Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Elwira Seroczyńska cz. II

Autor: Jadwiga. 22 komentarze.
Spotkanie w MSiT od lewej Kazimierz Kowalczyk prezes PZŁS, Helena Pilejczyk, Dariusz Seroczyński i Tomasz Jagodziński

Spotkanie w MSiT od lewej Kazimierz Kowalczyk prezes PZŁS, Helena Pilejczyk, Dariusz Seroczyński i Tomasz Jagodziński

Na spotkaniu był obecny syn Elwiry Seroczyńskiej Dariusz, który jest absolwentem Politechniki Warszawskie,j Wydziału Inżynierii Lądowej.

„… Nasze życie rodzinne przeplatało się na zgrupowaniach raz była to Spała i Ośrodek Przygotowań Olimpijskich, a następnym razem było to Zakopane. Lubiłem jeździć z mamą. Chodziłem na wszystkie treningi. Kiedyś zbudowali mi latawca, i mieli mnie na kilka dni z głowy,  gdyż leżałem na trawie puszczając go,  a oni mogli trenować.

To właśnie w Zakopanem mama nauczyła mnie jeździć na nartach. Pamiętam, że będąc na zgrupowaniu kadry narodowej,  spała w hotelu  COS Zakopane lub w hotelu na Bystrem, a ja byłem odprowadzany na noc do sióstr zakonnych, gdyż regulamin, nie  pozwalał sportowcom na przebywanie z rodziną a tym bardziej dziećmi. Ale wszystkie dni  spędzałem z mamą.

Pamiętam również, że po zakończeniu kariery sportowej po Igrzyskach Olimpijskich w Insbrucku 1964 r. mam została trenerem. Pracowała bardzo ciężko, przygotowywała plany i analizy, ale pamiętam również jej ludzkie oblicze gdyż matkowała swoim zawodniczkom, troszczyła się aby były

trener kadry narodowej w łyżwiarstwie szybkim Elwira Seroczyńska wraz z zawodniczkami

trener kadry narodowej w łyżwiarstwie szybkim Elwira Seroczyńska wraz z zawodniczkami

ciepło ubrane. W jej zespole panowała rodzinna atmosfera. Przypominam sobie również czas gdy już dorosłem do roli „asystenta” mamy, gdy na jednych zawodach gdzie startowała Roma Troicka musiałem stać  po przeciwnej stronie wirażu i miałem poważne zadanie krzyczeć: prawa, prawa! Nie wiem na ile ten mój krzyk pomógł Romie, ale ja byłem dumny z pięknie wykonanego zadania.

Mama była ciekawa świata. Jako zawodniczka często wyjeżdżała, później jeździła z ekipą jako trener, aby po zakończeniu kariery zawodowej przyjeżdżać do mnie do Londynu, gdzie mieszkam.  Zawody w Wimbledonie były jej ulubionymi. W tym czasie zawsze była w Londynie. Przez dwa tygodnie oglądała codziennie telewizję, aby wieczorami gdy wracałem z pracy analizować mecze, przygotowanie zawodników do startów i popełniane błędy.

Dzięki mamie poznałem Anglię, ponieważ jeździliśmy, zwiedzaliśmy, spędzaliśmy czas na wielogodzinnych rozmowach.

Byliśmy też w Wilnie, w naszym majątku, który okazał się małą chałupką. Poszliśmy nad rzeczkę i nagle mama weszła do wody tak jak stała i zaczęła chlapać się radośnie, wtedy popatrzyłem na nią  jak na małą dziewczynkę, która przypomniała sobie tamten dziecięcy czas, a przecież była dorosłą kobietą.  Miejscowi  pamiętali rodzinę Potapowiczów i ich córeczkę, która biegała po wsi. To był wspaniały  powrót do korzeni.

od prawej Z.Hajduga, A.Szalewicz, I.Szewińska członek MKOL

od prawej Z.Hajduga, A.Szalewicz, I.Szewińska członek MKOL

Mama kochała spotkania z dzieciakami, lubiła śmiech i zabawę. Lubiła  spotkania z przyjaciółmi. Kiedyś pamiętam wystraszyłem się bardzo, ponieważ umówiliśmy się na telefon. Dzwoniłem z Londynu  do domu ( ul. Zwycięzców  ) a tu nikt nie odbiera. Po dwóch dniach poprosiłem kolegę aby poszedł do domu, pożyczył klucze od sąsiadki  i zobaczył co i jak. Mamy nie było. Pojechała na działkę do swoich znajomych, zapomniała o umówionym telefonie i wróciła po trzech dniach”.

