Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Skrzynia Babci Katarzyny

Autor: Jadwiga. 30 komentarzy.

Życie nasze składa się z różnych ważnych wydarzeń na przestrzeni lat. Kilka dni temu napisałam o urodzinach i o wydarzeniach jakie miały miejsce wiele lat temu podczas II Wojny Światowej. Dzisiaj uczestniczyłam w pogrzebie dziadka jednej z osób z naszej Rodziny. Jak zwykle w takich okolicznościach stawiła się cała bliższa i dalsza rodzina, a także sąsiedzi, a ciekawskich też pewnie nie brakowało. Pamiętam doskonale pogrzeb mojej ukochanej Babci Katarzyny w roku 1978 w Opatowie, a właściwie w Kolegiacie Opatowskiej pod wezwaniem św. Marcina z Tours. Zajmuje ona miejsce wyjątkowe. Miejsce pośród zabytków architektury romańskiej w Polsce. Została zbudowana w roku 1189 i od tego czasu przez ponad osiemset lat  jest świadectwem wielkiego kunsztu średniowiecznych budowniczych. Bazylika opatowska postawiona na niedużym wzniesieniu, króluje nad miasteczkiem Opatów zwracając uwagę swoją piękna sylwetką. (Tym, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na temat Kolegiaty Opatowskiej polecam stronę w Internecie pt: Kolegiata Opatowska św. Marcina). Często bywałam w rodzinnej wsi Babci, gdzie przez kilkanaście lat spędzałam wakacje. Nie pamiętam już kiedy natknęłam się w spichrzu na „wielkiej” urody skrzynię wykonaną z drewna dębowego, tak zwaną skrzynię posażną. Była w stanie „nędzy i rozpaczy” jak stwierdził ślubny, ale ja widziałam ją w swoich wspomnieniach jako pięknie wykonaną skrzynię, wtedy pomalowaną na wiśniowy kolor, na której często siedziałam słuchając opowieści rodzinnych, a także obserwując zarabianie w wielkiej dzieży zaczynu na chleb, jego wyrabianie a w końcu pieczenie w specjalnie ulepionym piecu chlebowym. Babcia była szlachcianką, co prawda niezbyt bogatą, ale przekazała swoim córkom umiłowanie tradycji i umiejętności prowadzenia gospodarstwa wiejskiego jak i w mieście. Córki i syn były nauczone wszystkiego co konieczne było w ich dalszym życiu. W moich wspomnieniach najwyraźniej widzę nasze przygotowania do uczestniczenia w niedzielnej mszy. Wówczas wcześnie rano Babcia otwierała swoją magiczną skrzynię wyjmując szale koronkowe, białe halki pod czarną spódnicę, trzewiki niedzielne i bluzkę  czarną w drobniuteńkie kwiatuszki. Przyznam się, że zawsze lubiłam towarzyszyć Babci w tym niedzielnym rytuale. Dom spał, a my we dwie piłyśmy kawę zbożową, po cichuteńku rozmawiałyśmy, a Babcia snuła coraz to inną opowieść o rodzinnym domu i zwyczajach. Jednym z nich było „wianowanie” córki. Inaczej mówiąc przygotowanie posagu, którym Rodzice wyposażali młodą kobietę na dalszą drogę życia. Posag ten – wiano, był składany przez lata do skrzyni dębowej i był przekazywany córce w dniu jej ślubu. Skrzynia Babci Katarzyny była przekazywana od pokoleń, z matki na córkę. Wszystkie te obrazy przemknęły mi przed oczami, gdy spoglądałam na zniszczoną kiedyś piękną dębową skrzynię. Wypadłam ze spichrza ubrudzona mąką i śrutą pośród których stała skrzynia. Poszłam do mojej ciotki i stanowczo poprosiłam o wydanie mi tej pokrzywdzonej przez czas pamiątki. O dziwo nie było żadnego sprzeciwu, tylko padło jedno zdanie: dziecko po co ci taki rupieć? hm… dla kogo rupieć dla tego rupieć. Dla mnie zaś w nim zamykało się moje dzieciństwo oraz moje dorastanie, a także opowieści Babci.  Skrzynia przyjechała do nas, w stanie opłakanym, ale ja już wtedy wiedziałam, że będzie piękna! Mój ślubny kocha pracę w drzewie. Nie powiem, renowacja domowym sposobem zajęła kilka ładnych miesięcy, bo części metalowe skrzyni należało zamówić u kowala, co wcale nie było łatwe w Warszawie, ale chcieć to móc. Odrestaurowana skrzynia stoi na poczesnym miejscu w naszym domu, ilekroć koło niej przechodzę widzę Babcię pochyloną, wyjmująca rozmaite „skarby”. Moja skrzynia zgodnie z tradycją przejdzie w posiadanie córki, a później wnuczki. I tak tradycja rodzinna będzie się toczyła, a przecież o to chodziło Babci Katarzynie. Babcia znała tylko swoją prawnuczkę (moją córkę), dzisiaj miałaby 116 lat, ale moje dziewczynki doskonale wiedzą kto był ich  Pra-babcią, i pra pra- babcią. Moja córka przebywając, tak jak ja na letnich wakacjach w majątku babci, nie umiejąc sobie poradzić z dwiema żyjącymi babciami (moją mamą i jej mamą) Babcię Katarzynę nazwała Starą Babcią, a chodziła za nią jak cień, tak samo jak ja, mała dziewczynka lata temu.

