Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum miesiąca Kwiecień 2010

Moje pochody pierwszomajowe cz. I

flaga narodowa W latach mojej wczesnej młodości wydarzeniem na skalę roku był udział w pochodzie pierwszomajowym. Od połowy kwietnia w domu trwały przygotowania, a to sprawdzanie czy mamy odpowiednie buty, a to sprawdzano, czy odświętna sukieneczka jeszcze pasuje, a sandałki czy dobre, najczęściej okazywało się, że sukieneczka jest niestety przykrótka a z sandałek wystają nam paluchy, jako żywo, no i tak się absolutnie nie da iść. I ten sam problem pojawiał się w przypadku butów mojego młodszego brata, który w żaden sposób nie mógł wcisnąć dobrej jeszcze trzy miesiące temu pary. Teraz następowało to, co najgorsze. Przewodnia Siła w naszej rodzinie – mama – zabierała nas na upiorną wędrówkę po sklepach. Mierzyliśmy ileś par butów, buciorów, bucisków, zanim usłyszeliśmy stanowczy głos: tak, te właśnie weźmiemy. „ Te” nie zawsze najładniejsze, ale na pewno mocne ( tak „na oko” wyglądały) były pięknie pakowane w gazety. Tylko po przyjściu do domu czasami okazywało się, że już są za małe, a przecież w sklepie były dobre! Powrót do sklepu, krzyki, że nie te buty nam zapakowano, bo tamte były absolutnie dobre, i nareszcie spoceni, zmęczeni krzykami i mierzeniem okropnych buciorów wracaliśmy do domu. Ufffffffff!  

Wyszykowani w nowe buty i skarpetki, ja, prawie siedmioletnia dama, dodatkowo w nową krótką sukienkę, a moi „panowie” lat 4: brat Zbyszek i jego najserdeczniejszy przyjaciel Stefanek, w krótkie spodenki i nowe sweterki wydziergane nocami przez mamę, z włosami wymytymi na tę okazję i spłukanymi octem (dla nadania im miękkości), z własnoręcznie zrobionymi w przedszkolu chorągiewkami, o 8 rano wychodziliśmy przy dźwiękach orkiestry dętej MZK z Woli na sławetny pochód. Oczywiście, nasze pochody można nazwać oglądaniem pochodu i zwracaniem uwagi na te piękne biało-czerwone flagi, które gdzieniegdzie sprzedawano na skrzyżowaniach ulic. Wszystkie inne szturmówki i flagi, które dźwigali pracownicy różnych fabryk, zakładów pracy czy ministerstw, były im dostarczane przez te zakłady, ale o tym dowiedziałam się już znacznie później.Nasz pochód zaczynał się na pl. Dzierżyńskiego, dzisiaj to pl. Bankowy, i kończył się po przejściu przed główna trybuną znajdująca się pod darem narodu ZSRR dla narodu polskiego – Pałacem Kultury im. Józefa Stalina. Ja wystrojona w nowa sukienkę, warkocze do pasa miałam przewiązane czerwonymi kokardami lub białą i czerwoną, a na czubku głowy była przypięta ogromna kokarda „motyl” widoczna chyba z kilku kilometrów. Sprawa najważniejsza polegała na tym, że ta kokarda stercząca na czubku głowy za żadne pieniądze nie mogła się przekrzywić, a tym bardziej przewrócić. Cały czas była kontrolowana przez ojca i wyśmiewających się ze mnie Zbyszka i Stefana. Moi mali przyjaciele, siedząc na barkach swych ojców przed główną trybuną krzyczeli to, co wszyscy, jednak im wychodziło to znacznie lepiej, ponieważ wszyscy krzyczeli: „Hurra Bierut”, tylko oni wtedy jeszcze nie mówili rrrrrrrr, i wychodziło to mniej więcej tak „Huuuuuuuja  Biejuuuuut, Huuuuuuuujjjjjjja Biejuuuuut…”. Nie wiedziałam, dlaczego ojciec Stefanka i nasz ojciec tak szybko zmykali sprzed trybuny głównej, na której stali jacyś „mili” panowie i kiwali do nas rękami… A my, zafascynowani swoimi chorągiewkami i ewentualnością otrzymania waty cukrowej po tak pięknym przemarszu z solennymi okrzykami, od których bolało nas gardło, darliśmy się jak najęci, huuuuuurrrrrrrrra Bierrrrrrrrut! Tylko Franek i mój ojciec byli bardzo speszeni. Dlaczego? Wtedy tego naprawdę nie wiedziałam. Takie pochody pamiętam, bo były one dla nas wielką radością i zabawą, dopiero wiele lat później mój kochany tato wytłumaczył mi dokładnie, jak to naprawdę wtedy było, no i nie powiem, trochę to wyglądało inaczej niż nasze dziecięce wspomnienia. Po pochodzie wszyscy zaczynali nerwowo szukać miejsc, w których sprzedawano różne dobre produkty, takie jak pyszna kiełbasa, pachnąca już z wielkiej odległości oraz szynka! Jakieś pierniki, watę cukrową, piwo, a może nawet i alkohol? Tego nie wiem. Pamiętam bigos i grochówkę na MDM- ie., które chyba sprzedawali jacyś żołnierze z takich ogromnych (wtedy tak to widziałam) kotłów. I do tego dodawano czarny chleb, dla mnie ten właśnie chleb był najpyszniejszy. Po tak trudnym dniu wracaliśmy spacerkiem do domu, gdzie nasza Siła Przewodnia czekała z obiadem, ale kto by tam jadł jakiś rosół, skoro my jedliśmy takie pyszności, grochówkę, bigos i do tego taki najlepszy na świecie chleb, którego mama nigdy nam nie kupowała, zupełnie nie wiem, dlaczego.Takie wspomnienia z najdawniejszych pochodów pierwszomajowych pozostały mi w pamięci. Ale były to lata 50.-60. W liceum pochód był obowiązkowy i nie było żadnego wytłumaczenia, ani nie obowiązywało żadne zwolnienie. Obowiązek uczniowski i koniec kropka. Ostatni raz na pochodzie byłam w 1964 roku, w okresie zdawania matury. Nawet dostałam jakąś flagę i musiałam z nią maszerować. Po zdaniu matury nigdy więcej nie byłam na pochodzie pierwszomajowym. Studiowałam na AWF i w każda sobotę i niedzielę odbywały się gdzieś w Polsce jakieś zawody, a że byłam związana z judo jako sędzina, to właśnie judo było moim excuse.  

Chciałabym też przedstawić wspomnienie dotyczące pochodów pierwszomajowych mego znacznie starszego kolegi Zbyszka Adrjańskiego., który tak oto wspomina tamte czasy w książce pt „Pochody do nikąd”:

 Maszerujemy w pochodzie cz.II

(wspomnienie)  

flaga Rzeczpospolitej PolskiejPieśni pierwszomajowe nadawano długo przed pochodem, czasem w wigilię 1 Maja, w czasie której organizowano uroczystą akademię, i później, już przed samym pochodem, z rozwieszonych w mieście głośników, potężnych gigantofonów czy domowych skrzynek radiowych, podłączonych do radiowęzła. Te domowe skrzynki, nazywane „kołchoźnikami”, robiły tzw. pierwszomajową atmosferę. Wzywały „stań razem z nami, dotrzymaj kroku”. Zapewniały, że „ani góry wysokie, ani morza szerokie nie wstrzymają pochodu przyjaźni”. Krzyczały: „Tara-bam, tara-bam- wróg nie wydrze pieśni nam”. Przyjemnie było nawet posłuchać, jak taki mały domowy kołchoźnik pracuje! W zwykłe dni kołchoźniki nie szczędziły nam agitacji i propagandy (złośliwcy twierdzili, że jest w nich podsłuch!). Ale w majowe święto ta mała szara skrzynka była tak rewolucyjnie zapieniona, ze aż dygotała od okrzyków, pieśni i haseł – niczym gotujący się imbryk… W akademiku przy placu Narutowicza, gdzie „waletowałem” przez kilka tygodni, nadaremnie poszukujący mieszkania studenci zakładali się ze sobą: spadnie kołchoźnik ze ściany czy nie spadnie? Właśnie na placu Czerwonym w Moskwie ruszyła defilada, poprzedzająca pierwszomajowy pochód. Rozbrzmiewało głośne „urrrra”- i kołchoźnik spadł ze ściany rozbijając się w drzazgi! Jeszcze gorzej było na ulicach Warszawy. Straszliwie ryczały ogromnej mocy gigantofony. Pochód niby to maszerował z pieśnią na ustach, ale było to udawanie, bo śpiewać nie można było! Śpiewanie w ogóle nie miało sensu, ponieważ wszystko i wszystkich zagłuszały gigantofony! Co sprytniejsi lub gorliwsi poruszali zatem ustami jak wyłowione z wody karpie, udając, że śpiewają, dziś to nazywamy podkładaniem głosu, czyli tzw. playbackiem, wówczas nie znaliśmy tego określenia. Były to zaledwie początki telewizji. Przebieg pochodu transmitowany był głównie w Radiu Polskim i przez radiowęzły. Nawet, jeśli ktoś chciał przekrzyczeć wszystkich dookoła i śpiewać rewolucyjne pieśni – nie mógł, bo im bliżej trybuny honorowej podchodził pochód – tym głośniej wrzeszczał spiker. Albo nawet cały sztab pierwszomajowych spikerów, znanych aktorów, z którymi konkurować nie było sposobu. Siedzieli oni gdzieś wysoko, na specjalnie zbudowanym rusztowaniu (nosiło ono nazwę studia pierwszomajowego) i wznosili różne okrzyki, informując przy tym, kto idzie w pochodzie. Ile procent normy wykonał…, czym się zasłużył dla socjalistycznej ojczyzny. Czytano także rozmaite zobowiązania, meldunki i telegramy, recytowano wiersze rewolucyjnych poetów. Nad przebiegiem pochodu czuwały oczywiście różne sztaby, komitety, służby i organy bezpieczeństwa. Były specjalne kordony, strefy ochronne, straże i zabezpieczenia. Wszystko starannie planowano! Okrzyki, kwiaty i wiwaty. Hasła, transparenty i portrety przywódców. Kolory i odcienie majowego święta, czy bardzo czerwone, rewolucyjne czy biało-czerwone? A może lekko „zaczerwienione”? Ustalano nawet, komu dać na trybunie honorowej wielki bukiet, a komu skromne goździki. Komu podać dziecko do uścisków, całowania. Mój znajomy, który pracował w Biurze Ochrony Rządu, twierdził, że dzieci podawane do uścisków i ucałowania przez przywódców partii były wcześniej starannie myte i dezynfekowane. Wszelka improwizacja mogła się źle skończyć. Kiedyś mój kolega z roku, gorliwy zetempowiec, wyczekał na jakąś sekundę ciszy i na widok kukły amerykańskiego prezydenta, którą niesiono w pochodzie, wrzasnął: „Precz z Trumanem!”. Szef klakierów miał w tym samym czasie i w tej samej sekundzie zapisany okrzyk „Niech żyje” – na cześć jakiegoś przywódcy. Wrzasnął, więc swoja kwestię i wyszło „Niech żyje Truman!”. Ale na tym nie koniec, bo ktoś poinformował stojącego obok Bieruta ministra Bermana, że krzyknięto „Precz z Bermanem”. Rzeczywiście mój kolega trochę seplenił i można było pomyśleć, ze chodzi o Bermana, a nie o Trumana. Za rogiem trybuny honorowej czekał na nas kordon smutnych panów w jednakowych płaszczach z gabardyny, które fasowali tajniacy. Inni studenci tańczyli na Mariensztacie ze swoimi dziewczynami murarskie poleczki i walczyki, kupowali w ciężarówkach „Społem” specjalnie przygotowane na ten dzień parówki i cytryny, a my musieliśmy się tłumaczyć na Cyryla i Metodego, czy nasz kolega krzyknął „Precz z Bermanem”, czy „Precz z Trumanem”? I dlaczego w ogóle krzyczał nieproszony?. Nawet, jeżeli to robił z rewolucyjnych pobudek… 

