<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Okiem Jadwigi</title>
	<atom:link href="http://www.okiemjadwigi.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.okiemjadwigi.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 14:16:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Ocalić od zapomnienia  Stadion X lecia</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/ocalic-od-zapomnienia-stadion-x-lecia/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/ocalic-od-zapomnienia-stadion-x-lecia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 06:13:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[adam cwalina]]></category>
		<category><![CDATA[budowa Stadionu Xlecia]]></category>
		<category><![CDATA[Damis]]></category>
		<category><![CDATA[Igrzyska Olimpijskie 2012 Londyn]]></category>
		<category><![CDATA[Jarmark Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Kamila Augustyn]]></category>
		<category><![CDATA[michał łogosz]]></category>
		<category><![CDATA[Nadia Zięba Kostiuczyk]]></category>
		<category><![CDATA[Narodowe Centrum Sportu]]></category>
		<category><![CDATA[Przemysław Wacha]]></category>
		<category><![CDATA[reprezentacja Polski w badmintonie na IO 2012]]></category>
		<category><![CDATA[robert mateusiak]]></category>
		<category><![CDATA[sentyemntalny Stadion X lecia]]></category>
		<category><![CDATA[spacery po starej Warszawie]]></category>
		<category><![CDATA[Stadion Narodowy]]></category>
		<category><![CDATA[Stadion X lecia pierwsza siedziba Polskiego Związku Badmintona]]></category>
		<category><![CDATA[Stadion X lecia wielki bazar]]></category>
		<category><![CDATA[Stadion X-lecia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=4098</guid>
		<description><![CDATA[Za mniej niż miesiąc rozpoczną się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012.  Dlatego dzisiaj zapraszam do odwiedzenia Stadionu X lecia obiektu, który przez 53 lata cieszył jednych martwił drugich, dla mnie zaś był miejscem z którym wiążą się wspomnienia najpierw dziecka, później podlotka zaś jeszcze później  czasy ściśle związane z moją pracą, badmintonem i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za mniej<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/EN_90129424_0009_640x0_rozmiar-niestandardowy1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4100" title="Stadion X lecia zdj z internetu Po prawej stronie obok boiska treningowego budynek biur " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/EN_90129424_0009_640x0_rozmiar-niestandardowy1-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a> niż miesiąc rozpoczną się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012.  Dlatego dzisiaj zapraszam do odwiedzenia Stadionu X lecia obiektu, który przez 53 lata cieszył jednych martwił drugich, dla mnie zaś był miejscem z którym wiążą się wspomnienia najpierw dziecka, później podlotka zaś jeszcze później  czasy ściśle związane z moją pracą, badmintonem i z siedzibą naszego biura na Stadionie. </p>
<p>Wróćmy do roku 1950 i moich  spacerów  po Warszawie gdy z ojcem przemierzałam zniszczoną Warszawę  trzymając go mocno za rękę. Miałam może pięć a może już sześć lat. Wtedy to  nasza trasa kończyła się na Muzeum Narodowym (najczęściej), Muzeum Wojska Polskiego, (sporadycznie), Królewskich Łazienkach lub Trakcie Królewskim, który wówczas jeszcze nie był tak piękny jak dzisiaj. Chodziliśmy bardzo dużo a ja chętnie, bo Tata opowiadał mi takie ładne  historie o Warszawie, która według niego  była bardzo piękna. Byłam bardzo zdziwiona, bo to na co ja patrzyłam  chodząc z ojcem to były ruiny, gruz i domy bez okien ze sterczącymi kikutami ścian. Dziwne to  były  historie o domu bez kantów na Krakowskim Przedmieściu, o Uniwersytecie gdzie podobno miałam w przyszłości uczyć się, a ja zagubiona w swoich myślach, patrząc na gruzy  niewiele rozumiałam. Jaki dom bez kantów<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/Jadzia-003.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4101" title="Jadzia lat pięć na trawniku przed Muzeum Narodowym rok 1950" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/Jadzia-003-224x300.jpg" alt="" width="224" height="300" /></a>, jaki Uniwersytet?  Wtedy niewiele z tych opowieści przemawiało do mojej dziecięcej wyobraźni, ale skoro mówił tato, trzeba było słuchać.  Kilka lat później w naszych wędrówkach przekroczyliśmy rzekę, Wisłę. Nawet  sobie nie wyobrażacie gdzie doszliśmy. Wielka, ogromna budowa. Widziałam samochody ciężarowe, które przywoziły gruz. Byliśmy w okolicy budowy stadionu. Tak powiedział ojciec, któremu trudno było nie wierzyć. Był rok 1954, ja dziewięcioletnia dama starałam się zrozumieć, dlaczego na tym wielkim stadionie ma być gruz. Później po powrocie do domu usłyszałam rozmowę rodziców i sprawa gruzu została wyjaśniona. Z Warszawy zwożono gruz, aby usypać koronę stadionu. To było moje pierwsze zetknięcie ze Stadionem.</p>
<p>W Internecie wyczytałam  „..Stadion Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego, bo tak brzmiała jego pełna nazwa powstał w 1955 r. jego otwarcie odbyło się 22 lipca a Stadion otrzymał nazwę, a jego ostateczny koniec nastąpił w 2008 r., kiedy rozpoczęto budowę w jego niecce Stadionu Narodowego.</p>
<p>Ten stadion do zmierzchu PRL pełnił rolę najbardziej reprezentacyjnego obiektu sportowego w kraju. Wybudowano go w niecały rok. To na nim odbywały się najważniejsze spotkania reprezentacji narodowej w piłce nożnej, finały Pucharu Polski, zawody lekkoatletyczne, czy Derby Warszawy. Jednak stadion pełnił nie tylko rolę sportową, był także miejscem propagandowych wieców i wydarzeń kulturalnych. Odbywały się tutaj zarówno Centralne Dożynki jak i koncerty muzyczne. Oficjalnie mieścił nieco ponad 70 tys. osób, ale na najważniejszych imprezach wypełniał go nawet 100 tys. tłum…” Stadion w latach &#8217;80 stopniowo upadał, gdyż jego remont okazał się zbyt kosztowny dla ówczesnych władz. Ostatecznie w 1989 r. wydzierżawiła go od władzy Warszawy firma DAMIS, która wykorzystywała go do celów handlowych. Tak powstał w koronie stadionu &#8222;Jarmark Europa&#8221; jeden z największych targów Europy. Dzierżawa zakończyła się w 2007 r. i nie została przedłużona, rok później trwała już budowa Stadionu Narodowego.</p>
<p>Stadion budził wiele kontrowersji, i chociaż dzisiaj nie istnieje do tej pory wzbudza emocje. Starsi ludzie pamiętają, jako arenę spektakularnych wydarzeń sportowych. W świadomości młodych funkcjonuje, jako gigantyczny bazar…” Jednak Stadion, który został w 2008 r zrównany z ziemią staje się powoli prawdziwą legendą. Stadion został wyposażony w pełnowymiarowe boisko piłkarskie i 400 metrową <a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/Jadzia-001.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4102" title="Jadzia trzynastoletni podlotek" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/Jadzia-001-230x300.jpg" alt="" width="230" height="300" /></a>ośmiotorową bieżnię lekkoatletyczną, na której w roku 1958 odbył się sławetny mecz Polska USA w lekkiej atletyce. Wtedy po raz drugi mój los zetknął mnie ze stadionem. Miałam całe trzynaście lat kiedy  razem z ojcem siedzieliśmy na trybunach tegoż stadionu kibicując polskiej reprezentacji, jak mówił tata polskiemu wunderteamowi. Zapamiętałam szczególnie jedno wydarzenie z tego meczu, jeden jedyny bieg na 800 metrów z udziałem Polaków Zbigniewa Makomaskiego i Tadeusza Kazimierskiego oraz Toma Courtney’a z USA. Cały stadion wrzeszczał jak opętany, doping był niesamowity, wygrał Zbyszek Makomaski tuż  przed Courtney’em. Może ten bieg pamiętam również, dlatego, że równo dziesięć lat później rozpoczęłam pracę w Głównym Komitecie Kultury Fizycznej i Turystyki, i Zbyszek Makomaski stał się moim kolegą, razem pracowaliśmy w Departamencie Sportu. Pewnie do dzisiaj nie wie, że wtedy w roku 1958 jakaś nieznana panna darła się na cały głos gdy on biegł po zwycięstwo.  Jak my wszyscy wtedy pragnęliśmy sukcesów nie tylko sportowych! Polska miała sławetny wunderteam, mecz kobiet wygraliśmy wynikiem 54: 52, natomiast mężczyźni przegrali 97: 115, ale trzeba pamiętać, że USA byłą lekkoatletyczna potęgą.</p>
<p>Pamiętam też tłumy ludzi, którzy przyjeżdżali do Warszawy z okazji Dożynek, występy zespołów ludowych, pokazy gimnastyczne. A później? </p>
<p>Później, w roku 1977 znów znalazłam się na Stadionie w biurowcu mieszczącym się przy koronie, tam Polski Związek Badmintona otrzymał<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/Biuro-PZBad.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4103" title="Biuro PZBad Jadzia w 1977 r" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/Biuro-PZBad-300x221.jpg" alt="" width="300" height="221" /></a> lokal i ten biurowiec przez kolejne 32 lata był moim miejscem pracy.  W roku 1983 kiedy na  Stadionie organizowano jedna z ważniejszych uroczystości dla Polaków  mszę koncelebrowaną przez Papieża Jana Pawła II. Nie byłam niestety na tej uroczystości. Mieliśmy zakaz wejścia przez kilka dni na teren stadionu,  a mnie  nie było w Warszawie, odbywały się kolejne zawody, na których musiałam być obecna.</p>
<p>Kolejnymi wydarzeniami na Stadionie były Kongresy Świadków Jehowy. Wtedy obiekt nabierał blasku, gdyz był myty, czyszczono ławki, uzupełniano brakujace części, koszono trawe i wyrywano wyrastajace chwasty. Przez kolejne miesiace Stadion lśnił.<br />
Przełomowym rokiem dla stadionu był rok 1989 r. Wtedy w zamian za coraz kosztowniejsze utrzymanie obiektu został on wydzierżawiony prywatnej firmie &#8222;Damis&#8221;, która całkowicie odeszła od jego głównej idei i na koronie stadionu założyła „Jarmark Europa”. W przeciągu kilku lat, z przeszło 6 tys. stoiskami stał się on największym targowiskiem w Europie. Można się zapytać, czy w związku z takim usytuowaniem biura praca na stadionie w biurowcu była bezpieczna. Różne na ten temat krążyły opinie. Ja mogę powiedzieć, że teren wokół stadionu był bezpieczny, był chroniony. Przecież w tych budach szczękach pozostawał towar, którym handlowali kupcy, trzeba było go pilnować. Zarówno ja jak i ochroniarze wiedzieliśmy, kto jest  kto. Oczywiście nie znałam tych setek ludzi, bo niby jak, ale posiadaliśmy przepustki i ci, z którymi stykaliśmy się przy bramie wjazdowej czy też na portierni doskonale wiedzieli, kto na ich terenie pracuje. A pracowały tam setki ludzi. Bazar rozpoczynał pracę o godzinie 4.00 rano kończył około godziny 14.00 lub 14.30. Wtedy na ten teren wkraczały ekipy sprzątające i do godz.18.00 po śmieciach, kartonach, śladu nie było. Oprócz handlujących na bazarze były ekipy mini barów na kółkach, którzy karmili handlujących tam ludzi, a zresztą i kupujących też. Z mojego punktu widzenia mogę powiedzieć jedno. Nigdy nie krytykowałam tego miejsca ponieważ widziałam tysiące ludzi, dla których teren bazaru był miejscem pracy. Zresztą powiedzmy sobie szczerze okoliczne miejscowości wokół Warszawy przez wiele lat szyły i produkowały na potrzeby stadionowych sprzedawców tysiące rzeczy. Tak więc w dobie transformacji ekonomiczno- politycznej stadion był miejscem pracy dla może i stu tysięcy osób.</p>
<p>Dla mnie<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/DMP-mistrz-Głubczyce-0011.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4105" title="Ryszard Borek drugi z lewej ze swoimi zawodnikami wiekszość z nich była członkami kadry narodowej Polski w badmintonie" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/DMP-mistrz-Głubczyce-0011-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a> było to moje miejsce pracy, że niewyględne, racja, że nie reprezentacyjne, też prawda. Ale to właśnie tu zbierali się członkowie zarządu, tu odbywały się narady, szkolenia, tu wykluwały się plany szkoleniowe, tu opracowywaliśmy plany przygotowań do największych imprez badmintonowych w Europie i na świecie a nawet do Igrzysk Olimpijskich, na które w roku 1992 (Barcelona) po raz pierwszy w historii związku wyjechała sześcioosobowa reprezentacja polskich badmintonistów w składzie Bożena Haracz, Bożena Siemieniec, Wioletta Wilk, Katarzyna Krasowska, Beata Syta i Jacek Hankiewicz. Nasze plany broniliśmy na spotkaniach w kolejnych urzędach państwowych, które nadzorowały polskie związki sportowe i odpowiadały za przyznawanie finansów. Kolejne plany, kolejne przygotowania i kolejne Igrzyska Olimpijskie w Atlancie 1996, Sidney 2000, Atenach 2004, i Pekinie 2008. Wtedy właśnie Polski Związek Badmintona opuścił na zawsze Stadion X lecia, przenosząc swoja siedzibę do Wilanowa na ul. Wiertniczą (dzisiaj Polski Związek Badmintona ma swoje biura w Warszawie przy ul. Dzikiej). W międzyczasie w roku 2005 odeszłam ze związku, przeszłam na emeryturę. Nie zakończyłam jednak pracy w sporcie. Trwała ona jeszcze kilka lat. Dopiero w roku 2009 nastąpiło ostateczne pożegnanie. Dzisiaj badminton osiąga świetne wyniki a ostatni start na Mistrzostwach Europy został ukoronowany<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/97f26f2e52e6442ef118f98d2a840e183711.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4106" title="Nadia Zięba (Kostiuczyk) Robert Mateusiak " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/97f26f2e52e6442ef118f98d2a840e183711-300x209.jpg" alt="" width="300" height="209" /></a> złotym medalem w grze mieszanej Robert Mateusiak/Nadia Zięba (Kostiuczyk). 30.04.2012 zakończyły się kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012. Światowa Federacja Badmintona w dniu 3.05.2012 ogłosiła listę osób zakwalifikowanych do Igrzysk. W badmintonie kwalifikacje zdobyli: Przemysław Wacha, Kamila Augustyn w grach pojedynczych, Michał Łogosz/Adam Cwalina w grze podwójnej mężczyzn i Robert Mateusiak/ Nadia Zięba (Kostiuczyk) w grze mieszanej. Ci zawodnicy uzyskali prawo startu w Igrzyskach Olimpijskich w Londynie i teraz tylko od Polskiego Komitetu Olimpijskiego będzie zależało czy cała szóstka do Londynu pojedzie. Życzę im tego z całego serca! Tak oto zakończyła się pięćdziesięciotrzyletnia kariera Stadionu X lecia, a wraz z nim kilkudziesięcioletnia historia Polskiego Związku Badmintona, który tam znalazł  swoją siedzibę na długie lata.</p>
