Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum kategorii ‘Bez kategorii’

Był piękny czerwiec 1973 r. Rano odprowadziłam Agusię do żłobka, a właściwie zawiozłam taksówką na ul. Koszykową tam mieścił się  żłobek do którego od niedawna chodziła. Zresztą miejsce w nim załatwiłam przez znajomości!  Moja ukochana córeńka jeździła tam każdego dnia. Dzisiejszy dzień, choć taki sam był wyjątkowy. 15 Czerwca 1973 po raz pierwszy jechałam do pracy w Polskim Związku Szermierczym. Obejmowałam stanowisko sekretarza generalnego. Cóż za wspaniałe wyróżnienie! Miałam tylko dwadzieścia osiem lat!  Ulica Mazowiecka 2/4 biuro PZ Szermierczego, czwarte piętro. Prezes był już na miejscu. Nie wiedziałam czy to dobrze, czy też źle, ale pełna wiary i optymizmu stanęłam w drzwiach mojego nowego biura. Mina szefa nie była zachęcająca, no cóż, postanowiłam uśmiechem pokryć moje spóźnienie.
Paweł przedstawiał mnie kolejnym osobom. Zbigniew Skrudlik trener kadry narodowej floretu mężczyzn, Andrzej Gottner trener kadry narodowej floretu kobiet, Marian Zakrzewski trener kadry w szabli. Głównej księgowej nie było jeszcze w pracy.   Stanęłam przed osobą, o której słyszałam tysiące

Profesor Zbigniew Czajkowski

opowieści. „Jadźka, to nowy sekretarz generalny, a to Zbyszek Czajkowski trener kadry narodowej w szpadzie, który również będzie sprawował funkcję Kierownika Wyszkolenia Polskiego Związku Szermierczego. On odpowiada za szkolenie w naszym związku a także za trenerów”.
Prezentacja dobiegła końca. Byłam onieśmielona. Nie mogłam wydobyć słowa, nawet Paweł nie rozumiał, o co chodzi. Zapytał:
– Masz jakieś pytania?
– Nie
-no to dobrze, bo muszę jechać na trening.
Chwilę później siedzieliśmy wszyscy w sali konferencyjnej przy świeżo zaparzonej herbacie, a właściwie największym pokoju, w którym mieli swoje biurka trenerzy i kierownik wyszkolenia. Raz na dwa miesiące ta sama sala zamieniała się w salę konferencyjną podczas zebrań zarządu.
Stery spotkania przejął prof. Zbigniew Czajkowski. Przedstawiłam się krótko,

Egon Franke (z lewej) mistrz olimpijski Tokio 1964 r. we florecie ze swoim trenerem jednym z tworcow polskiej szermierki Zbigniewem Czajkowskim.Oboz treningowy szermierzy Wisla 1966r. Fot. Jan Rozmarynowski/Forum

jaki mam staż prac, doświadczenie, co robiłam w sporcie i czego oczekuję.
Po moim pytaniu o stan realizacji kalendarza imprez w poszczególnych broniach ( szabli, florecie mężczyzn i kobiet, szpadzie zapanowała przyjazna atmosfera zrozumienia, zagłębiliśmy się w realizacje terminarza oraz dyskutowaliśmy na temat budżetu. Po kilku godzinach intensywnej pracy zrozumiałam, że jestem na swoim miejscu, a współpraca będzie się układała wyśmienicie. Nie jestem pewna, czy to samo myślał Zbyszek Czajkowski, przez wszystkich nazywany Profesorem. Ja wiedziałam jedno, dopóki Profesor będzie kierownikiem wyszkolenia sprawy będą toczyły się gładko. Nareszcie znalazłam mentora, guru, od którego będę  uczyć się każdego dnia. Profesor miał około pięćdziesięciu lat, był nie tylko fechmistrzem, znakomitym teoretykiem sportu szermierki i wychowania fizycznego. Ja rok wcześniej ukończyłam Akademię Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie. Moje doświadczenie z pracy w Polskim Związku Judo oraz Głównym Komitecie Kultury Fizycznej i Turystyki było cenne, ale wiele nauki było przede mną. Uważałam, że ścisła współpraca z Profesorem będzie stanowiła o mojej sile. I tak się stało.
Pracowaliśmy wspólnie kilka lat. To, czego się nauczyłam, zawdzięczam niewątpliwie Profesorowi, osobie niezwykle życzliwej, dobrodusznej, ale też wymagającej. Przy herbatce i obowiązkowej fajce, którą uwielbiał palić, obgadywaliśmy kolejne zadania.

