Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum miesiąca Listopad 2011

Jak zwykle przed nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia postanowiłam pojeździć po warszawskich sklepach. Nie lubię odkładać zakupów na ostatnią chwilę, wolę w spokoju pooglądać wystawy, wejść tu i ówdzie, nabrać smaku na zakupy, ale nie od razu. Wszystkich sklepów nie objadę, więc nie muszę robić długiej listy. Mam kilka ulubionych miejsc, w których co roku kupuję różne rzeczy na prezenty dla najbliższych, ponieważ są one naprawdę dobrze zaopatrzone pozostanę nadal ich wierną klientką. Jednak, co roku swoje buszowanie po sklepach zaczynam od tego jednego, jedynego dla mnie najbardziej magicznego sklepu, który odwiedzam, co roku od chwili jego powstania. Zresztą prawdę powiedziawszy jestem w nim stałą klientką w ciągu roku, ponieważ tam kupuję różne piękne rzeczy do wystroju mojego ogrodu, tarasu, a także domu. Ale przed świętami bez wizyty we Flora Point Pani Kaszuby nie mogę się obyć. Dzisiaj pojechałam tam po raz pierwszy przed nadchodzącym Mikołajem. W sklepie od kilkunastu dni panuje atmosfera świąteczna. Przestrzeń sprzedażowa salonu została podzielona na kilka części, w których prezentowane są różne, różniste propozycje świąteczne. W zeszłym roku królowały kolory Bollywood, a w tym roku? Co jest najmodniejsze w tym roku w zakresie dekoracji domu, choinki a także ogrodu, okien, jakie trendy zaproponowano nam na koniec roku 2011? Za pozwoleniem szefostwa Flora Point zrobiłam zdjęcia, abyście mogli sobie popatrzeć na wszelkiego rodzaju cudeńka. Nie wszyscy moi czytelnicy mieszkają w Warszawie, dlatego warto popatrzeć jak na te święta będą stroili swoje mieszkania Warszawianie, szczególnie z gminy Wawer, na terenie, której jest zlokalizowany salon Flora Point. Pani Kaszuba, jak co roku przedstawia nam propozycje nie tylko na wystrój choinek, ale także w limitowanych seriach sprowadza różnego rodzaju upominki, które pięknie wplatają się w charakter wystroju mieszkania, tak, że zarówno choinka jak i prezenty oraz wszelkiego rodzaju opakowania mogą być dopasowane do stylu choinki. Jestem wielką entuzjastką wyszukiwania wszelkich nowości, jakie w danym roku proponują nam handlowcy, z tym, że najwięcej moich pomysłów zaczerpnęłam jak dotychczas z zaprezentowanej oferty salonu Flora Point. W tym roku oprócz choinek w kolorach różowego dymku i dodatków w takim samym odcieniu, pełno jest bardzo pomysłowych i kolorowych w różnych odcieniach złota, srebra, bieli oraz najpiękniejszego koloru czerwonego. Czy nie uważacie, że kolor czerwony jest jakby stworzony dla tych Świąt? Piękne choinki przybrane czerwonymi i białymi bombkami, zawieszone biało czerwone przystrojki z reniferami, można powiedzieć Norwegia zjechała do nas w całej krasie. Tylko patrzeć jak zza którejś choinki wyjrzy Rudolf ciągnąc sanie św. Mikołaja. Prosząc o zgodę właścicieli Flora Point na wykonanie fotografii rozmawialiśmy o tegorocznych trendach stroikach choinkowych oraz ubieraniu choinki i było mi bardzo miło, gdy gospodarze powiedzieli, że wpis z dnia 28 Listopada 2010 r. przeczytali i bardzo im się podobał. No cóż ten sklep jest moim od lat i kupuję tu nie tylko świąteczne ozdoby, ale także wszelkiego rodzaju ogrodnicze przydasie z roślinami, krzewami, drzewami włącznie, ale nie tylko. Zawsze otrzymuję bardzo cenne wskazówki w sprawie nasadzeni, gdyż pani Kaszuba sama ma piękny ogród i jest fachowcem, a wspólnie z nią pracuje przecież cała Rodzina. Stąd, gdy „Maja w ogrodzie” z Mają Popielarską w roli głównej zawitała do Flora Point od razu poznałam znajomy pawilon z roślinami. Dzisiaj wystrój jest zmieniony dostosowany do tradycji bożonarodzeniowej. Dlatego warto przyjechać i wszystko zobaczyć na własne oczy, tak jak moja córka mieszkająca z drugiej strony Wisły. Zawsze odwiedza to miejsce szukając inspiracji na kolejne święta.