<p>Dzisiaj na miejscu Stadionu X lecia stoi piękny ogromny Stadion Narodowy, gotowy na przyjęcie 58 tysięcy kibiców, z parkingami na 1765 samochodów, o powierzchni użytkowej ponad dwieście tysięcy metrów kwadratowych, to jest trzykrotnie większa powierzchnia niż olbrzymia powierzchnia Centrum handlowego Galeria Mokotów w Warszawie. Stadion Narodowy… byłam tam, mogłam zobaczyć ten piękny obiekt na własne oczy, nie podczas jednego z imprez  przed uroczystym otwarcie, ale w czasie przygotowywania Stadionu Narodowego<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_4269.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4111" title="Stadion Narodowy" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_4269-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> do Euro 2012, gdzie zostałam zaproszona przez TVN do udziału w programie wspominając Stadion X lecia. Musze powiedzieć, ze Stadion zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mogę je przyrównać do wrażenia, jakie na mnie zrobił w roku 1995 stadion w Manchesterze – klubu Manchester United (mojego ulubionego angielskiego klubu). W roku 1995 byliśmy z reprezentacja Polski na mistrzostwach świata w badmintonie, które odbywały się w Birmingham. Andrzej Szalewicz był wtedy prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego i został zaproszony wraz ze mną do Manchesteru, który wystartował w walce o prawo organizacji Igrzysk Olimpijskich 2000 roku. Jak wiemy tego współzawodnictwo miasto nie wygrało, ale mogliśmy odwiedzić kilka obiektów sportowych w tym klub Manchester United z siedzibą na Old Trafford. Co za wspaniałe przeżycie! Jaki piękny stadion, to wtedy chyba „pokochałam” ten klub. Wspaniały Stadion, krzesła numerowane, pełen monitoring, 76 000 członków klubu opłacających 10Ł składkę, piękny sklep z różnymi piłkarskimi rzeczami dla kibiców, muzeum klubu, restauracje na koronie stadionu, sale konferencyjne wynajmowane przez firmy na rok lub kilka lat. Tego w Polsce ani w Warszawie nie widziałam, żal, okropny żal. Teraz zaś patrząc na Stadion Narodowy te wszystkie myśli przeleciały mi przez głowę. Stwierdzam<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_5943.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4108" title="Stadion Narodowy widok z loży prasowej" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_5943-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> z całą odpowiedzialnością, ze ten Stadion jest o wiele piękniejszy od stadionu Manchester United. Warto było czekać, i powiem szczerze, ze stadion lepiej wygląda w środku aniżeli na zewnątrz. Nie, nie mogę powiedzieć, że jest brzydki, w żadnym razie. Jest bardzo duży, co widać szczególnie z lewej strony Wisły, w środku zaś jest po prostu piękny. Można się z moją opinią zgadzać, lub nie, o gustach nie dyskutujemy. Na pytanie dziennikarza, dlaczego podoba się pani Stadion Narodowy szybko odparłam…, ponieważ posiada wystarczającą ilość WC, czego nie można było absolutnie powiedzieć o Stadionie X lecia ( tam było tylko dwie!!!!), w budynku biurowym. Dla mnie Stadion Narodowy to teatr sportowy z ogromną widownią, na której będą się odbywały nie tylko spektakle sportowe, ale również kulturalne widowiska. Tutaj będą spotykały się rodziny na kilkugodzinnych imprezach sportowych jak kiedyś wiele lat temu spotykali się w Hali Mirowskiej jedynej hali po wojnie gdzie można było oglądać wielkie imprezy sportowe, mecze i turnieje.  Jestem dumna, że Stadion Narodowy zbudowano, że będzie służył następnym pokoleniom, tak jak niezapomniany staruszek Stadion X lecia. Ja zawsze będę darzyła go sentymentem.</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/ocalic-od-zapomnienia-stadion-x-lecia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kiedy znów zakwitną białe bzy</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/kiedy-znow-zakwitna-biale-bzy/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/kiedy-znow-zakwitna-biale-bzy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 May 2012 07:05:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Caroll Ann Erics]]></category>
		<category><![CDATA[cZY PANI mARTA JEST GRZECHU WARTA]]></category>
		<category><![CDATA[Franz Doerlle]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Maria Hescheles]]></category>
		<category><![CDATA[jedyna]]></category>
		<category><![CDATA[Jest jedna]]></category>
		<category><![CDATA[Kiedy znów zakwitna białe bzy]]></category>
		<category><![CDATA[Kto inny nie umiałby]]></category>
		<category><![CDATA[Kurt Widman]]></category>
		<category><![CDATA[Ludwik Sempoliński]]></category>
		<category><![CDATA[Maria Modzelewska]]></category>
		<category><![CDATA[Marian Hemar]]></category>
		<category><![CDATA[Pensylwania]]></category>
		<category><![CDATA[Sława Przybylska]]></category>
		<category><![CDATA[Wen der weisse Flieder wieder bluht]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnij mnie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=4087</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj zapraszam wszystkich miłośników bzów do odwiedzenia parków i okolicznych ogrodów. Pora jak najbardziej odpowiednia, ponieważ zaczęły kwitnąć bzy i te białe jak w piosence skomponowanej przez niemieckiego kompozytora Franz ‘a Doella pod tytułem „Wen der Weisse  Flieder wieder bluht”, czyli „Kiedy znów zakwitną białe bzy”. Piosenka powstała w latach dwudziestych XX wieku.We Francji była [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj <a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6219.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4088" title="białe bzy" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6219-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>zapraszam wszystkich miłośników bzów do odwiedzenia parków i okolicznych ogrodów. Pora jak najbardziej odpowiednia, ponieważ zaczęły kwitnąć bzy i te białe jak w piosence skomponowanej przez niemieckiego kompozytora Franz ‘a Doella pod tytułem „Wen der Weisse  Flieder wieder bluht”, czyli „Kiedy znów zakwitną białe bzy”. Piosenka powstała w latach dwudziestych XX wieku.We Francji była hitem w roku 1929 a tytuł jej brzmiał „ Quand refleurirant les lilacs blancs”, w Anglii „ When the lilacs bloom again” . Do polskiej wersji słowa napisał Marian Hemar- czyli Jan Marian Hescheles, który używał  pseudonimów Jan Mariański, Marian Wallenrod. Urodził się w 1901 we Lwowie. Był poetą, satyrykiem, komediopisarzem, dramaturgiem, tłumaczem poezji, autorem tekstów piosenek, których napisał ponad trzy  tysiące. W latach 1925-1939 mieszkając w Warszawie pisał słowa do najlepszych ówczesnych przebojów światowych, w tym właśnie do piosenki, „Kiedy znów zakwitną białe bzy”. Śmiem twierdzić, że autor musiał być był bardzo zakochany w swojej żonie Marii Modzelewskiej i pewnie, dlatego piosenka jest tak piękna, i romantyczna.  Największe jego szlagieru to oprócz super przeboju „Kiedy znów zakwitną białe bzy” to słynne i śpiewane jeszcze dzisiaj  „Czy Pani Marta jest grzechu warta”, „Ten wąsik”, „Upić się warto”, „Jest jedna, jedyna”.</p>
<p>Marian Hemar<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/images3.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-4090" title="Marian hemar" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/images3.jpg" alt="" width="203" height="249" /></a> był spokrewniony ze Stanisławem Lemem gdyż matka Hemara i ojciec Stanisława Lema byli rodzeństwem. We Lwowie studiował medycynę i filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza, po studiach wyjechał do Włoch pracując jako korespondent dla „Gazety Porannej”. W latach 1918 -1920 brał udział w walkach o Lwów po stronie polskiej. W 1925 roku przeprowadził się do Warszawy, pracował z Julianem Tuwimem w kabarecie „Qui Pro Quo”, „Banda”, „Cyruliku Warszawskim. Wspólnie z Tuwimem, Lechoniem i Słonimskim pisali skecze , dowcipy i szopki polityczne. Był bardzo płodnym twórcą z ogromnym dorobkiem literackim, w tym ponad trzy tysiące niezwykle popularnych piosenek, do których sam komponował muzykę, setki wierszy, słuchowiska radiowe, sztuki. Pracował jako dyrektor teatru Nowa Komedia a także współpracował z „Wiadomościami Literackimi” i „Wiadomościami”. W roku 1939 piosenka „Ten wąsik” w wykonaniu Ludwika Sempolińskiego spowodowała interwencję  ambasadora  Niemiec w Warszawie. Z chwilą wybuchu II wojny światowej przedostał się do Rumunii (był pochodzenia żydowskiego), brał udział w walkach pod Tobrukiem a w roku 1942  na polecenie gen. Sikorskiego został przeniesiony do Londynu. </p>
<p>Szczęśliwe lata warszawskie (1924 &#8211; 1939) były pełne miłości (do żony Marii Modzelewskiej) i pełne sławy, popularności i sukcesów literackich dla lekkiej muzy. W Warszawie powstało 1200 piosenek. Z tej wielkiej spuścizny zostały płyty &#8211; już dziś zabytki. Piosenki osiemdziesięciolatki, które nadal wzruszają. W latach trzydziestych Warszawa poznawała i nuciła przeboje świata, bo<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6217.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4091" title="już kwitną białe bzy" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6217-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> Marian Hemar pisał polskie słowa do nowych chwytliwych melodii zagranicznych. Po wojnie pozostał w Londynie. Prowadził tam teatrzyk polski w klubie emigrantów polskich. Pracował w dalszym ciągu między innymi w Rozgłośni Polskiego Radia Wolna Europa. Wygłaszał w nim wierszowane komentarze satyryczne do bieżących wydarzeń. Będąc w Anglii ożenił się po raz drugi z Caroll Ann Eric. Zmarł w roku 1972 w Dorking pod Londynem , leży na cmentarzu w pobliżu Leith Hill, w którym mieszkał.</p>
<p>Posłuchajmy największego przeboju Franz’a Doella (muz.) ze słowami Mariana Hemara  w wykonaniu Mieczysława Fogga <a href="http://www.youtube.com/watch?v=sCHkfQM-XCc&amp;feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=sCHkfQM-XCc&amp;feature=related</a> </p>
<p>oraz powojennej wersji nagranej przez Jerzego Połomskiego</p>
<p> <a href="http://www.youtube.com/watch?v=uW4atjE-Nf4&amp;feature=related">http://www.youtube.com/watch?v=uW4atjE-Nf4&amp;feature=related</a>   </p>
<p>Czyż nie piękna piosenka, choć w tak różnym wykonaniu?  Przywołuję i wspominam, ponieważ pierwszy raz usłyszałam ją dawno temu na występie pana Mieczysława Fogga, nie wiem ile miałam wówczas lat, może dziesięć, może dwanaście, siedziałam jak dama razem z Ojcem<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6118.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4093" title="w moim ogrodzie tawuła van Houten'a" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6118-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> w kawiarni a Pan Fogg śpiewał, wydawało mi się, że świat został na tę jedną chwilkę zaczarowany i dookoła pachną białe bzy, to moja wyobraźnia wyczarowywała nierzeczywiste obrazy, bo za oknami była ponura rzeczywistość i zniszczona, wielkim wysiłkiem wszystkich ludzi odbudowywana Warszawa. No cóż wyobraźnia i rzeczywistość nie zawsze tworzą idealna parę. Kilka lat później sama grałam tę melodię razem z naszą orkiestra pod dyrekcją Władysława Bochenka, z refrenem granym na trąbce. To było tak dawno, ale zawsze w maju, gdy zakwitają białe bzy wspominam tamten czas z rozrzewnieniem.</p>
<p>Pewnie nie zawsze zdajemy sobie sprawę słuchając na przykład Sławy Przybylskiej śpiewającej piosenkę „Wspomnij mnie”  czy „Pensylwania”  czy chociażby „Kto inny nie umiałby”  w wykonaniu żony kompozytora pani Marii Modzelewskiej, że słowa tych wielkich przebojów wyszły spod pióra Mariana Hemara.</p>
<p>W tym roku ani kwiecień ani maj nie są łaskawe dla kwiatów i ogrodów. Wczoraj rano obudziła nas burza z piorunami, deszcz zacinał i wszystko byłoby dobrze gdyby ulewa nie zamieniła się w burze gradową z gradem wielkości paznokcia, wielkie grochy waliły w tulipany<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6132.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4094" title="tak kwitły tulpiany przed burza i gradem dzisiaj nie ma po nich śladu" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6132-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>, po burzy zaś pozostał zielony krajobraz zniszczeń i ani jednego płatka tulipanowego na dotychczas pięknie kwitnących tulipanach. Jakby tego było mało w końcu marca na początku kwietnia było kilka dni bardzo ciepłych zaś w nocy mieliśmy przymrozki -5 stopni. Oczywiście w ten sposób zmarzły hortensje, rododendrony, azalie, magnolie biała, różowa i cytrynowa a także moje ukochane cztery wisterie, które pną się po tarasowych belkach. W tym roku nie będziemy upajać się pięknem tych drzew, krzewów i pnączy, i wcale nie wiem, czy wisteria sinensis rosnąca w naszym ogrodzie od 18 lat w następnym roku odbije. Zobaczymy… Tak to jest z ogrodem i z naszym klimatem umiarkowanym. Zakwitły również na biało miodowo pachnące tawuły van Houten’a, niestety upał +33 stopnie wcale im nie pomógł i po trzech dniach kwitnienia tawuły zakończyły swój kwiatowy występ. Jako prawdziwe ogrodowe damy nie wytrzymały upału? Pożółkłe białe kwiaty wyglądają smętnie. Wielka szkoda!</p>