Złota drużyna floret mężczyzn Monachium 1972, od lewej Lech Koziejowski, Witold Woyda, Zbigniew Skrudlik trener, Marek Dąbrowski, Jerzy Kaczmarek

Od tamtego czasu minęło wiele lat. W 1977 r. odeszłam z szermierki, postawiono przede mną nowe zadanie zorganizowania krajowego zjazdu badmintona w celu powołania Polskiego Związku Badmintona. Od października tamtego roku byłam p.o. sekretarza tymczasowego związku w organizacji.
Zostałam rzucona na głęboka wodę, trzeba było zacząć od przygotowania setek wymaganych papierów, statutu, regulaminów: zarządu, poszczególnych komisji, powoływania kadry narodowej, zdobywania klas sportowych, płac, regulaminu biura itp. Osobnym tematem była organizacja zjazdu.
Jakie to szczęście, że przez pięć lat pracowałam w szermierce! Temat znałam, i nie sprawiał mi trudności. Tego wszystkiego, czego nie wiedziałam, dowiadywałam się od Profesora oraz od Andrzeja Szalewicza.
7 listopada 1977 powołaliśmy Polski Związek Badmintona i na zawsze pożegnałam szermierkę. To znaczy tak mi się wydawało, ale nie do końca tak było. Korzystałam z zawiązanej przyjaźni z Profesorem, spotykaliśmy się w Warszawie, często w Gliwicach, gdy musiałam rozwiązać jakąś pilną sprawę szkoleniową. Wiedziałam, że Mój Mentor nie odmówi. Nigdy nie odmawiał, zawsze z należytą uwagą wysłuchiwał problemów z którymi się aktualnie borykałam, nie dawał gotowych rozwiązań.  Zawsze najpierw pytał jak chciałabym je rozwiązać, jaki mam pomysł, i jeżeli uważał, że jest  niegłupi uśmiechał się i mówił, no tak przemyślałaś temat. Do końca mojej pracy w sporcie mieliśmy kontakt, i chociaż czas nieubłaganie płynął, ja         odeszłam na emeryturę, nasze spotkania były zawsze ciekawe. Pytania, pomysły, podawanie ciekawych lektur, a ja zawsze odpowiadałam, mam

jednego nauczyciela, którego skrypty i książki są dla mnie najważniejsze!
Moi trenerzy w Polskim Związku Badmintona nie zawsze wiedzieli o tym, że badminton tak wiele zawdzięczał Profesorowi. To on mnie nauczył tworzyć prawidłowe plany szkoleniowe i układanie „łączki”. Miałam do Niego ogromne zaufanie i byłam pewna, że jeżeli On zaakceptuję projekt, mogę walczyć o zrealizowanie planów ze wszystkimi, nie tylko trenerami badmintona, ale także ze specjalistami w GKKF i S!.
5 lutego 2018 r. składałam Profesorowi życzenia urodzinowe. Tego dnia ukończył 98 lat. Dwa dni później przeczytałam informację Akademii Wychowania Fizycznego, którą przytoczę w całości:
„…Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w wieku 98 lat zmarł profesor

Warszawa lotnisko Okęcie 1968r. Ekipa polskich szermierzy Zb. Czajkowski, Arkadiusz Godel, Witold Woyda, Marek Dąbrowski przed odlotem na Igrzyska Olimpijskie Meksyk 1968.  Fot. Jan Rozmarynowski/Forum

 

Zbigniew Czajkowski. Jeden z najsłynniejszych i najbardziej zasłużonych trenerów współczesnej szermierki na świecie – zawodnik, trener, wybitny teoretyk sportu, autor największej liczby książek o tematyce szermierczej w Polsce (ponad 30), także autor wielu fachowych artykułów.