Takie to były te nasze „Pochody donikąd”, pochody pierwszomajowe moje i brata oraz jego przyjaciela, a także pana Zbyszka Adrjańskiego i jego kolegów studentów. 

Pozdrawiam serdecznie z okazji 1 Maja  

Wasza Jadwiga

Islandia

Islandię, a dokładnie Reykjavik odwiedziłam dwukrotnie. W październiku 2006 roku brałam tam udział w kongresie, a w roku 2007 w marcu byłam gościem Islandzkiego Związku Badmintona, który organizował Międzynarodowe Mistrzostwa Islandii w badmintonie.

IslandiaIslandia to państwo położone w Europie Północnej, na wyspie Islandia i kilku mniejszych wyspach, m.in. na archipelagu Vestmannaeyjr w północnej części Oceanu Atlantyckiego. Nie należy do Unii Europejskiej. Islandia jest jednym z krajów nordyckich. Podzielona jest na 23 regiony administracyjne oraz 14 niezależnych miast, posiada 104 gminy, które zajmują się oświatą, transportem i zagospodarowaniem przestrzeni.

Pod względem geologicznym Islandia jest najmłodszym obszarem kontynentu europejskiego, jest też jednym z najbardziej aktywnych wulkanicznie krajów na świecie. Na jej terenie jest ponad 200 wulkanów, m.in. Hekla, Katla, Askja, Grimsvötn, Hvannadalshnúkur, z których przynajmniej 30 wybuchało od czasów zasiedlenia wyspy. Wybuch wulkanu na Islandii zdarza się średnio co 5 lat. Jest kilka typów aktywności wulkanicznej i prawie każdy z nich występował lub występuje na Islandii. Najbardziej popularne są erupcje szczelinowe. Przykładem takiego typu wulkanu jest Lakagígar, który wybuchł w 1783 r. pokrywając lawą największy obszar, jaki kiedykolwiek wulkan pokrył na ziemi. Na długości 30 km rozsiane są jeden przy drugim kratery. Jest ich ok. 100. Najbardziej znanym islandzkim wulkanem jest Hekla. Jego pierwszą zanotowaną erupcją był wybuch w 1104 r. Od tego czasu „budziła się” 20 razy. Od 1970 r. wybucha regularnie, co 10 lat. Ostatnia erupcja miała miejsce w roku 2000. IslandiaZdarza się, że wybucha wulkan pod lodowcem, tak jak zdarzyło się to w kwietniu 2010 z wulkanem Eyjafjallajokull, który to wybuch, a jednocześnie erupcja pyłów, zatrzymał w Europie i nie tylko prawie 68 tysięcy lotów. Nastąpił największy paraliż wszystkich linii lotniczych. Podczas wybuchu wulkanu pod lodowcem powstają ogromne powodzie. Taki wybuch miał też miejsce w 1996 r. pod lodowcem Vatnajökull. Za najbardziej dramatyczną erupcję uznaje się wybuch wulkanu Eldfell na wyspie Heimey w 1973 r. Cudem nikt nie zginął, ale trzeba było ewakuować z wyspy wszystkich ludzi (5300 osób). Zniszczenia były ogromne. Wszyscy na Heymey powrócili, chociaż większość rodzin musiała na nowo zbudować swoje domy.
Nie należą do rzadkości także podwodne wybuchy wulkanów u wybrzeży Islandii. Ostatnia taka erupcja w 1963 r. w okolicy Archipelagu Westmana doprowadziła do powstania nowej wyspy – Surtsey. O aktywności wulkanicznej świadczą także liczne gorące źródła oraz gejzery. Do ogrzewania mieszkań używana jest tania energia geotermalna. Jadąc wieczorem przez Reykjavik zachwycałam się ilością świateł w oknach, które zazwyczaj nie posiadają firanek, za to wszędzie stały piękne, różnej wielkości i nieprzeciętnej urody lampy. Ponieważ słońce zachodzi tu szybko, a dzień jest w zimie bardzo krótki, Islandczycy choć w ten sposób starają się doświetlać swoje mieszkania. Wygląda to czarodziejsko.

Pierwsi osadnicy na wyspie pojawili się w roku 874. Byli to norwescy wikingowie oraz celtyccy: szkoccy i aryjscy osadnicy. W roku 930 zebrali się oni po raz pierwszy na zgromadzeniu ogólnym, zwanym Althingiem, jednak spotykamy się tutaj z opinią, iż ówczesny Althing nie był parlamentem – instytucja przedstawicielską, Althing w średniowieczu był dorocznym zgromadzeniem wszystkich wolnych mieszkańców Islandii, zbliżonym swym charakterem do wieców, powszechnych zarówno wśród plemion germańskich, jak i słowiańskich. Islandia pozostała niezależna przez 300 lat, by w XIII wieku popaść w zależność norweską, a potem duńską. Pewną autonomię uzyskała w roku 1874. W 1918 odzyskała niepodległość, z królem duńskim, jako tytularną głową państwa. Islandia ogłosiła się republiką w 1944 r.

Głównymi zasobami Islandii są energia wodna, energia geotermiczna, i aluminium. W szklarniach ogrzewanych energią geotermiczną uprawiane są warzywa i kwiaty, a nawet banany. Polacy są największą na wyspie mniejszością narodową. Szacowana liczba Polaków waha się od 7 do 12 tys. osób. Pracują głównie w rybołówstwie i przetwórstwie rybnym. Sztandarowym produktem polskim oferowanym na Islandii są wafle Prince Polo, znane tam pod nazwą Prins Póló, które są najpopularniejszym rodzajem słodyczy na całej wyspie! Islandia obfituje w rzeki i wodospady. Początek rzekom mogą dawać topniejące lodowce lub źródła. Islandzkie rzeki są z reguły dość duże i wartkie, z powodu częstych deszczy i ogromnej ilości wody spływającej z lodowców. Najdłuższa rzeka Islandii, Thjórsa, liczy sobie 230 km długości, a przepływa w niej 385 m³ wody na sekundę. Charakterystyczne dla krajobrazu Islandii są wodospady. Z każdego wzniesienia sączą się strugi mniejsze lub większe. Są też bardzo spektakularne wodospady, np. Dettifoss, największy w Europie pod względem ilości przepływającej wody (109 ton/s), Gullfoss, który większość uznaje za najpiękniejszy. Podpisuję się pod tym również i ja, ponieważ rzeczywiście jest piękny. Oglądałam go w trakcie wycieczki trwającej cały dzień, tzw. Golden Ring. Był marzec, i poza Reykjavikiem było bardzo zimno, padał śnieg i w jednej chwili zrobiła się zawieja śnieżna. Ja bez czapki i rękawiczek raczej nie nadawałam się na taką wycieczkę, ale po drodze dla takich turystów jak ja otwarty był wielki magazyn z wyrobami wełnianymi, swetrami, czapkami, rękawiczkami, kocami i innymi najpotrzebniejszymi ciepłymi okryciami. Zaopatrzona w brakujące mi rzeczy mogłam spokojnie Grey_Icelandic_horsekontynuować moją wyprawę. Po drodze mijaliśmy wiele farm, na których hoduje się bardzo dużo koni. Są one wykorzystywane w celach rekreacyjnych, przy spędzaniu owiec w okresie jesiennym, a część koni, niestety, przeznaczona jest też na ubój. Konie islandzkie są silne i mają łagodne usposobienie. Słyną z umiejętności poruszania się dodatkowym rodzajem końskiego chodu, a Katursnowmianowicie chodem ślizgowym, co wydaje się nadzwyczaj potrzebne w ciężkim terenie, kamienistym i na polach zastygłej lawy.

