Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Wpisy oznaczone ‘badminton’

Zanim napiszę o poszukiwaniach kolejnego obrazu związanego z badmintonem a raczej le volant , o znamiennym tytule „Dziewczynka z rakietką i lotką” namalowanego przez francuskiego malarza Jean Baptiste Chardin, muszę choć trochę przybliżyć jego sylwetkę wszystkim tym, którzy lubią malarstwo tak jak ja.
Chardin urodził się w 1699 r. w Paryżu w rodzinie stolarza. Całe swoje życie mieszkał w stolicy Francji, z wyjątkiem dwóch wyjazdów; raz gdy pracował w roku 1729 w Wersalu, gdzie brał udział w przygotowaniu scenerii pokazów sztucznych ogni z okazji narodzin syna króla Ludwika XV, oraz drugi raz w roku 1731, gdy pracował w Fontainebleau, gdzie asystował przy odnawianiu włoskich fresków w galerii Franciszka I. Poza tymi dwoma wyjazdami mieszkał całe życie w dzielnicy Saint-Germain-des-Prés.
Ojciec i młodszy brat Chardina prowadzili rodzinny biznes; ich specjalnością były stoły bilardowe robione dla rodziny królewskiej.
Chardin studiował wraz z Pierre-Jacques Cazes’em, mało znanym artystą, który nauczył go malować.
Jean-Baptiste-Siméon Chardin był XVIII-wiecznym artystą. W tym czasie główna formą sztuki było rokoko, którego tematyka wiązała się z przyjemnościami i wesołością. Wiele obrazów przedstawiało eleganckie karnawały, erotyczną nagość i romantyczne schadzki. Realny świat był niemal nieobecny. Chardin, jako pierwszy w malarstwie francuskim zaprezentował nurt, który można było nazwać „mieszczańskim realizmem”, co spowodowało, że jego prace wyróżniały się spośród innych XVIII-wiecznych malowideł. Rzadko szukał tematu w świecie dworskiego życia, ucztach, miłostkach, plotkach, pałacach, czy arystokratycznym establishmencie. Prawie nigdy nie sięgnął do mitologii, czy też scen związanych z Historią Świętą.
Przez całe swoje długie życie przedstawiał z upodobaniem sceny rodzajowe z życia niższej klasy mieszczańskiej. Malował kobiety zajęte gospodarstwem domowym, pokazując je, nie wahał się przed okazaniem sympatii skrzętnym zapracowanym gosposiom. Dziewczęta i kobiety z jego obrazów nawet przy ciężkiej pracy są schludne, powiedziałabym nawet na swój sposób pociągające. Wiele lat po śmierci Chardina bracia Goncourt, charakteryzując jego sztukę, mieli napisać:
I czemuż kobieta ze stanu trzeciego nie miałaby na tych obrazach rozpoznać siebie samej? Malarz nie zapomina o najmniejszym szczególe jej stroju, ukazuje zakasane rękawy, fartuch, chustkę na ramionach, nożyczki przytroczone do pasa, chłopski złoty krzyżyk na szyi, pasiasta spódnicę, rakietę i lotkę do les volant (…) maluje ją w kuchni jak przygotowuje jarzynę na zupę, jak namydla i pierze bieliznę, jak powraca z targu niosąc w koszyku pieczeń na niedzielny obiad…
Jego martwe natury są zwyczajne, ogołocone, przedstawiają realny świat, który widział dookoła siebie, a nie rokokową fantazję.
Ten mistrz stanu trzeciego był mieszczaninem z urodzenia i ducha. Także jego tryb życia daleki był od arystokratycznej ekstrawagancji. Dwukrotnie żonaty, pierwszą żonę Marguerite Saintard pochował po czterech latach szczęśliwego małżeństwa. Po raz drugi ożenił się w 1744 r., będąc wdowcem z 13-letnim synem. Wybranką była Françoise-Marie Pouget. Z tą hożą i gospodarną mieszczańską córką przeżył 35 spokojnych lat. Ich dom był zasobny i gościnny.
Do scen rodzajowych Chardina pozowały mu zwykłe dziewczęta, na poły służące, na poły rezydentki wychowujące się w domu Chardinów.
Biografowie odnotowują dwie spośród nich – Agnès Roland (prawdopodobnie prowadziła mu gospodarstwo po śmierci pierwszej żony). Pozowała ona do obrazów: „Kobieta obierająca brukiew”, „Kobieta zmywająca rondle”, „Kobieta piorąca”, czy też „Kobieta z rakietką i lotką”, bardzo lubianego przez nas obrazu nazywanego „le volant”. Kopia tego obrazu wisi u nas w domu, choć została namalowana 250 lat po powstaniu oryginału. Pierwszy raz zobaczyłam kopię tego właśnie obrazu podczas jednego z ADM (Annual Delegates Meeting) czyli dorocznego spotkania –kongresu europejskiego badmintona. Wręczono go wtedy jednej z pań, o ile dobrze pamiętam, była to Rina de Beer, Holenderka, która kończyła swoją działalność w badmintonie europejskim. Ach, jakże mi się podobał ten mały obrazek, reprint! Byłam zachwycona i to tak bardzo, że postanowiłam odszukać oryginał, kupić katalog i oczywiście zamówić kopię obrazu. Ale o tym jak to było, jak długo trwały moje poszukiwania, jakie zdarzenia temu towarzyszyły, przeczytacie w następnym wpisie. Tutaj mogłam tylko podać kilka informacji o pięknym i bezcennym obrazie Jeana-Baptiste’a-Siméona Chardina (1699-1779) „Dziewczyna z rakietką i lotką” namalowanym w roku 1737, obrazie, który dla badmintona jest swoistym symbolem rozwoju wolanta, gry która służyła uciesze i zabawie na dworze króla Ludwika XIV zwanego Królem-Słońcem. Badmintona, naszej ulubionej gry na wiele lat przed tym, gdy została ona zaprezentowana w roku 1833 w Badminton House Gloucestershire.
Jadwiga Ślawska Szalewicz