Babcię Katarzynę wspominała

Wasza Jadwiga

 

Dzisiejszy dzień miałam ominąć w swoim blogowym pisaniu, bo jak pisać o własnych urodzinach? I to wcale nie osiemnastych, nie trzydziestych, a nawet nie pięćdziesiątych tylko tych właśnie sześćdziesiątych szóstych? Sami powiedzcie no jak?

Jak zwykle rankiem z kawą w ręku usiadłam przy komputerze i zajrzałam do poczty, a tam? Życzenia, wysypały się jak z wazonu najpiękniejsze kwiaty, Lech z Australii, Pre-Ake ze Szwecji, Bertrand z Francji, Panna Martha, gdzieś z Egiptu, Kazik ze świata już nawet nie wiem skąd,  Brian Agerbak z Kopenhagi, Jimmy Andersen również, Andrea Hannes z Niemiec, i wielu innych osób z Rosji, Belgii, Słowacji, Słowenii, Francji, Hiszpanii, Polski, które w moim życiu są bardziej lub mniej znajome. I jak w takiej sytuacji zamknąć oczy i nie widzieć, tylu życzliwych i uśmiechniętych osób, które pamiętają, że masz urodziny?

W moim życiu wiele się działo już od najmłodszych lat, jako że urodziłam się jak wspominałam w sposób bombowy, w przenośni i naprawdę. Naprawdę? Ktoś zapyta? Ano tak, bombowo, pod ostrzałem wojsk amerykańskich, które walczyły na terenie Niemiec tego dnia w tamtym czasie. Nie można było, zatem sprawiać Rodzicom większych kłopotów, dlatego urodziłam się szybko i bezpiecznie aczkolwiek nie bezboleśnie, niestety! Akuszerka, które odbierała poród i lubiła moją matkę, powiedziała: Katia (Kazia było zbyt trudne w wymowie) masz córkę, zdrową i silną” i dała mi klapsa, tak dla zachęty abym już sama rozpoczęła życie zażywając „świeżego powietrza”!  Po kilku dniach, gdy naloty osłabły i Inge przyszła sprawdzić jak się miewamy wyjęła z zanadrza pierwszy w życiu prezent, jaki z mamą dostałyśmy. Były to dwa porcelanowe koty w szare paski. Dwa razem, z gałką wełny pod łapami. Inge, osoba samotna, starsza pani – męża straciła na wojnie, dzieci nie miała, pomagała wszystkim, no i mojej mamie też odbierając poród w trudnym czasie największych nalotów i bombardowania tego terenu, gdzie mieściły się zakłady produkujące broń. Inge otrzymała koty od swojej mamy w prezencie, gdy ukończyła 20 lat. Dlaczego obdarowała nimi zupełnie obcą osobę? Tego nie wiem, i nigdy się już nie dowiem.  Koty pozostały z nami i zawsze. Gdy coś się działo, najpierw byłam zawijana w becik, a potem obok mnie lądowały „nasze koty”. Przez wszystkie te lata koty stały na honorowym miejscu u Rodziców w mieszkaniu, na półce, kredensie czy witrynce, a czasem na telewizorze. Wiele rzeczy w międzyczasie uległo rozbiciu, wypadło komuś z ręki i w ten sposób zakończyło żywot, ale nie koty! Przetrwały na swoim stanowisku dowodzenia przez te 66 moich lat przypominając tamte zdarzenia, przypominając Inge i jej wielkoduszny prezent.