<p>Za to bzy jakby rekompensują poniesione straty i chcą nam pokazać, że na nie można liczyć, zawsze. Pięknie kwitną bzy te zwykłe liliowe i te  podwójne zaś białe pysznią się wśród innych jakby chciały powiedzieć, my zakwitniemy w myśl piosenki „Kiedy znów zakwitną białe bzy”.<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6193.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4092" title="lilaki" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6193-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> Dlatego chodząc po ogrodzie cały czas nucę… „ kiedy znów zakwitną białe bzy…” kiedy? Pewnie w przyszłym roku, bo w tym kwitną czarująco, zresztą zobaczcie sami.</p>
<p>Życzę wam wszystkiego najlepszego dobrej pogody,  i nawet może już nie padać, ale też nie muszą być tropikalne upały, ot tak po prostu jak przystało na umiarkowany klimat … umiarkowanie. </p>
<p>Przesyłam serdeczności</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/kiedy-znow-zakwitna-biale-bzy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>51</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kochajmy szparagi</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/kochajmy-szparagi/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/kochajmy-szparagi/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 17:22:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przepisy kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[przechowywanie szparagów]]></category>
		<category><![CDATA[szparagi pieczone]]></category>
		<category><![CDATA[szparagi wartościowe warzywo]]></category>
		<category><![CDATA[szparagi zawierają sole mineralne]]></category>
		<category><![CDATA[zupa szparagowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=4071</guid>
		<description><![CDATA[Sezon szparagowy rozpoczął się, jak co roku zamówieniem większej ilości szparagów u pana Adama, który wyjeżdża na działkę do swoich pszczółek. A że działka sąsiaduje z gospodarstwem prowadzącym hodowlę szparagów stąd nasza prośba o zakup pysznych świeżych prosto z pola szparagów zielonych. Wiele osób przygotowuje szparagi w sposób tradycyjny, gotując kilka minut i podając z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sezon<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6170.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4073" title="zielone szparagi" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6170-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> szparagowy rozpoczął się, jak co roku zamówieniem większej ilości szparagów u pana Adama, który wyjeżdża na działkę do swoich pszczółek. A że działka sąsiaduje z gospodarstwem prowadzącym hodowlę szparagów stąd nasza prośba o zakup pysznych świeżych prosto z pola szparagów zielonych. Wiele osób przygotowuje szparagi w sposób tradycyjny, gotując kilka minut i podając z roztopionym masłem czy masłem  z bułeczką tartą. W Internecie znajdziecie wiele sposobów przyrządzania tego pysznego warzywa o nazwie łacińskiej asparagus officinallis rodzaju byliny, którą polubiliśmy i jemy szczególnie w sezonie, a sezon właśnie się zaczął.</p>
<p>Szparagi są warzywem cenionym ze względu na walory smakowe i lekkostrawność. Na straganach Bazaru Szembeka leżą pęki szparagów zielonych i białych, a czasami białych z końcówkami filetowymi. Są to pędy tego samego gatunku. Różna barwa wypustek wynika z różnego sposobu uprawy – zielone wypustki wyrastają nad powierzchnię gruntu, a białe rosną przysypane ziemią</p>
<p>Dlaczego zachęcam do jedzenia szparagów?</p>
<p>Szparag<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6181.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4074" title="przygotowane szparagi do upieczenia" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6181-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>i to bogactwo wielu cennych składników odżywczych. Warzywa te zawierają znaczne ilości kwasu foliowego składnika niezbędnego w diecie kobiet planujących dziecko bądź będących w ciąży (10 ugotowanych pędów dostarcza 225 µg kwasu foliowego, czyli prawie 50% dziennego zapotrzebowania na ten składnik). Szparagi to również źródło przeciwutleniaczy chroniących organizm przed wolnymi rodnikami m.in.: witaminy C, witaminy E, β-karotenu. Dodatkowo składniki te wykazują korzystne działanie na skórę. Warzywa zawierają również niewielkie ilości witamin z grupy B (witaminę B1 i B2). Spożywając szparagi, dostarczamy do naszego organizmu również cenne składniki mineralne: wapń, fosfor, magnez, potas, sód oraz niewielkie ilości żelaza. Wiedząc już, dlaczego warto jeść szparagi korzystajmy z sezonu szparagowego, który przecież nie będzie trwał zbyt długo. Dzisiaj chciałam zaproponować przepis na szparagi zielone, który znalazłam w Internecie na blogu „Bea w kuchni” i według niego przygotowałam pyszne zielone szparagi. Polecam, ponieważ jest bardzo łatwy, a szparagi przyrządzone są wyśmienite.</p>
<p>Do przyrządzenia szparagów potrzebujemy dwa pęczki zielonych szparagów.</p>
<p>Wykonanie:<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6157.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4075" title="szparagi po upieczeniu" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6157-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> szparagi myjemy i jeden po drugim wyginając pęd za pędem w łuk odłamujemy zdrewniałe końcówki.</p>
<p>Brytfannę wykładamy papierem do pieczenia. Układamy szparagi, polewamy sosem z oliwy i soku z połowy cytryny oraz posypujemy otartą skórką z cytryny. Posypujemy solą. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 220 stopni, pieczemy przez 7 minut. Szparagi są pyszne, kruche, a co najważniejsze dietetyczne. Polecam wszystkim paniom, gdyż cała operacja w kuchni zajęła mi dzisiaj 15 minut z zegarkiem w ręku.</p>
<p>Zupa szparagowa</p>
<p>Składniki: dwa pęczki szparagów zielonych, które przygotowujemy odłamując zdrewniałe końcówki. Do przygotowania zupy używam również pozostałych końcówek, które pozbawiam części najtwardsze i gotuję całość przez pięć minut z dodatkiem dwóch kostek bulionu. Wybieram łyżką cedzakową zdrewniałe końcówki, wrzucam przygotowane szparagi gotuję wszystko następne 5 minut. Odkładam kilka główek i wszystk<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6177.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4076" title="zupa szparagowa z końcówek szparagów" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6177-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>o miksuję. Wrzucam odłożone główki i voila zupa gotowa. Można dodać kleks śmietany. Ja podałam zupę szparagową bez śmietany. Ponieważ pan Adam dostarczył nam kilka pęczków szparagów przechowywałam je w lodówce owinięte w mokrą lnianą  ściereczkę.  Zachęcam do szparagowych eksperymentów w kuchni. Smacznego!</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/kochajmy-szparagi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>48</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Pochody donikąd&#8221;</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/pochody-donikad-2/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/pochody-donikad-2/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 May 2012 06:22:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Święta]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA["Pochody donikąd"]]></category>
		<category><![CDATA[kołchoźniki]]></category>
		<category><![CDATA[MDM]]></category>
		<category><![CDATA[orkiestra MZK]]></category>
		<category><![CDATA[Pałac Kultury i Nauki im.Józefa Stalina]]></category>
		<category><![CDATA[pl.Bankowy]]></category>
		<category><![CDATA[Pl.Dzierżyńskiego]]></category>
		<category><![CDATA[Pochód 1-Majowy]]></category>
		<category><![CDATA[pochód transmitowany w radio]]></category>
		<category><![CDATA[Trybuna Główna PKiN]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Adrjański]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=4053</guid>
		<description><![CDATA[W latach mojej wczesnej młodości wydarzeniem na skalę roku był udział w pochodzie pierwszomajowym. Od połowy kwietnia w domu trwały przygotowania, a to sprawdzanie czy mamy odpowiednie buty, a to sprawdzano, czy odświętna sukieneczka jeszcze pasuje, a sandałki czy dobre, najczęściej okazywało się, że sukieneczka jest niestety przykrótka a z sandałek wystają nam paluchy, jako [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6131.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4058" title="1 Maja" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6131-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>W latach mojej wczesnej młodości wydarzeniem na skalę roku był udział w pochodzie pierwszomajowym. Od połowy kwietnia w domu trwały przygotowania, a to sprawdzanie czy mamy odpowiednie buty, a to sprawdzano, czy odświętna sukieneczka jeszcze pasuje, a sandałki czy dobre, najczęściej okazywało się, że sukieneczka jest niestety przykrótka a z sandałek wystają nam paluchy, jako żywo, no i tak się absolutnie nie da iść. I ten sam problem pojawiał się w przypadku butów mojego młodszego brata, który w żaden sposób nie mógł wcisnąć dobrej jeszcze trzy miesiące temu pary. Teraz następowało to, co najgorsze. Przewodnia Siła w naszej rodzinie – mama – zabierała nas na upiorną wędrówkę po sklepach. Mierzyliśmy ileś par butów, buciorów, bucisków, zanim usłyszeliśmy stanowczy głos: tak, te właśnie weźmiemy. „ Te” nie zawsze najładniejsze, ale na pewno mocne ( tak „na oko” wyglądały) były pięknie pakowane w gazety. Tylko po przyjściu do domu czasami okazywało się, że już są za małe, a przecież w sklepie były dobre! Powrót do sklepu, krzyki, że nie te buty nam zapakowano, bo tamte były absolutnie dobre, i nareszcie spoceni, zmęczeni krzykami i mierzeniem okropnych buciorów wracaliśmy do domu. Ufffffffff!</p>
<p>Wyszykowani w nowe buty i skarpetki, ja, prawie siedmioletnia dama, dodatkowo w nową krótką sukienkę, a moi „panowie” lat 4: brat Zbyszek i jego najserdeczniejszy przyjaciel Stefanek, w krótkie spodenki i nowe sweterki wydziergane nocami przez mamę, z włosami wymytymi na tę okazję i spłukanymi octem (dla nadania im miękkości), z własnoręcznie zrobionymi w przedszkolu chorągiewkami, o 8 rano wychodziliśmy przy dźwiękach orkiestry dętej MZK z Woli na sławetny pochód. Oczywiście, nasze pochody można nazwać oglądaniem pochodu i zwracaniem uwagi na te piękne biało-czerwone flagi, które gdzieniegdzie sprzedawano na skrzyżowaniach ulic. Wszystkie inne szturmówki i flagi, które dźwigali pracownicy różnych fabryk, zakładów pracy czy ministerstw, były im dostarczane przez te zakłady, ale o tym dowiedziałam się już znacznie później. Nasz pochód zaczynał się na pl. Dzierżyńskiego, dzisiaj to pl. Bankowy, i kończył po przejściu przed główna trybuną znajdująca się pod darem narodu ZSRR dla narodu polskiego – Pałacem Kultury im. Józefa Stalina. Ja wystrojona w nowa sukienkę, warkocze do pasa miałam przewiązane czerwonymi kokardami lub białą i czerwoną, a na czubku głowy była przypięta ogromna kokarda „motyl” widoczna chyba z kilku kilometrów. Sprawa najważniejsza polegała na tym, że ta kokarda stercząca na czubku głowy za żadne pieniądze nie mogła się przekrzywić, a tym bardziej przewrócić. Cały czas była kontrolowana przez ojca i wyśmiewających się ze mnie Zbyszka i Stefana. Moi mali przyjaciele, siedząc na barkach swych ojców przed główną trybuną krzyczeli to, co wszyscy, jednak im wychodziło to znacznie lepiej, ponieważ wszyscy krzyczeli: „Hurra Bierut”, tylko oni wtedy jeszcze nie mówili rrrrrrrr, i wychodziło to mniej więcej tak „Huuuuuuuja Biejuuuuut, Huuuuuuuujjjjjjja Biejuuuuut…”. Nie wiedziałam, dlaczego ojciec Stefanka i nasz ojciec tak szybko zmykali sprzed trybuny głównej, na której stali jacyś „mili” panowie i kiwali do nas rękami&#8230; A my, zafascynowani swoimi chorągiewkami i ewentualnością otrzymania waty cukrowej po tak pięknym przemarszu z solennymi okrzykami, od których bolało nas gardło, darliśmy się jak najęci, huuuuuurrrrrrrrra Bierrrrrrrrut! Tylko Franek i mój ojciec byli bardzo speszeni. Dlaczego? Wtedy tego naprawdę nie wiedziałam. Takie pochody pamiętam, bo były one dla nas wielką radością i zabawą, dopiero wiele lat później mój kochany tato wytłumaczył mi dokładnie, jak to naprawdę wtedy było, no i nie powiem, trochę to wyglądało inaczej niż nasze dziecięce wspomnienia. Po pochodzie wszyscy zaczynali nerwowo szukać miejsc, w których sprzedawano różne dobre produkty, takie jak pyszna kiełbasa, pachnąca już z wielkiej odległości oraz szynka! Jakieś pierniki, watę cukrową, piwo, a może nawet i alkohol? Tego nie wiem. Pamiętam bigos i grochówkę na MDM- ie., które chyba sprzedawali jacyś żołnierze z takich ogromnych (wtedy tak to widziałam) kotłów. I do tego dodawano czarny chleb, dla mnie ten właśnie chleb był najpyszniejszy. Po tak trudnym dniu wracaliśmy spacerkiem do domu, gdzie nasza Siła Przewodnia czekała z obiadem, ale kto by tam jadł jakiś rosół, skoro my jedliśmy takie pyszności, grochówkę, bigos i do tego taki najlepszy na świecie chleb, którego mama nigdy nam nie kupowała, zupełnie nie wiem, dlaczego. Takie wspomnienia z najdawniejszych pochodów pierwszomajowych pozostały mi w pamięci. Ale były to lata 50.-60. W liceum pochód był obowiązkowy i nie było żadnego wytłumaczenia, ani nie obowiązywało żadne zwolnienie. Obowiązek uczniowski, koniec kropka. Ostatni raz na pochodzie byłam w 1964 roku, w okresie naszych matur. Nawet dostałam jakąś flagę i musiałam z nią maszerować. Po zdaniu matury nigdy więcej nie byłam na pochodzie pierwszomajowym. Studiowałam na AWF i w każdą sobotę i niedzielę odbywały się gdzieś w Polsce jakieś zawody, a że byłam związana z judo jako sędzina, to właśnie judo było moim excuse.  A inni? Jak wspominali swoje pochody donikąd?</p>
