Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum kategorii ‘badminton’

25 październik rozpoczął się tragicznie dla środkowej Jawy. Najpierw trzęsienie ziemi na wyspach Indonezji –Mentawai o sile 7,7 w skali Richtera oraz ogromna fala tsunami spowodowana tym trzęsieniem, w wyniku, którego zginęło, co najmniej 311 osób a ponad 400 jest uznawane za zaginione. Archipelag Mentawai jest jednym z najbardziej narażonych na trzęsienia ziemi regionów Indonezji. Oprócz surferów, wyspy nie przyciągają jednak wielu turystów, gdyż są trudno dostępne. We wtorek, doszło do erupcji wulkanu Merapi, mającego wysokość 2914 metrów n.p.m., położonego na gęsto zaludnionych terenach, w odległości 26 km od miasta Jogyakarta – pierwszej starej stolicy Indonezji.  Jak podała Agencja AP ponad 20 tysięcy osób pozostało bez dachu nad głową; W następstwie wybuchu wulkanu Merapi zginęło, co najmniej 30 osób, a 17 odniosło obrażenia. Jak podał Indonezyjski Czerwony Krzyż, erupcja spowodowała ewakuację ok. 36 tys. osób. Na żyznych zboczach Merapi mieszkało ok. 11 tys. ludzi. Indonezja oczekuje na pomoc i już pierwsze samoloty z namiotami, wodą lekami lądują w Jakarcie. Dzisj ponownie nastąpiła erupcja wulkanu Merapi co najmniej 100 osób zginęło, po fali goracych gazów i popiołu wyrzucanych na wysokość 6000 m, ogromna chmura pyłu pokryła teren 250 km kwadratowych, erupcja przybiera na sile, a strefa zagrożenia zwiększyła się do 20 km w promieniu wokół wulkanu. 100 tysiecy odób przebywa obecnie w obozach w pobliżu Yogyakarty.Jak pisze agencja EFE, obecnie głównym problemem logistycznym jest znalezienie właściwego środka transportu na dostarczenie na odległe wyspy Mentawai pomocy tysiącom poszkodowanych. Podróż łodzią zajmuje kilkanaście godzin, a wysokie fale sprawiają, że jest niebezpieczna. Indonezja to państwo wyspiarskie położone na 17 508 wyspach. Około 6 tys. z nich jest niezamieszkanych. Należą one do Archipelagu Malajskiego. Wyspy Indonezji rozciągają się na długości ponad 5 tys. km wzdłuż równika i na długości 1750 km z południa na północ. Ich brzegi opływają Ocean Spokojny i Indyjski. Na wyspach znajdują się liczne wulkany. Indonezja jest często nękana przez trzęsienia ziemi i tsunami. Najwyższym szczytem jest Puncak Jaya – wysokość 4884 m. Indonezja graniczy z Papuą- Nową Gwineą na Nowej Gwinei, Malezją na Borneo i Timurem Wschodnim na Timurze. Dlaczego właśnie ta informacja spowodowała moje poruszenie? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, moja serdeczna przyjaciółka Renata, mieszka w Indonezji od roku 1975, stąd wszelkie informacje dotyczące Indonezji są mi niezwykle bliskie. Z Renatą przyjaźnimy się od 57 lat to jest od pierwszej klasy szkoły podstawowej.  

Trzeba też wiedzieć, że Indonezja posiada bardzo silną reprezentację narodową w badmintonie i pierwsze medale zdobyte przez to państwo na Igrzyskach Olimpijskich w ogóle a było to w Barcelonie 1992 roku , oraz w 1996 roku w Atlancie zdobyli zawodnicy tej właśnie dyscypliny. W Barcelonie: Alan Budi Kusuma złoty medal w grze pojedynczej mężczyzn, Ardy Wiranata medal srebrny w tej samej grze, Hermawan Susanto medal brązowy, w deblu mężczyzn Rudy Gunawan i Eddy Hartono złoty medal, i w grze pojedynczej kobiet Susi Susanti medal złoty.W Atlancie: Mia Audina srebrny medal a Susi Susanti medal brązowy w grze pojedynczej kobiet, i Rexy Mainaky/Ricky Subagja medal złoty w deblu mężczyzn. Z powyższego jasno wynika, że moje zainteresowanie Indonezją jest jak najbardziej uzasadnione.  

Był rok 1989 – maj. Polska została zaproszona do udziału w pierwszych drużynowych mistrzostwach świata o Puchar Sudirman, którego fundator Dick Sudirman był założycielem Buluntangkis Seluruh Indonesi- PBSI czyli Indonezyjskiego Związku Badmintona i przez 22 lata był Prezesem tego Związku. Był członkiem Zarządu Międzynarodowej Federacji Badmintona IBF- Vice Prezydentem i pamiętając o Nim i Jego pracy na rzecz rozwoju badmintona nie tylko w Azji ale też na świecie postanowiono wystąpić z inicjatywą zorganizowania I Drużynowych Mistrzostw Świata  w badmintonie razem z indywidualnymi mistrzostwami świata- fundując puchar i nazywając go Pucharem Sudirmana. Sam puchar jest imponujących rozmiarów. Ma 80 cm wysokości, jest wykonany ze srebra pokrytego 22 karatowym złotem na  podstawie ośmiokątnej wykonanej z drewna „ jaiti”- tekowego. Puchar przedstawia lotkę na zwieńczeniu której jest postawiona replika świątyni Borobudur- ósmego cudu świata. Uchwyty tego Puchary przedstawiają tor lotu lotki badmintonowej.

