Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Jak zostałam „Damą Pik”

Autor: Jadwiga. 34 komentarze.

Blog pisze dosyć regularnie, dlatego gdy dzwoni telefon komplementujący jakiś tekst czuję się lekko zawstydzona. Tym razem telefon zadzwonił w zupełnie inna propozycją. Zadzwoniła Marta. Szybka rozmowa i piękne zaproszenie do Redakcji „Damy Pik”. Był Maj zresztą bardzo deszczowy i chłodny. Pytanie brzmiało: czy może pani przyjechać w poniedziałek na szybką kawkę? Oczywiście, będę. Szybka kawka z miłymi Paniami „Damy Pik” zamieniła się w wielogodzinną rozmowę. Marta włączyła dyktafon i tak popłynęła moja opowieść o moim życiu o wszystkich sprawach tych najtrudniejszych i najpiękniejszych o moich wzlotach i upadkach. O tym jak trudno być  ambitną kobietą w gronie mężczyzn w ich ukochanym sporcie. Bo przecież wszyscy mężczyźni na sporcie się znają  jak nikt, a tu między nimi znalazła się stuprocentowa kobieta, z wielkimi ambicjami bycia najlepszą.  Moja opwieść trwała i trwała. Po sześciu godzinach Marta stwierdziła, że pozyskała materiał nie na jeden artykuł ale chyba na książkę. Oczywiście żartowałyśmy i śmiałyśmy się serdecznie w czasie mojego opowiadania a raczej spowiedzi. Bo na wejściu sparafrazowałam tytuł jednej z audycji radiowych  i powiedziałam  pt: „Pani Marto pani pierwszej to powiem”. I tak się zaczęła nasza wspólna przygoda. Ja opowiadałam, pani Marta notowała, zadawała pytania, uśmiechała się zagadkowo, a ja jak to ja w przerwach sypałam kawałami. Tak powstał tekst, który wielokrotnie czytałyśmy uszczegóławiając pewne stwierdzenia,  a czasem uzgadniając to czy inne zdanie. Tekst ten jest autorstwa Redaktor Naczelnej „Damy Pik” pani Marty Lenkiewicz . Wiem, że nie wszystkie osoby mogły kupić  egzemplarz Damy, dlatego poprosiłam o wyrażenie zgody, którą otrzymałam  wraz z prawem udostępnienia tekstu  na swoim blogu, co niniejszym z przyjemnością czynię.  Ze względu na ilość tekstu podzieliłam go na dwie części:

Pani pierwszej o tym powiem… 

Mistrzowska klasa

W sporcie zakochała się wiele lat temu. Wierna mu była przez całe życie zawodowe, a i dziś angażuje się w sprawy z nim związane. Wulkan energii, pamięć godna pozazdroszczenia, cięty język i ambicje, które nigdy nie pozwalały stać jej w miejscu. Jadwiga Ślawska-Szalewicz, kobieta, która jako pierwsza została prezesem związku sportowego. 

Wieloletnia, bardzo intensywna praca. Obecnie – pisanie bloga, wykłady na UTW, zajmowanie się domem, rodziną, fascynacja kuchnią, ogrodem… Odnoszę wrażenie, że tą wewnętrzna energią mogłaby Pani zasilić niejedną dzielnicę. Skąd czerpie Pani siłę do takiej aktywności?

Urodziłam się w Niemczech, gdy jeszcze trwała wojna. Przyszłam na świat szybko i z hukiem. Chwilę później wybuchła bomba. Może właśnie te wydarzenia naznaczyły mnie na całe życie. Wszystko płynie bardzo szybko i jeśli ma się jakiś plan, to należy go w tempie  zrealizować.

Może dlatego związała Pani swoje życie ze sportem? Tam cały czas coś się dzieje.

Wcześniej jednak byłam studentką prawa. Nie było mi ono  pisane, choć to właśnie tam poznałam ludzi, którzy jako pierwsi skierowali moje myśli na właściwe tory. Choć sport zawsze był mi bliski, nie do końca może zdawałam sobie z tego sprawę. Później poznałam męża i zdałam na Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, którą ukończyłam. Mój mąż, Janek Ślawski, był trenerem i to on dał mi podstawę organizacyjną w sporcie. Studia na AWF i w tym samym czasie praca w Polskim Związku Judo, a stąd już niedaleko do kierowania męską  sekcją  judo, które zresztą sama trenowałam. Szybko mnie tam dostrzeżono i  z PZJudo przeniesiono do Ministerstwa Sportu. Stamtąd przeszłam do Polskiego Związku Szermierki, zostając w wieku 27 lat jego Sekretarzem Generalnym. To było błyskawiczne wypłynięcie na szerokie wody i  7 lat znakomitej lekcji sportu.