<p>Oto wspomnienia Mego starszego Przyjaciela pana Zbigniewa Adrjańskiego, który tamte czasy opisał w książce pod tytułem &#8222;Pochody donikąd&#8221;:</p>
<p><strong>Maszerujemy w pochodzie </strong></p>
<p><strong>(wspomnienie) </strong></p>
<p>&#8222;&#8230;Pieśni<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6130.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4059" title="1 Maja" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_6130-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a> pierwszomajowe nadawano długo przed pochodem, czasem w wigilię 1 Maja, w czasie której organizowano uroczystą akademię, i później, już przed samym pochodem, z rozwieszonych w mieście głośników, potężnych gigantofonów czy domowych skrzynek radiowych, podłączonych do radiowęzła. Te domowe skrzynki, nazywane „kołchoźnikami”, robiły tzw. pierwszomajową atmosferę. Wzywały „stań razem z nami, dotrzymaj kroku”. Zapewniały, że „ani góry wysokie, ani morza szerokie nie wstrzymają pochodu przyjaźni”. Krzyczały: „Tara-bam, tara-bam- wróg nie wydrze pieśni nam”. Przyjemnie było nawet posłuchać, jak taki mały domowy kołchoźnik pracuje! W zwykłe dni kołchoźniki nie szczędziły nam agitacji i propagandy (złośliwcy twierdzili, że jest w nich podsłuch!). Ale w majowe święto ta mała szara skrzynka była tak rewolucyjnie zapieniona, ze aż dygotała od okrzyków, pieśni i haseł – niczym gotujący się imbryk… W akademiku przy placu Narutowicza, gdzie „waletowałem” przez kilka tygodni, nadaremnie poszukujący mieszkania studenci zakładali się ze sobą: spadnie kołchoźnik ze ściany czy nie spadnie? Właśnie na placu Czerwonym w Moskwie ruszyła defilada, poprzedzająca pierwszomajowy pochód. Rozbrzmiewało głośne „urrrra”- i kołchoźnik spadł ze ściany rozbijając się w drzazgi! Jeszcze gorzej było na ulicach Warszawy. Straszliwie ryczały ogromnej mocy gigantofony. Pochód niby to maszerował z pieśnią na ustach, ale było to udawanie, bo śpiewać nie można było! Śpiewanie w ogóle nie miało sensu, ponieważ wszystko i wszystkich zagłuszały gigantofony! Co sprytniejsi lub gorliwsi poruszali zatem ustami jak wyłowione z wody karpie, udając, że śpiewają, dziś to nazywamy podkładaniem głosu, czyli tzw. playbackiem, wówczas nie znaliśmy tego określenia. Były to zaledwie początki telewizji. Przebieg pochodu transmitowany był głównie w Radiu Polskim i przez radiowęzły. Nawet, jeśli ktoś chciał przekrzyczeć wszystkich dookoła i śpiewać rewolucyjne pieśni – nie mógł, bo im bliżej trybuny honorowej podchodził pochód – tym głośniej wrzeszczał spiker. Albo nawet cały sztab pierwszomajowych spikerów, znanych aktorów, z którymi konkurować nie było sposobu. Siedzieli oni gdzieś wysoko, na specjalnie zbudowanym rusztowaniu (nosiło ono nazwę studia pierwszomajowego) i wznosili różne okrzyki, informując przy tym, kto idzie w pochodzie. Ile procent normy wykonał…, czym się zasłużył dla socjalistycznej ojczyzny. Czytano także rozmaite zobowiązania, meldunki i telegramy, recytowano wiersze rewolucyjnych poetów. Nad przebiegiem pochodu czuwały oczywiście różne sztaby, komitety, służby i organy bezpieczeństwa. Były specjalne kordony, strefy ochronne, straże i zabezpieczenia. Wszystko starannie planowano! Okrzyki, kwiaty i wiwaty. Hasła, transparenty i portrety przywódców. Kolory i odcienie majowego święta, czy bardzo czerwone, rewolucyjne czy biało-czerwone? A może lekko „zaczerwienione”? Ustalano nawet, komu dać na trybunie honorowej wielki bukiet, a komu skromne goździki. Komu podać dziecko do uścisków, całowania. Mój znajomy, który pracował w Biurze Ochrony Rządu, twierdził, że dzieci podawane do uścisków i ucałowania przez przywódców partii były wcześniej starannie myte i dezynfekowane. Wszelka improwizacja mogła się źle skończyć. Kiedyś mój kolega z roku, gorliwy zetempowiec, wyczekał na jakąś sekundę ciszy i na widok kukły amerykańskiego prezydenta, którą niesiono w pochodzie, wrzasnął: „Precz z Trumanem!”. Szef klakierów miał w tym samym czasie i w tej samej sekundzie zapisany okrzyk „Niech żyje” – na cześć jakiegoś przywódcy. Wrzasnął, więc swoja kwestię i wyszło „Niech żyje Truman!”. Ale na tym nie koniec, bo ktoś poinformował stojącego obok Bieruta ministra Bermana, że krzyknięto „Precz z Bermanem”. Rzeczywiście mój kolega trochę seplenił i można było pomyśleć, ze chodzi o Bermana, a nie o Trumana. Za rogiem trybuny honorowej czekał na nas kordon smutnych panów w jednakowych płaszczach z gabardyny, które fasowali tajniacy.<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/untitled-Adrjanski.png"><img class="alignright size-full wp-image-4060" title="pan Zbigniew Adrjański" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/05/untitled-Adrjanski.png" alt="" width="238" height="300" /></a> Inni studenci tańczyli na Mariensztacie ze swoimi dziewczynami murarskie poleczki i walczyki, kupowali w ciężarówkach „Społem” specjalnie przygotowane na ten dzień parówki i cytryny, a my musieliśmy się tłumaczyć na Cyryla i Metodego, czy nasz kolega krzyknął „Precz z Bermanem”, czy „Precz z Trumanem”? I dlaczego w ogóle krzyczał nieproszony?. Nawet, jeżeli to robił z rewolucyjnych pobudek…&#8221;</p>
<p>Takie to były te nasze &#8222;Pochody Donikąd&#8221;, pochody pierwszomajowe moje i brata oraz jego przyjaciela, a także pana Zbyszka Adrjańskiego i jego kolegów studentów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pozdrawiam serdecznie z okazji 1 Maja</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/pochody-donikad-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>46</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ogród w kwietniu</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/ogrod-w-kwietniu/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/ogrod-w-kwietniu/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Apr 2012 09:04:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[choroba Ojca]]></category>
		<category><![CDATA[hiacynty]]></category>
		<category><![CDATA[kwietniowy ogród]]></category>
		<category><![CDATA[szpital]]></category>
		<category><![CDATA[tulipany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=4026</guid>
		<description><![CDATA[Słońce zaświeciło nam i oby na dłużej! W ogrodzie zaczynają kwitnąć tulipany, a także posadzone w donicach hiacynty. Zapach kwiatów przyciąga rzesze pszczół. Aby nie zanudzać postanowiłam pokazać kilka zdjęć wykonanych na poczatku kwietnia oraz dla porównania  z dzisiejszego poranka. Udało mi sie sfotografować (niezbyt wyraźnie niestety) sroczkę na płocie, a może jest to zapowiedź [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Słońce<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6058.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4043" title="Hiacynty w donicach" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6058-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a> zaświeciło nam i oby na dłużej! W ogrodzie zaczynają kwitnąć tulipany, a także posadzone w</p>
<p>donicach hiacynty. Zapach kwiatów przyciąga rzesze pszczół.</p>
<p>Aby nie zanudzać postanowiłam pokazać kilka zdjęć wykonanych na poczatku kwietnia oraz dla porównania  z dzisiejszego poranka.</p>
<p>Udało mi sie sfotografować (niezbyt wyraźnie niestety) sroczkę na płocie, a może jest to zapowiedź gości w domu? Kto wie? Może powrót Taty ze szpitala?<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6029.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4033" title="sroczka na płocie acha, wyjrzyj ze no ociec acha, kto to pędzi drogą, ...." src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6029-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Podstawowe prace ogrodowe zrobione były w marcu, teraz czekamy na wyniki naszych wysiłków. Wczoraj zakupiłam granulowany  nawóz ogrodowy &#8222;kurzak&#8221;, którym podsypałam kwitnące kwiaty oraz krzaki bzu czyli lilaki, tawuły, i drzewa  magnolii. <a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6012.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4031" title="kwitnace cebulice" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6012-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Porcję nawozu kurzego otrzymała również jedyna czereśnia i wisienka. Oba drzewka rosną dla potrzeb ptaków, które przylatują gromadnie w maju na poranną porcję witamin.</p>
<p>Dzisiejszy<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6049.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4039" title="Kwitnąca czereśnia" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_6049-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a> poranek jest tak piękny i obiecuje nam pogodę może na dłużej, może majówka będzie sprzyjała wyjazdom, a może uda nam się otworzyć sezon spotkań rodzinno- przyjacielskich. Ostatnie kaprysy pogody nie sprzyjały spotkaniom  na tarasie. Trudna sytuacja domowa, pobyt ojca w szpitalu też nie nastrajał do biesiadowania. Tym niemniej wciąż jestem dobrej myśli, wciąż mam nadzieję, że zainfekowany pęcherz w wyniku cewnikowania zostanie wyleczony i Ojciec niedługo wróci do domu, o czym marzy, a każdy mój przyjazd do szpitala kwituje jednym pytaniem: &#8222;Jakie masz plany? kiedy do domu&#8230;?&#8221; Mój ukochany staruszku, jakie ja mam plany? ja .. ja chciałabym już Ciebie mieć w domu, ale niedoleczony szybko z powrotem  wróciłbyś do szpitala. Musisz poczekać. Wtedy oczy zachodzą mu łzami, a ja z całych sił staram się ich nie widzieć. Wiem jakie myśli krążą mu po głowie. Wczoraj u pra -dziadka była z wizytą najstarsza pra- wnuczka. Rozmowa toczyła się w miłej atmosferze a pradziadek ochoczo rozmawiał. Prawdziwą radość zgotowała mu wiadomość, że Jego wnuczka urodziła synka Szymona. Ze łzami w oczach i radością oglądał przesłane zdjęcie kolejnego pra- wnuka w rodzinie. Tym większa radość, że młodą matką jest moja bratanica. Gratulacje dla mamuśki i najmłodszego członka rodziny. Zresztą w lutym synowa urodziła nam wnuka Aleksandra Michała,co sprawiło nam uzasadniona radość,  tak więc nasza rodzina powiększyła się co nas niezmiernie cieszy. <a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5990.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4028" title="Ogród w porannej rosie" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5990-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Tu pokazuję ogród w porannym słoneczku przybrany kropelkami rosy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>oraz ten<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5997.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4030" title="tulipany zaczynają kwitnać" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5997-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> sam ogród dwa tygodnie później</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Życzę wszystkim miłego dnia, pięknej pogody i dobrego nastroju, sama zaś jadę do szpitala, &#8222;mój staruszek&#8221; pewnie sie niecierpliwi.</p>
<p>Nie, proszę się nie martwić, nie jest sam, jest z nim moja imienniczka ciocia Jadzia, która od kilku tygodni opiekuje się Ojcem, gdyż tylko w ten sposób mogłam mu pomóc aby nie był sam w szpitalu, aby miał względny komfort podczas swojego niezbędnego leczenia szpitalnego. W tym samym czasie ja mogę wykonywać wszystkie moje obowiązki.</p>
<p>Pozdrawiam</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/ogrod-w-kwietniu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>60</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mistrzowska robota …</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/mistrzowska-robota/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/mistrzowska-robota/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Apr 2012 11:57:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA[Opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[andrzej szalewicz]]></category>
		<category><![CDATA[badminton]]></category>
		<category><![CDATA[badminton złoci medaliści gra mieszana]]></category>
		<category><![CDATA[Europejska Unia Badmintona]]></category>
		<category><![CDATA[Hala Arena Ursynów]]></category>
		<category><![CDATA[Hala Gwardia i Hala Mera]]></category>
		<category><![CDATA[Hala Mera]]></category>
		<category><![CDATA[Hala Mirowska]]></category>