W 1934 roku wstąpił do lwowskiego Korpusu Kadetów, a w okresie wojny przebywał
W sowieckich więzieniach i w łagrze w Workucie. W 1941 r. został zwolniony i po przedostaniu się do Uzbekistanu, zaciągnął się do marynarki wojennej. W Plymouth zaokrętował się na niszczycielu ORP „Ślązak”, a w latach 1942-44 brał udział w walkach na kanale La Manche i na Morzu Śródziemnym. W 1944 r., pływając na ORP „Błyskawica”, osłaniał oddziały, które lądowały w Normandii.
W latach 1945-1948 studiował na Uniwersytecie w Edynburgu na Wydziale Lekarskim, a po powrocie do Polski ukończył Akademię Medyczną w Krakowie. W 1953 roku zrezygnował z kariery lekarza, został trenerem w gliwickim klubie „Budowlani” i całkowicie poświęcił się szermierce. Wielokrotnie reprezentował Polskę we florecie i szabli (zdobywając brązowy medal w szabli z drużyną na Mistrzostwach Świata w 1953 roku). Przez wiele lat był kierownikiem wyszkolenia i naczelnym trenerem PZS.
Od 1980 roku pracował na AWF Katowice, był promotorem licznych prac magisterskich, prowadził prace naukowo-badawcze, wyszkolił ponad 100

Egon Franke ( z lewej) mistrz olimpijski Igrzyska Olimpijskie Tokio 1964 we florecie ze swoim trenerem jednym z twórców polskiej szermierki Zbigniewem Czajkowskim. Obóz treningowy szermierzy Ośrodek Wisła 1966r. Fot. Jan Rozmarynowski/Forum

trenerów szermierki, którzy pracują z sukcesami w Polsce i za granicą. W czerwcu 2004 otrzymał tytuł Doktor Honoris Causa tej uczelni. Imię Zbigniewa Czajkowskiego nosi sala szermiercza katowickiej AWF. Znajduje się tam również tablica pamiątkowa.
Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Medalem FIE, medalem Kalos Kagathos, tytułem Honorowego Członka Polskiego Związku Szermierczego i wielu innych związków…”
Polski Związek Badmintona Przyznał Profesorowi złotą odznakę honorową.
Żegnaj Przyjacielu, żegnaj Profesorze, żegnaj Mój Najwspanialszy Mentorze!
R.I.P

śp Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz

To był chmurny dzień, cały czas padał deszcz. Nie byłam zbytnio tym zmartwiona, gdyż w sobotę robiąc zakupy w Lidlu, wrzuciłam do puszki stosowną kwotę większą niż rok temu. Tym niemniej przykro mi było z kilku powodów. Kosma syn Magdy był wolontariuszem i ze swoimi kolegami zbierali datki do puszek. Co to znaczyło dla dziesięciolatków mogła ocenić tylko Magda, która im towarzyszyła i od czasu do czasu sugerowała chowanie się w bramie aby choć na chwilkę ogrzać ręce. Młodzi byli bardzo dzielni, a honor nie pozwalał na stanie w bramach. Szli po ulicach i zachęcali spacerowiczów do wrzucania pieniędzy do puszek. Byli tacy ważni. Przecież od nich również zależała kwota jaką w dniu dzisiejszym uzbiera cała Polska, My wszyscy ci więksi, i ci mniejsi, od nas będzie zależeć ile szpitali otrzyma najnowocześniejszy sprzęt do diagnozy chorych dzieci. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pod batutą Jurka Owsiaka grała w tym roku już dwudziesty siódmy raz. Cieszyliśmy się z każdej złotówki jaką wpłacano na konta WOŚP a także licytowano na allegro i na stronach WOŚP. Co chwila pokazywano nam jak przyrasta kwota i jest coraz więcej , w pewnym momencie zobaczyliśmy na ekranie telewizora ponad dziewięćdziesiąt dwa miliony. Jaka radość. Dalej nie będę pisała. Zacytuję słowa mojej dwudziestoletniej wnuczki Gabrysi, która napisała na FB

”…27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był czymś, na co czeka się z trzepoczącym sercem i coraz szerszym uśmiechem na twarzy. Każdy Polak słyszał, chociaż raz o Owsiaku i Fundacji WOŚP. Większość lekarzy pracuje ze sprzętami i na sprzętach, które mają przyklejone to świetnie rozpoznawalne czerwone serduszko z białym napisem. To serduszko, które oznacza wspólną pomoc Polaków dla Polaków. Ludzi dla ludzi, bez podziałów i bez nienawiści.
Co roku czekam na finał WOŚP, by móc usłyszeć ile uzbieraliśmy razem i ile dobra będzie można sfinansować w nadchodzącym roku. WOŚP zebrał, MY zebraliśmy(!) Już 92 143 798 złotych (teraz, bo na przestrzeni lat ta kwota sięga miliarda złotych) i w czasie, kiedy zwykle widać było na naszych twarzach szerokie uśmiechy, kiedy dało się poczuć tę atmosferę wzajemnej bliskości, cieniem kładzie się smutek i niedowierzanie.