Był piękny czerwiec 1973 r. Rano odprowadziłam Agusię do żłobka, a właściwie zawiozłam taksówką na ul. Koszykową tam mieścił się  żłobek do którego od niedawna chodziła. Zresztą miejsce w nim załatwiłam przez znajomości!  Moja ukochana córeńka jeździła tam każdego dnia. Dzisiejszy dzień, choć taki sam był wyjątkowy. 15 Czerwca 1973 po raz pierwszy jechałam do pracy w Polskim Związku Szermierczym. Obejmowałam stanowisko sekretarza generalnego. Cóż za wspaniałe wyróżnienie! Miałam tylko dwadzieścia osiem lat!  Ulica Mazowiecka 2/4 biuro PZ Szermierczego, czwarte piętro. Prezes był już na miejscu. Nie wiedziałam czy to dobrze, czy też źle, ale pełna wiary i optymizmu stanęłam w drzwiach mojego nowego biura. Mina szefa nie była zachęcająca, no cóż, postanowiłam uśmiechem pokryć moje spóźnienie.
Paweł przedstawiał mnie kolejnym osobom. Zbigniew Skrudlik trener kadry narodowej floretu mężczyzn, Andrzej Gottner trener kadry narodowej floretu kobiet, Marian Zakrzewski trener kadry w szabli. Głównej księgowej nie było jeszcze w pracy.   Stanęłam przed osobą, o której słyszałam tysiące

Profesor Zbigniew Czajkowski

opowieści. „Jadźka, to nowy sekretarz generalny, a to Zbyszek Czajkowski trener kadry narodowej w szpadzie, który również będzie sprawował funkcję Kierownika Wyszkolenia Polskiego Związku Szermierczego. On odpowiada za szkolenie w naszym związku a także za trenerów”.
Prezentacja dobiegła końca. Byłam onieśmielona. Nie mogłam wydobyć słowa, nawet Paweł nie rozumiał, o co chodzi. Zapytał:
– Masz jakieś pytania?
– Nie
-no to dobrze, bo muszę jechać na trening.
Chwilę później siedzieliśmy wszyscy w sali konferencyjnej przy świeżo zaparzonej herbacie, a właściwie największym pokoju, w którym mieli swoje biurka trenerzy i kierownik wyszkolenia. Raz na dwa miesiące ta sama sala zamieniała się w salę konferencyjną podczas zebrań zarządu.
Stery spotkania przejął prof. Zbigniew Czajkowski. Przedstawiłam się krótko,

