Subskrybuj kanał RSS bloga Okiem Jadwigi Subskrybuj kanał RSS z komentarzami do wszystkich wpisów bloga Okiem Jadwigi

Archiwum miesiąca Marzec 2010

Wielkanocne  stroikiUroczystość uroczystości, tak właśnie papież Grzegorz Wielki w VI wieku nazwał Wielkanoc. Trzeba się zgodzić z papieżem i stwierdzić, że od wieków uroczystości wielkanocne stanowią największe święto kościelne. Ja jednak twierdzę, że oprócz tego najważniejszego święta kościelnego, Wielkanoc przerodziła się w największe święto kulinarne w Polsce. Gdybyśmy na naszą tradycję spojrzeli z dystansu kilkuset lat, wtedy moglibyśmy zobaczyć, że opisy staropolskich uczt wielkanocnych, nie tylko na dworach magnackich, ale również w dworkach szlacheckich, w domach mieszczańskich czy chatach chłopskich uzmysławiają nam, że strona religijna, duchowa świąt wielkanocnych zeszła na dalszy plan, ustępując pierwszeństwa uciechom podniebienia. Uwerturą do tych świąt był Wielki Post – przestrzegany rygorystycznie, podczas którego jadano żur, kapustę, kaszę, śledzie, ziemniaki (od czasów Jana III Sobieskiego) omaszczone tylko olejem. Mazurzy byli najbardziej wstrzemięźliwi w jedzeniu podczas postu i nie na darmo mawiano, że: „Mazur woli zabić człowieka niż złamać post”. Nie używali podczas postu masła, ani nawet mleka. Na dworach magnackich poszczono, post związany był z podawaniem wystawnych dań rybnych, jednakowoż wcale nie w ilościach postnych.  Święta Bożego Narodzenia i Święta Wielkiej Nocy mają w swoich rytuałach cechy wspólne, choćby dzielenie się opłatkiem przed wieczerzą wigilijną, a przed śniadaniem wielkanocnym święconym jajkiem. Zwyczaje związane z Wielkanocą rozpoczynają się od Niedzieli Palmowej opisywanej przez czterech ewangelistów, ale tylko św. Jan opisuje wjazd Chrystusa do Jerozolimy, podczas którego lud wita go gałązkami palmowymi: „…wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: Hosanna!”. Dało to początek tradycji i zwyczajowi Niedzieli Palmowej. Polska palma upleciona z gałązek leszczyny i wierzby wg legendy nawiązuje do śmierci Chrystusa, kiedy wszyscy byli pogrążeni w żałobie, łącznie z naturą, wierzba babilońska po usłyszeniu strasznej nowiny z Golgoty westchnęła: „…On umarł, teraz smutne moje gałązki zwieszać się będą zawsze ku wodom Eufratu i płakać łzami jutrzenki…”. W Polsce wierzono, że wierzbowe gałązki są narzędziem magicznym, mającym zapewnić zdrowie, bogactwo i płodność.  W różnych wsiach różnie robiono palmy, jednak zawsze były w nich gałązki wierzby i leszczyny przybrane różnymi zestawami innych gałązek i ziół. Polacy zawsze przypisywali palmie właściwości lecznicze i magiczne. Do zwyczajów należało chłostanie się palmami, czy też połykanie dla zdrowotności „baziek” (pączków gałązek wierzby). Dzisiaj obchody Niedzieli Palmowej są proste. Ludzie kupują pod kościołami lub robią sobie sami palemki, idą z nimi do kościoła, gdzie podczas mszy odbywa się ich święcenie. Potem niosą do domu – na wsiach zatykają za święty obraz, w mieście wieszają lub wstawiają do wazonu, aby palma się ususzyła i trzymają ją do kolejnej Niedzieli Palmowej.  Obrzęd Niedzieli Palmowej odbywa się w skromnym wymiarze, jako bardzo prywatne święto, i nie wydaje mi się, aby coś straciło przy obecnej skromności.

Wielki Tydzień upływa na oczekiwaniu i przygotowywaniu do Wielkiej Niedzieli. Przez wieki uczestniczono w nabożeństwach upamiętniających wjazd Chrystusa do Jerozolimy zapowiadający Jego śmierć i zmartwychwstanie. Według dni wielkotygodniowych moja Babcia Katarzyna wróżyła pogodę na cały rok: jaka Wieka Środa, taka będzie wiosna, jaki Czwartek takie lato, jaki Wielki Piątek takie żniwa i wykopki, a Sobota zapowiadała pogodę na całą zimę.

Wielka Środa opisana według księdza Jędrzeja Kitowicza: „…W wielką Środę po odprawionej jutrzni w kościele, którą nazywa się ciemną jutrznią, dlatego iż za każdym psalmem odśpiewanym gaszą po jednej świecy, jest zwyczaj na znak tego zamieszania, które się stało przy męce Chrystusowej, że księża psałterzami i brewiarzami uderzają kilka razy o ławki, robiąc mały tym sposobem łoskot; chłopcy swawolni, naśladując księży, pozbiegawszy się do kościoła kijami, tłukli nimi o ławki z całej mocy, czyniąc grzmot po kościele jak największy…”. Ponieważ po ciemnej jutrzni do rezurekcji milkły kościelne dzwony, po wsiach chodzili chłopcy z kołatkami, bębnem lub tzw. tarapatami  i obchodząc codziennie wieś trzy razy, przypominali, że obowiązuje post i według starych przepisów kościelnych, kto nie będzie pościł, temu „kołatkami wybiją zęby…”.

Od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty milkły kościelne dzwony. Gdy dzwony milczały używano tylko klekotów do kołatania, chłopcy biegali mocno hałasując, co miało symbolizować wypędzenie Judasza. W Wielki Czwartek był zwyczaj obmywania starcom nóg przez biskupów i królów. Zwyczaj ten przetrwał do dziś. Także w Wielki Czwartek, na pamiątkę wieczerzy pańskiej, we wszystkich domach jedzono tajnię – postną kolację tak opisaną przez A. Pługa:
„…I w Wielki Czwartek u Pańskiej wieczerzy
Co tak do Wilii z wystawy podobna
Posępne twarze, smutek w sercu leży,
I chociaż suta uczta, lecz żałobna…”.
W czasach staropolskich wielu Polaków po tajni nie jadło aż do wielkanocnego śniadania.

Wielki Piątek to strojenie grobu Chrystusowego, ten zwyczaj przywędrował do nas z Czech lub Niemiec i bardzo się rozwinął w Polsce, a pojawianie się elementów narodowych datujemy na wiek XVI –XVII. Bardzo starą tradycją jest odwiedzanie grobów i jeżeli mieszkaliśmy w małym miasteczku, to należało odwiedzić wszystkie kościoły. Była to jednocześnie tradycja spotkań towarzyskich. Zwyczaj odwiedzania grobów w Wielki Piątek trwa do dzisiaj. W ludowych obrzędach wielkopiątkowych tradycją było „wybijanie śledzia i żuru, które panowały podczas Wielkiego Postu”. Z Wielkim Piątkiem związane są przysłowia takie jak: W Wielki Piątek – dobry siewu początek, W Wielki Piątek zrób początek a w sobotę kończ robotę, W Wielki Piątek jasno, to w stodole ciasno. Z Wielkim Piątkiem związana jest też tradycja gotowania i malowania jajek. Wiele jest legend i podań dotyczących malowania jajek. Jakiekolwiek by one jednak były, zwyczaj ten trwa do dzisiaj. Zwyczaje wykupywania się panien pisankami, tudzież wymiana między chłopcem i dziewczyną pisanek zapowiadały rychły ślub. Pisanki to jajka malowane na jeden kolor, lub kilka z białym wzorem, jeżeli na jednobarwnym tle wyskrobany był deseń, takie jajka nazywano kraszankami, rysowanką lub skrobanką. A jajka jednokolorowe nazywane były kraszankami, malowankami, byczkami, ałunkami lub hałunkami. Wszystkie jajka po gotowaniu, malowaniu, wystygnięciu nacierano tłuszczem, najczęściej smalcem, dla nadania im połysku.