Następnego dnia wieczorem organizatorzy zaproponowali nam wypad na 4 godziny do kurortu Blue Lagoon, położonego 45 min drogi od Reykjaviku, gdzie można zażywać kąpieli przez okrągły rok. Blue Lagoon jest niezbyt głębokim basenem z wodą termalną, miejscami bardzo ciepłą, wysycaną specjalną glinką w kolorze białym. Ponieważ basen i jego otoczenie są rzęsiście oświetlone, widziana z daleka woda sprawia wrażenie niebieskiej, stąd nazwa Blue Lagoon. I tutaj miało miejsce miłe zdarzenie. Będąc w Blue Lagoon w październiku 2006 roku Blue Lagoonprzez zamyślenie lub zafascynowanie miejscem zostawiłam w szatni mój kostium kąpielowy. Jadąc tam ponownie zabrałam nowy, ale będąc na basenie, ot tak dla hecy, zapytałam, czy może znaleziono taki czarny kostium z wstawką siatkową oblamowany złotą nitką. Jakie było moje zdziwienie, gdy pani z recepcji po chwili przyniosła jak najbardziej mój kostium, który spokojnie wisiał przez sześć miesięcy czekając na właścicielkę!

Przez kolejne dni byłam gościem badmintona, spotkałam znajome mi osoby: Asa Palsdottir – sekretarza generalnego, Sigridur Guabjorg Bjarnadottir – panią prezes, oraz Ragna Ingolfsdottir, które w ciągu ostatnich 20 lat reprezentowały Islandię podczas dorocznych kongresów europejskiego badmintona, jak również wieloletnią znajomą z badmintona, Panią Jonsdottir, która ostatnio aktywnie pracuje na rzecz federacji sportowych w Islandii. Razem udałyśmy się wieczorem do jednej z wielu restauracji, wspominając nasze spotkania w Europie oraz rozmawiając na temat organizacji badmintona, międzynarodowych mistrzostw, czy tez mistrzostw Europy. Ja informowałam ją o europejskich programach rozwoju, a także o możliwości otrzymania sprzętu dla zawodników, udziału w summer school oraz szkoleniu trenerów, które kończą się każdorazowo otrzymaniem certyfikatu. Oprócz rozmów badmintonowych razem próbowałyśmy pysznych dań kuchni islandzkiej, w tym rekomendowanej zupy krewetkowej i dania z dzikiego łososia. Bardzo chciałam jak najwięcej dowiedzieć się o życiu tej wyspy, bo i daleko od Europy, i warunki klimatyczne trudne. Spędziłyśmy kilka godzin na miłej pogawędce i to, co mnie najbardziej zaskoczyło, to informacja dotycząca zarobków rdzennych Islandczyków, których wysokość jest taka sama, jak zarobków emigrantów, czy możecie to sobie wyobrazić? Jeżeli jesteś inżynierem np. z Polski i zatrudniają cię jako inżyniera w Islandii, masz prawo do takiej samej pensji jak tubylcy. Bardzo mi się to podobało. I jeszcze jedna ciekawostka. W Islandii od końca września prawie do kwietnia dzień jest bardzo krótki, stad często problemy zdrowotne dzieci, zresztą i osób starszych, z tak zwanym brakiem światła. Jeżeli występuje taka sytuacja, matka i dzieci mają zalecony wyjazd na południe Europy (jest to wręcz nakazane!) na dwa lub trzy tygodnie na urlop, aby podreperować zdrowie i państwo pomaga w takim wyjeździe, odpowiednio go dofinansowując. Będąc na Islandii miałam marzenie, aby zobaczyć zorzę polarną, no, bo jak to, jak opisują przewodniki, zorza polarna trwa przecież 24 godziny na dobę 365 dni w roku. Otóż tak do końca nie jest. Zorzę polarną Aurora Borealis można obserwować na Islandii od września do marca. Warunki są dwa: bezchmurna noc i duża aktywność słoneczna. Zorza powodowana jest przez wiatr słoneczny, który „wykorzystuje” zaginające się pole magnetyczne w okolicach biegunów, by dostać się w pobliże atmosfery ziemskiej. Naładowane (zjonizowane) cząstki wiatru słonecznego zderzają się z cząstkami powietrza. W wyniku tej reakcji powstaje światło. Możemy wtedy obserwować ogromne wstęgi na niebie, które cały czas zmieniają kształty i kolory. 
Zorza jest zjawiskiem, które trwa ciągle, 365 dni w roku, 24 godziny na dobę… Zgodnie z tym, o czym była mowa wyżej, aby zobaczyć zorzę, potrzebujemy bezchmurnego nieba, a z tym są często problemy na Islandii. Ale dlaczego noc, skoro zorza trwa całą dobę? Problem w tym, że podobnie jak gwiazdy, zorza należy do zjawisk astronomicznych o niewielkiej jasności – światło słoneczne (nie mylić z wiatrem słonecznym) niestety oślepia nas i zagłusza światło pochodzące od gwiazd i zorzy. Dlatego też nie zobaczycie prawdopodobnie zorzy w lecie, gdy w krajach podbiegunowych trwają białe noce – światło słońca jest zbyt mocne i nie pozwala uwidocznić się słabej poświacie zorzy. http://lublin.com.pl/artykuly/pokaz/6477/islandia,potega,i,piekno,natury,(film)/

Ale zorza zależy również od aktywności słonecznej, więc może się zdarzyć, że nawet w bezchmurną, zimową noc, zobaczycie jedynie gwiazdy… Podobno czasem, gdy słońce jest w stanie wysokiej aktywności, zorzę można dostrzec również w Polsce. Hahaha, bardzo śmieszne! W Polsce to ja jej nie widziałam, zresztą będąc w Islandii też nie! A przecież byłam dwukrotnie i to w październiku i w marcu, ale niestety, niebo było zachmurzone, noc bezchmurna była raz, ale wtedy też zorzy nie było, no i jakoś musiałam się z tym pogodzić, wróciłam do Polski i do dzisiaj zorzy nie widziałam, a mówią, że wystarczy marzyć, a marzenia się spełniają, w tym wypadku, wcale. Ale i tak się cieszę, że byłam w Reykjaviku, że widziałam Golden Ring, Blue Lagoon, najpiękniejszy i największy wodospad w Europie Gullfoss, widziałam miejsce pierwszego spotkania wszystkich mieszkańców Islandii zwanego Althingiem i wiele innych ciekawych rzeczy. A na zakończenie powiem jedno, tego jak wspaniale bawią się Islandczycy kontemplując zarówno jedzenie (nie zwracając uwagi na kaloryczność potraw, a więc i na figurę), wino, piwo, opowiadając kawały, śpiewając tylko sobie znane świńskie piosenki, tańcząc do białego rana, nie widziałam nigdzie indziej. Byłam wśród nich, cieszyłam się razem z nimi, bo życie przecież tak krótko trwa. Wtedy jeszcze wulkan na lodowcu Eyafjallajokull smacznie sobie spał.

pierwsze promyki słońca i wschodzące tulipany trzy tygodnie temuPo trudnej i ciężkiej zimie oczekiwana Wiosna jednak przyszła. Trochę marudzi, cofa się obsypując nas płatkami śniegu – tak było trzy dni temu na Kaszubach. Gradem sypnęła i jak prawdziwa dama nie wie, czy już przyjść i zadomowić się na dłużej, czy też może jeszcze gdzieś się zawieruszyć. Na dworze 13 lub 14 stopni nie należy uznawać za ciężki upał, więc chodzimy po swoim ogrodzie radując się z tego co nam już zdążyło Tulipany  25.04.10 zakwitnąć, a u nas w tym roku panują tulipany.

Tulipan (Tulipa L. 1753, Amana Honda) – rodzaj roślin cebulowych należący do rodziny liliowatych. Zalicza się do niego ok. 120 gatunków i ok. 15 tysięcy odmian. Gatunkiem typowym jest Tulipa sylvestris L. Naturalny obszar występowania tulipana to Europa południowa, północna Afryka, Azja od Turcji, przez Iran, góry Pamir i Hindukusz, stepy Kazachstanu, po północno-wschodnie Chiny i Japonię.

Żółto-pomarańczowe, różowe, czerwone oraz czarne – tak miało być, jednak gdy zaczęły kwitnąć wydają się w słońcu raczej ciemnofioletowe. Byłam kilka razy w Holandii, pojechaliśmy do Keukenhof - to taki piękny ogród, w którym prezentowane są tulipany różnych odmian, kolorów oraz takie bardzo czarne, wysokie do 120 cm. Moja córka, Tulipany fioletowe a miały być czarnewtedy czteroletni brzdąc, biegała pośród rozkwitłych najwyższych tulipanów i krzyczała „… mamuniczku, te tulipany są wyżsie ode mnie, taki carny las…”. I rzeczywiście, to był taki czarny las, chociaż hodowcy twierdzą, że czarnych tulipanów nie wyhodowano, a te wystawowe były bardzo ciemno granatowo-fioletowe, a nam się wydawało, że jednak były czarne. Po wizycie w parku Keukenhof, który otwiera podwoje w kwietniu i przez prawie dwa miesiące prezentuje najpiękniejsze Zakatek holenderskiwiosenne kwiaty, wydawało mi się, że takich kwiatów to ja nie będę miała. Pewnie takich jak widziałam tam nie mam, ale moje też są piękne, przede wszystkim dlatego, że sadziłam  je z panem Zbyszkiem (po operacji kolan nie bardzo mogę kucać, co jest konieczne przy sadzeniu kwiatów), a teraz  sama o nie dbam.