Do Dżakarty  mieliśmy polecieć w składzie 8 zawodników: Jacek Hankiewicz, Jerzy Dołhan , Grzegorz Olchowik, Janusz Czerwieniec, Bożena Siemieniec, Bożena Haracz, Marzena Masiuk, Elżbieta Grzybek, trenera Ryszarda Borka, Prezesa Związku Andrzeja Szalewicza na Kongres IBF (Międzynarodowej Federacji Badmintona) oraz niżej podpisanej, jako kierownika ekipy. Niestety już na początku wydarzyło się wielkie nieszczęście, ponieważ w wypadku samochodowym zginął maleńki syn Jurka Dołhana. Z wiadomych względów Jurek musiał pozostać w domu. Przed wylotem odbyło się arcymiłe pożegnanie naszej ekipy w Ambasadzie Indonezji w Warszawie, w którym brał udział Pan Ambasador, Jego Małżonka oraz wszyscy pracownicy Ambasady. Przygotowano dla nas informacje na temat Indonezji oraz pyszną kolację, na którą składały się dania kuchni indonezyjskiej, zobaczyliśmy też film o Indonezji, byliśmy, bowiem pierwszą ekipą sportową, która wyjeżdżała do Indonezji na Mistrzostwa Świata. Bilety zakupiłam przed 1 kwietnia i w ten sposób zaoszczędziłam dla Związku 40% kosztów, gdyż po tym terminie nastąpiła zmiana taryf cen biletów lotniczych. Główny Komitet Kultury Fizycznej i Sportu pożyczył Związkowi dewizy na wyjazd, które zostały zwrócone( IBF przyznał nam stosowną kwotę dolarów i w ten sposób mogliśmy spłacić nasze zobowiązania w stosunku do GKKFiS) po przyjeździe ekipy do Kraju. Pierwszy lot o godz.9.40 samolotem Lufthansa z Warszawy do Frankfurtu nad Menem. We Frankfurcie lądujemy o godz.11.00. Cały bagaż mamy nadany bezpośrednio do Jakarty –Indonezja. Jest tego dużo, bo aż 14 toreb a nadbagaż wynosi jak zwykle około 180 kg. Do Indonezji lecimy na kilkanaście dni a więc mamy stroje treningowe, reprezentacyjne, i trochę własnych ubiorów oraz jak zwykle trochę europejskiego jedzenia. Przed wyjazdem do Dżakarty odbyło się spotkanie ze wszystkimi osobami odlatującymi  na Mistrzostwa. Zawodnicy zostali szczegółowo poinformowani o zasadach uczestnictwa, ponadto o badaniach dopingowych oraz otrzymali xero listy substancji zabronionych. Przed wyjazdem również zostały dokonane wyrywkowe badania kontroli antydopingowej naszych mistrzów. Wydawało się, że nie zaniechaliśmy żadnych procedur.  We Frankfurcie Andrzej, ja i Rysiek, mamy uzgodnione spotkanie z sekretarzem generalnym Niemieckiego Związku Badmintona panem Helmutem Altmanem. Spotkanie dotyczy planów współpracy Niemieckiego i Polskiego Związków Badmintona na rok 1990 i lata następne. Spotkanie miało się odbyć w Hotelu Steingbergerhof. O godz.12.30 nasza trzyosobowa grupa dotarła do lobby hotelu. Spotkanie trwało prawie dwie godziny i uzgodniliśmy szczegóły wspólnych akcji na rok następny i kolejne. Reprezentacja Niemiec miała wziąć udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski juniorów i juniorów jak również mecze Polska Niemcy, my zaś mieliśmy wziąć udział w German Open i zawodach w Gutersloh, czyli w Niemieckich Mistrzostwach Juniorów. Ponadto ustaliliśmy, że do Polski przyjedzie na zgrupowanie kadry narodowej trener kadry Niemiec Guther Huber. Zgrupowania naszej kadry odbywały się w tym czasie w hotelu Hańcza i Hali OSiRu w Suwałkach. Ze względu na zbliżająca się godzinę odlotu samolotu do Dżakarty zadowoleni z dokonanych ustaleń i podpisanego planu wymiany powróciliśmy na lotnisko. Trzeba wiedzieć, że w roku 1989 obywateli polskich obowiązywały wizy zarówno do Niemiec jak i do Indonezji. Reprezentacja Polski, którą pozostawiliśmy w umówionym miejscu na lotnisku miała na nas czekać a ponieważ jechała tranzytem nie potrzebowała wiz, natomiast Ryszard, Andrzej i ja mieliśmy wizy załatwione w Ambasadzie Niemiec w Warszawie przy ul. Katowickiej. Po ponownym przejściu granicy, dokonanych formalnościach paszportowych wróciliśmy do naszych zawodników i tu czekała nas duża niespodzianka. Otwierając butelkę kapslowanej wody mineralnej takim starym sposobem, o coś opierało się kapsel i waliło z góry ręką, kapsel odskakiwał, Janusz wykonał to wielce niefortunnie i rozciął sobie dość głęboko prawą dłoń, ponieważ szyjka butelki odpadła i jego dłoń nadziała się na sterczące szkło. Janusz został przez służby ratownicze działające na lotnisku odtransportowany do Szpitala mieszczącego się w obrębie portu lotniczego, a że nie miał wyrobionej wizy nastąpiły pewne komplikacje i wizę musiał nabyć za kilkadziesiąt marek zachodnioniemieckich, nie licząc tego, że należało zapłacić dodatkowo dwieście kilkadziesiąt marek za wykonanie rtg ręki oraz założenie kilkunastu szwów. W sumie jedno nierozważne otwarcie butelki wody mineralnej kosztowało nas ponad 300 marek. Rok 1989 nie był rokiem, w którym działały ubezpieczenia wielu firm, a my, jako reprezentacja nie byliśmy ubezpieczani na wyjazdy zagraniczne. Pomimo tego skontaktowałam się telexem (to taki rodzaj faxu, ale działającego w oparciu o perforowana taśmę, na której kodowało się treść depeszy i wysyłało specjalnym łączem sztywnym do danego odbiorcy w danym kraju) z biurem naszego Związku z nagłą prośba ubezpieczenia ekipy na wyjazd do Indonezji, natychmiast, w dniu dzisiejszym, co się Markowi udało. Nie wdawałam się w dyskusję tylko poprosiłam o dokonanie ubezpieczenia od dnia dzisiejszego. Marek zrozumiał, że coś musiało się stać i bez zbędnych dyskusji dokonał tego, o co go poprosiłam. Ekipa była od tej pory ubezpieczona i bezpieczna przynajmniej w tym zakresie. A ja od tamtego sławetnego zdarzenia na lotnisku we Frankfurcie, nauczona smutnym doświadczeniem, zawsze pilnowałam, aby nasza reprezentacja miała ubezpieczenia i właśnie, dlatego sponsorami Związku zostawały kolejno różne Firmy ubezpieczeniowe (Bankowe Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji „Heros”, Towarzystwo Ubezpieczeniowe „Warta”, i następnie „Compensa”).

