<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Okiem Jadwigi</title>
	<atom:link href="http://www.okiemjadwigi.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.okiemjadwigi.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Sep 2010 06:31:58 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Spotkanie z Poetami anińskimi</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/spotkanie-z-aninskimi-poetami/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/spotkanie-z-aninskimi-poetami/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Sep 2010 22:57:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[Aldona Kraus]]></category>
		<category><![CDATA[Alicja Francman]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Kosiński]]></category>
		<category><![CDATA[Aneta Michalska]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Broniatowska]]></category>
		<category><![CDATA[Bolesław Bryński]]></category>
		<category><![CDATA[Dariusz Osiński]]></category>
		<category><![CDATA[Dorota Kaczyńska Fusiecka]]></category>
		<category><![CDATA[Henryk Ławrynowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Jadwiga Teresa Szymczak]]></category>
		<category><![CDATA[Jakub Michalski]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Oxyvia Jankowska]]></category>
		<category><![CDATA[Karina Stolarska]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna Nowak]]></category>
		<category><![CDATA[Lidia Szafrańska]]></category>
		<category><![CDATA[Maria Chodorek]]></category>
		<category><![CDATA[Maria Kościuszko]]></category>
		<category><![CDATA[Maria Sulich Wawrzyk]]></category>
		<category><![CDATA[Maria Suska Klink]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Krupińska Nowicka]]></category>
		<category><![CDATA[Mirosław Perzyński]]></category>
		<category><![CDATA[Poeci Anińscy]]></category>
		<category><![CDATA[Wacław Okniński]]></category>
		<category><![CDATA[Wiesława Zborowska]]></category>
		<category><![CDATA[Zdzisław Głowacki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1590</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy wiedzą, że  rok 2010 jest rokiem obchodów 100 lecia Anina. Klub Kultury „Anin” zaprosił mieszkańców i sympatyków Anina dzisiaj, w dniu 4 września na muzyczno- słowno- taneczny prezent z tej właśnie okazji. W programie przewidziano wręczenie nagród laureatom konkursów „Bywalec Anina”, oraz popołudnie w towarzystwie  anińskich poetów, których wiersze recytował Tadeusz Woźniakowski, jednocześnie konferansjer [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1591" title="Poeci Anińscy 4.09.2010" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/IMG_2957-300x225.jpg" alt="Poeci Anińscy 4.09.2010" width="300" height="225" />Wszyscy wiedzą, że  rok 2010 jest rokiem obchodów 100 lecia Anina. Klub Kultury „Anin” zaprosił mieszkańców i sympatyków Anina dzisiaj, w dniu 4 września na muzyczno- słowno- taneczny prezent z tej właśnie okazji. W programie przewidziano wręczenie nagród laureatom konkursów „Bywalec Anina”, oraz popołudnie w towarzystwie  anińskich poetów, których wiersze recytował Tadeusz Woźniakowski, jednocześnie konferansjer a przed wieloma laty wspaniały polski piosenkarz, śpiewak operetkowy i kompozytor muzyki rozrywkowej, a także muzyk i aktor.. Od roku 1956 koncertował na estradzie. W latach 1958-1960 był aktorem operetki w Łódzkim Teatrze Muzycznym. W latach 1961-1970 stworzył liczne nagrania z Orkiestrą Taneczną Polskiego Radia pod dyr. Edwarda Czernego  i z Orkiestrą pod dyr. Henryka Debicha. W latach 1971-1979 aktor i piosenkarz teatru &#8220;Syrena&#8221; w Warszawie. Kompozytor licznych piosenek, za które otrzymał wiele nagród na festiwalach i konkursach. Jego utwory to między innymi: „Automobil”, „Gdy ci serca brak”, „Imieniny, imieniny”, Zawołaj, „Niech pan nie zamyka bramy”, ”Kiedyś w święto winobrania”, ”Mnie wystarczy Monte Verde”, „W dni wielkie i skończone”, „Lutnia i żołnierz”, ”Most zakochanych”, „Posłuchaj coś ci powiem”, <img class="alignright size-medium wp-image-1594" title="100 lecie Anina i tort z tej okzaji serwowany po koncercie" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/IMG_2951-300x225.jpg" alt="100 lecie Anina i tort z tej okzaji serwowany po koncercie" width="300" height="225" />„Znów razem”, „Żurawie odlatują” i wiele innych. Starsi fani pamiętają Pana Tadeusza Woźniakowskiego z wykonania takich piosenek jak: „Komu piosenkę”, „Wspomnienie”, „Ty jeszcze nie wiesz”, „Wiosną mi bądź”, „Czy pani tańczy twista” (wykonanie razem z Violetta Villas), „Rudy rydz”, „Zginęła mi dziewczyna”, i wielu, wielu innych. Po wręczeniu nagród laureatom konkursu Pan Tadeusz prezentował anińskich poetów czytając ich wiersze. Wasz sprawozdawca starał się bardzo odnotować wszystkich prezentowanych anińskich twórców, jak również odnotować tytuł wiersza odczytanego gościom. Oto nasi twórcy w kolejności alfabetycznej:</p>
<p><strong>Barbara Broniatowska</strong> –związana  z Aninem od kolebki, a jej wiersze nie tylko dotyczą Anina, prezentowany wiersz – „Piosenka o wpółutraconym Aninie”, <strong>Bolesław Bryński</strong>- potrafi odnaleźć poezję w szarej prozie dnia- prezentowany wiersz „Wyszedłem w letni wieczór podochocony na Anin..”, <strong>Maria Chodorek</strong>- mówi o sobie” „Jestem poetką okazjonalną”, mieszka w Aninie od urodzenia, jest biologiem stojącym <img class="alignright size-medium wp-image-1597" title="od lewej Aldona Kraus i Jadwiga Teresa Szymczak" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/IMG_2945-300x225.jpg" alt="od lewej Aldona Kraus i Jadwiga Teresa Szymczak" width="300" height="225" />na straży tradycji i piękna krajobrazu- prezentowany wiersz: ”Lament aniński 2005”; <strong>Alicja Francman</strong>- jej poezja jest utkana z najpiękniejszych nici słów, artysta plastyk, od 1939 r związana z Aninem- prezentowany wiersz „Osiedle poetów<strong>”; Zdzisław Głowacki – </strong>chciałby zatrzymać czas i cieszyć się<strong> </strong>zwykłą chwilą spędzoną z bliską osobą, wrażliwy artysta, któremu nieobce sa różne dziedziny sztuki – prezentowany wiersz Anińskie lasy”;<strong> Joanna Oxyvia Jankowska</strong>- wielka aglomeracja jest dla niej źródłem natchnienia, ale tez zmorą od której pragnie uciec w świat przyrody – prezentowany wiersz: ”Znajoma ulica”; <strong>Krystyna Kaczyńska Fusiecka</strong> – bardzo często w swoich lirykach stosuje ironię, prezentowany wiersz: „Zza ściany”; <strong>Andrzej Kosiński</strong> – wkracza w świat historii małych i wielkich ojczyzn (Anina, Falenicy i Kresów Wschodnich) uwikłanych w dzieje ludzkości, prezentowany wiersz: „ Ballada na koniec wieku”; <strong>Maria Kościuszko</strong> – poetka „linii otwockiej” ukazuje piękno <img class="alignright size-medium wp-image-1592" title="Aldona Kraus" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/IMG_2961-300x225.jpg" alt="Aldona Kraus" width="300" height="225" />tego regionu, prezentowany wiersz: „W anińskiej Farlandii mieszkał poeta Konstanty…”;<strong> Aldona Kraus</strong> – ukołysana przez komorowski ogród zamieszkała wśród wawerskich sosen i bezgranicznie oddała się Aninowi. Urodzona w Konstancinie, emocjonalnie związana z Komorowem, ale wiersze o bogatej skali nastrojów, zaczęła pisać w Aninie. Jej dom przeniknęła poetycka aura, także za sprawa ks. Jana Twardowskiego, spędzającego wakacje u poetki, która nazywa siebie „lekarzem okulista piszącym wiersze” –prezentowany wiersz: „ Z myślą o Julianie Tuwimie”; <strong>Małgorzata </strong>Krupińska Nowicka – potrafi ukazać różne odcienie smutku w krótkim poetyckim przekazie: prezentowany wiersz: „Jan od biedronki”;<strong> Henryk Ławrynowicz</strong> – stosował bogatą gamę nastrojów tworząc wiersze refleksyjno- historyczne, okolicznościowe oraz o charakterze egzystencjonalnym – prezentowany wiersz: „Madrygał na cześć mamusi i jej pierworodnej”;<strong> Aneta Michalska</strong> – pokazuje swiat rozpięty między niebem a ziemią, dostrzega żywioły tkwiące w człowieku, ale wyciszone dzięki metaforom, prezentowany wiersz: „Planeta Anin”; <strong>Jakub Michalski –</strong>jego wiersze melodyjnie wpływają do serca, ponieważ nieobca mu jest również muzyka- prezentowany wiersz: „Las aniński”;<strong> Katarzyna Nowak</strong> – aktualizuje kulturę <img class="alignright size-medium wp-image-1593" title="Aneta Michalska" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/IMG_2968-300x225.jpg" alt="Aneta Michalska" width="300" height="225" />antyczna i nowożytną , aniński limeryk sugeruje, że autorka skrywa także ironiczny ogląd świata- prezentowany wiersz: „Limeryk aniński”;<strong> Wacław Okniński –</strong>zapatrzony w przeszłość ukazuje piękno otaczającego nas świata – prezentowany wiersz: „Piosenka na pięćdziesiątą rocznicę matury”; <strong>Dariusz Osiński – </strong>nazywa swoje wiersze „glinianymi” odwołując się do wykonywanego zawodu – artysty ceramika-prezentowany wiersz: „Anińskie pogaduszki”; <strong>Mirosław Perzyński</strong> – błyskotliwe połączenie refleksji i żywiołu miasta, a czasem czarnego humoru- prezentowany wiersz „Piękna pani z ulicy Hertza…” <strong>Karina Stolarska – </strong>ukazuje kobiety doświadczone przez miłość- miłość, która rani. Pojawiający się w jej wierszach dom i ogród, przemykające zwierzęta, subtelny dowcip koją dusze. Ukazują urok dnia codziennego- prezentowany wiersz: „Ulica jakże moja”; <strong>Maria Sulich Wawrzyk</strong> – łączy refleksję z ostrym spojrzeniem na świat- prezentowany wiersz: „Anin- jej azyl”; <strong>Maria</strong> <strong>Suska Klink</strong>- satyra, ironia, żart to oręż poetki- prezentowany wiersz: „Pociąg pana Tuwima”; Lidia Szafrańska – potrafi każde zdarzenie ująć w ciekawy splot metafor- prezentowany wiersz: „Księże Janie”; <strong>Jadwiga T.Szymczak – </strong>uważa, że „ poeci zmuszają ciszę do mówienia”, ona zmusza ludzi do twórczego działania, ale przede wszystkim siebie do aktywnego życia, a pomaga jej w tym literatura- prezentowany wiersz: „ Alicji”; <strong>Wiesława Zborowska</strong>- subtelnie działa na zmysły – <img class="alignright size-medium wp-image-1596" title="Karina Stolarska" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/IMG_2965-300x225.jpg" alt="Karina Stolarska" width="300" height="225" />prezentowany wiersz: ‘Moje miejsce Anin”;  Podczas recytacji wierszy a także koncertu pana Tadeusza Woźniakowskiego sprzedawana była książka pt: „Aninianie Aninianom” – Antologia Poetów Anińskich, wydana przez Klub Kultury ANIN 2010, pod redakcją pani Beaty Lewickiej. Właśnie ta książka pomocna mi była w zaprezentowaniu naszych anińskich poetów i bardzo jestem szczęśliwa, że właśnie dzisiaj miałam okazję poznać tych wspaniałych ludzi, którzy przechodzą obok nas, a my nie zawsze wiemy, z jakimi wspaniałymi ludźmi mieszkamy w naszym Aninie.</p>
<p>Na zakończenie wszyscy nasi poeci bardzo chętnie podpisywali książkę: <img class="alignright size-medium wp-image-1601" title="Aninianie  Aninianom, antologia poetów anińskich" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/Aninianie1-196x300.jpg" alt="Aninianie  Aninianom, antologia poetów anińskich" width="196" height="300" />&#8220;Antologia Poetów Anińskich&#8221;pod tytułem &#8220; Aninianie  Aninianom&#8221; a ja skorzystałam z tej możliwości i nie tylko zdobyłam autografy ale też zrobiłam kilka zdjęć bohaterom dzisiajszego dnia. Oczywiscie był też tort 100 lecia, który państwu prezentuję powyżej! Bardzo smakowity, niestety nie udało mi się zdobyć przepisu za co serdecznie przepraszam.</p>
<p>Sprawozdanie z koncertu w Aninie oraz  ze spotkania z Poetami anińskimi</p>
<p>Przygotowała  Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/spotkanie-z-aninskimi-poetami/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Witaj Szkoło!</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/witaj-szkolo/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/witaj-szkolo/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Sep 2010 11:30:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Burmistrz Dzielnicy Warszawa Praga Południe]]></category>
		<category><![CDATA[Gimnazjum Nr 20 ul.Afrykańska 11]]></category>
		<category><![CDATA[Julia Szalewicz]]></category>
		<category><![CDATA[nowy rok szkolny 2010/2011]]></category>
		<category><![CDATA[Ośrodek Edukacji Kulturalnej SBM"Grenadierów"]]></category>
		<category><![CDATA[witaj szkoło]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1585</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj 1 września, rozpoczynamy nowy rok szkolny 2010/2011. Można powiedzieć radosny szkolny rok. Ale czy zawsze radosny? Pewnie nie dla wszystkich. Niektóre dzieci rozpoczną marsz do szkoły po raz pierwszy w życiu, inne idą już po raz któryś i nie są tym wcale zmartwione, gdyż spotkają swoje koleżanki i kolegów a opowieści wakacyjne będą trwały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj 1 września, rozpoczynamy nowy rok szkolny 2010/2011. Można powiedzieć radosny szkolny rok. Ale czy zawsze radosny? Pewnie nie dla wszystkich. Niektóre dzieci rozpoczną marsz do szkoły po raz pierwszy w życiu, inne idą już po raz któryś i nie są tym wcale zmartwione, gdyż spotkają swoje koleżanki i kolegów a opowieści wakacyjne będą trwały długo, bardzo długo. Najwięcej emocji czeka na pierwszaki, najmłodsze nasze pociechy, które w tym właśnie roku zaczynają swoją edukację.  Pamiętam mój pierwszy szkolny rok, moją nową granatową spódniczkę plisowaną i białą bluzkę uszytą przez koleżankę mojej mamy. Wystrojona w nowy obowiązkowy szkolny strój maszerowałam do szkoły mając we włosach nieśmiertelne białe kokardy a na czubku głowy dumnie sterczącego &#8220;motyla&#8221; -kokardę specjalnie na tę okazję upiętą przez mamę. Głowę trzymałam sztywno aby ta kokarda przez cały dzień nie przekrzywiła się ani na milimetr. Byłam bardzo dumna, że jestem taka dorosłą, że mam naszą panią, która od dzisiaj będzie &#8220;moją panią&#8221;, że mam swoje miejsce w klasie i mam nowe koleżanki i kolegów. Jedną z nich mam do dzisiaj. Renia jest moją przyjaciółką od 58 lat. Mieszka na stałe w Indonezji w Jakarcie, ma dwie córki: Sitę i Devi i dwoje wnucząt. Nasza przyjaźń przetrwała tyle lat, ale im dłużej trwa tym jest piękniejsza  i tym jest mocniejsza. Żyjemy każda swoim życiem, jednak kontaktujemy się często, przekazując sobie nawzajem informacje o naszych kłopotach i radościach. Pierwszy telefon Reni po śmierci jej ukochanego męża był do mnie. Razem dzieliłyśmy smutek i żal, ale też radość z narodzin wnuczki prawie w tym samym momencie gdy Koen odchodził. Takie jest nasze życie i wesołe i smutne, rozpacz zmieszana z radością. Nasze kontakty choć na odległość trwają, i będą trwały tak długo jak długo słowo &#8220; Przyjaźń&#8221; będzie istniało na tym świecie. Cieszę się, że mam Przyjaciółkę, która wie, iż mimo dzielącej nas odległości może na mnie liczyć w każdej życiowej sytuacji.</p>
