Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi
 Wojciech Szkudlarczyk i Agnieszka Wojtkowska podczas wywiadu

Wojciech Szkudlarczyk i Agnieszka Wojtkowska podczas wywiadu

Pod koniec każdego roku rozpoczyna się stała seria różnego rodzaju plebiscytów na najlepszego sportowca danego regionu, województwa, dyscypliny sportu czy też miasta. Tak samo jest w moim ukochanym badmintonie. Dzisiaj mam wielką prośbę do wszystkich czytelników bloga Okiem Jadwigi. Jak wiecie bardzo często piszę o badmintonie, szczególnie tym z mniejszych miejscowości, w których pracują wspaniali trenerzy umiejący porwać za sobą młodzież oraz społeczność lokalną. Proszę Was abyście zagłosowali na zawodnika Wojciecha Szkudlarczyka,  badmintonistę, utytułowanego zawodnika pochodzącego z Puszczykowa z Klubu PTS. Jest on wielokrotnym reprezentantem Polski, należącym do kadry narodowej. Trwa Plebiscyt na najlepszego Sportowca Roku w tej miejscowości, Wojtek ma ogromne szanse, ale trzeba mu pomóc. Liczę na Wasze wsparcie, podaję linki, w których możecie znaleźć wiadomości na temat wyników Wojtka Szkudlarczyka i jego partnerki Agnieszki Wojtkowskiej w mikście oraz w deblu mężczyzn, w którym gra z Łukaszem Moreniem. Pierwszym trenerem Wojtka był Zbyszek Gorzelanny wielki mój Przyjaciel, trener,  wychowawca wielu pokoleń zawodników w badmintonie.

Wojciech Szkudlarczyk

Wojciech Szkudlarczyk

Wsparcie Wojtka w Plebiscycie będzie też ukłonem i podziękowaniem dla  trenera Zbyszka Gorzelannego, bez którego nie byłoby sukcesów Wojtka i wielu innych młodych zawodników. Głos można oddać tylko jeden raz przez aplikacje poniżej. Aplikacja nie działa na urządzeniach mobilnych a głosować można tylko używając komputera lub lap topa .Będę bardzo wdzięczna za udzielone poparcie. Link do głosowania znajduje się tutaj: https://www.facebook.com/PuszczykowskieTowarzystwoSportowe/app_198696636987268 O Wojtku możemy przeczytać tutaj: http://www.badmintonzone.pl/?strona=news&id=539 http://badmintonzone.pl/?strona=news&id=344 http://badmintonzone.pl/?strona=news&id=343

Dużo czasu upłynęło od ostatniego wpisu, gdy polecałam wam książkę „Białe Trufle”. Dzisiaj po wielu dniach świętowania, pora na nową książkę i nowego autora. Zbigniew Zborowski „Trzy odbicie w lustrze”. Wydawnictwo „Zysk i S-ka” Poznań październik 2014 r.

Trzy Odbicia w Lustrze autor Zbigniew Zborowski

Trzy Odbicia w Lustrze autor Zbigniew Zborowski

Po książkę sięgnęłam z powodu tytułu i autora-mężczyzny, który odważył się napisać o kobietach.” Trzy odbicia w lustrze” to saga rodzinna rozpoczynająca się na Wołyniu opowieść o trzech kobietach: matce, córce i wnuczce:        „…Latem 1939 roku Zosia marzyła o lepszym życiu. O tym, by się na dobre wyrwać z biedy warszawskiego Powiśla, zdobyć wykształcenie i spokojną przyszłość. Prawie się jej udało. Prawie. Ostatecznie jednak wszystko poszło nie tak. I to nie tylko za sprawą wojny, która zastała ją w majątku ziemskim na Wołyniu, do którego wkrótce wtargnęli Sowieci. Przede wszystkim podjęła jedną złą decyzję, która zaważyła na całym jej życiu. Może to skutek klątwy rzuconej na nią jeszcze przed wojną? Zosia przeciwstawia się złu, uzbrojona jedynie w miłość. Do swojej córki, do wypróbowanych przyjaciół i… do tajemniczego mężczyzny o oczach anioła, którego wojna zamieniła w demonicznego mściciela. Czy to wystarczy, by wygrać i rozwiązać zagadkę przeznaczenia? A jeśli tak, to czy można cofnąć fatum? I jaka jest tego cena? Z tymi pytaniami, w ogniu płonącej Warszawy, w uścisku powojennego terroru, w cieniu rodzinnych tragedii, w gorączce uczuć i labiryntach raczkującego kapitalizmu, zmierzyć się będzie musiała nie tylko Zosia, ale także jej córka, a potem wnuczka. Znalezienie właściwej odpowiedzi zajmie im siedemdziesiąt pięć lat…”