Janusz otrzymał antybiotyk w zastrzyku oraz informację na piśmie o zdarzeniu na lotnisku jak również stosowne zaświadczenie o podanych lekarstwach i zastosowanym leczeniu.  W tej sprawie miałam dokumenty dla lekarza IBF, którego musiałam powiadomić, bezpośrednio po przylocie, ze względu na badania antydopingowe, ale najważniejsza sprawą był przelot Janusza do Dżakarty. Po takim wypadku oraz po szyciu ręki, po podanym  antybiotyku, nie wiedzieliśmy jak organizm wytrzyma ten wielogodzinny lot do Singapuru (9 godzin) plus prawie dwie godziny oczekiwania w Singapurze i 4 godziny lotu do Jakarty. Pełni obaw wsiadaliśmy do naszego transkontynentalnego Jumbo Jeta szykując się do lotu. Niezbadane są losy ludzkiego młodego organizmu, Janusz pewnie z wrażenia i stresu zasnął w samolocie i w bardzo dobrym stanie dotarł do celu podróży, nawet nie miał gorączki, natomiast ja przez całą drogę myślałam jak to wszystko ułoży się zarówno w podróży jak i na miejscu, choć właściwie wiedziałam, że o pobyt w Dżakarcie nie mam powodów zbytnio się martwić, bo Renata i jej mąż Raden Mas  Koenhendrarso Soerjosoeharto (inaczej mówiąc  Książe Koenhendrarso Soerjosoeharto) będą czekali na nas na lotnisku i cała ekipa Polska zostanie otoczona troskliwa opieką.

Koenhendrarso Soerjoseharto, potomek błękitnej krwi, wywodził się z rodziny Książąt władców Sułtana Mangkumegara II dan Palmbowono. W Indonezji jest jeszcze jedno znaczniejsze Księstwo Yogyakarty Mangkunegar I, potomkowie Sułtana Hamengkawono, obecnie jest Sułtan Hamengkawono X.

