Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum miesiąca Kwiecień 2010

GodłoTo największa tragedia w historii Polski. Prezydent Polski Lech Kaczyński wraz z 95 osobami zginęli w katastrofie samolotu Tupolew 154M. Na pokładzie były najważniejsze osoby w państwie. Do katastrofy doszło o godzinie o 8.56 czasu polskiego na lotnisku wojskowym w Smoleńsku.(podano za PAP)

Lech Kaczyński i najważniejsze osoby w państwie nie żyją

Lech Kaczyński, fot. AFP

Maria_Kaczynska_(official_portrait)Prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka Maria oraz kilkadziesiąt najważniejszych osób w państwie zginęło w sobotę w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem, którym lecieli na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski powiedział dziennikarzom, że na pokładzie prezydenckiego samolotu, który rozbił się w sobotę w Smoleńsku, znajdowało się najprawdopodobniej 88 osób. Miało być ich 89, ale jedna nie stawiła się na lotnisku przed odlotem. – W chwili obecnej możemy założyć, że niestety wszystkie 88 osób, które znajdowały się na pokładzie w momencie wypadku, zginęły – powiedział Piotr Paszkowski przed południem.

Biuro informacji Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Rosji, poinformowało, że w katastrofie polskiego prezydenckiego samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem zginęło 96 osób – podała agencja RIA Novosti. Zwiększona liczba to członkowie załogi i ochrony.

Na liście osób lecących z prezydentem do Katynia byli m.in.: były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu Jerzy Szmajdziński i Krzysztof Putra, wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek, prezydenccy ministrowie – Władysław Stasiak, Paweł Wypych i Mariusz Handzlik, szef BBN Aleksander Szczygło, wiceministrowie: spraw zagranicznych – Andrzej Kremer, obrony – Stanisław Komorowski i kultury – Tomasz Merta, rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, prezes NBP Sławomir Skrzypek, prezes IPN Janusz Kurtyka.
Samolotem lecieli też posłowie – Maciej Płażyński, Arkadiusz Rybicki, Grzegorz Dolniak, Przemysław Gosiewski, Zbigniew Wassermann, Joanna Szymanek – Deresz, Izabela Jaruga – Nowacka, Grażyna Gęsicka, Wiesław Woda, Edward Wojtas, Sebastian Karpiniuk, Leszek Deptuła, Aleksandra Natalii – Świat oraz senatorzy Janina Fetlińska i Stanisław Zając.

Samolotem leciał  Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego

Pan Piotr NUROWSKI

Marszałek sejmu Bronisław Komorowski ogłosił tygodniową żałobę  narodową.

 

Cześć ich Pamięci!

 

Taką notatkę znalazłam w Agencji PAP na temat przekazywania 1 % naszego podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego, oto ona:

kwiaty Rekordową kwotę 380 mln zł przekazali w 2009 roku Polacy na organizacje pożytku publicznego (OPP) w ramach 1 proc. podatku. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że z rozliczenia PIT za 2008 r. na konta organizacji charytatywnych trafiło o blisko 82 mln zł więcej niż w ubiegłym roku to znaczy 2007. Najwięcej pieniędzy przekazali mieszkańcy woj. mazowieckiego i śląskiego – blisko 143 mln zł. „Niewykluczone, że wpływ na tegoroczny wynik miała możliwość przekazania jednego procenta również z korekty zeznania. W tym roku także po raz pierwszy organizacje otrzymują zbiorowe listy darczyńców, a nie – jak dotychczas – cząstkowe z każdego urzędu skarbowego” – poinformował cytowany w komunikacie minister finansów Jacek Rostowski. Najwięcej, bo ponad 365 mln zł przekazali podatnicy, których dochody opodatkowane były skalą podatkową i prowadzący działalność gospodarczą podlegającą 19-proc. podatkowi. Średnia kwota przekazanych pieniędzy na organizacje w tej grupie osób wynosiła 51 zł. 8,9 mln zł pochodziło od podatników uzyskujących dochody np. z giełdy (53 tys. 483 osoby). Średnio wsparli oni organizacje kwotą 167 zł. Ponad 6 mln zł pochodziło od podatników rozliczających się podatkiem ryczałtowym od przychodów ewidencjonowanych (112 tys. 68 osób). Przeciętna kwota wsparcia wyniosła w tym przypadku 54 zł. Najwięcej przekazali podatnicy z województwa mazowieckiego (ponad 95 mln zł), śląskiego (ok. 49 mln zł), wielkopolskiego i małopolskiego (po ok. 32 mln zł). Najmniej pieniędzy organizacje charytatywne dostały od podatników z województw świętokrzyskiego i lubuskiego (po ok. 7,2 mln zł). Zdaniem Ministerstwa Finansów, przełom w korzystaniu z możliwości przekazania 1 proc. podatku nastąpił w ubiegłym roku, kiedy podatnicy rozliczali PIT za 2007 r. Od tamtej pory środki na rzecz organizacji pożytku publicznego przekazują naczelnicy urzędów skarbowych zgodnie z wnioskami podatników. Wcześniej podatnicy musieli sami przelewać pieniądze na konta organizacji, po czym o kwoty te zmniejszali należny podatek. W pierwszym roku wpłat dokonało 80 tys. osób, przekazując na rzecz organizacji charytatywnych 10,4 mln zł. W ubiegłym roku pieniądze na organizację pożytku publicznego przekazało ponad 5,1 mln osób, a suma wsparcia wyniosła ponad 298 mln zł. W tym roku liczba osób przekazujących 1 proc. podatku wzrosła o ponad 140 proc., a przekazana przez nich kwota – o prawie 130 proc. w stosunku do ubiegłorocznych danych.