Egon Franke (z lewej) mistrz olimpijski Tokio 1964 r. we florecie ze swoim trenerem jednym z tworcow polskiej szermierki Zbigniewem Czajkowskim.Oboz treningowy szermierzy Wisla 1966r. Fot. Jan Rozmarynowski/Forum

jaki mam staż prac, doświadczenie, co robiłam w sporcie i czego oczekuję.
Po moim pytaniu o stan realizacji kalendarza imprez w poszczególnych broniach ( szabli, florecie mężczyzn i kobiet, szpadzie zapanowała przyjazna atmosfera zrozumienia, zagłębiliśmy się w realizacje terminarza oraz dyskutowaliśmy na temat budżetu. Po kilku godzinach intensywnej pracy zrozumiałam, że jestem na swoim miejscu, a współpraca będzie się układała wyśmienicie. Nie jestem pewna, czy to samo myślał Zbyszek Czajkowski, przez wszystkich nazywany Profesorem. Ja wiedziałam jedno, dopóki Profesor będzie kierownikiem wyszkolenia sprawy będą toczyły się gładko. Nareszcie znalazłam mentora, guru, od którego będę  uczyć się każdego dnia. Profesor miał około pięćdziesięciu lat, był nie tylko fechmistrzem, znakomitym teoretykiem sportu szermierki i wychowania fizycznego. Ja rok wcześniej ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie. Moje doświadczenie z pracy w Polskim Związku Judo oraz Głównym Komitecie Kultury Fizycznej i Turystyki było cenne, ale wiele nauki było przede mną. Uważałam, że ścisła współpraca z Profesorem będzie stanowiła o mojej sile. I tak się stało.
Pracowaliśmy wspólnie kilka lat. To, czego się nauczyłam, zawdzięczam niewątpliwie Profesorowi, osobie niezwykle życzliwej, dobrodusznej, ale też wymagającej. Przy herbatce i obowiązkowej fajce, którą uwielbiał palić, obgadywaliśmy kolejne zadania.

Złota drużyna floret mężczyzn Monachium 1972, od lewej Lech Koziejowski, Witold Woyda, Zbigniew Skrudlik trener, Marek Dąbrowski, Jerzy Kaczmarek

Od tamtego czasu minęło wiele lat. W 1977 r. odeszłam z szermierki, postawiono przede mną nowe zadanie zorganizowania krajowego zjazdu badmintona w celu powołania Polskiego Związku Badmintona. Od października tamtego roku byłam p.o. sekretarza tymczasowego związku w organizacji.
Zostałam rzucona na głęboka wodę, trzeba było zacząć od przygotowania setek wymaganych papierów, statutu, regulaminów: zarządu, poszczególnych komisji, powoływania kadry narodowej, zdobywania klas sportowych, płac, regulaminu biura itp. Osobnym tematem była organizacja zjazdu.
Jakie to szczęście, że przez pięć lat pracowałam w szermierce! Temat znałam, i nie sprawiał mi trudności. Tego wszystkiego, czego nie wiedziałam, dowiadywałam się od Profesora oraz od Andrzeja Szalewicza.
7 listopada 1977 powołaliśmy Polski Związek Badmintona i na zawsze pożegnałam szermierkę. To znaczy tak mi się wydawało, ale nie do końca tak było. Korzystałam z zawiązanej przyjaźni z Profesorem, spotykaliśmy się w Warszawie, często w Gliwicach, gdy musiałam rozwiązać jakąś pilną sprawę szkoleniową. Wiedziałam, że Mój Mentor nie odmówi. Nigdy nie odmawiał, zawsze z należytą uwagą wysłuchiwał problemów z którymi się aktualnie borykałam, nie dawał gotowych rozwiązań.  Zawsze najpierw pytał jak chciałabym je rozwiązać, jaki mam pomysł, i jeżeli uważał, że jest  niegłupi uśmiechał się i mówił, no tak przemyślałaś temat. Do końca mojej pracy w sporcie mieliśmy kontakt, i chociaż czas nieubłaganie płynął, ja         odeszłam na emeryturę, nasze spotkania były zawsze ciekawe. Pytania, pomysły, podawanie ciekawych lektur, a ja zawsze odpowiadałam, mam

jednego nauczyciela, którego skrypty i książki są dla mnie najważniejsze!
Moi trenerzy w Polskim Związku Badmintona nie zawsze wiedzieli o tym, że badminton tak wiele zawdzięczał Profesorowi. To on mnie nauczył tworzyć prawidłowe plany szkoleniowe i układanie „łączki”. Miałam do Niego ogromne zaufanie i byłam pewna, że jeżeli On zaakceptuję projekt, mogę walczyć o zrealizowanie planów ze wszystkimi, nie tylko trenerami badmintona, ale także ze specjalistami w GKKF i S!.
5 lutego 2018 r. składałam Profesorowi życzenia urodzinowe. Tego dnia ukończył 98 lat. Dwa dni później przeczytałam informację Akademii Wychowania Fizycznego, którą przytoczę w całości:
„…Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w wieku 98 lat zmarł profesor

