Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum kategorii ‘Opowiadania’

Zbigniew_AdrjanskiPan Zbigniew Adrjanski koresponduje ze mną od dłuższego czasu. Efektem naszej wymiany listów i myśli są teksty, które otrzymuję od Autora. Uważam, że ze względu na ich zawartość warto je publikować, dla Was drodzy moi, aby pamięć o czasach PRL – nie zawsze łatwych – przetrwała. Tamte czasy miały jedną wielką zaletę: my – nasze pokolenie – byliśmy młodzi i pełni zapału do życia, a że niosło ono w swoim zanadrzu trudności, tego nie braliśmy wtedy pod uwagę.

I jeszcze jedno wyjaśnienie, które się Wam należy, pan Zbigniew Adrjański przesłał taką informację dot. Tygodnika „Nowa Wieś” i „Jarmarku Sensacji”: Tygodnik „Nowa Wieś” – początkowo czasopismo społeczne dla wsi, pod redakcją Antoniego Olchy, później zostało przekształcone (od roku 1956) w ilustrowany magazyn dla młodzieży wiejskiej oraz czytelników z małych miast i miasteczek. Inicjatywie wydania takiego czasopisma patronował (nie bez oporów zresztą!) Związek Młodzieży Wiejskiej. W latach 1956-68 „Nowa Wieś” była czasopismem kolorowym, ciekawie redagowanym i wyróżniającym się swoją treścią i formą wśród ówczesnych magazynów polskich, wydawanych nie tylko dla czytelnika wiejskiego. „Nowa Wieś” osiągnęła z czasem 300 tys. nakładu! Do tego dodawana była „wkładka literacka” oraz inne jeszcze suplementy wydawnicze. Tygodnik ten redagowało w latach 1956-68 kolegium w składzie: Irena Rybczyńska-Holland (redaktor naczelna), Jan Bijak, Irena Waniewicz, Józef Grabowicz, Feliks Starzec, Zbigniew Adrjański (autor w/w artykułu, który był kierownikiem działu kulturalnego tego czasopisma). W zespole redakcyjnym pracowało w tym czasie wielu znanych dziennikarzy: Kazimierz Dziewanowski, Maria Bartnik-Bijak, Jerzy Berkowicz, Leon Susid, Stefan Jakobs, Ryszard Korn, Jan Bester, Eugeniusz Boczek, Tadeusz Chudy, Barbara Tryfan, Halina Dąbrowska, Janina Lewandowska itd. Z redakcją współpracowali znani fotograficy np. Jarosław Tarań, Marian Gadzalski, Edward Smoliński, Zdzisław Wdowiński. Do tygodnika pisali: Józef Morton, Henryk Syska, Jacek Wilczur, Wiesław Nowakowski, Jerzy Bazarewski, Roman W. Kołodziejczyk i wielu innych literatów oraz dziennikarzy. Głośne były w swoim czasie różnego rodzaju inicjatywy wydawnicze „Nowej Wsi”: Biblioteka Książki czytelników „Nowej Wsi”, Biblioteka Poetów oraz działalność muzyczna i klubowa wśród czytelników: Kluby Taneczno-Rozrywkowe, Kluby Miłośników Piosenki organizowane wspólnie z „Wydawnictwem Synkopa” oraz różnego rodzaju akcje i kampanie publicystyczne, mające na celu propagowanie nowoczesnego rolnictwa i modernizacji życia na wsi. W swoim czasie mówiło się nawet o cywilizacyjnej roli tego czasopisma na polskiej wsi oraz prowincji. „Nowa Wieś” miała oczywiście swoich przyjaciół i wrogów. Szkoda, że nie powstała na jej temat żadna większa publikacja prasoznawcza czy monografia naukowa.Tyle wyjaśnień dotyczących tygodnika „Nowa Wieś”, a teraz zapraszam do lektury „Jarmarku Sensacji”.