Zaczął się kolejny okres rozliczeń rocznych PIT. Siódmy raz podatnicy mogą odpisać 1 proc. podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP). Komu można przekazać część podatku? Ja mam kilka swoich organizacji pożytku publicznego, którym przez ostatnie siedem lat przekazywałam część podatku. Przedstawiam je w kolejności przekazywania:

FUNDACJA WARSZAWSKIE HOSPICJUM dla DZIECI w Warszawie nr KRS 0000097123 

Warszawskie Hospicjum dla dzieci zajmuje się:
– wspieraniem i świadczeniem opieki paliatywnej nad dziećmi, młodzieżą i młodymi dorosłymi ze schorzeniami ograniczającymi życie i nad ich rodzinami
– rozwijaniem i wprowadzaniem modelu opieki paliatywnej
– organizowaniem i finansowaniem ośrodków opieki paliatywnej
– pomocą rzeczową i finansową dla rodzin żyjących pacjentów umożliwiającą im opiekę w domu oraz pomocą finansową dla rodzin w okresie żałoby – na  sfinansowanie kosztów pogrzebu
– organizowaniem i finansowaniem programu wsparcia w żałobie
– organizowaniem i finansowaniem działalności wydawniczej z zakresu opieki paliatywnej
– prowadzeniem i finansowaniem badań naukowych z zakresu opieki paliatywnej i leczenia bólu oraz prowadzeniem biblioteki naukowej
– współpracą w celu rozwoju opieki paliatywnej
– organizowaniem i finansowaniem konferencji naukowych, kursów i staży indywidualnych
– organizowaniem i finansowaniem naboru i szkolenia wolontariuszy dla potrzeb opieki paliatywnej.
Organizacja uprawniona jest do otrzymywania nawiązek. Uzyskane w ten sposób środki zostaną wykorzystane na następujące cele: organizowanie i finansowanie środków opieki paliatywnej nad dziećmi, młodzieżą i młodymi dorosłymi w Polsce i innych krajach; pomoc rzeczową i finansową dla rodzin żyjących pacjentów, umożliwiającą im sprawowanie opieki w domu oraz pomoc finansową dla rodzin w okresie żałoby na sfinansowanie kosztów pogrzebu.

FUNDACJA ANNY DYMNEJ „MIMO WSZYSTKO” nr KRS 0000174486

To nie zaczęło się nagle – mówi o swojej pracy społecznej Anna Dymna. – Często na swej drodze spotykałam osoby chore i niepełnosprawne… Los kilka razy rzucał mnie w szpitalne światy ludzi chorych i cierpiących. Wiele lat, jako człowiek publiczny, brałam udział w różnych akcjach na rzecz potrzebujących. Sześć lat temu zetknęłam się jednak z osobami, które w pewnym sensie odmieniły moje życie. Kiedyś się ich bałam, tak jak każdy, bo nie wiedziałam, jak się zachować wobec nich, czy zrozumieją, co do nich mówię. Zostałam wciągnięta „podstępnie” w ich życie – dałam się namówić i zostałam przewodniczącą jury przeglądu twórczości teatralno-muzycznej ludzi niepełnosprawnych umysłowo. Organizował to ks. Tadeusz Zaleski, który wybudował w Radwanowicach pod Krakowem piękny dom opieki społecznej i wzorcowe warsztaty terapeutyczne. Pojechałam tam naprawdę przerażona. Po kilku minutach wszelkie opory minęły. Poznałam wiele niezwykłych osób. Wracałam stamtąd z mieszanymi uczuciami: z jednej strony, cieszyłam się, że mój syn jest zdrowy, a z drugiej, zobaczyłam, że w tych ludziach jest coś magicznego, czego nam brakuje w życiu. Nie umiałam wtedy tego nazwać, ale coś mnie do nich ciągnęło.

W innym z wywiadów aktorka wyznaje: Na swoją twarz pracowałam 35 lat – ciężko, solidnie i uczciwie. Teraz ją wykorzystuję bezczelnie i z radością, by pomóc innym. I co w tym złego? Nie gonię za sławą, bo już się wcześniej nagoniłam. Teraz ją tylko zamieniam na coś innego. Za pracę w fundacji nie biorę pieniędzy. I będę dla niej pracować dopóki mam siły i dokąd będzie mi to sprawiało radość 

FUNDACJA JOLANTY KWAŚNIEWSKIEJ „POROZUMIENIE BEZ BARIER’’ nr KRS 0000 16 75 78 (strona www.fpbb.pl) 

Fundacja została założona w 1997 roku. Działa nieprzerwanie doskonaląc formy i jakość udzielanej pomocy. W marcu 2004 roku otrzymała status Organizacji Pożytku Publicznego. Jej znakiem jest Motyl symbolizujący wiosnę, budzące się życie, nadzieję i radość. „Statutowym celem fundacji jest wspieranie działalności na rzecz inicjowania procesu zmian cywilizacyjnych i kulturowych tworzących ludziom warunki równych szans na drodze do ich rozwoju intelektualnego, zawodowego, społecznego i kulturalnego”. Programy Fundacji napisało życie i wciąż je weryfikuje. Obok osób indywidualnych, wspierane są szpitale, hospicja, ośrodki rehabilitacji, stowarzyszenia i inne fundacje i placówki opiekuńczo – wychowawcze. W ramach najstarszego programu nazwanego One muszą żyć wspierane są szpitale, w których Fundacja dofinansowuje stanowiska przeszczepowe przeznaczone dla dzieci chorych na białaczkę. Największym darem Fundacji dla ciężko chorych dzieci z regionu gdańskiego i całego Pomorza było oddanie w 2005 roku budynku szpitala – Oddziału Hematologii i Onkologii Dziecięcej Kliniki Pediatrii, Hematologii, Onkologii i Endokrynologii Instytutu Pediatrii AMG) zaprojektowanego i zbudowanego przez fundację od fundamentów. Akademia Medyczna w Gdańsku może dziś poszczycić się pięknym budynkiem, w którym bardzo ciężko chore dzieci znajdują siłę i motywację do walki o własne życie i zdrowie. Fundacja stworzyła program Motylkowe Szpitale, dzięki któremu udało się w dużej mierze zmienić szaro-białą, ponurą szpitalną rzeczywistość oddziałów dziecięcych w kolorowy, bajkowy świat. Dzięki kolorom dzieciom łatwiej godzić się z otaczającą ich rzeczywistością (bolesnymi zabiegami operacyjnymi, kroplówki, badaniami). W ramach programu Otwórzmy Dzieciom Świat fundacja organizuje wyjazdy do atrakcyjnych miejsc i regionów świata. Głownie adresuje te wyjazdy do dzieci osieroconych przez ojców, którzy zginęli na posterunku pracy. Dofinansowuje także turnusy rehabilitacyjne dla dzieci przewlekle chorych i niepełnosprawnych. Przy fundacji działa również Fundusz Pomocy Młodym Talentom Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich, który służy pomocą stypendialną szczególnie utalentowanym uczniom, głównie niepełnosprawnym oraz z rodzin biednych. Do najbardziej głośnych projektów fundacji należą coroczne akcje edukacyjne, np. Możesz zdążyć przed rakiem, Miej serce i dbaj o serce, Co każdy duży chłopiec wiedzieć powinien. Akcje mają na celu propagowanie wśród społeczeństwa zdrowego trybu życia i popularyzowanie w przystępny sposób wiedzy o zapobieganiu chorobom cywilizacyjnym.