		<category><![CDATA[Hala MZKS]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Musioł]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Rybka]]></category>
		<category><![CDATA[Julian Krzewiński]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszard Dyja]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszard Lachman]]></category>
		<category><![CDATA[Ryszard Zieliński]]></category>
		<category><![CDATA[Stadion X-lecia]]></category>
		<category><![CDATA[TVP]]></category>
		<category><![CDATA[TVP Redakcja Sportowa]]></category>
		<category><![CDATA[Wiesiek Chrobot]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Perek]]></category>
		<category><![CDATA[Zakłady Urządzeń Lampowych im.Róży Luksemburg Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Lippe]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Smarzewski]]></category>
		<category><![CDATA[Zdzisław Zakrzewski]]></category>
		<category><![CDATA[złoto na Mistrzostwach Europy w badmintonie]]></category>
		<category><![CDATA[złoty medal ME gra mieszana 2012 badminton]]></category>
		<category><![CDATA[złoty medal Robert Mateusiak/Nadia Zięba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=4005</guid>
		<description><![CDATA[Cz. 8 - Żarówki na Hali Mery &#160; Wspomnienia dotyczące organizacji międzynarodowych mistrzostw Polski w badmintonie publikuję od 25 stycznia tego roku. Opisałam wiele zdarzeń z tamtych lat, które dotyczyły stanu wojennego, komitetu organizacyjnego, organizacji sportu polskiego, hali Mera, zasłon, hoteli i patrona pana Zbigniewa Lippe.  Dzisiaj powracam do wspomnień, gdyż wiem, że są one [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4321.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4010" title="Hala MZKS Mera (hala tenisowa)" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4321-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Cz. 8 -</p>
<p>Żarówki na Hali Mery</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wspomnienia dotyczące organizacji międzynarodowych mistrzostw Polski w badmintonie publikuję od 25 stycznia tego roku. Opisałam wiele zdarzeń z tamtych lat, które dotyczyły stanu wojennego, komitetu organizacyjnego, organizacji sportu polskiego, hali Mera, zasłon, hoteli i patrona pana Zbigniewa Lippe.  Dzisiaj powracam do wspomnień, gdyż wiem, że są one chętnie czytane przez badmintonistów i tych starszych, którzy wtedy brali udział w naszych zmaganiach wynoszenia badmintona na wyższy poziom organizacyjny i sportowy i tych młodszych pokoleń badmintona. Bez dobrej organizacji system szkolenia nie istnieje. Wiedzą o tym teoretycy sportu, trenerzy a przede wszystkim zawodnicy. Słaby organizacyjnie związek, to brak informacji, wymiany myśli szkoleniowej, brak codziennej „burzy mózgów”, brak kontaktu z zawodnikami, brak czasu na wysłuchanie bolączek zawodników i trenerów, brak kontaktu z terenem, a przede wszystkim brak permanentnego kontaktu z prasą radiem i telewizją. To również brak kreowania pozytywnej wizji i atmosfery wokół ukochanej dyscypliny. Cóż z tego, że wszyscy cicho jak myszki pracujemy,jeżeli nikt o tym nie wie. Nikt… Współpraca z mediami polegała na informowaniu ich, na zapraszaniu do związku na spotykaniu się na niwie prywatnej, tak by nasi zaprzyjaźnieni ( można powiedzieć, że wtedy mieliśmy samych zaprzyjaźnionych dziennikarzy) będą wiedzieli o aktualnej pracy nas wszystkich: zawodników,<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4324.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4014" title="Hala Mery wewnątrz" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4324-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> trenerów i działaczy, tych, którzy swój wolny czas a nierzadko własne pieniądze wykładali na różne przedsięwzięcia w tym spotkania z prasą. Tak było w przypadku Ryśka Lachmana, który wtedy pracował, jako wice prezes ds. propagandy, ale też, jako rzecznik prasowy związku (używając dzisiejszego słownictwa). Tylko On wie ile pieniędzy wydawał na spotkania w kawiarniach (nawet mnie nigdy się do tego nie przyznał, pomimo wielkiej naszej przyjaźni). Rysiek kreował wizerunek związku a my wpisywaliśmy się weń, inaczej mówiąc,  to co robiliśmy, nasze wysiłki Rysiek umiejętnie sprzedawał prasie, informując ich nie tylko o sukcesach, ale też prawdziwych kłopotach.</p>
<p>Jednym z naszych największych „kłopotów” była Hala Mera. Jak już wiemy Warszawa lat osiemdziesiątych nie posiadała hali ani COS Torwar, ani Hali Arena na Ursynowie, ani żadnej innej hali, która nadawałaby się na zorganizowanie zawodów typu „International Championships”. Co to takiego te międzynarodowe mistrzostwa?  To był cykl imprez Europejskiej Unii Badmintona wchodzących w serię turniejów a raczej mistrzostw międzynarodowych poszczególnych państw na terenie Europy. Po utworzeniu Polskiego Związku Badmintona bardzo chcieliśmy zostać włączeni do grona państw organizujących te zawody. Niestety, musieliśmy spełnić wiele wymagań nałożonych na organizatorów, do tego potrzebna była przede wszystkich dobra hala, która spełniała nałożone wymogi. Poszukiwania nasze poszły w kierunku Mery, gdyż była nie tylko nowa, ale jak na owe czasy nowoczesna, niedawno zbudowana, a dodatkowym walorem był hotel położony kilka minut spacerem od tej hali.  Ryszard Zieliński –kierownik i dusza obiektu oraz jego pracownica pani Hanna to był tandem, który należało przekonać, aby badminton mógł cztery dni w roku czarować swoim pięknem sympatyków z Warszawy i nie tylko.</p>
<p>Ryszarda  znałam z Hali Gwardii, czyli popularnej Hali Mirowskiej, gdzie znacznie wcześniej organizowałam „Turniej o Szablę Wołodyjowskiego”.  Umówiliśmy się na spotkanie i wytoczyliśmy wszystkie „armaty” przekonując, dlaczego warto udostępnić Merę badmintonowi. Rysiek, miły człowiek<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4350.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4016" title="Hala CWKS Gwardia popularna Hala Mirowska" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4350-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> otwarty na sport miał swoich przełożonych. Rozumiejąc nasze potrzeby, rozumiejąc i kochając sport chciał nam pomóc, jednak wszystko zależało od jego przełożonych. My jednak wierzyliśmy w naszą „łagodną siłę perswazji” oraz moc sprawczą Ryśka. Postanowiliśmy jednak dać mu oręż, który przedstawiony zarządowi Hali Gwardii przeważył argumenty na naszą korzyść.</p>
<p>Wizytując obiekt hali stwierdziliśmy, że hala jest prawie w ogóle nieoświetlona, te dziesięć czy jedenaście żarówek, które się tam świeciły absolutnie nie wystarczały dla potrzeb badmintona. Wiedzieliśmy już, że Rysiek Lachman dopilnował, aby nasze mistrzostwa roku 1982 zostały wstawione w ramówkę tv (szefem redakcji sportowej TVP był Ryszard Dyja), ale też zdawaliśmy sobie sprawę, że transmisja telewizyjna to wymóg określonej ilości światła, które było niezbędne przy realizacji telewizyjnej. O ile dobrze pamiętam powiedziano nam, że aby sprostać temu zdaniu na hali musi być 2000 luksów (cokolwiek to znaczy!). Hmmm…. Ciekawe te luksy, ja o nich pojęcia nie miałam, ale po rozmowie z inżynierem Szalewiczem oświeciło mnie jak halę Mery po zamontowaniu dodatkowych żarówek. Tylko właśnie z tymi żarówkami był cholerny kłopot. Otóż w hali wybranej przez nas zamontowano oświetlenie używając lamp (żarówek) typu LH 256. Takie żarówki produkowały tylko Zakłady Urządzeń Lampowych  im. Róży Luksemburg w Warszawie przy ul. Towarowej. Ilość tych lamp, jakie zakłady<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4327.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4013" title="Dzisiaj żarółwki wiszą na lince, w 1982 r żarówki były przymocowane pod dachem hala miała przepisowa dla badmintona wysokość 11 metrów" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4327-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> produkowały były wielce limitowane coś około 200 sztuk w roku!!! Jednak dla chcącego nie ma nic trudnego. Jak już napisałam Polak potrafi wszystko!!! Prezes związku, dyrektor Zakładów Aparatury Elektronicznej ZAE POLON pan Andrzej Szalewicz otrzymał następujące zadanie: „ prezesie musisz swoimi dyrektorskimi koneksjami spotkać się z dyrekcją Zakładów Urządzeń Lampowych im. Róży Luksemburg (jak to zrobisz to już jest Twoja głowa) i musisz wykupić dla naszego związku całą produkcję lamp, jakie posiada „Róża Luksemburg”.</p>
<p>Andrzej uczestnicząc w spotkaniu wiedział, że nie należy z nami dyskutować, tylko ufając w naszą mądrość powiedział, dobrze temat ten postaram się załatwić.</p>
<p>I o to chodziło. Plan nasz był prosty. Hala Mera, ciemna i nieoświetlona nie może przez nas być wynajęta. Wynajem kosztuje i wcale nie jest to mała kasa. Kierownictwo Mery musi być zainteresowane wynajmem hali, a pieniądze muszą odgrywać rolę drugorzędną, (choć ważną), pierwszorzędnym zaś był permanentny brak żarówek, które przepalały się a na rynku było ich brak… kompletnie. I trudno się dziwić. Nie wiem w ilu halach zamontowano żarówki typ LH 256, ale produkowane 200 sztuk to chyba była kropla w morzu potrzeb.  Poza brkiem żarówek na hali, panujących tam przysłowiowych „egipskich ciemności”, na hali brak było wielu rzeczy a mianowicie kurków do wody, zakrętek, pokręteł, rurek, dobrze pracujących spłuczek w toaletach, czystej wykładziny kortowej, którą pokryta była cała hala w tym miejsca wyłożone wykładziną kortową, które udawały widownię a które<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4325.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4011" title="dzisiaj są piękne siedziska, w roku 1982 siedzieliśmy bez tych krzesełek bezpośrednio na wykładzinie" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4325-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> regularnie pokrywały się odchodami ptaków, jakie mieszkały pod dachem hali, oraz wielu drobnych, ale istotnych rzeczy jak na przykład krzesła dla WiP-ów, których zapraszaliśmy na finały imprezy.</p>
<p>Prezes Andrzej Szalewicz stanął na wysokości nałożonego nań zadania i w ciągu tygodnia żarówki wylądowały w naszym magazynie przyjęte na stan wyposażenia na kartotekę z odpowiednim protokołem uzasadniającym zakup żarówek, podpisanym przez komisję sprzętową. Wyposażeni w żarówki, w możliwości konserwatorskie hali tutaj; muszę skłonić głowę przed Januszem Rybką, który właśnie ukończył studia doktoranckie na Wydziale Wodno &#8211; Kanalizacyjnym Politechniki Wrocławskiej, dobrał sobie ekipę techniczną, i podjął się zadania przygotowania hali do naszych mistrzostw.  Januszu, dzisiaj po wielu latach mogę Ci podziękować, gdyż przez wiele sezonów wykonywałeś trudną robotę tak by „nasza” hala świeciła się i była na medal.  Serdeczne podziękowania dla Ciebie i Twoich Ludzi!!!</p>
<p>Ponowne spotkanie z panem Ryszardem Zielińskim i panią Hanną było czystą formalnością, niby jeszcze trwały negocjacje cenowe wynajmu obiektu, ale obydwoje po usłyszeniu wiadomości, nie chcecie z nami pracować, trudno, nie będziecie mieli żarówek niezbędnych na waszej hali, sytuacja się odmieniła, zainteresowanie wzrosło, a miny na twarzach warte były naszych wysiłków: Jak to macie żarówki? Na nasza halę? A skąd?  To ostatnie pytanie pozostało bez odpowiedzi, na pozostałe odpowiadaliśmy z uśmiechem, mamy, mamy i nawet wiemy, kto je założy, demontując stare.<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4332.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4015" title="widok na halę Mery wewnatrz z balkonu, na którym na finałach stało po 800 osób z obu stron kortów" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4332-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> W tym miejscu muszę dodać, że żarówki były zamontowano pod dachem hali na wysokości 11 – 12 metrów. Praca ta wymagała, aby ci, którzy będą wymieniali żarówki, mieli uprawnienia pracy na wysokościach. I my znaleźliśmy również na to sposób. Hanna Wiktorowska, sekretarz generalny Klubu Wysokogórskiego ( dzisiejszego Polskiego Związku Alpinizmu) podpowiedziała nam ekipę alpinistów, którzy mieli uprawnienia i mogli wykonać dla nas tę robotę.</p>
<p>W wyniku rozmów ustaliliśmy, że podpiszemy umowę wynajmu całego obiektu: właściciel udostępni nam obiekt, za określoną kwotę, my zaś w ramach podpisanej umowy, poniesiemy koszty</p>
<p>Wysprzątamy halę na własny koszt, uzupełnimy brakujące elementy sanitariatów, wymyjemy nawierzchnię kortową (używając naszych materiałów czystościowych, wymienimy na własny koszt żarówki LH 256 jednocześnie ponosząc koszty w ramach funduszu bezosobowego (wtedy był ściśle limitowany w każdej instytucji) prac na wysokościach. Poniesione przez nas koszty będą odjęte od wynegocjowanej kwoty za wynajem hali. W ten sposób o ile dobrze pamiętam za wynajem hali zapłaciliśmy około dwóch tysięcy złotych, plus to, do czego się zobowiązaliśmy. Ten sposób usług barterowych trwał przez kolejne lata aż do roku 1989, kiedy tona zawsze pożegnaliśmy się na z halą Mery, przenosząc mistrzostwa międzynarodowe do innych miast.</p>