O swoich kontaktach i przyjaźni z Elwirą opowiadała również Irena Szewińska. Panie najczęściej spotykały się w Zakopanem, które bardzo lubiły. Irena chodziła na krótsze wycieczki dwu, czy trzygodzinne, natomiast Elwira wychodziła z synem rano a wracała na obiado-kolację. Spotykały się również na Piknikach Olimpijskich a także współpracowały w Towarzystwie Olimpijczyków Polskich.

Mijały lata. Spotykałam się z Elwirą w Polskim Komitecie Olimpijskim, na różnych imprezach sportowych a także dorocznych spotkaniach Rodziny Olimpijskiej.  Jakoś tak w 1985 r wpadłyśmy na siebie na ulicy, zupełnie przypadkowo.  Elwira była zdenerwowana i smutna. Powiedziała mi, że straciła pracę.

-Jak to możliwe, Elwirko, Ty?!

Trofea Elwiry Seroczyńskiej przekazane przez Jej syna dla Muzeum

Trofea Elwiry Seroczyńskiej przekazane przez Jej syna dla Muzeum

Wtedy w ciągu sekundy pomyślałam a właściwie powiedziałam na głos, Ty nie straciłaś pracy Ty ją znalazłaś. Wtedy oczy jej rozbłysły, zrobiły się duże jak spodki. Jak to! – No tak, odpowiedziałam, od jutra będziesz pracowała w Polskim Związku Badmintona jako szef wyszkolenia.

-Ja? Odpowiedziała zadziwiona, przecież ja się nie znam na badmintonie. Tym razem ja się szczerze zaśmiałam. Elwira, Ty trener klasy mistrzowskiej, Ty znakomita zawodniczka, analityczny umysł, Ty nie znasz się na badmintonie, to prawda, ale znasz się na teorii sportu, na teorii treningu sportowego, a ja już dłużej nie mogę pracować jako sekretarz generalny i kierownik wyszkolenia.

Zapraszam  do nas na Stadion X lecia, do naszego biura, umówię ciebie z Prezesem Polskiego Związku Badmintona bądź o godzinie 14.00. Oczywiście Elwira dostała angaż, i przez kolejne siedem lat aż do przejścia na emeryturę pracowała jako szef szkolenia Polskiego Związku Badmintona, zmieniając  jego oblicze, prowadząc szkolenia instruktorskie i trenerskie, a także zgrupowania kadry narodowej. Pamiętam Jej spotkania z trenerami badmintona, długie dyskusje, tworzenie planów szkoleniowych, kalendarzy imprez dla młodzików, juniorów, młodzieżowców i seniorów, dla reprezentacji Polski. Pamiętam ten czas bardzo dokładnie. Przez wiele lat na podstawie wypracowanych planów szkoleniowych polscy zawodnicy byli przygotowywani do Mistrzostw

Elwira Seroczyńska podczas treningu

Elwira Seroczyńska podczas treningu

Europy i Świata. Wiedziałam, że nasz ukochany badminton jest w dobrych rękach. W końcu w rękach srebrnej medalistki Igrzysk Olimpijskich. A to nie było byle co! Srebrne nogi, złote serce!

Dla osób postronnych, którzy nie znali historii naszej  znajomości dziwnym było, że wielka mistrzyni, srebrna medalistka olimpijska w łyżwiarstwie szybkim pracuje w badmintonie. Ja zawsze na takie dictum odpowiadałam, to jest pierwszy medal olimpijski badmintona, tylko dla utrudnienia został zdobyty na długich łyżwach.