Dzisiaj chciałabym powspominać razem z panem Zbigniewem Adrjańskim lata 1955-70. On, ówczesny redaktor tygodnika „Nowa Wieś”, ja, dwudziestoparolatka studiująca i pracująca osoba, zainteresowana wszystkim, co dotyczy aktualnej sytuacji. Wspólnie powspominamy czasy :  „Jarmarku Sensacji” – tak oficjalnie nazywanego dodatku folklorystyczno – literackiego do tygodnika „Nowa Wieś”, który wraz z czytelnikami redagował Pan Zbigniew. A nieoficjalnie? Był to pasjonujący zapis różnych ludowych gadek, facecji i pieśni, które krążyły po polskich domach, jeszcze w późnych latach powojennych. Do roku 1970 ukazało się ponad 150 takich „Jarmarków Sensacji”. Nie sposób obecnie przedrzeć się przez wiele opasłych roczników „Nowej Wsi”. Każdy rocznik był opatrzony wkładkami literackimi z „Jarmarkami”. Pan Zbigniew posiada swoje prywatne archiwum listów i korespondencji na ten temat. Ale jak twierdzi autor:  „…nawet mnie trudno jest wyliczyć wszystkie numery, rubryki i ważne teksty w archiwum „Jarmarku”. Stałe rubryki prasowe na jarmarku lub jak kto woli „kramy” – to przede wszystkim pieśni i ballady dziadowskie.

Na temat opiniotwórczej roli ballady dziadowskiej napisano tak wiele, że nic dodać i nic ująć… „Dziad polski” zasługuje na specjalną uwagę prasoznawców, socjologów kultury i badaczy życia rodzinnego w Polsce. Zasługuje też na specjalny „pomniczek” od wdzięcznych słuchaczy. Bo w trudnych chwilach narodowych: wielkich wojen, katastrof, nieszczęść – dziadowie wędrowni ruszali w Polskę zastępując radio, gazety i telewizję. Mnie zawsze zachwycał ten dziadowski repertuar wokalny. Można z niego ułożyć wielkie widowisko w rodzaju „opery żebraczej”. Można zredagować sensacyjny pitawal różnych kryminalnych opowieści. Ale czy można ułożyć spis wielkich katastrof narodowych…? O tym wszystkim dziady wędrowne na „Jarmarku Sensacji” śpiewają. A teraz, kiedy mieszkam tuż pod bokiem Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach, tak sobie myślę, czy nasi uczeni teologowie zauważyli, że ballada dziadowska w Polsce zajmowała się też tematyka religijną i do pewnego stopnia spełniała zadanie katechetyczne. Być może zasługuje to również na jakieś wnikliwe studium? Oczywiście na „Jarmarku Sensacji”, gdzie lud wiejski i małomiasteczkowy również opowiada, co mu w „duszy gra”, nie brak różnych dziwnych relacji. A to o „wiłach”, a to o „strzygach”… Są jeszcze inne opowieści: o „wodnikach”, „utopcach”, „dziwożonach” albo o „błędnych ogniach na miedzy”, które pojawiają się tam w nocy i swoim wyglądem przypominają „ognistych chłopów”… Tak przynajmniej nazywają te „płonące figury” w okolicach Siołkowic na Opolszczyźnie. Zaraz też zakotłowało się od różnych badaczy UFO. Byli wtedy już tacy, którzy orzekli, że to nie „chłopy” tylko „kosmici” nad miedzą latają… Ale byli też inni sceptycy, którzy stwierdzili, że musiał tam być jakiś cmentarz, a ogień to po prostu fosfor, który z nieboszczyka ulatuje. (?!!) Redaktor „Jarmarku” (Z.A) te wszystkie zasłyszane opowieści dzielił na: niesamowite, prawdziwe lub zełgane – opowiadane na przykład w pociągach, gdzie pasażerowie różne rzeczy sobie opowiadają. A trzeba pamiętać, że podróże wtedy były kilka razy dłuższe niż obecnie. Dobry „gawędziarz samorodek”, jeżeli się w przedziale zdarzył, zastępował radio.