W ubiegłym roku Matka moja odeszła na zawsze. I w naturalny sposób koty przeszły do mnie, i dzisiaj stoją w serwantce zamknięte na klucz, jako najdroższy mój talizman. Koty są stare, mają już ponad sto lat, ale zawsze będą mi przypominały najtrudniejszy czasy w naszym życiu. Pewnie po mnie otrzyma je Moja Córka, a następnie wnuczka i tak pamiętne koty będą towarzyszyły moim dzieciom i wnukom i ich wnukom w tym naszym życiu.  Cieszę się, że mogę im coś podarować, co jest związane z Moją Matką a ich Babcią i PraBabcią. Dzisiaj wraz ze ślubnym, idziemy w towarzystwie Joli do Restauracji Ganesh, restauracji indyjskiej, dlaczego indyjskiej? Tak rzadko mamy okazję spróbować innych smaków aniżeli polska kuchnia, no ewentualnie chińska. Myślę, ze wieczór będzie udany, a ja zdam Wam relację. Zabieram ze sobą aparat, aby wszystko było jak najbardziej udokumentowane. Zobaczymy, czy otrzymamy przepisy na poszczególne potrawy. Do zobaczenia i usłyszenia dzisiaj wieczorem,

Właśnie przed chwilą otrzymałam bukiet kwiatów od  all Badminton Europe Council , Tom Bacher  and staff.

Bukiet jak napisałam przesłany został Poczta Kwiatową z Kopenhagi w imieniu Rady Badminton Europa, byłego jej Prezydenta Toma Bacher’a  jak również pracowników Biura Badminton Europe. Bardzo ale to bardzo dziękuję za pamięć wszystkim moim Przyjaciołom z Europy, którzy pamiętali o mnie i mojej pracy jaką wykonałam dla Badminton Europe.

Dziekuję!

Pozdrawiam

Wasza Jadwiga

Giełdy Piosenki cz.2

Autor: Jadwiga. 18 komentarzy.

Oto kolejna część wspomnień o Giełdach Piosenki w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Czasach durnych i chmurnych, a najpiękniejszych tylko z jednego powodu, z powodu naszej młodości. Wspomina pan Zbyszek (Adrjański):

„… Ciekawe, że w całym kraju usiłuje się powołać konkurencyjne, w stosunku do warszawskiej, „giełdy piosenek”. Imprezy takie odbywają się w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu i Lublinie. Żadna z nich nie ma jednak takiego znaczenia, jak Radiowa Giełda Piosenki. Pierwszą recenzję z Giełdy Piosenki zamieszcza Barbara Henkel w „Sztandarze Młodych” z dnia 18 czerwca 1962 r. Duże fotoreportaże z tej imprezy opublikował tygodnik „Świat”, „Zwierciadło” i Panorama Śląska”. Stałym obserwatorem i recenzentem Giełdy Piosenki był Andrzej Ibis-Wróblewski z „Życia Warszawy”. Na temat Giełd Piosenki pisano również w prasie zagranicznej Na Antenie Polskiego Radia recenzowano Giełdę w różnych audycjach, np. ”Muzyka i Aktualności”. Program III polskiego Radia nadawał również trzydziestominutową, comiesięczną audycję na ten temat. Niestety, taśmy radiowe i sprawozdania z giełdowych koncertów już dawno nie istnieją. Giełdę Piosenki wizytowało mnóstwo osób z kraju i zagranicy. Z polityków PRL, swoich gości na Giełdę Piosenki zapraszał Włodzimierz Sokorski, prezes Radiokomitetu. Do wielkich przyjaciół Giełdy zaliczyć należy Jana Mietkowskiego, późniejszego wiceprezesa Polskiego Radia i Ministra Kultury. Oczywiście bywały u nas władze miasta Opola i województwa opolskiego. Przemiły był Karol Musioł, który nie opuszczał żadnej ważniejszej Giełdy. Do grona stałych bywalców należeli Ludwik Sempoliński, Aleksander Bardini, Kazimierz Rudzki, Kazimierz Krukowski, Stefan Wiechecki-Wiech, Stanisław Kubiak, Stanisław Grochowiak. Sensację bywalców i uczestników Giełdy wywoływali – pojawiając się od czasu, do czasu, po drodze z pobliskiego Teatru Buffo – Adolf Dymsza oraz Irena Eichlerówna. Gośćmi Giełdy byli także znakomici rosyjscy aktorzy: Arkady Rajkin, Lubow Orłowa oraz Mark Bernes. Giełdę Piosenki odwiedzali wykonawcy, zaproszeni przez Pagart na spotkania i występy w Polsce. Kiedyś był u nas Kirk Douglas oraz Gilbert Becaud. Z artystów polskich „na emigracji” odwiedził Giełdę Jan Kiepura, Zofia Terne, Wera Gran.