<p>Chciałabym życzyć wszystkim naszym dzieciakom, rozpoczynajacym dzisiaj nowy rok szkolny, zdrowia i szczęścia oraz zawierania przyjaźni od lat najmłodszych, które będą trwały tak jak moja i Reni. Dzisiaj zapraszam wszystkich do lektury opowiadania naszej wnuczki Julii - lat 14, która napisała poniższe opowiadanie przy końcu roku szkolnego 2009/2010. Otrzymała za nie wyróżnienie Burmistrza Dzielnicy Praga Południe i Ośrodka Edukacji Kulturalnej SBM&#8221;Grenadierów&#8221; . Zapraszam do lektury:</p>
<p>Julia Szalewicz  </p>
<p>„Łza”  </p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1587" title="dyplom Julii" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/09/dyplom-Julii1-210x300.jpg" alt="dyplom Julii" width="210" height="300" />Zapewne większość z was nie uwierzy w moją historię, ponieważ mnie samemu też było trudno w nią uwierzyć. No cóż, może zacznę od tego, że nie mam imienia i mogę tylko powiedzieć, że jestem… manekinem. Manekinem? – zapytacie. Otóż tak i to nie byle jakim. Choć do niedawna wolałem zakryć moją osobę wszelkimi kreacjami, pewien dzień odmienił moje „życie” i zmienił poglądy, posłuchajcie…</p>
<p>W pewnej małej, cichej uliczce w Warszawie mieszkająca nieopodal kobieta założyła sklep z modą damską. Emilia mogła pochwalić się najpiękniejszymi a zarazem najdroższymi cudeńkami, najwybitniejszych projektantów z całej Polski. Pewnego dnia sprzedawcy przywożący nowy towar do sklepu wypakowali z samochodu pewien dziwny przedmiot. &#8211; Pani Emilio, mamy na zbyciu manekin, nie jest nam potrzebny a u pani tak pusto na wystawie&#8230; Może się pani skusi – zaproponował jeden z nich – za darmo! – uśmiechnął się i podkręcił wąsy. &#8211; Dziękuję, panowie, u mnie na pewno znajdzie się miejsce – rozchmurzyła się pani Emilia, która od rana monotonnie uzupełniała firmowe papiery. – Jeśli mógłby pan… – wskazała drzwi do sklepu. Sprzedawca podniósł mnie, postawił przy oknie i zdjął ze mnie zakurzoną folię. Ach, nareszcie byłem wolny. Poczułem różany olejek zapachowy i pośpiesznie spojrzałem przez okno &#8211; cóż to był za widok! Każda kamienica stłumiona była zielonymi pnączami a na trawnikach puszyły się piękne róże. Rozległe błękitne niebo rozmyte było białymi chmurami. Od tej pory pani Emilia stała się moją matką a sklep ciepłym domem.</p>
<p>Niestety rok później naprzeciwko naszego różanego butiku pojawił się drugi, z większym asortymentem i trzema manekinami, które okazale prezentowały się na swojej wystawie. Ku mojemu zdziwieniu stali klienci Pani Emilie nie przychodzili już do naszego sklepu, tylko podążali jak ślepi do trzech przyciągających ich, pięknych manekinów z naprzeciwka. Mimo tego, że Pani Emilie bardzo o mnie dbała i wciąż powtarzała mi, że jestem piękny, tak bardzo zazdrościłem konkurencyjnym manekinom. Nasz butik odwiedzało coraz mniej ludzi. Tak bardzo chciałem wiedzieć co jest w tych kukłach takiego, czego we mnie nie ma. Gdyby ktoś dał mi lusterko… &#8211; myślałem. Mijały kolejne dni i z czasem manekiny zaczęły się ze mnie wyśmiewać, pokazywały moją niższość i brzydotę a pani Emilia, mająca problemy z pieniędzmi ,rozmyślała nad zamknięciem sklepu. Nie mogłem jej pomóc i obwiniałem za to moją urodę. Pewnego dnia spoglądając naprzeciwko na tłumy klientek i pakującą swoje rzeczy panią Emilię nie mogłem już dłużej wytrzymać, po chwili uroniłem wielką, połyskującą łzę, która spłynęła po moim, plastikowym policzku. Spoglądająca na mnie klientka zauważyła mokry policzek i wielkie, smutne, spoglądające na nią oczy. Wielce zszokowana, zawołała swoje wszystkie sąsiadki. Nikt nie wierzył własnym oczom. Wszyscy patrzyli na płaczącego manekina. Przychodziło coraz więcej ludzi a w tym wszyscy klienci z naprzeciwka. Zaintrygowani moim widokiem pośpiesznie wbiegli do sklepu i zawołali panią Emilię, która ,potykając się o papierowe pudełka, wybiegła na ulicę. Ujrzawszy mnie wypuściła z ręki papiery, które rozwiały się po całej ulicy. Wzruszona zaczęła płakać a w jej ślady poszli wszyscy obserwujący mnie ludzie. Następnego dnia roiło się od klientów a trzy wściekłe manekiny odwróciły się plecami od widoku wielkich kolejek w naszym niewielkim butiku. Od tej pory pani Emilia nie mogła opędzić się od ludzi. Miała najwięcej klientów i wiele zaprzyjaźnionych sprzedawców którzy przywozili jej najwybitniejsze i niepowtarzalne dzieła projektantów. Żaden sklep w Warszawie nie miał tak wielkiego asortymentu. Było wspaniale, ja również cieszyłem się popularnością i otrzymywałem wiele uśmiechów od przybywających ludzi. Jednak ciągle nie wiedziałem co tak naprawdę sprawiło, że wszyscy ludzie zaczęli tamtego dnia ze mną płakać. Przecież mogli mnie wyśmiać i pogrążyć dorobek życia pani Emilii.</p>
<p>Jakiś czas później kiedy pnącza na kamienicach nabrały czerwonego koloru a róże zostały przykryte białymi tkaninami, pewien niedaleko mieszkający mężczyzna, który remontował mieszkanie nad naszym sklepem, niósł przez ulicę wielkie lustro. Zasapany zatrzymał się na chwilę przed różanym butikiem, postawił lustro na ziemi i wziął głęboki oddech. Przed moimi oczami stanął obraz mojej niesamowitej osoby. Wtedy dostałem odpowiedź na moje wszystkie pytania. Miałem wspaniałe, mądre oczy, które wyrażały wszystkie ludzkie uczucia i troski. Tym pięknem było moje wnętrze. Spojrzałem na trzy manekiny, które pogrążyły się w nieudanych próbach wywołania płaczu. Nie umiały zapłakać, współczuć a nawet się cieszyć. Były puste, a ich plastikowe oczy niczego nie ukazywały. Gdy po raz ostatni spojrzałem na naburmuszone manekiny ,już nie wyglądały tak pięknie i okazale. W tym momencie to ja byłem najpiękniejszy ….</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/witaj-szkolo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przetwory domowe cz II</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/przetwory-domowe-cz-ii/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/przetwory-domowe-cz-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Aug 2010 21:38:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przepisy kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[likier mleczny bajkowy]]></category>
		<category><![CDATA[sałatka szwedzka]]></category>
		<category><![CDATA[sałatka z ogórków]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1575</guid>
		<description><![CDATA[Trwa sezon ogórkowy. Dzisiaj podam przepisy na ogórki małosolne, które w mojej rodzinie cieszą się wielkim powodzeniem a także na dwie sałatki z ogórkami w roli głównej.  
Ogórki małosolne
 Składniki
 2 kg ogórków „kiszeniaków”,3 litry gotowanej wody wrzącej, 2 łyżki soli, 3 ząbki czosnku, koper do kiszenia ogórków, korzeń chrzanu, 1-2 liście wiśni (ale jak nie ma to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1580" title="przetwory domowe sałatka ogórkowa, dżemy winogronowy, brzoskwiniowy, " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/przetwory-domowe-sałatka-i-kot-026-300x225.jpg" alt="przetwory domowe sałatka ogórkowa, dżemy winogronowy, brzoskwiniowy, " width="300" height="225" />Trwa sezon ogórkowy. Dzisiaj podam przepisy na ogórki małosolne, które w mojej rodzinie cieszą się wielkim powodzeniem a także na dwie sałatki z ogórkami w roli głównej.  </p>
<p><strong>Ogórki małosolne</strong></p>
<p><strong> </strong>Składniki</p>
<p><strong> </strong>2 kg ogórków „kiszeniaków”,3 litry gotowanej wody wrzącej, 2 łyżki soli, 3 ząbki czosnku, koper do kiszenia ogórków, korzeń chrzanu, 1-2 liście wiśni (ale jak nie ma to nie szkodzi) </p>
<p>Wykonanie: ogórki myjemy, układamy w glinianym garnku a jak nie ma garnka  to w słoju, wrzucamy czosnek, może być nie obrany, wkładamy chrzan, listki wiśni,. Do dzbanka wlewamy przegotowana wodę (wrzątek) dodajemy 2 łyżki soli, mieszamy aby sól się rozpuściła i zalewamy nasze ogóreczki, dociskamy kamieniem, lub zakręcamy słój zakrętką. Odstawiamy w miejsce ciepłe aby ogórki szybko się zakisiły (po trzech dniach sprawdzamy stan ukiszenia). Przy temperaturach jakie ostatnio panowały w Polsce ogórki małosolne dobre są do spożycia już na  drugi dzień, natomiast gdy jest chłodniej muszą postać dłużej.  Tak samo przygotowuję ogórki kiszone na zimę, kto lubi może dodać gorczycy troszeczkę, i ziele angielskie, jednak dla mnie smak kiszonych ogórków zawsze związany jest z koprem i czosnkiem oraz chrzanem.  </p>
<p><strong>Sałatka ogórkowa wg przepisu cioci Joli </strong> </p>
<p>Składniki</p>
<p>4 kg  świeżych ogórków umyć i pokroić w plastry razem ze skórką, 0,5 kg cebuli obrać i pokroić w talarki, 0,25 kg marchwi obrać i pokroić w paseczki, 0,25 kg pietruszki z natką obrać i pokroić w paseczki, 1 główka czosnku, 1 szklanka octu 10%, 1 szklanka oleju z pestek winogron, 2 płaskie łyżeczki soli, 1 szklanka cukru </p>
<p>Przygotowane składniki wrzucić do miski i razem wymieszać dokładnie. Sałatkę włożyć do słoików wymytych i wyparzonych (jeżeli myjemy w zmywarce to już proces parzenia możemy pominąć). Do każdego słoika wrzucamy 4 ziarenka pieprzu, 2 ziarenka ziela angielskiego, pozakręcać ale nie do końca ( dokręcimy po pasteryzowaniu). Pasteryzujemy w garnku z woda przez 30 minut. Po tym czasie dokręcamy zakrętki, stawiamy na ściereczce „do góry dnem”. Przyklejamy opis tak byśmy w zimie łatwo rozpoznały co znajduje się w słoiku i jaka była data  wyprodukowania tego właśnie specjału.  Wszystkim , którzy przygotowują przetwory życzę udanych prac oraz znakomitego smaku ich wyrobów. Nie ma to jak własny <img class="alignright size-medium wp-image-1577" title="śliwki w occie i piękna mięta" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/nalewka-i-śliwki-w-occie-17.08-009-300x225.jpg" alt="śliwki w occie i piękna mięta" width="300" height="225" />dżem czy też sałatka przyniesiona z piwnicy w chłodny zimowy dzień, kiedy wszyscy oczekujemy na słonko, na dłuższe dni i tęsknimy do lata.</p>
<p>Będąc dzisiaj na targu znalazłam piękny świeży czosnek, który na straganie wyglądał raczej mało zachęcająco. Jednak właścicielka namówiła mnie na zakup i miała rację, po obraniu ukazały się świeże piękne ząbki. Proponuję wszystkim przygotowanie czosnku marynowanego wg przepisu cioci Joli. <strong> </strong></p>
<p><strong>Czosnek marynowany  </strong><strong> </strong></p>
<p>1 kg dużego świeżego czosnku – obrać, Zalewa: 200 ml wody (niepełna szklanka), 200 ml octu 10% (niepełna szklanka), 1 duża łyżka soli, 2 łyżeczki cukru, 2 ziarenka pieprzu, 5 ziarenek ziela angielskiego, 3 listki laurowe, szczypta cynamonu pół małej łyżeczki.</p>
<p> Wykonanie:  ząbki czosnku sparzyć na sitku osolonym wrzątkiem, odcedzić, włożyć natychmiast do zimnej wody.</p>
<p>Zalewa : wszystkie podane w przepisie składniki gotujemy z woda i octem, studzimy. Czosnek wkładamy do słoiczków i zalewamy ostudzona zalewą, zakręcamy słoiki. Tak przygotowany czosnek nie psuje się, ma specyficzny smak i kolor. Podajemy do wędlin na talerzyku skropiony oliwą.  </p>
<p><strong>Sałatka szwedzka wg przepisu babci Dziuni </strong><strong> </strong></p>
<p>2 kg ogórków, 0,25 kg marchwi, 0,25 kg cebuli, garść natki pietruszki posiekanej, 20 dkg cukru, 0,5 szklanki oliwy, 0,5 szklanki octu 10%, 2 łyżki soli, liść laurowy, ziele angielskie, goździki.  </p>
<p>Wykonanie: ogórki myjemy i kroimy w plasterki, cebula i marchew obieramy i kroimy w plasterki.  Wszystkie składniki mieszamy w misce. Czekamy aż sałatka puści sok. Wkładamy do słoików, zakręcamy zakrętki i gotujemy w garnku w wodzie 5-10 minut. Sałatka gotowa, ja jeszcze wyjmuję i stawiam słoiki do góry dnem, ale proszę uważać, gdyż są gorące.   </p>
<p><strong>Likier mleczny,  bajkowy! </strong> </p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1581" title="nalewki " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/16.02.nalewki-0051-300x225.jpg" alt="nalewki " width="300" height="225" />Wszyscy w rodzinie wiedzą, że mleka od małego nienawidzę, ale ten przepis na likier jest pyszny i proszę się nie sugerować nazwą &#8211; mleczny! Po wykonaniu zobaczycie, że po mleku nawet marzenia sennego nie ma, ślad ginie. I to jest wg mnie zaleta tego likieru.  </p>
<p>Składniki: 1 litr spirytusu, 1 kg cukru rozpuszczamy w 1 litrze mleka, dodajemy cukier waniliowy, całą cytrynę obieramy ze skórki, kroimy w plastry, 1 szklanka soku pomarańczowego. Podane wyżej składniki wkładamy do słoja na 6 tygodni. Po tym czasie klarowny płyn koloru lekko żółtego lub jak kto woli jasno żółtego ostrożnie zlewamy, zaś ścięte mleko w postaci galarety wyrzucamy, jeżeli nie udało nam się odcedzić płynu bez zmącenia całości przecedzamy przez bibułę filtracyjną lub watę włożoną do lejka.</p>
<p>Likier jest pyszny a z mleka pozostała tylko wielce myląca nazwa, polecam gorąco!  </p>
<p>Dzisiejsze nietypowe przepisy przygotowała</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
<p>ps. Bardzo przepraszam ale od dzisiaj 26.08 do dnia 31.08.2010 wyjeżdżamy ze ślubnym do Paryża na Mistrzostwa Świata w badmintonie, które  w dniach 23 &#8211; 29.08.2010 są właśnie tu rozgrywane. Jesteśmy gośćmi Badminton Europe. Spotkamy się natychmiast po powrocie. Obiecuję przywieźć reportaż z pobytu na zawodach, oraz z Paryża, do usłyszenia -Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/przetwory-domowe-cz-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasza pierwsza podróż do Chin część ostatnia</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-pierwsza-podroz-do-chin-czesc-ostatnia/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-pierwsza-podroz-do-chin-czesc-ostatnia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Aug 2010 08:13:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[andrzej szalewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Żabiński]]></category>
		<category><![CDATA[Bożena Siemieniec-Bąk]]></category>
		<category><![CDATA[Brunon Rduch]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Rusznica]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Olchowik]]></category>
		<category><![CDATA[jacek hankiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Jadwiga Slawska]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Szuliński]]></category>
		<category><![CDATA[kaczka po pekińsku]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Panufnik FSO]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Ziębiński Lot]]></category>
		<category><![CDATA[Mme Lu Shengrong]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Czekal]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Nurowski]]></category>