Wielka Sobota jest dniem święconego. Rankiem tego dnia jest święcenie ognia. Zapalanie i święcenie ognia oznaczało rozpoczynanie nowego czasu. Po poświęceniu ognia odbywało się święcenie wody. Po poświęceniu ognia i wody po odśpiewaniu przez kapłana „Gloria” rozwiązuje się dzwony, które dzwonią po raz pierwszy po kilkudniowym milczeniu. Rano święcono ogień i wodę, a przez cały dzień pokarmy. Według staropolskiego zwyczaju tak zwane „święcone” stawiano na wielkim stole w jadalni. Składały się na nie szynki, kiełbasy, salcesony, ryby w galarecie, prosię pieczone w całości oraz wielkanocne ciasta: mazurki, torty, przekładańce oraz staropolskie „baby”. Nie zapominano także o nalewkach, wódkach, miodach pitnych, piwie i winie.  Na stole nad wszystkimi potrawami górował Baranek zrobiony kunsztownie z masła lub cukru. Cały stół kuszący kolorami, smakami, zapachami, ozdabiano zielonym barwnikiem i kolorowymi pisankami. Święcone zależało od możliwości finansowych domu, było bardzo bogate, ale też i bardzo skromne. Ucztę wielkanocną rozpoczynano dzieleniem się poświęconym jajkiem ugotowanym na twardo, połączone to było ze składaniem sobie życzeń. Po złożonych życzeniach ruszano do stołu – można powiedzieć według naszego nazewnictwa – był to raczej zimny bufet. Na szczególną uwagę w staropolskiej kuchni zasługiwało pieczenie bab i mazurków, które są specjałami rdzennie polskimi. Pieczenie bab wielkanocnych odbywało się zgodnie wielowiekową tradycją, można powiedzieć zgodnie z pewnym „misterium”. Mężczyznom do kuchni w tym czasie wstęp był wzbroniony. Kucharka wybierała najbielszą mąkę, rozpuszczano szafran w wódce, nie tylko użyczał pięknego koloru, ale również dawał korzenny aromat, ucierano setki żółtek z cukrem, mielono migdały, przebierano rodzynki, tłuczono w moździerzach wanilię, robiono zaczyn z drożdży. Nałożone do form babowych ciasto nakrywano lnianymi obrusami, aby się nie przeziębiło i odpowiednio wyrosło, po czym wyrośnięte baby wsadzano ostrożnie do pieca. Po wyjęciu łopatą z pieca kładziono je na puchowych pierzynach, by stygnąc nie zgniotły się. „Usiadła” baba była kompromitacją gospodyni. Najsłynniejsze były baby muślinowe i puchowe. Pochodzenie mazurków do dziś nie jest jasne. Podejrzewa się, że są to przysmaki kuchni tureckiej. Mazurki wykonywano na kruchym, cieniutkim spodzie, pokryte warstwą masy orzechowej, migdałowej, kajmakowej, bakaliowej, przepięknie zdobione bakaliami, migdałami i konfiturą. W różnych książkach kucharskich prezentujących staropolskie obyczaje możemy przeczytać opisy święconego na magnackich czy szlacheckich lub mieszczańskich dworach, które było raczej luksusem kulinarnym ponad stan, który mogło doprowadzić gospodarzy do ruiny kieszeni, ale też i zdrowia, i z roztropnością finansową nie miało nic wspólnego. Powiedzmy sobie szczerze, że i dzisiaj, gdy przygotowujemy święcone, niewiele to ma wspólnego z naszym głosem rozsądku. Tradycja „zastaw się a postaw się” jest do dzisiaj w nas głęboko zakorzeniona. Nie byłabym sobą gdybym nie podała przepisu na

Babę petynetową zwaną muślinową: (pochodzi z książki „W Staropolskiej Kuchni”)

Składniki

24 jajka, 30 dag cukru, 6 dag drożdży, ½ szklanki mleka, 25 dag mąki, 10 dag masła, laska waniliowa.

Wykonanie

24 żółtka wbijamy do emaliowanego garnka razem z 30 dag cukru, wstawiając garnek do większego naczynia z gorącą wodą i ubijamy mikserem do momentu połączenia się żółtek z cukrem oraz zbielenia i zgęstnienia masy. Drożdże z ciepłym mlekiem rozrabiamy z 2 łyżkami mąki i łyżeczką cukru, i czekamy aż zaczyn wyrośnie. Wyrośnięte drożdże dodajemy do ubitych żółtek z cukrem, dodajemy rozproszkowaną, dobrze ubitą w moździerzu wanilię oraz przesianą, lekko ciepłą mąkę pszenną. Ciasto ubijamy (mikserem) w ciepłym miejscu, po czym dodajemy ciepłe roztopione masło i znowu ubijamy (mikserem). Odstawiamy w ciepłe miejsce, gdy ciasto urośnie w dwójnasób przekładamy je do lekko nagrzanej, wysmarowanej masłem, karbowanej formy na baby. Gdy ciasto rosnąc wypełni formę po brzegi, przenosimy je unikając wstrząsów do nagrzanego dobrze piekarnika. Pieczemy w średnio gorącym piekarniku około 60-70 minut.

Dla jednych przepis będzie pracochłonny, ale uwaga mikser jest wskazany i skraca czas wyrobu baby, co jest ważne dla pań pracujących, dla innych kosztowny, ale proszę mi wierzyć, baba muślinowa jest wyrobem najwyższej rangi. A na Święta Wielkanocne tylko wyroby najwyższej rangi są zalecane!
Powodzenia

Wasza Jadwiga

zajączki Na dzisiaj przygotowałam przepis na żur, który sama nastawiam, i dlatego jest w smaku trochę inny niż kupiony. Na rynku: na bazarach, w sieci supermarketów, prywatnych warzywniakach znajdziemy pełną ofertę na żur śląski, polski, staropolski, ja robię swój zakwas , który jest prosty, ma troszkę inny smak, ale jest taki jaki dla nas przygotowywała nasza Babcia Katarzyna, kiedy jeździliśmy do niej na Święta Wielkanocne i żur gotowany był w saganie na kominie z okapem. Komin i okap oraz piec chlebowy pobielane były pięknie przed świętami. Teraz taki żur robi  Babcia Janka mieszkająca na Podkarpaciu i Babcia Jadzia, czyli ja.

Pyszny wielkanocny żur

Jako, że wielkimi krokami idą święta, podaję przepis na prawdziwą delicję – pyszny żur jak u babci!

Zakwas na żur według przepisu Babci Katarzyny

Do litrowego, czystego słoika wrzucamy płatki owsiane (tak 1 szklankę), 4 łyżki mąki pszennej, 1-2 łyżki mąki razowej. Zalewamy ciepłą wodą, rozwiercamy aby połączyć składniki, stawiamy na kaloryferze, lub przy kaloryferze, lub na piecu, znaczy tam, gdzie jest ciepło. Gdy zakwas już pachnie, zlewamy przez gęste sitko, pierwszy zakwas wylewamy, bo jest zbyt świeży. Do drugiego zakwasu używamy pozostałości z pierwszego ale też dodajemy trochę mąki razowej  (płatków owsianych, mąki i mąki żytniej), dodajemy wody ciepłej, odstawiamy, po trzech dniach powinien być dobry.