Szybka kariera. Jak się to Pani udawało?

W latach 70 na szarych polskich ulicach rzadko kiedy można było spotkać uśmiechniętych ludzi. Dzięki pierwszym podróżom zagranicznym zdałam sobie sprawę, że świat wygląda jednak zupełnie inaczej.  Nosiłam różnobarwne ciuchy, które nauczyłam się szyć. Byłam kolorowym ptakiem. Dodając do tego uśmiech i silny charakter byłam widoczna. Poza tym nie było dla mnie rzeczy nie do załatwienia. Zawsze potrafiłam znaleźć do tego klucz To było moją kartą przetargową.

Czy praca w poszczególnych związkach różniła się? Przecież cel zawsze jest ten sam – wygrać.

Owszem, organizacja kultury fizycznej jest taka sama, ale każda dyscyplina ma swoja specyfikę a i sposób podejścia różni się.

Po szermierce pojawił się badminton?

Sama nie wiem dlaczego się pojawił. Któregoś dnia do mojego biura przyszedł Andrzej Szalewicz i zaproponował wspólne tworzenie Polskiego Związku Badmintona. On był uparty, a ja z przymrużeniem oka podchodziłam do pracy w miejscu, które jeszcze nie istniało. W końcu zgodziłam się. Był rok 1977. Pracowałam tam 28 lat, do 2005 roku, potem jeszcze przez 2 lata byłam Wiceprezydentem Europy. Choć zakończyłam pracę zawodową z badmintonem  związana jestem cały czas. Niedawno wróciłam z Kongresu Europejskiego, piszę do czasopism specjalistycznych.

To znaczna część Pani życia. Potrafi ją Pani podsumować?

Budowaliśmy ten związek od podstaw, od zatwierdzania statutów i regulaminów. Początkowo byłam sekretarzem generalnym, w 1991 roku zostałam prezesem. Przez pierwsze lata umacnialiśmy organizację całej struktury sportowej w terenie. W latach 90. mieliśmy już 162 kluby i 22 okręgowe związki badmintona. To wymagało jeżdżenia po Polsce, przekonywania władz lokalnych, żeby za organizacją szły jakieś pieniądze. Po 14 latach ciężkiej pracy sukcesem był fakt, że Andrzej Szalewicz został wybrany na prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nagle okazało się, że badminton dysponuje inną od reszty grupą działaczy. Na zewnątrz zawsze byliśmy jednością, drużyną, choć wewnątrz bardzo się spieraliśmy. Ten wspólny głos wyróżniał nas na tle innych związków. Ale my tylko tak mogliśmy realizować nasze cele. A były nimi głównie pieniądze na szkolenie zawodników. Uczestniczyliśmy niemal we wszystkich większych zawodach w Europie i na świecie. Z tego powodu czułam, że muszę nauczyć się angielskiego. I dokonałam tego, w pół roku.  Ten język był mi niezbędny w pracy.

Jak, w „tamtych czasach”, udawało się Wam działać na tak dużą skalę?

Uczestnicząc w wielu zagranicznych imprezach sportowych zawsze miałam przy sobie zeszyt. Notowałam w nim wszystko – jak są ułożone korty, ubrane hostessy, gdzie stoją kwiaty, jak wygląda stół sędziowski, biuro, restauracja, jaka puszczana jest muzyka, jak zorganizowany jest transport. Stworzyłam swój własny przewodnik po organizacji imprezy, którą w przyszłości chciałam zrobić. W 1985 i 1987 roku postanowiliśmy zrobić w Polsce Mistrzostwa Europy w badmintonie. To był strzał w dziesiątkę. Wcześniej, będąc w Austrii, zainteresowałam się kartonowymi boksami. Dostałam je, podobnie jak długopisy, kolorowe karteczki i 10 kg wiedeńskiej kawy , którą potem serwowałam vipom udając, że w Polsce jest wszystko. Chwalono nas za zorganizowanie zawodów na najwyższym poziomie. Dla mnie to była nobilitacja i miłe połaskotanie mojej dumy. Byłam pierwszą kobietą, która została Sekretarzem Generalnym w związkach sportowych.

