uspokajająco, odprężająco, przeciwbólowo, przeciwzapalnie.

Krioterapia miejscowa na obydwa kolana, leczenie zimnem, czyli parami azotu o temperaturze – 130 stopni, zabieg działał przeciwobrzękowo, przeciwbólowo.

Oprócz tych zabiegów dokupiłam kilka inhalacji z aerozolu solanki jodowo bromowej wytworzonej w aparacie ultradźwiękowym, co podziałało nawilżająco na błony śluzowe dróg oddechowych a stosowane jest w nieżytach gardła i nosa.

Byłam też na kilku sesjach w grocie solnej zbudowanej z naturalnej soli z Morza Czarnego, gdzie wytwarzany jest unikalny mikroklimat. Pobyt 45 minutowy działał odprężająco i przeciwalergicznie.

Park Sanatorium "Włókniarz" Busko Zdrój

Park Sanatorium „Włókniarz” Busko Zdrój

W ten sposób wykorzystywałam czas w Sanatorium WŁÓKNIARZ w Busku Zdroju. I Powiem tak w 2016 r. pojadę po raz drugi. Warto! Po 18 dniach wróciłam do domu zregenerowana, kolana nie bolą tak jak bolały, oczywiście ze starych nie zrobimy nowych, ale zawsze na kilka ładnych miesięcy kuracja pomoże.

Po pierwszym tygodniu leczenia byłam trochę skołowana, bolały mnie nogi, szczególnie kolana. Jest to normalne! Organizm musiał reagować i dlatego miejsca, w których były urazy, czy też operowane bolały. Pod koniec drugiego tygodnia bóle cofnęły się i było coraz lepiej.

W sanatorium jest wiele ofert leczniczych ja naliczyłam kilkadziesiąt. Leczenie każdorazowo ustala lekarz rehabilitacji, poza tym do dyspozycji pacjentów są lekarze różnych specjalności, którzy udzielają stosownych porad. Ja byłam zadowolona, gdybyście chcieli wiedzieć więcej na ten temat podaję link

www.wlokniarz.pl

Pokonywanie własnych słabości jest wskazane, bo jak powiedział dr Michał Ostrowski

„Nie ma nic radośniejszej rzeczy niż pokonanie cierpienia”

 

Wasza Jadwiga

O Zbigniewie Zborowskim i jego książce „Trzy Odbicia w Lustrze” napisałam na moim blogu 5 stycznia 2014 r. Recenzja była entuzjastyczna, gdyż autorem jest mężczyzna, który nie bał się napisać książki o trzech krwistych kobietach. Link do mojej recenzji podaję poniżej.

http://www.okiemjadwigi.pl/trzy-odbicia-w-lustrze/

PĄKI LODOWYCH RÓŻ autor Zbigniew Zborowski

PĄKI LODOWYCH RÓŻ
autor Zbigniew Zborowski

Dzisiaj skończyłam czytać kolejną książkę Zbigniewa Zborowskiego „Pąki Lodowych Róż” wydana przez Wydawnictwo Zysk i S-ka w październiku br. Na okładce znalazłam adnotację Saga rodzinna.

Sama okładka też nieco przypomina „Trzy Odbicia w Lustrze” zaczęłam podejrzewać, że jest to kontynuacja poprzedniej książki. Miałam rację! Książka jest świetnie napisana urzekająco i z rozmachem. Znajdujemy się na Wołyniu, w Polsce, Moskwie, Afganistanie, Czeczenii. I choć czasy wojenne prawie się skończyły, prawie stanowi wielką różnicę, ponieważ wojna tli się zarówno w Afganistanie jak i Czeczenii a obecnie na Ukrainie. Opowieść jest historią o poszukiwaniu tożsamości, o ludzkiej tragedii, o odkrywaniu rodzinnych tajemnic. Wraz z autorem przemieszczamy się w czasie i przestrzeni, szukamy rzeczy niemożliwych, jesteśmy czynnymi obserwatorami. Postacie są wyraźne, jasno zarysowane. Wojna i łagry na Syberii, budowanie fabryki swierdłowskiej, umieranie setek tysięcy ludzi w rosyjskiej tajdze, w warunkach urągających ludzkości. Determinacja przeżycia, nawet tych, którzy w niedalekiej przeszłości mieli cieplarniane warunki. Odkrywanie innej krwiożerczej rzeczywistości, gdzie najtwardsi z twardych mogą tylko przeżyć.