Żur przygotowanie

Garnek z wodą  ca do 2 litrów, stawiamy na gazie, wrzucamy obraną główkę (nie ząbek!) drobno posiekanego czosnku, zagotowujemy, dodajemy białą kiełbasę (tak by każdy dostał jeden kawałek conajmniej), wędzony boczek pokrojony i przesmażony (sporo), ja dodaję szalotkę 5-6 szt pokrojoną w piórka, gotujemy z 15 minut,dodajemy przecedzony zakwas na żur, wlewamy do gotującej wody, mieszamy, dodajemy co najmniej  ½ litra śmietany 18% (ja wlewam do śmietany trochę ciepłego żuru tak aby w garnku śmietana się nie ścięła a miała konsystencję jedwabistą) dodaję sól i pieprz . Jeżeli lubimy dodajemy majeranku (ja dodaję całkiem sporo), dodajemy ugotowane na twardo jajka pokrojone na cztery cząstki każde, rozlewamy do miseczek lub talerzy i żur gotowy. Podajemy z gotowanymi ziemniakami omaszczonymi przesmażoną słoninką. Tą sama smażoną słoninką polewam na talerzu żur(omaszczam go).  U nas w domu jest taki zwyczaj, że do tego żuru podaję chrzan, ponieważ żur z chrzanem (dodanym już na talerzu) jest wspaniały i ma niezapomniany smak, oczywiście chrzan używamy rozważnie. ( Jeżeli lubimy kabanosy wieprzowe możemy pokroić drobniutko i też dodać do żuru). Żur wtedy będzie miał  naprawdę świąteczny charakter.

Proszę wierzyć pycha, Smacznego!

Podaję też przepis na pyszne ciasto, które jest bardzo łatwe w przygotowaniu oraz zawsze się udaję (co jest bardzo ważne). 

Ciasto norweskie, co jak najbardziej polskie jest!  

Bardzo łatwe, wyborne, bezkaloryczne! (no może troszeczkę) Na Wielkanoc super!

Składniki
12 całych jaj
2 szklanki cukru
2,5 szklanki mąki tortowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Miksujemy jajka z cukrem na puszystą, gęstą masę. Dodajemy pozostałe składniki i też miksujemy. Z podanych składników wychodzą nam dwa ciasta biszkoptowe. Całe ciasto wylewamy na dwie blachy wyłożone folią aluminiową posmarowaną masłem.Pieczemy jakieś 15 minut na jasno złoty kolor w temperaturze 170-180 stopni z termo obiegiem, możemy piec obydwie blachy naraz.

Krem

0,5 l śmietany kremówki , 0,25 l mleka, 2 żółtka, 6 łyżek cukru, cały budyń waniliowy, sok z połowy cytryny

Składniki (poza sokiem z cytryny) wlewamy i wsypujemy do garnka, stawiamy na kuchni i podgrzewamy, mieszamy aż zgęstnieją jak klasyczny budyń. Odstawiamy i gdy trochę przestygnie dodajemy sok z połowy cytryny

Polewa

0,25 kg cukru pudru, 3 czubate łyżki śmietany,sok z połowy cytryny,wiórki kokosowe do posypania. Cukier puder, śmietanę i sok z cytryny dokładnie mieszamy aż nie będzie żadnych grudek.

Oba ciasta po upieczeniu i wystygnięciu przekrawamy na pół i przekładamy masą budyniową. Składamy z powrotem, polewamy polewą i posypujemy wiórkami kokosowymi. Koniecznie czekamy aż wystygnie. Ciasto najlepiej smakuje następnego dnia.

Smacznego!

Przepisy z własnej książki kucharskiej wypróbowywane już przez trzy pokolenia przekazała

Wasza Jadwiga

zestaw do herbatyWielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkanocne, które dla nas są najważniejszymi świętami w roku. Zanim przystąpię do opisywania tych naszych świąt chciałabym napisać o tym, jak to dawniej przygotowywano uczy, przyjęcia, czyli o zastawach stołu polskiego. Przed Wielkanocą przyda się nam spojrzenie z perspektywy czasu na zastawy stołów  polskich. Luksus stołów polskich ma długą tradycję, oczywiście u najzamożniejszych. Biedniejsi jadali na talerzach cynowych, najbiedniejsi na drewnianych, które w niedługim czasie zastąpiono cynowymi i wypalanymi z gliny, pięknie malowanymi. Niedługo potem pojawiły się na naszych stołach fajans i porcelana oraz szkło stołowe. Były to naczynia niezwykle kosztowne, importowane z Włoch, niekiedy droższe od srebrnych, często o wielkiej wartości artystycznej. W pierwszej połowie XVIII wieku fajans jednak spowszedniał, potaniał i na stołach pojawiła się porcelana saska, wiedeńska, filiżanka do herbatysewrska, najbardziej kosztowna chińska, a nawet japońska. W zakresie zastawy stołowej Polacy nie ustępowali innym zamożnym krajom, można nawet powiedzieć, że przewyższali je przepychem i wytworzyli pewien styl w tej dziedzinie. Osobliwością polskiego stołu, nawet szlacheckiego, był „serwis”. Była to tafla szklana, srebrna lub drewniana, obwiedziona srebrną galeryjka. Na niej ustawiano srebrne lub pozłacane altany, ogrody, kosze z owocami. Całość zwieńczała kopuła, którą zdobił orzeł polski z rozpostartymi skrzydłami lub inna figura alegoryczna. Serwisy bywały i małe i skromne i takie do codziennego użytku nazywane meanzikami. Serwis piękny i kunsztowny opisał w XII księdze „Pana Tadeusza” Adam Mickiewicz:

„… Tymczasem goście, potraw czekający w Sali,
Z zadziwieniem na wielki serwis spoglądali,
Którego równie drogi kruszec jak robota.
Jest podanie, że Książe Radziwiłł Sierota,
Kazał ten sprzęt na urząd w Wenecji zrobić
I wedle własnych planów po polsku ozdobić.
Serwis potem, zabrany czasu wojny szwedzkiej,
Przeszedł, nie wiedzieć jaką drogą, w dom szlachecki;
Dziś, ze skarbca dobyty, zajął środek stoła
Ogromnym kręgiem, na kształt karetnego koła.
Serwis ten był nalany ode dna po brzegi
Piankami i cukrami białymi jak śniegi,
Udawał przewybornie krajobraz zimowy:
W środku czerniał ogromny bór konfiturowy
Stronami domy, niby wioski i zaścianki,
Okryte, zamiast śronu, cukrowemi pianki
Na krawędziach naczynia stoją dla ozdoby
Niewielkie z porcelany wydęte osoby
W polskich strojach…”

Nie wszystkich stać było na najskromniejszy nawet meanzik, przedmiot kosztowny i zbytkowny. Ale wcale nie oznacza to, że stół w małym dworze hiacynt -kwiat Wiosny, zapraszam ją do naszego domu, zimie mówimy dośćbył byle jak nakryty. Zdobiono go kwiatami i to często polnymi. Nie ustawiano wysokich bukietów, lecz środkiem stołu układano z różnobarwnych płatków niezbyt szeroki pas, kunsztowny ornament. W sztuce tej celowały córki gospodarzy domu, zręczne hafciarki w sztuce zdobniczej mające doświadczenie. Staropolskie łyżki były prawdziwymi cackami sztuki złotniczej, zwłaszcza srebrne i złocone. Na trzonkach miały często żartobliwe sentencje, na zewnętrznej stronie czerpaka herb właściciela. Widelce pojawiły się na polskich stołach wcześniej niż we Francji, i w XVII wieku były już w powszechnym użyciu, pięknie zdobione. Serwety kładziono przy nakryciu w wieku XVI –XVII, używano nawet serwet adamaszkowych sprowadzanych z Holandii.