Przedstawiłam tu trzy organizacje pożytku publicznego na rzecz których ja i moi bliscy przekazujemy 1% z naszych dochodów przy rozliczaniu rocznym podatku w ramach PIT 37. Warunkiem przekazania kwoty 1% podatku należnego na rzecz OOP jest zapłata w pełnej wysokości podatku należnego stanowiącego podstawę jej obliczenia nie później niż (za rok 2009) do 30 kwietnia 2010 r.

TO NIC NIE KOSZTUJE, A POMAGAMY INNYM!

 Informacje zebrała dla Was

Wasza Jadwiga

Wiele wyjazdów mojej przyjaciółki Beaty związane jest z fotografią. Fotografia to jej hobby, a przy okazji powstają z tego wspaniałe albumy. Beata wydała już kilka albumów Wielkiej Brytanii, pierwszym był album  „Kraków – miasto skarbów”, oczywiście z tekstem w języku angielskim. Obecnie pracuje nad nową książą, właśnie o tych wspaniałych Wyspach Normandzkich. Każdy album to wiele zdjęć i godzin spędzonych na wyczekiwaniu na tę jedną chwilę, gdzie światło jest właściwe, gdzie klimat jest dopasowany do przemyśleń autorki. Dzisiaj Beata przesłała mi kilka zdjęć oraz poniższy tekst dotyczący wysp. Wydaje mi się, że materiał jest na tyle ciekawy, że mogę się nim z Wami drodzy czytelnicy podzielić. Oto on:

Wyspy Normandzkie 

GreenIslandPięć z Wysp Normandzkich to wyspy zamieszkałe: Jersey jest największa, potem Guernsey, Alderney, Sark i  Herm, oprócz tego jest dużo wysp mniejszych, niezamieszkałych, jak również niebezpiecznych skał, na których rozbiły się setki statków. Wyspy są rajem dla nurkujących oraz archeologów, bo co i rusz jakiś zatopiony statek jest odkrywany. Niebezpieczeństwo żeglowania w tych wodach polega na tym, że dwa razy dziennie przypływ i odpływ może sięgać aż do 12 metrów, tak więc zjawiasz się w porcie o godzinie 11 rano, wszystkie łodzie osadzone są na piasku, a przed sobą masz krajobraz księżycowy z mnóstwem skał i skałek, wracasz  za 6 godzin, a łódeczki unoszą się na lazurowej zatoce i ani śladu skał! Wyspy są zaledwie parę mil od wybrzeża Francji, ale były i są angielskie od 1066 roku, niemniej jednak atmosferą przypominają Francję, nazwy ulic są francuskie, a język bardziej zbliżony do francuskiego niż angielskiego (chociaż język ten jest prawie zapominany, a w praktyce stosuje się tylko angielski). Plaże, plaże i plaże, zbliżone do Bałtyckich w okolicach Kołobrzegu, o piasku tak  białym i miałkim, że bardziej przypominają Karaiby, niż okolice Anglii. Do tego przecudne małe zatoczki z małymi rybackimi łódkami bujającymi się na falach i tu i ówdzie jakieś urocze ruiny zamku. Dodatkowo usiane są wieżami obronnymi z XVII wieku oraz niemieckimi bunkrami, gdyż to był jedyny kawałek Anglii, który zajął Hitler. Jedna z wysepek, Sark, zaledwie od paru lat przestała być ostatnim na świecie feudalnym państwem. Sarkańczycy wcale się nie spieszyli do zrzucenia „jarzma” i do tej pory niewiele się zmieniło pod względem goreycastlejersey1politycznym.  A teraz o największej wyspie, Jersey. Ma odrębną kulturę, prawa i niezrozumiały język. Sześć tysięcy lat temu wyspa została odcięta od kontynentu. Wiele archeologicznych miejsc, kamiennych pomników i grobowców wskazuje, ze wyspa była zamieszkana już w okresie neolitycznym. Najsłynniejszym grobowcem jest Le Hougue Bie. Chrześcijaństwo zostało zaszczepione na wyspie w VI wieku. W 1204 roku związała swe losy z książętami normandzkimi, późniejszymi królami Anglii, i do dziś pozostaje lojalna wobec korony brytyjskiej. Jako że wyspy były podległe pierwotnie książętom normandzkim, do tej pory toasty za królową angielską brzmią „Za Królową, naszego Księcia”. Wiem, wiem, jak to możliwe, że królowa i książę (nie księżniczka) – to jest właśnie jeden z wielu uroczych paradoksów tego miejsca! W przeszłości wypy wielokrotnie atakowane przez Francuzów.  Co prawda oficjalnym ostatnim atakiem był ten z roku 1781, ale dopiero w XX wieku dysputy terytorialne zostały ostatecznie rozstrzygnięte przez Sąd Międzynarodowy (na korzyść Anglii, pragnę nadmienić). Nie powstrzymało to jednak wielu oszołomów od najazdów na mniejsze wyspy, zatknięciem flagi, odśpiewaniem hymnu…. i pokojowym odpłynięciu. Flaga francuska SaintPeterPortGuernseyoczywiście w szybkim tempie jest zdejmowana przez następnych brytyjskich żeglaży i tak zabawa trwa nadal…..  Wyspy są najbardziej słonecznym regionem Wielkiej Brytanii, stąd dużo entuzjastów pływania, windusrfingu, żeglowania i w ogóle wszystkiego co z wodą związane. W każdej zatoczce, w uroczych restauracyjkach można zajadać się świeżymi owocami morza. Status raju podatkowego przyniósł wyspie bogactwo; do tej pory, oprócz rolnictwa (najlepsze w całej europie ziemniaki, pomidory i mleko), mieszkańcy zajmowali się wykonywaniem słynnych „dżersejów” i rybołóstwem. Teraz SarkIslandpieniądze z dziedziny finansowej ulepszyły bazę turystyczną, ale nie zmieniły charakteru wyspy. Ekskluzywność wyspy połączona z dobrym klimatem, wspaniałymi plażami i bliskością Londynu sprawia, że turyści powracają systematycznie na dłuższe i krótsze wypady, na zwykłe wygrzanie na słońcu, na windsurfing, wspinaczki po skałach, zwiedzanie megalitycznych zabytków czy też po prostu długie spacery po wspaniałym wybrzeżu.