Wszystko zdobywaliśmy w szalony sposób – rakietki, lotki. Ci młodzi ludzie musieli mieć czym trenować. W końcu sami postanowiliśmy zająć się produkcją. Tak, w tym celu nawet pojechaliśmy do Chin, by podpatrzeć jak wygląda cały proces. Pod koniec 1987 roku uruchomiliśmy produkcję lotek, która trwała 4 lata. Później, gdy granice się już otworzyły, istniały kantory przestało mieć to sens.

A gdzie w tym wszystkim było miejsce na rodzinę? Tyle wyjazdów, zaangażowanie w pracę?

Było trudno. Moja córka wyjeżdżała ze mną na wszystkie zgrupowania, podróżowała również ze swoim tatą. Później razem pracowałyśmy organizując imprezy sportowe.  W zasadzie jednak nie wiem, kiedy dorosła. Była w pierwszej klasie, a potem nagle sama przygotowywała święta wielkanocne, podczas gdy  ja byłam na zgrupowaniach. Tak upłynęło 19 lat jej życia, aż się zakochała. W trenerze badmintona, Francuzie, za którego wyszła za mąż. Wyjechała, tam urodziła córkę, a ja zostałam sama. Nie było mi łatwo. Przy jej porodzie uczestniczyłam z telefonem przy uchu, co na początku lat dziewięćdziesiątych nie było łatwe. Żadnej matce tego nie życzę. Teraz wnuków mam więcej.

CDN.

 

komentarze 34 do wpisu “Jak zostałam „Damą Pik””

  1. Andrzej

    Damo Pik! Walet trefl Cię podziwia i wielbi niezmiennie! Pozdrawiam.

  2. jadwiga

    Andrzeju
    pozdrawiam serdecznie
    j

  3. An-Ula

    Damę Pik czytam w internecie na tyle, na ile jest to możliwe w tej opcji. Masz ogromne i bogate doświadczenie, wielkie osiągnięcia zawodowe. Dobrze, że zaproszono Cię do współpracy, masz wiele do powiedzenia. A my, czytelnicy Twojego bloga, dowiadujemy się o sprawach, o których pewnie większość z nas nie wiedziała. No i bardzo ważna jeszcze rzecz: jesteś piękną i zadbaną kobietą, możesz być wzorem dla innych pod każdym względem. Pozdrawiam 🙂

  4. Beata

    Jadziu, wspaniałe osiągnięcie, zasłużona piękna rozkładówka i co najważniejsze, czytelnicy poznali Cię bliżej, poznali Twoją ciężka pracę jak również wzloty czy potknięcia. Poznali prawdziwego człowieka.

  5. Azalia

    Jadziu, chylę czoła. Jesteś wspaniałą kobietą, nie tylko mądrą, odważną, doświadczoną, wszechstronną, ale i urodziwą. Twój uśmiech, oczy, to sama radość i energia. To dal mnie zaszczyt móc bywać na Twoim blogu. Pozdrawiam serdecznie.

  6. jadwiga

    Azalio
    ja patrzę na Was jak na moich przyjaciół, nie ośmieliłabym się inaczej was traktować, nigdy nie byłam zadufaną w sobie kobietą bo lubiłam od zawsze ludzi a przez to miałam ułatwiony z nimi kontakt, zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłam w swoim zawodowym życiu, ale tak na prawdę to dopiero teraz po tym artykule, bo on jakby sumuje moje zawodowe doświadczenie, jakoś nigdy w ten sposób na siebie nie patrzyłam i ten kto dostrzegł we mnie całą moja bogatą przeszłość postanowił pokazać mnie i moje wnętrze zasługuje na brawa, bo dla mnie naturalną rzeczą była praca i to jak najlepsza, może dlatego, że bardzo ją lubiłam i codziennie jechałam do biura uskrzydlona…?
    pozdrawiam
    j

  7. jadwiga

    Beata
    bo tych wzlotów było sporo ale tez i upadków i to bardzo bolesnych, nie o wszystkim wypadało mówić i pisać, tamte sprawy pozostaną moje
    j