Warszawa lotnisko Okęcie 1968r. Ekipa polskich szermierzy Zb. Czajkowski, Arkadiusz Godel, Witold Woyda, Marek Dąbrowski przed odlotem na Igrzyska Olimpijskie Meksyk 1968.  Fot. Jan Rozmarynowski/Forum

 

Zbigniew Czajkowski. Jeden z najsłynniejszych i najbardziej zasłużonych trenerów współczesnej szermierki na świecie – zawodnik, trener, wybitny teoretyk sportu, autor największej liczby książek o tematyce szermierczej w Polsce (ponad 30), także autor wielu fachowych artykułów.

W 1934 roku wstąpił do lwowskiego Korpusu Kadetów, a w okresie wojny przebywał
W sowieckich więzieniach i w łagrze w Workucie. W 1941 r. został zwolniony i po przedostaniu się do Uzbekistanu, zaciągnął się do marynarki wojennej. W Plymouth zaokrętował się na niszczycielu ORP „Ślązak”, a w latach 1942-44 brał udział w walkach na kanale La Manche i na Morzu Śródziemnym. W 1944 r., pływając na ORP „Błyskawica”, osłaniał oddziały, które lądowały w Normandii.
W latach 1945-1948 studiował na Uniwersytecie w Edynburgu na Wydziale Lekarskim, a po powrocie do Polski ukończył Akademię Medyczną w Krakowie. W 1953 roku zrezygnował z kariery lekarza, został trenerem w gliwickim klubie „Budowlani” i całkowicie poświęcił się szermierce. Wielokrotnie reprezentował Polskę we florecie i szabli (zdobywając brązowy medal w szabli z drużyną na Mistrzostwach Świata w 1953 roku). Przez wiele lat był kierownikiem wyszkolenia i naczelnym trenerem PZS.
Od 1980 roku pracował na AWF Katowice, był promotorem licznych prac magisterskich, prowadził prace naukowo-badawcze, wyszkolił ponad 100

Egon Franke ( z lewej) mistrz olimpijski Igrzyska Olimpijskie Tokio 1964 we florecie ze swoim trenerem jednym z twórców polskiej szermierki Zbigniewem Czajkowskim. Obóz treningowy szermierzy Ośrodek Wisła 1966r. Fot. Jan Rozmarynowski/Forum

trenerów szermierki, którzy pracują z sukcesami w Polsce i za granicą. W czerwcu 2004 otrzymał tytuł Doktor Honoris Causa tej uczelni. Imię Zbigniewa Czajkowskiego nosi sala szermiercza katowickiej AWF. Znajduje się tam również tablica pamiątkowa.
Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Medalem FIE, medalem Kalos Kagathos, tytułem Honorowego Członka Polskiego Związku Szermierczego i wielu innych związków…”
Polski Związek Badmintona Przyznał Profesorowi złotą odznakę honorową.
Żegnaj Przyjacielu, żegnaj Profesorze, żegnaj Mój Najwspanialszy Mentorze!
R.I.P

Był rok 2004.

Joo-Bong Park

W kwietniu zaczęłam pracę nad zorganizowaniem EBU Summer School, ponownie w Austrii w Pressbaum. Pojechałam na spotkanie z Martinem Andersenem , Wernerem Langthalerem i Horstem Kullnigiem. Pressbaum to wspaniałe miejsce, tylko 20 km od Wiednia. Letnia szkoła badmintona miała być jak zwykle zorganizowana na terenie Sacre Coeer rzymsko-katolickiego prywatnego gimnazjum w Pressbaum, gdzie wiele razy odbywały się różne zawody w badmintonie. EBU Summer School wymagał od nas przygotowania nie tylko odpowiednich warunków zakwaterowania i wyżywienia lecz także możliwości treningu, uprawiania sportów uzupełniających oraz relaksu i odpoczynku. Pressbaum znałam od wielu lat, gdyż jeździłam tam na zawody badmintonowe, zebrania EBU Council a także na prowadzone przeze mnie spotkania Komisji Rozwoju EBU. Tym razem należało uzgodnić wszelkie sprawy organizacyjne -zgrupowania dla najlepszych juniorów z Europy a także wynegocjować jak najlepszą niezbyt wygórowaną cenę za pobyt zawodników i trenerów.