Miłość w tych warunkach wydaje się niemożliwa, a jednak jest silna, przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Uczestniczymy w życiu, które ma różne oblicza.

W książce „Trzy Odbicia w Lustrze” autor opowiadał nam o rodzinie Anny o jej babci, która wyciągnęła Annę z sierocińca.

Teraz przyszedł czas na Bartka, jej męża oraz jego babcię Natalię Hryniewicz.  Natalka jako siedemnastoletnia dziewczyna przebywa w majątku rodzinnym na Wołyniu. Los nie jest dla niej łaskawy rzuca ją do Lwowa, napad Niemiec ZSRR na Polskę, spreparowany akt oskarżenia powoduje jej uwięzienie w Brygidkach, ta wątła ładna dziewczyna już w tym więzieniu poznaje jakże okrutny smak wojny. Później wyjazd za bratem w nieznane. Niespodziewanie znajduje się w tajdze, dostaje do ręki siekierę i ma nią wyrąbać swoją przyszłość. Tu poznaje prawdziwe życie. Patrzy na śmierć tysięcy osób., Już powinna nie żyć, jednak cudem ocalała, ciągle żyje, sama nie wiedząc jak to możliwe. Prowadzi ją jakaś siła, niewidzialna determinacja. Nienawiść i miłość, splatają się i stają motorem jej działania. W końcu dziwnym splotem okoliczności odnajduje w sobie niezwykłą siłę, określa cel i dąży do niego. Towarzyszymy jej w Moskwie, Warszawie i w końcu Milanówku i Józefowie. Losy jej splątane są z wysokimi rangą ludźmi późniejszego Peerelu oraz notabli rosyjskich. Jednak zanim to się stanie Natalia wraz z polsko-radziecką armią uczestniczy w walkach II wojny światowej. Jest podoficerem łącznościowcem, odznaczonym w walkach o Berlin.

W Józefowie odwiedza babkę Natalię jej jedyny wnuczek Bartek. Śledzimy ich losy z zapartym tchem.

Śmierć Zosi, babci Anny wprowadza wielki zamęt. Babcia przestrzega wnuczkę o grożącym jej niebezpieczeństwie. Witold powraca. Warto przeczytać link do recenzji która napisałam, aby przypomnieć sobie kim był Witold.

Razem z Anną poznajemy historię życia Natalii, babci Bartka. Uczestniczymy w wojnie w Afganistanie, gdzie Borys wraz kolegami odnosi sukcesy w walkach, aby w jednej chwili stracić zaufanie dowódców. Przenosimy się do gangsterskich melin Moskwy, gdzie wyrok zapada nadzwyczaj szybko. Podróżujemy z Wierą do splamionej krwią Czeczenii, na Ukrainę i do Doniecka.

Każdy z głównych bohaterów ma swoją narrację. Swoje racje. Nie ma miejsca na morał, bo racja tutaj jest tylko po jednej stronie.

Zbigniew Zborowski obala mit, że w roku 1945 skończyła się wojna. Ona trwa na świecie cały czas. Pokój to pojęcie mityczne, a najbardziej ze wszystkiego liczy się władza, dotycząca wielu dziedzin życia. Pokazuje, ze często wyprawa na wojnę to brak władzy nad sobą samym, nad własnymi emocjami, poczuciem krzywdy i odrzucenia. W „Pąkach” znajdujemy takie wojny, Zborowski analizuje procesy myślowe bohaterów, odkrywa motywy postepowania, sposób dochodzenia do podejmowanych decyzji.

Jego bohaterowie Natalia, a szczególnie mordercy Borys i Wiera mają ludzkie uczucia.

Zborowski nie jest moralizatorem, patrzy na świat, nikogo nie poucza, nie ocenia, nie jest nauczycielem.

W „Pąkach” wiele się dzieje, akcja jest dynamiczna i trzyma nas w napięciu od pierwszego do ostatniego rozdziału.

Polecam wszystkim!

Wydawnictwu ZYSK i S-ka  dziękuję za przesłanie egzemplarza do recenzji

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.