Zbigniew Zborowski autor, o którym nie można znaleźć w Googlu wielu informacji, stworzył opowieść rodzinną o trzech krwistych kobietach pełnych miłości, gotowych do bezgranicznego poświęcenia, do działania w czasie walk z Sowietami na Wołyniu, trochę później zaś w czasie wojny w Warszawie podczas Powstania i w końcu po wojnie na Ziemiach Odzyskanych. Saga rodzinna zatacza koło i w końcu w lecie 2014 znajduje swoje rozwiązanie. Powieść jest wartko napisana a do tego pięknym językiem polskim. Przeczytałam ją jednym tchem w jedną noc. Cały czas zastanawiałam się, jak to możliwe, aby mężczyzna tak pięknie i wnikliwie opisał trzy kobiety. Losy tych kobiet, które mierzyły się  z trudami życia podczas wojny, a także po wojnie w czasie postkomunistycznego terroru. Fatum ciążące nad losami tych kobiet nakręca akcję, a powiązane modne elementy fikcji przeplatają się z zagadnieniami choroby psychicznej. Pokazane są ludzkie wahania, a także podejmowanie mniej lub bardziej przemyślanych decyzji. Mamy także element, jakże lubiany przez nas Polaków, bohaterstwa i niezwykłych umiejętności działania polskich kobiet w ekstremalnych warunkach.

Pozwólcie, że zacytuję urywek wywiadu udzielonego  przez Zbigniewa Zborowskiego:

”… Mężczyzna, który doskonale rozumie kobiety i pisze niesamowitą sagę rodzinną trzech pokoleń kobiet. Na usta samo ciśnie się pytanie – gdzie się Pan tego nauczył? Przez całe życie otaczały mnie mądre i silne kobiety. Mama, babcia, a teraz żona. Miałem, od kogo się uczyć! Dzięki nim szybko zrozumiałem, jak wielka moc tkwi w „słabej płci”. To właśnie dzięki kobietom nasz świat ciągle trzyma się jeszcze w jednym kawałku. To one, czy tego chcą czy nie, wciąż naprawiają to, co wymachujący szabelką mężczyźni rozwalają. Widać to szczególnie w trudnych momentach. Na przykład w czasie wojny, kiedy wokół panował chaos i zniszczenie, wiele kobiet musiało stać się faktycznymi głowami rodzin. Podczas gdy mężczyźni prężyli muskuły, one troszczyły się o byt najbliższych, bezpieczeństwo dzieci, zdobywały żywność czy ubrania. Umiały zachować w tych szalonych czasach równowagę i rozsądek. Dobrze to obrazuje czas Powstania Warszawskiego. Sami jego żołnierze często przyznają, że najniebezpieczniejszą pracę wykonywały dziewczyny – sanitariuszki. Oni strzelali do Niemców i kolaborujących z nimi Rosjan, tak. Lecz to one, w dodatku bez broni, szły w najcięższy ogień żeby dostać się do rannych. A potem opatrywały ich i taszczyły kilometrami do polowych szpitali. I jeszcze pocieszały, że „wszystko będzie dobrze”. Znana jest historia sanitariuszki, która  w samym środku piekła – pod bombami szturmowych samolotów i w ogniu artylerii – niosła rannego. Opadła w końcu z sił i poprosiła jakichś mężczyzn, żeby jej pomogli. Odmówili. Bali się. Co zrobiła ta filigranowa dziewczyna? Złapała broń rannego, wycelowała w struchlałych  facetów i kazała iść z poszkodowanym do szpitala. Trzeba mieć charakter, żeby tak postąpić, prawda?