Joo Bong Park Korea Płd.

Dyrektorem EBU Summer School od kilku lat był trener z Danii -Martin Andersen. W letnich szkołach brali udział zawodnicy oraz trenerzy tworzący grupę nauczycieli oraz młodsi trenerzy z różnych państw chcący podnieść swoje kwalifikacje zawodowe zdobyć wiedzę i doświadczenie. Z Martinem pracowałam kilka lat, doskonale rozumieliśmy swoje role i uzupełnialiśmy się organizacyjnie. Najważniejszym był odpowiedni podział ról, ja nie wtrącałam się w sprawy trenerów i zawodników, on szanował moje decyzje w sprawie ramowej organizacji, przyjazdów wyjazdów a także organizacji wolnego popołudnia podczas EBU Summer School. Lokalni organizatorzy w tym przypadku Werner i Horst tworzyli wspaniały zespół organizacyjny.
Uzgadniając program zgrupowania oraz dyskutując o obsadzie trenerskiej doszliśmy do wniosku, że tym razem musimy przygotować wielką niespodziankę, tak aby EBU Summer School 2004 był niezapomnianym przeżyciem dla wszystkich: zawodników a także trenerów i starszych i młodszych. Nasz wybór padł na Joo Bong Park’a byłego zawodnika Korei Płd, dwukrotnego medalisty Igrzysk Olimpijskich: Barcelona 1992, gdzie w deblu mężczyzn z Kim Moon-Soo zdobyli złoty medal i Atlanta 1996, na których z partnerką Ra Kyun-Min zdobyli medal srebrny.

IO Barcelona 1992 złoty medal w grze podwójnej mężczyzn Joo Bong Park z lewej i Kim Moon-Soo wygrali w finale z Eddy Hartono/Rudy Gunawan Indonezja 15:11,15:7

W 2004 r. Joo Bong Park pracował jako główny trener Anglii. Sekretarz Generalny EBU Brian Agerbak uzgodnił wszelkie szczegóły przyjazdu i tak podczas letniej szkoły w Pressbaum sławnego zawodnika. Podczas zgrupowania spędziłam wiele godzin dyskutując z Parkiem na temat badmintona. Na szczęście Park pochodził z Korei Płd i nie miał żadnych obiekcji na wymianę, myśli trenerskich z kobietą dyrektorem rozwoju EBU, czyli ze mną.
Park Joo- Bong to kawał wspaniałej historii światowego badmintona, skromny sympatyczny zawodnik, trener, zakochany po uszy w badmintonie. Łowiąc pstrągi rozmawialiśmy o planach na przyszłość a także o niespełnionych marzeniach. Po raz pierwszy w zyciu łowił ryby. Był zafascynowany i uśmiechnięty. Miał kilka wolnych dni tylko dla siebie i starał się je wykorzystać, a my chcieliśmy aby ten pobyt w Austrii był niezapomniany.
Na kortach całego świata królował w latach w latach osiemdziesiątych, do połowy lat dziewięćdziesiątych. Po zdobyciu złotego medalu IO Barcelonie w deblu mężczyzn i srebrnego medalu w grze mieszanej w Atlancie, dziewięć razy wygrał All England w grze podwójnej mężczyzn , 1985,1986 1989, 1990, z Kim Moon-Soo, i Lee Sang-Bok, 1990 a także w grze mieszanej 1986, 1989, 1990,1991 z Chung Myung-he; i Ra Kyung-min. I chociaż wszyscy wiedzieli, że jest specjalistą gier podwójnych , wygrał też 103 tytuły w grach pojedynczych na różnych krajowych zawodach. Był wszechstronnym zawodnikiem, taktyka, perfekcyjna technika, lekkość gry wynikająca ze wspaniałego przygotowania fizycznego, koncentracja i siła uderzenia cechowały Mistrza.