Trudno uwierzyć, że już dziesięć lat nie ma Ciebie z nami, ale głęboko wierzę, że z góry obserwujesz swoją dyscyplinę łyżwiarstwo szybkie, uradowałaś się ze zdobytych medali w Soczi 2014, i teraz w Berlinie na Mistrzostwach Świata a i o badmintonie też myślisz i widzisz co się w nim dzieje, choć  nie zawsze jesteś  zadowolona z rozwoju sytuacji w tej dyscyplinie. Wtedy pewnie myślisz, jak to możliwe aby na kluczowych stanowiskach szkoleniowych nie pracowali specjaliści? Też nie mogę odpowiedzieć Ci na te i inne pytania. Jednak pracę z Tobą, lata wspólnie przeżyte zachowam głęboko w sercu ( choć pod naporem wydarzeń nie jest ono już tak silne, jak kiedyś).

Elwira na Balu Mistrzów Sportu

Elwira na Balu Mistrzów Sportu

Elwirko, dziękuję Ci za te piękne lata, studenckie, trenerskie i wspaniały czas pracy jaki spędziłyśmy w Polskim Związku Badmintona.

Pamiętamy o Tobie, jesteś w naszych sercach!

Jadwiga

zdjęcia archiwalne Jan Rozmarynowski , pozostałe autorki

Ten artykuł znalazłam w sieci, oto link

http://sportkrakowski.pl/niezwykla-lekkosc-nog/

 

 

 

 

 

 

komentarze 22 do wpisu “Elwira Seroczyńska cz. II”

  1. Beata M

    Tak ładnie napisałaś, srebrne nogi, złote serce i to chyba najważniejsze, co człowiek może po sobie zostawić, pamięć o złotym sercu !

  2. jadwiga

    Beato
    miło, że ten zwrot utkwił w pamięci, tak było, taka była Elwirka, delikatna i krucha, uśmiechnięta i melancholijna co myliło, a jednocześnie twarda, nieustępliwa i wymagająca, prawdziwa Kobieta z Klasą
    j

  3. Darek

    Droga Pani Jadwigo

    Bardzo serdecznie Pani dziękuję za tak miłe wspomnienia i tyle cieplych słów o Mamie wpisanych na Pani blogu. Muszę się przyznać że czytałem z malym zażenowaniem cześć Pani relacji ze spotkania gdzie nawiązuje Pani do moich wspomnien. Dodaje mi dużo otuchy fakt że Mama w dalszym ciagu ‚żyje’ w sercach tak wielu ludzi. Raz jeszcze dziękuję za przybycie na spotkanie i za Pani szczere i serdeczne slowa.

    Pozdrawiam serdecznie

    Darek Seroczynski

  4. Jadwiga

    Panie Darku
    Kochany nasz Syneczku „Pectoralis Major”
    już nigdy inaczej nie będzie Pan występował, tylko tak jak w naszych rozmowach z Elwirką. zawsze syneczek zawsze Pectoralis Major, zawsze pogodny i uśmiechnięty i Mama gdy mówiła o Panu też miała ogniki w oczach okraszone łzami. Wie Pan ile lat spędziłyśmy z Mamą ucząc się razem, ile lat Mama pracowała dla kadry łyżwiarzy aby w końcu zadomowić się w badmintonie. A ja byłam bardzo dumna, że taka wspaniała osoba chce z nami pracować. Pozdrawiam Pana serdecznie, proszę na siebie uważać i ubierać się ciepło!
    j

  5. gordyjka

    Pięknie !! I kropka. :o)

  6. Helena

    Mam nadzieję, że nikogo nie urażę, ale nie znam sytuacji kiedy dziecko tak bezgranicznie akceptuje, że matka jest wiecznie pochłonięta treningami albo zawodami.
    Mama jest od tego, żeby była blisko :-).
    Dzieci z reguły są wielkimi egoistami, pasja rodziców jakoś mało je przekonuje. Zresztą, w sumie się im nie dziwię 🙂
    Piękna opowieść.