Na koniec mojej krótkiej opowieści o Wyspach Normandzkich, jako że Szanowna Jadwiga jest wielbicielką wszelkiego kucharzenia, muszę chociaż krótko wspomnieć o słynnym „Czarnym maśle” z Jersey.  „Le Niere Buerre” to jest starodawny przysmak sięgający czasów średniowiecza, przygotowywany na ogniu przez dwa dni z cydru i jabłek. Po zredukowaniu do połowy cydru, dodawane są  jabłka, cukier, cytryny, lukrecja i przyprawy. To-to jest ciągle mieszane drewnianą łychą a podczas przygotowywania tego specjału, sąsiedzi zbierają się na pogaduchy, przyśpiewki i potańcówki. Gotowy specjał jest wekowany ku uciesze miejscowych i turystów, bo ciężka robota zostaje zrobiona za nich! Czarności te się zajada jak powidła na chlebku a jeszcze lepiej pokryć nimi mięsa lub ryby wszelakie i zaszokować gości nieznanym, a interesującym smakiem.

Przepis: 10 galonów cydru, 700 funtów słodkich obranych i pokrojonych jabłek, 200 funtów cukru, 3 laski lukrecji (posiekane), 24 cytryny pokrojone, 3 funty przyprawy „allspice”. Jako, że i tak nikt z szanownych czytaczy nie bedzie tego robil, to z czystego lenistwa nie będę przeliczać produktów na normalne wagi i miary!

Tyle na dziś.  Pozdrawiam
Beata

Dziękujemy Beacie za pięknie opisanie Wysp Normandzkich, za fantastyczne zdjęcia, myślę, że Ci z naszych czytaczy, którzy jeszcze nie zdecydowali gdzie w tym roku na wakacje, będą mieli jeszcze jedno miejsce na ziemi do wyboru. Pozdrawiam wszystkich, a gdy już tam będziecie sprawdźcie, czy rzeczywiście jest tak ładnie jak na naszych zdjęciach.

Wasza Jadwiga

Wyspa Wielkanocna zdjęcie satelitarneDzisiaj Wielkanoc, wielkie święto katolickie. Pozwólcie zatem Drodzy Czytelnicy, że ten wpis będzie związany tematycznie z Wyspą Wielkanocną.  Szukając informacji na ten temat w Wikipedii, znalazłam następującą historię:

Wyspa Wielkanocna, Rapa Nui w języku polinezyjskim lub w języku angielskim Easter Island, to wyspa na południowym Oceanie Spokojnym w centralnej części Wzniesienia Wschodniopacyficznego. 3791 mieszkańców –70% stanowią Polinezyjczycy, jedyna miejscowość to Hanga Roa. Należy do Chile, wchodzi w skład regionu Valparaiso. Znajduje się w odległości 2078 km od najbliższej zamieszkanej wyspy – Pitcairn i 3600 km od brzegów Chile i jest najbardziej oddaloną od wysp i lądów zamieszkaną wyspą na świecie. Znana jest przede wszystkim ze znajdujących się na niej wielkich kamiennych posągów przedstawiających głowy – Moai. Teoria rozpropagowana przez Thora Heyerdahla mówi, że część późniejszych mieszkańców wyspy, zwanych długouchymi, przybyła na Wyspę z Ameryki Południowej. Mają o tym świadczyć uprawy słodkiego ziemniaka znajdujące się na wyspie, podania mieszkańców, jak również cechy wyglądu dawnych mieszkańców wyspy, wynikające z posągów. Heyerdahl doświadczalnie dowiódł możliwości przepłynięcia z Ameryki Południowej do Polinezji tratwą Kon-Tiki. Według podań, arystokratyczni długousi w trakcie powstania ciemiężonej ludności pochodzenia polinezyjskiego (tzw. krótkousi) zostali prawie zupełnie zgładzeni podczas wojny domowej, która rozegrała się po 1722 r. – odkrycie wyspy przez Holendrów, a przed 1773/1774 – lądowanie Jamesa Cooka. Późniejsze badania nie wykazały powiązań genetycznych współczesnych mieszkańców Wyspy Wielkanocnej z mieszkańcami Ameryki Południowej, co jednak biorąc pod uwagę całkowitą zagładę „długouchych” niekoniecznie musi całkowicie podważać teorię Heyerdahla.