Zofia Terne wystąpiła nawet na tej imprezie z recitalem. http://www.youtube.com/watch?v=P8iPKWEkKlc (Nikt tylko Ty, wyk. Zofia Terne)

Oczywiście, wielkie ożywienie panowało za kulisami, kiedy na widowni pojawiali się jednocześnie: Witold Lutosławski, Władysław Szpilman, Jerzy Petersburski i Jerzy Wasowski. Lista zaproszeń obejmowała ponad 200 osób i stanowiła ścisłą tajemnicę organizatorów. Tę listę stanowili tzw. znawcy, koneserzy i bywalcy, wg określenia (chyba) Jerzego Grygolunusa.

Tańczące Eurydyki wykonanie Anna German

http://www.youtube.com/watch?v=gymRAZx9Z1o

Być może wykonanie Anna German 1970

http://www.youtube.com/watch?v=-OhZD7iopGo&feature=related

Człowieczy los wykonanie Anna German 1970

http://www.youtube.com/watch?v=Igus5bZXIok&NR=1

Listę tę, stale uzupełniano o nowe nazwiska. Kto był na tzw. „topie” towarzyskim, tego zapraszano na Giełdy – kto nie był, tego skreślano. Zaproszenia były ścisłe imienne, połączone z kuponem do głosowania w tzw. plebiscycie publiczności. Kto wygrał ten plebiscyt, miał w zasadzie zapewnione nagranie radiowe i występ w Opolu. Chociaż przez pewien czas trwały zażarte walki z ZAKR-em, że jest to decyzja niesprawiedliwa i wszyscy muszą przechodzić przez „ucho igielne” różnych radiowych komisji. Ale organizatorzy Giełdy nie ustąpili w tej sprawie. Największe przeboje Giełdy, różne zresztą w różnym czasie, to „Alberden”, „Piosenka niekochanych”, „Z kim ci będzie tak źle, jak ze mną”, „Tak daleko jesteś nocą”, „Wina Kopernik”, „Niedziela na Głównym”, „O mnie się nie martw”, „Spaghetti”. To są tytuły z pierwszych Giełd Piosenki. Trochę dalsze miejsca zajęły utwory takie jak: „Pitekantropus”, „Uroda”, „Tańczące Eurydyki”, „Dziewczyna z Akademika”, „Sen psa”, „Kolega Słońce”. Oczywiście nagrodzono cały repertuar Ewy Demarczyk i „Piwnicy pod Baranami” („Karuzela z Madonnami”, „Pejzaż”, „Czarne Anioły”).

Karuzela z Madonnami

http://www.youtube.com/watch?v=2c4P5WWwl14

Grand Valse Brillante

http://www.youtube.com/watch?v=CmY6i1uZQnE&feature=related

Na Moście w Avignon

http://www.youtube.com/watch?v=mvGkrwzVdVY&feature=related

A potem wysypał się worek pięknych lub popularnych utworów. Trudno wyliczyć  największe przeboje z Giełdy. Były to przeboje, które weszły nie tylko do historii polskiej piosenki. Ich tytuły, pierwsze słowa, refreny, całe strofy wchodziły do języka potocznego, pełniąc funkcję przysłowia, porzekadła i bon-mo. Z czasem, nie wiadomo, co było pierwsze – przysłowie, czy piosenka na ten temat. Śpiewnik Giełdy zawiera jak powiedzieliśmy, ponad 2500 utworów! „Piosenka jest odbiciem życia” – jak kiedyś pięknie zdefiniował prof. Jan Bystroń, zasłużony historyk kultury. Jeśli więc chce wiedzieć, jak wyglądało to życie w latach 1963 – 1973, powinien również przestudiować bardziej szczegółowo, niż to można uczynić w krótkim wpisie – dzieje warszawskich Giełd piosenki.”

Wszystkiego dobrego na ten tydzień i nie tylko,

Życzy Wasza Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.