Ze wschodu, z Turcji, przyszła moda na bakalie i w wieku XVIII importowaliśmy je masowo. Wpływy wschodu odnajdujemy do dziś w słodkich ciastach, mazurkach, napojach – lemoniadach, mleczkach migdałowych. W okresie panowania Augusta II i Augusta III w kuchni polskiej nie działo się najlepiej, rozpanoszyło się pijaństwo, ale pojawiło się też parę nowości takich jak ziemniaki, kawa, herbata i czekolada. Nowości te znane były wcześniej, ale w tym właśnie okresie zadomowiły się u nas na stałe. Ziemniaki na przykład upowszechniły się za czasów Augusta III, zastępując dotychczas królującą na stołach kaszę. Możemy też spojrzeć na fakt zadomowienia ziemniaków poprzez pędzenie z nich wódki, co miało miejsce za panowania Stanisława Augusta. Z ziemniakami jest związane opowiadanie, jak to Kazimierzowi Pułaskiemu do obozu w Berdyczowie przesłano worek ziemniaków – „osobliwy dar”, z którego kucharz nie wiedział co zrobić, w końcu ugotował je w osolonej wodzie i suto okrasił, podał wraz z jajecznicą, a wszyscy nie mogli się nachwalić tej nowej potrawy! Na wsi przyrządzano ziemniaki na różne sposoby, a sposób pasterski znany jest do dzisiaj:

Ziemniaki po pastersku

Na dnie żeliwnego garnka wykładamy cieniutkie plasterki słoninki, pokrajane w talarki ziemniaki, cebulkę, słoninkę, boczuś wędzony, tłusty boczek pokrojony w plastry, oprószamy każdą warstwę solą i pieprzem, a ostatnią warstwę tworzą ziemniaki. Otwór garnka przykrywamy liśćmi kapusty, wstawiamy w żar rozpalonego ogniska, a po 45 minutach ziemniaki są gotowe. Oczywiście takie pyszne ziemniaki dzisiaj możemy zrobić w naszych piekarnikach kuchennych lub w piecach chlebowych (na wsiach). Podajemy z kiszonymi ogórkami i smakują wybornie. Taka potrawa zaserwowana w plenerze cieszy się wielkim powodzeniem.

Możemy dzisiaj porównać to, co kiedyś było w modzie, a co jest teraz na naszych stołach. Mam na myśli zastawę, czyli serwis obiadowy, kawowy, do herbaty jak również sztućce,  szklanki, kieliszki wszystko to, co nadaje urody podczas organizowanych przez nas przyjęć czy też spotkań rodzinno towarzyskich. Jestem głęboko przekonana, że każde spotkanie, nawet najskromniejsze, przy pięknie zastawionym i udekorowanym stole wprawi nas i naszych gości w wielkie zadowolenie. Zwracajmy zatem uwagę na porcelanę, na wystrój stołu, na kwiaty, na detale, serwety, obrusy i inne drobiazgi, które dodają blasku naszemu domu oraz urody naszemu stołowi. Według mnie jest to ważniejsze od tego, jakie potrawy będziemy serwować, najskromniejszy posiłek podany po królewsku staje się niezapomniany.

Urodą staropolskiego stołu, wiadomościami o „serwisie”, „meanzikach”, łyżkach i widelcach a także o ziemniakach na ziemiach polskich dzisiaj, dzieliła się z Państwem, wyszukując w księgach tych i innych ciekawostek

Wasza Jadwiga

Zacznę od wyjaśnień: klub nocny, klub muzyczny lub po prostu klub –Plakat Seniorzy w Akcji miejsce organizacji występów muzycznych i artystycznych, imprez tematycznych lub po prostu miejsce spotkań młodych ludzi, którzy bawią się przy akompaniamencie muzyki. Jest ona najczęściej opracowywana jest przez DJa lub grupę DJów.

W wielu językach kluby określane są jako „dyskoteki”, „disco”. W j. francuskim mamy discothèque, w niemieckim Disko lub Tanzveranstaltungen. W japońskim , disuko odnosi się do starszych, mniejszych, mniej popularnych miejsc (bardzo podobnie jak polskie dyskoteki, które są kojarzone gorzej od klubów); podczas gdy , kurabu, odnosi się do nowszych, bardziej popularnych lokali. Określenie klub nocny odnosi się głównie do tego, iż działalność klubów odbywa się zazwyczaj w nocy.

Jest wiele rodzajów klubów oferujących różne gatunki muzyczne i goszczących różne subkultury (np. kluby techno, hip-hopowe), choć bywają też kluby oferujące szeroką gamę muzyki. Istnieją też kluby, które nie są związane z muzyką jak: kluby komediowe prezentujące występy komików czy kluby teatralne, w których można obejrzeć przedstawienia mniej lub bardziej znanych grup teatralnych. Innym rodzajem klubów są kluby koncertowe, które skupiają się raczej na występach różnych muzyków i delektowaniu się ich twórczością, niż na oferowaniu miejsca do tańczenia. W takich lokalach parkiet jest często bardzo mały lub praktycznie go nie ma, upodabniając je bardziej do pubów.

Clubbing to sposób spędzania wolnego czasu – koniecznie poza domem, zwykle w klubach i z konkretnym celem, jakim jest obcowanie z muzyką, oderwanie się od codzienności, przebywanie z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, stymulowanie swoich zmysłów. Liczą się przede wszystkim muzyka, wizualizacje, styl artystów i clubberów – to one wnoszą do clubbingu pierwiastek artystyczny. Zjawisko odbywa się nocą, w towarzystwie muzyki i często także alkoholu. Clubbing istnieje od blisko dwudziestu lat. W latach osiemdziesiątych ludzie zaczęli organizować nielegalne imprezy, tzw. rave’y, w dość niezwykłych miejscach, jak magazyny czy opuszczone budynki – jako odpowiedź na night-club i scenę disco. Następnie przeniesiono je do legalnych klubów i nazwano clubbingiem.

Z kolei fakt, że istotna jest wartość muzyczna, sprawia, że w clubbingu mamy na pewno element kultury. Tzw. „muzyka klubowa” to pojęcie bardzo szerokie, bogactwo podgatunków, mnóstwo interesujących artystów. Cała kultura klubowa staje się coraz częściej inspiracją dla twórców z innych dziedzin sztuki. W Polsce pierwsze imprezy z muzyką elektroniczną odbywały się w latach 1990-1991, zaś pierwszym klubem z prawdziwego zdarzenia były warszawskie Filtry. Scena klubowa rozwija się, niemniej konkretne imprezy klubowe wciąż należą do rzadkości, a klubów wartych polecenia jest zaledwie kilka w całym kraju.