Ja tu rozpisałam się o bajkowym okresie świąt, ale, ale zapomniałam zapytać, czy wszyscy już napisali listy do Św. Mikołaja do Rovaniemi? Ja napisałam, tylko nie wiem, czy byłam na tyle grzeczna, żeby Mikołaj do mojego komina coś wrzucił. Dobrze, że ślubny przed zimą zarządził przegląd kominów, co ułatwi Mikołajowi dostarczenie prezentów. Również tutaj u mnie na blogu Mikołaj przygotował niespodziankę z okazji rocznicy mojego blogowania. Czy wiecie, że mój blog istnieje już dwa lata? W dniu 9 grudnia 2009 była uroczysta premiera, wtedy też zrobiłam pierwszy wpis i tak się to zaczęło. Do dzisiaj przygotowałam dla Was moi czytacze, moi wierni blogowi przyjaciele, napisałam i powiesiłam 254 wpisy, odwiedziło mnie ponad 220.000 osób pozostawiając 5503 komentarze. Mój blog istnieje na serwerze WordPress, nie jest to żaden portal społecznościowy, nie jest to witryna, jak inne portale w formie gazety, która swoich bloggerów promuje wieszając ich blogi z bardzo ciekawymi wpisami i artykułami na pierwszych stronach portalu, a co za tym idzie blog taki uzyskuje zwielokrotnioną ilość odsłon i komentarzy. No niestety, te ostatnie przedstawiają wiele do życzenia, gdyż nie zawsze są one na poziomie i o takich komentarzach ja nie marzę. Cieszę się, że w ciągu dwóch lat zbudowaliśmy wspólnie rodzinę blogową w sieci, że odwiedzamy się wzajemnie, że wymieniamy swoje komentarze, myśli, czasem bardzo intymne, a czasami ryczymy ze śmiechu. Cieszę się, że wspólnie z Wami budujemy świat wirtualny przyjazny ludziom, który przeciwstawia się brutalności i chamstwu w życiu codziennym. Cieszę się również z tego, że choć jestem seniorką 50 + VAT, odwiedzają mnie ludzie młodzi, dla których przygotowuję specjalne wpisy pod wspólnym tytułem „ocalić od zapomnienia”. Sama nigdy nie lubiłam, gdy podczas spotkań rodzinnych, czy też w gronie przyjaciół ktoś ze starszych zaczynał „A pamiętacie? Za moich czasów…” i ciągnęły się opowieści. A ja młoda siksa myślałam wtedy, „O rety jak oni marudzą. Znowu ich wzięło na wspomnienia”. Dzisiaj po wielu latach sama z bagażem doświadczeń i tych pięknych i tych dobrych i tych trudnych, bardzo trudnych wbijających człowieka w podłogę, walących w głowę obuchem, po których trzeba się szybko zebrać w sobie i stanąć znowu na nogach i być przygotowanym do kolejnego zderzenia z rzeczywistością, dzisiaj ja sama staram się opowiadać, opowiadać o przeszłości, opowiadać poprzez prezentowanie na stronach tego bloga ciekawych ludzi, opowiadać o estradzie, kulturze czasów Peerelu, opowiadać o sporcie, o spotkaniach z wieloma wielkimi sportowcami, wybitnymi ludźmi sportu, których na drodze mojej poznałam, lub też, z którymi pracowałam, albo z którymi powiązały nas wspólne losy. Wspominając staram się nie marudzić, opowiadam o sprawach, miejscach, okolicach, zdarzeniach tak jak ja je widziałam, snuję moje opowieści po to by je przekazać, jako przeżyte doświadczenie, aby pokazać, w jaki sposób pokonywaliśmy trudności, opowiadam, aby nasze dzieci, wnuki i prawnuki czytając mogli spojrzeć na mnie jak na osobę, która żyjąc w takich a nie innych czasach zrobiła coś dobrego w swoim życiu, odniosła sukces, o czym warto wiedzieć, miała swoje pasje, zainteresowania, wzloty i upadki i zawsze starała się stanąć na nogi, choć nie było to łatwe. Bo nic nie przychodzi w życiu łatwo, ale z każdego życiowego zakrętu trzeba wyciągnąć wniosek, bo ja moi drodzy uważam, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Zawsze prezentowałam takie stanowisko i zawsze zastanawiałam się, po co to mi się przytrafiło, po co ja to robiłam, po co, no … po co? Gdy już umiałam odpowiedzieć na to pytanie stawałam pełna ufności i wiary w swoje umiejętności i dalej walczyłam. Dzisiaj mogę o tym opowiadać. I jeżeli moje opowieści, moje wspomnienia gromadzą wiele osób jestem bardzo szczęśliwa. Od zawsze lubiłam gotować, zbieram przepisy, wymieniam, przywożę z najodleglejszych miejsc Polski i świata. I tymi moimi przepisami dzielę się z Wami. Wszystkie one są przeze mnie wypróbowane, czasami udoskonalone i w tej wersji przedstawiane na blogu. Jednak są one tylko uzupełnieniem moich wspomnień, pokazaniem tego, co w naszej kuchni trwa, jak się zmieniało, ewaluowało oraz jak potrawy i historia wraz z nimi się zmieniała.

KONKURS

Dlatego dzisiaj po dwóch latach blogowania zapraszam wszystkich do zabawy mikołajkowej: z okazji drugiej rocznicy mojego blogowania ja i  Firma Emporia Telecom przygotowaliśmy upominki dla 3 osób, które komentując moje wpisy zajmą zaszczytne miejsca 5999, 6000, 6001, oraz 8 upominków mikołajkowych dla tych, którzy wpiszą najciekawsze komentarze. Jury konkursowe to Grzegorz i Monika, moi wierni od lat Przyjaciele. Niestety nie mogę napisać, jakie to będą upominki, gdyż Mikołaj przyniesie je, jako prezenty niespodzianki w ramach obchodów dnia Św. Mikołaja. Oczywiście wyniki konkursu zostaną ogłoszone a zwycięzcy otrzymają swoje wygrane upominki pocztą. Zapraszam do zabawy! Serdecznie pozdrawiam i życzę wspaniałego tygodnia!