W krótkiej notce biograficznej w książce możemy przeczytać, iż do niedawna był Pan nurkiem eksplorującym zatopione na dnie Bałtyku wraki, tak jak i jeden z bohaterów „Trzech odbić w lustrze”.  Proszę opowiedzieć o tym, jaki wpływ miała Pana pasja na ostateczny kształt powieści. Szczerze przyznam, że… niewielki. Chociaż… Pierwszy, jeszcze zupełnie niesprecyzowany pomysł na opowieść o zwykłych ludziach, którym przyszło żyć w niezwykłych czasach, rzeczywiście  przyszedł mi do głowy podczas nurkowania. To był wrak statku, który został storpedowany na trzy tygodnie przed końcem wojny. Ludziom, którzy nim płynęli – a było ich tysiące i niemal wszyscy zginęli – prawie udało się dotrwać do końca koszmaru. Prawie… W dodatku wojna, przed którą uciekali, dopadła ich w chwili, kiedy myśleli, że właśnie wyrwali się z zagrożenia, że są nareszcie bezpieczni. Pomyślałem, że ta przewrotność losów, kompletna nieprzewidywalność i chaos, jaki panuje, kiedy jedni zabijają drugich na masową skalę, wydały mi się pasjonującym tłem dla powieści o losach kobiet próbujących w tym szaleństwie ocalić siebie, swoją miłość i poczucie godności. Wtedy jednak nie podejrzewałem jeszcze, że kiedykolwiek napiszę książkę. Pomysł, więc się pojawił i zaraz zniknął. Trzeba było się zająć wynurzeniem, trwającą godzinę dekompresją, zmianą gazów oddechowych, wystrzeleniem boi. O tamtym pomyśle przypomniałem sobie dopiero dobrych kilka lat później, kiedy miałem już na koncie inną książkę (thriller „Nowy drapieżnik”).

„Trzy odbicia w lustrze” charakteryzują się ogromną dbałością o szczegóły historyczne. Jak przebiegały przygotowania merytoryczne? Studiował Pan dokumenty, książki, a może poznał Pan osobiście uczestników opisywanych wydarzeń?

Ja  w ogóle bardzo starannie przygotowuję się do pisania. Dokładnie obmyślam fabułę, robię charakterystyki swoich postaci, czytam, pytam, poszukuję.  Prawdę mówiąc, to te przygotowania sprawiają mi niemal tyle samo frajdy, co samo stukanie w klawiaturę. W przypadku „Trzech odbić w lustrze”, wszystko zaczęło się od lektury listów mojej babci pisanych w czasie wojny i zaraz po niej do swojej siostry. Ich treść uświadomiła mi, że nawet wtedy, w koszmarze okupacji, ludzie starali się w miarę normalnie egzystować, cieszyć rodziną, żartować. Taka już jest nasza natura, próbujemy oswoić nawet tak straszne zjawiska, jak wojna totalna. Pomyślałem, że fajnie byłoby oddać ten klimat. Wojna wojną, ale ludzie chcieli wtedy, na miarę swoich żałośnie okrojonych możliwości korzystać z  życia. Tyle, że było to strasznie trudne, …·Co więcej? Zaczerpnąłem wiele z opowieści dziadka o poprzedzających wybuch wojny latach, kiedy to studiował wymarzoną polonistykę. Studia w jego rodzinie, a pochodził z robotniczego wówczas warszawskiego Powiśla, były czymś niezwykłym. Nie mieściło się w głowie, żeby syn kowala parowego mógł sobie pozwolić na luksus poświęcenia kilku lat na siedzenie w uczelnianej ławie. Koszt tego przedsięwzięcia był oszałamiający! Dziadek jednak dał radę. Jak? Każde wakacje spędzał w wielkich majątkach na Kresach udzielając dzieciom tamtejszych ziemian korepetycji. Tak zarabiał na własną edukację. I dał radę! Wiele też dowiedziałem się od mojego ojca, który choć był poznaniakiem, akurat w roku 1939 spędzał lato w majątku u kolegi – pod Lwowem. Tam go zastała wojna, wkroczenie Rosjan, a potem wywózka aż za Ural. Wrócił do Polski dopiero w roku 1950. Ale to już była inna Polska… Sporo wiedzy dostarczyły mi również doświadczenia reportażysty. Jako dziennikarz rozmawiałem przecież zarówno z osobami przesiedlonymi po wojnie z Kresów, ocalonymi z  Rzezi Wołyńskiej, repatriantami z dawnego ZSRR, wychowankami domów dziecka, ludźmi, którzy po wojnie należeli do socjalistycznych organizacji młodzieżowych oraz… przemiłą starszą panią, która ocalała z katastrofy statku storpedowanego pod koniec wojny przez rosyjski okręt podwodny? Realia wczesnego kapitalizmu poznałem natomiast na własnej skórze. Jeździłem wtedy „na przemyt” do Berlina Zachodniego, handlowałem na bazarach, zarabiałem i trwoniłem pieniądze, troszkę łobuzowałem. Jak to w czasach przełomu. Wszystkie te doświadczenia scaliłem i uporządkowałem dzięki lekturze kilkunastu  książek dokumentalnych i historycznych, archiwalnym mapom i zdjęciom  zdobytym w antykwariatach. W sumie więc można powiedzieć, że zbieranie materiału do książki rozpocząłem na długo zanim w ogóle przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek jakąś książkę napiszę…”