  7. jadwiga

    Gordyjko
    ileż osób w naszym życiu było ile osób wspaniałych, ciepłych uczuciowych i bezgranicznie oddanych rodzinie wybierało sobie trudy życia sportowego?
    j

  8. jadwiga

    Helen
    mama była blisko, ale nie była bez przerwy, dzieci sportowców muszą to zrozumieć, a pasje? przecież pracujesz od wielu lat, czy wyrzekłaś się pracy tylko dlatego, że masz syna? Nie, a dla sportowców to jest praca, bardzo ciężka, absorbująca, ale jednak praca. Wtedy było trudniej bo medale nie dawały żadnych apanaży finansowych a te które zawodnicy otrzymywali były niewielkie. Pamiętam opowieści Elwirki gdy od męża, za srebrny medal w Squaw Valley w 1960 r, dostała w prezencie srebrnego lisa
    j

  9. An-Ula

    Zrobiło się bardzo wzruszająco. Piękne wspomnienia, piękny wpis pana Dariusza i Twoja odpowiedź. Jak w rodzinie……

  10. jadwiga

    An-Ula
    bo byliśmy rodziną i nasze stosunki później przełożyły się na wspólna pracę, pozdrawiam
    j

  11. Teresa

    Fajny pomysł z tym latawcem. Dziecko zadowolone i trening odbyty jak należy. Pozdrawiam Jadziu 🙂

  12. jadwiga

    Teresa
    Aby dzieci nie przeszkadzały w treningach wymyślaliśmy zawsze jakieś zabawy aby mogły się bawić same na boku toru lub kortu do badmintona. Moja córka przez wiele lat jeździła ze mną na zgrupowania badmintona i tez wymyślałam jej zabawę, często grałyśmy z boku boisk aby nie przeszkadzać,
    j

  13. notaria

    Pięknie i wzruszająco napisałaś. Kolejny pomnik pamięci dla Wielkiego Sportowca.

  14. czesia

    wspaniała historia matki, zawodniczki, kobiety, przyjaciółki opowiedziana przez syna i Ciebie.

  15. jadwiga

    Czesiu
    warto takich sportowców przedstawiać szerokiej publiczności, bowiem zasługują na to za trud, za pasję gigantyczną pracę włożoną w każdy sukces (patrz Justyna Kowalczyk) a najlepiej uchylać rąbka tajemnicy prywatnej, pamiętając, że nie wszystko jest na sprzedaż
    j

  16. jadwiga

    Noti
    ten wpis jest jak najbardziej na czasie bo i 10 lat i syn Darek był w Polsce i mieliśmy możliwość się spotkać, a także dlatego, że wiele nas z Elwirka łączyło, pasja do sportu pasja życia rodzinnego. Pamiętam taki jeden wieczór, gdy jeszcze siedziałam w biurze badmintona i wieczorem tak jakoś po dwudziestej pierwszej zadzwonił telefon. Myślałam, że to mój ślubny przypomina mi gdzie mieszkam. Nie to nie był on. Dzwoniła mama Elwiry. Z głosu domyśliłam się, ze coś jest nie tak. I było. Nagle zmarł Elwiry brat. Wiesz z jakim ciężkim sercem pojechałam do niej do domu aby jej to osobiście powiedzieć?
    Gdy mnie zobaczyła zrozumiała, że chyba coś się stało, zadało jedno pytania: mama? a ja na to nie, Elwirko, Twój brat.
    Takie trudne sytuacje łączą ludzi, cementują ich przyjaźń.
    Bardzo było mi trudno. Elwirka szybko się spakowała odwiozłam ją na dworzec, pojechała do Elbląga
    j

  17. Helen

    Jadziu, nie zgodzę się, że dzieci”muszą to zrozumieć”. Myślę że wszystkie dzieci mają jedno marzenie, żeby mama była z nimi jak najdłużej. Nie wierzę w taką dojrzałość dzieci sportowców, aktorów, dziennikarzy i innych zawodów, których rodzice są często poza domem.
    Ale – może nie mam racji. Serdeczności:)