		<category><![CDATA[reprezentacja badmintona 1986]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszard Borek]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszrad Borek]]></category>
		<category><![CDATA[Shi Pin]]></category>
		<category><![CDATA[Xiao Taowu]]></category>
		<category><![CDATA[Zhu Zen]]></category>
		<category><![CDATA[Zofia Zółtańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1549</guid>
		<description><![CDATA[16.01.1986
No i śpię, ale o 6.40 Szalewicz mnie budzi przez pomyłkę. Nie napiszę tego co mu powiedziałam. Przecież Rysiek ma nas obudzić o 8.00, więc dlaczego myli się o półtorej godziny? Oczywiście sen odleciał, więc wstaję, mycie i przygotowanie do wyjazdu na Chiński Mur – po raz pierwszy w życiu. Śniadanie: jajka sadzone, grzanki, dżem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1553" title="Wielki Chiński Mur i Jadwiga" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/jadw-mur-001-300x209.jpg" alt="Wielki Chiński Mur i Jadwiga" width="300" height="209" />16.01.1986</p>
<p>No i śpię, ale o 6.40 Szalewicz mnie budzi przez pomyłkę. Nie napiszę tego co mu powiedziałam. Przecież Rysiek ma nas obudzić o 8.00, więc dlaczego myli się o półtorej godziny? Oczywiście sen odleciał, więc wstaję, mycie i przygotowanie do wyjazdu na Chiński Mur – po raz pierwszy w życiu. Śniadanie: jajka sadzone, grzanki, dżem, kawa i mleko. Wyjeżdżamy o 9.30. Jazda 60 km zajmuje nam jakieś dwie godziny autostradą z szybkością 50-60 km na godzinę. Zadziwiające, bo na drogach II kategorii jeżdżą jak wariaci, <img class="alignright size-medium wp-image-1551" title="reprezentacja Polski w badmintonie na Chińskim Murze-1986 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/ekipa-na-Murze-300x213.jpg" alt="reprezentacja Polski w badmintonie na Chińskim Murze-1986 r" width="300" height="213" />na trzeciego, na szóstego, okropnie. Chiński Mur jest rzeczywiście imponujący, widać go jak wężykiem układa się na górach, ale żeby go zobaczyć trzeba wspiąć się na kilka górek, co oczywiście jest moim marzeniem. Ale idę. Robimy zdjęcia, dużo zdjęć, pogoda, słonecznie, tylko wiatr szaleje. Do hotelu wracamy autokarem, ja ze zmęczenia i tej wspinaczki śpię w drodze powrotnej. Jest takie powiedzenie, kto nie widział Chińskiego muru i pandy, nie pił małtaj i nie jadł kaczki po pekińsku, ten nie był w Chinach. Właściwie <img class="alignright size-medium wp-image-1552" title="od lewej Bożena Siemieniec -Bąk, Ja, Andrzej" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/jadw-mur-300x198.jpg" alt="od lewej Bożena Siemieniec -Bąk, Ja, Andrzej" width="300" height="198" />została nam tylko degustacja kaczki.</p>
<p> </p>
<p>Biegiem na górę, przebieram się w kostium, białą bluzkę, biorę przygotowane upominki i szybko na dół. I już jesteśmy w restauracji o wdzięcznej, wiele mówiącej nazwie Pekińska Kaczka. Obecni: Zhou Zen – Prezydent Chińskiego Związku Badmintona (najsilniejszego związku badmintonowego na świecie), przedstawiciel polskiej ambasady, Lu Shengrong (późniejszy Prezydent Międzynarodowej Federacji Badmintona IBF), sekretarz generalny Chińskiego Związku Badmintona, Xiao Taowu, Jurek, Rysiek, Andrzej, Szi <img class="alignright size-medium wp-image-1554" title="od lewej Ryszard Borek trener kadry narodowej w badmintonie i Andrzej Szalewicz Prezes PZBad 1986 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Rysiek-i-Andrz-na-murze-209x300.jpg" alt="od lewej Ryszard Borek trener kadry narodowej w badmintonie i Andrzej Szalewicz Prezes PZBad 1986 r" width="209" height="300" />Pin i ja, zawodnicy przy dwóch okrągłych stołach. Światowo, pięknie i elegancko. Restauracja to 5 pięter różnej wielkości sal, które są wynajmowane w zależności od ilości osób biorących udział w biesiadzie. U nas zamawiamy stół dla czterech osób, tam salę na 12, 16 czy 20 osób.</p>
<p> </p>
<p>Kelnerzy serwują: jajko gołębie, kaczkę smażoną, pędy, kapustę, kurczaka, wołowinę, mątwę, żołądek, krewetki smażone, krewetki duże  i oczywiście kaczkę po pekińsku, hodowaną przez 40 dni (tuczoną), specjalnie pieczoną na ogniu z drewna owocowego. Kroi ją sam szef kuchni, używa do tego ogromnego tasaka, którym włada tak, jakby miał w ręku mały nożyk, a oprawa kaczki zajmuje mu kilka minut. Do kaczki podają maleńkie naleśniczki, drobniutko krojone pory, specjalny sos śliwkowy, jabłka w lukrze, słodkie koszyczki, a my polską wódkę. Kaczkę jemy w sposób następujący – naleśniczek smarujemy sosem śliwkowym, nakładamy trochę porów pokrojonych na zapałkę, do tego plasterek kaczuchy, zawijamy w rulonik i ten cudownego smaku naleśnik ląduje w naszej buzi. Jest pyszny, nic mu nie może dorównać. Majstersztyk.  </p>
<p>Podczas kolacji załatwiamy:</p>
<p>przyjazd trenera chińskiego na minimum dwa lata,</p>
<p>przyjazd ekipy polskiej na mistrzostwa Świata w 1987 r. do Pekinu (na koszt organizatorów, czyli Chińskiego Związku Badmintona),</p>
<p>przyjazd ekipy chińskiej na międzynarodowe mistrzostwa Polski w roku 1986 ! UFFFFFFFFF, jestem spocona z wrażenia, że tyle spraw udało nam się załatwić.</p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1562" title="ekipa i mur 1986" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/ekipa-i-mur-300x185.jpg" alt="ekipa i mur 1986" width="300" height="185" />W czasie całego pobytu naszej reprezentacji powtarzałam: od naszego zachowania, wywołanego wrażenia na gospodarzach we wszystkich miejscowościach, od naszej postawy, a także postępowania, wyrażania opinii na tematy szkolenia w badmintonie zależeć będzie kilka istotnych spraw po które pojechaliśmy. Zrealizowaliśmy plan maksimum!  </p>
<p>Na zakończenie uroczystej kolacji wręczamy upominki dla Lu Shengrong: piękne lustro oprawione w srebro (cały czas latało w moim bagażu), wszyscy otrzymali proporczyki, te pięknie haftowane, Prezydent Zhou <img class="alignright size-medium wp-image-1559" title="ja, sekr.gen Chinskiego Badmintona. Xiao Taowu, Shi Pin tylem" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/kolacja-pożegn-Pekin21-300x178.jpg" alt="ja, sekr.gen Chinskiego Badmintona. Xiao Taowu, Shi Pin tylem" width="300" height="178" />Zen wspaniałą inkrustowaną tacę, sekretarz generalny i Xiao Towu duże tace srebrne na owoce, oczywiście wszyscy otrzymali też polską wódkę. Mój bagaż znacznie zmniejszył swoją objętość oraz ciężar. Nawet przedstawiciel polskiej ambasady został uhonorowany naszymi upominkami. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nasi polscy sponsorzy LOT i FSO przygotowali nam wiele drobiazgów, które mogliśmy wręczyć gospodarzom w poszczególnych miastach. Jurek Szuliński niespodziewanie podarował Madame Lu czapeczkę i szalik z naszych mistrzostw Europy – Helvetia Cup, zyskując aplauz obecnych. Na zakończenie jeszcze raz poprosiliśmy sekretarza generalnego o pomoc w dalszej współpracy, <img class="alignright size-medium wp-image-1561" title="Mme Lu Shengrong od 1995 Prezes IBF " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/kolacja-pożegn-Pekin1-300x206.jpg" alt="Mme Lu Shengrong od 1995 Prezes IBF " width="300" height="206" />gdyż Xiao powiedział mi, że właściwie wszystkie sprawy od niego zależą. Korzystając z tej informacji powróciłam do zasadniczej rozmowy jak sekretarz z sekretarzem. Madame Lu również obiecała nam pomóc. ( Madame Lu w 1995 r została wybrana Prezydentem Międzynarodowej Federacji Badmintona -IBF) I w ten sposób o 20.15 wylądowaliśmy w hotelu. Shi Pin, nasza Jola, zaczyna wywiad dla Radia Pekin. Co nam się podobało, jaka publiczność, jaki chiński badminton, co zobaczyliśmy? Andrzej jako prezes odpowiada na pytania.  </p>
<p>Szybki powrót do pokoju, pakuję rzeczy chyba po raz ostatni na tym wyjeździe. Proszę sobie wyobrazić, że wszystkie delikatne upominki jeździły w moim bagażu, więc chcąc nie chcąc był on wielokrotnie rozpakowywany do samego spodu. Sen niespokojny, czy w domu wszystko dobrze, jak moja córcia? 17 dni w podróży, żyliśmy jak w  kołowrotku, lot, przylot powitanie, rozpakowanie lekkie bagaży, obiad powitalny, <img class="alignright size-medium wp-image-1563" title="targ w Chinach" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Mur-Chinski-300x210.jpg" alt="targ w Chinach" width="300" height="210" />kolacja pożegnalna, 2 treningi codziennie, oficjalne mecze, zwiedzanie, kolacja pożegnalna, pakowanie i dalej. Najgorzej było jak nam się obiad pożegnalny z kolacją powitalną trafiał. W sumie wielkie przeżycia, wymagające ogromnej dyscypliny wewnętrznej. Pakowanie, rozpakowywanie i ekspresowe zakupy, na to było zawsze najmniej czasu. Wszystko kosztem snu, udziału w treningach, a jeszcze dodatkowo prowadzone oficjalne rozmowy lub spotkania, i na każde spotkanie wyprasowana świeża bluzka, odprasowany kostium i tak co dnia. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to była podróż mojego życia. Azja, 17 dni, 3 klimaty, przestrzeń, widoki, maleńkie poletka, bieda i dostatek, ale też mogę stwierdzić, że w sklepach było wszystko, czego ludzie potrzebowali do życia, <img class="alignright size-medium wp-image-1565" title="pożegnanie my i upominki" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/pożegnanie1-300x210.jpg" alt="pożegnanie my i upominki" width="300" height="210" />a u nas? Za tanio nie było. Zarobki w granicach 90-120 Yuanów, termosy na pompkę kosztowały około 16 Yuanów a koc wełniany 70-120 Yuanów. Tylko oni takich koców nie używali, kołdry bajowe i już, bo ciepłe i tanie.  </p>
<p>Pozwólcie mi wrócić na chwilę do wielkiego chińskiego muru – wybudowany jako mur obronny w czasie panowania dynastii Ming, wysoki miejscami na 10-12 metrów. Otaczał Chiny pasmem około 5000 kilometrów, to jest tak, jakby postawić go na naszych granicach i wtedy dwukrotnie można byłoby je otoczyć. Imponujący, zbudowany z kamieni, ostro w górach, pod górę i w dół, co jakieś 500-600 metrów wieże obronne. W pobliskich górach też postawiono wieże obronne. Zbudowano go jako mur obronny przed wojskami mongolskimi Dżingis Chana. </p>
<p>17.01.1986 </p>
<p>Godz. 5.55 pobudka. Śniadanie na lotnisku. Oddajemy 18 sztuk bagaży, mamy również bagaże podręczne, trochę szarpaniny, bo nie chcą nas wpuścić z nimi do kabiny. Przepychanka trwa kilkanaście minut, ja <img class="alignright size-medium wp-image-1567" title="powrotny lot" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/powrotny-lot-300x209.jpg" alt="powrotny lot" width="300" height="209" />niewzruszona, a jednak wchodzimy. Startujemy o 9.50, szybko w górę. Pod nami widać wielki chiński mur. Siedzimy z Andrzejem w trzyosobowym rzędzie. Fotel między nami jest wolny. Pogoda piękna, ale widok raczej zamglony, wielka szkoda.</p>
<p> </p>
<p>Andrzej czyta China Sport, staram się coś wynotować, dużo informacji dotyczących badmintona. Ludność w Chinach 1 mld 200 mln ludzi, 1/3 uprawia sport, ponad 120 mln ludzi gra w badmintona. Jest ponad 16 000 szkól popularnych, wyższych i uniwersytetów, do tego należy dodać jeszcze 2000 sportowych instytutów oraz zajęcia dla dzieci <img class="alignright size-medium wp-image-1568" title="Chiński Mur" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Mur-Chinski2-300x192.jpg" alt="Chiński Mur" width="300" height="192" />w szkołach i przedszkolach, a w nich ćwiczy 20 mln młodych potencjalnych mistrzów. Oczywiście podaję dane z roku 1986.</p>
<p> </p>
<p>Przelatujemy na Irkuckiem i Krasnojarskiem, jest 7.15 czasu moskiewskiego, czyli 12.15 czasu pekińskiego, o godzinie 16.07 mijamy Ural (jest 11.07 czasu moskiewskiego). Podczas lotu spotykamy się z reprezentacją ZSRR, wymiana zdań, dowiadujemy się, że w Szanghaju podczas treningu używają już magnetowidów, kamer, mają opracowane badania naukowe, specjalne badania lekarskie. Jednak od tych tematów nasi gospodarze <img class="alignright size-medium wp-image-1570" title="Rysiek, ja i Andrzej" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Andrzej-Rysiek-ja-Quyiang-236x300.jpg" alt="Rysiek, ja i Andrzej" width="236" height="300" />sprytnie uciekali. Lądujemy zgodnie z planem – jest 18.15 czasu pekińskiego czyli 13.30 czasu moskiewskiego, kontrola, bilety, bony obiadowe i już poczekalnia tranzytowa. Przed nami 6 godzin oczekiwania przy lodach, kawie i szampanie. Obiad zamawiam na godz. 16.00. Wszyscy są bardzo zmęczeni, zresztą co tu się dziwić. Nogi spuchnięte, a oprócz tego mam katar (zbyt częsta zmiana klimatów).W tej chwili w Pekinie jest 2.58, w Warszawie 19.58, to już 20 godzina w podróży. Właściwie to od trzech dni podróżujemy, bo ten krótki postój w Pekinie trudno nazwać pobytem. Szybko hotel, szybko spać, szybko śniadanie, szybko wielki mur, szybko przebrać się, szybko na bankiet, szybko, szybko, szybko, cholera trochę za szybko.</p>
<p>W domu kręcę się jakoś ospale, wszystko jest ok. W pracy urwanie głowy, a to sprawy sprzętu nie tak załatwione, a to nie zgadzają się przesłane ilości spodenek, Bilety do Budapesztu inaczej załatwione, a dodatkowo musze pojechać do LOTu do Krzysztofa Ziębińskiego i do FSO do Krzysztofa Panufnika z podziękowaniami i drobnymi upominkami z wyjazdu do Chin. </p>
<p>A 22 stycznia o 16.00 wylot do Budapesztu. Na lotnisku w Budapeszcie spotykamy całkiem niespodziewanie Andrzeja Żabińskiego i Piotra Nurowskiego. Piotr leci do Maroka na placówkę. Krótka wymiana zdań. Ale pobyt w Budapeszcie to całkiem inna historia, o której jeszcze opowiem.  </p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-pierwsza-podroz-do-chin-czesc-ostatnia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przetwory domowe</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/przetwory-domowe/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/przetwory-domowe/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Aug 2010 05:24:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przepisy kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycje]]></category>
		<category><![CDATA[aroniówka]]></category>
		<category><![CDATA[buraki z papryką]]></category>
		<category><![CDATA[dżem brzoskwiniowo nektarynkowy]]></category>
		<category><![CDATA[dżem brzoskwiniowy]]></category>
		<category><![CDATA[dżem nektarynkowy]]></category>
		<category><![CDATA[nalewka z aronii]]></category>
		<category><![CDATA[nalewki]]></category>
		<category><![CDATA[przepisy domowe]]></category>
		<category><![CDATA[sałatka z buraczków i papryki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1537</guid>
		<description><![CDATA[Wakacje mają się ku końcowi. Powoli zaczynamy wracać z wojaży, tych bardzo dalekich i tych bardzo bliskich. Skoro tak, może warto pomyśleć o dobrych przetworach domowych, które serwowane rodzinie w miesiącach zimowych będą wspaniałym wspomnieniem lata. 