Według innej definicji clubbingiem jest spędzanie jednego wieczoru lub nocy w kilku klubach pod rząd, częściej spotykane w większych miastach, gdzie blisko jest z jednego klubu do drugiego, gdyż najczęściej znajdują się na jednej i tej samej ulicy, jak to bywa w stolicy europejskiego państwa. W Polsce pojęcie to zyskuje na popularności dzięki rozwojowi rynku muzycznego i inwestycji w nowe kluby w większych miastach. Jednak definicja powyższa  nie do końca odpowiada polskiej rzeczywistości. W Polsce zjawisko odwiedzania kilku klubów w ciągu jednego wieczoru nie jest aż tak popularne, jak się potocznie sądzi. Dość mało, bo tylko jedna czwarta bywalców odwiedza w ciągu wieczoru więcej niż jeden lokal. Ponad połowa bywalców odwiedza dwa lub trzy różne lokale w miesiącu. Tyle wyjaśnień dotyczących clubbingu. A teraz po tych kilku wyjaśnieniach ad rem!

W niedzielę 14 marca w ramach programu ogólnopolskiego „Seniorzy w akcji” warszawskie klubokawiarnie przepełnią się aktywnymi i pełnymi pasji seniorami. Partnerem programu  jest Emporia Telecom.

Happening rozpocznie się o 15:00 w klubie Chłodna 25, a zakończy o 20:00 w kawiarni Nowy Wspaniały Świat, gdzie odbędzie się między innymi dyskusja dotycząca kawiarni przyjaznych seniorom oraz wieczorny dancing. W sumie seniorzy odwiedzą osiem najmodniejszych w stolicy klubokawiarni, w których zazwyczaj bawią się ludzie młodzi. Każdą z nich oznaczą naklejką „Miejsce Przyjazne Seniorom”. Organizatorami wydarzenia są Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę” oraz Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności.

Program happeningu:
15:00-15:25 – Chłodna 25: DZISIAJ MÓWIMY W ESPERANTO czyli zamówienia nie polskie
15:00-15:30 – Delikatesy.TR: FLIRT TOWARZYSKI czyli wyślij do mnie pocztówkę
15:40-16:10 – Karma: PORTRET MIEJSCA, PORTRET LUDZI czyli akcja fotograficzna
15:50-16:20 – Obiekt Znaleziony: MISTRZOSTWA WARCABÓW czyli walczymy o puchar
16:30-16:55 – Między Nami Cafe: ZRÓBMY TO PO SWOJEMU czyli udekoruj, przestaw i zmień
16:35-17:00 – Kafka: STOLIKOWE MUZYKOWANIE czyli sztućce idą w ruch
17:15-17:45 – OSiR: WYŚCIG POKOJU czyli zagrzej kolarzy do boju
17:30-18:00 – Nowy Wspaniały Świat: FAJF czyli popołudniowe przyjęcie taneczne
18:15-20:00 – Nowy Wspaniały Świat: FINAŁ AKCJI: czyli prezentacja dokumentacji filmowej i dyskusja: „Kawiarnie przyjazne seniorom, czyli jakie?”.

Wydarzenie to jest częścią programu „Seniorzy w akcji”, który to program wspiera aktywność osób starszych i współpracę międzypokoleniową. Moi Drodzy, czas na wstanie z fotela, i ruszenie w miasto!

Do zobaczenia na trasie warszawskich kawiarni, przecież życie zaczyna się po pięćdziesiatce, o czym z wielką przyjemnością poinformowała Was
Wasza Jadwiga

Zanim zacznę pisać o Wielkiej Nocy, o tradycjach z nią związanych, chcę się podzielić kilkoma refleksjami dotyczącymi tu i teraz. Po pierwsze składam serdeczne życzenia urodzinowe mojemu Ślubnemu Andrzejowi – sto lat!

A tu i teraz to nasza codzienność. Teraz to oczekiwanie na cieplejsze dni, na więcej słońca, na ciepłe poranki i cieplejsze wieczory. Jesteśmy zmęczeni zimnem, krótkim dniem, pędem, codziennym kołowrotem. Dzieci , które rano muszą wstać i pędem zbierać się do wyjścia, bo autobus czy też tramwaj jadący zgodnie z rozkładem nie będzie czekał, a czekanie na chłodzie kolejnych 20 minut grozi przechłodzeniem organizmu, co może  nam dać przeziębienie, o które teraz na przednówku jest tak łatwo. Po zimie brakuje nam słońca, energii płynącej nie tylko z mięsa, ale ze świeżych naleśniki śniadaniowe na słodko z polewą czekoladowąowoców i warzyw. Dlatego proponuję dzisiaj abyśmy dla naszej rodziny dzień wcześniej wieczorem przygotowali naleśniki, które rano odgrzane, będą świetnym śniadaniem dla nas śpieszących się do pracy, a dla naszych milusińskich dobrym wstępem do trudnego dla nich dnia spędzanego w szkole lub na uczelni. Piszę o tym, bo wielokrotnie sama wylatywałam z domu na łeb na szyję w ostatniej chwili chwytając cokolwiek, popijając łykiem lub dwoma  kawy i już siedziałam w zimnym samochodzie, bo trzeba, bo szybko, bo muszę zdążyć, bo rano spotkanie, a jeszcze papiery  i tak dalej,  i tak dalej… Znacie to ? Myślę, że tak. Oto prosty przepis na naleśniki. Ciasto może być wykonane w większych ilościach i ułożone na stos naleśnikowy, nakryty głębokim talerzem – w lodówce może czekać na powrót z pracy lub dzieci ze szkoły. Dopóki mamy nie ma w domu, młodzi ludzie znakomicie poradzą sobie przygotowując ulubiony farsz (mięsny, warzywny, słodki z jabłek duszonych, dżemu wg gustów i ulubionych smaków, czy też serowy) według własnych świetnych pomysłów i inwencji twórczej, której im nie brak. Słodkie naleśniki możemy polać śmietaną, a naleśniki na ostro same w sobie są pyszne. Zaproponowany przez mnie przepis to deser wykwintny, pyszny i bardzo ale to bardzo dobry. (dla dzieci w wersji bez alkoholu)

Oto  przepis na 4 osoby 

Naleśniki lekkie i delikatne na śniadanie lub wykwintny deser. Ja podaję poniższy przepis jako wykwintny deser:

Nadzienie

10 dkg posiekanych orzechów włoskich, 2 łyżeczki skórki pomarańczowej, 1 kieliszek rumu lub koniaku, 3 łyżki rodzynek , 0,5 szklanki gęstej śmietany,0,5 łyżeczki cynamonu, 3 łyżki  cukru (kto lubi więcej, to proszę, kto mniej wolna wola).

Wykonanie nadzienia

Rodzynki, skórkę pomarańczową moczymy kilka godzin w alkoholu. Cynamon, cukier, orzechy, odsączone rodzynki, skórkę pomarańczowa wkładamy do garnka  dodajemy śmietanę, gotujemy aż zrobi się gęsta masa, studzimy.

Ciasto

2 szklanki mąki, 2 żółtka, 1 szklanka mleka, 1 szklanka wody mineralnej gazowanej, 2 łyżki oliwy. Składniki na ciasto miksujemy i odstawiamy na 30-40 minut, po czym smażymy naleśniki na średniej patelni teflonowej.

Sos do polania naleśników

1 szklanka mleka, 3 żółtka, 1 tabliczka czekolady gorzkiej, 10 dkg cukru, 1 łyżka kakao, 1 cukier waniliowy, 2 łyżeczki mąki, 10 ml śmietany kremówki, 50 ml koniaku lub rumu. Żółtka utrzeć z cukrem, dodać śmietanę. Zagotować mleko z cukrem waniliowym, dodać czekoladę, dodać kakao i powoli wlać mąkę  rozrobioną w niewielkiej ilości mleka. Podgrzewać nie gotować aż sos zrobi się gęsty. Zdjąć z ognia, dodać utarte żółtka i alkohol. Gdy sos ostygnie delikatnie wymieszać ze śmietaną. Usmażone naleśniki, smarować masą, zwijać w rulony, polać sosem czekoladowym.