Wasza Jadwiga

Szykując się do nieuchronnie nadchodzących świąt najmilszych i można powiedzieć najpiękniejszych Świąt w roku, do Bożego Narodzenia zastanawiamy się nad potrawami, jakie chciałybyśmy widzieć na stole, podczas tych dwóch trzech dni spotkań rodzinnych.  Jedną z takich potraw jest bigos. Bo któż z nas nie lubi pysznego staropolskiego bigosu składającego się z kapusty kiszonej i świeżej oraz kilku gatunków mięsa? Dosmaczonego cebulką przesmażoną, z dodatkiem łyżki lub dwóch koncentratu, jabłuszka, śliwek suszonych i łyżki lub dwóch powideł śliwkowych. Pokażcie mi taką osobę. Ja do tak skomponowanego bigosu dodaję jeszcze kminek i to wcale niemało, bo przecież ułatwia on trawienie. Danie to od wielu lat nazywamy bigosem staropolskim. Co poniektórzy twierdzą, że jest to bigos na winie, co się pod rękę nawinie to idzie do garnka. Może tak, a może nie. Dla mnie bigos jest potrawą szczególną, gdyż z kiepskich gatunków mięsa niestety nie da się przygotować dobrej potrawy. Dzisiaj w dobie dostępu do wszelakich towarów, we wszystkich sklepach, sklepikach, bazarach, supermarketach (no nie, w supermarketach to ja mięsa nie kupuję) i zaprzyjaźnionych sklepikach osiedlowych, mamy wybór najlepszych towarów w tym mięs, dlatego możemy na te jedne jedyne święta przygotować super bigos po staropolsku. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się jak to naprawdę z tym bigosem po staropolsku bywało? Czy zawsze bigos był gotowany z kapustą? Szukając materiałów do dzisiejszego wpisu znalazłam taką oto informację pana Jarosława Dumanowskiego dotyczącą ukochanej polskiej potrawy, czyli bigosu z kapustą:

„…Bigos z kapustą – czy nie brzmi to jak masło maślane? Czy można sobie wyobrazić bigos bez kapusty? Czy to polskie danie narodowe, z którego słusznie jesteśmy dumni i bez którego trudno nam sobie wyobrazić naszą kuchnię, mogło się kiedyś obejść bez kapusty, podstawowego zdawałoby się jego składnika?
Pewne ślady zmiany charakteru tej rzeczywiście staropolskiej potrawy odnajdujemy w dawnych książkach kucharskich oraz komentarzach dawnych pamiętnikarzy.

Wiele przepisów na bigos, a raczej bigosek, odnajdujemy już w Compendium ferculorum pierwszej wydanej drukiem polskiej książce kucharskiej. W XVII wieku bigosek był potrawą z siekanego mięsa lub ryb. Czerniecki do takiego bigosku zalecał dodawanie pietruszki i cebuli. Zgodnie ze stylem kuchni staropolskiej często doprawiano go na kwaśno poprzez dodanie cytryn, limonii i octu. Autor szczególnie często opisuje „bigosek” z raków tak, jako potrawę samodzielną, jak i garnitur do innych dań. Czerniecki nie znał jeszcze „bigosu z kapustą”, który ostatecznie wykształcił się w XVIII wieku i był już bezpośrednim przodkiem naszego bigosu, to znaczy potrawy, której głównym składnikiem jest kapusta, a mięsa i wędliny stanowią dodatek. Stanisław Czerniecki w swej książce Compendium Ferculorum podaje m. in. recepturę na:

bigosek ze śpikiem

Odwarz i odbierz raki na bigosek, włóż w rynkę, wybierz śpik wołowy, włóż pospołu, wlej rosołu, daj pieprzu, kwiatu (gałki muszkatołowej przyp. Mój) masła płokanego.  Przywarz, a daj na stół. Możesz i cytrynę wycisnąć albo octu winnego dobrego wlać a przywarzywszy, dać),

lubo też bigosek z jarząbka

Uwarz albo upiecz jarząbka, odbierz mięso osobno, skraj bardzo drobno, wlej trochę rosołu, masła młodego, kminu tartego. Przywarz a daj na ciepło. Możesz też kwiatu przydać i wycisnąć cytrynę.

lubo bigosek karpiowy

Zdejmij skórę z karpia surowego, mięso odbierz, usiekaj, cebule pieczonej usiekaj, zmieszaj to społem, włóż w rynkę, wlej oliwy albo masła niesłonego smaż. A gdy przesmażysz, wlej wina, octu winnego, pierzu, cynamonu, rożenków drobnych, cukru, limonia usiekaj. Przywarz a daj. Głowę z tego karpia usmaż i mleczu kawałki odretuj a zmieszaj z bigoskiem i daj na stół.

lubo bigosek holenderski

Szczupaka sprawionego z łuszczką uwarz w occie dobrym zasoliwszy. Uwarzysz zdejmij łuszczkę, podrób, pieczonej cebule usiekaj, włóż w rynkę, wlej trochę wody, masła płokanego, imbieru, kwiatu, octu winnego. Przywarz a daj na stół.