Stragany targowe oferują nam bogaty wybór nektarynek i brzoskwiń, które możemy kupić za niewielkie pieniądze.  Ja zaś proponuję pyszny i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1546" title="przetwory domowe dżem brzoskwiniowo nektarynkowy" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/przetwory-dom-20.08-018-300x225.jpg" alt="przetwory domowe dżem brzoskwiniowo nektarynkowy" width="300" height="225" />Wakacje mają się ku końcowi. Powoli zaczynamy wracać z wojaży, tych bardzo dalekich i tych bardzo bliskich. Skoro tak, może warto pomyśleć o dobrych przetworach domowych, które serwowane rodzinie w miesiącach zimowych będą wspaniałym wspomnieniem lata. </p>
<p>Stragany targowe oferują nam bogaty wybór nektarynek i brzoskwiń, które możemy kupić za niewielkie pieniądze.  Ja zaś proponuję pyszny i bardzo łatwy do wykonania</p>
<p><strong>Dżem</strong> <strong>brzoskwiniowo &#8211; nektarynkowy wg sposobu cioci Joli</strong></p>
<p><strong>Składniki:</strong>  </p>
<p>3 kg brzoskwiń, 2 kg nektarynek ( lub na odwrót), 0,5 kg  cukru</p>
<p><strong>Wykonanie:</strong>  </p>
<p>Owoce myjemy, osuszamy, kroimy w plasterki, przesypujemy cukrem, gdy puszczą sok wstawiamy w garnku na kuchnię i dusimy do zagotowania (tak, aby masa zaczęła puszczać bąble). Wyłączamy kuchnię i studzimy. Miksujemy. Odstawiamy do następnego dnia i powtarzamy uważając, aby masa się nie gotowała  (gdyż może się przypalić). Gdy zaczyna puszczać bulki, gorącą masę wkładamy do wymytych słoików, zakrętki smarujemy spirytusem i zamykamy na gorąco, odwracamy słoik „do góry dnem”, stawiamy na ściereczce i czekamy do następnego dnia, aby się dobrze zamknął. Z ilości 5 kg brzoskwiń zmieszanych z nektarynkami otrzymujemy około 8 półlitrowych słoików. Oto bardzo prosty sposób na pyszny dżem brzoskwiniowo- nektarynkowy. U nas z takim dżemem serwowane są naleśniki z serem lub jabłkami, lub z masą orzechową. Podczas zimowych dni naleśniki z dżemem przypomną nam upalne lato, a my będziemy delektować się słońcem zaklętym w przetworach.</p>
<p>Smacznego!  </p>
<p><strong>Buraki z papryką wg przepisu babci Stasi</strong><strong> </strong></p>
<p><strong>Składniki:</strong></p>
<p>3 kg buraków ugotowanych w łupinach, 0,5 kg papryki, 0,5 kg cebuli. <strong> </strong></p>
<p><strong>Zalewa: </strong></p>
<p>1 szklanka cukru, 1 szklanka octu, 1 szklanka wody, 1 łyżka soli.</p>
<p><strong>Wykonanie</strong></p>
<p>Wszystkie składniki zalewy gotujemy, do gotującej się zalewy wkładamy obraną cebulę i paprykę pokrojone w kostkę, gotujemy 7 minut; dodajemy buraki starte na tarce jarzynowej lub w malakserze o grubych oczkach i gotujemy wszystko 5 minut. Gorącą sałatkę wkładamy do wyparzonych słoików, zalewamy każdy słoik paroma kroplami oleju z pestek winogron, zakręcamy i stawiamy na ściereczce do góry dnem.</p>
<p><strong><img class="alignright size-medium wp-image-1547" title="przetwory domowe aroniówka" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/przetwory-dom-20.08-006-225x300.jpg" alt="przetwory domowe aroniówka" width="225" height="300" />Nalewka z aronii wg przepisu babci Stasi</strong><strong> </strong></p>
<p><strong>Składniki:</strong></p>
<p>1,2 kg aronii, 1,5 kg cukru, 5 dkg kwasku cytrynowego, 400 sztuk liści z wiśni, 3 litry wody, 1,5 litra spirytusu. </p>
<p><strong>Wykonanie  </strong></p>
<p>Aronie, liście i 3 litry wody zagotować 15 minut, nie mieszać, po tym czasie zdjąć z ognia, przecedzić przez sito, wsypać kwasek cytrynowy. Ostudzić i wtedy dopiero dodać spirytus. Im dłużej stoi, tym nalewka jest lepsza, bo nabiera specyficznego smaku, u nas w domu potrzebne są dwa wściekłe wilczury, aby postała choć przez 3 miesiące.</p>
<p>Życzę wszystkim udanych przetworów oraz</p>
<p>Smacznego!</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/przetwory-domowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>27</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasza pierwsza podróż do Chin cz. V</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-pierwsza-podroz-do-chin-cz-v/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-pierwsza-podroz-do-chin-cz-v/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Aug 2010 21:15:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[andrzej szalewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Bożena Siemieniec]]></category>
		<category><![CDATA[Brunon Rduch]]></category>
		<category><![CDATA[Czang sza]]></category>
		<category><![CDATA[Czangdu]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Rusznica]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Olchowik]]></category>
		<category><![CDATA[jacek hankiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Jadwiga Slawska]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Szuliński]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Czekan]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszard Borek]]></category>
		<category><![CDATA[Zofia Zółtańska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1525</guid>
		<description><![CDATA[11.01.1986 Lotnisko Czangdu  
Rano o 8.00  śniadanie, tym razem europejskie: grzanki, masło, dżem, jajecznica, kawa, herbata. O 8.50 autokarkiem i samochodem Toyota jedziemy na lotnisko. Krótka odprawa biletowo bagażowa i jesteśmy w poczekalni. O godz.10.10 – odlot, ale tylko teoretycznie, ponieważ jest 13.30 A my ciągle czekamy, po obiedzie to prawda, ale czekamy. Znowu przegryzka: ryż, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1527" title="Andrzej z misiem panda wykonanym z kurczaka" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Andrz-i-panda-300x203.jpg" alt="Andrzej z misiem panda wykonanym z kurczaka" width="300" height="203" />11.01.1986 Lotnisko Czangdu  </p>
<p>Rano o 8.00  śniadanie, tym razem europejskie: grzanki, masło, dżem, jajecznica, kawa, herbata. O 8.50 autokarkiem i samochodem Toyota jedziemy na lotnisko. Krótka odprawa biletowo bagażowa i jesteśmy w poczekalni. O godz.10.10 – odlot, ale tylko teoretycznie, ponieważ jest 13.30 A my ciągle czekamy, po obiedzie to prawda, ale czekamy. Znowu przegryzka: ryż, mięsko i papryka i coś jeszcze, cola i znowu czekamy. W międzyczasie rozmawiam z zawodnikami, ciekawe są ich spostrzeżenia na temat Chin. Pobyt na lotnisku kończymy o godz.17.44. Przyjechano po nas i wróciliśmy do hotelu Jin Yian, kolacja o <img class="alignright size-medium wp-image-1528" title="Prezes i znak szczęścia dla polskiego badmintona" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Prezes-i-znak-szczęścia-300x201.jpg" alt="Prezes i znak szczęścia dla polskiego badmintona" width="300" height="201" />19.00 Składająca się z ryżu, ostrej potrawy, papryki z mięsem, ryby smażonej na ostro, zupy warzywnej orzeszków z ostra przyprawą, szpinakiem, kapusty pekińskiej z wody, i soku pomarańczowego w puszkach. Idziemy do pokoju, Rysiek, Jurek, Andrzej Jola Shi Pin i ja wypijamy po szklaneczce wódeczki z sokiem i Jola tłumaczy nam chińskie znaczenie naszych imion. Mnie wychodzi, ze jestem prawa moralność, jedyna blokada. Co to znaczy, nawet nie usiłuję dochodzić, cokolwiek to znaczy idę spać zmęczona głównie wielogodzinnym oczekiwaniem.  W telewizji pokazują urywki naszego meczu oraz mecz Bożeny, w którym wygrała z chińską zawodniczką, wiadomość na miarę sensacji. Pokazują też Andrzeja i mnie. Niestety komentarza nie uchwyciłam, chyba za mało znam słówek w języku chińskim. </p>
<p>12.01.1986 r.  </p>
<p>Śniadanie zjadamy na lotnisku: jajka sadzone, ciasta z nadzieniem, ciasto francuskie, rolady i kokosanki. No i zamiast o 7 rano odlatujemy o 8.44, zamiast wczoraj to dzisiaj i zamiast do Wu-han to do Czangsza. Niech będzie, aby do przodu, aby szczęśliwie, właściwie, co to za różnica gdzie lądujemy (oczywiście na lotnisku), i tak tu nie byliśmy, więc radość duża. Na lotnisku oczekuje spora grupa. Jedziemy do hotelu Hunan Lotus Hotel prosto na obiad:   Zupa warzywna, ryba w sosie, zapiekanki w sosie pomidorowym, kapusty, kiełbasy, ostrego chrzanu, piwa, lemoniady.</p>
<p>Program pobytu przedstawia się następująco:</p>
<p>12.01 – godz. 12.00 –obiad<br />
15.30 Trening na hali gdzie będziemy grali mecz<br />
19.00 Kolacja</p>
<p>13.01 - 8.00 Śniadanie<br />
9.00 – 11.00 Trening w szkole<br />
12.30 Obiad i zwiedzanie fabryki haftu i porcelany<br />
17.00 – 19.00 Oddzielny trening zawodników polskich<br />
19.30 Kolacja</p>
<p>14.01 - 8.00 śniadanie<br />
9.00 – 11.00 trening<br />
12.00 obiad i zakupy<br />
17.00 lekka kolacja<br />
19.00 oficjalny mecz</p>
<p>15.01 &#8211; 7.00 śniadanie<br />
8.00 wyjazd na lotnisko<br />
10.00 odlot do Pekinu</p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1529" title="mecz P-Chrl" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/mecz-P-Chrl-300x203.jpg" alt="mecz P-Chrl" width="300" height="203" />Ustalamy ilość meczy: 2 gry pojedyncze mężczyzn, 1 gra pojedyncza kobiet, 2 gry podwójne mężczyzn, 1 gra podwójna kobiet, 2 mixty razem mecz na 8 gier. Reprezentacja Chin składa się z 3 kobiet i 4 mężczyzn.</p>
<p>13.01.1986</p>
<p>8.00 śniadanie składające się z:  jajka sadzone, grzanki, schab w plastrach, sałatka owocowa, kawa, mleko.  </p>
<p>Po ustaleniu planu pobytu zawodnicy jadą na trening, my z Andrzejem zwiedzamy szkołę sportową Prowincji Czangsza. Szkoła nowoczesna, uczy się w niej 600 osób, z czego 200 studiuje na Akademii Wychowania Fizycznego, pozostali w klasach sportowych różnych dyscyplin sportu. Nas interesuje oczywiście badminton : i-mał-czo.  Hala do badmintona ma 12 boisk, kilkunastu trenerów, zajęcia na hali odbywają się przez cały dzień, zmieniają się tylko składy grup i prowadzący trenerzy. Hala nie ogrzewana. Dyscypliny sportowe: gimnastyka artystyczna, judo, zapasy styl wolny i klasyczny, badminton, motocross, piłka nożna kobiet, tenis i strzelanie (trap i skeet), go i krótkofalowcy. Szkoła położona jest na 700 ha, nowoczesna dwupiętrowa hala sportowa w budowie. Spotykamy Rektora i Kierownika Wychowania Fizycznego – otrzymują od nas pamiątkowo proporce ręcznie haftowane na jedwabiu. Zajęcia w szkole średniej odbywają się wg planu do południa nauka po południu trening trwający 3, 5 godziny. Wyższa Uczelnia – trening rano 3 godziny, nauka po południu i trening 28 0 30 godzin tygodniowo, po 5-6 godzin dziennie. Oprócz treningów zajęcia z psychologii, anatomii, fizjologii i inne.  Uczniowie przychodzą do szkoły w wieku 13-14 lat, w zasadzie po szkole podstawowej, tu kończą popularną (podstawową, jeżeli jej jeszcze nie ukończyli), szkołę średnią, która trwa 3 + 3 lata. Pierwsze trzy to ukończenie tak zwanej szkoły zawodowej, nauczenie dobrej techniki w danej dyscyplinie sportu oraz następnie przygotowanie do egzaminu do szkoły wyższej, która trwa 4 lata. Najlepsi zawodnicy są wyselekcjonowani i jada do Pekinu, kwalifikują się do kadry narodowej i reprezentacji Chin. Pozostali zostają nauczycielami wf lub trenerami. Takich szkół prowincjonalnych jest w Chinach 27 x 8 lub 9 szkół w danej prowincji, wszystkie pracują w ten sam sposób. W szkołach prowincjonalnych oprócz techniki rozwija się cechy motoryczne: szybkość, wytrzymałość, skoczność, prowadzone są badania naukowe z użyciem odpowiednich urządzeń. Z rozmowy z trenerem dowiadujemy się, że w badmintonie organizowane są ogólno chińskie turnieje, w których staruje 20 na 30 prowincji (27 prowincji i 3 miasta wydzielone). Każda prowincja ma prawo zgłosić do 12 zawodników i 12 zawodniczek w poszczególnych grach (pojedyncza kobiet i mężczyzn, podwójna kobiet i mężczyzn i mixty).  Zawodnicy podzieleni są na grupa A – 32 osoby, B – pozostali. Najlepsi wygrywający zawody kwalifikują się do kadry w Pekinie oraz maja prawo otrzymywać stypendium.</p>
<p>12.30 Obiad, beznadziejny, w zasadzie nie ma, co o nim wspominać, bo ryż i do tego 2-3 przyprawy, piwo i sok. Tyle.    Po obiedzie jedziemy na wycieczkę do fabryki haftu na jedwabiu. Fabryka to raczej manufaktura zatrudniająca 30-40 osób. Ludzie jak one to haftują! Haft na jedwabiu, figura starca zdrowia to od 2 do 4 tygodni codziennej 12 godzinnej pracy. Odhaftowywują duże wzory z książek, starodruków. PIĘKNE, ale ceny też są cholerne. W sumie ciekawe, nawet bardzo, ale drogo, o matko i córko. Wcale się nie dziwię, jeżeli jeden z obrazków na jedwabiu Pani haftowała 4 miesiące. Następnie jedziemy na trening i do hotelu. Około 17.45  Jesteśmy przygotowani do kolacji, ale okazuje się ona kolacją przywitalno-chyba pożegnalną. O godz.18.30 autobus zabiera nas do innego hotelu. No tak, kuchnia tu jest wyśmienita. Na powitanie częstują nas motylem ma talerzu, który wykonany jest z różnego rodzaju plastrów mięsa, nie mam aparatu, więc i zdjęć też nie ma, wielka szkoda. W kolacji uczestniczą Przewodniczący Komitetu Prowincji Hunan, Dyrektor Międzynarodowego Działu, trenerzy, Wice Przewodniczący. Siedzimy przy stole 8 osobowym razem z Ryśkiem Andrzejem, trenerami. Dwa inne stoły wg tych samych zasad zawodnicy polscy i chińscy. Potrawy serwują pyszne, Shi Pin czyli Jola tłumaczy mi w biegu. Orzeszki, żołądek krowy cieniutko pokrojony- pyszny, wołowina na ostro, naleśniki z kaczką cienko pokrojoną i z sosem, sojowym i pędami czosnku, ryba, zupa w wielkim naczyniu gotowana na stole (jakby fondue z warzywami, mięsem, makaronem sojowym, trepangi, piwo, wódka wyrabiana w tej prowincji. Jedzenie bardzo <img class="alignright size-medium wp-image-1530" title="Pamiątkowy proporzec PZBad" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Pamiątk-proporzec-300x203.jpg" alt="Pamiątkowy proporzec PZBad" width="300" height="203" />smaczne. Po kolacji jest wymiana upominków. Pan Przewodniczący otrzymuje haftowany proporzec z emblematem Polskiego Związku Badmintona na biało czerwonym jedwabiu, ( ale się dobrze dopasowaliśmy), pan dyrektor polski upominek, ale już niestety nie pamiętam dokładnie, co, my zaś otrzymujemy talerze z chińskimi malunkami. Cały czas trwają toasty, ja piję wino, Andrzej wódkę, Rysiek piwo a Jurek i to i to.  Wódka tej Prowincji jest bardzo podobna do wódki mał-taj. Ja nie mogę jej przełknąć ani z powodu smaku ani z powodu zapachu, no wraca mi się szybciej niż odrzutowiec, niż się ją łyka, więc nie piję. Bankiet kończy się o godz.21.40 Jedziemy do Hotelu i zjeżdżamy do barku. Pijemy po drinku, zawodnicy colę. O 22.00 Zawodnicy wracają do pokojów my rozmawiamy z Duńczykiem, Niemcami oraz Chińczykiem z Hong Kongu. O 23.30 Idziemy spać. Aby nie było tak smutno i nudno tańczymy po kilka tańców, w tym rock and rolla ku zachwytowi tutejszych, którzy tańca nie znają, gdyż był zakazany jeszcze 3 lata temu. Teraz już nie, teraz wolno tańczyć! Teraz Partia zinterpretowała rewolucje Kulturalną i teraz właśnie można tańczyć, chodzić do restauracji, mieć prywatny business. To naprawdę zadziwiający Kraj. Restauracyjki mnożące się na kilku metrach. Gotują w beczkach po ropie, które używają zamiast kuchni. Garnki okopcone jak sagany, extra. Na ulicach tłumy, jedzenie jest smaczne, <img class="alignright size-medium wp-image-1533" title="pożegnalna kolacja" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/pożegn-kolacja-300x203.jpg" alt="pożegnalna kolacja" width="300" height="203" />klientów wielu. Tylko ja jakoś nie mam ochoty niczego próbować, może szkoda?</p>