Paweł Adamowicz

Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz nie żyje. Ta informacja bije w nas zewsząd. Od znajomych, z social mediów, z telewizji, z radia…, Ale czy naprawdę do nas to dociera? Czy naprawdę jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że w środku Europy, w Polsce dochodzi do zabójstwa prezydenta Gdańska z powodu nienawiści do…? Do kogo? Do czego? Od nożownika słychać, że był torturowany przez PO, dlatego prezydent Adamowicz zginął. Czy dopuszczamy do siebie to, że poprzez polityczne zatargi, zginął człowiek? Takie rzeczy działy się lata temu! Takie zdarzenia miały (i niestety mają) miejsce w innych państwach, ale tutaj, w Polsce? Każdy powie „niedorzeczność”.
„To jest momentami dziki kraj”. Tak mówi w swoim oświadczeniu Jurek Owsiak, kilkanaście godzin przed śmiercią pana Pawła Adamowicza; „[…] Bądźmy Polakami, którzy się kochają, którzy mają dla siebie przyjaźń, którzy nie mają w sobie agresji”. Nawołuje założyciel i prezes Fundacji WOŚP.
My Polacy, umiejący łączyć się w najgorszych i tych najlepszych momentach. Umiejący wspierać się i pomagać sobie nawzajem. Daliśmy się otumanić jak dzieci we mgle, w dodatku „znarkotyzowane” jakimiś bezsensownymi gadkami o dwóch Polskach. Bezmyślnie wplątaliśmy się w coś, co doprowadziło do totalnego rozłamu naszej społeczności. Polityka? Polityką, ale w momencie, w którym z jej powodu zabijany jest człowiek, należy się ocknąć. Obudzić się ze snu o powstawaniu z kolan, o walczeniu o to, która Polska jest bardziej lub mniej „mojsza”.
Jesteśmy w środku Europu, w Polsce i na naszych oczach dochodzi do tragedii. Tragedii tym większej, że staje się ona pożywką dla konfliktu politycznego, dla hejtu, który wybucha w Internecie. Tym większej, że staje się ona narzędziem w rękach ludzi, którym polska zawiść i wściekłość jest jak najbardziej na rękę.
„Matka Kurka” czy raczej Piotr Wielgucki jest tylko jedną z osób, które rzuciły się na Owsiaka ze zdwojoną mocą po całej napaści nożownika na prezydenta Gdańska. Cytuję:
„Minęło 14 minut!!! I co robi Owsiak? Drze mordę zgodnie z przepowiednią ‘od 3 lat DZIKI KRAJ…’ Znam go na pamięć! To Twoje dzieło Owsiak, ten bandycki atak w Gdańsku to jest twoja pieczęć – Ruch Wypier…nia Krystyny Pawłowicz w Kosmos. Jesteś zerem Owsiak, absolutnym zerem” – napisał Wielgucki w jednym z wielu wpisów.
Krystyna Pawłowicz też nie popisała się; „Owsiak wzbudza w ludziach wielkie negatywne emocje z powodu skrajnie kontrowersyjnej postawy, szerzenia nienawiści i hejtu, poniżania innych jak też z powodu finansowania z puszek działalności „pozamedycznej”, a przy tym swojej arogancji, że powinien odejść[…]”
Czy takie emocje odczuli ludzie, którzy uczestniczyli w Finale WOŚP w różnych miastach? Nie i to nie jest moje „widzimisię”, a opinie, które słyszę od swoich

WOŚP – Jerzy Owsiak zdj. z Internetu

kolegów i koleżanek oraz moje własne odczucia. Wszyscy kojarzą WOŚP z dobrem, z całą masą uśmiechów, szczęścia i emocji tak ciepłych, że moglibyśmy ogrzać pół Antarktydy, jak nie całą.
Serduszko WOŚP nie jest już czerwone. Jest smutno szare, jak dzisiejsza pogoda, która idealnie oddaje nastroje wielu osób, a w tym i mój.
Zdziczeliśmy. Może czas się obudzić?