  8. jadwiga

    An-Ula
    o matko i córko, toż Ty mi tu laurkę napisałaś, nie powiem jest mi miło , bardzo, dbanie o siebie wyssałam z mlekiem matki, która do dnia odejścia była niezwykle zadbaną osobą, uczesana zawsze, ręce zrobione, pedicure regularnie raz w miesiącu, nie wyobrażała sobie nie pójść do fryzjera, nigdy nie widziałam jej w przydeptanych pantoflach i podomce, do sklepu „leciała” po mleko, ale zawsze z pomadką na ustach, no to jak patrzysz tak wiele lat na mamę sama też starasz się wyglądać, bo ona powtarzałam, zawsze trzeba być zadbanym, nie ważne ile masz lat, czystość, i dobry wygląd to twoje dobre samopoczucie, no i ja też tak mam
    j

  9. Gosia

    Hedwiżko Najmilsza, od naszego pierwszego spotkania wiedziałam, że jesteś wyjątkową, inspirującą i serdeczną osobą. I intuicja mnie nie zawiodła. Buziaki, Moja Miła!

  10. Helen

    Pamiętając jaki sama miałam problem, żeby podnieść d… i wyjść od ciebie i twoich kotów, wcale się nie dziwię, że pani Marta miała z tym problem. Jeszcze nie wiedziała, co ją czeka, kiedy się z tobą umawiała na spotkanie:)))) Jeszcze raz gratulacje, wyszłaś świetnie na zdjęciach, chociaż kot lekko obrażony. Ale ty byś świetnie wyszła nawet z waranem z Komodo w objęciach:))) Taki typ…. Buziaki

  11. jadwiga

    Helen,
    a wiesz warana Komodo trzymałam w rękach na safari w Indonezji, pan miał go powiązanego łańcuchami, a młoda i głupia byłam no i się wzięło jak mi powiedzieli jaki gryzoń to nim o trawę buch, ale był niemiły nie był duży tak ,5 metra
    a w ogóle zapraszam
    j

  12. jadwiga

    Gosiu,
    tak od razu już wiedziałaś, no popatrz Kobieto
    he he dzięki
    j

  13. ewa777

    Czytam z zaciekawieniem i przyjemnością:)

  14. jadwiga

    ewa777
    no cóż takie życie,
    j

  15. gordyjka

    Podziękowania piękne Ci się należą Jadwiniu, bom niczym dzika kotka „Damy Pik” poszukiwała pozazaściankowo ;o), ale mi się tylko Panie Sprzedawczynie przyglądały durnowato…
    Jak nic w nieuświadomieniu bym żyła…:o(

  16. Morela

    Dobrze, że dajesz ten wywiad Jadziu, bo nie miałam szansy zdobyć czasopisma, co mnie wkurzało. W naszym grajdołku nie było, a do powiatu nie dotarłam 🙁
    Teraz sobie spokojnie poczytam:)

  17. jadwiga

    Gordyjko
    tak sobie myślałam i myślałam i w końcu zdecydowałam zamieścić na blogu bo w końcu nie zawsze można dostać co się chce mieć, pozdrawiam
    j

  18. jadwiga

    Morelko
    oczywiście poczytasz następny odcinek za kilka dni
    j

  19. notaria

    No nie, z tym pedicure i manicure to ja jednak wymiękam. I fryzjer raz w miesiącu? Kurka wodna, baby, kiedy Wy macie na to czas??! Jak mnie fryzjerka zrobiła malowanie ze strzyżeniem i układaniem i popatrzyłam na zegar, to teraz maluję sama w domu, bo w tym czasie kiedy włosy się farbują, ja mogę coś innego robić, np. słuchać nowej płyty.

  20. czesia

    Wyglądasz olśniewajaco!kiedy czytałam wywiad z Tobą, pomyslałam o przypowiesci o talentach. Z pewnością swoich nie zakopałaś, będziesz miała czym zadziwić Czytelnikow i Wielkiego Dawcę.
    Piszesz równie olśniewająco jak wygladasz. Kurczę. Dumna jestem!

  21. jadwiga

    Noti
    na takie bezeceństwa pozwalam sobie raz w miesiącu 2 godziny dla siebie, a fryzjer, czesanie pół godziny raz w tygodniu włosy farbuje sama,
    pozdrawiam
    j

  22. jadwiga

    Czesiu
    pochwała z Twoich ust brzmi wspaniale, jestem zawstydzona, wykorzystałam wszystko co mi dano, Pan Bóg był dla mnie łaskaw a ja tylko postarałam się nie zmarnować
    j

  23. rodorek

    Damę Pik przejrzałam w naszym Empik-u, oczywiście przeczytałam! Aż pani sprzedawczyni przyglądał się mi podejrzliwie:)))
    Cóż tu napisać. Gratuluję, podziwiam i życzę wszystkiego dobrego Jadwiniu. A zdjęcia cudne:)