Topografia miejsc magicznych w Polsce to temat oddzielny. Teraz wiele tygodników i gazet specjalizuje się w takiej rubryce dla turystów. Wtedy tylko „Nowa Wieś”. Gdzie, jaki demon? Co, gdzie straszy? Wspaniały to zresztą rejestr strachów i duchów polskich, które błąkają się po szpaltach „Nowej Wsi”. Albo takich na przykład „białych dam”. Uczciwa „biała dama” błądzi jak wiadomo nie po sypialniach, lecz po zamkowych komnatach… Ale są tam też pospolite upiory i wampiry. Mało zresztą ciekawe, chociaż słynny badacz obyczajów i wierzeń ludu polskiego – prof. dr Julian Krzyżanowski – napisał kiedyś do redaktora „Jarmarku” list z zachętą zrobienia jakiejś pracy na temat tych upiorów. Ale człowiek był młody i głupi. Może bym się wtedy doktoryzował z tych „upiorów” u Profesora? Wspaniały natomiast jest rejestr diabłów polskich. Różne Boruty, Rokity itd. Ciekawe, że prawie wszystkie są pochodzenia szlacheckiego. Chłopów wśród nich nie ma! Ale chłop i tak diabła przechytrzy. Są jeszcze inne, opisane na „jarmarku” „paskudy”. Różne wiedźmy, czarownice, upiory i czarty. Straszliwy, jakże widowiskowy i teatralny korowód różnych postaci. Wreszcie w czasie wojny 1939-1945 gorszy od diabła był Niemiec. A szczególnie gestapowiec lub żandarm. A z tych okupacyjnych powieści różnych kombatantów i świadków zdarzeń wynika, że chłop polski również Niemca przechytrzył. Szkoda, że te wszystkie okupacyjne opowieści o złych i dobrych Niemcach, ( bo są i takie!) nigdy nie zostały fachowo opracowane.

cdn

Wyspa Wielkanocna zdjęcie satelitarneDzisiaj Wielkanoc, wielkie święto katolickie. Pozwólcie zatem Drodzy Czytelnicy, że ten wpis będzie związany tematycznie z Wyspą Wielkanocną.  Szukając informacji na ten temat w Wikipedii, znalazłam następującą historię:

Wyspa Wielkanocna, Rapa Nui w języku polinezyjskim lub w języku angielskim Easter Island, to wyspa na południowym Oceanie Spokojnym w centralnej części Wzniesienia Wschodniopacyficznego. 3791 mieszkańców –70% stanowią Polinezyjczycy, jedyna miejscowość to Hanga Roa. Należy do Chile, wchodzi w skład regionu Valparaiso. Znajduje się w odległości 2078 km od najbliższej zamieszkanej wyspy – Pitcairn i 3600 km od brzegów Chile i jest najbardziej oddaloną od wysp i lądów zamieszkaną wyspą na świecie. Znana jest przede wszystkim ze znajdujących się na niej wielkich kamiennych posągów przedstawiających głowy – Moai. Teoria rozpropagowana przez Thora Heyerdahla mówi, że część późniejszych mieszkańców wyspy, zwanych długouchymi, przybyła na Wyspę z Ameryki Południowej. Mają o tym świadczyć uprawy słodkiego ziemniaka znajdujące się na wyspie, podania mieszkańców, jak również cechy wyglądu dawnych mieszkańców wyspy, wynikające z posągów. Heyerdahl doświadczalnie dowiódł możliwości przepłynięcia z Ameryki Południowej do Polinezji tratwą Kon-Tiki. Według podań, arystokratyczni długousi w trakcie powstania ciemiężonej ludności pochodzenia polinezyjskiego (tzw. krótkousi) zostali prawie zupełnie zgładzeni podczas wojny domowej, która rozegrała się po 1722 r. – odkrycie wyspy przez Holendrów, a przed 1773/1774 – lądowanie Jamesa Cooka. Późniejsze badania nie wykazały powiązań genetycznych współczesnych mieszkańców Wyspy Wielkanocnej z mieszkańcami Ameryki Południowej, co jednak biorąc pod uwagę całkowitą zagładę „długouchych” niekoniecznie musi całkowicie podważać teorię Heyerdahla.