<p>14.01.1986 r</p>
<p>8.00 śniadanie</p>
<p>9.00 Trening, a my z Andrzejem do miasta na szybkie zakupy. Kupuję sobie porcelanowe filiżanki, jedwab, i kilka drobiazgów na prezenty. W końcu po raz pierwszy spóźniam się na obiad, który jest bardzo kiepski, nawet nie zanotowałam, co podano. Po obiedzie znowu zakupy. Jestem tak zmęczona, że zdycham, a zdycham, bo mnie boli głowa. Zmarzłam jak grom, ponadto pada deszcz. Kolacja o 17, nie jest warta nawet odnotowania. W tym hotelu kuchnia jest kiepska, dlaczego bo dania są ciemne, co oznacza właśnie kiepską kuchnię bez żadnego wyrazu, patrzcie, jakim koneserem kuchni chińskiej się stałam po niespełna dwóch tygodniach pobytu.  O 18.00 Jedziemy na mecz, podczas którego robię te właśnie zapiski.</p>
<p>Mecz rozpoczynamy uroczystym wejściem trzymając się za ręce podniesione do góry. Prezentacja obu zespołów, wymiana proporczyków i drobnych prezentów. Mecz Jacka Hankiewicza bardzo się podoba, nieśmiałe wołanie z trybun Puola, Puola, (Polska, Polska) fragmenty meczu Jacka wyśmienite. Na Hali bardzo zimno, temperatura nie przekracza 9 stopni. Siedzę w palcie i jest mi zimno.Z ust leci para widać jak oddycham. Siedzimy na trybunie honorowej. Mecz jest transmitowany przez dwa kanały telewizyjne. Po mojej prawej stronie siedzi Andrzej, tłumaczka, Przewodniczący Komitetu Sportu, Dyrektor Międzynarodowego Działu, po lewej Przewodniczący Badmintona, trenerzy i Pan z Quijyang. Kochany chłop, przywiózł pozostałe zdjęcia z Quyijang oraz znad wodospadu. Mecz przegrany właściwie bez dłuższej historii. Daleko jeszcze do mistrzów, długa i żmudna droga. Praca, praca, praca. Wiele lat pracy! Pakowanie, mycie głowy i w końcu o pierwszej z minutami idę spać. </p>
<p>15.01 <br />
7.30 śniadanie jajka sadzone, kawałek szyneczki, kawa, herbata, mleko tosty.<br />
8.00 Wyjazd na lotnisko.</p>
<p>No i żadna siła nam nie pomaga, niestety. Jest już 16.30, a my cały czas siedzimy na lotnisku. Co prawda mieliśmy wyjechać o 8.00 ale wyjechaliśmy o 11.00. Kilkadziesiąt ładnych godzin spędzamy na lotniskach przytupując, bo tu też jest chłodno. Chłopaki z Prezydentem grają w karty a my uczymy Chinki języka polskiego. Cała ekipa chińska jest z nami i cierpliwie czeka do godz. 16.00 na nasz samolot. Właśnie teraz odjechali. Podobno mamy wylecieć o 19.00, ale czy na pewno? Jutro, jeżeli dolecimy do Pekinu, wycieczka na Wielki Chiński Mur. Ale na razie trzeba dolecieć. Dla Taty kupiłam wódkę Małtaj w pięknej porcelanowej butelce, to chyba ze względu na tę butelkę dokonałam zakupu. Gdybym mogła kupić to, co widziałam i było piękne musiałabym chyba kupić samochód, aby to przepchnąć do Polski. Na lotnisku jemy obiad, zupełnie dobry: zupa w kociołku, trepangi, ryż, na ostro wołowina, bambus z mięsem, bułki na parze, piwo, lemoniada. Wszyscy mają już dosyć czekania i bardzo chcemy odlecieć do Pekinu. Chiński mur jednak nas ciągnie.</p>
<p>Wczoraj po meczu był wspólny poczęstunek: ciasto, lemoniada, kawa i wódka, małtaj ale ta z Hunan. Ja nie mogę tego nawet powąchać. Andrzej musiał pić toasty, Rysiek wypił jeden, a Jurek powiedział, że wszystkie rozkazy Andrzeja ma gdzieś, nie sprecyzował dokładnie gdzie, ale i tak się domyśliliśmy. On tego nie może nawet na odległość powąchać. Pewnie mu zaszkodził przedwczorajszy bankiet, kto to wie?</p>
<p>W dalszym ciągu czekamy…</p>
<p>Do 20.00 &#8211; Startujemy po kolacji składającej się z ryżu, jakiś grzebyków – nie jem, jajecznicy, marchewki z mięsem, makaronu sojowego na ostro, trepangów, ryby w całości, zupy z jajecznicą w środku, frytek mięsnych, wątróbki z pędami czosnku, piwa i mandarynkowego napoju, oraz kapusty pekińskiej.</p>
<p> W Pekinie jesteśmy o 24.00</p>
<p>Bardzo zmęczeni. Mam pięknie spuchnięte nogi i ręce. Ledwie myślę.Szybko, załatwiam karty i pokoje.</p>
<p>Już w pokojach, szybkie pranie i spać.  </p>
<p>Cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-pierwsza-podroz-do-chin-cz-v/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wczasy</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/wczasy/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/wczasy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2010 17:25:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA["Kasztany"]]></category>
		<category><![CDATA["Letnia przygoda]]></category>
		<category><![CDATA["Mazurskie wspomnienia"]]></category>
		<category><![CDATA["Pochody donikąd"]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Rylska]]></category>
		<category><![CDATA[FWP]]></category>
		<category><![CDATA[Jesteśmy na wczasach]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka Janusz Sent]]></category>
		<category><![CDATA[Młociny]]></category>
		<category><![CDATA[Nowy Dwór]]></category>
		<category><![CDATA[Orbis]]></category>
		<category><![CDATA[Święto Morza]]></category>
		<category><![CDATA[słowa Wojciech Młynarski]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Adrjański]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1505</guid>
		<description><![CDATA[Wakacje, wakacje jeszcze są wakacje a jak wakacje to w czasach PRL-u czyli w czasach mojej młodości jeździło się na wczasy. Oto trzy urywki ( &#8221; Wczasy, Zakopane, Niedziela nad Wisłą &#8220;_  z książki Zbigniewa Adrjańskiego „Pochody Donikąd” Warszawa 2009 cytuję:
„…Jesteśmy na wczasach
Słowa Wojciech Młynarski, muzyka Janusz Sent
Za oknami noc,
W górach śniegu moc okrywa wszystko,
Czort jedyny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wakacje, wakacje jeszcze są wakacje a jak wakacje to w czasach PRL-u czyli w czasach mojej młodości jeździło się na wczasy. Oto trzy urywki ( &#8221; Wczasy, Zakopane, Niedziela nad Wisłą &#8220;_  z książki Zbigniewa Adrjańskiego „Pochody Donikąd” Warszawa 2009 cytuję:</p>
<p>„…<strong>Jesteśmy na wczasach</strong></p>
<p>Słowa Wojciech Młynarski, muzyka Janusz Sent</p>
<p>Za oknami noc,<br />
W górach śniegu moc okrywa wszystko,<br />
Czort jedyny wie,<br />
Co rzuciło mnie w to uzdrowisko.<br />
Na parkiecie szum,<br />
Wczasowiczów tłum, spleciony gęsto.<br />
Siedzę tutaj sam,<br />
A przed soba mam orkiestrę męską.<br />
Typ co szarpie bas,<br />
Wie, ze nadszedł czas, gdy w kimś na bańce,<br />
Czuła struna drgnie<br />
I rozpoczną się góralskie tańce.<br />
Jest „górala” wart<br />
Taniec gdy masz fart, gdy dziewczę kwili.<br />
Z basem typ to wie,<br />
Więc uśmiecha się,<br />
I już po chwili:<br />
Dla sympatycznej panny Krysi<br />
Z turnusu trzeciego<br />
Od przystojnego pana Waldka<br />
-„Mucho-mucho” (…)</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=RRfiddT5-aM">http://www.youtube.com/watch?v=RRfiddT5-aM</a></p>
<p>Najbardziej reprezentacyjna piosenka z tego gatunku: Jesteśmy na wczasach… Wojciecha Młynarskiego. Chodzi oczywiście o wczasy <img class="alignright size-medium wp-image-1514" title="Wczasy w Karpaczu 1952 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/jadzia-karpacz-300x220.jpg" alt="Wczasy w Karpaczu 1952 r" width="300" height="220" />pracownicze, organizowane przez FWP. Przez długie lata można było wyjechać wyłącznie na wczasy krajowe – do Krynicy, Bystrzycy, Ustki, Ciechocinka itd. Później zaczęto wyjeżdżać do Bułgarii, Rumunii, ZSRR (na Krym). Pojawiły się wtedy piosenki pod wymownymi tytułami: „Sasza i Alosza”, czy „Tania mnie kocha”, „Iwan ach Iwan”. A jeszcze później, po uchyleniu żelaznej kurtyny, zaczęto wyjeżdżać na Zachód za pośrednictwem „Orbisu”. Dotyczyło to jednak niewielu- wybrańców losu, przedstawicieli rzemiosła, prywatnej inicjatywy. Ale najpiękniejsze były wczasy krajowe, które organizował FWP, instytucja zasłużona dla piosenki i kultury polskiej. Ze wzruszeniem wspominać będziemy tzw. kaowców, czyli instruktorów kulturalno-oświatowych DWP, którzy ofiarnie umilali nam <img class="alignright size-medium wp-image-1515" title="Międzywodzie droga do Dziwnowa 1954 r." src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Międzywodzie-droga-do-Dziwnowa-300x202.jpg" alt="Międzywodzie droga do Dziwnowa 1954 r." width="300" height="202" />życie, organizując wieczorki zapoznawcze, koncerty estradowe, wieczorki taneczne, wycieczki. Wczasy były miejscem zawierania różnych ciekawych znajomości, niewinnych flirtów i wielkich romansów, opisanych potem w piosenkach: „Letnia przygoda”, „Kasztany”, „Mazurskie wspomnienia”. Wielu młodych Polaków poczętych zostało na wczasach w PRL. Wczasy to również temat do poezji, literatury i filmu tego okresu. Latem wyjeżdżamy na wczasy nad morze. Zimą w góry. Modne letnie nadmorskie kurorty to Sopot- (zwany Perłą Bałtyku), Ustka, Darłowo, Kołobrzeg. W zimie Zakopane, Karpacz, Jelenia Góra. Starsze pokolenie preferuje przede wszystkim wczasy w kurortach przedwojennych: Krynicy, Szczawnicy, Ciechocinku, Iwoniczu, Inowrocławiu, Żegiestowie. Pija się tam wody mineralne, zażywa kąpieli leczniczych, chodzi na spacery i na podryw po zdrojowych deptakach. W muszlach koncertowych grają orkiestry zdrojowe. Młode pokolenie woli wczasy na Mazurach (żagle) oraz spływy kajakowe Krutynią i Czarną Hańczą. Reminiscencjami wczasów są popularne piosenki: „Letnia przygoda”, „Kasztany”, „Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem”, „Mazurskie wspomnienia”, „Zachodni wiatr”, „Augustowskie noce”, „Wakacje z blondynką”, „Chałupy Welcome to”. W piosenkach tych przegląda się powojenna polska obyczajowość, można z nich ułożyć swego rodzaju „bedeker wczasowy po modnych miejscach i kurortach”, a także miłosnych <img class="alignright size-medium wp-image-1516" title="Międzywodzie 1955 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Międzywodzie-300x186.jpg" alt="Międzywodzie 1955 r" width="300" height="186" />zachowań Polek i Polaków. Romans wczasowy, przedstawiony w piosence, kończy się zazwyczaj rozstaniem i powrotem do codziennych obowiązków czytaj: (do męża lub żony). Miłości wczasowe są nietrwałe. Zostają po nich jakieś ”muszelki” darowane na szczęście i rysowane na piasku serduszka, które rozwiewa wiatr. Seks w tych piosenkach jest tematem tabu i można sadzić, że nie istnieje. Zupełnie nie wiadomo, skąd po każdych wczasach i urlopach zwiększenie przyrostu naturalnego?&#8230;&#8221;.</p>
<p>Takie wczasy dokładnie pamiętam, ponieważ wiele lat wraz z rodzicami jeździliśmy na wczasy do Międzywodzia, daleko na    Wybrzeżu Szczecińskim <img class="alignright size-medium wp-image-1517" title="plaża w Międzywodziu, ojciec, brat i ja 1954 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/plaża-w-Mi-edzyw-300x200.jpg" alt="plaża w Międzywodziu, ojciec, brat i ja 1954 r" width="300" height="200" />z Wyspą Wolin w tle. Międzywodzie w latach 1952 – 1968 maleńka osada rybacka dzisiaj pretenduje do miana jednego z ładniejszych kurortów nadmorskich. W każdym bądź razie moje najmilsze młodzieńcze wspomnienia  związane są z pobytem najpierw na koloniach a później na wczasach w Międzywodziu. Nie były to wczasy FWP – te, były jednak dość drogie i wyjazd cztero osobowej rodziny był nie lada wydatkiem. Do Międzywodzia jeździliśmy do ośrodka wczasowego MZK jako, że tata pracował w tym Przedsiębiorstwie na które składało się wiele <img class="alignright size-medium wp-image-1518" title="Międzywodzie kolonie 1953 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Międzywodzie-kolonie-300x208.jpg" alt="Międzywodzie kolonie 1953 r" width="300" height="208" />jednostek (tramwaje, autobusy kilka zajezdni Ostrobramska, Inflancka – dzisiaj na miejscu tej zajezdni autobusowej stoi osiedle apartamentowców, Młynarska, Chełmska, Obozowa). Wyjazdy autobusami, czasami w ilości 8 lub 10 sztuk,  na wczasy organizowane przez  MZK. Zbiórka plac Bankowy (dawny pl. Dzierżyńskiego), odjazd wieczorem, przyjazd do Międzywodzia następnego dnia około południa. No cóż, pewnie i dzisiaj w ten sam sposób organizuje się odpoczynek pracowników, jednak wtedy wyjazd na wczasy nad morze to było coś! Łza się w oku kręci, a mnie pozostają tylko wspomnienia…</p>
<p><strong>Zakopane  </strong><strong> </strong></p>
<p>„&#8230;Zakopane to temat wielu piosenek np. „Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem” – (w języku klezmerów tzw. Tango „Czipa”. Jest jeszcze tango „Zakopane, Zakopane” (na trzy, cztery dni). Jest też mnóstwo piosenek, które „dzieją się”, choć nie ma w nich słowa „Zakopane”. O Zakopanem można ułożyć oddzielny. A nawet stworzyć festiwal piosenek o zimowej stolicy Polski. Ciekawe, że takich piosenek nie maja inne kurorty: Krynica, Bystrzyca, Szczawnica. A jeśli nawet mają to nie tak znane są te utwory, jak te, które dzieją się w Zakopane.  Najgłośniejsze jednak jest tango „Czipa”. Tango „Czipa” – te nazwę wymyślił chyba  Antoś Buzuk – w języku klezmerów warszawskich oznacza tytuł „Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem”. Utwór napisali Zygmunt Krasiński, Szymon Kataszek i Aleksander Julin, chyba jeszcze na krótko przed wojną. , „Neskim- mawiał pan Antoś do muzyków – Gramy tango „Czipa”. I wszyscy wiedzieli, o co chodzi. To był przebój nad przeboje. Może później z tangiem „Czipa” mogła się równać „Letnia przygoda”, „Kasztany”, albo „Pamiętasz była jesień”. Ale przez pewien czas był to absolutnie panujący na dancingach hit. No i nieoficjalny hymn Zakopanego…”.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=NvpCN9GN9GI&amp;feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=NvpCN9GN9GI&amp;feature=related</a></p>