We współczesnej Czernieckiemu rękopiśmiennej książce z nieświeskiej Biblioteki Radziwiłłów pojawiają się z kolei bigos jezuicki, bigosek z ryb opiekany i bigosek maślany z naleśnikami. Także lubujący się w przepisach wzorowanych na recepturach francuskich Woyciech Wielądko opisał w swym Kucharzu doskonałym z 1786 r. bigos z mięsa wołowego, bigos skopowy (tj. z mięsa z kastrowanych i tuczonych baranów) oraz bigos z cielęciny lub innego mięsa.
Rzecz jednak w tym, że żaden z tych przepisów nie przypomina dzisiejszego bigosu. Tak np. brzmiał przepis na bigos z kapłona (kastrowanego i tuczonego koguta):
Kapłona upiecz, mięsiste drobno pokraj, a kościste tak włóż z członkami, cebulę drobno, pietruszki, rosołu wlej, masła płokanego, pieprzu, kwiatu [muszkatołowego], przywarz a daj ciepło. Jeżeli chcesz możesz cytrynę wycisnąć albo octu dobrego winnego wlać, albo agrestu włożyć.
W tym i w wielu innych przepisach z XVII i XVIII wieku w bigosie nie ma ani kawałka kapusty! Bigos przygotowywano z różnych rodzajów siekanego, najczęściej mięsa wcześniej upieczonego, ryb, a nawet raków. Z reguły doprawiano go na kwaśno dodając cytryny, limonii, octu czy szczawiu.

A dlaczego zaczęto dodawać kapustę?  Dodanie do takiego „bigosu” kwaśnej kapusty oznaczało utrzymanie jej smaku przy znacznie mniejszym koszcie przygotowania popularnego dania kuchni szlacheckiej. Zmniejszanie ilości spożywanego mięsa i coraz częstsze sięganie po warzywa jest zresztą charakterystyczną cechą rozwoju staropolskiej kuchni szlacheckiej. Z drugiej strony zastąpienie drogich cytryn i octu winnego przez swojską kapustę i zmniejszenie ilości mięsa w bigosie pozwalało także na delektowanie się tą potrawą przez mniej zamożnych biesiadników.

Piszący pod koniec XVIII wieku  Jędrzej Kitowicz wspominał, iż „bigos z kapustą” należał do typowych potraw z czasów początku rządów Augusta III. Dla Woyciecha Wielądka bigos to ciągle jeszcze tylko potrawa mięsna, ale w innych przekazach ze schyłku XVIII wieku natykamy się już, tak samo, jak u Kitowicza na bigos hultajski z kapustą.

W XIX wieku wystarczyło już tylko trochę zmienić proporcje mięsa i kapusty i oto mamy nasz poczciwy, współczesny bigos.

O bigosie na święta Bożego Narodzenia i nie tylko, o historii bigosu i jego procesie przemiany w nasz bigos „staropolski”, który ze staropolskim niewiele ma wspólnego, o bigosie w dzisiejszych czasach napisała dla Was

Wasza Jadwiga

Gdy pytałam moje wnuczki, co chciałyby zjeść na obiad lub kolację odpowiedź zawsze była podobna: makaron! No to babcia starała się sprostać zadaniu postawionemu przez dziewczynki. Makaron z sosem pomidorowym był od zawsze na pozycji numer jeden, natomiast inne potrawy zależały od nastroju, pogody czy też temperatury. Podczas zimowych wieczorów najchętniej był zamawiany makaron z sosem carbonara.  No cóż to włoskie prawdziwe danie pasta a’la carbonara, to danie przygotowywane dla górników, którzy rano przed wyjściem do pracy musieli zjeść solidny i pożywny posiłek. Mój makaron z sosem carbonara przygotowuję szybko i w ciągu 20 minut od wejścia do domu danie lądowało na stole.

Sconcigli carbonara

Składniki: Sconcigli, czyli makaron o kształcie trąbek 500g, 250 g boczku wędzonego drobno pokrojonego, opakowanie 200 g sera parmezan, sok z 1 cytryny, śmietana 18% 0,5 l, 2 żółtka, sól, pieprz, może być natka pietruszki

Wykonanie: w dużym garnku nastawiam 3 litry wody osolonej, gdy się zagotuje wrzucam makaron i gotuję (sconcigli gotujemy 12 minut od momentu zagotowania), w tym samym czasie rozgrzewam patelnię, wrzucam boczek i podsmażam, odstawiam z ognia wlewam śmietanę, wlewam sok z cytryny, 2 żółtka, i utarty parmezan, mieszam. Ugotowany makaron odcedzam na durszlaku (zawsze zostawiam trochę wody z makaronu, aby dolać gdyby sos był za gęsty). Do miski wkładam makaron, polewam przygotowanym sosem, mieszam i posypuję pozostałym startym parmezanem, kto lubi może posypać natką pietruszki. Mój makaron carbonara jest gotowy do spożycia. Smacznego!

Sconcigli z porami i papryką

Składniki: paczka makaronu jak wyżej, duży por lub dwa mniejsze, duża czerwona papryka, pomidory pelate z puszki (całe obierane, lub pokrojone na cząstki), papryczki nadziewane serkiem śmietankowym (antipasti, można kupić w Lidlu lub Biedronce oliwa, 2 ząbki czosnku, można również dodać natkę pietruszki

Wykonanie: w dużym garnku nastawiam 3 litry osolonej wody (Włosi mówią, że woda powinna być tak słona jak Morze Śródziemne), gdy się zagotuje wrzucam makaron i gotuję zgodnie z przepisem 12 minut od momentu wrzenia. W tym samym czasie na rozgrzaną patelnię wlewam 3 łyżki oliwy, dodaję czosnek, podsmażam leciutko a gdy wydobędzie się z niego zapach dodaję pokrojone w plasterki pory (tylko białe części), pokrojona paprykę, gdy pory i papryka zmiękną, dodaję odcedzone z soku pomidory i na końcu dodaję papryczki czereśniowe z serem, całość mieszam i kilka minut podduszam na patelni. Sos musi mieć kolor pomarańczowy a oliwa zdecydowanie oddziela się od sosu, wtedy sos jest gotowy. Trwa to około 7-8 minut. Oczywiście solę i dodaję pieprzu do smaku. Odcedzam makaron, polewam przygotowanym sosem, posypuję tartym parmezanem i natką pietruszki.