Bardzo często podaję jako wykwintny deser: wtedy z sosem  czekoladowym i bitą śmietaną. Można przystroić połówkami brzoskwiń z puszki. 

Smacznego !
Wasza Jadwiga

8 marca  Dzień Pięknych KobietZ okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet pozwalam sobie przedstawić wszystkim Paniom Poradnik Dobrej Żony wydrukowany w gazecie „Housekeeping Monthly” 13 maja 1955 r.  

Poradnik jest bardzo ciekawy, zawiera dużo porad, które dla nas mogą być bezcenne! A jeżeli podejdziemy do nich z przymrużeniem oka, też nam się spodobają. Oto one: 

Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego wieczoru, tak by pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten sposób dajesz mu znać, że myślałaś o nim i przejmujesz się jego potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy wraca do domu, i perspektywa dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania), to część niezbędnego ciepłego powitania. Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego przyjęcie. Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie. Pamiętaj, że on właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył się na zmęczonych ludzi. Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień – to twój obowiązek. Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część mieszkania. Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itp. I odkurz stoły. W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on mógł się zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni odpoczynku i porządku, co tobie również polepszy samopoczucie. Przecież dbanie o jego komfort przyniesie ci ogromną satysfakcję. Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie, (jeśli są małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je. To małe skarby i on chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki, suszarki i odkurzacza. Zachęć dzieci by były cicho. Uciesz się, że go widzisz. Powitaj go ciepłym uśmiechem, niech twoje pragnienie ucieszenia go będzie szczere. Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz mu opowiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech mówi pierwszy – pamiętaj jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje. Spraw by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy wróci późno do domu lub wychodzi na kolację, lub w inne miejsce bez ciebie. Spróbuj zrozumieć, że żyje w świecie napięć i stresu. Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju porządku, gdzie twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł. Nie witaj go narzekaniem i problemami. Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj by usiadł w wygodnym fotelu lub by położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub ciepłego do picia. Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów cichym, kojącym i miłym głosem. Nie podawaj w wątpliwość tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze rządzi sprawiedliwie. Nie masz prawa tego kwestionować. Dobra żona zawsze zna swoje miejsce. 

No to moje kochane, do roboty, najpierw buty, potem spokojnym cichym i miłym głosem. No właśnie, a jak się nie ma kominka, sypialni, stołów kilku, pracuje się na półtora etatu, biegnie na łeb na szyję do domu po drodze robiąc zakupy, aby coś ugotować, a nie mamy samochodu, aby to wszystko przewieźć, no to jak, to już chyba nie można być dobrą żoną! 

Jak dobrze, że 1955 rok minął i nie wróci. Poza tym, że właśnie my wtedy nie mieliśmy mieszkań, samochodów, ba, nawet porządnego mydła i szamponu nie było, żyliśmy w dziuplach, kuchnie bez okien, sukienki nicowane, dzieci niektóre tylko w przedszkolach, instytucja żłobków dopiero się rozwijała, pensje wystarczały na przysłowiowe pestki, instytucja babci odgrywała wielką rolę, bieda temu, kto babci nie posiadał, a my utrudzone, w tramwajach, w których tłok był jakby tylko jeden tego dnia wyjechał z zajezdni, z siatami w obu rękach, z obłędem w oczach rwałyśmy do domu. Gotowanie, pranie ręczne lub we Frani (kto pamięta, u nas w domu to był szczyt luksusu), sprzątanie i już utrudzone i prawie nieżywe wskakiwałyśmy do łóżek, aby szybko odpocząć, bo następny dzień przed nami. O Matko moja! Dobrze, że nie ćwiczyłaś według podanego schematu, bo nie dożyłabyś tak pięknego wieku 88 lat.  

Wszystkim Paniom życzę końskiego zdrowia w naszych cudnych czasach, w których jesteśmy partnerkami naszych mężczyzn, business-women, matkami, kochankami, żonami, wspaniałymi kucharkami, po prostu żyjemy na 100 procent.

Życzę Wam wszystkim wytrwałości, zdrowia i szczęścia w ten piękny słoneczny Miedzynarodowy Dzień Kobiet!

 Wasza Jadwiga

Św. Kazimierz JagiellończykDzisiaj jest 4 marca, imieniny obchodzą Kazimierz i Kazimiera. Wszystkim Kazimierom i Kazimierzom życzę dużo zdrowia, a w szczególności:

Kochana Pani Matko, życzę Ci długich lat w zdrowiu, pogody ducha oraz niezmiennej miłości, jaką obdarzasz swoje Wnuki i Prawnuki. 

Wszystkim, którzy zajrzą dziś z wizytą chciałabym przybliżyć etymologię święta i imienin Kazimierza. Oto ona: Święty Kazimierz Jagiellończyk, urodzony 3 października 1458 r. na Wawelu, zmarł 4 marca 1484 r. – polski święty. Jest patronem Litwy, Polski i Radomia. Był drugim synem Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Nauczycielami Kazimierza byli: ks. Jan Długosz, Stanisław Szydłowiecki – ochmistrz królewski, który prowadził zajęcia ze sztuki wojennej, humanista Kallimach – Fillipo Buonaccorsi, Ambroży Contarini, dyplomata wenecki. Kazimierz – inteligentny, zrównoważony, wykształcony młody człowiek. Od roku 1475 król Kazimierz Jagiellończyk zaczął wprowadzać traktowanego jako następcę tronu Kazimierza w arkany władzy. Przez prawie dwa lata królewicz Kazimierz był namiestnikiem ojca w królestwie. Rezydował w Radomiu i dlatego jest patronem tego właśnie miasta. Jego krótkie rządy dobrze oceniali współcześnie mu żyjący. W roku 1483 okazało się, że trapią go choroby i różne dolegliwości, w końcu wykryto u niego gruźlicę. Zmarł w Grodnie w dniu 4 marca 1484 r. Został pochowany w Kaplicy Św. Kazimierza w katedrze wileńskiej. Jego śmierć wywołała poruszenie na Litwie i w Polsce. Starania o kanonizację brata rozpoczął Zygmunt Stary, wysyłając za pośrednictwem Jana Łaskiego prośbę o wyniesienie go na ołtarze. W odpowiedzi przyjechał do Polski legat papieski, Zaccaria Ferrari, który pod wpływem rozszerzającego się kultu świętego napisał na cześć Kazimierza hymn po łacinie, jak również spisał jego żywot. W 1521 roku papież Leon X wydał bullę kanonizacyjną, którą wręczył biskupowi płockiemu Erazmowi Ciołkowi. Pech chciał, że zmarł on we Włoszech w roku 1522 podczas panującej tam zarazy, a dokumenty, które posiadał, zaginęły. Dopiero Zygmunt III Waza uzyskał nowa bullę wydana w roku 1602 przez papieża Klemensa VIII, na podstawie kopi bulli Klemensa X znalezionej w archiwum w Watykanie. Uroczystości kanonizacyjne odbyły się w Wilnie w roku 1604. Święty Kazimierz jest patronem Litwy, jest też jednym z patronów Polski, a od 1960 r. jednym z patronów Kawalerów Maltańskich.  Kazimierz jest jedynym świętym tego imienia. Jego święto liturgiczne przypada w rocznicę śmierci – 4 marca.  