<p><strong>W niedzielę nad Wisłą </strong><strong> </strong></p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1520" title="Międzywodzie Jadwiga 1964 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/Międzywodzie-jad-190x300.jpg" alt="Międzywodzie Jadwiga 1964 r" width="190" height="300" />„&#8230;W niedziele nad Wisłą – uroki wypoczynku, pięknie reklamowała Barbara Rylska. Nie do wiary, ale nad Wisłą wypoczywały jeszcze w latach 1950-1980 tłumy warszawiaków. Czynne były miejsce plaże i warszawskie przystanie. Kursowały statki do Młocin i Nowego Dworu. Na wiślanej barce – odbywały się letnie przedstawienia teatru Ziemi Mazowieckiej. Otwarte były drewniane baseny do kąpieli przy Wale Miedzeszyńskim. Funkcjonowały nadbrzeżne knajpki, kawiarenki, dancingi na świeżym powietrzu. Specjalne „panoramy wiślane”, widowiska w czerwcu, na Święto Morza. Wisłą płynęły wtedy „pirackie korwety”, wystawiano na nich jakieś widowiska i pantomimy. W czasie jednego z takich świat nad Wisłą, na początku lat pięćdziesiątych wydarzyła się tragedia: tłum ciekawskich szturmował wejście na jedną z barek, na których wystawiano taka panoramę i trap prowadzący na barkę załamał się. Wybuchła panika- wiele potratowanych osób utonęło lub wpadło do wody. Prasa warszawska przemilczała tę tragedię. Tylko na Cmentarzu na Woli przybyło wtedy wiele nowych grobów.</p>
<p>Osobiście pamiętam też wiele miłych wydarzeń nad Wisłą. W 1953 roku, wspólnie ze wspomnianym już w tej książce Julkiem Głowackim braliśmy udział w tradycyjnym spływie o Słoneczny Puchar Wisły – z Warszawy do Płocka. Przez parę dni dziarsko wiosłowaliśmy środkiem Wisły, demonstracyjnie wywracaliśmy się na wiślanych łachach i radośnie taplaliśmy się w czystej i ciepłej wodzie. Oczywiście po drodze było jeszcze zwiedzanie nadwiślańskich miejscowości, wieczorne ogniska i śpiewy. Były to jedne z najwspanialszych wakacji w moim życiu. Ale Wisła była jeszcze czysta i nie zatruta socjalistycznym przemysłem&#8230;&#8221;. </p>
<p><a href="http://w349.wrzuta.pl/audio/6rDJgJauDwx/jarema_stepowski_-_statek_do_mlocin">http://w349.wrzuta.pl/audio/6rDJgJauDwx/jarema_stepowski_-_statek_do_mlocin</a></p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1521" title="Międzyzdroje, brat na molo 1959 r." src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/molo-Mi-ędzyzd-204x300.jpg" alt="Międzyzdroje, brat na molo 1959 r." width="204" height="300" />I tak w prosty sposób przypominając sobie wakacje mojej młodości, przypomniałam państwu niektóre znane miejscowości, kurorty, do których najpierw nas wożono, potem sami chętnie jeździliśmy, słuchając największych przebojów naszych „tamtych” czasów.</p>
<p>Teksty wakacyjne dla Państwa z książki Zbigniewa Adrjańskiego „Pochody donikąd” wybrała</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/wczasy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ciasto z budyniu i ptysie</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/ciasto-z-budyniu-i-ptysie/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/ciasto-z-budyniu-i-ptysie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Aug 2010 12:57:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polish recipes]]></category>
		<category><![CDATA[Przepisy kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycje]]></category>
		<category><![CDATA[ciasto z budyniu]]></category>
		<category><![CDATA[ptysie]]></category>
		<category><![CDATA[simple cake]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1498</guid>
		<description><![CDATA[Jak wiecie lubię gotować i zbieram nie tylko przepisy ale też książki kucharskie. Moje zbieractwo jest jednak ograniczone do przepisów najprostszych, które nie zabierają nam cennego czasu a dom pozostaje we wspomnieniach bliskich na zawsze domem rodzinnym z jego cudownymi zapachami pieczonych ciast, bułek, chleba oraz rosołu gotowanego z okazji specjalnych świąt rodzinnych.  Dzisiaj szukając [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1500" title="moje liliowce" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/08/ogród-i-kot-19.07-061-300x225.jpg" alt="moje liliowce" width="300" height="225" />Jak wiecie lubię gotować i zbieram nie tylko przepisy ale też książki kucharskie. Moje zbieractwo jest jednak ograniczone do przepisów najprostszych, które nie zabierają nam cennego czasu a dom pozostaje we wspomnieniach bliskich na zawsze domem rodzinnym z jego cudownymi zapachami pieczonych ciast, bułek, chleba oraz rosołu gotowanego z okazji specjalnych świąt rodzinnych.  Dzisiaj szukając kolejnego ciekawego przepisu znalazłam właśnie ten, który dawno temu otrzymałam od Pani Hanny Idzikowskiej. Jest to bardzo smaczne ciasto, a jednocześnie proste w wykonaniu.</p>
<p>Składniki</p>
<p>4 budynie o jednakowym smaku (wg mnie najlepsze poziomkowe lub malinowe), 4 jajka, 4 czubate łyżki mąki,1/2 szklanki cukru ( o ile budyń jest słodzony, jeżeli nie, dajemy całą szklankę cukru), 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia, kostka masła.  </p>
<p>Wykonanie</p>
<p>Wszystkie składniki dokładnie mieszamy ( z wyjątkiem masła). Rozpuszczamy masło i wrzące wlewamy, ponownie mieszamy. Ciasto wlewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, pieczemy w gorącym piekarniku około 40 minut.  </p>
<p>Czas przygotowania ciasta 10 minut plus 40 minut pieczenia, oto cały sekret tego pysznego smakołyku.  </p>
<p>Simple cake</p>
<p>4 bags of fruity puddings (budyń), 4 eggs, 4 soons of flour, ½ glass of sugar if pudding is with sugar, if not, full glass of sugar, 1 and a half tea spoon of baking powder, 250 g of butter. Mix all ingredients apart from butter, heat butter in the pan and add to the rest. Bake for 40 minutes.</p>
<p><strong>Ptysie</strong> </p>
<p>Pewnie wszystkie panie znają ten przepis ja jednak podaje go, ponieważ jest bardzo prosty a ptysie wychodzą można powiedzieć koncertowo.  </p>
<p>Zagotowujemy 1 szklankę wody i 100 g masła, dodajemy  1 szklankę mąki, mieszając drewniana łyżką (tylko i wyłącznie drewnianą) tak aby nie było krupek. Studzimy, po ostudzeniu dodajemy 5 całych jaj i całą masę miksujemy 5 minut.  </p>
<p>Blachę wykładamy papierem do pieczenia i wykładamy łyżką porcje ciasta. Pieczemy na złoty kolor w średnio nagrzanym piekarniku.</p>
<p>Ptysie kroimy na pół i nakładamy przygotowaną masę.   </p>
<p>Masa (krem budyniowy)</p>
<p>0,5 l mleka, 3 łyżki mąki ziemniaczanej, 3 łyżki mąki zwykłej (Szymanowskiej)</p>
<p>Zagotowujemy mleko z mąką mieszając, studzimy i do ostudzonego dodajemy masło ca 100g i 1 szklankę cukru pudru, ucieramy,  ja miksuję, dodając zapach. Ja dodaję kilka kropli zapachu  cytrynowego.</p>
<p>Na koniec gotowe ptysie posypujemy cukrem pudrem,deser gotowy.</p>
<p>Boil one glass of water and 100g of butter. Add 1 glass of flour mixing  the mixture with a wooden spoon. Wait till it cools down, add 5 eggs and mix for 5 minutes. Bake in the oven, portions the size of one spoon, until golden. When ready, cut Ptysie in half and fill in with the pudding cream. Pudding cream is made by boiling 0.5 litre of milk and 3 spoons of potato flour. When cooled, add 100g of butter, 1 glass of icing sugar and a few drops of lemon essence. Mix, fill ptysie with the cream and sprinkle with some icing sugar.</p>
<p>Polecam, robota żadna a efekt znakomity.</p>
<p>Życzę smacznego!</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/ciasto-z-budyniu-i-ptysie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/warszawskie-dzieci-pojdziemy-w-boj/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/warszawskie-dzieci-pojdziemy-w-boj/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Jul 2010 22:21:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Panufnik]]></category>
		<category><![CDATA[Barbara Drabczyńska-Baczyńska]]></category>
		<category><![CDATA[Hej chłopcy bagnet na broń]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Markowski]]></category>
		<category><![CDATA[Jerzy Zagórski]]></category>
		<category><![CDATA[Jezry Dargiel]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Szczepański]]></category>
		<category><![CDATA[Kamil Baczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Kołysanka o zakopanej broni]]></category>
		<category><![CDATA[kpt. Nałęcz]]></category>
		<category><![CDATA[Krystyna Krahelska]]></category>
		<category><![CDATA[Kujawiaczek partyzancki]]></category>
		<category><![CDATA[Marek Zaleski]]></category>
		<category><![CDATA[marsz]]></category>
		<category><![CDATA[Marsz Mokotowa]]></category>
		<category><![CDATA[Maszeruje pluton]]></category>
		<category><![CDATA[Mała dziewczyna z AK]]></category>
		<category><![CDATA[Mieczysław Fogg]]></category>
		<category><![CDATA[Mirosław Jezierski]]></category>
		<category><![CDATA[Na nowe drogi]]></category>
		<category><![CDATA[Pałacyk Michla]]></category>
		<category><![CDATA[pchor. Ziutek]]></category>
		<category><![CDATA[pdch. Krzysztof]]></category>
		<category><![CDATA[piosenka Dorota]]></category>
		<category><![CDATA[piosenka Natalia]]></category>
		<category><![CDATA[piosenki powstańcze]]></category>
		<category><![CDATA[powstanie warszawskie]]></category>
		<category><![CDATA[Sanitariuszka Małgorzata]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Ryszard Dobrowolski]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Gajcy]]></category>
		<category><![CDATA[Wacław Bojarski]]></category>
		<category><![CDATA[Warszawskie Dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[Witold Rowicki]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Adrjański]]></category>
		<category><![CDATA[Złota księga pieśni polskich]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1471</guid>
		<description><![CDATA[O Powstaniu Warszawskim napisano bardzo dużo, a może i wszystko? Ja przedstawię powstanie w odmienny sposób. Sięgnęłam do książki Zbigniewa Adrjańskiego Pt. „Złota Księga Pieśni Polskich” Wydawnictwa Bellona, Warszawa 2010, ponieważ chcę przedstawić Powstanie Warszawskie poprzez piosenki śpiewane przez młodych walczących ludzi, których do walki gnała wiara w zwycięstwo. Nie jest moim zamiarem omawianie powstania [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1487" title="Pomnik Małego Powstańca fot.J.Ślawska Szalewicz" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-008-225x300.jpg" alt="Pomnik Małego Powstańca fot.J.Ślawska Szalewicz" width="225" height="300" />O Powstaniu Warszawskim napisano bardzo dużo, a może i wszystko? Ja przedstawię powstanie w odmienny sposób. Sięgnęłam do książki Zbigniewa Adrjańskiego Pt. „Złota Księga Pieśni Polskich” Wydawnictwa Bellona, Warszawa 2010, ponieważ chcę przedstawić Powstanie Warszawskie poprzez piosenki śpiewane przez młodych walczących ludzi, których do walki gnała wiara w zwycięstwo. Nie jest moim zamiarem omawianie powstania dzień po dniu, ulica po ulicy, walk toczonych, analizowania taktyki, ustawienia barykad i założeń Kedywu, nazw poszczególnych oddziałów biorących w nim udział. Nie, nie, moim zamysłem jest pokazanie młodości, wiary w zwycięstwo i bezsilności walczących, ale prawdziwym bohaterem tego wpisu będą piosenki. Zapraszam:</p>
<p>„…1 sierpnia 1944 r. Pierwszy dzień powstania warszawskiego. Pierwszy dzień nadziei i klęski. 43 młodych ludzi z 3. szwadronu ułanów dywizjonu „Jeleń” zrywa się do ataku na Belweder. Odrzuca ich ogień nieprzyjaciela. Chcą atakować gmach Gestapo w Al. Szucha. Znowu liczne straty. Atakują zatem redakcję niemieckiej gadzinówki przy rogu Marszałkowskiej i Polnej. <img class="alignright size-medium wp-image-1488" title="Pomnik Powstania Warszawskiego fot.J.Ślawska Szalewicz " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-001-300x225.jpg" alt="Pomnik Powstania Warszawskiego fot.J.Ślawska Szalewicz " width="300" height="225" />Jeszcze jedna nieudana „szarża”. Leżą potem w chwastach Pola Mokotowskiego, ostrzeliwują się Niemcom. Wśród tych wciśniętych w ziemię „ułanów” dziewczyna. To łączniczka. Krystyna Krahelska. O Krahelskiej nie śpiewa się piosenek. To ona śpiewa innym własne i powszechnie znane utwory:<em> Hej chłopcy bagnet na broń, Kujawiaczka partyzanckiego, Kołysankę o zakopanej broni.</em></p>
<p>W tym jednak szwadronie, który fason ma kawaleryjski i fantazję junacką K. Krahelska „Danuta” wszystkich onieśmiela. Już za życia ma sławę i legendę. To właśnie jej rysy twarzy i popiersie wyrzeźbiła Ludwika Nitschowa w pomniku Warszawskiej Syreny nad Wisłą. Nadal gorączkowo terkoczą karabiny maszynowe w stronę zdziesiątkowanych powstańców na skraju ulicy Polnej. Jeden z nich dostaje postrzał w głowę. Legendarna już „Danuta” podnosi się i biegnie mu na pomoc. Pada po chwili ugodzona trzema kulami w płuca.</p>
<p><em>Hej chłopcy, bagnet na broń<br />
</em><em>Bo kto wie, czy na jutro, pojutrze czy dziś<br />
</em><em>Przyjdzie rozkaz, że już, że już trzeba nam iść…</em></p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1489" title="Cm. Wojskowy na Woli fot.J.Ślawska Szalewicz" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-012-300x225.jpg" alt="Cm. Wojskowy na Woli fot.J.Ślawska Szalewicz" width="300" height="225" />Już nigdzie z nami nie pójdzie ta bohaterska łączniczka, sanitariuszka i autorka najpiękniejszych pieśni Polski Podziemnej. Cztery dni później! Pałac Blanka, 4 sierpnia, czwarty dzień powstania. Jest tu kilku chłopców z batalionu „Parasol” zaplatanych tu przypadkowo. Mieli dotrzeć do swego batalionu na Wolę, nie zdążyli jednak. Dowodzi nimi pdch. „Krzysztof” –Kamil Baczyński. Widok mają na Śródmieście i Starówkę wspaniały. Atmosfera dobra. Trochę niepokoją Niemcy, którzy wypatrzyli posterunek i strzelają do nich zaciekle. Wreszcie ogień czołgów zmusza ich do zejścia na pierwsze piętro. Tu z narożnego okna pchor. „Krzysztof” ostrzeliwuje się niemieckim snajperom. Nagle zatacza się, pada, obficie broczy krwią. Coś jeszcze usiłuje bezładnie mówić o żonie Basi i matce. Umiera. Nikt właściwie jeszcze nie wie, że pchor. „Krzysztof” to jeden z największych poetów Podziemnej Polski. To później Jerzy Zagórski zatytułuje swój szkic o nim alarmistycznym tytułem <em>Śmierć Słowackiego. </em>To jeszcze później tę zaszczytną analogię z „wielkim Juliuszem” potwierdzi wielu krytyków i poetów. Na razie podkomendni „Krzysztofa” wiedzą, że jest on autorem piosenki o Barbarze i beztroskiego utworu <em> Maszeruje pluton… </em>Żołnierski pogrzeb poety, na dziedzińcu pobliskiego Ratusza. Kilka osób, parę desek. Ktoś usiłuje śpiewać:</p>
