Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum kategorii ‘Informacje’

22.05 rododendrony W roku stulecia Anina otwarto dla zwiedzających pierwsze anińskie ogrody. Jak wyczytałam w folderze wydanym przez Wydział Kultury Dzielnicy Wawer m.st. Warszawy nie wiadomo, czy w latach następnych zamknięte furtki staną otworem, aby można było podziwiać ogrody, ale też piękną architekturę Anina. W ramach inicjatywy społecznej, społeczności anińskiej organizatorami „Otwartych Ogrodów” byli Michał Nowacki, Zofia Górzyńska i Cecylia K. Zimna.

Piękny folder wydany przez Gminę Wawer opracowała Teresa Szymczak, zaś projekt logo Jerzy Nowakowski. W folderze czytamy: „… Nie my wymyśliliśmy „Otwarte Ogrody”. Otwierali gościnnie swe ogrody mieszkańcy Podkowy Leśnej, Józefowa, Milanówka, Komorowa. W ogrodach można było obejrzeć nie tylko piękne krzewy, rabaty, kwiaty, lecz również a może przede wszystkim spotkać ludzi twórczych i interesujących – filozofów, malarzy zbieraczy osobliwości, rzeźbiarzy, producentów biżuterii lub lokalnych pocztówek, tkaczki, hafciarki… Próbujemy z okazji stulecia Anina iść śladami poprzedników, korzystając z ich doświadczeń.” W 2010 roku w maju swoje ogrody udostępniły następujące Rodziny: Wojciech Adamczyk – reżyser teatralny m.in. sztuk takich jak: „Kolacja dla głupca”, „Ludzie i anioły”, i telewizyjny –Tata, a Marcin powiedział, Miodowe Lata, Pensjonat pod Różą, nagradzany licznymi nagrodami m.in. za „Ranczo”- najdowcipniejszy serial komediowy, Małgorzata Gutowska Adamczyk – autorka powieści m.in.13 Poprzeczna, 110 ulic, 220 linii i innych, Barbara Haberzak– malarka, Judyta Halska le Mounnier – skrzypaczka, Aldona Kraus– okulistka, lekarz piszący wiersze, autorka wspomnień o ks. Janie Twardowskim i publikacji w mediach, Dariusz 22.05 historyczne dokumentyOsiński- rzeźbiarz, rodzina lekarek Nowackich. Andrzej Szalewicz –inżynier elektronik, działacz sportowy, były prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Jadwiga Ślawska Szalewicz– absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego, autorka tego blogu, Honorowy Prezes Polskiego Związku Badmintona, Barbara Wołodźko Maziarska– plastyczka, Janina Zdanowicz – malarka o dużym dorobku artystycznym ( pani w wieku 90 lat- przepraszam Janinę za udzielenie tej informacji, ale promuję aktywność seniorów i dlatego chciałam pokazać, że każdy wiek jest dobry, aby tworzyć, malować czy też pisać). Ewa i Marek Samsonowie, Barbara  Sułkowska, Teresa i Antoni Wajnerowie, Piotr Chodorek weterynarz m łych zwierząt, Bożena i Marek Janowscy – właściciele jednego z najstarszych, ponad stuletniego domu w Aninie, prezentujących wieloletnią historię rodziny i domu. Otwarte Ogrody w Aninie otwierały 22.05 drzewo genealogiczne Rodziny Szalewiczswoje bramy i furtki w dniach od 9 maja do 22 maja.I właśnie w takim świetnym towarzystwie, ludzi niebanalnych, przyszło nam zorganizować wystawę i otworzyć nasz ogród.Wystawa dotyczyła pasji Andrzeja – genealogii oraz zastosowania genetyki w genealogii, pokazania drzewa genealogicznego, którego początki sięgają roku 1530, jego drugiego hobby 22.05 kolekcja znaczków olimpijskich tzw"pinsów"kolekcjonerstwa znaczków olimpijskich do klap, wydanych przez Polski Komitet Olimpijski od roku 1924, zaprezentowania wydanych przez niego książek oraz skromną moją a raczej wspólną pasję zbierania obrazów o tematyce badmintonowej oraz la volante, czyli sportu rakietowego, w którym używa się rakiety większej od rakietek do tenisa stołowego natomiast mniejszej i lżejszej od rakiety tenisowej.

Dzisiaj prawie wszyscy, no może uczciwiej pisząc, większość z nas wie, co to jest badminton, dyscyplina olimpijska od 1988 r., kiedy to na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu była pokazową, zaś pełnoprawna dyscypliną olimpijską została od Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992r., poprzez IO w Atlancie w 1996 r., IO w Sydney 2000 r., IO w Atenach w 2004 r. i IO w Pekinie w roku 2008 r. Z naszej bogatej kolekcji pokazaliśmy kilka obrazów, 22.05 kolekcja obrazkówle volante, badmintonktóre przedstawiały badminton w innym zupełnie anturażu: długich sukien, kontusików jakże polskich, kapeluszy dam, wyrafinowanej elegancji panów. Le volante a później badminton, nazwa pochodzi od hrabstwa Badminton – Pałacu Badminton House w Anglii Gloucestershire.  W tym pałacu należącym do księcia Beaufort w salonie (o wymiarach dzisiejszego boiska do badmintona powieszono dokładnie w połowie długości boiska sznurek, do którego przywiązano kolorowe wstążki, aby sznurek był widoczny i tak grano rakietkami drewnianymi z naciągiem zrobionym z jelit zwierzęcych. Był rok 1870 a może wcześniej?   A później le volante, nazwano badminton i rozpowszechnił się w krajach pod panowaniem brytyjskim. Stąd Indie, a jak Indie to Azja i metodą śnieżnej kuli stał się znany w Chinach i całym Dalekim Wschodzie.