 

„Ten jest zboczony, kto sieje nienawiść. Miłość może tylko łączyć.”
Niech spoczywa w spokoju. [*]

Park Joo-Bong trener Japonii

Legendarny badmintonista startujący w latach osiemdziesiątych do połowy lat dziewięćdziesiątych reprezentujący Koreę Południową jest osobą jedyną w swoim rodzaju. Odniósł sukces zarówno, jako zawodnik, a obecnie odnosi wspaniałe sukcesy, jako trener.
Jako zawodnik gier podwójnych wygrał wszystkie największe turnieje, zdobywając przede wszystkim olimpijski złoty medal w 1992 r. Park Joo-Bong jest doskonałym trenerem, zmienił Japonię i wprowadził ją, jako silnego przeciwnika na korty światowego badmintona.
Gwiazda światowego sportu Rajes Paul spróbował prześledzić sekrety sukcesów Parka Joo- Bong.
Dlaczego zostałeś trenerem Japonii?
Dołączyłem do Japonii krótko po Igrzyskach Olimpijskich Ateny 2004. Zawodników japońskich widziałem wielokrotnie przedtem i wiedziałem, że są nieźli. Dysponowali silnym smeczem a poziom ich gry nie odbiegał zasadniczo od najlepszych zawodników na świecie. Nie dysponowali jednak opracowaną strategią i taktyką gry, powoli zacząłem pracować nad zmianami.
Nie mogę uwierzyć, że tak szybko minęło czternaście lat. W tym czasie nauczyłem się języka japońskiego, aby łatwiej porozumiewać się nie tylko z zawodnikami, ale też z trenerami i działaczami.
Czy łatwo było dokonać zmian?
W Igrzyskach Olimpijskich Ateny 2004 brało udział trzynastu zawodników. Z wyjątkiem dziewczyny w grze pojedynczej kobiet, która przeszła do drugiej rundy, wszyscy pozostali odpadli. Mieli wystarczającą ilość punktów, aby zakwalifikować się do igrzysk olimpijskich, ale ich poziom sportowy był niezbyt dobry. Dlatego na początku starałem się zidentyfikować i wytłumaczyć im ich problemy. Wysyłałem zawodników na różnego rodzaju turnieje, poziomem dopasowane do ich gry, w których grali dobrzy

Park Joo-bong trener japonii w akcji

zawodnicy. Chciałem pokazać różnicę w wyszkoleniu pomiędzy nimi a najlepszymi, chciałem również pokazać im, jak bardzo ciężko muszą pracować, aby zmniejszyć odległość od najlepszych. Po pierwsze musiałem zmienić ich sposób myślenia. Następnie zacząłem zmieniać cele treningów.
Na początku było to bardzo trudne, gdyż japoński system treningów był zupełnie różny. Bazowali na treningach w klubach, nie mieli centrum szkoleniowego. Ja chciałem dla najlepszych zawodników centralizacji szkolenia, ale ten punkt stał się przyczyną i celem wojny z klubami. Taka organizacja treningów nie pozwalała na odpowiednią kontrolę szkolenia, a właściwie było ono poza wszelką kontrolą.
Chciałem, aby wyselekcjonowani najlepsi zawodnicy, zostali powołani do składu reprezentacji narodowej, mieli korzystniejsze warunki, bez uczucia, że kluby w ten sposób tracą swoich najlepszych. Pośrodku tej batalii znaleźli się zawodnicy. Ja jednak cały czas pracowałem nad zmianą sposobu myślenia.
Najważniejszym była zmiana w zrozumieniu zarówno zawodników jak i ich klubów, że istnieje właśnie taka potrzeba, aby pójść do przodu i realizować założone i wypracowane plany szkoleniowe.