Zapraszam do naszego ogrodu, zdjęcia zrobiłam dzisiaj bardzo wcześnie rano, gdyż według mnie ogród wtedy wygląda najładniej.

Pozdrawiam wszystkich ogrodników  oraz osoby kochające kwiaty

Wasza Jadwiga

Anonimowy pisze…

W imieniu Fundacji Mam Marzenie,którą prowadzę chciałam poinformować, że od dziś na allegro można zlicytować strój naszej lekkoatletki Moniki Pyrek, 2 koszulki Asseco Resovi z autografami oraz album z autografem Mateusza Kusznierewicza.
Pieniądze zostaną przekazane na spełnienie największych marzeń nieuleczalnie chorych dzieci z oddziału rzeszowskiego.
Licytacje pod adresem:
http://allegro.pl/my_page.php?uid=4219785

Ciepło pozdrawiam i zachęcam do rozporopagowania akcji.

Wszyscy przeżywaliśmy bardzo ostatnie dni. Pozwólcie mi zatem zaproponować dzisiaj na nadchodzący weekend przepis na pyszne ciasto, nazywane w naszej rodzinie „czekoladowe cudo” , które choć trochę osłodzi gorycz ostatnich bardzo trudnych chwil.

Ciasto biszkoptowe 

Składniki:

12 całych jaj, 2 szklanki cukru, 2,5 szklanki mąki tortowej, 2 łyżeczki proszku do pieczeni, 3 łyżki kakao.  

Miksujemy jajka z cukrem na puszystą, gęstą masę. Dodajemy pozostałe składniki i też miksujemy. Z podanym składników wychodzą nam dwa ciasta biszkoptowe kakaowe. Całe ciasto wylewamy na dwie blachy wyłożone folia aluminiową posmarowaną masłem. Pieczemy jakieś 15 minut na jasnozłoty kolor w temperaturze 170-180 stopni z termoobiegiem,  możemy piec obydwie blachy naraz.

Oba ciasta po upieczeniu i wystygnięciu kroimy wzdłuż na pół. 

Masa (potrzebna do jednego ciasta)

1 duży budyń (taki na ¾ l mleka), ½ l mleka, 1 tabliczka czekolady gorzkiej, 1 kostka masła 20 dag, 4 łyżki cukru.

Wykonanie  

Gotujemy budyń. Do już schłodzonego dodajemy masło, roztapiamy ½ tabliczki gorzkiej czekolady razem z 2 łyżkami stołowymi mleka. Ucieramy razem, aby nie było grudek, następnie dodajemy do masy pokruszone pozostałe pół tabliczki czekolady i mieszamy razem, tak by w masie pozostały kawałeczki czekolady. Przekrojone ciasto smarujemy masą, przykrywamy drugą częścią przekrojonego biszkoptu.  

Całe ciasto smarujemy ½ l śmietany 30% ubitej z dwiema paczkami śmietana fix. 10 dag wiórek kokosowych należy zrumienić lekko na patelni. Wierzch ciasta smarujemy ubitą śmietaną, posypujemy wiórkami kokosowymi zrumienionymi na patelni.  Ciasto jest lekkie, pyszne, nieco kaloryczne, ale przecież robimy je na weekend. Wiosną nasze nabyte świeżo kalorie zostaną zużyte na sport, jazdę na rowerze, pływanie, grę w badmintona lub kopanie ogrodu. 

Polecam, u nas ciasto to jest nazywane „Czekoladowym cudem” ponieważ cudownie rozpuszcza się w ustach.    

Smacznego
Wasza Jadwiga

Gnder check Zacheta 26 marca 2010 r. po raz kolejny spotkaliśmy się w Narodowej Galerii Sztuki „Zachęta”, aby w gronie seniorów obejrzeć wystawę , której tytuł brzmi „Gender check – Sprawdzam płeć”. Ponad pięćdziesięcioosobowa grupa miała możliwość zapoznania się z pracami prezentującymi kobiecość i męskość w sztuce socjalizmu Europy Wschodniej. W informacji dotyczącej wystawy czytamy: Wystawa Gender check/ Sprawdzam płeć! Kobiecość i męskość w sztuce Europy Wschodniej to pierwszy reprezentatywny przegląd sztuki wschodnioeuropejskiej poświęconej problematyce ról płciowych od lat 60. ubiegłego wieku. Dwie dekady po upadku muru berlińskiego kuratorka Bojana Pejić wraz z zespołem ekspertów z 24 krajów zestawiła obszerną ekspozycję, obejmującą ponad 400 prac – malarstwo, rzeźbę, instalacje, fotografie, plakaty, filmy i wideo. Z dzieł ponad 200 artystów wyłania się złożony, wielowymiarowy obraz tego mało znanego rozdziału najnowszej historii sztuki.

Seniorzy 26.03.2010Prezentacja zainicjowana i wspierana przez fundację ERSTE Stiftung, prezentowana w Museum Moderner Kunst w Wiedniu śledzi przemiany, jakim ulegały w sztuce stereotypowe wyobrażenia na temat ról kobiet i mężczyzn w konkretnych warunkach społeczno – politycznych. Odtwarza te relacje w ujęciu chronologicznym i tematycznym. Do lat 60. propagandowe hasła socjalistycznego społeczeństwa o równouprawnieniu płci nie znajdowały potwierdzenia w sztuce, gdzie kobiety artystki były często spychane na margines. Po okresie zbiorowych utopii sterowanych polityką państwa aż do upadku komunizmu rozwijają się tendencje do indywidualizacji i liberalizacji. Od lat 70. oglądamy kobiecość i męskość w nowych formułach – wystawa wydobywa m.in. nurt sztuki performatywnej kobiet, bazującej na refleksji nad własnym ciałem, tożsamością i kliszach związanych z tzw. kobiecością. Ukazuje jak konserwatyzm lat 80. i odradzające się tendencje nacjonalistyczne, patriarchalne a jednocześni upadek komunizmu, wpływały na powrót do konserwatywnego sposobu pojmowania płci i jak z tym wyzwaniem radziła sobie sztuka współczesna. Wystawę przygotowano we współpracy z Museum Moderner Kunst w Seniorzy 26.03.2010 Wiedniu. Jej kuratorem jest Bojana Pejić.Po obejrzeniu wystawy przy kawie i ciasteczkach odbyła się miła dyskusja na tematy płci oraz spojrzenia na nią oczami zwiedzających seniorów. Następne spotkania w Zachęcie, pozwalające seniorom na bezpłatne obejrzenie wystawy „Gender Check”, odbędą się o godz. 12.00 w następujących terminach: 23.04.2010, 21.05.2010 i 2.07.2010. Partnerem cyklu spotkań edukacyjnych „Patrzeć/zobaczyć. Sztuka współczesna i seniorzy”, w ramach którego organizowane są spotkania w Zachęcie jest Emporia Telecom.

Serdecznie zapraszam!

Wasza Jadwiga

Jest wreszcie mnóstwo kramów z drobną „jarmarczną galanterią” np. „różne muzykalia”, przyśpiewki, przypowieści, piosneczki o kochance, zdradzie i rozstaniu. Zawędrowały na „Jarmark Sensacji” różne panieńskie kajety i sztambuchy, dawne kantyczki i druki np. „bilety do raju”, którymi handlowano na odpustach. Albo teksty modlitw do Św. Antoniego, chroniące przed kradzieżą. Były jeszcze jarmarki monotematyczne np. „jarmark koński”. Przy okazji tego jarmarku okazało się, że chłop polski opowiada o koniach z ogromnym sentymentem. Koń jest najważniejszą „personą” w rodzinie wiejskiej. Najbliższym „wiernym druhem” i pomocnikiem gospodarza. Do tej pory wiedzieliśmy, że pięknie opowiadają o koniach ułani, masztalerze, hodowcy… A tu chłopski siwek, czy gniadosz jest bohaterem tych opowieści. Miłe to, ale życie jest okrutne. Wokół warczą traktory. Huczą zetempowskie pieśni: „Hej, wy konie rumaki stalowe”. Prasa pisze o konieczności zmniejszenia „końskiego pogłowia”. Konie jadą na rzeź. A tu nagle taki temat w „Nowej Wsi”? Kontrowersje budzi zresztą również „jarmark góralski”. Było to dawno temu i nie było wtedy jeszcze „Biblii po góralsku” ks. Józefa Tischnera. A tu, co druga gadka jest na temat góralskich świętych. I właściwie wynika z tych opowieści, że w Niebie, czyli na tamtym świecie, jest zupełnie jak pod Giewontem…

Wreszcie strachu napędził wszystkim „Jarmark opowieści o Panu Twardowskim”. Pech chciał, że akurat wyleciał w kosmos Jurij Gagarin. A tu okazuje się, że pan Twardowski był jednak pierwszy na księżycu… Na ulicy Mysiej, gdzie mieściła się cenzura, słychać było straszliwe zgrzytanie zębów. Chciano „jarmark” zlikwidować, ale nie było to takie łatwe, bo właśnie rozkręcał się on z niebywałym hałasem. Przede wszystkim zalew listów i artykułów do „Nowej Wsi” był tak wielki, że redakcja musiała zatrudnić nowych „odpisywaczy”. Miesięcznie przychodziło kilkaset takich listów. Trzeba było je przeczytać, opracować, opatrzyć komentarzem itd. Pomagali redaktorowi w tych pracach znakomici dziennikarze i znawcy folkloru: Tadeusz Chudy, Roman Wojciech Kołodziejczyk. Tadeusz Chudy wyłonił zresztą spośród korespondentów (miał on tu swoje plany organizacyjne!) dużą grupę poetów i autorów opowiadań, którzy nie mieścili się w formule „Jarmarku Sensacji”. Utworzyli oni później Korespondencyjny Klub Młodych Pisarzy przy ZG ZMW. Można powiedzieć, że „Jarmark Sensacji” przyczynił się do powstania tej organizacji literackiej. Pojawiły się także podobne rubryki w kilku tygodnikach i czasopismach m.in. „Przekroju”, „Kulisach”, „Kurierze Polskim”. W Polskim Radiu (Redakcja Literacka) powołano mocno odwzorowany na „Jarmarku Sensacji” tzw. „Radiowy jarmark cudów”. Redagowała go Olga Marchocka. Przez pewien czas istniała zresztą współpraca i wymiana tekstów na obu „jarmarkach”. Ale różne konkurencyjne działy i rubryki nie mogły jednak rywalizować z tym, co się działo na „Jarmarku” drukowanym w „Nowej Wsi”.