<p>Za<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4323.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-4008" title="na tych kortach wyklejaliśmy boiska do badmintona" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_4323-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> to w roku 1982, sławetnym roku stanu wojennego, Hala Mery błyszczała jak nowa, wysprzątana, umyta z naprawionymi sanitariatami, papierem toaletowym, błyszcząca w świetle zamontowanych nowych żarówek LH 256, a Telewizja Polska nie mogła się nadziwić, że na hali jest wymagana ilość luksów (cokolwiek to znaczy) i można było przeprowadzić sześciogodzinna transmisję telewizyjną z finałów mistrzostw, po prostu to była mistrzowska robota!</p>
<p>Przygotowując ten wpis nie wiedziałam, że tytuł będzie tak pasował do wyniku osiągnięgtego przez naszą parę mieszaną</p>
<p>Roberta Mateusiaka /Nadię Ziębę (Kostiuczyk) którzy zdobyli</p>
<p><strong>ZŁOTY MEDAL Mistrzostw Europy</strong></p>
<p><strong>rozegranych w dniach 16-21.04.2012 w Carlskronie (Szwecja)</strong></p>
<p><strong>Serdeczne Gratulacje !</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/mistrzowska-robota/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyśpiewam Wam wszystko</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/wyspiewam-wam-wszystko/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/wyspiewam-wam-wszystko/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Apr 2012 10:51:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Informacje]]></category>
		<category><![CDATA["Papaya"]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Makowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Kalina Jędrusik]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Komeda]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Urbaniak]]></category>
		<category><![CDATA[Mieczysłąw Puzicki]]></category>
		<category><![CDATA[Mikrofon dla Wszystkich]]></category>
		<category><![CDATA[Urszula Dudziak]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Karolak]]></category>
		<category><![CDATA[Wyśpiewam Wam Wszystko]]></category>
		<category><![CDATA[Zofia Komeda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=3988</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj byłam z Moniką w mojej ulubionej warszawskiej księgarni. Lubię tam chodzić, ponieważ obsługa jest profesjonalna i pomocna a jednocześnie gawędzimy na aktualne tematy oraz na tematy książek ostatnio wydanych. Tutaj od lat kupuję książki i tu właśnie lubię zaglądać. Ostatnio trafiłam w tv na program  z panią Urszulą Dudziak, która opowiadała o swojej  książce. Panią [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj byłam z Moniką w mojej ulubionej warszawskiej księgarni. Lubię tam chodzić, ponieważ obsługa jest profesjonalna i pomocna a jednocześnie gawędzimy na aktualne tematy oraz na tematy książek ostatnio wydanych. Tutaj od lat kupuję książki i tu właśnie lubię zaglądać. Ostatnio trafiłam w tv na program  z panią Urszulą Dudziak, która opowiadała o swojej  książce. Panią Urszulę znam z turnieju tenisoweg<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/U-Dudziak-001.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3990" title="Urszula Dudziak " src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/U-Dudziak-001-243x300.jpg" alt="" width="243" height="300" /></a>o Baba Cup organizowanego przez Baśkę, stad moje zainteresowanie książką pod tytułem „Wyśpiewam Wam Wszystko”.</p>
<p>Wczorajszy zakup dzisiaj już jest historią, książka przeczytana, a więc mogę się podzielić swoją refleksją. Zanim powiem jak odebrałam wspomnienia pani Urszuli zacytuję fragment z książki, tak charakterystyczny dla naszej bohaterki:</p>
<p>„… Dzieci są dorosłe, cieszę się z tego, jakie są. Kocham to, co robię, jestem ciągle zajęta i mam ogromny zasób energii. Czuję wokół siebie dużo dobrych życzliwych spojrzeń, słyszę wiele ciepłych słów. Czasem ktoś mówi, że odmieniłam jego życie. Dużo podróżuję, ale najczęściej mieszkam w Warszawie. Mam wygodne mieszkanie tuż obok mojej ukochanej restauracji Delikatesy Esencja przytulonej do Teatru Rozmaitości. Przed oknami mam wielkie drzewa, które odgradzają mnie od zgiełku Marszałkowskiej i radośnie machają do mnie gałęziami, kiedy jest wietrznie. Po trzydziestoletnim pobycie w Nowym Jorku Warszawa jest innym światem, ale to jest mój świat.</p>
<p>Czytałam ostatnio w „Wysokich Obcasach” rozmowę z dziewięćdziesięcioletnią panią Alicją Gawlikowską- Świerczyńską. Ta wspaniała kobieta, przeżyła obóz w Ravensbruck, na pytanie dziennikarza Dariusza Zaborka, czy myśli o śmierci, odpowiedziała: ”Jakoś muszę umrzeć, ale na razie traktuje to nierealistycznie. Bo przecież mam dopiero dziewięćdziesiąt lat. Proszę pana, połowa chorób jest w głowie. Wiele w życiu zależy od nas samych, od nastawienia, od sposobu odnalezienia się. Niech mi pan wierzy. W miarę upływu lat jestem coraz zdrowsza. Lekarz, który robił mi echo serca, mówi:, Ale piękne młode serce”.</p>
<p><em>Kocham<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/U.Dudziak-śpiewajpg2.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3996" title="Urszula Dudziak śpiewa fot. Jan Rozmarynowski" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/U.Dudziak-śpiewajpg2-300x224.jpg" alt="" width="300" height="224" /></a> Panią, Pani Alicjo!!!</em></p>
<p>Moja była menadżerka Joasia powiedziała kiedyś: „Ula, jak patrzę na ciebie, to sobie wyobrażam, jak wwożę ciebie stuletnią na scenę na wózku i krzyczę ci do ucha: Ula, drzyj się, drzyj!”. Jeszcze nie mam setki, a drę się jak cholera, ile mi sił starczy. Chciałabym mieć te swoje sześćdziesiąt osiem lat, przez co najmniej lat dziesięć, a potem włączyłabym wsteczny bieg. A teraz otwieram szeroko drzwi i zapraszam do siebie, w podróż po moim dotychczasowym życiu. Pretekstem do tych opowieści są piosenki, które mi towarzyszyły i towarzyszą…” „… Zapisałam te opowieści tak, jak lubię, jakbym mówiła. I mówię dalej. Sposób, w jaki napisałam tę książkę, nie zamyka opowieści o mnie, przeciwnie, pozwala mi rozkręcić się w przyszłości. Już teraz, kiedy książka jest praktycznie przygotowana do druku, mam stos notatek do następnych opowiadań…”</p>
<p>„.. Kiedy zagalopuję się i mówię, że mam siedemdziesiątkę na karku, moja siostra Danusia oburza się i szybko mnie koryguje: „ Ula, ty masz dopiero sześćdziesiąt osiem!”..”</p>
<p>Książkę pani Urszuli przeczytałam w kilka godzin jednym tchem. Można powiedzieć pędząc prawie na bezdechu.  Czytając o osobach z pierwszych<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/U.Dudziak-Krzysztof-Logan-Tomaszewski-syn-Bogdanajpg1.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3997" title="Urszula Dudziak -  Krzysztof Logan Tomaszewski -syn Bogdana Tomaszewskiego" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/U.Dudziak-Krzysztof-Logan-Tomaszewski-syn-Bogdanajpg1-300x264.jpg" alt="" width="300" height="264" /></a> stron gazet, tabloidów czy też znanych wszem i wobec jesteśmy przekonani, że życie ich jest usłane różami, pasmem sukcesów, zwycięstw i jest po prostu sielskie, anielskie.  Nic z tych rzeczy. Z panią Urszulą jesteśmy prawie równolatkami, bo rok różnicy to absolutnie nic. Dorastałyśmy w tym samym czasie Peerelowskich czasów, w szaro burej rzeczywistości, gdzie kolorowy ptak nie był mile widziany, szczególnie, gdy był wybitnie utalentowany, zdolny zaśpiewać wszystkie standardy amerykańskiego jazzu, nie znając ani pół słowa po angielsku. Zresztą sama autorka o tym napisała, śmiejąc się ze swojej „angielszczyzny” kpiąc z bezczelności młodej dziewczyny, tym niemniej to właśnie w Zielonej Górze w latach sześćdziesiątych, usłyszał ją po raz pierwszy Krzysztof Komeda, któremu towarzyszyła żona Zosia. 17-Letnia Urszula w szkolnym mundurku poleciała do restauracji Piastowska na umówione przez pana Mieczysława Puzickiego spotkanie, który w tej restauracji grał i wiele dobrego mógł powiedzieć o pannie Urszuli. Uprosił mistrza Komedę o przesłuchanie tej Ulki ze szkoły przy Chopina, która fajnie śpiewa jazz.</p>
<p>„, Co chcesz zaśpiewać?” zapytał. Wymieniłam trzy moje ulubione standardy z repertuaru Elli Fitzgerald: „Stompin’ at The Savoy”, „Goody, Goody”, i „A Foggy Day”. Zaśpiewałam wszystkie. Chwila ciszy… Krzysiu powoli podniósł głowę znad klawiatury i zapytał:, „Jakie masz plany na wakacje?”, Zaniemówiłam. „Przyjedź do Warszawy i zaśpiewaj z moim zespołem w piwnicy <a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/Urszula-Dudziakjpg4.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3998" title="Urszula Dudziak fot. Jan Rozmarynowski" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/Urszula-Dudziakjpg4-236x300.jpg" alt="" width="236" height="300" /></a>jazzowej Pod Hybrydami”-dodał&#8230;”</p>
<p>Żona Komedy pani Zosia odwiedziła rodziców Urszuli ustalając szczegóły wyjazdu do Warszawy oraz zapewniła o osobistej opiece nad małolatą. To właśnie ona, pani Zosia wymyśliła sceniczne emploi dla panny Urszuli, kazała obciąć włosy i na plakatach pojawiło się nazwisko: Urszula Dudziak, aby przez kolejnych kilka dekad świecić blaskiem najczystszym najpiękniejszego głosu lekko drżącego w górnych partiach wokalu.</p>
<p>Tak wspomina to sama Pani Urszula:</p>
<p>„Mija kilka lat i ląduję w Warszawie w Studiu Nagraniowym Polskiego Radia przy Myśliwieckiej, w reżyserce siedzi Krzysiu Komeda, ja wpatrzona w niego nagrywam jego utwór „Nie jest źle” z tekstem Agnieszki Osieckiej. Przepiękny aranż napisał mój przyszły mąż Michał Urbaniak. Śpiewając, obserwuję Krzysia. W pewnym momencie zawieszam głos na wysokim C, otulając je łagodnym vibrato. Krzysiu zdumiony i wyraźnie zachwycony wstaje z krzesła i bije mi brawo. Po skończonym nagraniu mówi cicho i dobitnie: ”Jesteś niesamowita, a ten twój wysoki głos przepiękny”. Od tego czasu polubiłam mój sopran i obnoszę się z nim dumnie do dzisiaj…”</p>
<p>Tyle cytatów z książki., która jest zapisem wielkiej artystki, a jednocześnie wspaniałej kobiety, mamy, którą życie nie rozpieszczało, wcale!</p>
<p><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/Urszula-Dudziak-Molly-i-Ewaryst-Świtkowiejpg3.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3999" title="Urszula Dudziak -Molly i Ewaryst Świtkowiej fot. Jan Rozmarynowski" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/Urszula-Dudziak-Molly-i-Ewaryst-Świtkowiejpg3-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Polecam tę książkę, tę opowieść, która jest „… <em>jak jej głos, pełna szczerości, osobista, spontaniczna… Możemy brać przykład z takich ludzi jak Ula. „Wolność jest możliwa”… Słyszę to za każdym razem, kiedy szukam w niej inspiracji. (Esperanza Spalding)</em></p>
<p>A ja mogę tylko skromnie dodać, że książkę tę czyta się tak jak się słucha pani Urszuli Dudziak, z radością.</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/wyspiewam-wam-wszystko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>39</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>1000 lat wkurzania Francuzów</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/1000-lat-wkurzania-francuzow/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/1000-lat-wkurzania-francuzow/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Apr 2012 06:50:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycje]]></category>
		<category><![CDATA[1000 years of annoying the French]]></category>
		<category><![CDATA[bitwa pod Hasting]]></category>
		<category><![CDATA[Hampton Court]]></category>
		<category><![CDATA[Henryk V]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna d'Arc]]></category>
		<category><![CDATA[Normandia]]></category>
		<category><![CDATA[Stephen Clark]]></category>
		<category><![CDATA[szampan]]></category>
		<category><![CDATA[szampan Dom Perignon]]></category>
		<category><![CDATA[Wilhelm Zdobywca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=3980</guid>
		<description><![CDATA[Święta minęły jak zawsze szybko, chyba za szybko, jak zwykle przygotowaliśmy „mało, rzec by można troszeczkę” a i tak lodówki w naszych domach pęczniały, jakby w jednej chwili przybyło im po kilkanaście kilogramów. Jak zwykle wszyscy wszystkim robiliśmy prezenty z nadwyżek produktów przygotowanych na Wielkanoc.  Od córki dostałam 2 słoiki pysznej sałatki, troszkę pasztetu, zaś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Święta minęły jak zawsze szybko, chyba za szybko, jak zwykle przygotowaliśmy „mało, rzec by można troszeczkę” a i tak lodówki w naszych domach pęczniały, jakby w jednej chwili przybyło im po kilkanaście kilogramów. Jak zwykle wszyscy wszystkim robiliśmy prezenty z nadwyżek produktów przygotowanych na Wielkanoc.  Od córki dostałam 2 słoiki pysznej sałatki, troszkę pasztetu, zaś ja rozdawałam mazurki i sernik, zgodnie z tradycją” w dobre ręce oddam…”.  Jako się rzekło święta za nami, wracamy do naszych „buraczków”, czyli do blogowania i opowieści dziwnych treści.  Na dzisiaj przygotowałyśmy z Beatą wpis o „miłości” Anglików do Francuzów. Temat odmienny od ostatnio prezentowanych, dlatego bardzo ciekawy.  Zapraszam do lektury:</p>