Joo-Bong Par trener Japonii

W 1992 r. po zdobyciu złotego medalu olimpijskiego postanowił zakończyć karierę.
Pierwszy raz powrócił na kort w 1993 r. aby uczyć badmintona w Koreańskim Uniwersyteckim Narodowym Centrum (KNSU). To była jedyna w swoim rodzaju szansa na pozostanie w badmintonie, który nie był zbyt popularny, a o pracę było ciężko.
Sześć miesięcy później zdecydował się na powrót na kort w charakterze zawodnika, wtedy kiedy Koreański Związek Badmintona zaproponował mu start w drużynie w obronie zdobytego przez Koreę Płd. tytułu Sudirman Cup 1993 (mistrzostwa świata w grach mieszanych), gdy Korea Płd w roku chciała obronić i w końcu obroniła tytuł wygrywając w finałowym meczu z Indonezją 3:2.
Wtedy znów zdecydował o odejściu z badmintona.
Jednak gdy dowiedział się, że gra mieszana będzie oficjalnie włączona do programu IO Atlanta 1996 Park rozważył swój powrót po raz trzeci. W 1992 r był numerem jeden na świecie w tej grze, ale wtedy nie rozgrywano zawodów w ramach igrzysk olimpijskich. Powrócił i zdobyli z Ra Kyung-min srebrny medal.
Po tym sukcesie wrócił do pracy trenerskiej z dziećmi w KSNU.
Wtedy nadeszła z Anglii propozycja pracy. Został trenerem głównym, co było spełnieniem marzenia o trenerskiej karierze międzynarodowej. Po kolejnych latach został trenerem głównym w Malezji, którą to funkcję sprawował do 2004 r. Podczas pobytu w Pressbaum rozmawialiśmy o jego osobistych przygotowaniach do najważniejszych imprez na świecie. Przez kilka godzin dzielił się swoimi doświadczeniami opowiadając o koreańskich trenerach, o pracy zawodników, o nadzwyczajnej dyscyplinie panującej w Centrum Szkoleniowym, a także o specjalistycznym treningu psychologicznym jaki wykonywali zawodnicy reprezentacji Korei Płd.
Joo Bong Park poprowadził w Pressbaum kilka treningów technicznych na korcie. Byliśmy zachwyceni. Mówił, że praca na korcie dla wszystkich musi być fajna, dla zawodników i trenerów. Powiedział, że każda ze stron musi wiedzieć po co wykonuje ćwiczenia. Świadomość i cel jest podstawą treningu. Motywacja i staranność wykonania. Trening musi być wykonany jak najlepiej. Szkoda czasu na bylejakość. Opowiadał o zasadach obowiązujących w Korei w Centrum Szkoleniowym Badmintona. Czasami byliśmy zszokowani dyscypliną jaka tam panowała. Jednak Park wyjaśniał dokładnie dlaczego tak musiało być. Nie mogliśmy z nim prowadzić dyskusji, gdyż to on i jego koledzy z reprezentacji odnosili wspaniałe sukcesy.
Po naszym EBU SUMMER SCHOOL dotarła do mnie wiadomość, że Park podpisał kontrakt z Japonią i został trenerem głównym.
Dzisiaj mija 14 lat odkąd Joo- Bong Park pracuje w Japonii.
Osiąga znakomite wyniki pracy, nie, nie sam. Stworzył zespół trenerów, o których napiszę w kolejnym poście. Jego zawodniczki podczas IO Pekin 2008 Miyuki Maeda i Sato Suetsuna weszły do półfinały debla kobiet.
Cztery lata później podczas IO Londyn 2012 Mizuki Fuji/ Reika Kakiiwa zdobyły srebrny medal w deblu kobiet.
Dwanaście lat po rozpoczęciu pracy w Japonii podczas Igrzysk Olimpijskich Rio 2016 debiutantki, debel kobiet Mitsaki Matsumoto/ Ayaka Takahasi wygrały w grze finałowej o złoty medal olimpijski z Duńskim deblem Christina Pedersen/Kamilla Rytter Juhl wynikiem 2:1 (18:21, 21:9,21:19). Dwanaście lat ciężkiej pracy trenerskiej zajęło trenerowi Joo Bong Park’owi zdobycie złotego medalu. Dwanaście lat katorżniczej pracy wielu trenerów i zawodników Japonii. O tym jak Joo-Bong park stworzył Japońskie Centrum Szkoleniowe w jaki sposób pracuje z trenerami i zawodnikami opowiem w następnym poście.
Serdecznie zapraszam !

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.