Thomas Cup dla Japonii

Po około trzech latach zorganizowaliśmy narodowe centrum szkolenia, podobne do NSC (National Sport Council), w którym mieliśmy wszystko, od obsługi niezbędnej w codziennej pracy do centrum medycznego. Teraz zawodnicy spędzali około 100 dni w treningowym centrum, 130 dni było objęte wyjazdami na zawody, pozostałe dni spędzali szkoląc się w klubach. Powolutku zmieniałem system pracy w badmintonie japońskim. Obecnie ( po moich 14 latach pracy w Japonii) kluby są bardzo zaangażowane w pomoc i popierają ten system, mają do nas zaufanie, widząc efekty naszej pracy.
Jakie różnice widzisz u zawodników od czasu, gdy objąłeś kadrę?
Zawodnicy rozwinęli się niesamowicie. Wiedzą jak grać, analizują swoje pojedynki. Spędzamy wiele czasu dyskutując z nimi. Identyfikujemy problem i staramy się rozwiązać je.
Przynosi to wiele korzyści. Początkowo mieliśmy tylko dwóch trenerów: do debla kobiet i mnie. Teraz mam pięciu trenerów dla głównej grupy zawodników i kolejnych pięciu dla drugiej grupy. Sześciu z nich

Kento Momota najlepszy zawodnik Japonii w grze pojedynczej mężczyzn

jest opłacanych przez Japoński Komitet Olimpijski (OCJ). Mamy silna grupę wsparcia. Na zawodach mamy dietetyka oraz trenera (weight coach). Obecnie staramy się zatrudnić również menadżera, który będzie zajmował się logistyką organizacji treningów w NC Badminton wewnętrznym i zewnętrznym transportem zakwaterowaniem podczas zawodów, ponieważ do tej pory ja to robię. Chcę, aby trener zajmował się zawodnikami i treningiem, aby po czternastu latach, gdy osiągnęliśmy sukces, przejął moje zadanie w tej kwestii menadżer z prawdziwego zdarzenia.
Od momentu rozpoczęcia przez ciebie pracy w zarządzie Japońskiego Związku Badmintona zdobyliście medale Igrzysk Olimpijskich a także Thomas Cup.
Tak, pierwszy złoty medal igrzysk olimpijskich Japonia zdobyła po 12 latach mojej pracy. W roku 2016 na IO w Rio.
Była to trudna droga, bo cztery lata po objęciu stanowiska głównego trenera Japonii na IO Pekin 2008 Miyuki Maedo i Satoko Suetsuma weszły do pół finału debla kobiet. Osiem lat później w Londynie 2012 na Igrzyskach Mizuki Fuji/Reika Kakiiwa zdobyły srebrny medal, zaś na IO Rio 2016 debiutantki MitsakiMatsumoto (24 lata) i Ayaka Takahashi (26 lat) zdobyły złoty medal. Uzyskane wyniki pozwoliły na uwiarygodnienie naszej pracy. Zarówno Japoński Komitet

Igrzyska Olimpijskie Rio 2016, złoty medal debel kobiet Mitsaki Matsumoto/Ayaka Takahashi

Olimpijski jak i Japoński Związek Badmintona uwierzyły, że możemy zdobyć jeszcze więcej.
Japoński badminton znalazł się w grupie 13 wybranych sportów. W dalszym ciągu realizujemy założony program szkoleniowy. Zarządzam trenerami, którzy mają taką samą wizję badmintona jak ja. Mój kontrakt został przedłużony do Marca 2021 r. Teraz moją misją jest zdobycie złotego medalu olimpijskiego podczas IO Tokyo 2020. Jeżeli medali będzie więcej tym lepiej, zawsze jest coś do zrobienia.
Japońscy zawodnicy są regularnie w finałach turniejów open, także w tych najsilniejszych organizowanych przez Chiny. Jak to osiągnąłeś?
Nigdy nie myślałem, że do tego dojdzie. Na początku sądziłem, że pozostanę w Japonii tylko cztery lata. Podczas IO Pekin 2008 pierwszy raz weszliśmy do półfinału debla kobiet (Miyuki Maeda i Satoko Suetsuma). To zmotywowało nasze działania. Byłem przywódcą kierowałem grupą trenerów, którzy mieli taka samą wizje i motywację. Zawodnicy byli zmotywowani a zarządzający badmintonem stali się bardziej pomocni.
Zdobycie złotego medalu Igrzysk Olimpijskich zaplanowałem na 2020 r. Pomyliłem się, gdyż debiutantki Mitsaki Matsumoto/Ayaka Takahashi wygrały złoty medal w Rio 2016 pokonując w finale z Dunki Christinę Pedersen/Kamillę Ryter Juhl wynikiem 2: 1 (18: 21, 21: 9, 21:19) na cztery lata przed zaplanowanym czasem!
Powiedziałeś, że OCJ (Olimpijski Komitet Japonii) i JBA (Związek Badmintona w Japonii) są teraz bardziej pomocni.