Pamiętajmy, najlepszy makaron po ugotowaniu musi mieć konsystencję lekko twardawa, czyli jest al dente, sosu musi być tyle, aby oblepił dokładnie makaron, (nie zaś, aby makaron pływał w sosie), oczywiście nie bez znaczenia jest, jakość sera parmezan, gdyż do tych dań użyć należy prawdziwego parmezanu grana padano (ostatnio można kupić w Lidlu), gdyż wtedy nasz makaron posypany prawdziwym parmezanem ujawnia swoje walory smakowe. I tak przygotowane na weekend i zainspirowane daniami, które są łatwe, szybkie i tanie a także przepadają za nimi nasze dzieci możemy zacząć już dziś świętować nadchodzący weekend. Dorosłym polecam kieliszek lub dwa czerwonego wina, a wszystkie panie, które powiedzą, że makarony tuczą uprzedzam: nie, nie tuczą, ale muszą być ugotowane al dente!  Smacznego!

Do usłyszenia

Wasza Jadwiga

ps. 1 –  a oto link do piosenki o włoskich makaronach

http://www.youtube.com/watch?v=ZStSVIk4c_I

ps.2 Gosia bierze udział w konkursie fotograficznym, przeczytajcie jej wpis i zagłosujcie na jej piękne zdjęcia

http://mgmdg.bloog.pl/?ticaid=6d6c1

Dopóki jesień okazywała nam swoje piękno i była łaskawa, nie podawałam przepisów na jesienne mgły i słotę. Dzisiaj temperatury oscylują w okolicy zera, rano jest szadź, a w niektórych rejonach kraju mgły i zamglenia. Wszędzie pełno spadających liści. W moim ogrodzie odbywa się zespołowe grabienie, bo drzewa w tym roku miały chyba więcej liści niż w każdym innym. Sypią, więc brzozy, klony, dęby, forsycje, tawuły, jaśminy a także sosny, które pozbywają się swoich uschniętych igieł. W całym ogrodzie jest mnóstwo pracy, kołdra z kolorowych liści czeka na uprzątnięcie. Grabienie odbywa się na raty, ponieważ drzewa nie zrzucają liści wszystkich na raz, niestety. Stąd nasze pobyty w ogrodzie to minimum trzy cztery grabienia. W tak zwanym międzyczasie chcąc podratować stracone kalorie w czasie prac ogrodowych postanowiłam przygotować ciepłą zupę, którą podałam w przerwie naszego sprzątania.

Zupa z porów

Składniki: 3 paczki porów (tylko części białe z przyciętymi końcówkami lekko zielonymi, 2 cebule, 5 ziemniaków, 3 łyżki oliwy, łyżka masła)

Wykonanie: na maśle z łyżką oliwy zeszkliłam dwie cebule i pory, przełożyłam do garnka, obrane ziemniaki, pokroiłam w kostkę i dołożyłam do garnka z porami, przykryłam pokrywką. Całość poddusiłam tak, aby ziemniaki i pory trochę zmiękły. Dolałam około 1,5 litra plus szklankę wody mineralnej, gotowałam około 15 minut.  Odcedziłam warzywa na sicie, wywar przelałam do garnka, natomiast pozostałe warzywa cebulę, pory i ziemniaki zmiksowałam, połączyłam z wywarem, posoliłam i popieprzyłam białym pieprzem do smaku. Dla uzyskania głębi dodałam garść krewetek bez ogonków oraz paczkę wędzonego łososia ca 150 g pokrojonego w paseczki. Zupa z porów uzyskała jedwabny niesamowity smak. Oczywiście można ja podać bez tych dodatków, ja postanowiłam jednak dosmaczyć ją plastrami wędzonego łososia i krewetkami, jak mawia ślubny wyszła „poezja smaków”.

Ponieważ w zupie były ziemniaki, w ten sposób zupa uzyskała konsystencję kremu. Można ją podać z kleksem śmietany, ja podałam na golasa. Byłą znakomita, a całość pobytu w kuchni zamknęła się w 20 minutach. Polecam smacznego!

Gołąbki lub kapusta faszerowana

Moja mama przygotowywała kapustę faszerowaną zawsze na kilka dni, tak by można było ją odgrzewać, ponieważ nasza rodzina była wielkimi zwolennikami tej potrawy. Teraz, jesienią, kiedy kapusta jest najlepsza rekomendują to danie, gdyż, choć wymaga trochę pracy mamy obiad lub obiado-kolację na kilka dni.