Po wielu godzinach podróży oczekiwania we Frankfurcie i Singapurze wreszcie długiego lotu po prawie 20 godzinach w końcu wylądowaliśmy w Dżakarcie. Koen oczekiwał na naszą ekipę i razem z organizatorami pojechaliśmy do Hotelu Indonesia. Zmęczeni niemiłosiernie szybko załatwiliśmy meldunek, oraz akredytacje, bez których na żadnej imprezie nie można funkcjonować, ekipa udała się do pokoi. Rysiek wraz z ekipą mieszkał w hotelu zaś ja i Andrzej pojechaliśmy z Koen’em do jego domu-względy ekonomiczne nie pozwoliły nam na wynajem hotelu. Dom Koena na Martimbang położony w Dżakarcie Selatan (Selatan Południowej). Dżakarta dzieli się na cztery: Pusat – Centralną, Timur-Wschodnia, Utara- Północną, Selatan –Południową, Barat –Zachodnią.   Hmmm, do domu, no tak pamiętamy wszyscy nasze lokale mieszkalne typu M2, M3, czy moje M4, które składało się z trzech pokoików i kuchni oraz mikroskopijnej łazienki o łącznym metrażu 48 metrów kwadratowych. A tu Indonezja, państwo nie za bogate a zostaliśmy przywiezieni na osiedle domków jednorodzinnych PERTAMINA ( Firma, która zajmowała się importem i sprzedażą ropy naftowej powiedzmy jeden z potentatów na rynku Azjatyckim w tym zakresie, w której pracował dr chemii Koenhendrarso  Soerjosoeharto, który chemię ukończył na Politechnice Warszawskiej mieszkając w Polsce 16 lat). Piękny bungalow, parterowy dom w holenderskim stylu neokolonialnym o powierzchni ponad 400 metrów kwadratowych, wokół palmy kokosowe, bananowce, drzewa papai, i innych nienazwanych przez mnie przepięknych krzewów. Zatkało nas z wrażenia. Na progu żona Koena, piękna Ibu Renata jej dwie jeszcze ładniejsze córki Sita i Devi. Renata moja przyjaciółka z lat szkolnych. Tu należy się wszystkim pewne wyjaśnienie. W roku 1989 dewizy na wyjazdy zagraniczne przydzielano i były one limitowane. Trzeba było otrzymać po pierwsze zgodę GKKFiS na wyjazd ekipy za granice, trzeba było uzyskać zgodę na przydział dewiz a dewizy były bardzo, ale to bardzo limitowane. W tym wypadku pieniądze na pobyt pożyczyliśmy od Urzędu a właściwie za zgoda GKKFiS od COSu, który działał w imieniu Urzędu w sprawach paszportów i dewiz. Po przeliczeniu okazało się, że ekipa może zamieszkać w hotelu, bo dla niej pieniędzy wystarczy, ale ja i Andrzej musimy zorganizować sobie coś innego, dlatego Koen i Renata byli naszą szansą. Ulokowano nas w osobnym małym dwupokojowym bungalowie. Obok była łazienka z cebrzykiem wody ciągle uzupełnianej, gdyż temperatura w Dżakarcie nigdy nie spada poniżej 30, w ekstremalnych warunkach do 26 stopni stopni. Stąd stojąca woda w cebrzyku zawsze była mile chłodna.  Prezenty przywiezione gospodarzom zostały oddane a my „padliśmy” każde w swoim pokoju. Wiedząc, że Ryszard jest z ekipą mieliśmy czyste sumienie, ekipa miała załatwiony trening, lotki i wszystko, co było potrzebne, natomiast my mieliśmy dojechać po zakończonym treningu następnego dnia. Mistrzostwa Świata „Sudirman Cup” zorganizowano na Hali Sportowej Selatan mieszczącej 20.000 widzów, która była zlokalizowana prawie w Centrum Jakarty. Podróż z Hotelu na Hale nie trwała długo około 20 minut. Hotel był klimatyzowany niezbyt nowoczesny, jednak wystarczająco wygodny. Mieszkanie u Renaty i Koena było komfortowe, oraz miało dodatkowy plus a mianowicie, jako jedyna ekipa biorąca udział w Mistrzostwach dysponowaliśmy swoim własnym transportem. Koen dał nam, bowiem do dyspozycji mini bus marki Toyota wraz z kierowcą. My tylko musieliśmy wiedzieć, gdzie chcemy jechać, tak, więc codziennie Renata pisała na kartce gdzie jedziemy np. z domu na hale, z hali do Hotelu Borobudur – tam mieszkał sędzia główny, któremu trzeba było dostarczać skład drużyny na kolejny mecz, następnie z Hotelu Borobudur na sug, aby kupić picie i owoce itp. Nie bardzo wiedziałam, dlaczego Renia codziennie nas indaguje skąd, dokąd jedziemy, z jakiego hotelu do hali, do której hali głównej czy treningowej z hali, do którego hotelu, zastanawiałam się czyżby myślała, że „urwiemy się gdzieś”, jeżeli tak to gdzie, ja przecież nie znałam ani Dżakarty, ani malajskiego a trzy słowa, które pojęłam dziękuję-trimakasi, buluntangkis- badminton,  Dżakarta Selatan czy Martimang,  nie wystarczały aby się dogadać, nie miała do nas zaufania? Sprawa okazała się banalna. Pan kierowca był analfabetą i nie umiał czytać, więc ona pisała kartki dla mnie abym ja panu mogła przeczytać na głos i aby on wiedział już gdzie jedziemy, dacie wiarę? Kierowca analfabeta, ale takich i innych niespotykanych sytuacji mieliśmy więcej, ale o nich w następnym odcinku.