Kontakt Europejczyków z wyspą rozpoczął się w niedzielę wielkanocną 1722 roku, gdy Holender Jacob Roggeveen odkrył na wyspie 2000-3000 mieszkańców, jakkolwiek cywilizacja ta mogła wcześniej dochodzić do 10000-15000 mieszkańców. Taki spadek liczby mieszkańców spowodowany został przez wyczerpanie naturalnych zasobów wyspy oraz ścięcie wszystkich drzew. Według podań ustnych w wyniku tego doszło do walk oraz kanibalizmu z powodu braku żywności. Inna koncepcja mówi, że populacja mieszkańców była stabilna, a przyczyną kłopotów żywnościowych i wyginięcia lasów był nadmierny rozwój populacji szczura polinezyjskiego. Do połowy XIX wieku wielkość populacji odbudowała się do poziomu ok. 4000, aby w ciągu 20 lat, w wyniku wywożenia tubylców do pracy niewolniczej w Peru oraz Chile, znów zmniejszyć się do 110 mieszkańców w 1877 r. W tym czasie mieszkańcom narzucono wyznanie katolickie. Po interwencjach, m.in. biskupów chilijskich, zaprzestano wywożenia mieszkańców, tym którzy przeżyli niewolniczą pracę pozwolono wrócić, lecz niestety większość z nich zmarła w wyniku epidemii grypy.

W 1888 r. wyspa została przyłączona do Chile przez Policarpo Toro. W roku 1982 odnotowano znaczny wzrost ilości ludzi i liczba ta wynosiła 1936 osób. Jest to spowodowane przede wszystkim migracją Europejczyków na wyspę.

Na wyspie znaleziono drewniane tabliczki pokryte pismem, zwanym rongorongo, które nie zostało odczytane. Miejsce to znane jest przede wszystkim z około 900 kamiennych posągów, zwanych moai stawianych na kamiennych platformach ahu. Stanowią one najbardziej znane osiągnięcie cywilizacji polinezyjskich mieszkańców wyspy. Większość z nich została wykuta w tufie wulkanicznym pochodzącym z wulkanu Rano Raraku przy pomocy narzędzi z bazaltu. Kamieniołom, w którym obrabiano materiał, porzucono nagle. Świadczą o tym niedokończone posągi. Przeznaczenie tych obiektów nie jest dotychczas znane. Powstało na ten temat wiele teorii, mówiących o posągach jako wyobrażeniu bóstw, czy przodków. Nie wiadomo też, jak przemieszczano ciężkie bloki kamienia. Prawdopodobnie używano do tego drewnianych płóz. Moai wycinano kamiennymi narzędziami ze skały wulkanicznej. Polinezjaniści zgodnie przyjmują, że budowa posągów została przerwana nagle w XVI wieku. Powodem było prawdopodobnie przeludnienie wyspy, klęska głodu i wybuch walk międzyplemiennych, ale czy tak było naprawdę – tego nie wiemy. Drzewa obecnie rosnące na wyspie – eukaliptus i akacja, mają ok. 50 lat i zostały przywiezione z Chile. Kiedyś znajdowały się tutaj lasy tropikalne, ale tubylcy prawdopodobnie doszczętnie je wycięli budując łodzie, domy i transportując moai. Spowodowało to wyjałowienie gleby i klęskę głodu. Klimat na wyspie jest klimatem morskim podzwrotnikowym, najcieplejsze miesiące lipiec i sierpień, najchłodniejszy luty, najwięcej deszczu przynosi kwiecień. Oto filmy dotyczące Tajemnicy Wyspy Wielkanocnej, które znalazłam dla Państwa i gorąca polecam. Dlaczego? Ponieważ pokazują nam, jak cywilizacja licząca około 12-15 000 ludzi potrafiła zniszczyć samą siebie. W pierwszym etapie rozwoju można powiedzieć, że była w pewnym sensie genialna, ale z niewiedzy i w bezsensownej rywalizacji wycięto tropikalne lasy, które pokrywały tę wyspę, stąd też wyemigrowały z niej ptaki, jak również ryby i człowiek sam sobie zgotował zagładę, poprzez swoją działalność doprowadził do ekologicznej katastrofy na wyspie. Wiele czasu upłynęło, zanim znowu na wyspie pojawiły się ptaki, ale tym razem przypłynęli też ludzie z Zachodu, którzy porywali mieszkańców wyspy i sprzedawali ich jako niewolników. Na wyspę powróciło tylko 111 mieszkańców, ale tych zniszczyły choroby przywleczone z Zachodu. W ten sposób, poprzez zniszczenie własnego środowiska, uległa zagładzie cząstka cywilizacji. O tym właśnie są te filmy, które dla państwa znalazłam. Warto poświęcić kilka chwil i pomyśleć nad tym, co sami sobie robimy, wycinając w pień lasy tropikalne w dorzeczu rzeki Amazonki. Jesteśmy na bardzo dobrej drodze, aby zginęła kolejna część ludzkości.

Ze względu na dzisiejsze święto, może warto zastanowić się głębiej, ku czemu zmierzamy?

http://www.youtube.com/watch?v=5DBTtC4J0OY&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=DNkS1zuAQyw&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=WbPoebPPCGo&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=PW2D3xZSUYs&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=IX-LQ_pCEHQ&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=fTyysGbWz-Q&NR=1

Pomimo wszystko życzę Wszystkim wesołych, szczęśliwych i radosnych Świąt Wielkanocnych!

Wasza Jadwiga

Swięconka i jajka 2010 Wielka Niedziela, największe Święto w Kościele Chrześcijańskim, Chrystus Zmartwychwstał!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami opowiadaniem Aldony, które otrzymałam rano, a dotyczy właśnie tego ranka Wielkiej Niedzieli i śniadania serwowanego w pewnym domu na Gocławku:

Kochana Jadziu!