Składniki: kapusta cukrowa (ja kupuję białą w kolorze, spłaszczoną, ważącą około 3 kg), mięso mielone z łopatki lub szynki 1-1,5 kg, sól pieprz, 2 jajka całe, 4 ząbki czosnku, 2-3 duże cebule

Wykonanie: w największym i najszerszym garnku gotuję wodę, obrana z wierzchnich liści i opłukaną kapustę nadkrawam wokół „głąba” i wkładam do wrzątku (najpierw od strony liści, natomiast po 4 minutach od strony „głąba”, gdy liście zaczynają zmieniać kolor na seledynowy zdejmuję po jednym i odkładam na stolnicę. W ten sposób obieram z liści główkę kapusty tak, aby samo jej serce pozostało maleńkie. Wodę z obgotowania wylewam.  Do dużej miski wkładam mięso, pokrojoną cebulę ( ja używam małego młynka, w którym siekam cebulę oraz czosnek), wbijam jajka, dodaję sól i pieprz, mięso wyrabiam ręką, dodając dwie, trzy łyżki ciepłej wody. Na stolnicy układam liść kapusty, nakładam doprawione mięso, zawijam liść z prawej i lewej strony i zwijam tworząc paczuszkę o kształcie walca. Przygotowaną zawijak układam w garnku wokół pozostałego serca kapustki. Przygotowane zawijaki układam jeden obok drugiego, pamiętając, aby nie były ułożone zbyt ciasno, gdyż pod wpływem temperatury i wody kapusta z mięsem napęcznieje. Przygotowana kapustę faszerowaną zalewam ciepłą wodą, tak, aby zawijaki były pokryte wodą, ustawiam garnek na małym gazie i gotuję na małym ogniu do miękkości kapusty. Gdy kapusta jest ugotowana, wrzucam do niej słoik koncentratu pomidorowego lub zagęszczony sok pomidorowy, co kto lubi, gotuję jeszcze 7 minut, aby koncentrat lub sok dokładnie wymieszał się z pozostałą wodą, dodaję łyżkę masła jak również 2-3 łyżki cukru. Kapusta faszerowana jest gotowa do spożycia. Po wystygnięciu kapusta wędruje do lodówki, odgrzewam etapami w sosie pomidorowym z kapusty. Smacznego!

Kapusta faszerowana jest nieco pracochłonna, na południu Polski gospodynie układają ja na brytfannie i pieką w piekarniku, sos przygotowują oddzielnie i polewają zawijaki, oczywiście w kuchni wiele zależy od naszej własnej inwencji, a więc nie bójmy się eksperymentów, nasza rodzina będzie zachwycona tym daniem gdyż jest zdrowe i przygotowane z naturalnych składników, bez jakichkolwiek ulepszaczy, poza tym mamy danie na dwa trzy dni.

Udanych eksperymentów w kuchni życzy

Wasza Jadwiga

Kotek, Koteczek, Kot, Kocur, Kocurek, Kicia, jaki jest każdy wie, ale nie do końca, bo nie wszyscy wiedzą, że kot, kotek, koteczek jest zwierzęciem pełnym zagadek i tajemnic, a dla niektórych jest zwierzęciem magicznym. Pewnie dlatego czarownice kojarzono zawsze z kotami, najpewniej czarnymi na ramieniu. Oto, co wyczytałam w artykule Agnieszki Mazur „Puchały o kotach, kotkach, koteczkach”. Uważam, że warto przytoczyć obszerne fragmenty: ”… Większość badań wskazuje na to, że udomowienie kotów nastąpiło w Egipcie blisko sześć tysięcy lat temu. Od momentu, kiedy pierwszy raz weszły „na salony”, stały się symbolem piękna, gracji i tajemniczości. Egipcjanie uważali koty za zwierzęta, którym trzeba oddawać należytą cześć. Do tego stopnia, że jego zabicie oznaczało dla mordercy karę śmierci. Gdy kot umarł, jego właściciel golił brwi na znak żałoby, a ciało zwierzęcia poddawał mumifikacji. W średniowieczu, gdy Święta Inkwizycja walczyła z wszelkimi przejawami szatańskich działań, kot stał się odzwierciedleniem diabła, będąc jednocześnie nieodłącznym atrybutem czarownicy. W związku z tym na mocy prawa zwierzęta te sądzono i torturowano, po czym kończyły tak, jak i rzekome wiedźmy. Wraz z rozwojem cywilizacji koty zaczynały gościć w domach zwykłych śmiertelników, chociaż utarło się przekonanie, że te o czarnym umaszczeniu pomieszkują w chatach prawdziwych czarownic. Dziś czarne koty nikogo już nie dziwią, ale i tak czujemy się nieswojo, jeśli przebiegną nam drogę. Co jest tak niezwykłego w kotach, że traktujemy je nie jak zwykłe zwierzęta, ale raczej, jako „wyższe byty”?

Osoby mieszkające z kotem doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich pupile posiadają bardzo przydatną umiejętność – gdy któremuś z domowników dolega jakaś przypadłość, kot wchodzi w rolę „nadwornego” lekarza. Przy bólach menstruacyjnych zwykły mruczek kładzie się w dolnej części brzucha kobiety, działając tym samym jak rozkurczający termofor i uśmierzając ból. Przy bólu nerek kocur również wie, gdzie się ułożyć, by rozgrzać chore miejsce. No i jest jeszcze oczywiście charakterystyczne „ugniatanie” podłoża przednimi łapkami. Koty wykonują je niemal zawsze, gdy moszczą sobie miejsce do spania, ale zdarza się, że obejmują swoim masażem akurat to miejsce na naszym ciele, w które wszedł nerwoból. Naukowcy twierdzą, że kocie „znachorstwo” to po prostu rezultat wyczuwania przez zwierzę innej temperatury w miejscach dotkniętych chorobą. Sceptycy mówią z kolei, że to zwykły przypadek. A osoby znające ludowe mądrości wierzą, że kot po prostu wie, gdzie boli i pomaga domownikowi zwalczyć dolegliwość.