Cdn.

spacer na Montrmartre idziemy w Kierunku Bazyliki Sacre CoeurPoniedziałek 30.08 przywitał nas piękną pogodą – słoneczną z lekkim wiatrem. Umówiliśmy się z naszą wnuczką na stacji metra Montparnasse, aby razem dojechać do Sacre Coeur. Była 10 rano i Montrmartre dopiero budził się ze snu. Szybki zakup wody, croissant i bagietki w Patisserie i idziemy pod górę do Bazyliki, mijając po drodze studzienkę z woda w Montrmartrepięknym starym stylu. Wychodzimy na słynny Plac Pigalle. Nie wiem czy kasztany były najlepsze na tym placu –zgodnie z tym, co Hans Kloss mówił do swojego partnera w „Stawce większej niż życie” wiele, wiele lat temu. My nie zauważyliśmy kasztanów, za to pooglądaliśmy prace wielu artystów, którzy już zaczynali malować, a także handlować tym, co namalowali. Turystów pełno, tłum przewalał się wokół każdego z artystów, trwały targi i zakupy. My udaliśmy się prosto do Bazyliki, choć kilka razy po drodze byliśmy zaczepiani w sprawie wykonania portretów. Pewnie chodziło im o młodą damę, która nam towarzyszyła.

Bazylika Sacré-Cœur -Bazylika Najświętszego Serca – kościół na szczycie Montrmartre Bazylika Sacre Coeurwzgórza Montmartre w Paryżu. W roku 1870 wybuchła wojna francusko-pruska. Wtedy dwaj przemysłowcy francuscy przysięgli sobie, że jeżeli Paryż nie zostanie zniszczony, w podziękowaniu wybudują bazylikę ku sercu Jezusowemu. Gdy okazało się, że Paryż został nietknięty przemysłowcy postanowili wypełnić swoją obietnicę i w roku 1876 rozpoczęto budowę, a ukończono dopiero w 1914. Konsekracja bazyliki nastąpiła w roku 1919 po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Zdjęcie bazyliki nie mogło ukazać jej piękna, gdyż nijak nie mieściła mi się w kadrze. Jednak zapewne wszyscy znają ją z licznych fotografii, więc to, co ja prezentuję jest li tylko jej przypomnieniem. Jednocześnie starałam się zrobić widok Paryża ze Paryż widziany z Montrmartrewzgórza Montrmartre. Nie wiem czy oddaje on całą urodę stolicy Francji, ale mnie zawsze zatyka dech w piersi. Nasyceni pięknymi widokami postanowiliśmy zjeść lunch w jednej z brasserie Montrmartre. Zamówiliśmy zupę cebulową, sałatę z krewetkami, omlet z szynką, serem i pieczarkami oraz piwo i wodę. I znowu stwierdziliśmy, że deser i kawę wypijemy w innej cafe.  Po dejeneur postanowiliśmy spacerem przejść do Moulin Moulin RougeRouge mieszczącego się na Bv de Clichy. Moulin Rouge to kabaret wybudowany przez Josepha Llera –właściciela Olimpii w dzielnicy czerwonych latarni, niedaleko Montrmartre. Jest znany ze swego symbolu – czerwonego młyna postawionego na dachu. Oczywiście zrobiliśmy kilka zdjęć. Idąc w stroną Moulin Rouge minęliśmy Cmentarz Montrmartre, któremu trzeba poświęcić kilka chwil.

DalidaCmentarz Montmartre –jedna z najstarszych nekropolii Paryża. Położony jest u stóp wzgórza Montmartre. Został założony w 1795 roku, a otwarty w 1798. Zbudowano go w miejscu dawnych kamieniołomów. W 1888 roku przecięty został mostem-wiaduktem usytuowanym nad cmentarzem. Leży na zachód od Cmentarza Pére Lachaise i na wschód od Cimetière de Passy, a na północ od Cimetière de Montparnasse. Na tym cmentarzu pochowani są wielcy artyści francuscy i zagraniczni – kompozytorzy, poeci, aktorzy, pieśniarze, malarze, naukowcy, architekci, a między innymi: Edgar Degas- francuski malarz, Alexandrze Dumas syn-pisarz, Teophile Gautier- francuski poeta, Sacha Guitry- aktor/reżyser, Jacques Offenbach francuski kompozytor, Dalida, francuska piosenkarka  http://www.youtube.com/watch?v=o8MlH93xd9g&NR=1 ,  ulubioną piosenkę Gigi L’amoroso wszystkim dedykuję,  Stendhal (Marie-Henri Beyle) francuski poeta/pisarz, Emile Zola francuski pisarz. A oto jeszcze jedna popularna piosenka Dalidy, której towarzyszy Alain Delon, ” Parole, parole”: http://www.youtube.com/watch?v=eZFs33Eq0-M&feature=related