Z imieniem Kazimierz są związane przysłowia: „Na świętego Kazimierza zima do morza zmierza”, „Dzień świętego Kazimierza resztki zimy uśmierza”, „Na świętego Kazimierza dzień się z nocą przymierza”. A oto jeszcze inne:

„Młoda rada i marcowa pogoda skutku nie mają”. „Ile mgieł w marcu tyle deszczu w czerwcu”. „Co marzec wypiecze to kwiecień wysiecze”. „Kiedy marzec przeżył starzec będzie zdrów. Kiedy baba w marcu słaba, pacierz mów”. „Na świętego Kazimierza, Wyjdzie skowronek z pod pierza”. „Na świętego Kazimierza czajka przybieża”. „Na święty Kazimierz dzień z nocą zmierz”. „Na święty Kazimierz już nie zmarzniesz”.  Może w tym roku, po tak trudnej dla wszystkich zimie te przysłowia, co są mądrością narodów, spełnią się? Oby tak było.

Dzień świętego Kazimierza w Wilnie to wielkie patronalne święto Kaziuki, które jest celebrowane na Litwie do dzisiaj. 4 Marca w Wilnie, ale też i na Wileńszczyźnie, zaczynają się tradycyjne „Kaziuki”, czyli mający ponad czterechsetletnią ciągłość odświętny jarmark, który w ostatnich latach zyskał dodatkowego rozmachu. Jest on najdłużej trwającym i najbarwniejszym świętem miasta, na które przybywają tłumy turystów. Po raz pierwszy zaczęto organizować go w XVII w., łącząc z obchodzonym rokrocznie 4-go marca, uroczystym nabożeństwem celebrowanym w dniu św. Kazimierza, patrona Litwy. Przybywali na niego pielgrzymi nie tylko z Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale także z Korony. Chytrzy łykowie wileńscy uznali, że jest to znakomita okazja do podreperowania swoich finansów i przy okazji święta zaczęli organizować jarmark, na którym każdy mógł kupić coś dla siebie…  Wileński „Kaziuk” był często jeszcze śnieżny, chłodny i słotny, zawsze jednak zwiastował zbliżającą się wczesną wiosnę. Jarmark, choć był wydarzeniem dość znaczącym i na swój koloryt nadzwyczajnym, to u wyższych sfer nie cieszył się uznaniem. Jarmark dawał moc najróżniejszych wrażeń. Kogoś pocieszył pierwszymi w życiu butami lub posypaną makiem, aromatyczną, miastową bułką. Na powrót gospodarza z „Kaziuków” wszyscy domownicy czekali ze szczególnym utęsknieniem. Z jarmarku zawsze bowiem wracało się z jakimś gościńcem. A kupić na „Kaziukach” można było wszystko… Głównym symbolem wileńskiego jarmarku były oczywiście „wileńskie palmy wielkanocne”, które dzisiaj są znane daleko poza granicami Litwy. Jest to okrągły „wałeczek” z suszonych kolorowych kwiatów i traw. Na „Kaziuku” handlowano także plecionymi koszami, drewnianymi łyżkami, miskami i beczułkami, wyrobami z lnu, glinianymi dzbankami, fujarkami, piernikowymi sercami i obwarzankami.  „Kaziuki” były zawsze okazją do zabawy. Towarzyszyli im przebierańcy, handlarze i kuglarze. Organizowano zawody w smażeniu blinów czy ubijaniu masła. Początkowo jarmarki organizowano na wileńskim Placu Katedralnym, a od 1901 r. przeniosły się na Plac Łukiski, największy wówczas plac w Wilnie. Ale i to miejsce okazało się małe, bo jarmark stawał się coraz bardziej popularny. Jarmarki zaczęły odbywać się na całym Starym Mieście. „Kaziuki” stały się wizytówką sztuki ludowej całej Litwy. Żaden jarmark nie mógł odbyć się np. bez słynnych smorgońskich obwarzanków, którymi gospodynie zachęcały klientów okrzykiem – „obwarzanki sprzedają, dziurki darmo dają”. 

Po pierwszej wojnie światowej, gdy Wilno znalazło się w granicach Polski, kontynuowano kaziukową tradycję. W 1928 r. Władysław Raczkiewicz, ówczesny wojewoda wileński, wystąpił nawet z wnioskiem o uznanie 4 marca za dzień świąteczny na Wileńszczyźnie. „Kaziuki” organizowano też na Litwie, gdy ta była częścią ZSRR. Odbywały się na rynku Kalwaryjskim, gdzie zabraniano sprzedaży palm ze względu na ich chrześcijański charakter. W 1990 r. jarmark powrócił na ulice Wilna i teraz odbywa się w samym centrum wileńskiej starówki. Obecnie w Polsce można skromną miniaturkę Kaziuków obejrzeć w Gdańsku, Poznaniu, Gorzowie, gdzie mieszka wielu kresowiaków z tamtych stron. Można tam zobaczyć wiele ciekawych wyrobów rzemiosła ludowego i artystycznego. I tak oto święty Kazimierz stał się międzynarodowym świętym, czczonym zarówno na Litwie, jak i w Polsce. W Warszawie mamy Kościół pod wezwaniem św. Kazimierza, który mieści się przy ulicy Chełmskiej 20, ale opowieść o tym kościele i Zmartwychwstańcach polskich, to historia już na inne opowiadanie.

Wiadomości dotyczących, św. Kazimierza i święta „Kaziuków” wyszukała dla wszystkich
Wasza Jadwiga

Okęcie  brązowa drużyna powitanieWczoraj wieczorem wróciły do kraju nasze brązowe dziewczyny: Luiza Złotkowska, Katarzyna Woźniak, Katarzyna Bachleda-Curuś wraz z trenerami Ewą Białkowską i Pawłem Abratkiewiczem.  

Na lotnisku Okęcie w Warszawie nie zabrakło kibiców, dziennikarzy i rodzin zawodników, a ku uciesze jednej z nich stawiła się prawie cała szkoła: uczniowie Zespołu Szkół Okęcie- niezawodni polscy kibice witają brązową drużynę panczenistekGminnych Nr 4 w Milanówku, trenujący łyżwiarstwo szybkie na warszawskim torze Stegny.

Z podwarszawskiej Zielonki przyjechali kibice z transparentem „Niemożliwe nie istnieje” oraz przedstawiciele Urzędu Miasta, gdzie mieszka Luiza Złotkowska.

Okęcie Liza Złotkowska, Katarzyna Bachleda Curuś, Katarzyna WoźniakPodczas powitania wiceprezes PKOL Andrzej Kraśnicki uznał medal panczenistek za wielką, super miłą niespodziankę, którą nas obdarowały na zakończenie polskich startów.

W krótkiej konferencji prasowej Kasia Woźniak wyznała, że te Igrzyska Olimpijskie zapamięta z powodu płaczu, najpierw, bo im nie szło, a potem z wielkiego szczęścia. Luiza przyznała, ze w Zielonce nie ma nawet lodowiska, ale jak widać nie jest to przeszkoda, aby wystartować w Igrzyskach Olimpijskich. Kasia Bachleda-Curuś powiedziała, że dopiero, gdy zobaczyła na lodowisku trenera Pawła Abratkiewicza z rękami podniesionymi do góry zrozumiała, że zdobyły medal.

Ewa Białkowska – trener naszych brązowych panczenistek wyznała, że na medal dziewczyny bardzo ciężko pracowały, ponad 200 dni „włóczyły” się po świecie trenując na różnych torach, gdzie było możliwe, bo w kraju nie mają ani jednego toru z prawdziwego zdarzenia, jak również krytego toru, o którym wszyscy marzą.