Kontakt Europejczyków z wyspą rozpoczął się w niedzielę wielkanocną 1722 roku, gdy Holender Jacob Roggeveen odkrył na wyspie 2000-3000 mieszkańców, jakkolwiek cywilizacja ta mogła wcześniej dochodzić do 10000-15000 mieszkańców. Taki spadek liczby mieszkańców spowodowany został przez wyczerpanie naturalnych zasobów wyspy oraz ścięcie wszystkich drzew. Według podań ustnych w wyniku tego doszło do walk oraz kanibalizmu z powodu braku żywności. Inna koncepcja mówi, że populacja mieszkańców była stabilna, a przyczyną kłopotów żywnościowych i wyginięcia lasów był nadmierny rozwój populacji szczura polinezyjskiego. Do połowy XIX wieku wielkość populacji odbudowała się do poziomu ok. 4000, aby w ciągu 20 lat, w wyniku wywożenia tubylców do pracy niewolniczej w Peru oraz Chile, znów zmniejszyć się do 110 mieszkańców w 1877 r. W tym czasie mieszkańcom narzucono wyznanie katolickie. Po interwencjach, m.in. biskupów chilijskich, zaprzestano wywożenia mieszkańców, tym którzy przeżyli niewolniczą pracę pozwolono wrócić, lecz niestety większość z nich zmarła w wyniku epidemii grypy.

W 1888 r. wyspa została przyłączona do Chile przez Policarpo Toro. W roku 1982 odnotowano znaczny wzrost ilości ludzi i liczba ta wynosiła 1936 osób. Jest to spowodowane przede wszystkim migracją Europejczyków na wyspę.

Na wyspie znaleziono drewniane tabliczki pokryte pismem, zwanym rongorongo, które nie zostało odczytane. Miejsce to znane jest przede wszystkim z około 900 kamiennych posągów, zwanych moai stawianych na kamiennych platformach ahu. Stanowią one najbardziej znane osiągnięcie cywilizacji polinezyjskich mieszkańców wyspy. Większość z nich została wykuta w tufie wulkanicznym pochodzącym z wulkanu Rano Raraku przy pomocy narzędzi z bazaltu. Kamieniołom, w którym obrabiano materiał, porzucono nagle. Świadczą o tym niedokończone posągi. Przeznaczenie tych obiektów nie jest dotychczas znane. Powstało na ten temat wiele teorii, mówiących o posągach jako wyobrażeniu bóstw, czy przodków. Nie wiadomo też, jak przemieszczano ciężkie bloki kamienia. Prawdopodobnie używano do tego drewnianych płóz. Moai wycinano kamiennymi narzędziami ze skały wulkanicznej. Polinezjaniści zgodnie przyjmują, że budowa posągów została przerwana nagle w XVI wieku. Powodem było prawdopodobnie przeludnienie wyspy, klęska głodu i wybuch walk międzyplemiennych, ale czy tak było naprawdę – tego nie wiemy. Drzewa obecnie rosnące na wyspie – eukaliptus i akacja, mają ok. 50 lat i zostały przywiezione z Chile. Kiedyś znajdowały się tutaj lasy tropikalne, ale tubylcy prawdopodobnie doszczętnie je wycięli budując łodzie, domy i transportując moai. Spowodowało to wyjałowienie gleby i klęskę głodu. Klimat na wyspie jest klimatem morskim podzwrotnikowym, najcieplejsze miesiące lipiec i sierpień, najchłodniejszy luty, najwięcej deszczu przynosi kwiecień. Oto filmy dotyczące Tajemnicy Wyspy Wielkanocnej, które znalazłam dla Państwa i gorąca polecam. Dlaczego? Ponieważ pokazują nam, jak cywilizacja licząca około 12-15 000 ludzi potrafiła zniszczyć samą siebie. W pierwszym etapie rozwoju można powiedzieć, że była w pewnym sensie genialna, ale z niewiedzy i w bezsensownej rywalizacji wycięto tropikalne lasy, które pokrywały tę wyspę, stąd też wyemigrowały z niej ptaki, jak również ryby i człowiek sam sobie zgotował zagładę, poprzez swoją działalność doprowadził do ekologicznej katastrofy na wyspie. Wiele czasu upłynęło, zanim znowu na wyspie pojawiły się ptaki, ale tym razem przypłynęli też ludzie z Zachodu, którzy porywali mieszkańców wyspy i sprzedawali ich jako niewolników. Na wyspę powróciło tylko 111 mieszkańców, ale tych zniszczyły choroby przywleczone z Zachodu. W ten sposób, poprzez zniszczenie własnego środowiska, uległa zagładzie cząstka cywilizacji. O tym właśnie są te filmy, które dla państwa znalazłam. Warto poświęcić kilka chwil i pomyśleć nad tym, co sami sobie robimy, wycinając w pień lasy tropikalne w dorzeczu rzeki Amazonki. Jesteśmy na bardzo dobrej drodze, aby zginęła kolejna część ludzkości.