Znajdujemy tu również znakomite nazwiska polaków: Jan Ledóchowski, Wacław Niżyński, Juliusz Słowacki – jeden z najwybitniejszych poetów polskich doby romantyzmu dramaturg i epistograf, Alina Szapocznikow – rzeźbiarka, grafik. Wielkie zasługi dla rodzin i Polaków pochowanych na paryskim cmentarzu Montrmartre oddał Józef Alojzy Reitzenheim – pamiętnikarz i publicysta, powstaniec listopadowy i styczniowy, Polak z wyboru. Po przyjeździe z Polski do Paryża po stłumieniu Wiosny Ludów, inicjując niewcielone założenia zmarłego w 1855 roku Leona Stempowskiego, rozpoczął wieloletnie stawianie kwatery dla wybitnych polskich emigrantów na cmentarzu Montmartre. Dzięki wysiłkom Reitzenheima prochy wielu znanych, polskich postaci życia emigracyjnego nie uległy rozproszeniu i zapomnieniu. Z jego inicjatywy powstało wiele pomników przyozdobionych różnego rodzaju polskimi patriotycznymi symbolami i polskimi nazwiskami.

A oto Dalida i Serge Lama w jednej z ostatnich piosenek Dalidy jakby mówiącej o bliskim końcu Jej życia: „Je suis Malade”

http://www.youtube.com/watch?v=bKg7LCRgwoQ&feature=related

Metrem jedziemy na Bd Saint Germain, aby stąd przejść do Hotel de la Muzeum Sztuki i most Aleksandra IIIInvalide. Idziemy przez  Bd des Invalides, mijamy piękny ogród po prawej stronie, zaś po lewej Muzeum Rodina. Jesteśmy na Avenue de Tourville przed wejściem do Kościoła Inwalidów – Dome des Invalides wzniesionego w 1706 roku na polecenie Króla Ludwika XIV – przez Julesa Hardouin Mansarda. Początkowo kościół miał służyć wyłącznie królowi i miał być miejscem spoczynku rodziny królewskiej. Jednak po Hotel de Invalide, w głębi Kościół Inwalidówśmierci Ludwika XIV zrezygnowano z tych planów. W 1840 roku do Paryża zostały sprowadzone szczątki Napoleona Bonaparte, podstępem wywiezione z Wyspy Św. Heleny. Zbalsamowane ciało Napoleona zamknięto w sześciu trumnach z cyny, mahoniu, z ołowiu (trzecia i czwarta), z hebanu i ostatnia z czerwonego fińskiego porfiru. Wejście do Kościoła InwalidówPogrzeb odbył się dopiero w roku 1861, gdy sarkofag i krypta były gotowe. Osiągnięcia militarne Napoleona są przedstawione w postaci zwycięstw otaczających kryptę, a ich nazwy wygrawerowano w podłodze –Austerlitz, Jena, Marengo, zaś zasługi dla państwa, których miał wiele, są wyrzeźbione na niższym reliefie ozdabiającym ściany krypty Sarkofag Napoleona Bonaparte(należały do nich scentralizowanie administracji państwa czy jego pacyfikacja). Oprócz Napoleona Bonaparte w Kościele Inwalidów pochowani są marszałkowie – Ferdynand Foch, Sebastian Vauban, Turenne, Ludwik Lyautey oraz starszy brat Napoleona I, Józef Bonaparte i młodszy Napoleon II. Kościół Inwalidów widać z daleka, gdyż zwieńczony jest piękną złotą kopułą, do której złocenia zużyto 12 kg Kopuła Kościoła Inwalidów nad sarkofagiem Napoleona Bonapartezłota. Pod kopułą znajduje się fresk namalowany przez Charlesa de la Fosse. Iglica kościoła ma 105 metrów wysokości. Epitafium Napoleona I mówi:

„ Ta kopuła to chełm na głowę giganta. Niech spoczywa w spokoju.”

Powoli wracamy do metra, jednak pod drodze wypijamy kawę, jemy mus czekoladowy i creme brulee. I tak kończymy nasz bardzo krótki pobyt w Wokół Koscioła InwalidówParyżu. Czy można było zobaczyć więcej? Według mnie nie. Jest to nasza czwarta wizyta w Paryżu. Zwiedziliśmy bardzo dużo znaczących, historycznych budowli, nie licząc tego, co lubimy najbardziej, czyli Louvru, który ja zwiedzałam przez cztery dni, będąc tu w roku 1996 na 100 lecie Sportu podczas Kongresu Sportu, Muzeum d’Orsay, Jardin des Touileries, Centrum Sekwana i Most Aleksandra IIIPompidou, Muzeum de Cluny, czy Sorbony. Tym razem chodziliśmy przede wszystkim pieszo, starając się zapamiętać Paryż, jako miasto mody, pięknych kobiet, pięknych piosenek niezapomnianych gwiazd: Dalidy, Edith Piaf : „La Vie En Rose” 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=rKgcKYTStMc&feature=related

dobrej kuchni oraz pokazać naszej wnuczce to, czego ona jeszcze nie widziała w Paryżu. Następnego dnia wyjeżdżamy taksówką na lotnisko CDG już o godzinie 11.30 razem z Ritchie Campbel’em. Odlot samolotu mamy prawie o tej samej godzinie – on z terminalu 2E my 2F. Do widzenia, do zobaczenia następnym razem. Żegnamy się kolejny raz z Paryżem.