Park Joo-bong

Moja pozycja w Japonii była i jest dobra, ponieważ mam dobrą relację z szefem Japońskiego Związku Badmintona, Sekanem Yoshio- wiceprezydentem, z którym studiowałem na Uniwersytecie. Ma do mnie 100% zaufanie, jest zaangażowany w pracę w badmintonie od wielu lat. Cokolwiek powiem lub poproszę, zyskuję poparcie.
Kiedy mam problemy (owszem zdarzają się) sekretarz JBA i OCJ są pomocni nie krążą wokół palca, akceptują i popierają moje decyzje.
Pamiętam, kiedy zasugerowałem Sekane możliwość zatrudnienia Jeremy Gan, jako trenera gier mieszanych zanotował to i kilka dni później zaaranżowano i uzgodniono plan i budżet na zatrudnienie Jeremy’ego. Budżet, sponsorów, zgody- wszystko było gotowe. Kiedy masz takie wsparcie w swojej pracy zrobisz wszystko a nawet więcej.
Byłeś trenerem w Malezji. Dlaczego nie widzieliśmy malezyjskich zawodników zwyciężających wielkie zawody?
Uczciwie mówiąc byłem krótko szefem w Malezji. Trudno porównywać. W Japonii jest duży dystans pomiędzy zawodnikami i trenerami. Zawodnicy niezwykle szanują trenerów.
W Malezji zawodnicy, trenerzy i menadżerowie są zaprzyjaźnieni, nie ma, więc jakiegokolwiek dystansu pomiędzy nimi. Inna jest kultura. Trudniej kontrolować zawodników. Wszystko zależy jednak od trenerów. Muszą znać swoje miejsce i rolę, jaką spełniają pracując. Jestem w Japonii na prośbę zawodników, aby trenować, jedni preferują wcześniejsze wpasowanie się w system, niż inni. Musimy wiedzieć, że nie wszyscy są tacy sami. Jestem na każdych zawodach, turnieju, jaki jest organizowany, na każdym meczu. Porozumiewam się z nimi, komunikuję. Kiedy oni uwierzą mają zaufanie, słuchają rad trenera.