<p>Jadzia<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/wilhelmzdobywca.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3983" title="Wilhelm Zdobywca" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/wilhelmzdobywca-180x300.jpg" alt="" width="180" height="300" /></a> poprosiła mnie o napisanie paru słów o Hampton Court, ale pałac ten musi poczekać do Maja, kiedy to tamtejsze ogrody rozkwitną feerią wiosennych barw i będę mogła nie tylko coś napisać, ale również i pokazać. W zamian napiszę o miłości dwóch nacji. Uczucia pomiędzy narodem angielskim i francuskim poprzez stulecia można przyrównać do uczucia Polaków do zaborców. Uczuć gorących było brak.  Historia tych dwóch państw jest mocno skomplikowana i długo te narody pracowały, żeby się totalnie znielubić. Nie zamierzam zanudzać szanownych czytelników zawirowaniami politycznymi, wojnami i szczegółową historią, wybiorę z opisanych historii kilka rodzynków, faktów mało znanych i dość zniekształconych na kontynencie. Dlaczego zajęłam się tym tematem?  Otóż czytam książkę Stephen Clarke’a  „1000 years of annoying the French” i nie pamiętam, kiedy się tyle uśmiałam podczas czytania, jakby nie było, książki historycznej. Podobno punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, więc w tym przypadku sprawa się komplikuje, bo co prawda autor jest Anglikiem, ale za to frankofilem mieszkającym we Francji. Znany jest przede wszystkim z serii książek „Merde” w żartobliwy sposób opisujących perypetie Brytyjczyka we Francji. Po stronie francuskiej czy angielskiej, to jednak jest nieważne, ważne jest, że autor podczas pisania tej książki dokładnie opisywane zagadnienia zgłębił i przełożył je na papier w sposób tak niezwykle lekki, dowcipny i ironiczny, że po prostu nie sposób się od książki oderwać.  Podważył w niej mity i półprawdy z fantazją iście ułańską i kilkoma z nich tutaj się podzielę. Na początku parę pytań, czy bitwa pod Hasting naprawdę była zwycięstwem francuskim?  Czy prawda jest, że to Anglicy spalili Joannę d’Arc? Czy szampan jest zasługą Francuzów? Żeby zadanie wszystkim ułatwić, od razu podaję, że odpowiedzią na wszystkie powyższe pytania jest NIE!!!</p>
<p>Wilhelm Zdobywca, książę Normandii wylądował w Anglii w 1066 roku, odniósł błyskawiczne zwycięstwo i koronował się na króla angielskiego. Czy oznacza to, że Anglia jest właściwie kolonią francuską?  Fakt ten Francuzi nieustająco podkreślają, tylko zapominają, że Normandia wcale nie była częścią Francji! De facto była ich największym wrogiem, krainą zaludnioną imigrantami skandynawskimi, zwanymi  potocznie, Wikingami. Wilhelm bardziej był znany (ku swojemu utrapieniu), jako Wilhelm Bękart niż Zdobywca, gdyż był nieślubnym synem młodszego księcia Normandii. Ślubny czy nie, był niewątpliwie doskonałym wojownikiem i słynął z tego, że wbrew panującym trendom tego okresu, nigdy nie pił więcej niż 3 kieliszki wina (sam ten fakt dowodzi, że Francuzem to na pewno nie był!!!).  Na dodatek, Wilhelm był spokrewniony z panującym angielskim królem Edwardem, który zresztą wybrał go, jako przyszłego króla Anglii (z wielką czy małą ochotą to już oddzielne zagadnienie).</p>
<p>Zajmijmy<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/joannadarc.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3984" title="Joanna d'Arc" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/joannadarc-228x300.jpg" alt="" width="228" height="300" /></a> się teraz nieszczęsną Joanną d’Arc – młoda dziewczyna, pochodzenia chłopskiego zaczyna słyszeć głosy nawołujące ją do ratowania ojczyzny, która to była w opałach po tym jak angielski król Henryk V skolonizował Normandię (ach, znowu ta Normandia) oraz całą północną część Francji powyżej Loary. „Przekonał” on francuskiego króla Karola VI, że korona francuska na głowie Anglików będzie znacznie lepiej wyglądać. To się bardzo Joannie nie spodobało, a że głosy w jej głowie nie należały do byle, kogo, tylko do Św. Michała i Św. Katarzyny, więc z poparciem okolicznego ludu udała się do wojsk francuskich z misją.  Jej młodość i zapał zyskały jej wiele zwolenników i sam jej widok dodał francuzom animuszu, więc zaowocowało to wieloma zwycięstwami.  Niestety woda sodowa jej po pewnym czasie uderzyła do głowy i zaczęła dyktować swoje warunki nie tylko generałom, ale i nieudacznemu młodemu królowi francuskiemu, który pomimo braku odwagi i rozumu, jednakże poczuł się urażony, że kobitka zamiast siedzieć w kuchni, wtrąca mu się w politykę. Tak, więc niewdzięczni władcy, włącznie z narodem, (który znalazł sobie inne bożyszcze, męskiego supermana zamiast dziewicy) podziękowali Joannie za służbę, merci, ale non merci.  Wystawiona do wiatru Joanna została wzięta do niewoli przez lidera Burgundii, który to oczekiwał dużej mamony od jej dawnych francuskich wielbicieli. Sprawa się skomplikowała, bo nie było chętnych do wypłaty. W końcu pieniądze znaleźli Anglicy i wcale jej nie musieli skazywać, bo milusińscy rodacy oskarżyli ją o straszną zbrodnię&#8230;. Noszenie spodni. Dorzucili do tego obrazę moralności i Boga, bo kto to widział, żeby walczyć w dzień święty, niedzielę! Tego już było za wiele dla zapalonych katolików i w roku 1431 spłonęła na stosie.</p>
<p><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/szampandomperinon.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3985" title="szampan Dom Perignon" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/szampandomperinon-217x300.jpg" alt="" width="217" height="300" /></a>Smutno się trochę zrobiło, więc porozmawiajmy na koniec o szampanie.  Dom Perignon, benedyktyński zakonnik w pocie czoła pracuje w Szampanii nad udoskonalaniem musującego wina – jest rok 1668. Denerwują go strasznie te bąbelki, bo co i rusz powodują eksplozję butelek. Robi, więc wszystko, żeby się ich pozbyć; udoskonala fermentację, produkuje wina czystsze, zbiera winogrona tylko rano, wyrzuca nadpleśniałe owoce i stosuje mniejszy nacisk na nie przy wyciskaniu soku. Zmienia również drewniane korki na korkowe, ale to z kolei powoduje eksplozję dna butelek, których kruche szkło nie wytrzymuje nacisku.  Anglicy natomiast zakochali się w tym trunku; zaczęli dodawać cukru i melasy dla wytworzenia zwiększonej wtórnej fermentacji. Zamiast walczyć z bąbelkami, w Newcastle wyprodukowali butelki z grubszym dnem. I po problemie. Bąbelki są. Dno całe. Jak więc widzimy, Dom Perignon robił wszystko, żeby szampana zepsuć, natomiast szalona moda na ten trunek w Albionie spowodowała wreszcie zainteresowanie się tym napojem we Francji. Zaciekawiony Ludwik XIV zakupuje pierwszą porcję szampana i uznaje (zapewne z wielkim bólem), że Anglicy pod tym względem jednak mają rację. Takie oto ciekawostki można wyczytać w książce Clarke’a, którą wszystkim gorąco polecam,</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Goszczona przez Jadzię, Beata</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/1000-lat-wkurzania-francuzow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielka Sobota, Wielka Niedziela, Poniedziałek Wielkanocny</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/wielka-sobota-wielka-niedziela-poniedzialek-wielkanocny/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/wielka-sobota-wielka-niedziela-poniedzialek-wielkanocny/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 06:52:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Historia]]></category>
		<category><![CDATA[Święta]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia]]></category>
		<category><![CDATA[Dyngowanie]]></category>
		<category><![CDATA[Dyngus]]></category>
		<category><![CDATA[msza rezurekcyjna Wielka Niedziela]]></category>
		<category><![CDATA[Poniedziałek Wielkanocny]]></category>
		<category><![CDATA[Przywoływki]]></category>
		<category><![CDATA[ressurectio]]></category>
		<category><![CDATA[Smingus]]></category>
		<category><![CDATA[Tradycja Wielkiej Soboty]]></category>
		<category><![CDATA[Wielka Niedziela]]></category>
		<category><![CDATA[Wielka Niedziela msza rezurekcyjna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=3970</guid>
		<description><![CDATA[Wielka Sobota jest dniem święconego. Rankiem tego dnia jest święcenie ognia a zapalanie i święcenie ognia oznaczało rozpoczynanie nowego czasu. Po poświęceniu ognia odbywało się święcenie wody. Po poświęceniu ognia i wody po odśpiewaniu przez kapłana „Gloria” rozwiązuje się dzwony, które dzwonią po raz pierwszy po kilkudniowym milczeniu. Rano święcono ogień i wodę, a przez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5884.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3972" title="Wielki Piątek, w domu juz prawie wszystko przygotowane" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5884-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a>Wielka Sobota</strong> jest dniem święconego. Rankiem tego dnia jest święcenie ognia a zapalanie i święcenie ognia oznaczało rozpoczynanie nowego czasu. Po poświęceniu ognia odbywało się święcenie wody. Po poświęceniu ognia i wody po odśpiewaniu przez kapłana „Gloria” rozwiązuje się dzwony, które dzwonią po raz pierwszy po kilkudniowym milczeniu.</p>
<p>Rano święcono ogień i wodę, a przez cały dzień pokarmy.</p>
<p>Według staropolskiego zwyczaju tak zwane „święcone” stawiano na wielkim stole w jadalni. Składały się na nie szynki, kiełbasy, salcesony, ryby w galarecie, prosię pieczone w całości oraz wielkanocne ciasta: mazurki, torty, przekładańce oraz staropolskie „baby”. Nie zapominano także o nalewkach, wódkach, miodach pitnych, piwie i winie. Na stole nad wszystkimi potrawami górował Baranek zrobiony kunsztownie z masła lub cukru. Cały stół kuszący kolorami, smakami, zapachami, ozdabiano zielonym barwinkiem i kolorowymi pisankami. Święcone zależało od możliwości finansowych domu, było bardzo bogate, ale też i bardzo skromne.</p>
<p>Na szczególną uwagę w staropolskiej kuchni zasługiwało pieczenie bab i mazurków, które są specjałami rdzennie polskimi. Pieczenie bab wielkanocnych odbywało się zgodnie wielowiekową tradycją, można powiedzieć zgodnie z pewnym „misterium”. Mężczyznom do kuchni w tym czasie wstęp był wzbroniony. Kucharka wybierała najbielszą mąkę, rozpuszczano szafran w wódce, nie tylko użyczał pięknego koloru, ale również dawał korzenny aromat, ucierano setki żółtek z cukrem, mielono migdały, przebierano rodzynki, tłuczono w moździerzach wanilię, robiono zaczyn z drożdży. Nałożone do form babowych ciasto nakrywano lnianymi obrusami, aby się nie przeziębiło i odpowiednio wyrosło, po czym wyrośnięte baby wsadzano ostrożnie do pieca. Po wyjęciu łopatą z pieca kładziono je na puchowych pierzynach, by stygnąc nie zgniotły się. „Usiadła” baba była kompromitacją gospodyni. Najsłynniejsze były baby muślinowe i puchowe. Pochodzenie mazurków do dziś nie jest jasne. Podejrzewa się, że są to przysmaki kuchni tureckiej. Mazurki wykonywano na kruchym, cieniutkim spodzie, pokryte warstwą masy orzechowej, migdałowej, kajmakowej, bakaliowej, przepięknie zdobione bakaliami, migdałami i konfiturą.</p>
<p>W różnych książkach kucharskich prezentujących staropolskie obyczaje możemy przeczytać opisy święconego na magnackich czy szlacheckich lub mieszczańskich dworach, które było raczej luksusem kulinarnym ponad stan, który mogło doprowadzić gospodarzy do ruiny kieszeni, ale też i zdrowia, i z roztropnością finansową nie miało nic wspólnego. Powiedzmy sobie szczerze, że i dzisiaj, gdy przygotowujemy święcone, niewiele to ma wspólnego z naszym głosem rozsądku. Tradycja „zastaw się a postaw się” jest do dzisiaj w nas głęboko zakorzeniona.</p>
<p>Wielką Sobotę kończyła rezurekcja- nabożeństwo biorące swoja nazwę od łacińskiego resurrectio- zmartwychwstanie.” Jest to obrzęd radosny, w krajach słowiańskich powszechny, polegający na wyniesieniu Najświętszego Sakramentu z grobu i trzykrotnej uroczystej procesji wokoło kościoła wśród pieśni wielkanocnych. Obchód ten powstał z misteriów średniowiecznych, a na jego rozszerzenie wpłynęli bożogrobcy” Gdy rozlegały się dzwony na rezurekcję wszyscy śpieszyli do kościoła, ( bo kto przespał rezurekcję, nie miał prawa jeść święconego), wierzono też, że kto nie pójdzie, będzie ciągle chorował. W czasie procesji trzykrotnie okrążającej kościół śpiewano pieśń zmartwychwstania „Wesoły nam dzień dziś nastał”, jedną z najstarszych religijnych pieśni, śpiewanej od setek lat. Wiele lat temu rezurekcyjne dzwonu zwoływały ludzi na rezurekcję o 12.00 w nocy.<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_3808.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3973" title="Świecone" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_3808-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> Jednak od czasów stanisławowskich przesunięto rezurekcję na wczesne godziny poranne, aby oszczędzić ludziom nie zawsze bezpiecznego powrotu do domu w godzinach nocnych. Stąd msza rezurekcyjna i uroczystości Zmartwychwstania w niedzielny wczesny poranek, gdzie dzwonom wtórowały  wystrzały z kalichlorku, kluczów, czy dubeltówek, a kiedyś wtórowały wybuchy z armat, moździerzy, strzelb, pistoletów.</p>
<p>Nadchodziła <strong>WIELKA NIEDZIELA</strong></p>
<p>Po prymarii, pierwszej mszy po Zmartwychwstaniu Pana, wszyscy śpieszyli do domów, a na drogach odbywały się wyścigi furmanek, bo kto pierwszy do domu dojedzie temu zboże nadzwyczaj się uda. Ja zaś uważam, że miało to też inny podtekst, ludzie byli wyposzczeni i śpieszno im było do domów na Wielkie Śniadanie.</p>
<p>Ucztę wielkanocną rozpoczynano dzieleniem się poświęconym jajkiem ugotowanym na twardo, połączone to było ze składaniem sobie życzeń. Po złożonych życzeniach ruszano do stołu – można powiedzieć według naszego nazewnictwa – był to raczej zimny bufet. Jak już napisałam największą atrakcją tego świętowania było wielkie obżarstwo. Wielkanoc zawsze była w Polsce świętem rodzinnym poświęconym jedzeniu. Ciekawe są recepty na uchronienie się od zgagi po wielodniowym poście. Według najstarszych porad (wyczytanych u Haliny Szymanderskiej w książce” Polskie Tradycje Świąteczne) przed śniadaniem należało zjeść święconego chrzanu i chuchnąć trzy razy do komina, albo zjeść przed śniadaniem usmażone na maśle pokrzywy, i tak przygotowani mogliśmy usiąść do uczty, o której rozmiarach możemy wyczytać w opisach staropolskich obyczajów jedzenia święconego.</p>