Ze względu na dzisiejsze święto, może warto zastanowić się głębiej, ku czemu zmierzamy?

http://www.youtube.com/watch?v=5DBTtC4J0OY&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=DNkS1zuAQyw&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=WbPoebPPCGo&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=PW2D3xZSUYs&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=IX-LQ_pCEHQ&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=fTyysGbWz-Q&NR=1

Pomimo wszystko życzę Wszystkim wesołych, szczęśliwych i radosnych Świąt Wielkanocnych!

Wasza Jadwiga

Swięconka i jajka 2010 Wielka Niedziela, największe Święto w Kościele Chrześcijańskim, Chrystus Zmartwychwstał!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami opowiadaniem Aldony, które otrzymałam rano, a dotyczy właśnie tego ranka Wielkiej Niedzieli i śniadania serwowanego w pewnym domu na Gocławku:

Kochana Jadziu!

Wielkanocne śniadanie  2010 Z radością czytam Twoje wpisy, podziwiam wierność wszelkiej tradycji. Trzymanie się tego co stare, wypróbowane, sprawdzone, to najlepsza recepta na życie.  Niestety, Twój wspaniały  kunszt kulinarny, nieraz smakowany w Waszym domu, kładzie mnie na łopatki. U nas tradycja to rzecz święta, szczególnie ta wigilijna i wielkanocna, ale na stole ma być tradycyjnie, smacznie, kolorowo i tak jak nas –  dużo. W swoim życiu spotkałam poza Tobą trzy panie, których zawsze  radosna, choć jakże żmudna  praca  w kuchni  wieńczona była  ulotnymi – bo zjadanymi arcydziełami. Oto one: Moja ukochana babcia Mania, mama mateńki – Marianna Migdalska, szarytka Ciocia Hela, o której moje wspomnienie zamieściłaś na blogu oraz moja teściowa – Natalia Kraus, zwana przez pół rodziny babcią Nacią, a drugie pół babcią Tunią.

Swięconka i jajka 2010Pamięć o tym, czego dokonywały w kuchni, czym nas karmiły, według zbieranych z pokolenia na pokolenie przepisów jest ciągle żywa. Są z nami w pozornym przedświątecznym rozgardiaszu. Siedzą z nami przy świątecznym stole, bo miłość jest zawsze silniejsza od śmierci. Wszystkie o nich wspomnienia znamy na pamięć, ale nie może ich nie być.