<p><em>Maszeruje pluton przez zielony las<br />
</em><em>Uśmiechnięta wolność naprzód wiedzie nas…</em></p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1490" title="Pomnik Powstania Warszawskiego" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-004-300x225.jpg" alt="Pomnik Powstania Warszawskiego" width="300" height="225" />Milknie jednak. Piosenka ta wydaje się niestosowna. Wokół powaga, dymy, odgłosy detonacji. Ujadanie cekaemów. W kilka dni później umiera w szpitalu, o parę ulic dalej Barbara Drabczyńska-Baczyńska. Żona „Krzysztofa” Kamila. Umiera trafiona odłamkiem w głowę. O śmierci męża nic nie wie. Ale umierając ściska w ręku tomik jego wierszy otwarty na stronie, gdzie widnieją słowa:</p>
<p><em>Wołam cię obcy człowieku,<br />
</em><em>Co kości odkopiesz białe,<br />
</em><em>Kiedy wystygną już boje<br />
</em><em>Szkielet mój będziesz miał w ręku…<br />
</em><em>Sztandar Ojczyzny mojej.</em></p>
<p>W dwa tygodnie później, na Starym Mieście przy ulicy Przejazd, gdzie mieściła się słynna reduta powstańcza kpt. „Nałęcza”, ginie Tadeusz Gajcy. Wielki rywal Baczyńskiego do poetyckiej sławy największego poety konspiracji. Autor piosenki <em>Na nowe drogi:</em></p>
<p><em>Żegnaj sielska młodości,<br />
</em><em>Żegnajcie beztroskie dni,<br />
</em><em>Nam wysoki zaśpiewa pocisk<br />
</em><em>I żelazne będą sny</em></p>
<p>Jeszcze później chłopcy z „Parasola” dźwigają kanałami z Placu Krasińskich do Śródmieścia swego bohaterskiego dowódcę pchor. „Ziutka” – Józefa <img class="alignright size-medium wp-image-1491" title="Pomnik Polegli Niepokonani fot.J.Ślawska Szalewicz" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-017-300x225.jpg" alt="Pomnik Polegli Niepokonani fot.J.Ślawska Szalewicz" width="300" height="225" />Szczepańskiego. Pieśniarza batalionu „Parasol”, autora buńczucznej śpiewki <em>Pałacyk Michla.</em> Podchorąży „Ziutek”  zrobił w ciągu miesiąca karierę nie mniejsza niż jego utwór. Z dowódcy drużyny na Woli, został zastępcą dowódcy kompanii. Później dowodzi resztkami wykrwawionego batalionu na Starym Mieście. Tu usiłuje jeszcze dodać wszystkim odwagi nowa piosenką:</p>
<p><em>Godłem nam Biały Ptak,<br />
</em><em>A parasol to znak<br />
</em><em>Naszym hasłem piosenka szturmowa.<br />
</em><em>Pośród bomb, huku dział,<br />
</em><em>Oddział stoi jak stał,<br />
</em><em>Chociaż chłopców zginęła połowa.</em></p>
<p>Wreszcie wynoszą go z kanałów w broniącym się jeszcze Śródmieściu. „Ziutek” żyje jednak tylko kilka godzin. Właśnie Mieczysław Fogg śpiewa w Alejach Ujazdowskich:</p>
<p><em>Pałacyk Michla, Żytnia, Wola<br />
</em><em>bronią się chłopcy spod „Parasola”… </em></p>
<p>„Ziutek” już tego nie słyszy. Zresztą wszystko, co jest w tekście tej pieśni, wydaje się nieaktualne. Czy dalej trzeba mnożyć te tragiczne metryki do pieśni? Przecież i tak &#8211; tak ślepo, tak bezgranicznie je kochamy. Śpiewając konspiracyjne piosenki, czy zastanawiamy się nad tym, kto je napisał i kiedy. Nie szukamy nazwisk poetów i kompozytorów. Nie staramy się chwalić wiedzą i erudycją na temat twórców tego repertuaru. Szukamy natomiast zamkniętego w tych tekstach i melodiach nastroju. Żadna ze znanych pieśni tego okresu nie ma wielkich ambicji hymnicznych, politycznych, programowych. Może tylko napisany w przededniu powstania marsz <em>Warszawskie Dzieci </em> Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego wyróżnia się spiżowym tonem. Powstanie warszawskie rodzi dwie znane piosenki, które rozbrzmiewają na szańcach Woli i barykadach Mokotowa. Są to <em>Pałacyk Michla</em> oraz <em>Marsz Mokotowa.</em> Reszta utworów powstaje w różnym czasie. Są to piosenki pisane według pewnego żołnierskiego schematu. O ukochanej <img class="alignright size-medium wp-image-1492" title="Cm.Wojskowy na Woli" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-021-300x225.jpg" alt="Cm.Wojskowy na Woli" width="300" height="225" />dziewczynie i rozstaniu. O ćwiczeniach i marszach w leśnych podchorążówkach. O konieczności walki z wrogiem i poświęceniu dla Ojczyzny. Przy czym słowo „Ojczyzna” nie jest tu zbytnio nadużywane. Piosenka ta jest programowo wyciszona i niepatetyczna. Nie grzmi wielkimi słowami. Lubi humor i śmiech przez łzy! Nawet Baczyński i Gajcy piszą świadomie takie właśnie zwykłe bezpretensjonalne i pogodne utwory. Tragicznych spraw i wydarzeń jest wokół takie mnóstwo. Zadaniem piosenki tego okresu jest nie deprymować, lecz mobilizować do walki, łagodzić, rozładowywać dramaty…”.</p>
<p><strong><em>Warszawskie dzieci</em></strong></p>
<p>Słowa Ryszard Dobrowolski „Goliard”, Muzyka Andrzej Panufnik  </p>
<p><em>Nie złamie wolnych żadna klęska<br />
</em><em>Nie strwoży śmiałych żaden trud,<br />
</em><em>Pójdziemy razem do zwycięstwa,<br />
</em><em>Gdy ramię w ramię stanie lud.<br />
</em><em>Warszawskie dzieci pójdziemy w bój,<br />
</em><em>Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!<br />
</em><em>Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,<br />
</em><em>Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem  wrogom gniew! </em><em> <br />
</em><em>Powiśle, Wola i Mokotów,<br />
</em><em>Ulica każda, każdy dom,<br />
</em><em>Gdy padnie pierwszy strzał bądź gotów,<br />
</em><em>Jak w ręku Boga złoty grom.<br />
</em><em>Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój</em>…  <br />
<em>Od piły, dłuta młota, kielni,<br />
</em><em>Stolico, synów swoich sław,<br />
</em><em>Że stoją wraz przy Tobie wierni<br />
</em><em>Na straży swych żelaznych praw<br />
</em><em>Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój… </em><em> <br />
</em><em>Poległym chwała, wolność żywym,<br />
</em><em>Niech płynie niebo dumny śpiew,<br />
</em><em>Wierzymy, że nam Sprawiedliwy,<br />
</em><em>Odpłaci za przelaną krew.<br />
</em><em>Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój… </em><em> </em></p>
<p>Autorem tekstu jest wybitny poeta i pisarz Stanisław Ryszard Dobrowolski (1907-1985). Napisał go 4 lipca 1944 r. i zaraz opublikował w konspiracyjnym piśmie „Demokrata”. ST.R. Dobrowolski brał czynny udział w konspiracji od 1942 r. Kierował sekcją literacką przy KG AK, inspirując wielu autorów, poetów kompozytorów do uprawiania twórczości patriotycznej w dziedzinie pieśni i piosenki. Muzykę pisali wybitni kompozytorzy, m.in. W. Lutosławski, organista Andrzej Panufnik (1914-1991), Bronisław Rutkowski, dyrygent Olgierd Straszyński, pianista Jan Ekier (autor Szturmówki), pianista Jan Markowski (autor <em>Marszu Mokotowa</em>). Autor muzyki Warszawskie dzieci Andrzej Panufnik, od roku 1953 przebywający za granicą, należy do grona najwybitniejszych współczesnych <img class="alignright size-medium wp-image-1493" title="Cm.Wojskowy na Woli" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-014-300x225.jpg" alt="Cm.Wojskowy na Woli" width="300" height="225" />kompozytorów polskich. Jego <em>Warszawskie dzieci</em> weszły na stałe do skarbca pieśni narodowych z okresu walki podziemnej z okupantem. I jeszcze jedna bardzo znana piosenka spopularyzowana onegdaj przez Mieczysława Fogga. Oto ona: </p>
<p><em><strong>Pałacyk Michla</strong> </em></p>
<p><em>Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,<br />
</em><em>Bronią jej chłopcy od „Parasola”,<br />
</em><em>Choć na „tygrysy” maja visy,<br />
</em><em>To warszawiaki, fajne chłopaki są.<br />
</em><em>Czuwaj wiaro i wytężaj słuch,<br />
</em><em>Pręż swój młody duch, pracując za dwóch!<br />
</em><em>Czuwaj wiaro i wytężaj słuch,<br />
</em><em>Pręż swój młody duch jak stal!<br />
</em><em>Każdy chłopaczek chce być ranny…<br />
</em><em>Sanitariuszki, morowe panny,<br />
</em><em>I gdy cię trafi kula jaka,<br />
</em><em>Poprosisz pannę da ci buziaka, hej!<br />
</em><em>Czuwaj wiaro i wytężaj słuch…<br />
</em><em>Z tyłu za linią dekowniki,<br />
</em><em>Intendentura, różne umrzyki,<br />
</em><em>Gotują zupę, czarna kawę-<br />
</em><em>I tym sposobem walczą za sprawę, hej!<br />
</em><em>Za to dowództwo jest morowe,<br />
</em><em>Bo w pierwszej linii nadstawia głowę<br />
</em><em>A najmorowszy z przełożonych<br />
</em><em>To jest nasz „Miecio w kółko golony”, hej!<br />
</em><em>Czuwaj wiaro i wytężaj słuch…<br />
</em><em>Wiara się bije, wiara śpiewa,<br />
</em><em>Szkopy się złoszczą, krew ich zalewa,<br />
</em><em>Różnych sposobów się imają<br />
</em><em>Co chwila „szafę” nam posuwają, hej!<br />
</em><em>Czuwaj wiaro i wytężaj słuch…<br />
</em><em>Lecz na nic szafa i granaty,<br />
</em><em>Za każdym razem dostają baty,<br />
</em><em>I co dzień się przybliża chwila,<br />
</em><em>Że zwyciężymy! I do cywila, hej!</em></p>
<p>Józef Szczepański i „Ziutek”, autor licznych piosenek harcerskich i powstańczych, był podchorążym w kompanii „Agat” batalionu „Parasol” AK. Ów wesoły, powszechnie lubiany młody człowiek nazywany był pieśniarzem „Parasola”. <em>Pałacyk Michla</em> napisał w pierwszych dniach powstania warszawskiego, w czasie, gdy pełnił służbę na terenie tytułowego obiektu przy ul. Żytniej w Warszawie. Piosenka podchwycili żołnierze „Parasola”. Muzykę do piosenki skomponował Józef Szczepański na motywach popularnej przed II wojną światową piosenki Nie damy Popradowej fali (nieznanego kompozytora). Józef Szczepański zginął w pierwszych dniach września 1944 r., w rejonie pałacu Krasińskich w Warszawie, gdzie dowodził, mimo ciężkich ran odniesionych wcześniej, resztkami batalionu „Parasol”. Wspomnianym w tekście piosenki „Mieciem w kółko golonym” był ppor. Antoni Sakowski, ranny w głowę w czasie walk na warszawskiej Woli, któremu trzeba było ogolić głowę przed założeniem opatrunku. Tak ta piosenka stała się kroniką powstańczych wydarzeń….„.  Wymienię jeszcze najpopularniejsze piosenki powstania warszawskiego, o których napisał pan Zbyszek Adrjański, a były to:</p>
<p>„Dorota”, słowa i muzyka Jarzy Dargiel „Henryk”, „Natalia” muzyka i słowa Wacław Bojarski, Marek Zaleski, „Maszeruje pluton” słowa Krzysztof Kamil Baczyński „Krzysztof”, muzyka Witold Rowicki, „Sanitariuszka Małgorzata” muzyka Jan Markowski „Krzysztof” słowa Mirosław Jezierski, „Mała dziewczynka z AK”, muzyka Jan Markowski „Krzysztof”, słowa Mirosław Jezierski „Karnisz”, ”, „Hej, chłopcy, bagnet na broń” muzyka i słowa Krystyna Krahelska „Danuta”.</p>
<p>Autorom piosenek nie stawia się pomników. Przywilej ten zastrzeżony jest dla wielkich twórców i poetów. Ale jest w Warszawie nad Wisłą pomnik pół- kobiety, pół-ryby, który jest herbem miasta, czymś rodzaju pomnika autorki piosenek. Stało się to przypadkowo! Do rzeźby Warszawskiej Syrenki Ludwice Nitschowej pozowała na krótko przed wybuchem II wojny światowej młoda i urodziwa absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego <img class="alignright size-medium wp-image-1496" title="Pomnik polegli Niepokonani rozcięta Syrenka Warszawska" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/powstanie-wwskie-020-300x225.jpg" alt="Pomnik polegli Niepokonani rozcięta Syrenka Warszawska" width="300" height="225" />Krystyna Krahelska. Krahelska, dziewczyna zresztą rodem znad Prypeci, obdarzona pięknym głosem, muzykalnością i talentem poetyckim, w konspiracji była łączniczką pułku „Baszta” AK, później sanitariuszką w I plutonie trzeciego szwadronu dywizjonu „Jeleń”, 7. Pułku ułanów AK. Pisywała wiersze i piosenki (jej tomik <em>Smutna rzeka </em>ukazał się dopiero w Londynie, w roku 1964). Piosenkę „Hej, chłopcy, bagnet na broń” napisała prawdopodobnie w 1942 r. Opublikowano ją 20 listopada 1943 r. na łamach wychodzącego w Warszawie podziemnego dwutygodnika harcerskiego „Bądź gotów” i natychmiast podchwycili ją żołnierze AK i BCh w całym kraju. Zginęła w czasie Powstania Warszawskiego na ulicy Polnej w natarciu na tzw. Dom Prasy przy ul. Marszałkowskiej 3/5, trafiona trzema kulami prawe płuco. Los zrządził, że jej popiersie nad Wisłą w czasie Powstania zostało również trzykrotnie przestrzelone. Czy jest na świecie pomnik, który ma bardziej wymowną i wzruszającą historię?&#8230;”.  </p>
<p>Gdyby ktoś z Państwa był zainteresowany większa ilością szczegółowych informacji dotyczących polskich piosenek Powstania Warszawskiego, ( ale nie tylko) polecam książkę „Złota Księga Pieśni Polskich” autorstwa Zbigniewa Adrjańskiego, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/warszawskie-dzieci-pojdziemy-w-boj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>47</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasza podróż do Chin cz. IV</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-podroz-do-chin-cz-iv/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-podroz-do-chin-cz-iv/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Jul 2010 21:04:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Przepisy kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[Chiny]]></category>
		<category><![CDATA[Czangdu]]></category>
		<category><![CDATA[medycyna chińska]]></category>
		<category><![CDATA[orzeszki słodko-ostre]]></category>
		<category><![CDATA[orzeszki ziemne prażone na patelni]]></category>
		<category><![CDATA[panda]]></category>
		<category><![CDATA[Polski Związek Badmintona]]></category>
		<category><![CDATA[Syczuan]]></category>
		<category><![CDATA[Wuhan]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=1461</guid>
		<description><![CDATA[8 stycznia 1986 r.  