Wielkanocne śniadanie  2010 Z radością czytam Twoje wpisy, podziwiam wierność wszelkiej tradycji. Trzymanie się tego co stare, wypróbowane, sprawdzone, to najlepsza recepta na życie.  Niestety, Twój wspaniały  kunszt kulinarny, nieraz smakowany w Waszym domu, kładzie mnie na łopatki. U nas tradycja to rzecz święta, szczególnie ta wigilijna i wielkanocna, ale na stole ma być tradycyjnie, smacznie, kolorowo i tak jak nas -  dużo. W swoim życiu spotkałam poza Tobą trzy panie, których zawsze  radosna, choć jakże żmudna  praca  w kuchni  wieńczona była  ulotnymi – bo zjadanymi arcydziełami. Oto one: Moja ukochana babcia Mania, mama mateńki – Marianna Migdalska, szarytka Ciocia Hela, o której moje wspomnienie zamieściłaś na blogu oraz moja teściowa – Natalia Kraus, zwana przez pół rodziny babcią Nacią, a drugie pół babcią Tunią.

Swięconka i jajka 2010Pamięć o tym, czego dokonywały w kuchni, czym nas karmiły, według zbieranych z pokolenia na pokolenie przepisów jest ciągle żywa. Są z nami w pozornym przedświątecznym rozgardiaszu. Siedzą z nami przy świątecznym stole, bo miłość jest zawsze silniejsza od śmierci. Wszystkie o nich wspomnienia znamy na pamięć, ale nie może ich nie być.

Jest znowu tamta Wielka Niedziela. Babcia Mania, mateńka i Aldonka właśnie wróciły z Rezurekcji. Już wcześniej wspaniale zastawiony, świąteczny stół czekał jak co roku na gości, którzy na Gocławek, na śniadanie o dziesiątej stawili się w komplecie. Jak zwykle na Murmańskiej zaroiło się od kochanych cioć i babć. Tylko wujek Kazio, wujek Mietek i Rysio reprezentowali rodzinnych panów.

Babcia Mania , Aldonka i bzy na Gocławku.Aldonka miała już pięć lat i wiedziała, że serdeczne powitania będą natychmiast przeplatać się z tym powiedzeniem, a przed wojną. Było to niebezpieczne, bo świąteczne śniadanie mogło zacząć się od płaczu, dlatego babcia Mania szybko  otworzyła drzwi łączące korytarz z wielkim pokojem i rodzina po modlitwie, dzieleniu się jajkiem i życzeniach sobie składanych, zasiadła do Wielkanocnego stołu, na ustalonych od lat  przez siebie miejscach. Pałaszowano jak zawsze  świąteczne smakołyki, chwaląc babcię Manię, sprawczynię pyszności – czyli  wszystkiego, co znikało z białych rozenthalowskich półmisków. Najczęściej i dziś też,  to ciocia – babcia Mania z Baboszewskiej zapytała głośno babcię Manię Aldonki: – Co się dzieje?  Nie widzę w tym  roku twego Maniu szczupaka po żydowsku! Babunia  tylko na to czekała. Wyszła z pokoju do położonej za kuchnią spiżarni, po ogromny ze szczupakiem półmisek, a mateńka z przepastnego kredensu wyjmowała stare, majolikowe talerze do ryb i stawiała przed ucztującymi. W pokoju zapanowała na moment cisza… Tak było zawsze i teraz. Ale… babcia Mania ubrana w granatową sukienkę z białym jedwabnym kołnierzem wniosła do pokoju ogromny, przykryty starą pokrywą, skrywającą szczupaka półmisek. Jednym ruchem ręki zdjęła pokrywę i… Krzyknęła tak głośno, że Aldonka o mało nie udławiła się kawałkiem wielkanocnego jajka, które wzięła na dokładkę. Babcia krzyczała, ponieważ odkryła brak rybiej głowy. Reszta wielkiego szczupaka leżała w największym porządku i był na pewno tak samo smaczny, ale starsza pani mówiła coś o kradzieży, szukała nieistniejącego w ich domku kota, wreszcie, o tak bolesny żart posądziła najmłodszego z panów  w gronie rodziny – wujka Rysia.

Dziewczynka musiała się przyznać – Babuniu – prosiła. – Nie gniewaj się – i mówiła. – Nikt na podwórku nie wierzył w te gwoździe, drabiny, młotki, sznury i krzyż  w głowie ryby, w te, jak nazywacie z mateńką – atrybuty Męki Pana Jezusa. Oglądam je zawsze po przyjęciu z wami  i dlatego… Wzięłam ją, by to wszystko pokazać sąsiadom. Irenka i pani Zakolska, i pani Szubertowa oglądały i uwierzyły, ale potem nie było co odnosić, a resztki, o zgrozo, wpadły w piasek. Było jeszcze tyle szczupaków po żydowsku, tyle świąt szykowanych kochanymi rękami babuni, ale nasza  Wielkanoc zaczynała się nieodmiennym babcinym pytaniem zadawanym mateńce: – Zosiu, czy pamiętasz tego szczupaka bez głowy?

Radości Tobie i Twoim, nam wszystkim – ZMARTWYCHWSTAŁ PAN JEZUS – Aldona

Anin, 1 kwietnia 2010 roku

Aby wszystkie śniadania Wielkanocne obywały się bez takich zdarzeń jakie przeżywano w ten pamiętny dzień wielkanocny u naszej Aldonki.

Wesołego Alleluja!

Wasza Jadwiga

Życzenia świąteczne które otrzymałam od mojej „siostry” Aldony są tak piękne, że właśnie nimi chciałabym się z Państwem podzielić i w ten sposób podzielić swoją radość Świąt Zmartwychwstania tak pięknie wyrażoną przez Aldonę. Oto życzenia dla mnie, dla Was wszystkich:

dominus Na Niemodlińską kogut z małżonką

przyszli w Wielkanoc ze swa święconką.

Z kosza wybiegło ze sto pisanek…

i Staś malutki! Gdzie jest BARANEK?