Na początku lat 60. powstaje wokół tego interesująca grupa korespondentów zainteresowanych ludoznawstwem i historią. Czas najwyższy, bo wkrótce będzie na zapisanie tego całego bogactwa ludowych obyczajów, pieśni i opowieści. Zapanuje moda na oglądanie wszechwładnie panującej telewizji. Rozpocznie się „kultura obrazkowa”. Ludzie zaczną odzwyczajać się od mówienia i czytania, od opowiadania różnych historyjek i śpiewania pieśni. A przede wszystkim od pisania korespondencji. Na razie jednak jest wspaniale… Nazwiska wiernych korespondentów „Jarmarku Sensacji” pamiętam do dziś. Jest wśród nich Józef Zych – Krosno Odrzańskie, Zygmunt Mitręga – Skarżysko Kamienna, Jan Grzelak – Ostrów Wielkopolski, Czesław Fuz – Płock, Longin Okoń – Chełm Lubelski, Józef Małek –Mszczonów, Józef Miesiączek – Murzasichle k/ Zakopanego, Aleksander Plener –Zabrze, Michalina Czuwali – Ksawerów k/Krasnegostawu, Roch Sulima – Iłża, Jerzy Sroka – Biała Podlaska. Jest wielu innych korespondentów, których wymienić nie sposób! W roku 1967 odbywa się nawet coś na kształt Zjazdu Korespondentów „Jarmarku Sensacji” przy okazji ogłoszonego przez „Nową Wieś” konkursu na zapisanie pieśni żołnierskich i partyzanckich z lat ostatniej wojny. Korespondencji „jarmarku” biorą w tej akcji czynny udział. Zapisano ponad 3000 pieśni z tego okresu. Zachwycony plonem tego konkursu jeden ze znanych reżyserów, przymierzał się długo do specjalnego widowiska w Teatrze Narodowym. Wojciech Siemion studiował kiedyś pieśni i jarmarki pod kątem nowej wersji „Wieży malowanej”. Najbardziej konsekwentny był Julian Krzywka z Rzeszowa, reżyser i dyrektor tamtejszej estrady. Ten, wspólnie z Salomeą Gawrońską (autorką wspaniałej scenografii) wykorzystał sporo jarmarcznych tekstów w widowisku „Piszę do Ciebie”, opartym właśnie na listach do „Nowej Wsi”. Scenariusz jest pomysłu P. Zbigniewa, ale listy to zasługa korespondentów „Jarmarku Sensacji”. Nadal jednak „Jarmark Sensacji” jest kopalnią „bez dna” różnych, przedziwnych tekstów.

Autor: Zbigniew Adrjański

ulubione tulipany20 kwietnia -  to dwie rocznice, imieniny mojej córki Agnieszki oraz urodziny mojej Mamy – nie są co prawda okrągłe, ale w tym wieku każdy nowy rok to dar bycia z rodziną, z dziećmi, wnukami i prawnukami, jak również z żyjącymi przyjaciółkami – tak, tak, Pani Janina, najserdeczniejsza przyjaciółka dumnie obchodzi 95 lat. Zacny wiek, aby w zdrowiu. Jutro Moi Rodzice obchodzą 65-lecie Pożycia Małżeńskiego. Niewiele małżeństw dożywa tak szlachetnego wieku razem. Cieszę się, że właśnie nasi Rodzice są z nami i jakoś się trzymają.

Kochana Mamciu, życzymy Ci dużo zdrowia, trzymaj się dzielnie i trwaj z nami najdłużej jak możesz. Życzenia 100 lat obecnie może byłyby przyjęte za niegrzeczne?

Drodzy Rodzice! Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że tyle lat trwacie razem na dobre i na złe. Składamy Wam najserdeczniejszę życzenia zdrowia, trzymajcie się jeszcze długo dla dobra całej Naszej Rodziny!

Z okazji długoletniego pożycia małżeńskiego Rodzice otrzymali list gratulacyjny od Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Zbigniew_AdrjanskiPan Zbigniew Adrjanski koresponduje ze mną od dłuższego czasu. Efektem naszej wymiany listów i myśli są teksty, które otrzymuję od Autora. Uważam, że ze względu na ich zawartość warto je publikować, dla Was drodzy moi, aby pamięć o czasach PRL – nie zawsze łatwych – przetrwała. Tamte czasy miały jedną wielką zaletę: my – nasze pokolenie – byliśmy młodzi i pełni zapału do życia, a że niosło ono w swoim zanadrzu trudności, tego nie braliśmy wtedy pod uwagę.

I jeszcze jedno wyjaśnienie, które się Wam należy, pan Zbigniew Adrjański przesłał taką informację dot. Tygodnika „Nowa Wieś” i „Jarmarku Sensacji”: Tygodnik „Nowa Wieś” – początkowo czasopismo społeczne dla wsi, pod redakcją Antoniego Olchy, później zostało przekształcone (od roku 1956) w ilustrowany magazyn dla młodzieży wiejskiej oraz czytelników z małych miast i miasteczek. Inicjatywie wydania takiego czasopisma patronował (nie bez oporów zresztą!) Związek Młodzieży Wiejskiej. W latach 1956-68 „Nowa Wieś” była czasopismem kolorowym, ciekawie redagowanym i wyróżniającym się swoją treścią i formą wśród ówczesnych magazynów polskich, wydawanych nie tylko dla czytelnika wiejskiego. „Nowa Wieś” osiągnęła z czasem 300 tys. nakładu! Do tego dodawana była „wkładka literacka” oraz inne jeszcze suplementy wydawnicze. Tygodnik ten redagowało w latach 1956-68 kolegium w składzie: Irena Rybczyńska-Holland (redaktor naczelna), Jan Bijak, Irena Waniewicz, Józef Grabowicz, Feliks Starzec, Zbigniew Adrjański (autor w/w artykułu, który był kierownikiem działu kulturalnego tego czasopisma). W zespole redakcyjnym pracowało w tym czasie wielu znanych dziennikarzy: Kazimierz Dziewanowski, Maria Bartnik-Bijak, Jerzy Berkowicz, Leon Susid, Stefan Jakobs, Ryszard Korn, Jan Bester, Eugeniusz Boczek, Tadeusz Chudy, Barbara Tryfan, Halina Dąbrowska, Janina Lewandowska itd. Z redakcją współpracowali znani fotograficy np. Jarosław Tarań, Marian Gadzalski, Edward Smoliński, Zdzisław Wdowiński. Do tygodnika pisali: Józef Morton, Henryk Syska, Jacek Wilczur, Wiesław Nowakowski, Jerzy Bazarewski, Roman W. Kołodziejczyk i wielu innych literatów oraz dziennikarzy. Głośne były w swoim czasie różnego rodzaju inicjatywy wydawnicze „Nowej Wsi”: Biblioteka Książki czytelników „Nowej Wsi”, Biblioteka Poetów oraz działalność muzyczna i klubowa wśród czytelników: Kluby Taneczno-Rozrywkowe, Kluby Miłośników Piosenki organizowane wspólnie z „Wydawnictwem Synkopa” oraz różnego rodzaju akcje i kampanie publicystyczne, mające na celu propagowanie nowoczesnego rolnictwa i modernizacji życia na wsi. W swoim czasie mówiło się nawet o cywilizacyjnej roli tego czasopisma na polskiej wsi oraz prowincji. „Nowa Wieś” miała oczywiście swoich przyjaciół i wrogów. Szkoda, że nie powstała na jej temat żadna większa publikacja prasoznawcza czy monografia naukowa.Tyle wyjaśnień dotyczących tygodnika „Nowa Wieś”, a teraz zapraszam do lektury „Jarmarku Sensacji”.

Dzisiaj chciałabym powspominać razem z panem Zbigniewem Adrjańskim lata 1955-70. On, ówczesny redaktor tygodnika „Nowa Wieś”, ja, dwudziestoparolatka studiująca i pracująca osoba, zainteresowana wszystkim, co dotyczy aktualnej sytuacji. Wspólnie powspominamy czasy :  „Jarmarku Sensacji” – tak oficjalnie nazywanego dodatku folklorystyczno – literackiego do tygodnika „Nowa Wieś”, który wraz z czytelnikami redagował Pan Zbigniew. A nieoficjalnie? Był to pasjonujący zapis różnych ludowych gadek, facecji i pieśni, które krążyły po polskich domach, jeszcze w późnych latach powojennych. Do roku 1970 ukazało się ponad 150 takich „Jarmarków Sensacji”. Nie sposób obecnie przedrzeć się przez wiele opasłych roczników „Nowej Wsi”. Każdy rocznik był opatrzony wkładkami literackimi z „Jarmarkami”. Pan Zbigniew posiada swoje prywatne archiwum listów i korespondencji na ten temat. Ale jak twierdzi autor:  „…nawet mnie trudno jest wyliczyć wszystkie numery, rubryki i ważne teksty w archiwum „Jarmarku”. Stałe rubryki prasowe na jarmarku lub jak kto woli „kramy” – to przede wszystkim pieśni i ballady dziadowskie.