Nie od dziś wiadomo, że koty potrafią wyczuć nadchodzący kataklizm i uciec z miejsca znajdującego się w strefie zagrożenia. Nie znajdujemy ich wśród ofiar tsunami, trzęsień ziemi czy innych katastrof naturalnych. Zanim jeszcze sejsmolodzy lub inni specjaliści odkryją, że nadciąga nieszczęście, koty zdążą już ewakuować się z niebezpiecznej okolicy. Naukowcy tłumaczą te kocie umiejętności wyjątkowo wrażliwymi zmysłami, które zawczasu wyczuwają mikro drgania i jonizację powietrza. Takie wytłumaczenie w żaden sposób nie sprawdza się jednak w sytuacji, kiedy kot przeczuwa pożar, który ma się zdarzyć dopiero w przyszłości. Znane są przypadki, gdy kocice wynosiły swoje młode z budynku, który trawił ogień dopiero kilka dni później.

Zarówno specjaliści od feng szui, jak i radiesteci twierdzą, że kot działa lepiej niż różdżka przy poszukiwaniu szkodliwych dla człowieka żył wodnych. Wystarczy obserwować, gdzie zwierzę najczęściej przebywa, by wiedzieć, że w tym miejscu prawdopodobnie zbiegają się negatywne kanały. Kot wyjątkowo je lubi, z kolei pies będzie je omijał z daleka.

Większość właścicieli kotów wie, że nie musi się obawiać, iż padną ofiarą fałszywych przyjaciół. Gdy do naszego domu zawita osoba obłudna lub po prostu zła, zwierzę wyraźnie da nam do zrozumienia, że ten „typ” mu się nie podoba. Lepiej posłuchać jego opinii i oszczędzić sobie nieprzyjemności, które mogą wyniknąć z kontynuowania takiej znajomości. Kotom zdarza się czasem, że intensywnie wpatrują się w jeden punkt w mieszkaniu, choć tak naprawdę niczego tam nie ma. Ani gry świateł i cieni, ani muchy czy też falującej pajęczyny. Zdarza się, że obserwują ten sam punkt przez długi czas, nawet przez całe życie mogą zawsze w tym jednym miejscu zatrzymywać się na chwilę „refleksji”. Choć ludziom też zdarza się przecież zapatrzeć w siną dal i nie ma w tym głębszej filozofii, osoby wierzące w zjawiska paranormalne są przekonane, że kot konsekwentnie wpatrujący się w jeden punkt po prostu widzi ducha…”

Z kotami zaprzyjaźniła mnie moja córka. Wracając zza granicy przywiozła sobie kota, który w końcu wylądował u mnie w domu (zresztą jej pies też, a mały nie był znaczy pies nie kot, bo owczarek alzacki „kobietka”, jak dla mnie dama w każdym calu). Dzisiaj, gdy kotka Nara przeszła za tęczowy most dwa lata temu razem z Kuką sunią, w naszym domu przechadzają się dwie kocice, bardzo do siebie podobne Zara (starsza) i Nulka znacznie młodsza w towarzystwie Oskara – owczarka alzackiego. Koty toczą między sobą chwilowe walki wynikające raczej z zazdrości aniżeli zawiści, po czym układają się każda na swoim miejscu, lub czasowo okupują miejsce koleżanki. Obydwie chodzą swoimi drogami, są niezależne i żadne nakazy ich nie dotyczą. Chodzą gdzie chcą (po stole też) wylegują się tam gdzie chcą (na stole też), a jak chcą to leżą obie na mnie w dowolnym miejscu ugniatając najpierw miejsce, na którym chcą się wylegiwać. I nic a nic nie obchodzi je, że jest mi niewygodnie, przecież to nie jest ich problem. Tak ma być i już. Gdybym jednak chciała zmienić pozycję, o! Co to to nie, natychmiast obydwie łapą dają znać, że takiej umowy nie było, pazurki lądują na mojej ręce, nodze tam gdzie jest odkryta część mojego ciała. No cóż, w tej sprawie nie ma zgodności i obie „panie” lądują na podłodze.

Za to w sprawie kota doktora zgadzam się z panią Agnieszką Mazur-Puchała. Moje koty są najczulszymi lekarzami, grzeją moje obolałe kolana, łażąc po bolącym ramieniu (w lutym tego roku wykonałam przecież w lesie na śniegu i zamarzniętej kałuży salto dwa i pół obrotu Awerbacha w przód w pozycji łamanej, wynikiem, którego nie były wyrzucone przez sędziów szóstki, tylko naderwane przeze mnie rotatory mięśnia naramiennego), a skutki tego upadku odczuwam do dziś. Obie panienki zaledwie tolerują swoją obecność i traktują siebie nawzajem z pobłażliwym dystansem. Czasem tylko wstępują w nie chęci współzawodnictwa, wtedy biegają na wyścigi jedna górą po stole, oparciach kanap, foteli i co jest po drodze, natomiast druga biega po ziemi wykorzystując wszelkie zakamarki i drżyjcie pisaki, pióra, kartki, komputer, laptop i wszystko to, co na ich drodze się znajduje.  W lecie „dziewczynki” leżakują na werandzie mając do dyspozycji wszystkie poduszki, a także cały ogród, jednak ten muszą dzielić z dwoma psami, jako że wnuki mają też Jack Russell Terriera i ten goni koty z całą bezwzględnością. Teraz, gdy noce są chłodne taras nie jest już takim wymarzonym miejscem i „panny” wracają na noc do domu, moszcząc się w naszym łóżku najczęściej na moim miejscu, dla mnie pozostawiając nieco miejsca, abym mogła się wyspać w pozycji łamanej. Nie od dzisiaj wiadomo, że koty po to mają pana, a  ten ma duże wygodne (!) łóżko, aby koty miały gdzie spać. Przecież w nocy zmieniają około dwunastu razy swoje miejsce. Ot kocia filozofia.