<p>Muszę<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_3835.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3976" title="Święta Zmartwychwstania Pana" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_3835-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> przyznać, że przygotowując ten wpis przeczytałam kilka książek, dotyczących staropolskiej tradycji święconego i we wszystkich znalazłam to samo, stoły przygotowane do śniadania Wielkanocnego uginające się pod ciężarem wszelkiego dobra, dań i frykasów przygotowywanych przez dworskich kuchmistrzów. Jednak muszę też stwierdzić, że czytając o rozmiarach tych uczt porównywałam je z obecnymi przyjęciami wydawanymi z okazji śniadania wielkanocnego nie tylko w mieście, ale też i na wsi. I jedno powiem, gdziekolwiek byłam, gdziekolwiek zapraszano nas na śniadanie trudno było uznać przygotowany stół za ubogi. Zawsze czy tow  mieście czy na wsi starano się, aby stół określał zamożność gospodarzy.</p>
<p>Pierwszy dzień świąt Wielka Niedziela upływa nam na spędzaniu czasu w ścisłym gronie rodzinnym. Dopiero <strong>Poniedziałek Wielkanocny</strong> jest dniem składania wizyt sąsiadom i znajomym. Był to również dzień harców i swawoli i oblewania się wodą. Czasami to oblewanie dawało się we znaki, szczególnie młodym pannom, które niejednokrotnie lądowały w rzece lub stawie. Dziewczęta się nie bardzo broniły, gdyż nie oblanie świadczyło o braku powodzenia u chłopców. Było śmiechu, co niemiara, gdy chłopcy wykrzykiwali głośno słyszane przez całą wieś wierszyki „przywoływkami” zwane, wymieniali też w ten sposób wady i zalety panien jak również ile wiader wody dla nich przeznaczają. Wierszyki nie zawsze były miłe, wykrzykiwano je z wysokiego drzewa lub siedząc na dachu, aby cała wieś słyszała dokładnie. Oto jedna z nich:</p>
<p>W pierwszej chałupie ode dworu<br />
Jest tam dziewka piękna, młoda<br />
Na imię jej Jagna, ·Do Boga i ludzi podobna,<br />
A niech się nie boi,<br />
Bo tam za nią Marcin stoi,<br />
I dla jej urody<br />
Pięć kubełków wody.</p>
<p>Albo:<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5890.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3959" title="stroik świąteczny" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5890-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> Panna Jadwiga, bogobojna,<br />
Ale chłopa pragnąca,<br />
Krowy nie wydoi, bo się ogona boi,<br />
Izby nie wymiecie, po kolana śmiecie<br />
Jest taka gruba, że potrzebuje,<br />
Dwie fury pyrzu,<br />
Dla wyłożenia w łyżu<br />
Jak chleb się upiecze,<br />
To się szczur pod skórką<br />
Przewlecze,<br />
Za karę dostanie sześć wiader wody.</p>
<p>Nie było formułki „niech się nie boi”, znaczy panna Jadwiga nie miała swojego kawalera. Ale było i tak:<br />
Jest tam dziewczyna, ładno, urodno,<br />
Do świni podobno,<br />
Z nosa do psa,<br />
Z brzucha do woło-dupa,<br />
Z oka do źryboka,<br />
Do jej manyżu<br />
Fure pyrzu.</p>
<p>Bywało i gorzej, więc przywoływanie rozpoczynano od słów:</p>
<p>„… Niech się trzęsą wszystkie dziewki, zaczynamy przywoływki”.</p>
<p>Niestety ten stary zwyczaj znika i dzisiaj jest znany tylko w Szymborzu koło Inowrocławia. W rodzinnej wsi Kasprowicza pielęgnuje ten zwyczaj Stowarzyszenie Klubu Kawalerów.</p>
<p>Poranne dyngowanie kończyło się popołudniowym oblewaniem dziewcząt. Dyngowanie – zbieranie datków. Jednak powinniśmy wiedzieć, że zwyczaje wielkanocne i wielkoponiedziałkowe różniły się między sobą w zależności od regionu i od wsi. W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę na<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5859.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3978" title="Wielkanoc" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5859-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> stary krakowski obyczaj Emausem zwany – urządzanym na pamiątkę objawienia się Chrystusa uczniom w drodze do miasta Emaus. Krakowski Emaus był to wielki, uroczysty spacer mieszczan po całym dniu siedzenia za stołem. Na Zwierzyńcu ustawiano kramy ze słodyczami, zabawkami, koralami. Młodzi chłopcy zaczepiali dziewczyny uderzając je baziami. A dla wszystkich spacerujących atrakcję stanowiły procesje bractw do zwierzynieckich kościołów – niesiono święte obrazy w towarzystwie licznych kapel. Trzeba też wiedzieć, że kiedyś Wielkanoc to trzy dni świąt, a wtorek trzeciego dnia nazywano Rękawka, jako, że ludność Krakowa rano po mszy w kościele Św. Benedykta właśnie na Rękawce hucznie się bawiła. Wielkanoc to święta radosne. W poniedziałek domy stały otworem dla gości, biesiadowano, żartowano, śmiano się i cieszono ze Zmartwychwstania Pana.</p>
<p>Kochani Czytelnicy, i ja Wam życzę Wspaniałych Świąt Zmartwychwstania Pana, Wesołego Alleluja!</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/wielka-sobota-wielka-niedziela-poniedzialek-wielkanocny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>34</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś na słodko, coś na słono</title>
		<link>http://www.okiemjadwigi.pl/cos-na-slodko-cos-na-slono/</link>
		<comments>http://www.okiemjadwigi.pl/cos-na-slodko-cos-na-slono/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 19:57:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jadwiga</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przepisy kulinarne]]></category>
		<category><![CDATA[Święta]]></category>
		<category><![CDATA[miesa gotowane]]></category>
		<category><![CDATA[przepisy kulinarne na święta wielkanocne]]></category>
		<category><![CDATA[schab inaczej]]></category>
		<category><![CDATA[schab karkowy inaczej]]></category>
		<category><![CDATA[śledzie]]></category>
		<category><![CDATA[śledzie inaczej]]></category>
		<category><![CDATA[świeta wielkanocne i przepisy]]></category>
		<category><![CDATA[szynka inaczej]]></category>
		<category><![CDATA[tort bezowy z kremem i owocami]]></category>
		<category><![CDATA[tort bezowy z owocami]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.okiemjadwigi.pl/?p=3961</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj chcę przekazać miłym czytelnikom szybkie przepisy na potrawy, które możemy podać podczas Świat Wielkanocnych. Nie zachęcam do obżarstwa, podaję przepisy na potrawy, które wydają mi się łatwe i proste a pochodzą z różnych stron Polski. Dzisiaj podam przepis, który bardzo mnie zaciekawił, gdyż od ponad miesiąca jestem na diecie. Pani Janka, która przez ostatnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5875.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3958" title="stroik świąteczny" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/03/IMG_5875-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Dzisiaj chcę przekazać miłym czytelnikom szybkie przepisy na potrawy, które możemy podać podczas Świat Wielkanocnych. Nie zachęcam do obżarstwa, podaję przepisy na potrawy, które wydają mi się łatwe i proste a pochodzą z różnych stron Polski. Dzisiaj podam przepis, który bardzo mnie zaciekawił, gdyż od ponad miesiąca jestem na diecie. Pani Janka, która przez ostatnie tygodnie opiekowała się moim Tatą opowiedziała mi o potrawie, którą w Jej rodzinie podaje się na Święta.  Pani Janka pochodzi z Włodawy, gdzie ten sposób przygotowywania schabu, schabu karkowego lub szynki jest popularny. Oto przepis:</p>
<p><strong>Schab, schab karkowy lub szynka </strong></p>
<p>2 kg mięsa (szynka, karczek, schab)<br />
2 l wody<br />
1/3 szklanki soli<br />
1 łyżka cukru<br />
1/2łyżeczki pieprzu prawdziwego<br />
1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego<br />
5 dużych ząbków czosnku<br />
2 łyżki majonezu· liść laurowy, ziele angielskie lub inne zioła wg uznania</p>
<p>Wieczorem<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5863.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3965" title="świateczne przystrojenie domu" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5863-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> w garnku wymieszać wodę z majonezem, dodać pokrojony czosnek całość zagotować, potem dodać wszystkie przyprawy i zostawić do ostygnięcia. Do całkowicie zimnej zalewy włożyć mięso, doprowadzić do wrzenia i gotować 10 min. Odstawić z ognia przykryć pokrywką i zostawić na całą noc. Rano ponownie doprowadzić do wrzenia i gotować 10 min. Ponownie przykryć garnek pokrywką, a kiedy zalewa wystygnie wyjąć mięso. W ten sposób przygotowany schab nie jest wysuszony, jest miękki, i nie zawiera dodatkowego tłuszczu. Polecam szczególnie dla osób odchudzających się tej Wiosny.</p>
<p><strong>Śledzie inaczej</strong></p>
<p><strong>Składniki: </strong>6 płatów śledziowych, 1, 5 szklanki mleka, 3-4 cebule, łyżka cukru, łyżeczka soli, groszek z puszki, majonez, 6 jajek ugotowanych na twardo, sok z jednej cytryny, biały pieprz i czerwona papryka w proszku, natka pietruszki do przystrojenia</p>
<p>Płaty śledziowe przeciąć wzdłuż, zalać mlekiem i wstawić do lodówki przynajmniej na 2 godz. Obrać 3- 4 cebule, pokroić w paseczki zalać wrzątkiem z dodatkiem 1 dużej łyżki cukru i łyżeczki soli. Jak cebula zmięknie, należy odcedzić i dodać groszek z puszki. Wymieszać z majonezem. Nałożyć na półmisek w postaci kopczyka. Ugotować 6 jajek na twardo, obrać i przekroić na pół, ułożyć na kopczyku z groszku, żółtkami do spodu. Śledzie odcedzić z mleka, natrzeć sokiem z cytryny i obsypać pieprzem białym albo ziołowym (dużą ilością). Jajka otoczyć filetem. Na każde jajko położyć listek pietruszki i posypać ostrą papryką. Danie gotowe, smacznego!</p>
<p><a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5855.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3964" title="jajka świateczne" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5855-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Na deser przygotowałam mój ulubiony</p>
<p><strong>Tort bezowy z owocami</strong></p>
<p>Wczoraj przygotowywałam ciasto kruche na mazurki, do których potrzebowałam żółtka, białka zaś pozostały. Pomyślałam, że można je wykorzystać do zrobienia bardzo prostego tortu bezowego z owocami i kremem ze śmietany oraz serka mascarpone. Tort ten jest uwielbiany przez wszystkich członków naszej rodziny.</p>
<p>Składniki: na 2 blaty bezowe potrzebne jest 12 białek (tyle właśnie mi pozostało), 1,5 szklanka cukru, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, kilka łyżek żurawiny do mięs, 2 łyżki winnego octu, 2 łyżki zimnej wody</p>
<p>Krem: 0,5 l śmietany kremówki, 125 g serka  mascarpone, 2 łyżki cukru pudru, ponadto 1 kg świeżych truskawek ( w sezonie, gdy są maliny używam malin, borówki amerykańskiej, jagód)</p>
<p>Wykonanie: Z białek i cukru ubijamy pianę, powoli sypiemy mąkę w dalszym ciągu ubijając około 1 minuty. Pod koniec ubijania dodajemy ocet i wodę, mieszamy delikatnie, aby połączyły się składniki. Wlewamy do dwóch tortownic wyłożonych papierem do pieczenia, aby mieć potrzebne dwa blaty do naszego tortu. Pieczemy obydwie tortownice naraz w temperaturze 150 stopni około 70 minut, po upieczeniu a raczej wysuszeniu bezy i uzyskaniu jasnego koloru, zostawiamy blaty do ostygnięcia.</p>
<p>W tym<a href="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5883.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-3968" title="stroiki świąteczne" src="http://www.okiemjadwigi.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_5883-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a> samym czasie ubijamy śmietanę na sztywno i mieszamy z połową opakowania serka mascarpone, dodajemy cukier. Krem ma być lekki. Pierwszy blat smarujemy kremem, na to dajemy kilka łyżek żurawiny, posypujemy migdałami układamy świeże owoce truskawek przekrojone na pół lub na ćwiartki, drugi blat od spodu smarujemy lekko kremem i kładziemy na owocowej warstwie. Wierzch  tortu smarujemy pozostałym kremem, układamy owoce truskawek, posypujemy płatkami migdałów (boki również). Wkładamy do lodówki w najchłodniejsze miejsce na 2 godziny lub na godzinę do zamrażarki. Podajemy z sosem ze zmiksowanych owoców leśnych. Przygotowanie tortu jest łatwe i nie zabiera nam dużo czasu, natomiast efekt jest zaskakujący wszystkich. Tort ten jest u nas przygotowywany na wszystkie uroczystości rodzinne szczególnie z okazji urodzin. Były to ostatnie przepisy przygotowane przeze mnie na święta wielkanocne. Mam nadzieję, że każdy znalazł coś dla siebie i będzie mógł wybrać to, co komu przypadło najbardziej do serca.</p>
<p>Wszystkim Paniom życzę udanych wypieków, oraz dużo zdrowia, uważajcie na siebie, czasami warto zrezygnować z jednej potrawy, jednego okna do umycia, które może być umyte później, aby świąteczny czas był również świątecznym odpoczynkiem z rodziną, spacerem a nie odpoczywaniem po gigantycznej pracy w kuchni. Tego Wam Wszystkim życzy</p>
<p>Wasza Jadwiga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.okiemjadwigi.pl/cos-na-slodko-cos-na-slono/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>49</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