  24. Teresa

    Jadziu jakie piękne „zostanie” Damą PIK. Pozdrawiam

  25. jadwiga

    Krysiu
    Za gratulacje dziękuję, zdjęcia udały się, ale żeby wybrać te najlepsze zrobiono ich kilkaset, nawet nie wiedziałam, że sesja zdjęciowa to taka ciężka praca
    j

  26. jadwiga

    Tereso
    Dama Pik dziękuję
    j

  27. jula

    Piękne zdjęcia , piękny życiorys , pięknego, pozytywnego Człowieka.
    Jesteś urodzonym Leaderem, tak chyba by powiedzieli Amerykanie.
    😀
    Z wielką przyjemnością do Ciebie zaglądam, i wiem ,że te lata triumfu , to nie tylko sama radość , jak to w życiu te smutki tez były.;)
    Z przyjemnością też tu zaglądam, bo pomimo osiągnięcia sukcesu , pozostałaś sobą . Jesteś bardzo wrażliwą na innych osoba , coś o tym wiem . 🙂

    Bardzo ci dziękuje ,bo Twoje komentarze pełne zrozumienia w tych smutnych chwilach dla mnie , bardzo mi pomogły przebrnąć traumę. No i jesteś , jak każdy sportowiec waleczna 😆 a przy tym mądra , ta mądrością nie tylko wyuczoną ale ta życiową . 😀

    To też ” to widać, słychać i czuć” w tym artykule , że tam powiem , parafrazując piosenkę pt.” Jestem z miasta” K.Sienkiewicza . 😉

    Pozdrawiam! Pa! 😆 😉

  28. jadwiga

    Jula
    cóż za piękny komentarz, wzruszyłaś mnie bardzo, przed chwila skończyłam oglądać w Internecie na you tube finał singla mężczyzn w mistrzostwach Świata w Guangzhou Chiny w badmintonie i wiesz, grali Lin Dan Chiny i Lee Malaysia w trzecim secie Malezyjczyka schwyciły straszliwe skurcze dwa razy Lind Dan mistrz świata zdjął koszulkę i wraz ze służbą medyczną wynosił razem swojego przeciwnika, i to jest dla mnie mistrzostwo, w każdej sytuacji
    musisz pozostać CZŁOWIEKIEM – nie każdy potrafi,
    dziękuję bardzo
    j

  29. Jolanta

    Jadwigo, gratuluję! Wyglądasz przepięknie, ten tygrys, którego trzymasz też jest uroczy. Twoje opowieści są na najwyższym poziomie. Przyjemnie się czyta. Myślę, że jak ma się tyle pozytywnych wspomnień to trzeba o nich opowiedzieć.
    Moc serdeczności zostawiam:)))

  30. jadwiga

    Jolanto
    dziękuje bardzo, tylko dlatego opowiadam, aby to co robiliśmy przez lata nie uległo zapomnieniu, bo zrobić jest trudno a zapomina się bardzo łatwo i szybko
    j

  31. Jacek

    Witam Pani Jadwigo , wydaje mi się, że w wymienionych przez Panią uczestników Mistrzostw Świata w Lozannie wkradł się błąd tj. wystąpili tam inni zawodnicy i nie było już ,,Małej”,,Siemionki” ,,Wioli Wilk” i ,,Hansa” . Pozdrawiam i gratuluję wspaniałej podróży przez historię naszego badmintona, którego była Pani głównym twórcą.

    z poważaniem Jacek

  32. Jadwiga

    Jacku, jeżeli tak zaraz sprawdzę i poprawie, a może pamiętasz kto tam był?
    j

  33. DAMA PIK

    Pani Jadwigo, wyprzedziła nas Pani, ale też możemy się pochwalić: na stronie DP wywiad w całości 🙂
    http://www.dama-pik.pl/zawsze-jest-cos-do-zrobienia/

    Serdecznie pozdrawiamy
    Dama Pik

  34. Jadwiga

    DAMA PIK
    to nie było zamierzone, ale dużo osób nie mogło kupić DAMY PIK (rozeszła się jak świeże ciepłe bułeczki) dlatego pozwoliłam sobie na opublikowanie wywiadu autorstwa Marty Lenkiewicz, dziękuję bardzo pozdrawiam DAMĘ PIK
    j

Zostaw odpowiedź

XHTML: Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.