Tyle autor o sobie. Książka wydana została w październiku 2014 r a więc stosunkowo niedawno. Trafiłam na nią zupełnie przypadkiem. Miałam napisać recenzję książki ostatnio wydanej i wtedy zobaczyłam „Trzy odbicia w lustrze”. Pomyślałam,  skoro mam pisać dla Wydawnictwa „Zysk i S-ka” to poproszę również  o tę pozycję. I tak do moich rąk trafiły „ Trzy odbicia w lustrze”. Książkę połknęłam.

Początek był bardzo obiecujący, sielska, wiejska atmosfera, dwór i panicz, miłość w lecie i skutki nierozważnej decyzji, by później przejść do wartkiej akcji czasów walk z Sowietami, rzezi, gwałtów, zabijania, mordowania, gdy trzeba stawić czoła rozwydrzonym hordom mężczyzn mając dziecko na ręku. A jeszcze później Warszawa, podziemie, walki podczas Powstania Warszawskiego, ucieczka z transportu , życie na Ziemiach Odzyskanych, w czasach komunistycznego terroru. Po siedemdziesięciu pięciu latach życie zatocza koło i w lecie 2014 r. przychodzi rozwiązanie wszelkich spraw. Od takiej powieści, od tej sagi rodzinnej nie można się oderwać, dlatego czytałam ją z wypiekami na twarzy, widząc oczyma wyobraźni bohaterki, przeżywające jakże trudne wydarzenia oparte na prawdzie historycznej.

Zosia, Wanda i Anna. Wraz ze zmianą bohaterki i czasów w jakich żyje każda z nich, zmienia się język narracji. Gdy kończy się wojna i na pierwszy plan wysuwa się Wanda, gdy niewola nazistowska zmienia się w niewolę socjalistyczną, i trwa indoktrynacja młodzieży, zmienia się w książce styl narracji, język przestaje być ugładzony, i naiwny, zaczyna dostosowywać się do otoczenia. I jest to przemiana wolna, ledwie widoczna, ale agresja, chamstwo, złość znajdują odzwierciedlenie na stronach książki. Podobnie dzieje się, gdy poznajemy Annę córkę Wandy, trzecią postać. Trzecie odbicie w lustrze. I tym razem zmienia się finezyjnie stylistyka dostosowana do nowej rzeczywistości. Książka Zbigniewa Zborowskiego oparta jest na historii, która jest wyrazistym tłem wydarzeń. Jednak znalazłam tutaj również urywki drążące zakola ludzkiej podświadomości, dotykające choroby psychicznej, wiary w nadprzyrodzone. To jest jak pieprz i sól, przyprawy dodające książce magii.

Wtedy staje się ona jedyna w swoim rodzaju, na tle wielu wydawanych książek.

Książka stanowi wyjątek również dlatego, że napisał ją mężczyzna, który potrafił zrozumieć kobietę i znalazł w jej działaniu sens podejmowanych decyzji. Docenił najstarszą bohaterkę, babcię emanującą mądrością życiową, spokojem, miłością, która wiele przeszła, a mimo tego potrafiła oczarować nas swoją postawą w jesieni życia. To ona stanowi oś konstrukcyjną książki, to ona widziana jest oczami córki Wandy a następnie wnuczki Anny. I to właśnie tę postać zapamiętamy na zawsze, bowiem jest w niej siła i miłość, upadek i wzlot, który może nastąpić poprzez znalezienie ważnego właściwego celu w życiu.

Nie mogę opowiedzieć książki, bo jaki miałoby to sens?

Trzy bohaterki sagi, genialnie wykreowane postacie kobiece,, „Trzy odbicia w lustrze” oczekują na was, na spotkanie, którego nie będziecie żałować!