Budzenie niechcący organizuje nam Zosia. Przyszła po suszarkę. O 9.15 wychodzimy z hotelu, zabierając bagaże. Śniadanie składa się z ciasta biszkoptowego, racuszków z miodem, omletu z szynką, mleka i kawy. Jedziemy do parku Rejon Kwiatów i Strumieni. Rozciąga się tam ładny widok na góry o tej samej nazwie. Po zwiedzaniu parku przychodzi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-1463" title="Rysiek, Andrzej, ja" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/Rysiek-Andrzej-ja-300x124.jpg" alt="Rysiek, Andrzej, ja" width="300" height="124" />8 stycznia 1986 r.  </p>
<p>Budzenie niechcący organizuje nam Zosia. Przyszła po suszarkę. O 9.15 wychodzimy z hotelu, zabierając bagaże. Śniadanie składa się z ciasta biszkoptowego, racuszków z miodem, omletu z szynką, mleka i kawy. Jedziemy do parku Rejon Kwiatów i Strumieni. Rozciąga się tam ładny widok na góry o tej samej nazwie. Po zwiedzaniu parku przychodzi czas na pożegnalny obiad z władzami Quiyang. Czekamy w sali odpoczynku: cztery kanapy, 9 foteli, wszystko w kolorze khaki, przystrojone serwetkami. Popijamy herbatę jaśminową. Z Ryśkiem omawiamy sprawę upominków na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy. W kwietniu 1987 r. mamy je zorganizować w Warszawie. Wymyślamy pulowerki w kolorze czerwonym z napisem „badminton”. A może jednak z gackiem? To nasza związkowa maskotka zaprojektowana przez projektanta S. Niedźwiedzkiego. Rozmawiamy o lotach, jakie czekają nas jeszcze w Chinach. Poproszono nas, abyśmy po raz ostatni zatańczyli z zawodnikami i zawodniczkami chińskimi. Taka nauka tańca bardzo przypadła im do gustu. Nasi są też zainteresowani, więc atmosfera jest sympatyczna. Tańczymy w pełnym słońcu, przy muzyce płynącej z radiomagnetofonów zamontowanych w samochodach, taśmy są nasze. Przyjeżdża <img class="alignright size-medium wp-image-1464" title="pożegnanie Quiyang" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/pożegn-Quiyanj-300x203.jpg" alt="pożegnanie Quiyang" width="300" height="203" />przewodniczący Komitetu Badmintona, idziemy razem na obiad. Jak zwykle toast za przyjaźń. Podano przekąski: orzeszki, czarne jajo, miniaturowe rybki: sion, mątwa, bidi, miniaturowe frytki, czarną kurę cygna na ostro, kiełbasę słodką, pędy podobne do pora, rybę lijna (podobną do karpia), ryż, makaron i zupę. Uczymy się czegoś nowego – otóż czarne pałeczki służą do podawania innym. Tylko gospodarze mogą nakładać potrawy. Ciekawostka sportowa: pan przewodniczący był mistrzem świata w tenisie stołowym. Startował w zawodach w latach: 1961, 1963, 1965. Wtedy był taki zwyczaj, że mistrzowie świata byli nominowani na najwyższe stanowiska w sporcie. Wznosimy toasty kampei, bambei, małtai i piwem. My z Ryśkiem nieodmiennie to samo. Na zakończenie upominki – wyroby z korka w szklanej witrynce z podwójnym znakiem szczęścia (upominek ten do dzisiaj stoi w Polskim Związku Badmintona, aby szczęście naszego związku nie opuszczało). Każdy otrzymuje piękny album z kolorowymi zdjęciami. Pożegnanie bardzo miłe. My też wręczamy upominki, a później całą ekipą polsko-chińską udajemy się na lotnisko. Krótka odprawa na lotnisku, przejście przez bramkę. Jurek dzwoni wszystkim, co ma, wraca kilka razy, w końcu idziemy do samolotu. Pożegnaniom nie ma końca, jeszcze ze schodów machamy do siebie. Żegnaj Qijyang, żegnaj Guizhou. Smutno, że odlatujemy od tych niezwykle serdecznych ludzi, którzy bardzo chcieli nas ugościć i przychylali nam nieba, a mandarynek każdy z nas zjadł chyba po 20 kilogramów w czasie tego krótkiego pobytu. Lecimy Iłem 18, lot trwa półtorej godziny. Lądowanie około godz. 17.30 i od razu wpadamy w ramiona całej chińskiej ekipy z Czangdu, zawodników i organizatorów. Bagaże jadą osobno i spotykamy się z nimi dopiero w hotelu o standardzie naszej Victorii. Ale, ale przecież nie powiedziałam, że Czangdu jest stolicą prowincji Syczuan, która liczy 100 mln mieszkańców. Jest to najbogatsza prowincja w tym czasie w Chinach i rzeczywiście to <img class="alignright size-medium wp-image-1465" title="ekipa polska" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/ekipa-polska-300x205.jpg" alt="ekipa polska" width="300" height="205" />widać. Choć jest styczeń, wszędzie zielono na polach, zbiory sałaty i kapusty, nie widać lepianek tylko bloki, domy, szerokie jezdnie. Widać, że ludziom wiedzie się lepiej. Mieszkamy w najlepszym hotelu w mieście. Wszędzie znajdują się lampy z regulacją natężenia światła (dla nas nowość). Do poszczególnych drzwi dzwonimy gongiem, piękne zasłony, zegary elektroniczne, dywany i piękne łazienki wyłożone beżowym marmurem z ogromnymi lustrami i kompletem pięknych beżowych ręczników. W dobie naszego obskurantyzmu jawi nam się to wyposażenie, jako bardzo ekskluzywne i czujemy się w związku z tym bardzo wyróżnieni. Po prostu wielki świat, na który ani zawodników, ani nas nigdy nie było stać. Nasze wyjazdy na zawody organizowałam w sposób najtańszy, przejazdy pociągami, hotele minimalnie wyposażone, aby tylko było łóżko, jakaś łazienka i tyle. A tu taki luksus! Zwyczajem azjatyckim pan prezydent zawsze przodem, potem ja jako druga ważna osoba w delegacji &#8211; jakoś muszę to przeżyć – nie zawsze tak jest, ale tu obowiązuje protokół dyplomatyczny, ok. Omawiamy program naszego pobytu. Oczywiście na pierwszy ogień idzie to, o czym marzyliśmy – obiad powitalny! Jeszcze nie zdążyliśmy strawić obiadu pożegnalnego, a tu taka niespodzianka! Kolacja powitalna o godz. 20.00. Jola śmieje się do nas, bo właśnie o tym rozmawialiśmy podczas lotu. Mieszkam razem z Bożenką Siemieniec. Korzystam z jej uprzejmości i prasujemy sobie spódnice i bluzki na wieczorną uroczystość. Szybki prysznic, zmiany garderoby i gotowi jesteśmy na spotkanie z chińskimi władzami sportowymi i administracyjnymi oraz pyszną syczuańską kuchnią. Oto menu obiadu powitalnego:</p>
<p>Przekąski: wołowina, rybki, kapusta pekińska (sparzona, polana sosem troszkę kwaśnym i troszkę ostrym), bambus z warzywami korzeniowymi, orzeszki smażone z ziarnem sezamowym, paski kurczaka, drzewo (potrawa skomponowana w kształcie z drzewa), szpinak, zając na ostro, makaron na ostro &#8211; specjalność kuchni Czangdu, bardzo dobre jajka gołębie, szparagi, pierożki, zupa z bambusa i kurczaka, kaczka w pięciu smakach, wołowina na ciepło, ryba, paszteciki mięsno-warzywne, bambus z nadzieniem, sezamki (nie jadłam ich, bo poszłam po proporczyki), ryba na ostro, pierożki w słodkiej zupie, kartofle na ostro, zupa z kapustą, pomarańcze. W przerwie przyjęcia otrzymujemy starca zdrowia pięknie wyhaftowanego na jedwabiu, a zawodnicy otrzymują w prezencie szaliki z pandą. Nasi zawodnicy siedzą przy trzech okrągłych stołach razem z reprezentacją Syczuanu. Pan przewodniczący Związku Badmintona tej prowincji zjada obiad w czapce, a co mu nie smakuje, wyrzuca na podłogę. Hmmmmmmmm, muszę ważać, aby nie spadł mi kawałek nielubianej potrawy na spódnicę. O 22.00 koniec przyjemności, idziemy do pokojów. Po takim smakowitym obiedzie wieczornym w pokoju biorę raphacholin i boldaloinę, bo bez tego nie byłoby możliwe dobre trawienie. Wszystko pyszne, tylko ile można zjeść jednego dnia? Siedzę i piszę, porządkuję notatki. O 7.00 rano telefon, pora wstawać, u nas 24.00, a ja nie mogę się przestawić na miejscowy czas.  </p>
<p>9 stycznia 1986 r.  </p>
<p>Śniadanie o 7.30 – czysto chińskie, omlet z grzybami, zupa ryżowa gotowana na wodzie, ostre paseczki mięsa z papryką, kaczka, kapusta z mięsem, bułki na parze, ciastka sezamowe, kawa, herbata. Trochę jemy – tak przez grzeczność. Pochłaniam ze trzy kawy, zawodnicy rozmawiają o czekającym treningu, na który wyruszamy bezpośrednio po śniadaniu.  Trening o 8.30 – ćwiczymy razem z zawodnikami chińskimi. Na Sali bardzo zimno, od 0 do 3 stopni. Hala oczywiście nie nieogrzewana. Naciągi lecą jeden po drugim, czeka nas ogrom pracy w hotelu z ich naprawą. Dla wyjaśnienia podaję, że rakietka do badmintona jest mocno naciągnięta w zależności od typu budowy zawodnika oraz w jakiej grze występuje. Jeżeli na sali jest zimno, uderzenie lotki powoduje bardzo szybko zerwanie jednej lub dwóch żyłek naciągu, stąd konieczność reperacji. Każdy zawodnik ma swoje przyrządy do naciągania i nigdy się z nimi nie rozstaje. (Dzisiaj na zawodach wystarczy rakietkę oddać do serwisu i za dwie godziny jest pięknie naciągnięta, w dodatku jak podasz siłę, z jaką należy naciągnąć to tak będzie naciągnięta a każdy zawodnik ma od 7 do 9 rakietek. Wtedy mieliśmy dwie-trzy i też bardzo się cieszyliśmy, że posiadamy aż tyle, a nie jedną dla każdego zawodnika). Trening trwa, Jurek robi notatki i rysunki, my zaś z Jolą, która tak naprawdę nazywa się Szi Pin czyli pokój światu, idziemy do miasta.   Osobny temat to kierowcy i rowery na ulicy. Każdy jeździ jak chce, każdy ma swoje własne przepisy i wymusza ich respektowanie przez innych. Nie powiem, jest to karkołomne zdanie. Ciągłe linie są namalowane, aby jeździć po nich w każda stronę, jazda wieczorna jest najlepsza, jeździmy samochodami na światłach postojowych, aby w razie czego włączyć długie, gdyby się okazało, że nie za bardzo widzimy i pełne oślepienie jadących z naprzeciwka. Każdy trąbi, kakofonia dźwięków łączy się w ton wielkiej, ulicznej, rozhasanej orkiestry. Z hotelu na halę jedziemy 20 minut. Hala jest wybudowana na terenie garnizonu, więc wszędzie, nawet w wc jest czyściutko, pachnąco wraz z ręcznikami. Shi Pin podaje przewidywaną naszą trasę po Chinach, która obejmuje: Pekin – Quijang: 1600 km, Quijang – Chengdu: 800 km, Chengdu – Wuhan: 1887 km, Wuhan – Changsha: 358 km, Changsha – Pekin: 1587 km. Razem: 6232 km.  </p>
<p><img class="alignright size-medium wp-image-1466" title="pandy i my" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2010/07/pandy-i-my-300x211.jpg" alt="pandy i my" width="300" height="211" />Trening kończymy przed pierwszą, aby jak najszybciej przyjechać na obiad, ponieważ po obiedzie mamy jechać do zoo zobaczyć pandy. Oglądanie pand to nie lada atrakcja. Z reporterskiej ciekawości notuję dania obiadowe, a więc: orzeszki, korzenie, szpinak, ostro-słodki kurczak, bambus, wołowina, zupa ze szpinakiem, ryż smażony, rozmaitości cebuli pekińskiej z mięsem, bułki na parze, piwo i cola. Wyjazd do zoo następuje bezpośrednio po obiedzie. Pandy żyją tylko w  prowincji Syczuan. Ogród zoologiczny jest bardzo ciekawy ze wględu na ilość i różne gatunki ptaków oraz pandy. Kupujemy maskotki, każdy dla kogoś z rodziny, są to o dziwo miśki panda…. Odjeżdżamy, aby za chwilę wylądować w manufakturze bambusowej, gdzie z nitek bambusa robione są różne rzeczy, takie jak maty na ścianę, pałeczki, bambusowe obrusy. Wpadamy jeszcze na krótko do domu towarowego, gdzie wszyscy zaopatrują się w chińskie buty wykonane ze sztruksu na gumowej podeszwie. Są bardzo dobre do chodzenia po hali, nogi w nich po każdej solidnej porcji treningu znakomicie odpoczywają.  W międzyczasie Shi Pin podaje mi przepis na <strong>orzeszki ziemne prażone na patelni</strong> (w ten sam sposób można prażyć pestki słonecznika). Cały czas podjada orzeszki, budząc tym samym  moje zainteresowanie, stąd mam ten właśnie przepis.  </p>
<p>Składniki: olej i patelnia oraz orzeszki ziemne.<strong> </strong></p>
<p>Wykonanie – rozgrzewamy patelnię, sypiemy orzeszki i mieszamy, aby się nie przypaliły, odstawiamy, aby wystygło i oto cała robota, proste, a jakie smaczne i zdrowe.  Shi Pin – Jola podaje mi również przepis na <strong>orzeszki słodko-ostre</strong>: Do gotującej się wody dodajemy przyprawę 5 smaków (można dostać już w supermarketach), wkładamy orzeszki na 5 minut do wody, po obgotowaniu wyjmujemy partiami na sitko. W małej miseczce przygotowujemy sól, cukier, troszkę wody, dodajemy papryczki ostre drobno posiekane (bez pestek), przekładamy na patelnię, smażymy, dodajemy orzeszki i „prażymy”, gdy orzeszki są mokre, zwiększamy ogień do wyparowania wody, następnie zmniejszamy i prażymy uważając, aby nie spalić.  </p>
<p>Już 23.00. Bożenka śpi, a ja piszę, robię notatki i cieszę się, że nasza reprezentacja jest taka dojrzała w zachowaniu i wypowiedziach. To miłe i znacznie ułatwia nam wspólne życie. Rano pobudka o 7.00. Pół godziny później śniadanie i na trening. Jutro o 19.00 gramy mecz. Zobaczymy, co będzie. Dzisiaj Bronek na treningu wygrał dwa pojedynki. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, to znaczy, że można wygrywać z Chińczykami. Są silni, to fakt, ale przecież też są zawodnikami, nie są maszynami do odbijania lotek. To pierwsze jaskółki zwiastujące wiosnę, a to znaczy, że nasza praca nie idzie na marne, że wiemy już, choć trochę, na czym polega ich trening, że być może kiedyś…  Czangdu   leży na wysokości 2400 m n.p.m. – wysoko. Na takich wysokościach trenują nasi lekkoatleci w Fount Romeu. Rysiek zarządza na jutro śniadanie kontynentalne. Zamawiam u Joli, u której dodatkowo wymieniam dolary na Juany. Zawodnicy proszą o zrobienie im zakupów: butów, serwetek i innych drobiazgów. Na ulicy obserwuję kobiety i stwierdzam, że moda wszędzie jest podobna. Swetry, spodnie, kurtki i zielone płaszcze z brązowymi kołnierzami, czy ładne to? Raczej nie, za to ciepłe i wygodne. No i wszędzie rowery, bardzo dużo rowerów. Treningi pochłaniają nam lwią część czasu, ale nikt się nie skarży, przecież przyjechaliśmy się uczyć, uczyć, uczyć no i chcemy coś z tego zabrać ze sobą do domu, dlatego drugi trener notuje, bo kamery jeszcze się nie dorobiliśmy. Atmosfera w Czangdu daleka jest od serdeczności Quiyng. Jest równo i sztywno, jakby to powiedzieli zawodnicy: jest decha. Jesteśmy w Chinach, w stolicy najbogatszej prowincji. Po cichu rozmawiam z Jolą, że marzę o odwiedzeniu lekarza medycyny naturalnej. Okazuje się, że nie jest to wcale skomplikowany temat i po godzinie siedzę przed wiekowym staruszkiem. Dobrze, że Jola jest tłumaczką. Po badaniach okazuje się, że jestem chora i powinnam używać chińskich ziół. Pewnie wie, co mówi, choć ja nie czuję żadnej choroby. W aptece, takiej sprzed wieków, wykupujemy nasze lekarstwa, a wygląda to tak, jak na jakimś filmie z okresu średniowiecza. Pani otwiera jakąś szkatułkę i wybiera trzy sztuki czegoś, następnie bierze z półki coś i do tego czegoś dokłada, z kolejnego słoja coś następnego, aż robi się sterta, wtedy stwierdza, że to już wszystko, instruuje Jolę jak się tego używa i koniec. W międzyczasie robimy też króciutki rekonesans, co i gdzie można kupić, aby nikt nie tracił cennego czasu. Poznaliśmy miejsca, gdzie przywieziemy zawodników, aby kupili drobne upominki do domów.  Wracamy na halę i do hotelu na kolację, ponieważ gramy mecz. Kolacja jest zamówiona na godzinę 17.00. Podają nam ryż, zupę ze szpinakiem, warzywa korzeniowe, ostre potrawy, zapiekane krewetki, ogórki gotowane z rybą (nie smakują mi), bambus z rybą, bardzo ostre mięsko, rybę smażoną w cieście, colę dla zawodników i herbatę dla Zosi Żółtańskiej. W ogóle dzisiaj Zosia zaczęła narzekać na ból gardła, denerwuje się, bo albo minie po płukaniu, albo będziemy szukać lekarza, albo… albo… i tak to sobie trwa.  O 18.15 odjazd z hotelu na halę. Krótka rozmowa zawodników z trenerem kadry Ryśkiem Borkiem, ustalamy wejście i kolejność gier i zaczyna się otwarcie, poprawne, bez tej szczypty serca, jaka była w Quiyang. Mecz gramy w następujących zestawieniach:</p>
<p>Gra pojedyncza mężczyzn:<br />
Grzegorz Olchowik – XU Xino Lin    8/15, 0/15<br />
Jacek Hankiewicz – Zi Jian                8/15, 3/15</p>
<p>Gra pojedyncza kobiet:      <br />
Bożena Siemieniec – Yan Jian           11/2, 11/12, 11/6<br />
Ewa Wilman- Rusznica Yu               0/11, 0/11</p>
<p>Gra podwójna mężczyzn:     <br />
Olchowik/Hankiewicz –Wa Chi Sin/ Hu Xino Lin 1/15, 8/15<br />
Piotr Czekal/Brunon Rduch – Li Jan/Zhey Mao  15/18,15/17</p>
<p>Gra podwójna kobiet:          <br />
Siemieniec/ Żółtańska –Liang You /Chang Hang Yu 6/15, 4/15</p>
<p>Chiny – Polska 7:1. Po raz pierwszy w historii naszej dyscypliny Polka wygrywa mecz z Chinką. Radość wielka, a ja tracę na rzecz Bożenki moją żółtą koszulkę Victora. Wiele lat później, bedąc na Hali Arena Ursynów w Warszawie podczas Drużynowych Mistrzostw Europy. rozmawiam z Bożeną o naszej chińskiej przygodzie. Ona wspomina: a pamięta pani tę żółtą koszulkę Victora, którą dostałam od pani za wygrany mecz z Chinką? Oczywiście, koszulkę mam do dzisiaj, jest moim talizmanem, jest sprana, kolor już nie ten, ale jest zawsze ze mną. Mój Boże…  Po zakończonym meczu o 22.30 idziemy jeszcze na szybką kolację, na której serwują nam: ostrą potrawę (nie znam jej nazwy), pierożki, rybę w sosie pomidorowym, mięso z patyczkami (też nie wiem, co to?), Potrawę z płatków mięsa na ostro, szpinak z krewetkami, zupę warzywną, bambus i mięso z sezamem. Chyba po pierwszej idziemy spać. Pakujemy się szybciutko, prysznic, bo jutro pobudka o 7.40 i wyjazd do Wuhan.   </p>
<p>Cdn.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/nasza-podroz-do-chin-cz-iv/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