22.05 książe August S€łkowski, kopia obrazu Adama Manyoki przez Sebastiana SłabyKopia najstarszego posiadanego przez nas obrazu księcia Augusta Sułkowskiego, zaledwie czteroletniego młodego chłopca w pięknym kontusiku, namalowanego przez Adama Manyokiego w roku 1733, ma swoja jakże piękną i interesującą historię. Będąc w Pałacu w Rydzynie koło Leszna, od tamtejszego kustosza dowiedzieliśmy się o istnieniu takiego obrazu. Nasze poszukiwania zajęły kilka ładnych lat, pisaliśmy do wielu Muzeów z prośbą o informację, jednak bezskutecznie. I nagle otrzymaliśmy pismo wraz ze zdjęciem z Muzeum w Budapeszcie, z informacją, że taki obraz rzeczywiście istniał, nie wiedzą, do kogo obecnie należy, że raz po wojnie pokazał się na aukcji, ale ślad po nim zaginął. Jedyne, co mają to tę załączoną czarno- białą fotografię, wiedzą, że obraz został namalowany przez Adama Manyokiego węgierskiego malarza. Tyle na ten temat, tyle i aż tyle. I tu zaczyna się nasza historia, ja w owych latach pracowałam w Polskim Związku Badmintona, Andrzej, prezes związku, postanawiamy dowiedzieć się znacznie więcej o malarzu, w jakich latach żył, co namalował, jakie malarstwo preferował, jaka była paleta barw używana przez niego w XVIII wieku. Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w tym czasie organizowane są w Płocku. W wolnej chwili idziemy do Muzeum Mazowieckiego w Płocku, aby zobaczyć wystawę. Podczas zwiedzania jednej z sal ze zdumieniem zobaczyliśmy obraz 22.05 dom i ogródnamalowany przez Adama Manyoki’ego. Zakup książki o tym malarzu i jego obrazach nie sprawił nam większego kłopotu. Andrzej miał w Krakowie przyjaciela, którego syn Sebastian Słaby studiował w owym czasie w Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i tak doszło do powstania naszej kopii obrazu Adama Manyoki – księcia Augusta Sułkowskiego. Po otrzymaniu obrazu, zamówiliśmy kilka kopii, które w kolejnych latach były wręczane różnym wielce zasłużonym ludziom w badmintonie, w kraju i za granicą. Pozostałe obrazki i miedzioryty nabywałam podczas moich podróży po Europie, jednak muszę stwierdzić, że najwięcej zakupów zrobiłam w Anglii na różnego rodzaju pchlich targach, gdzie wypatrywałam wszystkie obrazy z motywem rakietki. Tak powstała spora kolekcja, do 22.05 nasi gościektórej mamy wielki sentyment. Do naszego „Otwartego Ogrodu” zawitało kilkadziesiąt osób, reprezentujących między innymi Warszawskie Towarzystwo Genealogiczne, Stowarzyszenie Właścicieli Nieruchomości w Aninie, p. Igor Strojecki, który przygotował w Muzeum Mazowieckim oraz w Domu Polonii w Warszawie wystawy Pt.” XIX –wieczna Azja Środkowa okiem fotografa, badacza i podróżnika Leona Barszczewskiego” , „ pani Jolanta Karpińska Warzecha – organizator „Otwartych Ogrodów” w Józefowie, zaprzyjaźnione grono osób z lat szkolnych zdających razem z Andrzejem maturę, oraz grono naszych znajomych  Józef Prokop, Jego wielki przyjaciel Piotr Witt  i inni w tym ludzi 22.05 historia rodziny sportu, ludzi kochających historię i tradycję. Motywem przewodnim była 90 letnia historia Rodziny Szalewiczów zamieszkałej w Aninie liczącym sto lat, ciągle przy tej samej ulicy.. Stare fotografie znakomicie uzupełniały opowiadane przez Andrzeja historię rodzinne.

Piękny dzień i wspaniałe popołudnie okraszone burzą z piorunami 22.05 nasi gościezgromadziło wszystkich na tarasie przy herbatce i kawie, pysznych ciasteczkach z najlepszej Piekarni i Cukierni „Grzybki” w Warszawie serwowanych przez Jolę i Ewę. Burza dodatkowo sprowokowała ożywioną dyskusję na tematy genealogiczno -historyczne. Ostatni goście pożegnali nas o godzinie 22.00. W przygotowaniach do wystawy plenerowej uczestniczyła cała Rodzina, która chciała podkreślić znaczenie tego interesującego wydarzenia towarzyskiego oraz dołożyć swoją maleńką cegiełkę.