O Mistrzostwach Świata w badmintonie, Kongresie Europejskiej Konfederacji Badmintona i spacerach po Paryżu opowiadała

Wasza Jadwiga

Na zakończenie piosenka Edith Piaf ” Non je ne regrette rien”

http://www.youtube.com/watch?v=M5gpBncR8zI&feature=related

Łuk Triumfalny, Andrzej i jaNiedziela po południu. Jedziemy na halę i stąd na Pola Elizejskie. Wiadomo, że nie widząc tłumów na Avenue des Champs Elysees, nie widziałeś Paryża, nie byłeś w Paryżu. Umawiamy się z nasza wnuczką i razem wyruszamy na spacer. Avenue des Champs-Élysées, czyli po polsku: Aleja Pól Elizejskich, potocznie nazywana les Champs Élysées -Pola Elizejskie – reprezentacyjna aleja Paryża, łącząca plac Zgody -Place de la Concorde z placem Charles’a De Gaulle’a -dawniej plac Gwiazdy, Place de l’Etoile z monumentalnym Łukiem Triumfalnym, a dalej z nowoczesną dzielnicą biznesową, La Défense i jej symbolem Grande Arche, Wielkim Łukiem, który stanowi zamknięcie tej Wielkiej Osi. Pola Elizejskie rozciągają się na odcinku trzech kilometrów w VIII dzielnicy, w północno-zachodniej części centralnego Paryża. Pola Elizejskie z licznymi teatrami, restauracjami, kinami i ekskluzywnymi sklepami są miejscem często odwiedzanym przez turystów. W pobliżu znajduje się Pałac Elizejski z ogrodem. Palais de l’Élysée znajduje się w Paryżu przy rue du Faubourg Saint Honoré numer 55, nieopodal Pól Elizejskich i jest obecnie oficjalną rezydencją prezydenta Francji oraz miejscem posiedzeń Rady Ministrów.

Historia pałacu sięga XVIII w. Pałac został zaprojektowany i wybudowany przez architekta Armanda Klaudiusza Mollet i sprzedany hrabiemu Evreux. W chwili śmierci hrabiego w 1753 roku, pałac był jednym z najbardziej Pałac Elizejski, siedziba Prezydenta i posiedzeń Rady Ministrówpodziwianych w całym Paryżu i dlatego kupił go sam król Ludwik XV Burbon – jako rezydencję dla swojej metresy Madame Pompadour. Jeszcze 400 lat temu ciągnęły się tu pola uprawne. Dzisiaj czynsz za wynajem 100 metrów kwadratowych wynosi 1 milion 250 tysięcy Euro- informacja dla tych, którzy marzą o mieszkaniu na tej najpiękniejszej alei świata (powiedzenie Francuzów).

Nasz spacer zaczęliśmy w pobliżu Łuku Triumfalnego, idąc Aleją w stronę placu de la Concorde- plac Zgody. Cała trasa liczyła około 3 kilometrów, a po lewej i prawej stronie Pól Elizejskich mogliśmy oglądać sklepy, butiki największych domów mody, jak również znanych firm, takich jak na przykład Swatch- (wyraz skompilowany, składający się z dwóch wyrazów: Swiss and watch). Firma istnieje od roku 1982, swoje produkty przedstawiła na rynku szwajcarskim w roku 1983. Ale kto nie zna zegarków marki Swatch? Koncepcja inżynierów była bardzo prosta – mechanizm zegarka ubrany w plastik. Szwajcarzy chcieli w ten sposób odpowiedzieć na japońską produkcję zegarków zalewających świat, marki Citizen i Seiko. Nowoczesna digital Na Polach Elizejskich można znaleźć i takie nowościtechnologia i niska cena przywróciły Szwajcarię ponownie do grona największych producentów zegarków. Zresztą marketing właśnie tej firmy postawił na młodzież i w ten sposób Swatch został na długie lata jednym ze sponsorów Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i wybitnych zawodników reprezentujących takie dyscypliny jak: piłka plażowa, snowboard, BMX, styl dowolny w motocross, surfing i wiele innych.  Zajrzeliśmy więc do tego znanego sklepu, zakupując zegarek z najnowszej kolekcji tej marki. Następnie odwiedziliśmy perfumerię Guerlaine w poszukiwaniu moich ulubionych perfum. Jak się okazało woda kolońska „Parure” produkowana od roku 1961, mimo popularności zakończyła swój marsz przez świat i firma przestała ją produkować. Dotarliśmy do placu de la Concorde i zgodnie udaliśmy się na Avenue de Montigny. To ulica największych butików bardzo znanych marek „Houte Couture”. To właśnie tutaj mają swoje sklepy Gucci, Valentino, Chanel, Prada czy YSL.  Paryż – największa aglomeracja miejska Francji, 11 milionowa metropolia, stolica mody, projektantów i kreatorów, a w Paryżu Avenue Montigny, najsłynniejsza ulica butików i eksplozja talentu projektantów i Avenue de Montignywirtuozów pracujących w modzie. Najbardziej znani projektanci mody, najlepsze perfumerie, najlepsze marki. Ponad stuletnie tradycje. To wszystko znaleźliśmy na Avenue Montigny w Paryżu: Coco Chanel, Cartier, Salvadore Ferragamo, Valentino, Prada, Gucci – najbardziej znane marki na świecie.
W końcu po wielu godzinach długiego spaceru, zaglądania do mniejszych i większych butików, chłonąc propozycje małych i wielkich krawców mody, postanowiliśmy skapitulować.