  18. jadwiga

    Helen
    rodzice nie mogą żyć na uwięzi tylko dlatego, że mają dzieci, niestety nie zgadzam się z Tobą. realizujesz się od 25 lat więc syn miał 5 lat gdy ktoś się nim zajmował. Każdy żyje według siebie a Ty za dziecko nie możesz przeżyć życia tak jak i ono nie przeżyje za ciebie. Tym niemniej każdą wygospodarowana wolna chwilę poświęca się wtedy dziecku a ono to docenia i rozumie. Tak uważam, bo inaczej bylibyśmy niewolnikami własnych dzieciaków, a tak nie jest i nie może być. Trudności jakie dzieci napotykają w dzieciństwie dają im siłę na całe życie, nabywają umiejętności radzenia sobie. Rozwiązywanie wszystkich problemów przez mamę lub tatę osłabia ich możliwości zmagania się z problemami życia codziennego, bo mam czy tato to rozwiążą. Zobacz w Peerelu wszyscy chodziliśmy z kluczami na szyi, nie było komórek, video, lap topów komputerów, wyrośliśmy na dobrze wykształconych przyzwoitych ludzi i co najważniejsze umieliśmy rozwiązywać wszystkie napotykane problemy. Teraz często dzieci nie umieją się usamodzielnić, bo rodzice trzęsą się nad nimi i za nich pomagają rozwiązywać problemy. Według mnie ta droga nie jest dobra
    j

  19. Helen

    Jadziu, oczywiście, że rodzice nie powinni żyć na uwięzi, bo życia nie wolno poświęcić dzieciom. Sama głoszę taką teorię od lat.
    Mnie chodzi o to, czy w dzieciach naprawdę jest tyle tolerancji i zrozumienia, żeby to w pełni akceptować. Kiedy czytam zwierzenia dzieci znanych osób, np. aktorów, to raczej nie znajduję w nich tej akceptacji.
    Można wyrosnąć na zdrowego psychicznie dorosłego mimo braku rodzica na codzień, ale co innego uważać swoje dzieciństwo w kluczem na szyi za sielankę.
    Może za bardzo patrzę przez swój pryzmat, ale moje dziecko miało mi za złe każdy wyjazd służbowy (może 6 dni w roku) chociaż przez resztę dni wracałam z pracy nawet wcześniej, niż inne matki. Nie wiem, może gdyby nie było mnie 150 dni w roku, miałby lepsze wspomnienia…?

  20. jadwiga

    Helen
    każde dziecko jest inne, to prawda, mnie nie było w domu po 180 dni w roku, moja córka w wieku 12 lat sama przygotowywała dla siebie i ojca święta wielkanocne bo tak był wymóg tamtego czasu i mojej pracy i wcale nie miała mi tego za złe, powiedziała, że dla niej to było zawsze wyzwanie, ponieważ ja wszystko wystałam, kupiłam, upiekłam a ona miała tylko podać na stół. Traktowałam ja jako moja prawa rękę, nauczyła się wszystkiego, później z synami (pasierbami) było tak samo. Gdy byłam w domu byłam do ich dyspozycji, ale nie zawsze byłam i oni to wiedzieli. Boże Narodzenie zawsze spędzaliśmy razem w domu pośród hałasu prezentów upieczonych ciast mięs ryb i wspaniałej atmosfery rodzinnej na sankach nartkach, a później był powrót do życia codziennego a ono nie zawsze było bajkowe. Rozumieli to i akceptowali. Nie mieliśmy z tym problemu bo od małego wiedzieli co się z mamą dzieje i dlaczego
    j

  21. 1beam

    Bardzo piękna i wzruszająca historia.Jakież to szczęście mieć matkę,a na dodatek taką o szczerozłoty sercu.Kiedy czytam takie historie mocno się wzruszam,bo ja nie miałam prawdziwej matki:(
    Przepiękne wspomnienia.
    Pozdrawiam serdecznie.

  22. Jadwiga

    1beam
    Darek ucieszy się, z tego wpisu komentarza a mnie tez jest miło, pozdrawiam serdecznie
    j

Zostaw odpowiedź

XHTML: Możesz używać następujące tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.