Wielka szkoda, ze taka wspaniała społeczna inicjatywa zainicjowana przez mieszkańców Anina nie została w odpowiedni sposób rozpropagowana przez współorganizatora- Gminę Wawer, która wydając folder w bardzo limitowanym zakresie nie wydała wystarczającej ilości plakatów i zaproszeń, które można byłoby rozwiesić na słupach Anina oraz rozkolportować do skrzynek pocztowych mieszkańców.

I tak w „Otwartych Ogrodach” z okazji stulecia Anina najwięcej gości przyjechało z Warszawy zaś najmniej gości było mieszkańcami Anina!

„Otwarte Ogrody okiemjadwigi”

opisała

Wasza Jadwiga

KornwaliaMoja Przyjaciółka Beata tym razem pojechała do Kornwalii, a że zawsze zabiera ze sobą aparat fotograficznym i tym razem nie mogło być inaczej. Otrzymałam od niej kilka zdjęć z takim oto listem, który umieszczam poniżej. Cieszę się, że mogę z wami  razem wędrować po świecie: a to popatrzeć na Islandię lub Chiny, pobyć w pięknym Albionie, czy też wyjechać na Sycylię. Przed nami:

Kornwalia

La donna e moblie – nie, nie „donna e mobile” tylko „pogoda e mobile” w moim pięknym Albionie! Kwiecień, miesiąc przepiękny i przeze mnie ulubiony, może być tak jak zima (wystarczy pojechać do Szkocji), jak Kornwaliawczesna wiosna (Cumbria), wiosna radosna (Surrey) i niemal lato (Kornwalia). Zgadnijcie gdzie pojechałam? Poniosło mnie na ten odległy półwysep w kształcie rogu (przynajmniej tak się rzymianom ten kawałek lądu kojarzył i dlatego nazwali go Cornu od łacińskiego słowa), mnie jednak on się bardziej kojarzy z kozaczkami z wysokim obcasem. Tak czy inaczej, piękne słońce, 18 stopni ciepła i widoki zapierające dech w piersiach sprawiły, że zaczęłam latać od Kornwaliajednej do drugiej zatoczki z obłędem w oczach i nieustannym klikaniem aparatu. Inni, mniej zwariowani na punkcie aparatu, siedzą godzinami na skałach i obserwują ptaki albo sobie po tych skałach łażą czy też z godnością spacerują po promenadach. Męska młodzież, jak to młodzież, nie zważając na temperaturę wody, ubrana w wetsuit wywija koziołki na deskach i pilnie obserwuje, czy  młode panny siedzące na plaży bacznie ich wyczyny oglądają. Oglądają, oglądają, choć Kornwaliaudają, że nic je to nie interesuje. Ach, młodym być! Wracam jednak do tych skał, których jest mnóstwo i w przeszłości trudno je było lokalnym władzom patrolować. Dlatego też Kornwalia była królową szmuglu! Tak zwani „free traders” żeglowali z dalekich krajów, przywozili herbatkę, gin i papierosy i jak ognia unikali podatków. Tak więc wspólnie z miejscowymi, po nocy rozładowywali ładunki i wywozili w dyskretne miejsca, takie jak Bodmin Moor ze słynnym zajazdem „Jamaica Inn” uwiecznionym w jednej z książek Daphne de Maurier. Jak nazwać tych zaradnych handlowców? Przestępcami? Lokalnymi bohaterami? Generalnie byli traktowani raczej jak bohaterzy; no cóż, nawet obecnie nikt nie lubi płacić podatków, a w przeszłości podatki na te towary były tak wysokie, że cena ich była sześć razy wyższa niż na kontynencie. Oczywiście ryzyko związane z takim procederem było wysokie, minimalna kara to wywózka do Australii, a maksymalna to szubienica. Długo się można rozpisywać o pięknie Kornwalii, o błękitnym morzu, urwistych skałach, zachodach słońca, ale urok tego miejsca leży również w starych, małych portowych miasteczkach jak Mousehole, Charlestown czy Looe. Mousehole jest uroczym miasteczkiem z żółtymi chatkami zbudowanymi z granitu otaczającymi piękny port chroniący nadbrzeże atakowane przez potężne fale z zatoki Mounts. Łódeczki rybaków kołyszą się połyskując wesołymi kolorami i przypominając raczej Maltę niż Anglię. Charlestown z kolei przetrwał wieki w niezmienionej postaci i do chwili obecnej jest portem pracującym. Mądre posunięcia lokalne zablokowały wszelkie szpecące ten port plany rozbudowy, więc zwiedzanie go jest jak cofnięcie się w czasie, stare żaglowce remontowane w doku tradycyjnymi metodami, rybacy naprawiające sieci, no i oczywiście obowiązkowa kanapka z krabami w kafejce.

Moja Matka

Dzisiaj w wieku 88 lat odeszła na zawsze moja Matka – pamięć o niej zawsze będzie z nami.

Niech Jej ziemia lekką będzie!

Jadwiga z Rodziną

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.