Dzisiaj już wiem, dlaczego na kolejny medal w łyżwiarstwie szybkim czekaliśmy 50 lat od sławnego zdobycia w roku 1960 w Squaw Valley srebrnego medalu przez Elwirę Seroczyńską i brązowego medalu przez Helenkę Pilejczykową. Moja przyjaciółka Elwira też jeździła po świecie, aby móc trenować i za granicą szlifować formę. Co się zmieniło przez te 50 lat? Krytego toru nie ma, tor łyżwiarski Stegny jest namiastką prawdziwego toru łyżwiarskiego, i w tych warunkach zdobywamy medal brązowy.

Dziewczyny, tym bardziej gratulujemy Wam wytrwałości, charakteru, siły w pokonywaniu wszelkich kłopotów związanych z uprawianiem Waszej ulubionej dyscypliny sportu.

Mam nadzieję, że na tor łyżwiarski kryty nie przyjdzie nam czekać kolejnych 50 lat. Jedno jest pewne, nasza srebrna Elwira jest pewnie bardzo zadowolona – tak kochała swoje długie łyżwy i marzyła o kolejnych medalach.

Sprawozdawca
Wasza Jadwiga

Zachęta 26.02 grupa emerytów zwiedzająca wystawę Allana SekuliW piątek 26 lutego wybrałam się na wystawę do Zachęty. Razem ze mną moja przyjaciółka oraz około pięćdziesięciu osób w wieku emerytalnym.  Partnerem cyklu spotkań dla seniorów, w tym tej właśnie imprezy, jest firma Emporia Telecom, producent telefonów dla osób starszych. Jak się okazało, jest to cykl spotkań edukacyjnych „Patrzeć – zobaczyć. Sztuka współczesna i seniorzy”, który jest organizowany przez Zachętę Narodową Galerię Sztuki. Spotkania dla seniorów odbywają się raz w miesiącu, a uczestnictwo w nich jest bezpłatne. W ten piątek mieliśmy możliwość zwiedzenia wystawy fotografii Allana Sekuli o nazwie „Polonia i inne opowieści”. Allan Sekula, urodzony w 1951 r. znany artysta amerykański, ceniony jest przede wszystkim za fotografie i filmy dokumentalne. Był uczniem Johna Baldessariego i Herberta Marcause’a. Rozpoczynając swoją działalność artystyczną w latach siedemdziesiątych poddawał krytyce utrwalone mity społeczne, a także konwencjonalne sposoby prezentacji i odbioru sztuki. W centrum jego zainteresowań jest człowiek, bezsilny wobec wielkiego, globalnego kapitału oraz geopolityki. Artysta wierzy, że sztuka, choć nie podważy tego porządku, może demaskować i rozbijać jego hegemonię.  Wystawa „Polonia i inne opowieści” jest pierwszym indywidualnym pokazem artysty. Dotyczy dwóch głównych zagadnień społecznego zaangażowania oraz połączenia tego, co prywatne z tym, co powszechne i uniwersalne. Znajdujemy tu wątki osobiste, związane z jego polskimi korzeniami, jak i ogólnym problemem emigracji, Polonii chicagowskiej oraz politycznych i gospodarczych relacji polsko-amerykańskich. Mogliśmy zobaczyć dwie grupy fotografii, pierwszą z roku 1990 , kiedy artysta przyjechał po raz pierwszy do Polski oraz fotografie z roku 2009. Jest to swoistego rodzaju kontrapunkt: rok 1990 i rok 2009. Przemiany w Polsce, które doprowadzają nas do wstąpienia do NATO i Zjednoczonej Europy. Osobistym wątkiem jest na tej wystawie krytyczne podejście do najbliższych obszarów życia: rodziny i  pracy. Zwróciłyśmy uwagę na: „Rozważania nad tryptykiem”, „Bajki o przemyśle lotniczym” jako krytyczną  analizę mieszczańskiej, amerykańskiej rodziny artysty oraz „Czekając na gaz łzawiący” najsłynniejszą pracę, dokumentującą protest alterglobalistów w Seattle w roku 1999.

Na zakończenie zwiedzania mieliśmy możliwość, przy kawie i ciasteczkach, wymienić się poglądami dotyczącymi wystawy i prezentowanych prac. Muszę przyznać, ze dyskusja była żywa, a prezentowane poglądy bardzo ciekawe. Po wystawie pięknie nas oprowadzały Panie Maria Kosińska i Barbara Dąbrowska.

Następne spotkanie w Zachęcie 26 marca 2010: wystawa „Gender check – Sprawdzam płeć” co już anonsuję a sprawozdanie swoją drogą zostanie przygotowane. 

Sprawozdanie z wystawy przygotowała

Wasza Jadwiga

Okęcie Justyna Kowalczyk kwiaty od Pani Burmistrz Kasiny WielkiejDzisiaj rano samolotem z Toronto przyleciała z Igrzysk Olimpijskich nasza złota Justyna.

Zmęczona, ale uśmiechnięta.

Na Lotnisku w Warszawie oczekiwało wielu kibiców, jak również ZespółOkęcie Justyna Kowalczyk wraz z trenerem i "smarowaczami" Ludowy z Kasiny Wielkiej, który odśpiewał Justynie kilka piosenek.

Powitanie zaczęto od kwiatów, które wręczały, pani Burmistrz Kasiny Wielkiej (teraz to chyba już ogromnej) w towarzystwie pięknie ubranych w stroje góralskie panów oraz  Dorota Idzi, jako prezes Stowarzyszenia Sportu Kobiet,  Dyrektor Departament Sportu, P. Budzianowska oraz Wiceprezes Okęcie Justyna Kowalczyk i jej medalePolskiego Komitetu Olimpijskiego pan Andrzej Kraśnicki.

Justyna wraz z Aleksandrem Wierietielnym i „smarowaczami” była lekko zażenowana, że taka ilość kibiców przyszła ją powitać.

Odegrano hymn Polski, następnie tradycyjne „sto lat” i Pani Justyna stanęła przed mikrofonem. Powiedziała krótko: „…kochani jestem tutaj tylko na jeden dzień, jutro wylatujemy na kolejne zawody, bo takie mamy cele sportowe w tym roku. Na świętowanie będzie czas w kwietniu, a teraz jeszcze sezon trwa i trzeba startować i zdobyć równie ważne miejsca.

Okęcie Justyna Kowalczyk - fotoreporterzy, dziennikarze,telewizjeJestem zaskoczona, że tyle osób przyszło nas przywitać. Serdecznie dziękuję, to bardzo miłe…”.

Na tym zakończyła się to bardzo krótkie powitanie. Pani Justyna po 13 godzinach lotu pewnie marzyła, aby jak najszybciej wsiąść do samochodu i dojechać do domu.

Okęcie Justyna Kowalczyk -szybka konferencja prasowaPani Justyno: życzymy Pani oraz Pani zespołowi sukcesów, niech ten sezon będzie dla Pani  najlepszym z możliwych, niech każdy start da Pani tyle radości, ile Pani swoimi biegami dała nam Jej kibicom.

Serdeczne gratulacje i powodzenia!

Pan Jan Rozmarynowski zrobił piękną dokumentację tego co na lotnisku się wydarzyło, a ja wybrałam dla Państwa najciekawsze z nich.

Wasz sprawozdawca
Jadwiga

Content Protected Using Blog Protector By: PcDrome.