Dziękuję Wydawnictwu „Zysk i S-ka” za możliwość przeczytania książki.

Świąteczny dyniowy dżem

Autor: Jadwiga. 36 komentarzy.
dżem z dyni z dodatkiem jabłek, pomarańczy, świeżego imbiru goździków i cynamonu

dżem z dyni z dodatkiem jabłek, pomarańczy, świeżego imbiru goździków i cynamonu

Zakupione w październiku dynie trzymają się dobrze. Leżą sobie na tarasie opatulone w poduszki i koce. Przetrwały mróz, który jakoś obszedł się z nimi łagodnie.

Postanowiłam część dyń przerobić na dżem. W Internecie jest wiele przepisów na dżemy z dyni. Ja jak zwykle zrobiłam dżem po „swojemu”, doskonaląc jego smak poprzez dodanie pomarańczy, jabłek, goździków, laski cynamonu, imbiru i soku z cytryn. Uzyskałam smak o jaki mi chodziło, nie za słodki, jednak nie kwaśny, z nutą korzenną na końcu języka. I co najważniejsze po zjedzeniu tego dżemu nie mam żadnych niemiłych objawów żołądkowych (zgaga itp.). Używam go do naleśników, do białego sera, do ciasta. Jest po prostu uniwersalny. No i co najważniejsze niezbyt pracochłonny. Dynie jeszcze można kupić szczególnie na bazarach i w sklepach typu „warzywniak”. Zapraszam, jest jeszcze czas na własnoręczne przygotowanie  dżemu dyniowego , który może być wspaniałym prezentem pod choinkę.  Oto przepis:

Składniki

Dynia, w moich zbiorach była dynia  z gatunku Samson, którą pokroiłam na cztery części, na mniejsze kawałki i obierałam te kawałki bardzo ostrym nożem. Obraną dynię zważyłam aby wiedzieć jakie proporcje zachować dodając cukier puder 0, 5 kg  (szybciej się rozpuszcza), wodę ,laskę cynamonu, 4 goździki, około 2 kg jabłek, 2,5 kg obranych i pozbawionych białej otoczki pomarańczy,  4 opakowania galaretki pomarańczowej .W Lidlu kupiłam hiszpańskie pomarańcze, duże bomby, bardzo soczyste. Z pozyskanych wiadomości od Joli wiem, że tak samo pyszne pomarańcze hiszpańskie były w Biedronce.

gorący dżem w słoikach przykrytych ściereczkami

gorący dżem w słoikach przykrytych ściereczkami

Wykonanie

Do przygotowania dżemu używałam dwa garnki z grubym dnem.  Do każdego wrzuciłam tę samą ilość produktów: 1,5 kg dyni, 1 kg obranych i pokrojonych jabłek, po 1,2 kg pomarańczy, 1 laskę cynamonu, 4 goździki, po trzy centymetry świeżego obranego i pokrojonego imbiru oraz 0,250g cukru pudru, dodałam szklankę przegotowanej wody. Garnki ustawiłam na płytce, przykryłam pokrywkami i zaczęłam dusić, początkowo na większym a później na małym ogniu. Gdy dynia i jabłka rozpadły się i były miękkie (trwało to około półtorej godziny) całość zmiksowałam ręcznym mikserem i znowu dusiłam aby dżem był pozbawiony wszelkich bakterii. Zmniejszyłam ogień do minimum dodałam sok z 4 cytryn po dwie na każdy garnek oraz po dwie galaretki pomarańczowe.

Przygotowując dżem wstawiłam słoiki  i zakrętki  do zmywarki i umyłam je używając programu 60 stopni, tak by były czyste i gorące.

Gorący dżem wkładałam do gorących słoików, zakręcałam ustawiając słoiki  „ do góry dnem” na deseczce przykrytej ściereczką. Na koniec wszystkie przygotowane słoiki okryłam ciepłym kocykiem i ścierką, pozostawiają  do następnego ranka.

Dżem jest bardzo smaczny, testowałam go na ślubnym, który nie bardzo wiedział z  jakich produktów zrobiłam ten przysmak. Teraz pozostaje  tylko wyszukać  kolorowe płótno, pociąć, owinąć zakrętki, zawiązać wstążeczki i w ten sposób przygotowany przysmak  może być pięknym prezentem świątecznym. Polecam! Smacznego!

Wasza Jadwiga

 

 

 

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.