Ko! ko! czubatki, kukurykanie,

słychać w Aninie, Wawrze, Warszawie… 

A Zmartwychwstały jest! Jeśli zechcesz,

spotkasz Go w słońcu, wiosennym wietrze,

deszczu, kamieniu co nie zasłania,

a tylko głosi Cud Zmartwychwstania.

Stoi przy tobie w drugim człowieku,

wczoraj i teraz , na wieki wieków.

Przyjaciołom w Czas Wielkiej Nocy  Aldona z Rodziną

Anin 2010 roku

Nie wypada mi nic innego tylko dołączyć do tych pięknych Życzeń  Moje własne Życzenia Wesołych Świąt Wielkiej Nocy Zmartwychwstania Pana!

Wasza Jadwiga

 

Wielkanocne jajoCiasta i mięsiwa świąteczne – nie ma co ukrywać – zakwaszają organizm, i to bardzo. Aby pomóc sobie i naszej wątrobie, można przygotować do tych znakomitych potraw kilka sosów oraz staropolską ćwikłę. Oto jakie przepisy znalazłam w książce „W staropolskiej Kuchni” wydanej bardzo dawno temu przez Interpress, autorów Marii Lemnis i Henryka Vitry.

 

 

Sos polski do zimnych mięs

4 ugotowane jajka na twardo, świeżo wyciśnięty sok z 3 cytryn, 2-3 pęczki drobnej cebulki zwanej trybulką, 1 łyżka czubata utartej cebuli, troszeczkę natki pietruszki drobniutko pokrojonej (ja podaję bez natki, i też jest pyszny), ½ łyżki chrzanu, 1/4 l śmietany  

Wykonanie:

Żółtka ucieramy na jednolitą masę ze świeżo wyciśniętym sokiem z cytryn. Masę rozprowadzamy w ¼ l gęstej, lekko kwaśnej śmietany. Do sosu dodajemy 2-3 pęczki najdrobniej pokrajanego szczypiorku, czubatą łyżeczkę utartej cebuli, oraz ¼ łyżeczki chrzanu. Sos solimy oraz słodzimy cukrem pudrem do smaku (szczypta wg uznania). Na zakończenie dodajemy do sosu drobno pokrojone białka z jajek, oczywiście ugotowanych na twardo. Jeżeli ktoś bardzo lubi majonez, może dać połowę śmietany i połowę majonezu. Sos musi dojrzeć, a więc należy go przygotować dzień wcześniej.  Podaję go do jaj na twardo, mięs pieczonych, szynki, ryb w galarecie, do „sztuki mięsa”, oczywiście nie tylko na Wielkanoc, u nas w domu jest stale na wyposażeniu lodówki.

 Chrzan po polsku

Chrzan utarty na drobniutkiej tarce lub kupiony w zaprzyjaźnionym warzywniaku, gdzie wiemy, że chrzan zrobiony jest zgodnie ze sztuką, a więc z sokiem z cytryny, a nie z octem, przekładamy do miski. Świeży chrzan musimy przelać wrzątkiem na sicie, natomiast kupiony chrzan ze słoika próbujemy, sprawdzając czy jest bardzo mocny, jeżeli tak, możemy go też przelać gorącą wodą na sitku. Odsączamy, wykładamy do miski, dodajemy śmietanę 18 % lub 20 % według upodobań, dodajemy cukru pudru, soku z cytryny i soli do smaku. Mieszamy i przekładamy do słoików. Odstawiamy do lodówki. Podajemy następnego dnia. Przepis jest prosty, a efekt znakomity.

Ćwikła

Jestem wielkim smakoszem ćwikły, można powiedzieć, że od zawsze. Jest to rodzaj pikantnej sałatki z buraczków ćwikłowych, od wieków cieszącej się w kuchni polskiej niesłabnącym uznaniem.  Ćwikła była również przysmakiem Mikołaja Reja (zgodnie z informacją uzyskaną z książki „W staropolskiej kuchni”), pierwszego znakomitego pisarza, który porzucił powszechnie używaną w literaturze polskiej łacinę i pisał wspaniałą, barwną i dosadną polszczyzną. Umiłowawszy język ojczysty, Rej był również wielbicielem polskiej kuchni, przeciwstawiając jej uroki kuchni zagranicznych, szczególnie włoskim „wymysłom”. Zapewne sam był znakomitym kucharzem, o czym świadczy jego przepis na ćwikłę, który ma już ponad 400 lat: „… Nuż ćwikiełki w piec namotawszy dobrze przypiekłszy, nadobnie ochędożyć, w talerzyki nakrajać, także w faseczkę ułożyć, chrzanikiem, co najdrobniej ukrężawszy, przetrząsnąć, bo będzie długo trwała, także koprem włoskim, trochę przetłukszy, przetrząsnąć a octem pokrapiać, a solą też trochę przesalać, tedy to jest tak osobny przysmak… bo i rosołek  będzie bardzo smaczny, i sama pani ćwikła będzie barzo smaczna i barzo nadobnie pachnęła”. 

Przepis Mikołaja Reja jest w dalszym ciągu aktualny i jeżeli chcemy mieć ćwikłę zrobioną zgodnie ze sztuką, powinnyśmy buraczki upiec w piekarniku. Ja gotuję buraki w mundurkach, z dodatkiem soli i cukru, aby nie straciły pięknego koloru. Ochłodzone buraki obieram i ścieram na wiórki na tarce z drobnymi oczkami lub w malakserze (jeżeli nie chcę mieć rąk zafarbowanych). Zakwaszam buraczki sokiem z cytryny, dodaję chrzanu utartego lub kupionego w znajomym warzywniaku, dodaję kieliszek czerwonego, wytrawnego wina, sól, cukier. Do tak przygotowanej ćwikły ja już nic nie dodaję, wolę smak buraków niezmącony żadnymi innymi dodatkami. Przekładam do słoja, zakręcam i odstawiam, aby ćwikła dojrzała. Po dwóch dniach dojrzewania w chłodnym miejscu ćwikła rozwija swoją urodę smakową.  