Na temat opiniotwórczej roli ballady dziadowskiej napisano tak wiele, że nic dodać i nic ująć… „Dziad polski” zasługuje na specjalną uwagę prasoznawców, socjologów kultury i badaczy życia rodzinnego w Polsce. Zasługuje też na specjalny „pomniczek” od wdzięcznych słuchaczy. Bo w trudnych chwilach narodowych: wielkich wojen, katastrof, nieszczęść – dziadowie wędrowni ruszali w Polskę zastępując radio, gazety i telewizję. Mnie zawsze zachwycał ten dziadowski repertuar wokalny. Można z niego ułożyć wielkie widowisko w rodzaju „opery żebraczej”. Można zredagować sensacyjny pitawal różnych kryminalnych opowieści. Ale czy można ułożyć spis wielkich katastrof narodowych…? O tym wszystkim dziady wędrowne na „Jarmarku Sensacji” śpiewają. A teraz, kiedy mieszkam tuż pod bokiem Instytutu Studiów nad Rodziną w Łomiankach, tak sobie myślę, czy nasi uczeni teologowie zauważyli, że ballada dziadowska w Polsce zajmowała się też tematyka religijną i do pewnego stopnia spełniała zadanie katechetyczne. Być może zasługuje to również na jakieś wnikliwe studium? Oczywiście na „Jarmarku Sensacji”, gdzie lud wiejski i małomiasteczkowy również opowiada, co mu w „duszy gra”, nie brak różnych dziwnych relacji. A to o „wiłach”, a to o „strzygach”… Są jeszcze inne opowieści: o „wodnikach”, „utopcach”, „dziwożonach” albo o „błędnych ogniach na miedzy”, które pojawiają się tam w nocy i swoim wyglądem przypominają „ognistych chłopów”… Tak przynajmniej nazywają te „płonące figury” w okolicach Siołkowic na Opolszczyźnie. Zaraz też zakotłowało się od różnych badaczy UFO. Byli wtedy już tacy, którzy orzekli, że to nie „chłopy” tylko „kosmici” nad miedzą latają… Ale byli też inni sceptycy, którzy stwierdzili, że musiał tam być jakiś cmentarz, a ogień to po prostu fosfor, który z nieboszczyka ulatuje. (?!!) Redaktor „Jarmarku” (Z.A) te wszystkie zasłyszane opowieści dzielił na: niesamowite, prawdziwe lub zełgane – opowiadane na przykład w pociągach, gdzie pasażerowie różne rzeczy sobie opowiadają. A trzeba pamiętać, że podróże wtedy były kilka razy dłuższe niż obecnie. Dobry „gawędziarz samorodek”, jeżeli się w przedziale zdarzył, zastępował radio.

Topografia miejsc magicznych w Polsce to temat oddzielny. Teraz wiele tygodników i gazet specjalizuje się w takiej rubryce dla turystów. Wtedy tylko „Nowa Wieś”. Gdzie, jaki demon? Co, gdzie straszy? Wspaniały to zresztą rejestr strachów i duchów polskich, które błąkają się po szpaltach „Nowej Wsi”. Albo takich na przykład „białych dam”. Uczciwa „biała dama” błądzi jak wiadomo nie po sypialniach, lecz po zamkowych komnatach… Ale są tam też pospolite upiory i wampiry. Mało zresztą ciekawe, chociaż słynny badacz obyczajów i wierzeń ludu polskiego – prof. dr Julian Krzyżanowski – napisał kiedyś do redaktora „Jarmarku” list z zachętą zrobienia jakiejś pracy na temat tych upiorów. Ale człowiek był młody i głupi. Może bym się wtedy doktoryzował z tych „upiorów” u Profesora? Wspaniały natomiast jest rejestr diabłów polskich. Różne Boruty, Rokity itd. Ciekawe, że prawie wszystkie są pochodzenia szlacheckiego. Chłopów wśród nich nie ma! Ale chłop i tak diabła przechytrzy. Są jeszcze inne, opisane na „jarmarku” „paskudy”. Różne wiedźmy, czarownice, upiory i czarty. Straszliwy, jakże widowiskowy i teatralny korowód różnych postaci. Wreszcie w czasie wojny 1939-1945 gorszy od diabła był Niemiec. A szczególnie gestapowiec lub żandarm. A z tych okupacyjnych powieści różnych kombatantów i świadków zdarzeń wynika, że chłop polski również Niemca przechytrzył. Szkoda, że te wszystkie okupacyjne opowieści o złych i dobrych Niemcach, ( bo są i takie!) nigdy nie zostały fachowo opracowane.

cdn

Prezydent RP L.Kaczyński i medaliści IO Vancouver 2010, fot.PKOL/M.Chojnowski KPRPObiecałam kilka dni temu, że napiszę słowo na bardzo drażliwy ostatnio dla Polaków temat. Chodzi o pochówek Pary Prezydenckiej w krypcie katyńskiej na Wawelu. 15 kwietnia oglądałam program Moniki Olejnik „Kropka nad i”, gdzie gościem był Adam Bielan – bardzo trudny wywiad, biorąc pod uwagę fakt, że p. Bielan był prawą ręką Pana Prezydenta. Temat – pochówek Pary Prezydenckiej na Wawelu i związane z tym protesty ludzi w Krakowie oraz gorąca dyskusja internautów P.Prezydentowa M.Kaczyńska z medalistkami IO Vancouver fot.PKOL/M.Chojnowski KPRPna wielu forach. Wywiad był prowadzony przez p. redaktor w sposób niezwykle wyważony. Odpowiadając na pytania prowadzącej, A. Bielan stwierdził, że córka Prezydenta Marta wie o trwającej dyskusji, protestach i jest nimi bardzo przygnębiona. Pozwólcie mi zatem przedstawić w tym momencie mój punkt widzenia: Początkowo upór Prezydenta w sprawie Katynia drażnił mnie, gdyż uważałam, że P. Prezydent powinien być w sprawach Rosji dostępniejszy, aby osiągnąć z nimi wspólny język i porozumienie. Upór był dla mnie niezrozumiały. Dzisiaj po tragedii popatrzyłam na sprawę nieco inaczej. Wszystkie stacje telewizyjne, rozgłośnie radiowe z całego świata powtarzają w komentarzach jedno słowo: Katyń, Katyń, Katyń. Do momentu katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem żadna z telewizji, żadna stacja radiowa na dobrą sprawę nikt, dosłownie nikt nie wiedział, o co tym Polakom chodzi w sprawie Katynia, z tym Katyniem, z tym lasem, co za fobię mają Polacy związaną z Katyniem. Nikt na świecie nie zadał sobie bowiem trudu wytłumaczenia tej zbrodni, popełnionej 70 lat temu przez stalinowskich oprawców na polskiej inteligencji w lesie pod Smoleńskiem, w miejscowości Katyń. Nagle okazuje się, że właśnie do Smoleńska leci samolot Prezydenta RP z Parą Prezydencką na czele, w którym znajduje się również gość specjalny, ostatni Prezydent na uchodźstwie, a także elita polskiej inteligencji reprezentująca różne ugrupowania polityczne, parlamentarzyści, przedstawiciele rodzin katyńskich jak również organizacji społecznych. Dowiadujemy się o tragicznej katastrofie, w której giną wszyscy i nagle cały świat przekazując tę straszną informację, zaczyna zadawać pytanie, po co oni tam właściwie lecieli, do Katynia, do lasu pod Smoleńskiem? I oto wszyscy zaczynają nagle mówić o Katyniu, o polskich oficerach z roku 1940, o samolocie prezydenckim, ludziach znajdujących się na jego pokładzie, którzy giną podczas pełnienia służby Polsce, którzy chcieli godnie uczcić 70. rocznicę rozstrzelania polskiej inteligencji i oficerów właśnie tam, w Katyniu. Sprawa nabiera szalonego tempa i rozgłosu, wydarzenie straszne, 96 osób, elita intelektualna, najważniejsze osoby w państwie nie żyją. Przylatują premier Tusk i premier Rosji Putin. Oddają hołd na miejscu tragedii, Putin obejmuje Tuska, składają wspólnie kwiaty, rozmawiają między sobą na oczach świata, przed kamerami wszystkich telewizji, Putin stwierdza, że należy powiedzieć o Katyniu prawdę, że władza radziecka pod dowództwem Stalina popełniła straszną zbrodnię na Polakach, na inteligencji polskiej. Słucham i własnym uszom nie wierzę. Mówi to premier Rosji, ten sam  Putin, który jeszcze nie tak dawno nie chciał o sprawie słyszeć! Następnego dnia słucham wywiadu z Prezydentem Rosji Dymitryjem Miedwiediewem i on również mówi o zbrodni katyńskiej, stwierdza, że Stalin podpisał decyzję o rozstrzelaniu, pokazywane są odpowiednie dokumenty. Prezydent Rosji stwierdza, że historia była przez lata zakłamywana! Słucham i nie wierzę, jestem w szoku, gdybym tego sama nie oglądała i nie słyszała, nie uwierzyłabym osobie relacjonującej. Pierwsze informacje oficjalnych osób w Rosji dochodzą do ludzi całego świata, ludzie dowiadują się, że Polacy nie mieli fobii, że Prezydent nie był nawiedzony, jak chcieli tego inni, tylko walczył o odkłamanie prawdy historycznej, czyli że Polska poniosła ofiarę, wielka ofiarę w roku 1940 i teraz znowu. Zaczyna do mnie dochodzić bardzo smutna prawda, że być może musiała być poniesiona taka Ofiara, jaką złożyli Polacy w katastrofie i dopiero ten wstrząs przeżywany na naszych oczach wyzwala w przedstawicielach najwyższej władzy Rosji, Putinie i Miedwiediewie, chęć powiedzenia prawdy. Rozmowa w naprędce zorganizowanym spotkaniu z dziennikarzami na miejscu tragedii Tusk- Putin. Putin stwierdza, że należy oczyścić sprawę Katynia, a Tusk, że należy ją rozświetlić, aby ludzie zrozumieli sens katastrofy. I za kilka godzin poszła w świat informacja… Jeżeli katastrofa doprowadziła do powiedzenia prawdy przez Rosjan, jeżeli dzień po katastrofie w telewizji Rosija w programie I, który emitowany jest od Władywostoku do Smoleńska i ma oglądalność ponad 100 milionów ludzi, jest wyświetlany w „prime time” film Andrzeja Wajdy „Katyń”, który wstrząsa Rosją, to muszę na te fakty popatrzeć w sposób racjonalny.Jeden z bardziej znanych dyplomatów, p. Adam Rotfeld, przebywający w tym czasie w Moskwie, w dniu 14.04 był gościem programu „Fakty po faktach”, prowadzonego przez Kamila Durczoka stwierdził, że Rosjanie zostali wstrząśnięci pokazaną prawdą historyczną, nie mieli o tym pojęcia, ani wyobrażenia. Dodał, że rzadko się zdarza, aby nasz kraj miał poczucie, że jest w centrum zainteresowania i to tak życzliwego. Wszyscy są przekonani, że stało się coś strasznego i irracjonalnego. Rosja chce zmian w kontakcie z Polską. Na tej fali sympatii wyrażanej wobec Polaków można rozwiązać wiele spraw. Poza tym, podkreślam to szczególnie, zostało powiedziane zarówno przez Miedwiediewa, jak i Putina, że to Stalin podpisał wyroki śmierci na wiele milionów Rosjan i należy też zacząć mówić o tych i innych zbrodniach systemu stalinowskiego. Wiele osób w Rosji uważało Stalina za wspaniałego, dobrego, porządnego przywódcę narodu radzieckiego, a nie jest to prawda – to wypowiedź Prezydenta D. Miedwiediewa, podczas wywiadu dla TV Rosija Pr I. 