Zara i Nulka, jako dwie indywidualistki nie jedzą tego samego żarełka, jedna lubi wyłącznie suchą karmę i wodę, druga zaś tylko puszeczki najchętniej Gourmeta, no cóż, państwo wiedząc o tym stosuje się do wymagań kocic. I jak widać, to kotki wymogły swoje prawa i przywileje na nas, a nie na odwrót i tak to już chyba będzie zawsze, ci, co mają koty wiedzą, o czym piszę.

A Wasze koty, czy też są” tylko” zwierzętami?

Życzę miłych wolnych świątecznych dni

Wasza Jadwiga

Coraz częściej słyszę od moich dzieci: „Mamo poradź co mam zrobić na obiad, lub na kolację. Tak późno wracam do domu, a dzieciaki chcą zjeść coś na ciepło i to szybko!”. Pojechałam więc do  moich okolicznych sklepów Lidla i Biedronki, aby zobaczyć, co można polecić kobiecie pracującej, by szybko i smacznie przygotowała w domu (nie wydając zbyt dużo pieniędzy). I oto jakie danie skomponowałam z gotowych dań, które po piętnastu minutach stały się bardzo dobrą propozycje na jesienne dni:

Składniki: boczek krojony w paseczki lekko wędzony, kopytka lub oryginalne niemiecki schnupfnudeln, papryczki nadziewane serkiem, ser parmezan (grana padano).

Wykonanie: w dużym garnku zagotowałam  osoloną wodę, wrzuciłam kluski i gotowałam trzy minuty. W tym samym czasie na patelni smażyłam boczek pokrojony na oliwie z papryczek z serkiem, kluski odcedziłam, wyłożyłam na talerze, oliwą z boczkiem polałam  kopytka, starłam parmezan (używam do tego skrobaczki do ziemniaków i marchwi, wychodzą wtedy piękne paseczki) podałam kopytka wraz z papryczkami nadziewanymi serkiem śmietankowym. Wykonanie tego dania trwało z zegarkiem w ręku całe 12 minut. Smacznego! Oczywiście kopytka ( jak moje dzieci mówiły kopytki) można przygotować dzień wcześniej samej, ale wymagają one pracy – ugotowane ziemniaki przepuścić przez praskę do ziemniaków, wyłożyć na stolnicę wbić jajko, dodać trochę mąki uwaga! Jeżeli ziemniaki są ciepłe wtedy wymagają więcej mąki, a kopytka w rezultacie wychodzą twarde i nie są smaczne. Zagniatamy ciasto, odrywamy po kawałku, formujemy wałeczek, kroimy ukośnie i wrzucamy na gotująca osoloną wodę, gotując kilka minut do wypłynięcia, czekamy, aby zabulgotały dwa trzy razy i kopytki gotowe. Wyjmujemy łyżką cedzakową na talerze. Kopytka możemy przygotować wcześniej, ugotować, pokropić oliwą na talerzu, poczekać aż wystygnąć, popakować w torebki foliowe i zamrozić w domowej zamrażarce. Wtedy mamy szybkie danie, które możemy serwować z gulaszem wołowym lub wieprzowym, wg przepisu podanego poniżej z grzybami w śmietanie.

Grzyby w śmietanie

1,5-2 kg grzybów, mogą być podgrzybki lub maślaki, 3 cebule cukrowe, śmietana 18% do zupy, olej z pestek winogron, 5 ziarenek ziela angielskiego i 3 listki laurowe

Wykonanie: grzyby myjemy, płuczemy i wykładamy na cedzak, cebulę obieramy, kroimy w piórka, wykładamy do garnka na gorący olej z pestek winogron, szklimy, wrzucamy grzyby i razem dusimy na malutkim ogniu do miękkości od czasu do czasu mieszając, wrzucamy również 5 ziarenek ziela angielskiego oraz 3 listki laurowe, dusimy pod lekko uchylona pokrywką. Gdy grzyby są miękkie dodajemy śmietany (ja wlewam trochę śmietany do dużego kubka dodaję grzyby, mieszam i wlewam do garnka, w ten sposób jestem pewna, że śmietana nie” zważy” się w moim daniu z grzybów. Oczywiście dodaję trochę soli i pieprzu białego do  smaku. Proste danie z grzybów w śmietanie gotowe. Można podawać z gotowanymi ziemniakami, lub kopytkami, lub kupionymi w Lidlu schnupfnudeln. Polecam wszystkie przepisy gdyż są proste i łatwe w wykonaniu. Smacznego!

Wasza Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.