Dzisiaj rano zadwoniła Jola, rozmawiałyśmy o przygotowywanych specjałach jak również o sosach i przygotowywanej przeze mnie ulubionej ćwikle. Jola powiedziała, że jej mama do ćwikły dodawała kilka śliwek z octu drobniutko pokrojonych oraz 5 goździków na litrowy słoik ćwikły, podobno ta ćwikła i ten smak nie ma sobie równych. Spróbujmy, może te właśnie smaki pozostaną na długie lata smakami dzieciństwa. Gorąco polecam, przecież eksperymentowanie w kuchni to tworzenie obrazów malowanych smakami. 

Podane tutaj przepisy są moimi eksperymentami na bazie przepisów zawartych w  książce „W Staropolskiej kuchni”

Polecam i życzę smacznego!

Wasza Jadwiga

Wielki Piątek bułeczki Składniki na 80 sztuk

Z tej ilości ciasta można wyrobić 40 sztuk kajzerek z makiem i 40 sztuk warkoczyków z makiem lub z kminkiem i solą morską lub gruboziarnistą.

2 kg mąki, 120 g drożdży, 1 l mleka, 200 g masła, 4 jaja, 1-2 łyżeczki soli, 8 żółtek, szczypta gałki muszkatołowej, mak do posypania bułeczek, torebka kminku, gruba sól morska, masło do posmarowania blachy

Mąkę przesiewam do misy (ja robię w dużej makutrze). Do garnuszka wkruszam drożdże, wlewam ciepłe mleko, wsypuję troszeczkę maki, rozmącam i czekam ca 15- 20 minut do wyrośnięcia

Rozpuszczam masło, dodaję zioła, sól, wlewam do ciasta i wyrabiam je na gładką, lśniącą masę ( ja wyrabiam mikserem z końcówkami do ciasta, oczywiście można robić w malakserze jednak trzeba podaną ilość produktów podzielić na dwie części). Odstawiam do wyrośnięcia na minimum 30 minut. Smaruję masłem blachy. Dzielę ciasto na równe części, formuję kule i układam na blasze troszeczkę spłaszczając każdą, zostawiając odstęp między bułeczkami. Blachy odstawiam na kuchnię na 25 minut, aby bułeczki wyrosły.  Z tej ilości ciasta możemy wykonać: albo 40 sztuk kajzerek i 40 sztuk plecionych warkoczyków, posypanych makiem lub kminkiem i solą gruboziarnistą lub morską,  albo tylko 80 sztuk kajzerek posypanych makiem. Piekarnik nagrzewam do 200 stopni, rozmąconymi żółtkami smaruję pędzelkiem bułeczki, posypuję makiem lub ziarnkami kminku i grubej soli i ostrym nożem nacinam bułki na krzyż. Skrapiam ściany piekarnika wodą. Piekę na drugim poziomie od dołu ca 15 minut.

Są to zmodernizowane i dostosowane do Wielkiej Nocy kajzerki – bułeczki babci Broni.

Beata przeczytawszy przepis na kajzerki postanowiła przesłać przepis na gorące bułeczki „Hot cross buns ” , proszę spróbować, podobno pyszne, w Anglii gorące bułeczki podawane są na śniadanie w Wielki Piątek wraz z masełkiem. Oto przepis:

Traditional spiced, sticky glazed fruit buns with pastry crosses. Served as a classic Easter treat, the buns can also be enjoyed at any time of year.

Ingredients

For the buns
625g/1.3lb strong white flour, plus extra for dusting
1 tsp salt
2 tsp ground mixed spice
45g/ 1.5 oz unsalted butter, cut into cubes, plus extra for greasing
85g/3oz sugar
1 lemon, zest only
1½ tsp fast-action yeast
1 free-range egg
275ml/10fl oz tepid milk
125g/4oz mixed dried fruit

For the topping
2 tbsp plain flour
vegetable oil, for greasing
1 tbsp golden syrup, gently heated, for glazing

Method

1. For the buns, sieve the flour, salt and ground mixed spice into a large mixing bowl, then rub in the butter using your fingertips. Make a well in the centre of the mixture, then add the sugar and lemon zest and yeast.
2. Beat the egg and add to the flour with the tepid milk. Mix together to a form a soft, pliable dough.
3. Turn out the dough onto a lightly floured work surface. Carefully work the mixed dried fruit into the dough until well combined. Knead lightly for 5 minutes, or until smooth and elastic.
4. Grease a large, warm mixing bowl with butter. Shape the dough into a ball and place it into the prepared bowl, then cover with a clean tea towel and set aside in a warm place for one hour to prove.
5. Turn out the proved dough onto a lightly floured work surface and knock back the dough. Shape it into a ball again and return it to the bowl, then cover again with the tea towel and set aside for a further 30 minutes to rise.
6. Turn out the dough onto a lightly floured work surface and divide it into 12 equal pieces. Roll each piece into a ball, then flatten slightly into a bun shape using the palms of your hands. Cover the buns again with the tea towel and set aside to rest for 5-10 minutes.
7. Grease a baking tray with butter and transfer the buns to the tray. Wrap the tray with the buns on it loosely in greaseproof paper, then place inside a large polythene bag. Tie the end of the bag tightly so that no air can get in and set aside in a warm place for a further 40 minutes to rise.
8. Preheat the oven to 240C/475F/Gas 8.
9. Meanwhile, for the topping, mix the plain flour to a smooth paste with 2 tablespoons of cold water.
10. When the buns have risen, remove the polythene bag and the greaseproof paper. Spoon the flour mixture into a piping bag and pipe a cross on each bun.
11. Transfer the buns to the oven and bake for 8-12 minutes, or until pale golden-brown. As soon as you remove the buns from the oven, brush them with the hot golden syrup, then set aside to cool on a wire rack.

Smacznego!

Wasza Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.