Spotkanie z medalistami IO VancouverTo właśnie przedstawione powyżej fakty powinny być brane pod uwagę przy ustalaniu miejsca pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu. Oni byli przedstawicielami całego narodu, ponieśli ofiarę najwyższą, a więc dla mnie jest jasne, gdzie mogą być pochowani. To jest moje i wyłącznie moje spojrzenie na sprawę w sprawie pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu. 

A teraz komentarz do sprawy: Europoseł Adam Bielan stwierdził, że Rodzina Prezydenta nie występowała do Kurii biskupiej w Krakowie z wnioskiem na temat pochówku na Wawelu. Ja nie mam prawa podważać Jego zdania, gdyż był on bliskim współpracownikiem tragicznie zmarłego Prezydenta, stwierdził, że brat zmarłego też o to nie występował. Rodzina rozważała dwa miejsca: Grób Rodzinny na Cmentarzu Powązkowskim lub Archikatedrę w Warszawie. A. Bielan w programie „Kropka nad i” stwierdził, że wniosek wypłynął od kardynała St. Dziwisza. I oto bezpośrednio po programie M. Olejnik jest powtórzony wywiad z Kardynałem St. Dziwiszem, który mówi: nie, to nie kuria wnioskowała, tylko Rodzina. Do tego wystąpienia kardynała St. Dziwisza, w Polsce panowała atmosfera skupienia i jedności narodowej, byłam dumna z moich Rodaków za sposób, w jaki się zachowywali, stojąc w wielogodzinnej kolejce do Pałacu Prezydenckiego, i oto kardynał Dziwisz. Być może w sposób niezamierzony, swoim wystąpieniem daje asumpt do złamania żałoby. Tak wielki autorytet jak kard. St. Dziwisz mógł udzielając wywiadu wyjaśnić nam Polakom, dlaczego Kuria zaproponowała pochowanie Pary Prezydenckiej na Wawelu. Nie byłoby pewnie protestów, tak gorących dyskusji, które w okresie żałoby nie są nikomu niepotrzebne. Wystarczyło kilka zdań, mądrych i ciepłych, a sytuacja mogłaby mieć inny przebieg. Mój punkt widzenia zaprezentowany powyżej jest spojrzeniem na fakty zaistniałe w ostatnich kilku dniach. I jeszcze jedna ważna informacja w tej sprawie. Nie jestem zwolenniczką PIS, nie głosowałam na Prezydenta  Kaczyńskiego, jednak umiem docenić Jego upór oraz konsekwentną walkę o odkłamanie historii katyńskiej. 

Jeżeli sprawa pochówku Pary Prezydenckiej miała być wykorzystana do rozgrywek, to tym bardziej jestem zniesmaczona. Polacy zachowali się wspaniale, a nieliczne osoby protestujące w Krakowie w stosunku do setek tysięcy osób, które składają hołd parze Prezydenckiej, jak również na Torwarze oraz w Belwederze, oddają hołd Panu Prezydentowi na uchodźstwie Ryszardowi Kaczorowskiemu, a także pozostałym ofiarom katastrofy, to wzruszające. Znaczy to, że polski naród nie jest pozbawiony wartości i zachowuje się godnie.

 Na zakończenie mojego wpisu dodam, iż uważam, że pochowanie Pary Prezydenckiej w krypcie katyńskiej (tak się rzeczywiście to miejsce nazywa od lat), jest o wiele zręczniejsze aniżeli stosowane przez dziennikarzy określenie„w przedsionku”. 

Przepraszam za przydługi komentarz do sytuacji, którą obserwowaliśmy w różnych stacjach TV, w radio, które śledziłam przez cały ostatni tydzień. Nie mam patentu na mądrość, powtarzam: to jest li tylko mój punkt widzenia na tę sprawę!

 Siedemdziesiąt kilka ważnych osób z całego świata potwierdziło swoją obecność na pogrzebie Prezydenta i Jego Małżonki. Dla mnie jest to wielkie pojednanie Polaków i pokazanie światu, za co możemy być wdzięczni Wszystkim Ofiarom Katastrofy. W dniu 18.06.10 wmurowana zostanie specjalna tablica z nazwiskami wszystkich ofiar katastrofy wraz z ziemią z lasu katyńskiego w krypcie katyńskiej na Wawelu.  Dla mnie jest to kawałek historii, w której uczestniczymy, naszej historii, w znacznej części tragicznej, która znalazła zakończenie w Panteonie Wawelu.