Jest znowu tamta Wielka Niedziela. Babcia Mania, mateńka i Aldonka właśnie wróciły z Rezurekcji. Już wcześniej wspaniale zastawiony, świąteczny stół czekał jak co roku na gości, którzy na Gocławek, na śniadanie o dziesiątej stawili się w komplecie. Jak zwykle na Murmańskiej zaroiło się od kochanych cioć i babć. Tylko wujek Kazio, wujek Mietek i Rysio reprezentowali rodzinnych panów.

Babcia Mania , Aldonka i bzy na Gocławku.Aldonka miała już pięć lat i wiedziała, że serdeczne powitania będą natychmiast przeplatać się z tym powiedzeniem, a przed wojną. Było to niebezpieczne, bo świąteczne śniadanie mogło zacząć się od płaczu, dlatego babcia Mania szybko  otworzyła drzwi łączące korytarz z wielkim pokojem i rodzina po modlitwie, dzieleniu się jajkiem i życzeniach sobie składanych, zasiadła do Wielkanocnego stołu, na ustalonych od lat  przez siebie miejscach. Pałaszowano jak zawsze  świąteczne smakołyki, chwaląc babcię Manię, sprawczynię pyszności – czyli  wszystkiego, co znikało z białych rozenthalowskich półmisków. Najczęściej i dziś też,  to ciocia – babcia Mania z Baboszewskiej zapytała głośno babcię Manię Aldonki: – Co się dzieje?  Nie widzę w tym  roku twego Maniu szczupaka po żydowsku! Babunia  tylko na to czekała. Wyszła z pokoju do położonej za kuchnią spiżarni, po ogromny ze szczupakiem półmisek, a mateńka z przepastnego kredensu wyjmowała stare, majolikowe talerze do ryb i stawiała przed ucztującymi. W pokoju zapanowała na moment cisza… Tak było zawsze i teraz. Ale… babcia Mania ubrana w granatową sukienkę z białym jedwabnym kołnierzem wniosła do pokoju ogromny, przykryty starą pokrywą, skrywającą szczupaka półmisek. Jednym ruchem ręki zdjęła pokrywę i… Krzyknęła tak głośno, że Aldonka o mało nie udławiła się kawałkiem wielkanocnego jajka, które wzięła na dokładkę. Babcia krzyczała, ponieważ odkryła brak rybiej głowy. Reszta wielkiego szczupaka leżała w największym porządku i był na pewno tak samo smaczny, ale starsza pani mówiła coś o kradzieży, szukała nieistniejącego w ich domku kota, wreszcie, o tak bolesny żart posądziła najmłodszego z panów  w gronie rodziny – wujka Rysia.

Dziewczynka musiała się przyznać – Babuniu – prosiła. – Nie gniewaj się – i mówiła. – Nikt na podwórku nie wierzył w te gwoździe, drabiny, młotki, sznury i krzyż  w głowie ryby, w te, jak nazywacie z mateńką – atrybuty Męki Pana Jezusa. Oglądam je zawsze po przyjęciu z wami  i dlatego… Wzięłam ją, by to wszystko pokazać sąsiadom. Irenka i pani Zakolska, i pani Szubertowa oglądały i uwierzyły, ale potem nie było co odnosić, a resztki, o zgrozo, wpadły w piasek. Było jeszcze tyle szczupaków po żydowsku, tyle świąt szykowanych kochanymi rękami babuni, ale nasza  Wielkanoc zaczynała się nieodmiennym babcinym pytaniem zadawanym mateńce: – Zosiu, czy pamiętasz tego szczupaka bez głowy?

Radości Tobie i Twoim, nam wszystkim – ZMARTWYCHWSTAŁ PAN JEZUS – Aldona

Anin, 1 kwietnia 2010 roku

Aby wszystkie śniadania Wielkanocne obywały się bez takich zdarzeń jakie przeżywano w ten pamiętny dzień wielkanocny u naszej Aldonki.

Wesołego Alleluja!

Wasza Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.