 

 

Na placu de L’Alma znaleźliśmy piękna restaurację i tam postanowiliśmy zjeść obiad. Zamówiliśmy carpaccio z łososia z rukolą i carpacio z łososia z cytyną i rukolą

 

cytryną, jagnięcinę pieczoną w sosie z puree ziemniaczanym oraz rybę o

 

 

 

 

ryba lotte po przyrządzeniufascynującej nazwie: „lotte” z warzywami.

 

Do tego wino i woda.

 

 

 

Ryba Lotte przed podaniem wyglądała tak: ta ryba nazywa sie żabnica, gdybym wiedziała co ja zamówiłam, może zastanowiłabym się i zrezygnowała z tego dania, ale ponieważ nie miałam bladego pojęcia, zjadłam i nawet mi smakowało, a po przyjeździe do domu lotte-zajrzałam do internetu i oto co tam znalazłam: żabnica w całej swej krasie, brrrrrrrrrrr!

 

Wiemy, że kuchnia francuska jest najlepszą na świecie, wywarła ona wielki wpływ na inne kuchnie, zaś najważniejszą zasadą obowiązującą we Francji jest wysoka, jakość produktów i ich świeżość, co stwarza niesamowite wrażenia smakowe.

Tutaj śniadanie – petit déjeuner składa się z croissanta –rogalika, bagietki, dżemów, serów, kawy lub czekolady podawanych w dużych szerokich filiżankach, aby można było moczyć pieczywo. Obiad déjeuner – jest kilku daniowy i je się go między godziną 12 a 14.00. Najpierw podawane są przystawki, potem danie główne, sery, deser i kawa. Kolacja –diner podawana jest późno, pomiędzy 20 a 22.00, Podawane są ciepłe dania. Do tego zawsze woda, przeważnie nalewana z kranu oraz do obiadu wino, a czasami piwo.

We Francji mamy Auberre-gospody, bistrot-nieduże restauracje z ograniczonym wyborem dań, brasserie – kawiarnie serwujące także tradycyjne dania, cafe – kawiarnie serwujące kawę, herbatę i lekkie posiłki, creperie- naleśnikarnie serwujące różne naleśniki, i restauracje o różnym poziomie, oznaczone zarówno ilością gwiazdek Michelin, jak i nożami, czy ilością widelcy. Jedno jest pewne – gdziekolwik zdecydujemy się jeść, dostaniemy dobry, świeży i smaczny posiłek. Wracajmy do naszego. Podano nam zamówioną przystawkę a było to carpaccio z jagnięcina w sosie i puree ziemniaczanełososia – łosoś pokrojony w bardzo cieniutkie plastry z rukolą a także z pyszną pachnącą cytryną. Niby cóż to jest cytryna, u nas w każdym sklepie można dostać, ale ta, którą podano miała zapach drzewa cytrusowego, a w smaku była lekko słodka. Razem niebo w gębie. Kolejne danie to jagnięcina upieczona tak, aby mięsko przy kostce nie było spalone, lecz lekko czerwone. Sama jagnięcina była bardzo miękka. Do tego sos z czerwonym winem i gładkie, delikatne, po prostu jedwabiste puree z ziemniaków. Moja ryba „lotte” to zwykła żabnica. Podano mi tylną jej część – od grzbietu do ogona. Podana w całości, gotowana, a do tego pomidor krojony w plastry, przekładany cukinią i zapieczony krótko w piekarniku, oczywiście cytryna i sos krabowy.

Jeszcze dzisiaj smak tego dania mam na języku.

 

Avenue de MontignyPo tak smacznym obiedzie postanowiliśmy nie jeść deseru tutaj, lecz w innej cafe, w której oprócz kawy jedliśmy mus czekoladowy i krem caramel. Wróciliśmy do stacji metra na Champs des Elysees i do hotelu. 

Byliśmy bardzo zmęczeni, jednak zadowoleni z trasy jaką przebyliśmy oglądając Paryż.

cdn.

 

 

 

 

 

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.