Kento Momota złoty medal w Mistrzostwach Azji

Obydwie strony zawodnicy i trenerzy muszą mieć odpowiednią postawę.
Co myślisz o malezyjskim badmintonie?
Byłem w Malezji zanim zacząłem tam pracować. Byłoby dobrze, gdyby dla promocji naszego sportu badmintona wszystkie państwa uczestniczące w turniejach robiły to dobrze, fani badmintona byliby zadowoleni widząc dobre pojedynki.
Zauważyłem wiele zmian w Malezji. Po moim odejściu Rexy Mainaky został trenerem, potem Morten Frost był dwukrotnie, następnie byli również inni trenerzy.
Wygląda na to, że Malezja nie ma długoterminowego planu na przyszłość. Tylko krótkie doraźne plany.
Malezja zawsze oferuje duże pieniądze biorąc kogoś, ale myślę, że trenerzy zatrudnieni spoza Malezji obawiają się zbyt szybkiego rozwiązania kontraktu. Trenerzy są chorzy, niezadowoleni, gdy nie mają rezultatów, jednak trudno jest osiągnąć wynik w krótkim okresie czasu.
Myślę, że w Japonii rola trenerów, oficjeli, menadżerów jest wyraźnie ustalona. Mamy też Komisje Trenerską, ale moi trenerzy i ja wybierając zawodników na poszczególne zawody selekcjonujemy ich  zgodnie z zatwierdzonymi indywidualnymi planami.
Trenerzy mają wolną rękę zarządzając zawodnikami, zajmując się ich treningami. Ustaliłem daty i programy scentralizowanych treningów. Mamy wyselekcjonowanych zawodników na wszystkie turnieje na przyszły rok. Mamy 55 zawodników kadry narodowej i oni wiedzą, co mają w przyszłym roku robić i co osiągnąć.
Jaka jest twoja odpowiedź na fakt, gdy zawodnicy nie osiągają założonych celów? Jak ludzie reagują, gdy Kento Momota nie wygrał ostatnio Asia Games w Dżakarcie?
Wszyscy rozumieją sytuację. Kento grał dobrze od kwietnia, gdy wygrał tytuł mistrza Azji. Przegrał z Lee Chong Wei w finale Malezja Open, wygrał wszystkie mecze w finale Thomas Cup, zdobywając światowy tytuł. Wiem, że zawodnikowi trudno jest zawsze wygrywać. Wiem, że może czasem przegrać, ale nie wiem, kiedy, w jakim turnieju. Oczywiście przegrał w Asia Games. Był zbyt zmęczony. Związek rozumiał ten fakt. Nie ma powodu trzymać pod presją zawodników. Czasami wygrywają, czasami nie. Ważniejsze, aby trenerzy wiedzieli, że zawodnicy bardzo się starali.
Trenerzy wiedzieli, że Kento złamał regulamin kadry narodowej poprzez fakt bycia w pokoju kobiet w narodowym centrum. Jak rozwiązać taki problem złamania dyscypliny? To zdarzyło się w maju, była podjęta akcja przeciwko niemu. Nie tolerujemy zachowania niezgodnego z regulaminami. Kento jest teraz sławą i wszyscy stanęli po jego stronie, łącznie z prasą (paparazzi). Rzutuje to jednak na drużynę gdy ta ma sukcesy. Jest to nowa sytuacja dla nas i musimy nauczyć się ją rozwiązywać. Ustaliliśmy kilkanaście nowych przepisów, ale w tym samym czasie pokazaliśmy zawodnikom ich miejsce. Nie jesteśmy sztywni.
Jesteś jedną z osób – „vocal voice” pracującą z BWF.

Park Joo-bong na korcie z partnerką Ra Kyun-min

Czy BWF robi wystarczająco dla badmintona?
Nie jestem pod wrażeniem, nie zgadzam się na zmiany, jakie ostatnio zrobiono w sprawie wysokości serwisu. Jest to ciągle niejasne, chociaż lepsze niż było. Robią częściowo więcej i lepiej, ale ja spodziewam się więcej zmian na rzecz zawodników.
Od dziesiątego roku życia jesteś w badmintonie, już od wieku juniora, później byłeś znakomitym zawodnikiem światowej klasy, teraz jesteś super trenerem. Nie jesteś zmęczony?
Oczywiście, że jestem. Takie obowiązki jak zawody, treningi, opracowywanie planów, zarządzanie rok po roku, jest męczące, ale dla mnie to rzeczy wielce interesujące. Mam swój cel na każdych zawodach. Jestem zmotywowany osiąganiem mniejszych i większych celów. To jest moja profesja, którą kocham.
Jesteś bardzo zajęty, zatem jak współpracujesz z rodziną?
Moja rodzina jest ze mną. Byli w Malezji, są w Japonii. Moje dzieci uczą się w międzynarodowych szkołach. Teraz, gdy mam wolny czas idę z żoną Lee Soo-jin na bazar. Jestem kierowcą w domu! Mój 25 letni starszy syn Park Kwang-ryeol ukończył Uniwersytet w Londynie. Jest konsultantem w japońskiej firmie. 19 letnia starsza córka Park Yi-min uczy się na Uniwersytecie w Japonii. Chodzę z przyjaciółmi na kolacje. Doceniam relacje z najbliższymi.
Czy zamierzasz pracować w innym kraju po zakończeniu pracy w Japonii?
Korea Płd. prosiła mnie abym wrócił. Oni również walczą o mnie.
Jednak moim głównym celem jest skupienie się na zakończeniu pracy w Japonii. Nowy stadion do badmintona na Igrzyska Olimpijskie Tokyo 2020 jest niedaleko 25 km od Tokyo. Może pomieścić 7000 widzów. Byłoby wspaniale zobaczyć japońskich zawodników zdobywających złote medale na tym stadionie. To jest moja największa motywacja.

Artykuł opracowałam na podstawie wywiadu, jakiego udzielił trener Park Joo-bong gwieździe światowego sportu Rajes’owi Paul. Wywiad ukazał się na stronie Star on line pod tytułem „Success is no walk in the Park”

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.