Poniżej prezentuję (za MSZ) listę oficjalnych osób i delegacji, które potwierdziły swój przyjazd na uroczystości pogrzebowe: W uroczystościach pogrzebowych wezmą także udział m.in.: przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy, przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen i sekretarz generalny Rady Europy Thorbjorn Jagland.
Poniżej podajemy (w kolejności alfabetycznej) za MSZ najnowszą listę najważniejszych przedstawicieli delegacji, którzy drogą oficjalnych not potwierdzili przyjazd do Krakowa:
AFGANISTAN Prezydent Hamid Karzaj
ARMENIA Przewodniczący parlamentu Howik Abrahamian
ALBANIA Prezydent Republiki Albanii Bamir Topi
ALGIERIA Sekretarz stanu Abdelaziz Belkhadem
AUSTRALIA Gubernator Generalna Quentin Bryc z małżonkiem
AUSTRIA Prezydent Heinz Fischer z małżonką
AZERBEJDŻAN Premier Artur Rasizade
BELGIA Książe Filip z małżonką
BIAŁORUŚ Przewodniczący Parlamentu Boris Batura
BOŚNIA I HERCEGOWINA Przewodniczący Prezydium BiH Haris Silajdić
BUŁGARIA Prezydent Georgi Pyrwanow
CHORWACJA Prezydent Ivo Josipović
CHINY Specjalny Wysłannik Rządowy, minister transportu LI Shenglin
CYPR Prezydent Demetris Christofias
CZARNOGÓRA Prezydent Filip Vujnovic z małżonką Minister spraw zagranicznych Milan Rocen
CZECHY Prezydent Vaclav Klaus z małżonką
DANIA Królowa Małgorzata, Minister spraw zagranicznych Lene Espersen
ESTONIA Prezydent Toomas Hendrik Ilves z małżonką, Premier Andrus Ansip
FINLANDIA Prezydent Tarja Halonen
FRANCJA Prezydent Nicolas Sarkozy, Minister spraw zagranicznych Bernard Kouchner
GRECJA Premier Jeorjos Papandreu
GRUZJA Prezydent Micheil Saakaszwili z małżonką
HISZPANIA Król Juan Carlos z małżonką, Premier Jose Luis Zapatero
HOLANDIA Premier Jan Peter Balkenende, Książę Willem-Alexander
IRAK Minister Przemysłu Fawzi Fransa Toma
IRAN Wiceminister Republiki Islamu ds. Europejskich Ali Ahani
IRLANDIA Prezydent Mary McAleese z małżonkiem
ISLANDIA Prezydent Olafur Ragnar Grimsson
IZRAEL Minister spraw zagranicznych Avigdor Lieberman
KANADA Premier Stephen Harper
KAZACHSTAN Przewodniczący Parlamentu Urał Muchamedżnanow
KATAR Emir Kataru Hamad Bin Khalifa Al Khani z małżonką
KOLUMBIA Wiceprezydent Francisco Santos z małżonką
KUWEJT Wysłannik Jego Wysokości Emira Państwa Kuwejt
LICHTENSTEIN Książę Alois
LITWA Prezydent Dalia Grybauskaite
LUKSEMBURG Wielki Książę Luksemburga Henryk
ŁOTWA Prezydent Valdis Zatlers z małżonką 
MAROKO Premier Abbas El Fassi
MEKSYK Minister spraw zagranicznych Patricia Espinoza Cantellano
MOŁDOWA Pełniący obowiązki prezydenta Mihai Ghimpu
MONAKO Książę Albert II
MONGOLIA Wiceprzewodniczący Wielkiego Churału Państwowego Nyamaa Enkhbold
NIEMCY Prezydent Horst Koehler z małżonką, Kanclerz Angela Merkel z małżonkiem
NIGERIA Minister spraw zagranicznych Odein Ajumogowia
NORWEGIA Król Harald V, Minister spraw zagranicznych Jonas Gahr Store
NOWA ZELANDIA Gubernator Generalny Anand Satyand
PAKISTAN Minister obrony narodowej Chaudhry Ahmad Mukhtar
PALESTYNA Specjalny Przedstawiciel Prezydenta Mahmouda Abbasa Nabil Shaath
PORTUGALIA Minister spraw zagranicznych Luis Amado
ROSJA Prezydent Dmitrij Miedwiediew
RUMUNIA Prezydent Traian Basescu
SERBIA Prezydent Boris Tadic
SŁOWACJA Prezydent Ivan Gaszparovicz z małżonką, Premier Robert Fico, Przewodniczący Parlamentu Pavol Paska
SŁOWENIA Prezydent Danilo Turk
Sekretarz Stanu Hillary Clinton
SZWAJCARIA Prezydent Konfederacji Doris Leuthard
SZWECJA Król Karol XVI Gustaw, Minister spraw zagranicznych Carl Bildt
TURCJA Prezydent Abdullah Gul
UKRAINA Prezydent Wiktor Janukowycz, Minister spraw zagranicznych Kostiantyn Hryszczenko
WŁOCHY Premier Silvio Berlusconi, Przewodniczący Senatu Renato Schifani
WĘGRY Prezydent Laszlo Solyom Premier Gordon Bajnai
ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE Minister kultury Abdul Rahman Mohammed bin Nasser Al. Owaais
W uroczystościach swoje państwa reprezentować będą ambasadorzy: ANGOLI, ARABII AUDYJSKIEJ, ARGENTYNY, BRAZYLII, CHILE, EKWADORU, FILIPIN, INDONEZJI, JAMAJKI, JEMENU, KAMBODŻY, KENII, LESOTHO, LIBANU, MALEZJI, MALI, NAMIBII, PANAMY, PERU, RPA, SRILANKI, SYRII, TAJLANDII, TANZANII, TUNEZJI, URUGWAJU, WIETNAMU, WYBRZEŻE KOŚCI SŁONIOWEJ, WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA.
RADA EUROPEJSKA Przewodniczący Herman Van Rompuy
KOMISJA EUROPEJSKA Przewodniczący Komisji Jose Manuel Barroso z małżonką, Komisarz Janusz Lewandowski
NATO Sekretarz generalny Anders Fogh Rasmussen
PARLAMENT EUROPEJSKI Przewodniczący Jerzy Buzek, Wiceprzewodnicząca Rodi Kratsa-Tsagaropulu
ONZ Dyrektor Generalny Biura ONZ w Genewie Siergiej Ordżonikidze
RADA EUROPY Sekretarz Generalny Thorbjorn Jagland z małżonką
ZAKON MALTAŃSKI Wielki Kanclerz Zakonu Jean Pierre Mazery. 

Jeżeli nawet niektóre z tych Delegacji nie przybędą, my będziemy wiedzieli, że to zostało spowodowane siłą wyższą. Wybuch wulkanu na Islandii wyrzucanie pyłu wulkanicznego wstrzymało ruch lotniczy nie tylko w Polsce ale prawie w całej Europie.

Prezes PKOL Piotr NurowskiW 1967 ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Przez krótki czas był sprawozdawcą sportowym w Polskim Radiu. W czasie studiów rozpoczął działalność w Związku Młodzieży Socjalistycznej, na początku jako szef koła ZMS na Wydziale Prawa UW, szef organizacji dzielnicowej na warszawskim Żoliborzu, a następnie kierownik wydziału propagandy i prasy Zarządu Głównego.

W 1972 został wiceprezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki ds. młodzieżowo-wychowawczych. Rok później jako najmłodszy na świecie szef narodowego związku sportowego został wybrany prezesem PZLA. Tę funkcję pełnił do 1976 oraz w latach 1978–1980. Członek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W drugiej połowie lat 70. pełnił funkcję kierownika wydziału propagandy i kultury Komitetu Wojewódzkiego PZPR, nadzorował m.in. stołeczną prasę i telewizję. W latach 1973–1976 sprawował mandat radnego Rady Narodowej miasta stołecznego Warszawy.

Od 1981 pracownik Ministerstwa Spraw Zagranicznych: I sekretarz ambasady w Moskwie (1981–1984), pracownik Departamentu Azji, Afryki i Australii w MSZ (1984–1986), radca ambasady w Rabacie (Maroko, 1986–1991). Po 1991 związał się z Zygmuntem Solorzem i zajął się działalnością biznesową w jego spółkach. W latach 1991–1992 dyrektor biura handlowego spółki Solpol. W 1992 zaangażował się w tworzenie stacji telewizyjnej Polsat, członek Zarządu Polskiej Telewizji Satelitarnej Polsat S. A. (1992–1998), członek Rady Nadzorczej Telewizji Polsat S. A. (od 1998). Pełnił również funkcję prezesa Zarządu Elektrimu.

Zapalony działacz i pasjonat

W 2005 r. wystartował w wyborach na prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego i pokonał obu kontrkandydatów – ówczesnego szefa Stanisława Stefana Paszczyka oraz Adama Giersza.

Gala Olimpijska 27.03, od lewej Prezes NBP S.Skrzypek,Min.A.Giersz, J.Kowalczyk, Prezydent RP L.Kaczyński, Prezes PKOL P.Nurowski, Wice Marszałek Sejmu RP J.Szmajdziński, W 2009 roku powierzono mu pełnienie tej funkcji na kolejną czteroletnią kadencję. 17 kwietnia, w roku zdobycia przez polskich sportowców rekordowej liczby sześciu medali na zimowych igrzyskach olimpijskich w Vancouver, miał złożyć sprawozdanie na dorocznym zjeździe Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie zdążył. Prezes PKOl miał w czasie rocznicowych uroczystości złożyć wieniec od Polskiej Rodziny Olimpijskiej na grobach naszych olimpijczyków zabitych w katyńskim lesie.Pogrzeb Piotra Nurowskiego w poniedziałek

Uroczystości pogrzebowe po tragicznej śmierci Prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego – Ś.P. PIOTRA NUROWSKIEGO odbędą się w  poniedziałek, 19 kwietnia 2010 r. w Warszawie.

godz. 11:00 – Msza święta koncelebrowana przez Bp. Mariana Florczyka – Katedra św. Michała i Floriana (ul. Floriańska 3 na Pradze)
godz. 12:30 – przejazd na Cmentarz Komunalny (d. Wojskowy) na Powązkach
godz. 14:00 – sformułowanie konduktu pogrzebowego, pożegnanie Zmarłego przy grobie w Alei Zasłużonych

W Centrum Olimpijskim odbyło się spotkanie Rodziny Olimpijskiej (cyt. za portalem PKOL.pl):

Centrum olimpijskie pożegnanie Prezesa PKOL P.Nurowskiego foto. S.SikoraIdea spotkania zrodziła się nagle i spontanicznie wśród grona Przyjaciół i najbliższych współpracowników Prezesa Piotra Nurowskiego. Do Centrum przybyli członkowie Zarządu PKOl: Irena Szewińska – członek MKOl i wiceprezes PKOl, Andrzej Kraśnicki – wiceprezes PKOl, Zbigniew Waśkiewicz – wiceprezes PKOl, Adam Krzesiński – sekretarz generalny PKOl, a także były Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego w latach 1991 – 1997 Andrzej Szalewicz. Było wielu polskich olimpijczyków, między innymi: Otylia Jędrzejczak, Dorota Idzi, Anna Jesień, Zygmunt Smalcerz, Ryszard Szurkowski, Paweł Nastula, Paweł Korzeniowski, Paweł i Grzegorz Skrzeczowie, Antoni Zajkowski. Przybyli trenerzy, przedstawiciele polskich związków sportowych, rodzice Kamili Skolimowskiej, przedstawiciele telewizji pożegnanie_w_pkol_przemawia A.Kraśnicki fot.S.SikoraPOLSAT i firmy Elektrim, pracownicy PKOl.

- Nie wierzę, że Piotra nie ma wśród nas, nie wierzę… – powiedział Andrzej Kraśnicki, wiceprezes PKOl. Był wielką osobowością polskiego sportu i ruchu olimpijskiego. Pokochał sport i poświęcił mu swe życie. Wspaniały działacz i organizator. Będzie nam Go bardzo brakować.Tyle mieliśmy planów po igrzyskach w Vancouver. Będziemy je musieli zrealizować już sami. Bez Piotra Nurowskiego, który dał tak wiele polskiemu sportowi. Żegnamy Cię Prezesie – powiedział Tomasz Półgrabski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki.
Centrum Olimpijskie fot.S.SikoraPrzybyli wpisywali się do Księgi Kondolencyjnej, składali kwiaty, zapalali znicze.

Tragedia osobista Rodziny Piotra, tragedia nasza, wspólna tragedia ludzi sportu.

Cześć Jego Pamięci!

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.